dorek3
16.11.10, 10:55
Tak mnie naszło, bo moi ostatnio z jednych urodzin na drugie.
Zwyczaj rozpoczął się gdzieś w przedszkolu, tak od 4-5 rż i przybiera na sile. Dzieciaki zapraszaja się (całą grupa przedszkolna/cała klasa), imprezy są orgaziowane gdzies poza domem. Zazwyczaj były to fikolandy, ale byliśmy tez w klubo księgarni, muzeum techniki, kręgielni. Wszystkie te imprezy maja dla mnie jeden wspólny mianownik-dzieciaki wprawdzie dobrze się bawia, ale nie ma to nic wspólnego z żadną integracją, czasami nawet nie byli w stanie powiedzieć czy dany kolega był obecny. Stałym punktem programu jest powitanie solenizanta i wręczenie prezentu; solenizant często jest tak zakręcony i przytłoczony masą prezentów, że nawet zapomina o dziękuję; odśpiewanie stolat i tort, który sporadycznie jest zjadany. Rodzice plotkują na paluszkami i kawa w papierowym kubku.
Rozumiem, że nie jest trendi robienie imprez w domu; sama nie mam warunków na 20 dzieciaków, ale czy naprawdę nie daje się inaczej? Mierzi mnie komercyjność tych imprez, ich powtatrzalność, wtłaczenia zza młodu w jakieśc schematyczne rozwiązania.
U mnie problem póki co nie istnieje bo chłopcy są z sierpnia więc urodziny obchodzimy zawsze w terenie na wyprawie wakacyjnej. Chłopaki wybieraja sobie atrakcje, idziemy na ciacho, jest prezent (ale o zgrozo jeden dla każdego). Ale juz zaczynają przebąkiwać że też by chcieli tak jak koledzy. Mogę to zrozumieć bo każdy chce mieć swoje 5 min, poczukć się ważny i dostać kupę przentów, ale nie chcę tez tworzyć precedensów organizując imieniny. No i poza tym nie mam pojęcia jak możnaby to zorganizować aby pokazać jakąś alternatywę.
A może własnie tak jest dobrze? Dzieci w każdym wieku mają "jedyny, słuszny pomysł na zabawę" i trzeba im na to pozwolić a nie uszczęśliwiać na siłę...