samaira
29.09.10, 09:16
Jestem trochę podłamana obecną sytuacją, dla tego sięgam po rady na forum:
Syn ma 11 lat i już od zeszłego roku, a może nawet to się zaczęło, zaczął mówić, że nie chce chodzić do szkoły. Ciągle wykazywał niezadowolenie. Syn jest zdolny matematycznie, wygrywał konkursy więc rok temu zaczęłam zastanawiać się, czy nie przenieść go do klasy matematycznej, może zainteresuje się nauką... Klasy matematycznej w podstawówkach nie znalazłam, ale dowiedziałam się, że w innej szkole niedaleko naszego domu jest generalnie dobry poziom jeśli chodzi o ten przedmiot, a szczególnie jedna klasa jest do przodu. Tamta szkoła zawsze mi się marzyła, ale była dla nas nieosiągalna bo odnosimy się do innej szkoły w naszej dzielnicy. Bardzo dużo rodziców chce zapisać dzieci do tamtej szkoły, ale nie przyjmują nikogo poza rejonem, bo po prostu za dużo chętnych. Jednak w zeszłym roku przyszła do mnie na zajęcia (uczę angielskiego) pani psycholog z tej lepszej szkoły. Kiedy dowiedziała się, że marzy mi się jej szkoła, to sama powiedziała, że porozmawia z dyrektorką. Tak zrobiła, i syn od września tego roku chodzi do tej szkoły. Szkoła nie jest daleko, prawie taka sama odległość jak i poprzednia. Myslałam, że zainteresuje się, tym bardziej, że chodzi do klasy z dawnym kolegą z przedszkola, a w innej klasie jest jego najlepszy kolega. Ale nie, codziennie opowiada jaka zła jest ta szkoła (czepia się drobiazgów), rano nie mogę go podnieść i wysłąć do szkoły. Tracę tyle sił i energii, ile potrzebuję do prowadzenia zajęć z angielskiego przez cały dzień. Już nie wytrzymuję. Syn nie ma konfliktów z dziećmi z klasy, oczywiście jest nowy i nie jest to łatwa sytuacja, ale też nie powód żeby chodzić cały czas nieszczęśliwym.
Co ja robię:
Mówię, że rozumiem, bo sama chodziłam do 6 szkół.
Przypominam, że kilka lat temu sam prosił się do tej szkoły bo chodzi tam kolega.
Uczę pozytywnego myślenia, żeby wyobraził sobie że są o wiele gorsze sytuacje, i jego nie jest taka zła. Ale syn ma słabą wyobraźnię )))
Tłumaczę, że to dla jego dobra (trzeba myśleć o przyszłości), że z tej szkoły zostanie przyjęty do lepszego gimnazjum (W naszej dzielnicy są 2 Gimnazja, my odnosimy się do takiego gdzie rządzi taka banda huliganów no i poziom tam jest niski; w tym drugim i atmosfera fajna i poziom, ale dostać się trudno bo znowu dużo chetnych. Z tej szkoły będzie natomiast przyjęty bezwarunkowo.)
Wydaje mi się, że syn nie chce zrobić wysiłku, żeby przyzwyczaić się do nowej szkoły. Są w życiu trudne sytuacje kiedy trzeba zrobić krok do przodu, tak mu tłumaczyłam. Wiem, że on protestuje, bo nie była to jego decyzja, ale jest on mało ambitny, a tutaj pojawiła się szansa i postanowiłam wykorzystać dla jego dobra.. Teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam, przenosząc go do innej szkoły, ale myślę, że na długą metę wyjdzie to na dobre. Mam męża, ale on tu jest raczej bierny, jemu obojętnie co i jak u syna z nauka.
Nie wiem jak reagować kiedy syn ciągle narzeka na nową szkołę, wydaje mi się, że on po prostu nie chce chodzić do szkoły generalnie. Obydwoje jesteśmy przygnębieni. Co robić?