Dodaj do ulubionych

po spotkaniu z położną

03.07.08, 13:39
połozne odebrały mi resztki nadziei. powiedziały niemal wprost ze
skoro facet jest tak o(d)porny (na argumenty) to lepiej pierwsze
dziecko urodzic w szpitalu... ze nie moze byc tak zeby poród był dla
niego trauma i tak dalej i tak dalej...
no i myslałam ze to jednak odrobine mniej kosztuje...
ja nie chce do szpitala
Obserwuj wątek
    • monicus Re: po spotkaniu z położną 03.07.08, 14:55
      buuu bidulka. moze faktycznie z jakas kobita urodz. no a jak ma byc tak nerwowo
      to wykup te polozna na zelaznej, tylko musisz byc twarda w negocjowaniu czego
      nie chcesz, bo oni wcale tacy nowoczesni nie sa.
      • ciociacesia no załamka totalna 03.07.08, 16:23
        ciaze mam wzorcowo idealną i chciałabym miec tez taki poród. ten mój
        facet to nawet do zofii jest negatywnie nastawiony, bo słyszał od
        kolezanki ze jej kolezanka meczyła sie tam az 18 godzin a na koniec
        zrobili jej cesarke, no przeciez prawie jej dziecko zabili,
        niedotlenione było i w ogóle...
        • nuit4 Re: no załamka totalna 03.07.08, 17:14
          oj....

          a nie ma opcji,żebyś rodziła bez niego?
          tzn z tą kuzynką o której wcześniej tu wspominałaś?
          czy po prostu ojciec dziecka musi być i już?
          • ciociacesia zaczynam coraz bardziej sie do tego przekonywac... 03.07.08, 17:26
            biedna kuzynka lezy teraz na angine, ale jak tylko wydobrzeje wezme
            ją na spytki...
            • oldzinka Re: zaczynam coraz bardziej sie do tego przekonyw 03.07.08, 18:28
              Ja tam wolałabym rodzić w domu bez faceta niż w szpitalu. Chyba
              położne nie mają nic przeciwko, żeby rodzić w domu bez faceta? Albo
              np. rodzić w szpitalu ale z położną domową zamiast męża jako poród
              rodzinny. Wtedy taka położna może być naszym rzecznikiem lepiej niż
              sceptycznie nastawiony do porodu tatuś. Ciciacesia życzę powodzenia
              i trzymam kciuki z całej siły!
              • nuit4 Re: zaczynam coraz bardziej sie do tego przekonyw 03.07.08, 21:20
                ooo z tą położna domową jako asysta to super pomysł (awaryjny wink )
        • kropkaa Re: no załamka totalna 04.07.08, 01:09
          Sorry, ale ja bym jednak wolała sama decydować o swoim ciele, bólu i
          porodzie. Naprawdę nie chcę, by to ostro zabrzmiało, ale jakoś nie
          spotkałam się jeszcze z przypadkiem, by mężczyzna miał baby-bluesa
          czy depresję poporodową albo inne problemy po nieudanym porodzie. A
          kobiety owszem, miewają. I to wcale nie aż tak rzadko.
          • ciociacesia baby blues 04.07.08, 10:20
            na szkole rodzenia było - 80% ma baby blusa, 20% depresje smile jakas
            kumata ciezarna zauwazyła - to daje razem 100% smile) ogolnie pełno
            było głupich pytan, ktore strasznie Adriana irytowały, mnie co
            najwyzej rozczulały...

            połozna nas zniechecała do domowego - w kazdym razie nie za
            pierwszym razem. jej argumety miały nieco sensu - dziecko w koncu
            nie tylko moje, faktem jest ze w razie naglej sytuacji wieksze
            szanse ma w szpitalu i chociaz prawdopodobienstwo takiej naglej
            sytuacji jest niewielkie to moze zdarzyc sie własnie mi. argument ze
            w szpitalu tez mozliwe sa komplikacje nie trafia do mojego zupełnie -
            bo w szpitalu masz swiadomosc ze zrobiłes wszystko co dla dziecka
            najlepsze... ze jego lęk bedzie sie udzielał mi dziecku i połoznej i
            marne szanse na udany poród domowy... ze to nie moze byc tak zeby
            biedak miał traume po porodzie domowym (o mojej po szpitalnym jakos
            nie było). a ja boje sie obu tych sytuacji - ze zmuszona do porodu w
            szpitalu bede miala zal straszny bo bedzie koszmarnie, a on i tak
            nie uwierzy ze w domu byłoby duzo lepiej - bo tego przeciez nie da
            sie powiedziec na pewno. no i ta druga sytuacja gdyby cos jednak
            stało sie złego w porodzie domowym - wtedy argument ze nie wiadomo
            czy szpital by cos pomógł nie przemówi z kolei do niego...

            a teraz wyszukuje mi fantastyczne szpitale...
            Zofia jest bee, bo tam maja cisnienie na naturalnosc (mi z kolei nie
            podoba sie tam tłok i masakryczne ceny)
            inflandzka nie do konca do mnie przemawia - przeczutalam gdzies ze
            tam maja tylko jeden blok porodowy i jedna sale do rodzinnych
            no to kochanie sie poczta pantoflowa dowiedział jakim wspaniałym
            miejscem jest Starynkiewicza - maja rodzinny za free i ponoc
            znieczulenie (o ktorym na szkole rodzenia mowił ze jest przeciwny) -
            tylko ze to jest szpital kliniczny a ja nie jestem przypadkiem
            klinicznym i nie zamierzam nim zostac
            • pillow-book Re: baby blues 04.07.08, 11:41
              Hej,

              myślę, że trochę przesadzasz. Ja bardzo chciałam rodzić w domu ale położna się
              nie zgodziła ze względów na moją historię medyczną.

              Miałam mieć więc prawie domowy poród w Św. Zofii.

              Gdy jednak w 12 dobie po terminie mój syn ani myślał nosa wychylać na świat z
              własnej woli poszłam na patologię (chcieli mnie wcześniej położyć ale się nie
              zgodziłam) - ktg kilkakrotnie w ciągu dnia, pełny monitoring stanu dziecka i
              mojego. Czułam się spokojniej.

              W 15 dobie mały dostał radykalnego przyspieszenia tętna, spędziliśmy w środku
              nocy prawie godzinę na usg - lekarz wiedział, że zależy mi na naturalnym
              rodzeniu więc monitorował przepływy, żeby w razie czego zaordynować
              natychmiastową cesarkę. Na szczęście wszystko się wyciszyło.

              Następnego dnia dostałam po raz kolejny oksytocynę. Po jakimś czasie zaczęłam
              chodzić po ścianach. Lekarz wysłał mnie na porodówkę.

              Leżałam w wannie z zamkniętymi oczami i koszmarnymi bólami - jak to przy
              oksytocynie. Moja położna była ale jakby jej nie było. Pełniła rolę położnej i
              bliskiej osoby (rodziłam bez partnera). Była delikatna, niezwykle uważna,
              wszystko było w punkt.

              Gdy się ściemniło włączyła nocne lampki i w dwuosobowej sali zrobiło się jak w domu.

              Tuż przed północą małemu zaczęło spadać tętno. Wiedziałam, że nie ma wyjścia...
              choć trudno było pogodzić się z tym, że nie dane mi przeżyć poród do końca.

              Pierwszą cesarkę wspominam jako koszmar choć odbywała się w prywatnej klinice za
              ciężkie pieniądze. Ale najtrudniejsze było potem - dużo czasu zajęło mi
              zakochanie się w pierwszym dziecku.

              Teraz było inaczej. Zakochałam się w synku gdy tylko się pojawił na świecie.
              Miał 7 apgarów w pierwszej minucie co dodatkowo utwierdziło mnie w słuszności
              decyzji o cesarce (zrobiono ją bardzo szybko).

              Moja położna tak samo jak kilka lekarek z Zofii mówi, że najważniejsza jest
              intuicja kobiety. Moja intuicja kazała mi pójść na patologię chociaż naprawdę
              nienawidzę szpitali (toleruję tylko te w Amsterdamie). Gdy przyjdzie czas
              wsłuchaj się w swoją intuicję... ona Ci powie gdzie rodzić. Byle tylko za dużo
              nie myśleć.

              Ja dodatkowo uważam, że jeśli coś się nie chce wydarzyć to znaczy, że ma się nie
              wydarzaćsmileGdybym rodziła w domu... nigdy bym nie urodziła. Gdybym nie poszła do
              szpitala - nie wiadomo czy moje dziecko by przeżyło - był już bardzo zmacerowany
              a łożysko bardzo stare.

              A a propos baby bluesa - pomimo naprawdę cudownego porodu - chodzę i popłakuję
              bez powodu albo oglądając jakieś durne reklamówki wink)) hormony szaleją
              niezależnie od tego gdzie i jak się rodzi...

              I nie prawdą jest, że w Zofii tak skrajnie naturalnie. Tam jest tak jak sobie
              życzy kobita ale przede wszystkim tak, żeby było bezpiecznie.

              3mam kciuki, żeby Twój poród - w domu, domu narodzin czy szpitalu - był tak samo
              piękny jak mój, choć mój z opisu mógł wydać się traumatyczny, był naprawdę
              wspaniały, głównie dzięki ludziom, którzy mnie otaczali...

              Idę zaspokoić ssakasmile

              ps: a mój mąż, choć dziecko zobaczył prawie dobę po urodzeniu, jest w nim na
              zabój zakochany
            • kaakaa Starynkiewicza?! 04.07.08, 13:52
              Brrr!
              Sorry, ciocia, ale jak się chłop nie zna, to niech przynajmniej nie miesza...
              Niestety, jedyny szpital w Warszawie, gdzie bez względu na to na jaką położną
              trafisz, masz szanse urodzić w naturalnej pozycji to Żelazna. Gdzie indziej też
              można ale albo trzeba mieć sporo szczęścia, albo wykupić sobie indywidualną
              opiekę położnej, która zgodzi się przyjąć poród w pionie.
              Niestety na Żelaznej tłok okropny...
    • kasiaimichael Re: po spotkaniu z położną 04.07.08, 14:36
      Może to zabrzmi okrutnie i nie psychologicznie ale nie rozumiem dlaczego
      bierzesz pod uwage zdanie M jeśli on KOMPLETNIE ignoruje Twoje???? Dziecko tak,
      jest Wasze ale wychodzi za przeproszeniem z TWOJEGO ciała. Dziwię się położnej,
      że odradza, bo jeśli jest opcja kuzynki/rodzenia bez M to jak by się zaczęło M
      moze isc ogladać mecz w pubie.
      • ciociacesia mecz to raczej nie 04.07.08, 15:25
        bo on raczej niemeczowy... tez mam troche zal do poloznej o takie
        postawienie sprawy. jedyne co to fakt ze dziecko tez jego i gdyby
        cos mu sie miało stac przez ten dom to odpowiedzialnosc spadłaby
        wyłacznie na mnie... troche bez sensu to wszystko
        • 987ania Re: mecz to raczej nie 04.07.08, 15:44
          Przed moim porodem powiedziałabym walcz ale teraz po zastanawiam się
          na ile powinnaś nalegać na dom a na ile na św. Zofię. Może
          rzeczywiście intytucja douli byłaby dla Ciebie lepsza niż chłop? No
          i moim zdaniem w domu może byc Ci ciężko urodzić, mysląc o tym, że
          odpowiedzialnośc jest po Twojej stonie.
          • ciociacesia ja sie czuje coraz bardziej pogubiona 04.07.08, 16:09
            tym bardziej ze nie bardzo moge sobie zabezpieczyc i szpital i
            połozna domowa... serio poczułam sie okropnie po spotkaniu z ta
            połozna i im dalej tym gorzej mi jak o nim mysle, jakby patrzyła na
            mnie tak bardzo z gory. adrian z kolei sobie 'zartuje' ze jak ja
            chce rodzic w domu jak nie mamy domu, co z kolei przywoluje mysli o
            tym ze nawet nie bede miała gdzie ze szpitla z dzieckiem wrócic. po
            prostu okropnie sie czuje z tym ze moja opinia jest traktowana jako
            wymysl ktory dla mojego dobra trzeba mi wybic z głowy...

            czekam tez niecierpliwie na relacje z twojego porodu, aniu
            • monicus Re: ja sie czuje coraz bardziej pogubiona 04.07.08, 18:05
              kurcze, wiesz co, nie powinnam tego pisac, wiem ze to nie ladnie, ale twoj facet
              zachowuje sie jak dzieciak.
              jakbys bardzo potrzebowala pomocy "douli" to ja moge to zrobic, mimo ze mam
              dwoje malych pedzli. jakby co to wolaj.
              ale mnie wkurzyla postawa twojego chlopa.
              • oldzinka Re: ja sie czuje coraz bardziej pogubiona 04.07.08, 19:51
                Ciociacesia! Jedyne co ci mogę doradzić to żebyś bardzo dobrze i na
                spokojnie przemyślała na czym ci tak naprawdę zależy. Jeśli czujesz,
                że chcesz urodzić w domu, to zrób wszystko co w twojej mocy, żeby
                tak się stało. W Warszawie jest wiele położnych domowych i zawsze
                możesz porozmawiać z inną. To jest bardzo ważna decyzja, która
                zostawi wspomnienia na całe życie, także niedobrze by było machnąć
                ręką i powiedzieć "jakoś to będzie".
                Z doświadczenia wiem, że jeśli jesteś nastawiona domowo to poród w
                szpitalu może okazać się bardzo bardzo ciężkim przeżyciem. W takim
                porodzie na pewno lepiej, żeby towarzyszył ci ktoś kto będzie
                potrafił walczyć jak lew o twoje prawa.
                życzę ci powodzenia i wiary we własną mądrość!!!
    • imbirka Re: po spotkaniu z położną 04.07.08, 22:37
      To rzeczywiście trudna sytuacja...Dla mnie oczywiście najważniejsza w porodzie jest kobieta i jej decyzje, nie uważam, że facet za wszelką cenę powinien być przy nim obecny, czy to w domu, czy w szpitalu. Presja na "porody rodzinne" średnio mi się podoba, raczej widzę w niej spory wpływ kultury patriarchalnej. Zresztą odwołując się do fizjologii porodu, Odent ostatnio pisał o tym, jak obecność mężczyzny może zaburzyć przebieg porodu. Ale w tej sytuacji chodzi o coś więcej niż kwestia samej obecności przy porodzie, prawda? Położna, dobra położna domowa, musi patrzeć na cały kontekst w jakim znajduje się kobieta, bo to on ma wielkie znaczenie dla przebiegu porodu. Jesteśmy ssakami, potrzebujemy spokoju i poczucia bezpieczeństwa, aby sprawnie urodzić dziecko. Jeśli zdarza się coś, co rodzącą z tego stanu zaufania do sytuacji w jakiej się znajduje, i do siebie samej, wyrywa, wzrasta poziom adrenaliny i poród może się skomplikować. Być może położne Twoją sytuację konfliktu z facetem co do sposobu i miejsca rodzenia postrzegają jako coś, co będzie wpływać na poród. Bo to ma znaczenie, z jakimi emocjami wchodzimy w poród, i dla rodzącej i dla położnej. Bliska obecność kogoś, kto podważa kompetencje położnej i rodzącej może sporo napsuć. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy mam siłę, aby przestać dalej przekonywać, argumentować itp., tylko po prostu powiedzieć - to mój poród, moje doświadczenie, taka jest moja decyzja, zawołam Cię, abyś mógł przywitać się z dzieckiem, ale w czasie porodu lepiej będzie, żebyś był gdzie indziej. Choć nie jestem położną, sprawę porodów domowych znam właśnie od strony położnych bardziej niż samych kobiet, i chyba rozumiem położne, z którymi rozmawiałaś. One tez mają prawo do lęku i wątpliwości, i do szukania poczucia bezpieczeństwa.
      • jola-kropek Re: po spotkaniu z położną 04.07.08, 22:57
        jak dla mnie facet przy porodzie jest zbedny.... najchetniej rodzilabym w ogole
        sama, bez nikogo... poqwiedz mu ze sie zamkniesz w lazience i tyle ebdzie cie
        widzialsmile zartuje z tya lazienka... ale moze postaw sie kobieto.... porod
        pamieta sie do konca zycia! a domowy??? ach... juz tyle czasu od mojego minelo a
        ja caly czas w uniesieniu jestem...smile nie daj sobie tego zabrac!
        • ciociacesia zbednosc faceta 07.07.08, 11:15
          facet faktycznie moze byc w takiej sytuacji zbedny, ale przykre to
          dla mnie bardzo, bo zalezy mi na jego wspierajacej obecnosci.
          on jest tak okropnie na nie ze to az boli. wyciagnał temat przy
          moich rodzicach, zeby wybili mi to z głowy...
          no i cały czas szantaszuje mnie pytaniem 'a co zrobisz jesli dziecku
          sie cos przez ciebie stanie?'
          rozmawiałam telefonicznie z Irenką - tez była niezbyt entuzjastyczna
          do porodu bez meza i troche mi 'nagadała', ale ciezko jej racji
          odmówić. biore udział w badaniu o wpływie stresu w ciazy na
          temperament dziecka. mam nadzieje ze badanie sie nie uda. sad(
    • ciociacesia szpitalne statystyki 07.07.08, 11:22
      nie wiecie czy mozna gdzies dotrzec do statystyk szpitalnych o
      nacieciach, cearkach i innych oksytocynach?
      wiem ze na stronie fundacji 'rodzic po ludzku' sa takie dane, ale sa
      troche stare, no bo przeciez w szpitalach
      Tyyyyle sie pozmieniało przez ten czas... potrzeuje racjonalnego
      uzasadnienia ze poród w domu jest dobry równiez dla dziecka, bo na
      razie to 'mysle tylko o swojej wygodzie'
      • auszrine Re: szpitalne statystyki 07.07.08, 12:56
        ciociucesiu,
        wybacz, że nie znając dobrze Ciebie i całej sytuacji, wtrącę się.
        Domyślam się, że bardzo chcesz przekonać męża, ale wydaje mi się, że żadne statystyki, choćby najświeższe nic tu nie dadzą.
        Z tego, co przeczytałam, tu nie chodzi o racjonalność, "twarde dane" (którym nota bene łatwo zaprzeczyć, bo 10000 razy było OK, a ten jeden raz nie).
        Tu chodzi o uznanie i akceptację przez męża Twoich potrzeb. Na to nie pomogą statystyki, tylko zmiany we wzajemnej relacji.
        • ciociacesia na to nie pomogą 07.07.08, 13:26
          ale pomogą na 'bo ja tak chce i juz' - łatwiej sie romawia kiedy ma
          sie po swej stronie statystyki - on np. nie wierzy mi na słowo ze
          tną pierwiastki jak leci... ze w wiekszosci szpitali wcale nie kłada
          dziecka na brzuch od razu i na ile chcesz. bo ja sie 'propagandy
          naczytałam' i to chociaz te mity mu chciałam obalic...
          juz pomijajac to jak on zinterpretował cennik który nam maria dała.
          jest tam 2000 za poród domowy, 1500+800 za poród z nia w zofii i
          zastrz4ezenie ze jezeli poród zaczyna sie w domu to za kazda godzine
          porodu 100zl (max 1200) - on policzył ze w takim razie przy porodzie
          domowym zakonczonym w szpitalu zapłacimy 4300 plus te 100 za kazdqa
          godzine trwania całego porodu... a w ogóle to wyzysk straszny te
          połozne stosują...
          nawet Irenka nie chce mnie poprowadzic w domu sad a ten sie cieszy ze
          ma władze bo 'skoro on sie nie zgodzi to zadna połozna mnie nie
          zechce'.
          ja sie juz powoli nastrajam na Irenke jako osobe towarzyszaca w
          szpitalu (chociaz nie wiem czy ona sie na to zgodzi i jak by to
          miałło wygladac) i jest we mnie potworny zal ze to wszystko nie tak
          jak miało byc...
          • auszrine Re: na to nie pomogą 07.07.08, 13:41
            No właśnie. Nawet, jak obalisz mu mity, to jeszcze zostają ceny, które on uważa za wysokie.

            ciociacesia napisała:
            a ten sie cieszy ze
            > ma władze
            Myślę, że to zdanie jest kluczowe.
            • ciociacesia ze ceny wysokie to fakt 07.07.08, 13:48
              ale zeby upierac sie przy tak idiotycznej interpretacji cennika to
              trzeba być naprawde negatywnie do srodowiska połoznych nastawionym...
              i jaki ma sens poród domowy skoro to mieszkanie nie jest nasze tylko
              wynajete... nawet cycki mi opadaja jak słysze jego argumenty... a na
              pocieszenie czytam ze szpital na czerniakowskiej tez zamykaja... to
              jest jakis koszmar, chce sie obudzic i wspokoju urodzic tak jak
              sobie wymarzyłam...
              • imbirka Re: ze ceny wysokie to fakt 07.07.08, 13:59
                Na www.rodzicpoludzku.pl statystyki są z 2005 roku, bo nie jest tak łatwo je zdobyć - to spora operacja. Może dasz facetowi do przeczytania raport o opiece okołoporodowej w Polsce:
                www.rodzicpoludzku.pl/publikacje/publikacja.php?publikacja_id=10
                pozdrawiam
                imb.
          • totorotot Re: na to nie pomogą 10.07.08, 22:05
            a w ogóle się w dyskusje dziewczyno nie wdawaj ani w argumenty: będziesz rodzić w domu i TYLE, on ma g. do gadania smile
      • totorotot Re: szpitalne statystyki 10.07.08, 22:04
        Kobieto, zmiłuj się!!!
        1. prędzej czy później albo Twój facet się zmieni, albo się rozstaniecie
        2. czniaj na to, co on ma do powiedzenia w kwestii porodu tak jak on cznia na to, co Ty masz. Dodam, ze Ty masz więcej i tego się trzymajmy
        3. jak mu ustąpisz tym razem, to tak będziesz przez całe życie mu ustępować, a Twoja pozycja w stadzie domowym będzie za psem i chomikiem

        Z pozdrowieniami i życzeniami asertywności.

        P.S. Czy Twój samiec w ramach dbałości o dobro dziecka znalazł już dobrze płatną pracę i podjął czynności w celu zakupu mieszkania? To niech się tym zajmie, a Ty sie zajmij porodem smile
    • ciociacesia niepotrzebnie boje sie naciecia 07.07.08, 14:47
      a moj lek przed nieludzkim potraktowaniem jest całkowicie
      nieuzasadniony. na to wszystko jest prosta rada: 'nie jest tak, że
      tną jak leci. Tak mówią ci co są przeciw - trzeba mieć jakiś
      argument, a ten akurat kobiety przekonuje. Możesz przecież
      powiedzieć położnej/lekarzowi jak chcesz i tyle. A możesz się nawet
      uprzeć i podpisać pisemko, że na własną odpowiedzialność i wtedy
      robisz co chcesz.

      Lekarze to nie rzeźnicy, ich celem nie jest pocięcie kobiety. Może
      rzeczywiście z rutyny robią to zbyt często, ale wystarczy
      zakomunikować, że ty sobie nie życzysz dopóki ta i ta (np. twoja
      położna) nie powie, że trzeba'

      • imbirka Re: niepotrzebnie boje sie naciecia 07.07.08, 14:57
        Jestem w stanie sobie wyobrazić, że z jakiś powodów nie mogłabym rodzić w domu, chociażby dlatego, że borykając się długo z niepłodnością powoli przestaję być "zdrowym" i fizjologicznym przypadkiem. W takiej sytuacji urodziłabym na Żelaznej, nawet pożyczając forsę, gdzie się da, z MR lub inną zaufaną położna. Wiem, ze nie jest to szpital idealny, ale myślę, że w Warszawie jedyny, który na wyraźne życzenie rodzącej, daje jej rodzić jak chce.
      • kaakaa Ciężko mi to czytać... 07.07.08, 16:03
        Sorry, że będzie bardzo szczerze...
        Ciociu, Twój chłop mocno niedojrzałym egzemplarzem mi się widzi... On chyba sam
        nie wie, czego chce. Jak będziesz rodzić w domu - to będzie Twoja wina jak coś
        pójdzie nie tak, ale już jak pójdziesz do szpitala i podpiszesz kwity, że na
        własną odpowiedzialność i będziesz sobie tam w szpitalu rodzić jak będziesz
        chcieć - to wszystko OK. Ja w tym logiki nie widzę.
        Tak swoją drogą, w jednym z warszawskich szpitali na pytanie, czy mogę się w
        czasie porodu na jakieś procedury nie zgodzić, lekarz odpowiedział mi: "Może się
        pani nie zgodzić na wszystko a my i tak zrobimy, co uznamy za słuszne."

        Nie wnikam, dlaczego Twój mężczyzna jest tak bardzo negatywnie nastawiony do
        porodu w domu (mogę mieć różne przypuszczenia) jednak jego negatywne nastawienie
        jest faktem. Straszne w tym wszystkim wydaje mi się to, że gość nie liczy się z
        Twoimi potrzebami. Ja rozumiem, że dziecko jest Wasze wspólne ale w końcu to Ty
        będziesz rodzić, Ty się nacierpisz i to od Twojej kondycji (także psychicznej)
        zależy zdrowie Waszego dziecka.
        Po tym, co facet prezentuje do tej pory, nabrałabym wątpliwości, czy będzie z
        niego jakikolwiek pożytek w szpitalu. Sorry, wiem, że to brzmi okrutnie.
        Niestety, skoro brak mu całkowicie zrozumienia dla Twoich odczuć, to nie
        potrafię sobie wyobrazić, że będzie w szpitalu walczył z personelem np. o
        pionową pozycję dla Ciebie w czasie porodu. Powiedzą mu, że na leżąco i pod KTG
        jest najbezpieczniej, to on uwierzy i będzie pierwszym, który zadba żebyś leżała
        i nie wierciła się nadmiernie.
        Tak na moje zawodowe oko, bardzo by się Wam przydało pospotykać się z dobrym
        psychologiem od związków. Kwestia narodzin dziecka, to tylko jeden problem, a
        zastanawialiście się, co będzie jak już się urodzi? Czy ten sam problem
        "niezgodności" nie będzie się powtarzał przy byle okazji? Dziś jesteś za mało
        kompetentna, żeby urodzić ("nie poradzisz sobie w domu a w ogóle to wszystko to
        są tylko Twoje fanaberie") a czy po porodzie będziesz wystarczająco kompetentna
        by karmić (obawiam się, że jak koleżanki z pracy powiedzą, że trzeba dokarmiać i
        dopijać a dziecko nie daj Boże wyda się komuś w rodzinie nie dość tłuste, to
        będziesz słuchać, że trzeba koniecznie dokarmiać), pielęgnować i wychowywać?
        Na razie, to co z jego (mężczyzny) strony widzę wygląda mi trochę na walkę o
        władzę - "to ja tu będę rządził!". Jego strategia w negocjacjach dotyczących
        porodu wskazuje na upartą obronę własnej pozycji - możesz urodzić za darmo w
        normalnym szpitalu - i nie dopuszczanie żadnych (rzeczowych, czy emocjonalnych)
        argumentów, które mogłyby tę ugruntowaną pozycję zachwiać. Obawiam się, że gość
        może nie czuć się zbyt pewnie w Waszym związku. Zachowuje się bardziej jak
        dorastający nastolatek a nie jak głowa rodziny. Smutno to wygląda i słabo rokuje
        na przyszłość. Dobry psycholog mógłby pomóc.
        Sorry za szczerość, raz jeszcze.
        • ciociacesia a znasz jakiegos dobrego terapeute? 07.07.08, 16:39
          mozesz polecic kogos od zwiazków? ja sama widze ze rozmawiac nie
          potrafie i duzo błedów popełniam, chociaz nie do konca wiem gdzie
          dokładnie, ale boli mnie ze on nie potrafi dostrzec jak strasznie
          dołuje mnie jego krytyka. jak juz sie nawyzłosliwia a ja wpadne w
          histerie to uspokaja mnie zdaniem ze 'w ogóle o dziecku nie mysle' i
          zebym sie tak nie stresowala. no rece opadaja. a kiedy w nocy nie
          moge spac to jest to moja wina, bo zbyt duza uwage zwracam na własna
          wygode... powinnam przestac o tym myslec a natychmiast usne...
          • monicus Re: a znasz jakiegos dobrego terapeute? 07.07.08, 16:51
            ja znam.
            krzysztof jedlinski z osrodka Intra na lipowej.
            • ciociacesia mozesz mi cos wiecej o nim napisac? 07.07.08, 16:55
              najlepiej na maila: steffburton@yahoo.com

              dzieki
          • totorotot Re: a znasz jakiegos dobrego terapeute? 10.07.08, 22:09
            Ciociucesiu, to ON popełnia błędy, a nie Ty. On musi się nauczyć trzymać buzię w ciup a nie Ciebie denerwować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka