Dodaj do ulubionych

dlaczego zachęcacie dzieci do nauki?

18.09.09, 10:27
Zacznę od tego, że doceniam wagę wykształcenia, podziwiam ludzi
mądrych, oczytanych, sama też zresztą lubię się uczyć dla siebie.

Niemniej, w obecnych czasach, rzucanie argumentów, że jak nie
będziesz się uczył, to ...
Patrząc na ogromną rzeszę absolwentów po studiach (i to dobrych)
mających problem ze znalezieniem pracy, wywieranie presji na
młodych, że wykształcenie, itp, itd jest chyba lekką przesadą.

Czy naprawdę wierzycie w to, że dobre stopnie w szkole + studia
zapewnią Waszym dzieciom sukces? Co w takim razie sprawia, że wielu
rodzicom spędzają sen z powiek złe oceny latorośli?
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 10:44
      Bo nauka jest przyjemna sama w sobie. Wyłącznie dlatego.
      • mamusia1999 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 12:18
        no to moja Mloda jakis odchyl ma, bo dla niej nauka to brzemie wink))
        chociaz sprzedalam jej pare technik neuronalnych.
        lubi wylacznie przedmioty, ktore przychodza jej same z siebie.

        zachecam ja do nauki bo spelniona egzystencja wiaze sie w moim
        pojeciu z poznaniem i zrozumieniem swiata, a do tego potrzebne jest
        wyksztalcenie. wyksztalcenie nie gwarantuje sukcesu zawodowego ale
        go umozliwia, acz sukces zawodowy niekoniecznie szczescie daje.

        zachecam ja rowniez w imie wolnosci wyboru przyszlego zawodu -
        trudno po zawodowce zostac aktorem lub oceanologiem, za to po
        maturze/licencjacie etc zawsze jeszcze mozna zostac...salowa.
        • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:09
          > zachecam ja do nauki bo spelniona egzystencja wiaze sie w moim

          No, własnie: w pojęciu rodzica. Czyli dla spełnienia WŁASNYCH
          ambicji?

          > zachecam ja rowniez w imie wolnosci wyboru przyszlego zawodu -
          > trudno po zawodowce zostac aktorem lub oceanologiem, za to po
          > maturze/licencjacie etc zawsze jeszcze mozna zostac...salowa.

          Zgadza się, ale żeby w dzisiejszych czsach mieć maturę i otwartą
          drogę nie trzeba być orłem i spędzać życia nad ksiązkami. Czyli komu
          potrzebne to dobre świadectwo?
          • alanta1 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 21:19
            takijestlos napisała:

            > Czyli komu potrzebne to dobre świadectwo?

            Za moich czasów nie było potrzebne do niczego, bo zdawało się egzaminy do liceów
            i na studia.
            Teraz bez dobrego świadectwa nie dostaniesz się do dobrej szkoły. Albo nie
            będziesz miała wyboru do jakiej klasy chcesz isć w rejonowej szkole-a bywają
            ciekawe klasy profilowane w których warto się uczyć smile
          • mamusia1999 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 19.09.09, 18:36
            cale wychowanie opiera sie WLASNYCH pogladach i priorytetach
            rodzicow. moje osobiste doswiadczenie mowi, ze spelniona
            egzystencja wymaga poznania i zrozumienia swiata, na ktorym sie
            zyje i to doswiadczenie podaje dalej moim dzieciom.

            motywowalam Mloda do ocen otwierajacych jej droge do matury ( w
            Niemczech juz 10latki dzielone na rozne typy szkol, choc zawsze
            istneinie potem mozliwosc uzupelnienia potem stopnia wyzszego)
      • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:05
        mama_kotula napisała:

        > Bo nauka jest przyjemna sama w sobie. Wyłącznie dlatego

        Może dla Ciebie, dla mnie, ale zaręczam Cię, że dla wielu - nie
        jest. Więc po co?
        • mama_kotula Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:58
          takijestlos napisała:

          > mama_kotula napisała:
          >
          > > Bo nauka jest przyjemna sama w sobie. Wyłącznie dlatego
          >
          > Może dla Ciebie, dla mnie, ale zaręczam Cię, że dla wielu - nie
          > jest. Więc po co?

          A skąd ja mam wiedzieć po co DLA INNYCH?
          Pytałeś, dlaczego JA zachęcam, udzieliłam odpowiedzi. Tyle w temacie.
    • alanta1 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 12:07
      Bo proces uczenia się wpływa na rozwój człowieka, niezależnie od tego, jakie on
      będzie posiadał wykształcenie. I można być oczytanym i elokwentnym
      tokarzem/brukarzem/kucharzem po zwykłej zawodówce, a można kompletnym tłukiem po
      studiach.

      > Co w takim razie sprawia, że wielu
      > rodzicom spędzają sen z powiek złe oceny latorośli?

      Dla mnie zła ocena jest sygnałem, ze dziecko sobie z czymś nie radzi w szkole i
      trzeba się temu przyjrzeć. Może to być problem z samą wiedzą, a może z
      nieumiejętnym przekazaniem tego, co się umie.
      • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:13
        alanta1 napisała:

        > Bo proces uczenia się wpływa na rozwój człowieka, niezależnie od
        >tego, jakie on będzie posiadał wykształcenie.

        Niewatpliwie. Niemniej nie wszyscy chcą się rozwijać i widzą w tym
        sens. Czyli w sumie narzucamy własne potrzeby rozwojowe nad
        nastolatka?

        >I można być oczytanym i elokwentnym
        > tokarzem/brukarzem/kucharzem po zwykłej zawodówce,

        Dokładnie, więc pytanie dalej aktualne: po co tak zachęcać do nauki
        szkolnej?

        > Dla mnie zła ocena jest sygnałem, ze dziecko sobie z czymś nie
        >radzi w szkole i trzeba się temu przyjrzeć. Może to być problem z
        >samą wiedzą, a może z nieumiejętnym przekazaniem tego, co się umie.

        A jak sie juz przyjrzysz i zdiagnozujesz problem, to jaki następny
        krok? Zmierzamy do nacisku w kierunku nauki?
    • alabama8 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:03

      Wzniośle - kurcze, fajnie jest coś wiedzieć o świecie, rozumieć
      niuanse, konteksty, cytaty i zapożyczenia, kojarzyć fakty, rozumieć
      dynamikę, przewidywać zmiany i konsekwencje.

      Prozaicznie - żeby za lat 20 nie musiało nosić worków, bo z jego
      stanem zdrowia to na razie nadaje się tylko na urzędnika smile
      • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 13:15
        alabama8 napisała:

        > Wzniośle - kurcze, fajnie jest coś wiedzieć o świecie, rozumieć
        > niuanse, konteksty, cytaty i zapożyczenia, kojarzyć fakty,

        No ale zakładamy, że młode nie czuje bluesa i dla niej/niego nie ma
        w tym nic fajnego

        > Prozaicznie - żeby za lat 20 nie musiało nosić worków, bo z jego
        > stanem zdrowia to na razie nadaje się tylko na urzędnika smile

        I wypocone 4 czy 5 mają mu niby to zapewnić?
        • takijestlos kij w mrowisko 18.09.09, 13:29
          Jeszcze 20-30 lat temu wykształcenie było drogą do lżejszej pracy,
          łatwiejszego życia, większych możliwości. Obecnie sytuacja wygląda
          inaczej, nie mówiąc juz o tym, że studia bez większego wysiłku można
          sobie też kupić, matura tym bardziej to nie problem w dzisiejszych
          czasch. Tymczasem stosunek rodziców do nauki dzieci jak gdyby nie
          nadąża za duchem czasu, takie są moje obserwacje. Mamy głęboko
          zakorzenione, aby jednak zachęcać, motywować, zwracać uwagę na
          oceny. I niejeden student czy absolwent zadaje potem pytanie: po co?
          W efekcie końcowym (pomijam naprawdę jednostkowe przypadki)ani te 5,
          ani dobre gimnazjum czy liceum nie mają tak naprawdę większego
          znaczenia.

          Do tego wątku skłoniły mnie powtarzające się posty typu: nie chce
          się uczyć, jak pomóc, co zrobić, przecież egzamin za pasem, itp,itd.

          • verdana Re: kij w mrowisko 18.09.09, 13:34
            Wyksztalcenie daje więcej możliwosci - mozna wtedy wybierać z wielu
            róznych opcji. Poza tym o ile nauka szkolna nie zawsze jest
            interesująca, to studia czy ksztalcenie się w wybranym kierunku
            bywaja znacznie ciekawsze. I praca po studiach tez bywa ciekawsza,
            niż brukowanie ulic.
            O ile zgadzam się, ze gimnazjum i liceum nie mają większego
            znaczenia, to dobre studia juz tak. Nie zawsze musi się to
            przekladac na zarobki, ale może na ciekawszą pracę.
            Przyjmujac założenie, ze dziecko ma prawo wybrac, czy chce się
            rozwijać czy nie - rodzice nie powinni zachęcać do niczego.
            Marzeniem dziecka może byc leżenie z chipsami przez telewizorem.
            • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 13:43
              verdana napisała:
              > Przyjmujac założenie, ze dziecko ma prawo wybrac, czy chce się
              > rozwijać czy nie - rodzice nie powinni zachęcać do niczego.
              > Marzeniem dziecka może byc leżenie z chipsami przez telewizorem.

              Dokładniewink Czyli, z której strony by nie popatrzeć, to właściwie
              górę biorą nasze ambicje, że dziecko powinno ...

              • pam_71 Re: kij w mrowisko 18.09.09, 13:54
                > verdana napisała:
                > > Przyjmujac założenie, ze dziecko ma prawo wybrac, czy chce się
                > > rozwijać czy nie - rodzice nie powinni zachęcać do niczego.
                > > Marzeniem dziecka może byc leżenie z chipsami przez telewizorem.
                >
                > Dokładniewink Czyli, z której strony by nie popatrzeć, to właściwie
                > górę biorą nasze ambicje, że dziecko powinno ...
                >

                Myślę, że bardziej zdrowy rozsądek i miłość do dziecka.
                Dziecko leżące cały dzień przez TV i wcinające chipsy jest zaniedbywane, a jego
                Rodzic nie spełnia swojej roli.
                Jeżeli na którymś etapie Moje Młode nie dadzą sobie rady, bo to przekroczy ich
                możliwości intelektualne - odpuszczę.
                Jeżeli delikwent okaże się typem "zdolnym ale leniwym" (wr...) to wtedy nie ma
                zmiłuj się (Mam w rodzinie kuzyna, który już jako dorosły człowiek ma pretensje
                do swojej Mamy, że Go nie "przypilnowała" i zmusiła do ukończenia studiów. Teraz
                żałuje). No sorry, ale miałam takie momenty gdzie bez "kopa" nie dało rady ... i
                jestem wdzięczna Rodzicom za owego KOPA wink Teraz ... wtedy to była prawdziwa
                trauma.
                • pam_71 Re: kij w mrowisko 18.09.09, 13:56
                  miało byc oczywiście
                  że Go nie "przypilnowała" i NIE zmusiła do ukończenia studiów
                • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:21
                  Pam, ładnie napisane. W sumie się zgadzam. Dalej jednak zastanawiam
                  się, jakie potrzeby w pierwszej kolejności zaspokajają rodzice
                  wywierając tak ogromną presję na wyniki, tudzież posiadanie wyższego
                  wykształcenia.

                  Obecnie praktycznie w każdym wieku mozna się kształcić i nie ma się
                  drogi zamkniętej, a mimo to zdecydowana większość rodziców tak
                  ogromnie przezywa wszelkie egzaminy końcowe nastolatków i sama
                  nakręca nerwową atmosferę. Podobnie zresztą w kwestii ładnego
                  świadectwa.
                  • pam_71 Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:32
                    Obecnie praktycznie w każdym wieku mozna się kształcić i nie ma się
                    drogi zamkniętej

                    wink Oczywiście, że można ... ale powiem Ci z własnego doświadczenia, że tak jak
                    w wieku 18-25 lat chcieć rzeczywiście znaczy móc to już po 35 roku życia
                    niekoniecznie ... Wiem co mówię, bo dwa lata temu zapisałam się na studium(na to
                    co lubię) i już nie było tak łatwo i "pstryk" już umiem wink
                    Umysł nastolatka jest bardzo chłonny i powiem szczerze - teraz jako stary
                    wapniak - widzę, że nie wykorzystać tych lat (tej łatwości uczenia się) - tylko
                    przeleżeć na kanapie z pilotem w ręku to GRZECH. Grzech wobec samego siebie i
                    swoich talentów. Bo po latach do tamtego "świeżego" umysłu już nie wrócimy ...
                    wink A nastolatki są różne ... jeden będzie potrzebował zachęty(kopa) inny nie
                    ... A ja do powyższych wniosków doszłam zbyt późno ... wink
                    • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:57
                      pam_71 napisała:

                      > w wieku 18-25 lat chcieć rzeczywiście znaczy móc to już po 35 roku
                      >życia niekoniecznie ...

                      Ale mając na myśli "starsze dziecko" raczej biorę pod uwagę młodsze
                      lata...Czy sądzisz bowiem, że i w wieku 20 lat rodzic ma stać nad
                      głową (książkami)?

                      > A nastolatki są różne ... jeden będzie potrzebował zachęty(kopa)
                      inny nie

                      To i dorosły potrzebuje czasem kopa, więc ja bynajmniej nie zachęcam
                      do tego, aby w ogóle dzieciaka nie motywować do niczego. Tylko tak
                      sobie analizuję, co poniektóre postawy rodzicielskie.
                      • pam_71 Re: kij w mrowisko 18.09.09, 19:02
                        Widzę, że teraz Ty nie do końca kumasz o co mi biega wink
                        Czy sądzisz bowiem, że i w wieku 20 lat rodzic ma stać nad
                        > głową (książkami)?

                        Nie, bo i nie jest fizycznie w stanie. Ale przekaz w stylu "jak
                        zawalisz - to kasy nie dostaniesz" już jest możliwy. Dla mnie = ze
                        staniem nad głową lub kopem ... zwał jak zwał

                        To i dorosły potrzebuje czasem kopa, więc ja bynajmniej nie
                        zachęcam
                        > do tego, aby w ogóle dzieciaka nie motywować do niczego

                        Dla mnie stwierdzenie poleżałby na kanapie i poogladał TV
                        (jak sugerujeszwink) = nie motywowanie do niczego.

                        No sory, ale w słowie pisanym (szczegolnie na tym forum) cięzko
                        wyłowić wszystkie kruczki i podteksty.
                        Napisz wprost,że denerwuje Cie "wyścig szczurów" w obecnych
                        gimnazjach/liceach i że według Ciebie Rodzice jeszcze niepotrzebnie
                        to wszystko nakręcają ...
                        Swoją drogą ile masz lat i w jakim wieku są Twoje dzieci ? wink
                        • takijestlos luźne rozważania 21.09.09, 13:03
                          > No sory, ale w słowie pisanym (szczegolnie na tym forum) cięzko
                          > wyłowić wszystkie kruczki i podteksty.

                          Tak własnie. Nawet tytuł nie odzwierciedla tego, co autor miał na
                          myślisad

                          > Napisz wprost,że denerwuje Cie "wyścig szczurów" w obecnych
                          > gimnazjach/liceach i że według Ciebie Rodzice jeszcze
                          >niepotrzebnie to wszystko nakręcają ...

                          Nie w tym do końca rzecz. To raczej próba analizy otaczających
                          postaw, motywów działań w zderzeniu z szarą rzeczywistością I tego
                          co czują rodzice, gdy napotykają na ścianę ... (tzn.
                          koniec "napędzanej" dobrej edukacji, a potem ...pustka, np.
                          bezrobocie, czy praca za marne grosze, w której nie wykorzystuje się
                          w ogóle swojej wiedzy). Czy warto było, jeśli związane to było ze
                          zbyt dużym napięciem w rodzinie?

                          Generalnie mozna podzielić rodziców na tych zaangażowanych i raczej
                          odpuszczających (nie sądzić po pozorach!) Która postawa lepsza,
                          zdrowsza, bardziej naturalna? Krańcowe stanowiska (terror lub
                          całkowite olewanie)pomińmy, są złe i nie ma nad czym dyskutować.

                          Czy wiecie, że już Korczak zaznaczał, że dzieci są przeciążane
                          teoretyczną nauką, która niczemu dobremu nie służy? Twierdził, że
                          tylko niewielki procent społeczeństwa ma predyspozycje do nauki z
                          prawdziwego znaczenia.

                          Właśnie obserwowałam kilku rodziców byłych maturzystów, którzy
                          czują się jakoś wytrąceni z rytmu, bo owe "napędzanie" przestało
                          mieć racje bytu (i ci lepsi, i ci gorsi jakieś studia wybrali,
                          zrównali się, bez względu na wcześniejsze postawy rodziców i własny
                          zapał do nauki).


                          • pam_71 Re: luźne rozważania 21.09.09, 14:04
                            > Napisz wprost,że denerwuje Cie "wyścig szczurów" w obecnych
                            > gimnazjach/liceach i że według Ciebie Rodzice jeszcze
                            >niepotrzebnie to wszystko nakręcają ...

                            Nie w tym do końca rzecz. To raczej próba analizy otaczających
                            postaw, motywów działań w zderzeniu z szarą rzeczywistością I tego
                            co czują rodzice, gdy napotykają na ścianę ... (tzn.
                            koniec "napędzanej" dobrej edukacji, a potem ...pustka, np.
                            bezrobocie, czy praca za marne grosze, w której nie wykorzystuje się
                            w ogóle swojej wiedzy). Czy warto było, jeśli związane to było ze
                            zbyt dużym napięciem w rodzinie?


                            Nie każda "edukacja" kończy się bezrobociem czy beznadziejna płacą. Nie
                            generalizuj w ten sposób. Jednostki "wybitne" i te "dobre" zwykle radzą sobie w
                            życiu. A co do napięcia - to już sprawa indywidualna (tzn. dotyczy konkretnej
                            rodziny).

                            Właśnie obserwowałam kilku rodziców byłych maturzystów, którzy
                            > czują się jakoś wytrąceni z rytmu, bo owe "napędzanie" przestało
                            > mieć racje bytu (i ci lepsi, i ci gorsi jakieś studia wybrali,
                            > zrównali się, bez względu na wcześniejsze postawy rodziców i własny
                            > zapał do nauki).


                            Ja nic nie mam do teoretyzowania i luźnych rozważań ... ale patrząc na innych
                            często dochodzimy do zgoła innych wniosków niż przerabiając to samo na własnym
                            podwórku wink
                    • morekac Re: kij w mrowisko 19.09.09, 11:55
                      Pam_71, niestety, uczenie się w starszym wieku jest o tyle skomplikowane, że nie
                      tyle człowiek ma mniejsze zdolności do uczenia się, ile zwyczajnie mniej czasu.
                      Jak się ma dzieci (a zwłaszcza małe dzieci), pracę, dom - to jak się doda do
                      tego jakąś szkołę - doby nie starcza...
              • verdana Re: kij w mrowisko 18.09.09, 14:20
                Próba utrzymania dziecka przy zyciu nie jest ambicja. Jesli ktos nie
                ma ambicji, aby dziecko nie bylo zdrowe i nie zmarlo na zawał przed
                40 nie powinien dzieci mieć.
                • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:14
                  verdana napisała:

                  > Próba utrzymania dziecka przy zyciu nie jest ambicja. Jesli ktos
                  >nie ma ambicji, aby dziecko nie bylo zdrowe i nie zmarlo na zawał
                  >przed 40 nie powinien dzieci mieć.

                  A co ma kwestia zdrowia i życia do dobrze zdanego egzaminu???
                  • mama_kotula Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:26
                    Nie udawaj głupiego, bo ta prowokacja ci nie idzie wink.

                    Verdana odniosła się do tego, że rodzic zabrania dziecku leżeć przez pół doby z chipsami przed telewizorem (czyli ogranicza "marzenia dziecka") - do tego, co ty nazwałeś "ambicją".
                    • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 15:43
                      mama_kotula napisała:

                      > Nie udawaj głupiego, bo ta prowokacja ci nie idzie wink.

                      Cały watek jest prowokacyjnysmile
                      Przez pewne obserwacje nasunęły mi takie a nie inne wnioski.

                      > chipsami przed telewizorem (czyli ogranicza "marzenia dziecka") -

                      Od chipsów i telewizora do śmierci jeszcze kawałek jest drogiwink
                      Pozatem mozna nie pchać dzieci na korki, kursy do egzaminów i
                      jednocześnie nie karmić ich chipsami i tv, czyż nie?

                      >do tego, co
                      > ty nazwałeś "ambicją".

                      Czyli przerost ambicji nie wchodzi w grę?
                  • verdana Re: kij w mrowisko 18.09.09, 16:01
                    Ma do siedzenia przed telewizorem z chipsami.
                    • takijestlos Re: kij w mrowisko 18.09.09, 16:09
                      verdana napisała:

                      > Ma do siedzenia przed telewizorem z chipsami.

                      Co ma?

                      Wątek nie dotyczy zdrowiasmile
                      OK rozumiem do czego zmierzasz, ale jak dla mnie taka analogia jest
                      chybiona.

                      Oczywiście możemy popatrzeć też z innej strony i przyjąć założenie,
                      że gonimy dzieci do nauki, aby nie zajmowały się głupotami.
                      No ale równie dobrze możemy gonić je do pracy (jak chciał Korwin M).
                      • verdana Re: kij w mrowisko 18.09.09, 16:22
                        Dotyczy - bowiem zyczeniem dziecka może byc nie uczenie się, a
                        ogladanie telewizji na okrąglo. Jesli naklaniamy do nauki niechętne
                        dziecko - i to jest wyraz chorej ambicji, to dokladnie takim samym
                        wyrazem będzie zmuszanie dziecka do aktywnosci fizycznej, gdy ono
                        nie ma na to ochoty.
            • morekac Re: kij w mrowisko 19.09.09, 11:49
              > Marzeniem dziecka może byc leżenie z chipsami przez telewizorem.

              Na ten telewizor, kanapę i czipsy też trzeba zarobić...
              • verdana Re: kij w mrowisko 19.09.09, 14:06
                Rodzice zarobią.
          • paszczakowna1 Re: kij w mrowisko 18.09.09, 14:09
            > Jeszcze 20-30 lat temu wykształcenie było drogą do lżejszej pracy,
            > łatwiejszego życia, większych możliwości. Obecnie sytuacja wygląda
            > inaczej, nie mówiąc juz o tym, że studia bez większego wysiłku można
            > sobie też kupić, matura tym bardziej to nie problem w dzisiejszych
            > czasch.

            Jak 'inaczej'? Dalej są dyplomy, które faktycznie dają większe możliwości.
            'Kupić' można studia niewarte funta kłaków, a takiej np. informatyki na UW nie
            kupisz.
    • sempem Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 14:27
      verdana napisała: "I praca po studiach tez bywa ciekawsza, niż
      brukowanie ulic."

      bywa to niestety kluczowe słowo w tym zdaniu.

      Nie raz przypominałyśmy sobie z koleżankami jakie ważne w naszym
      życiu było w pewnym czasie dostanie się do określonego liceum,
      najlepszej klasy, a potem już na studiach dostanie się na odpowiedni
      kierunek, do katedry najlepszego promotora... a teraz...? mobbują nas
      przełożeni z tym samym wykształceniem, często po mniej prestiżowych
      kierunkach, nie wspominając już o zarobkach.

      Dyplom magistra przestał być nobilitacją społeczną a stał się
      podstawowym wymogiem na rynku pracy. Kiedyś czytałam taki artykuł, że
      brak jest wyraźnych różnic pomiędzy zawodami wykonywanymi przez ludzi
      ze średnim i wyższym wykształceniem. Trochę tak jakby rynek pracy dla
      ludzi ze średnim wykształceniem kompletnie zanikł.

      Mając na względzie własne doświadczenia będę się starała tłumaczyć
      swojemu dziecku, że najważniejszym w życiu jest skończyć
      szkołę/studia (niekoniecznie najlepszą/e i niekoniecznie z
      najlepszymi notami) a potem pogłębiać kwalifikacje w ramach tychże
      zainteresowań i pasji, bo od 25go do 65 roku życia jest całe 40
      długich lat.
      • pam_71 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 14:34
        Dyplom magistra przestał być nobilitacją społeczną a stał się
        podstawowym wymogiem na rynku pracy. Kiedyś czytałam taki artykuł, że
        brak jest wyraźnych różnic pomiędzy zawodami wykonywanymi przez ludzi
        ze średnim i wyższym wykształceniem. Trochę tak jakby rynek pracy dla
        ludzi ze średnim wykształceniem kompletnie zanikł.


        Ale tak niestety u nas jest. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy ... prawie
        wszędzie "wykształcenie wyższe". To może być licencjat prywatnej uczelni jaki i
        doktorat na renomowanym Uniwersytecie ... ale jednak szkołę skończyć trzeba. A
        to w jaką część naszej wiedzy (i czy w ogóle) wykorzystamy w pracy to już
        zupełnie inna para kaloszy wink
        • bi_scotti Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:30
          Zachecalam i zachecam moje dzieci do nauki z czysto egoistycznych
          potrzeb kontaktowania sie z wyksztalconymi doroslymi, z ludzmi
          majacymi tzw. pojecie o swiecie, rozpoznajacymi nazwy, nazwiska,
          zjawiska, daty, okolicznosci przynalezne do ogolnej "oglady". Mam
          dzieci (rowniez) po to zeby miec z kim sobie fajnie pogadac. I o ile
          brak wyksztalcenia nie pozbawia tzw. madrosci zyciowej, o tyle duzo
          latwiej i bardziej wymiernie bylo i jest egzekwowanie od moich
          dzieci akademickiego wyksztalcenia niz nabywanej latami zyciowej
          madrosci. Z przyczyn oczywistych, Oni nigdy starsi ode mnie nie beda
          wiec ja Ich zawsze bede "bic na glowe" zyciowym doswiadczeniem. Zeby
          miec sensownych partnerow do rozmow, wspieralam i wspieram nauke
          moich dzieci, bo je po prostu lubie i chce moc sobie z Nimi
          przyjemnie pogadac smile
        • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:33
          > Ale tak niestety u nas jest. Wystarczy spojrzeć na oferty
          pracy ... prawie wszędzie "wykształcenie wyższe". To może być
          licencjat prywatnej uczelni jaki i doktorat na renomowanym
          Uniwersytecie ... ale jednak szkołę skończyć trzeba.

          Tylko żeby skończyć JAKĄŚ szkołę nie trzeba gonić w piętkę w wieku
          lat 12 czy 17. Kiedy obowiązywały egzaminy na studia, matur się nie
          poprawiało to pewien pęd do lepszych szkół, ocen miał swoje
          uzasadnienie. A teraz?

      • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:29
        sempem napisała:

        > verdana napisała: "I praca po studiach tez bywa ciekawsza, niż
        > brukowanie ulic."

        > bywa to niestety kluczowe słowo w tym zdaniu.

        Dokładnie. Dla jednego praca naukowa polegająca na ślęczeniu w
        książkach jest o wiele mniej ciekawa niż praca ogrodnika, kucharza,
        niejednokrotnie nawet mniej twórcza, że o dochodach nie wspomnę.
        Nie sądzę też, aby zwykły urzędnik tak bardzo pasjonował się pracą
        po studiach.

        Zresztą, jak wspomniałam, mozna mieć studia, a nauką wcześniej
        zbytnio się nie przejmować. Więc może lepiej odpuścić takiemu
        przeciętnemu nastolatkowi?



        > Nie raz przypominałyśmy sobie z koleżankami jakie ważne w naszym
        > życiu było w pewnym czasie dostanie się do określonego liceum,
        > najlepszej klasy, a potem już na studiach dostanie się na
        odpowiedni
        > kierunek, do katedry najlepszego promotora... a teraz...? mobbują
        nas
        > przełożeni z tym samym wykształceniem, często po mniej
        prestiżowych
        > kierunkach, nie wspominając już o zarobkach.

        No właśnie ...

        > zainteresowań i pasji, bo od 25go do 65 roku życia jest całe 40
        > długich lat.

        Dokładnie. I dlatego jak czytam o tych gorączkach gimnazjalno-
        licealnych to uśmiecham się ...
        • pam_71 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:39
          > Dokładnie. I dlatego jak czytam o tych gorączkach gimnazjalno-
          > licealnych to uśmiecham się ...


          Gorączka gimnazjalna( jak rozumiem pogoń za ocenami rzędu 4-5) to chyba jednak
          coś innego niż postulat pozostawienia nastolatka na kanapie przed TV ?! Bo jakoś
          nie kumam wink
          Na gorączkę też się uśmiecham ... zobaczymy czy tylko "do czasu" czy tak mi już
          zostanie ;-p
          • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:46
            pam_71 napisała:

            > Gorączka gimnazjalna( jak rozumiem pogoń za ocenami rzędu 4-5) to
            chyba jednak
            > coś innego niż postulat pozostawienia nastolatka na kanapie przed
            TV ?! Bo jakoś nie kumam wink

            No własnie, ja też nie kumam, skąd tutaj wział sie watek chipsowo-
            telewizyjnysmile

            > Na gorączkę też się uśmiecham ... zobaczymy czy tylko "do czasu"
            >czy tak mi już zostanie ;-p

            Miejmy nadziejęsmile
          • morekac Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 19.09.09, 11:58
            > Gorączka gimnazjalna( jak rozumiem pogoń za ocenami rzędu 4-5)

            Liczą się raczej oceny 5-6...

        • verdana Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 16:04
          Tak, tyle ze zdolna osoba (o niezdolnych tu niemowię, bo jasne jest,
          ze przepychanie takiego osobnika przez studia nie ma sensu), majac
          dyplom magistra tez może zostac ogrodnikiem. Albo kucharzem.
          Odwrotnie się nie da.
        • alanta1 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 21:13
          takijestlos napisała:

          > Więc może lepiej odpuścić takiemu
          > przeciętnemu nastolatkowi?

          No to odpuść. I za parę-paręnaście lat się dowiesz, czy było warto.
          • takijestlos Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 21.09.09, 13:12
            alanta1 napisała:

            > No to odpuść. I za parę-paręnaście lat się dowiesz, czy było warto.

            Zbyt mała próba statystycznawink
            Ale chyba masz rację, że może w tym kierunku powinny iść rozważania
            (czyt. "badania", co z jakiej postawy wynikło).
            Obserwując dookoła bliższych i dalszych znajomych, jestem w punkcie
            wyjścia, wychodzi pół na pół (czasem "napędzanie" się opłaciło,
            czasem nie). Oczywiście otwarta pozostaje definicja stwierdzenia,
            że "opłaciło się".
    • aluc Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 15:49
      skoro wykształcenie nie jest w stanie zapewnić sukcesu, to brak
      wykształcenia tym bardziej, stawiam więc na rozwiązanie obarczone
      mniejszym ryzykiem, kupuję bony skarbowe, zamiast kupować śmieciowe
      obligacje
    • smerfeta7 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 20:23
      Dlatego, że to jej przyszłość, ale nie w tym kraju.
      Zachęcam i to bardzo, pokazując jej jak mozna żyć inaczej i nie
      koniecznie w tym kraju.
      Nie wiążę przyszlości mojego dziecka w Polsce.
      Stąd w wieku 12 lat wyjedzie do szkoly z internetem, poza granice.
      No, może uda sie wczesniej.
    • maadzik3 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 18.09.09, 22:37
      Zeby mogl zrealizowac potencjal ktory w nim tkwi.
      Bo to super zajecie - dowiadywanie sie nowych rzeczy (zreszta Mlody to akurat
      sam lubi).
      Zeby potrafil samodzielnie myslec, podejmowac decyzje, byc niezalezny i
      krytyczny wobec swiata (nie chodzi o krytykowanie a o weryfikowanie napotkanych
      trescismile).
      Zeby wiedzial co chce w zyciu robic i zapoznal sie (chocby pobieznie) z
      wystarczajaca wieloscia zagadnien, hobby i potencjalnie ciekawych zajec zeby w
      pore mogl wybrac czym chce sie zajac i sprobowal to zrealizowac.
      • smerfeta7 Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 19.09.09, 18:12
        maadzik3 świetnie to opisałaś. I o to wlasnie chodzi. Realizacja
        własnych planow i zainteresowań, nie koniecznie w tym kraju. I to
        daje wiedza, a aby ja osoągnąć dziecko musi być zachęcane i
        wspierane.
        • takijestlos dlaczego? 21.09.09, 13:22
          smerfeta7 napisała:

          > I to
          > daje wiedza, a aby ja osoągnąć dziecko musi być zachęcane i
          > wspierane.

          Dlaczego sądzisz, że "musi"? Wiele osób zdobyło wysokie wykształcenie
          bez zachęcania przez rodziców.

          Ponadto, kluczowe jest tutaj słowo "zachęcane" (wspierać- rzecz
          oczywista - rodzice powinni). Dziecko cały czas jest w jakiś
          sposób "zachęcane", ale nie tylko przez słowa rodziców, ale i przez
          otoczenie (historie ludzi)oraz własne możliwości. Czy niezbędne
          jest w takim wypadku dodatkowe zachęcanie w wykonaniu rodziców?

          • mama_kotula Re: dlaczego? 21.09.09, 13:33
            A możesz konkretnie powiedzieć, co rozumiesz pod pojęciem "ZACHĘCANIE"?

            Chodzi mi o konkretne sformułowania kierowane przez rodzica do dziecka.

            Przynajmniej kilka przykładów proszę, bo na razie pojawił się jeden, w poście tytułowym "rzucanie argumentów, że jak nie będziesz się uczył, to ... " - ale to wg mnie nie jest zachęcanie do nauki, to jest użycie motywacja negatywnej (jak się nie będziesz uczyć to dopadną cię piekło i szatani) ocierające się o ekstremalnych przypadkach o wywieranie presji psychicznej wink.

            Bo zaraz się okaże, że każdy ma tu inne pojęcie "zachęty" do nauki.
            • takijestlos Re: dlaczego? 21.09.09, 14:17
              mama_kotula napisała:

              > A możesz konkretnie powiedzieć, co rozumiesz pod
              >pojęciem "ZACHĘCANIE"?

              Dla potrzeb tego wątku, to bardziej o to negatywne zachęcanie mi
              chodziło, które obserwuje się dookoła, połączenie swego rodzaju
              presji
              , gderania i kar (ale nie w jakiejś wybitnie patologiczno-
              represyjnej formie), taki sposób rodzicielskiego spełniania się ("a
              lekcje odrobione?"=spokój sumienia)




              >
              > Chodzi mi o konkretne sformułowania kierowane przez rodzica do
              dziecka.
              >
              > Przynajmniej kilka przykładów proszę, bo na razie pojawił się
              jeden, w poście t
              > ytułowym "rzucanie argumentów, że jak nie będziesz się uczył,
              to ... " - ale to
              > wg mnie nie jest zachęcanie do nauki, to jest użycie motywacja
              negatywnej (jak
              > się nie będziesz uczyć to dopadną cię piekło i szatani)
              ocierające się o ekstr
              > emalnych przypadkach o wywieranie presji psychicznej wink.
              >
              > Bo zaraz się okaże, że każdy ma tu inne pojęcie "zachęty" do nauki.
              >
              • mama_kotula Re: dlaczego? 21.09.09, 16:01
                Aha, czyli nie chodzi ci o zachęcanie sensu stricto. To zmienia postać rzeczy. W takim razie ja NIE zachęcam dzieci do nauki tongue_out

                "A lekcje odrobione?" to zupełnie inna sprawa. W przypadku 6,7,8-latka jest to najzwyklejsze w świecie uwzględnienie aspektów pamięci 6,7,8-latka, który przez pierwsze lata w szkole ma za zadanie nauczyć się systematyczności i odpowiedzialności (a konkretnie tego, czy mu się to opłaca czy nie wink).

                Potem wydaje mi się już niepotrzebne. Dziecko samo decyduje, czy odrabia czy nie (nota bene już od zerówki samo sobie decyduje, póki co syn odrabia lekcje chętnie i z własnej inicjatywy, a jak mu się znudzi to zobaczymy). Bo to dziecko poniesie konsekwencje a nie ja tongue_out.

                Rodzicielskie spełnianie się w postaci gderania i kar to jakaś pomyłka.
                • takijestlos poprawka 22.09.09, 11:46
                  mama_kotula napisała:

                  > Aha, czyli nie chodzi ci o zachęcanie sensu stricto. To zmienia
                  postać rzeczy.
                  > W takim razie ja NIE zachęcam dzieci do nauki tongue_out
                  > Bo to dziecko p
                  > oniesie konsekwencje a nie ja tongue_out.

                  Fakt, wątek powinien brzmieć bardziej dobitnie, w stylu: dlaczego
                  zapędzacie dzieci do nauki, każecie się im uczyć, wymuszacie dobre
                  stopnie, pchacie do bardziej wymagających szkół,
                  skoro ...a)...b)...c)...

                  Czyli Ty się nie łapiesz na adresata? smile
                  • pam_71 Re: poprawka 22.09.09, 12:07
                    Moje jeszcze za Małe, żeby "walczyć o średnią" na świadectwie czy "pchać" do
                    lepszych szkół ....
                    Ale będę zapędzać , kazać i wymuszać tylko w jednym przypadku ...
                    Facet/Facetka mądry ale nie chce mu się. Jawnemu lenistwu mówię zdecydowane NIE
                    wink I nie mam tu na myśli spędzenia jednego popołudnia przed TV/Kompem ale
                    notoryczne olawajstwo szkolne.
                    Dziękuję za uwagę wink
                  • mama_kotula Re: poprawka 23.09.09, 08:30
                    CytatCzyli Ty się nie łapiesz na adresata? smile

                    Ja nie smile, ale moja mamusia ukochana już tak.

                    Wczoraj prawie na zawał zeszła, gdy usłyszała jak na stwierdzenie zerówkowicza "mi się dzisiaj nie chce zadania odrabiać" odpowiedziałam spokojnie "to nie odrabiaj". Bo jak to tak, jak tak można. Ano można. Najważniejsze w tym wieku (i na początku podstawówki) imho jest to, aby w ogóle pamiętać, że coś jest zadane - no więc pamiętał, sprawdził. A to, czy zrobi, to kwestia drugorzędna. I to on dostanie minus, a nie ja wink. Tego też się ma nauczyć - że wybór ma, ale kazdy wybór pociąga za sobą określone konsekwencje.


                    A młodziak posiedział chwilę, normalnie widziałam że wykonuje jakąś koszmarną myślówkę, aż słychać było zgrzyt mózgowych trybików wink, po czym stwierdził, że jednak zmienił zdanie. I odrobił.
                    • takijestlos Re: poprawka 23.09.09, 12:40
                      > Tego też się ma nauczyć - że wybór ma, ale kazdy
                      > wybór pociąga za sobą określone konsekwencje.

                      No, no, czyli jednak należysz do mniejszoścismile
                      Ale o to mi mniej więcej też chodzi: o możliwość dania wyboru
                      przy akceptacji dziecka jako osoby. Bo jakby nie patrzeć
                      nieprzyłożenie się do lekcji nie pociaga za sobą bezpośredniego
                      zagrożenia dla zdrowia i życia.


                      • verdana Re: poprawka 23.09.09, 13:34
                        No, to ja tez się nie łapię.
    • szarsz Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 21.09.09, 14:22
      Moim zdaniem rodzice są mocno we współczesnym świecie zagubieni.
      Sama nader często spotykam się z postawą "ty sie tylko ucz", ktora
      imho jest z gruntu falszywa.
      Studenci najczęściej nie wiedzą, po co idą na studia, co poprzez
      studiowanie chcą osiągnąć i że dyplom ukończenia studiów to nie
      magiczny klucz do wrót kariery wink Ba, czasem mam wrażenie, że w
      ogromnej większości studenci są bardzo życiowo niezaradni, choć to
      się chyba aktualnie zmienia. I dobrze.

      Sądzę, że oceny na świadectwie są ważne, nawet bardzo ważne, po to
      właśnie, by nie zamykać sobie wielu możliwości. Ale równie ważne są
      umiejętności, realizowania marzeń, dążenia do celu, rozpoznawania
      własnych potrzeb, dzielenia czasu między pracę i zabawę, etc. Tego
      żadna szkoła nie nauczy.
      • bi_scotti Re: dlaczego zachęcacie dzieci do nauki? 21.09.09, 14:57
        Waznym elementem "zachecania" jest satysfakcja rodzicow z
        posiadanego wyksztalcenia/wykonywanego zawodu. Ja (na przyklad)
        jestem zadowolona wink z tego, ze skonczylam studia, skonczylam studia
        podyplomowe, wykonuje zawod WYMAGAJACY ukonczenia wyzszych studiow i
        ogolnie mam satysfakcje z bycia w takiej a nie innej profesji.
        Poniewaz zycze moim dzieciom podobnej satysfakcji (albo i
        wiekszej!), podobnych lub wiekszych mozliwosci, moja
        zacheta/sugestia "od zawsze" byla zgodna z moja wlasna droga
        zyciowa. Ktora, przy okazji, jest ciagiem dalszym drogi zyciowej
        moich rodzicow i dziadkow ... Nie watpie, ze np. bedac
        rzemieslnikiem czy tzw. "fachowcem" tez mozna miec mnostwo
        satysfakcji z wykonywanego zawodu i zapewne bez porownania wieksze
        dochody niz wielu ludzi konczacych uniwersytet. Ale ja to wylacznie
        wiem z obserwacji lub moge sie domyslac, moje doswiadczenia sa inne
        i zgodnie z nimi "zachecalam" i "zachecam" do nauki moje dzieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka