czy też własnie nie zachodzi
dzień dobry, to znowu ja, wcale a wcale się nie poddałam w kwestii
domowego porodu

Tyle, że walka jest ciężka, ale nie zapeszam i
nic nie napiszę przed ósmym sierpnia, kiedy to -mam nadzieję- temat
się rozstrzygnie. Oby pozytywnie, trzymajcie kciuki, proszę.
Póki co problem mam własnie z żelazem. Sama nie wiem, co o tym
sądzić, więc chciałam się skonsultować z "doświadczeńszymi"

W pierwszej ciązy mimo wszystkich suplementów miałam rasową anemię.
W drugiej tak samo. Podeszłam więc do tematu na luzie, ale może
niesłusznie.
POnieważ żelazo leci na łeb na szyję zaczęło mi świtać, że może być
nieciekawie z planami rodzenia w domu.
Sama jednak już nie wiem, co jeszcze mogę zrobić z żelazem: popijam
posiłki sokami z wit C, z suplementów biorę tardyferon i
krwiotwórczy kwas foliowy oraz witaminę C dla lepszego przyswajania.
Wyniki wciąż spadają, jeszcze chwila i przekroczę graniczną liczbę
10.
A więc po pierwsze: co robić? czy znacie jakieś sposoby?
I po drugie: jak to jest z poziomem hemoglobiny i hematokrytu jesli
idzie o rodzenie w domu? Czy Wasi lekarze i położne zwracali uwagę
na ten aspekt? Jaka wartośc była graniczna?
Naświetlcie mi, prosze, cokolwiek, jestem zupelnie zielona w tym
temacie.
pozdrawiam
a.