Dodaj do ulubionych

COŚ się może stać dziecku!

25.02.09, 11:11
Bardzo mi się podoba, jak się rozprawiacie systematycznie z realnymi straszakami, którymi się karmi te, które chcą rodzić w domu, w wątku "czym się straszy kobiety..".
Tam też się powtarza to co i ja słyszę, to osławione COŚ zagrażające życiu maleństwa. Z tak postawionym problemem nie da się dyskutować, więc ja zgłaszam zapotrzebowanie:

Czy ktoś mógłby mnie konkretnie postraszyć - jakie są realne zagrożenia, które z nich da się przewidzieć przed porodem, jakie wady rozwojowe dziecka lub komplikacje przy porodzie wymagają interwencji neonatologa w czasie poniżej 15 min od urodzenia? Co trzeba sprawdzić kiedy jeszcze dziecko jest w brzuchu?

pozdrawiam,
anionka
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: COŚ się może stać dziecku! 25.02.09, 12:25
      Większość tego, co się w wyniku samego porodu może stać dziecku znajdziesz we
      wspomnianym wątku - może się przedwcześnie odkleić łożysko (dziecku grozi
      niedotlenienie a nawet śmierć), może wystąpić dystocja barkowa (dziecku grożą
      różne obrażenia związane z próbami wydobycia na siłę), mogą wystąpić różne
      problemy z pępowiną. Jak znajdę wolniejszą chwilę, to napiszę jeszcze o
      niedotlenieniu (asfiksji, hipoksji, hipoksemii, zamartwicy). Wszystkie
      wymienione problemy jako skutek niewłaściwej opieki porodowej mają większe
      szanse wystąpić w szpitalu niż w domu.
      Osobna kwestia to wrodzone choroby dziecka oraz problemy, które powstały już
      przed porodem.
      Co do wad wrodzonych, to bardzo ważne jest by robić USG (szczególnie to
      "połówkowe") u dobrego specjalisty i na dobrym sprzęcie. Nie byłoby rozsądnym
      rodzić w domu dziecko ze stwierdzonymi wadami wrodzonymi (wady serca,
      przepukliny, wady cewy nerwowej, wytrzewienie itp.), gdyż najprawdopodobniej
      dziecko w krótkim czasie od urodzenia będzie wymagać pomocy medycznej.
      Może być też tak, że mimo, że dziecko jest ogólnie zdrowe, to jego stan już w
      jakiś czas przed porodem, nie jest dobry. Może to być wynikiem np. niewydolności
      łożyska. Wiele informacji o stanie dziecka można uizyskać przeprowadzając test
      niestresowy KTG (poprostu zapis przez 30 minut) lub test Maninga (30 min USG z
      rejestracją określonych parametrów). Pewnych informacji dostarcza również ocena
      łożyska w badaniu USG. Nie do przecenienia jest również obserwacja przez matkę
      ruchów płodu, choć wydaje się to takie banalne smile.
      • hab_ek Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 16:04
        Kaakaa jak zawsze napisała to co najważniejsze i o czym należy pamiętać smile
        Dodam coś od siebie, choć może nie do końca na temat; odkryciem dla mnie był
        opis porodu z książki pani Ireny, myślę, że nigdy go nie zapomnę; w kilku
        słowach - ciąża OK, USG robione o dwóch specjalistów OK, to już kolejny poród w
        domu, przebieg OK, zdrowe dziecko, a po miesiącu przy badaniu kontrolnym przez
        pediatrę okazuje się, że dziecko ma ciężką, wrodzoną wadę serca (bodajże coś z
        przedsionkiem), lekarze oburzeni czemu nie w szpitalu rodzone - przecież od razu
        by wykryli (jakby to coś mogło pomócsad, okazało się, że wada nie operacyjna,
        maleństwo kolejne (?) dwa miesiące spędziło w szpitalu i niestety zmarło; a
        Matka - jej podsumowanie - do końca życia będzie szczęśliwa, że urodziła w domu,
        że mądrzy lekarze nic nie zauważyli na USG i że dała maleństwu wspaniałe
        narodziny i umożliwiła 1/3 życia spędzić wśród bliskich w poczuciu
        bezpieczeństwa i miłości.
        Dostałam książkę dopiero po drugim porodzie, czytam ją w wolnych chwilach,
        często mam łzy po niektórych opisach i utwierdzam się w przekonaniu, że to
        magiczne "COŚ" to przede wszystkim lęk... przed umiejętnością dawania nowego życia
        pozdrawiam
        • monicus COS 26.02.09, 16:24
          ... bo ludzie nie sa w stanie w ogole wziac odpowiedzialnosci za zycie. przeciez
          poczynajac dziecko z gory wiadomo, ze umrze kiedys. w szpitalu tez moze. i
          trzeba tak naprawde o tym pamietac. a jak sie taka mysl wypiera to powstaje
          wlasnie COŚ. tak mysle.
          • kaakaa Re: COS w kwestii śmierci 26.02.09, 16:41
            A nie macie poczucia, że współcześnie ludzie nie potrafią zaakceptować śmierci
            nie tylko własnego dziecka ale śmierci człowieka w ogóle? Osoby umierające
            najchętniej zamykamy w szpitalach lub hospicjach sad
            A wiecie, że spotkałam się z takimi badaniami w USA zrobionymi, w których
            wyszło, że istnieje korelacja między liczbą porodów w domu i śmierci w domu na
            danym obszarze - im więcej na danym obszarze kobiet decyduje się na poród
            domowy, tym więcej ludzi umiera we własnym łóżku a nie w szpitalu? Ciekawe, prawda?
            • anionka Re: COS w kwestii śmierci 26.02.09, 19:53
              jest coś w tym. Niedawno umierał moj tata. Wydawało mi się oczywiste, że należy z nim przy tym być i łagodnie uspokajać, pozwolić odchodzić w kojącej atmosferze. Zdziwiłam się, że tylko dla mnie to było naturalne. Lekarze sugerowali: "proszę wyjść, pacjent umiera". Brat taty zadeklarował: "ja idę, bo ja się boję śmierci". Siostra taty: "ja nie mogę na to patrzeć". A mama była zbyt pogrążona w swoim poczuciu opuszczenia (i ją jedną akurat mogę łatwo zrozumieć)...
              W ogóle odnoszę wrażenie, że nasz świat się robi światem ścisłych specjalizacji i wszystko chcemy oddawać w ręce specjalistów (i narodziny i śmierć) i boimy się wszystkiego nieznanego, wszystko nas przerasta, bo przecież 'nie znamy się', nie jesteśmy specjalistami...
              • oldzinka Re: COS w kwestii śmierci 26.02.09, 22:21
                Narodziny i śmierć są ze sobą nierozerwalnie splecione. Pięknie
                pisała o tym Irenka.
                Może gdy umieramy czujemy podobnie jak rodzące się dziecko?
                Może poprzez dobre urodzenie zapewniamy także dobrą śmierć?
                A może poprzez dobrą śmierć uda się zapewnić sobie dobre narodziny?
                Każdy pewnie wolałby urodzić się i umrzeć we własnym łóżku wśród
                bliskich niż w szpitalu...
                • kaakaa Re: COS w kwestii śmierci 26.02.09, 23:33
                  oldzinka napisała:

                  > Każdy pewnie wolałby urodzić się i umrzeć we własnym łóżku wśród
                  > bliskich niż w szpitalu...

                  Oj, chyba nie każdy. Skoro większość kobiet chce rodzić w szpitalu, bo tylko tam
                  czują się bezpieczne, to pewnie ich dzieci też w większości są zadowolone, że
                  mają takie odpowiedzialne mamusie i dzięki temu mogły przyjść na świat
                  bezpiecznie w szpitalu.
                  W kwestii śmierci - też jest wiele osób, które do końca chcą walczyć o
                  utrzymanie się na tym świecie. Gdyby miały pozostawać w domu, to czułyby, że się
                  poddają a w szpitalu mają poczucie, że jeszcze walczą.
                  Jak dla mnie - niezrozumiałe. Ale ja myślę inaczej niż większość smile
                  • hab_ek Re: COS w kwestii śmierci 26.02.09, 23:49
                    Wiesz kaakaa, z jednej strony masz rację, ale z drugiej... chyba nie. Sama tego nie pamiętam, ale gdy umierał mój Dziadek (miałam 4 latka) jego synowie walczyli o utrzymanie go przy życiu (miał raka bodajże wątroby). Dzisiaj mój Tata mówi, że spokój jego sumieniu zapewnia tylko to, że w ostatnim momencie kiedy mój Dziadek poprosił go, żeby go zabrał do domu (wszyscy byli przeciwni), to zrobił to i zmarł On w swoim łóżku. I moja Babcia - modliła się o "nagłą śmierć" i tak jej się udało. Zasnęła, bez żadnych wcześniejszych "znaków" i już się nie obudziła.
                    Z kolei z dalszych znajomych znam kilka przypadków utrzymywania "na siłę" przy życiu i późniejsze ciężkie, nawet okupione własnym leczeniem, żale i pytania "dlaczego tak zrobiłem, nie pozwoliłem mu odejść...". Nadchodzi chwila (często niestety spóźniona) kiedy człowiek przypomina sobie, że jest tylko, albo AŻ człowiekiem...
                    I myślę, że właśnie tak jest z porodami w domu - opisałaś to pięknie w którymś z postów - poród to DAWANIE życia. I jak teraz myślę, to wiem (chociaż wcześniej nie umiałam tego tak do końca wyartykułować), że moje dzieci przyszły na świat w naszym domu ponieważ podświadomie czułam, że dając naszej rodzinie nowe życie, tak samo jak dając podarunek, nie potrzebuję świadków i decydentów, potrzebuję atmosfery miłości, spokoju i akceptacji.
                    Sorry za rozwlekaniesmile
        • anionka Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 20:14
          podziwiam tę kobietę, bo pewnie na każdym kroku spotykała się z potępieniem
        • annairam Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 20:38
          Opis, o którym piszesz zapamietałam chyba najlepiej z części o porodach w domu.
          Czytałam kilka razy i płakałam. Mój mąż również był pod ogromnym wrażeniem
          postawy tej rodziny. Niezwykle podziwiam.

          Na tym jednak polega prawdziwa odpowiedzialność i pewność tego czego się pragnie
          i w co się wierzy. Często ludzie chcą brać odpowiedzialność tylko za to co
          dobrego im się w życiu zdarza.
          Myślę o tym "czymś" i wydaje mi się, że oprócz lęku są to właśnie sytuacje,
          które mogą się zdarzyć (jak ta wspomniana) bo diagnostyka czy nasze zdrowie nie
          są w 100% idealne. Jeśli rodzi się we własnym domu to wtedy samemu trzeba się z
          tym zmierzyć. W szpitalu w podobnym momencie oddajemy sie w czyjeś ręce...
          • monicus Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 21:53
            dokladnie tak. nie przyjmuja smierci do wiadomosci. odpowiedzialnosc wola zwalac
            na innych.
            dziecko mojej kolezanki po operacji umarlo w inkubatorze. nie wiem czy
            zdecydowalabym sie na tak ryzykowna operacje. wolalabym chyba zeby umarlo
            spokojnie na moich rekach niz w jakims pudelku.
            • kaakaa Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 22:03
              Też pamiętam tę opowieść z książki Ireny. Ja poznałam ją jeszcze zanim pojawiła
              się książka. Ten chłopczyk był już kolejnym dzieckiem tej mamy (czwartym albo
              piątym). Miał bardzo poważną, nieoperacyjną wadę serca. Lekarze mimo to chcieli
              operować i dziwili się, że matka się nie zgodziła.
              Ta kobieta miała w ciąży robione normalne USG i wyszło OK. Po porodzie dziecko
              było badane przez pediatrę i też było OK. Nawet gdyby ten maluch urodził się w
              szpitalu, to nic to by zapewne nie zmieniło. Swoistym cudem było to, że nikt nie
              znalazł tej wady wcześniej, bo tylko dzięku temu ten chłopczyk mógł choć torszkę
              cieszyć się normalnym życiem.
              Ja jestem ze wsi. I to takiej dechami zabitej. W mojej rodzinie należę do
              jedynego pokolenia, które urodziło się w szpitalu. Narodziny i śmierć w domu
              były czymś naturalnym. Mam nadzieję, że moje dizeci odwdzięczą mi się za porody
              domowe przynajmniej tym, by pozwolić mi kiedyś umierać we własnym domu w
              otoczeniu rodziny a nie w bezdusznej instytucji.
              • kropkaa Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 23:41
                U nas w bardzo bliskiej rodzinie dziecko się urodziło w szpitalu,
                dostało Apgar 10, wszystkie USG ok. Już ich mieli wypis, ale matka
                nalegała na badanie, bo kilka rzeczy jej się nie podobało - sine
                oczy ("to od kropel"), dyszenie, sapka, męczenie się przy piersi
                ("tak ma być"), przysypianie przy ssaniu niemal natychmiast, jakieś
                charczenie (zapobiegawczo dali antybiotyk, tak na wszelki wypadek -
                no comment) etc. Matka uczyła się na pielegniarkę, to jest jej
                drugie dziecko i to ona właściwie wymusiła ponowne przebadanie
                dziecka. I szok! Bardzo poważna wada serca do natychmiastowej
                operacji. A od porodu mijał właśnie czwarty dzień! Zanim to wszystko
                pozałatwiali, to minął w sumie tydzień. I co z tego, że
                tak "bezpiecznie" urodziła, bo w szpitalu? Kompletnie nic to nie
                dało, poza spychologią. Co ja bym zrobiła po porodzie w domu (gdyby
                coś mnie na poważnie zaniepokoiło)? Zawołałabym natychmiast
                neonatologa i o niebo szybciej wszystko by było wiadomo. A ona była
                wsród tłumu lekarzy, którzy uznali ją za zwykłą, przewrażliwioną
                panikarę...
        • kropkaa Re: COŚ się może stać dziecku! 26.02.09, 23:30
          Uwielbiamy ten opis. I gdyby coś takiego miało nam się przytrafić,
          to też byśmy tak chcieli.
          • fizula Re: COŚ się może stać dziecku! 03.03.09, 02:50
            Cudna egzystencjalna opowieść się robi z tego wątku.
            Zauważcie, kobietki, że także twórca polskiego modelu Szkół Rodzenia
            i miłośnik domowych porodów ś.p. prof. Fijałkowski również chciał
            umrzeć i umarł w domu.
            To jest bardzo ważne móc się z bliską osobą pożegnać, towarzyszyć
            jej przy tak trudnym doświadczeniu przejścia na drugą stronę życia.
            Tego zabrakło w mojej rodzinie. Mój brat umarł tragicznie w wypadku
            samochodowym w ciągu kilku minut. Nikt z nas, ani rodzice, ani
            narzeczona, ani ja jako siostra nie mogliśmy go pożegnać, usłyszeć
            ostatnich słów. Tym trudniej nam się przeżywało żałobę. To
            współcierpienie, bycie razem, trzymanie za rękę, możliwość
            niepokojenia się o ukochaną osobę- jest bardzo ważna. To już ponad
            10 lat jak zmarł mój brat, ale pamiętam nasze emocje i "niedosyt"
            pożegnania.
            Dom jest z reguły łagodnym miejscem do rodzenia się i do umierania.
            Słyszałam historię pewnej babci, która wręcz miała pretensję do
            swoich dzieci, że nie pozwolili jej odejść w domu, a skazali ją na
            ciężką wegetację i osamtnienie w szpitalnych murach.
            • kropkaa Re: COŚ się może stać dziecku! 03.03.09, 09:32
              Bardzo mi przykro.
              • fizula Re: COŚ się może stać dziecku! 03.03.09, 12:03
                > Bardzo mi przykro.

                Nie czas na kondolencje: to już ponad 10 lat temu. Moim
                doświadczeniem chciałam jedynie powiedzieć, że w żałobie po prostu
                bardzo żałowaliśmy, że nie mieliśmy szansy pożegnać się z bliską nam
                osobą. Towarzyszenie w umieraniu jest trudne, cierpienie z chorym,
                umierającym, ale brak pożegnania i pozostanie w takiej pustce może
                być jeszcze trudniejsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka