Dodaj do ulubionych

Jak to jest z 6latkami?

09.03.11, 23:11
w innym wątku mama napisała:

> Przecież powszechnie 6-latki nie znają liter, nie potrafią pisać ani czytać, a niektórzy ich
> rówieśnicy grają już w układanie krzyżówki?... Nie zapędził się tu ktoś?

no właśnie ....czy rzeczywiście? moja 6,3 latka zna litery duze małe drukowane pisane.....pisze drukowanymi wink)....czyta prawie płynnie.....(do szkoły jeszcze nie chodzi)..i nie wydaję mi się żeby była wyjątkiem...jak to wygląda u Waszych 6latków?
Obserwuj wątek
    • katydid Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 08:30
      następny post w którym mamuśki będą mogły się pochwalić dziećmi i trochę policytować?
    • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 08:43
      Raczej wyjątkiem jest. W przedszkolach teraz jest przygotowanie do pisania i czytania. Mój zna litery, ale czytac nie potrafi. Przyszła nauczycielka ze szkoły jakos wcale sie tym nie martwi wink Wiekszość dzieci dostanie w takim samym stani.
      • rolly_mo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:03
        Nie chodzi tu o chwalenie się i licytowanie jak pisała poprzedniczka (złośliwość ludzka nie zna granic).
        Moja córa zna litery i zaczyna czytać, ale to dlatego, że chce, a nie dlatego, że mamusia (czyt. ja) ma takie widzimisię. Jak młoda przychodzi i pyta jaka to literka, to przecież jej nie powiem, że nie wiem. Jakieś dwa m-ce temu nie potrafiła np. przeliterować wyrazu, aż tu kiedyś ni z tego ni z owego chodzi po domu i literuje różne słowa. I super jej to wychodzi. Zaznaczam, ze nie siedzę popołudniami z dzieckiem i nie uczę czytania czy pisania. Sama pisze literki, wyrazy jak ma na to ochotę. Panie w zerówce też liter nie uczą, co nie znaczy, że jeśli dzieci pytają o literki to panie im nie wytłumaczą.
        • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:11
          No ale to co ty robisz to naturane wykorzystanie ciekawości dziecka. Podobnie jest w przedszkolach.
          Sa jednak nadambitni co ucza na siłę. Ja jestem zdania że każde dziecko w swoim tempie. Ja sama czytałam w wieku 5,5 roku. Nauczyłam się sama, w zerówce po obiedzie czytałam dzieciom z grupy bajki jak pani wychodziła na kawe ( to było bardzo dawno wiec prosze nie pisac że pani to absolutnie dzieci zostawic nie może). Jestem za podążaniem za dzieckiem a nie popychaniem na siłę do przodu cudownymi metodami nauki.
          • yula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:26
            >Nauczyłam się sama, w zerówce po ob
            > iedzie czytałam dzieciom z grupy bajki jak pani wychodziła na kawe ( to było ba
            > rdzo dawno wiec prosze nie pisac że pani to absolutnie dzieci zostawic nie może
            > ). Jestem za podążaniem za dzieckiem a nie popychaniem na siłę do przodu cudown
            > ymi metodami nauki.
            No to ja miałam podobnie tongue_out Wspomnienia z przedszkola są właściwie 3, jak pani sadzała wokół mnie dzieci, dawała mi książkę i wychodziła, nuda na obowiązkowym leżakowaniu i to jak na przedstawieniu zapomniałam wierszyka i wyciągnęłam z kieszonki kombinezonu i sobie przeczytałam, podobno miny rodziców bezcenne smile
          • rolly_mo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:41
            Zgadzam sie z Tobą przeciwcialo
            Nic na siłę, bo tylko wiecej z tego szkody niz pożytku
          • mamusia1999 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:47
            a ja uczylam, ale nie dla wlasnego widzimisie. od 4 roku zycia logopedzi bawili sie z Mlodym m.in. w memory skladajace sie z duzych i malych liter. jak mial 5,6 to mu pokazali sylaby zlozone z tych kart i sie okazalo, ze laczenie dzwiekow jets dla niego jasne. wiec nam zaproponowali nauke czytania - bo ponoc wiele dzieci slabo jarzacych mowe ze slyszenia bardzo korzysta w tym wzgledzie na czytaniu. ja sie wrecz na ta nauke czytania "rzucilam", bo po dwoch latach cwiczenia logo mi uszami wychodzily. poszlo nam bardzo szybko i Mlody faktycznie chlonie jezyk z tego czytania. teraz ma niemal 7 lat (jeszcze kilka dni), jest w 1kl. i czyta plynnie z intonacja. ale jest wyjatkiem.
            moja Mloda do szkoly szla nie czytajac w ogole, jako 7latka jeszcze sie natrudzila, dwa lata pozniej czytala...ponadprzecietnie - wiec jej najwidoczniej ten przecietny start nie zaszkodzil.
            • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:51
              Piszesz o dziecku z problemami i terapii. Co coś innego niz ambicje rodziców.
            • rolly_mo mamusia1999 10.03.11, 10:03
              To o czym piszesz to zupełnie inna bajka
              • mamusia1999 Re: mamusia1999 10.03.11, 10:31
                tak, inna bajka.

                natomiast interesujace jest, ze Mlody szedl z tym czytaniem jak burza - zaczelismy wtedy elementarz w pazdzierniku, na Boze Narodzenie skonczylismy na dwustronicowej czytance .

                tak sobie czasem pomyslalam, ze tak jak dysleksja jest specyficzna (bo ograniczona do waskiego pasma zdolnosci umyslowych) trudnoscia w nauce czytania i pisania, tak wyniki mojego Mlodego w czytaniu sa jego specyficzna - waska - zdolnoscia umyslowa.
    • annes67 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 09:24
      rozbieżności są wielkie w tym względzie...i jaki ma by z tego wniosek , nie wiem...chyba tylko czysta statystyka.wiec podaje.:
      jako 6 -sciolatek czyta płynnie...i jakos po prostu uwielbia litery..rozczyta nawet dziwna czcionke . pisze drukowanymi prawie bez błedów.( w tym względzie nie ma równych sobie z grupy)
      ...co z tego??
      lecz.....jako jedyny z grupy miał problemy z emocjonalne ..i wogóle odstaje w innych sprawach...
      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:18
        Mój sześciolatek idąc od września do szkoły umiał już czytać w dwóch językach i pisać mniej lub bardziej poprawnie też w dwóch językach. Podobnie jak większość sześciolatków w jego klasie.
      • inx123 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:29
        zapytałam z ciekawości nie po to by się chwalić.....bo naprawde nie wiem..nie chodzę i nie pytam mam koleżanek i kolegów z przedszkola czy ich dziecko pisze czyta itp wydawało mi się ze większośc 6latków jest na tym etapie bo to że moja córka juz tyle umie uważam za cud (sama chce ja jej nie zmuszam bo uważam, ze ma czas) ...zważywszy na problemy z jakimi się zmagała od urodzenia (wcześniactwo, długotrwałe niedotlenienie, hipotrofia i inne)...a jak z liczeniem ?
        • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:41
          inx123 napisała:

          > ...zważywszy na problemy z jakimi się zmagała od urodzenia (wcześniactw
          > o, długotrwałe niedotlenienie, hipotrofia i inne)

          tym bardziej należą się jej gratulacje smile i Tobie oczywiście też.

          >...a jak z liczeniem ?

          Ja dokładnie nie wiem, ale mój syn który niedawno skończył 7 lat od wrześna przerabia w szkole dodawanie i odejmowanie w zakresie 100. Zapewne mają też mnożenie, ale głowy nie dam, bo nie jestem w temacie uncertain
          • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:45
            Mnożenie ma mój syn w drugiej klasie.
            • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:48
              przeciwcialo napisała:

              > Mnożenie ma mój syn w drugiej klasie.

              Mój syn jest w szkole brytyjskiej i tam 2 klasa to właśnie 6-7 latki . Więc generalnie mogę powiedzieć, że mój w 2 klasie też ma mnożenie.
          • dasia_23 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 16:24
            W I klasie liczą do 20 - taka jest podstawa programowa. W pierwszym semestrze liczyli do 10. Myślę, że pewnie mocna klasa skoro nauczyciel wprowadził już ten zakres.
            • inx123 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 17:06
              moja liczy do jakiegoś 1000 serio.... zaczeła jak miała 3 lata ......spokojnie dodaje liczby trzycyfrowe...gorzej z odejmowaniem bo w ganicach 20..tylko co z tego jak emocjonalnie słabsza..uncertain
    • mama_kotula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:19
      Dzieci. Są. Różne.
      Do mojego 7,5-letniego syna przyszli koledzy. Syn zaproponował grę w Munchkina - często gramy w to całą rodziną (dorośli, 7,5-latek, 6-latka). Chłopcy z chęcią zagrali, natomiast mieli spory problem z przeczytaniem tekstu na kartach. Mimo, że od półtora roku (zerówka i pierwszy semestr I klasy) uczą się liter.

      Córka lat 6 czyta płynnie, rozwiązuje krzyżówki, układa wyrazy z liter - tak, że myślę iż poradziłaby sobie ze Scrabble. Niemniej zdaję sobie sprawę, że jest bardziej zaawansowana niż rówieśnicy (co potwierdzają również nauczyciele w szkole).


      --
      I'm weird, but I am not strange.
      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:29
        mama_kotula napisała:

        > Dzieci. Są. Różne.
        > Do mojego 7,5-letniego syna przyszli koledzy. Syn zaproponował grę w Munchkina - często gramy w to całą rodziną (dorośli, 7
        > ,5-latek, 6-latka). Chłopcy z chęcią zagrali, natomiast mieli spory problem z p
        > rzeczytaniem tekstu na kartach. Mimo, że od półtora roku (zerówka i pierwszy se
        > mestr I klasy) uczą się liter.

        To kiepsko. Bardzo bym się martwiła i może zmieniła dzieciakom szkołę.

        • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:32
          A dlaczego zmieniac szkołe? Bo koledzy słabiej sobie raczą z czytaniem?
          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:36
            przeciwcialo napisała:

            > A dlaczego zmieniac szkołe? Bo koledzy słabiej sobie raczą z czytaniem?

            Nie. Bo 7,5 latek powinien już umieć czytać. Jeśłi tego nie umie, to zapewne chodzi do kiepskiej szkoły albo ma jakieś inne dodatkowe problemy (czego nie zakładam).
            • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:40
              Fogito, a co mnie mają obchodzic inne dzieci. To co umie mój syn jest najwazniesze. W każdej klasie sa dzieci lepsze i gorsze.
              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:46
                przeciwcialo napisała:

                > Fogito, a co mnie mają obchodzic inne dzieci.

                No mnie by obchodziło, bo to oznacza, że nauczyciel w klasie jest kiepski. A jeśli kiepski to i twojego dziecka niewiele nauczy.


                To co umie mój syn jest najwaznie
                > sze.

                Zapewne, ale jeśli nie zamierzasz go uczyć w domu to chyba dobrze byłoby, gdyby miał dobrego nauczyciela i określony poziom lekcji w szkole.

                >W każdej klasie sa dzieci lepsze i gorsze.

                Jasne, ale jeśli grupa siedmiolatków kiepsko czyta, to obawiam się, ze poziom nauczania równany jest w dół a nie do góry.
                • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:52
                  Idac twoim tropem powinnam starszej zmienic gimnazjum pomimo sukcesów, sredniej powyżej 5 bo w klasie są tacy którym sie uczyc nie chce wink
                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 11:00
                    przeciwcialo napisała:

                    > Idac twoim tropem powinnam starszej zmienic gimnazjum pomimo sukcesów, sredniej
                    > powyżej 5 bo w klasie są tacy którym sie uczyc nie chce wink

                    Niekoniecznie, ale może być tak, że jest kiepski poziom w owym gimnazjum. Pytanie jest jak łatwo ową średnia zdobyć. Ale to już Ty wiesz najlepiej.
                    Ja chodziłam do wiejskiej szkoły podstawowej, w kórej byłam zawsze najlepsza nie robiąc wiele (zawsze czerwony pasek). Dopiero w liceum okazało się, że najlepszych jest wielu i poziom nauki skoczył do góry od razu. I wtedy też byłam najlepsza, tylko nakład pracy z mojej strony był kilkakrotnie większy (i etż czerwony pasek przez 4 lata)
                    • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 11:10
                      Gimnazjum naprawde na poziomie. Zapominasz o tzw. rejonie. Ty posłałaś dziecko do wybranej bardzo selektywnie przyjmującej dzieci. W szkołach państwowych nie robi się egzaminów, nie selekcjonuje dzieci testami. Dzieci z róznym poziomem zdolności i czasami ograniczeń. Przy tym samym nauczycielu dzieci osiągna zupełnie rózne wyniku i utopią jest oczekiwac że wszystkie beda piatkowe.
                      Bez złosliwości- ale nie patrz na polską edukacje przez pryzmat prywatnej szkoły do której nie trafiaja przypadkowe dzieci.
                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 14:02
                        przeciwcialo napisała:

                        > Gimnazjum naprawde na poziomie. Zapominasz o tzw. rejonie. Ty posłałaś dziecko
                        > do wybranej bardzo selektywnie przyjmującej dzieci.

                        W szkole brytyjskiej nie ma selekcji takiej jak w polskich prywatnych szkołach. Dziecko nie podchodzi do żadnego egzaminu.

                        W szkołach państwowych nie
                        > robi się egzaminów, nie selekcjonuje dzieci testami.

                        Jak wyżej.

                        Dzieci z róznym poziomem z
                        > dolności i czasami ograniczeń. Przy tym samym nauczycielu dzieci osiągna zupełn
                        > ie rózne wyniku i utopią jest oczekiwac że wszystkie beda piatkowe.

                        Ależ ja nie oczekuję. Ale 7,5 latek czytający to dla mnie jest minimum.

                        > Bez złosliwości- ale nie patrz na polską edukacje przez pryzmat prywatnej szkoł
                        > y do której nie trafiaja przypadkowe dzieci.


                        Przypadkowe? Tu bardziej chodzi o rodziców i ich wizję edukacji niż o same dzieci. Bo niektórzy z polskich kolegów syna przyszli do 2 klasy z zerową znajomością angielskiego. System w tej szkole zakłada, że takie dziecko startując od zera będzie po roku pisało i czytało po angielsku. I tak właśnie jest, bo mam przyjemność uczestniczyć w spotkaniach czytelniczych co kilka tygodni. A rok się jeszcze nie skończył.
            • dorek3 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 14:24
              A co dla ciebie oznacza umiejętność czytania? Zapewniam cię że nikt nie oczekuję aby dziecko w tym wieku płynnie czytało. Zupełnie w normie wiekowej jest jeśli pomaga sobie sylabizowaniem.
              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 16:32
                dorek3 napisała:

                > A co dla ciebie oznacza umiejętność czytania?

                Płynne czytanie z ewentualnym sylabizowaniem trudniejszych wyrazów.

                Zapewniam cię że nikt nie oczekuj
                > ę aby dziecko w tym wieku płynnie czytało. Zupełnie w normie wiekowej jest jeśl
                > i pomaga sobie sylabizowaniem.

                Jeśli chodzi ci o sześciolatki to pewnie tak jest, ale odnoszę wrażenie, że dzieci teraz uczą się czytać coraz później i coraz gorzej im to wychodzi.
                • dorek3 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 09:36
                  No to Twoje wyobrażenia są rozbieżne z wymaganiami podstawy programowej. I tej obecnej i tej poprzedniej.
                  Moi mają 7,5 roku. Jeden czyta dość płynnie (zacina się na dłuższych, nowych wyrazach) ale wolno; drugi wciąż pomaga sobie sylabizowaniem. W klasie (mieszanej) nie są ani najlepsi ani najgorsi. Pytałam nauczycielki o ocenę i jak najbardziej jest to w normie wiekowej
                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 12:08
                    dorek3 napisała:

                    > No to Twoje wyobrażenia są rozbieżne z wymaganiami podstawy programowej. I tej
                    > obecnej i tej poprzedniej.

                    Wiem jaka jest podstawa programowa i to chyba jest z tego wszystkiego najgorsze. Że tak długo dzieci nie są uczone czytania. Ja w zerówce szkolnej (wieś zabita dechami) mając 6 lat byłam uczona czytania (lata 70te) Pomijam fakt, że już czytałam zanim tam poszłam.
                    Wiem jakie jest minimum, ale czy chodzi o to, żeby uczyć dzieci minimum czy maximum? Ja wolę tę drugą opcję.

                    > Moi mają 7,5 roku. Jeden czyta dość płynnie (zacina się na dłuższych, nowych wy
                    > razach) ale wolno; drugi wciąż pomaga sobie sylabizowaniem. W klasie (mieszanej
                    > ) nie są ani najlepsi ani najgorsi. Pytałam nauczycielki o ocenę i jak najbardz
                    > iej jest to w normie wiekowej

                    Czyli wychodzi, że jestem zbyt wymagająca... Może tak, ale większość znanych mi sześciolatków niezależnie od tego w jakiej są szkole, czytają i to najczęściej w dwóch językach. Może po prostu ta grupa nie jest reprezentatywna.
                    • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 22:38
                      fogito napisała:

                      > Wiem jaka jest podstawa programowa i to chyba jest z tego wszystkiego najgorsze
                      > . Że tak długo dzieci nie są uczone czytania.

                      A po co im to do szczęścia? To wczesne czytanie? Te które chcą i lubia naucza się szybciej, te które nie mają takiej potrzeby.....też się nauczą. Bez obaw.
                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:43
                        mama303 napisała:

                        > fogito napisała:
                        >
                        > > Wiem jaka jest podstawa programowa i to chyba jest z tego wszystkiego naj
                        > gorsze
                        > > . Że tak długo dzieci nie są uczone czytania.
                        >
                        > A po co im to do szczęścia? To wczesne czytanie? Te które chcą i lubia naucza s
                        > ię szybciej, te które nie mają takiej potrzeby.....też się nauczą. Bez obaw.

                        Po co? Zdziwiona jestem, że pytasz. Po to, żeby mózg cwiczyć. Bo jak się szybko nauczą czytać, to potem mogą korzystać z tego i uczyć się poprzez czytanie. W szkole te trzy lata tracone są na nauke czytania, która powinna być opanowana do 7 roku życia. A potem to już dzieciaki powinny się uczyć.
                        Z wielu postów na forum wiemy, że dzieciaki się nudzą w szkołach, bo poznawanie literek w I klasie (6 albo 7 lat) to przecież piramidalna nuda. Te dzieciaki już się książkami powinny wymieniać.
                        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:57
                          fogito napisała:

                          > Po co? Zdziwiona jestem, że pytasz. Po to, żeby mózg cwiczyć.

                          Ale dlaczego akurat czytaniem? Jest wiele innych form ćwiczenia szarych półkul.

                          > W
                          > szkole te trzy lata tracone są na nauke czytania, która powinna być opanowana d
                          > o 7 roku życia. A potem to już dzieciaki powinny się uczyć.

                          Nie, te trzy lata dzieci doskonalą czytanie i pisanie a ponieważ jest bardzo wiele dzieci u których ten proces trwa dłużej i rozpoczyna się później to z miejsca byłyby na straconej pozycji, gdyby program był pisany pod tę mniejszośc która wyprzedza w tej dziedzinie rówieśników.

                          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:02
                            mama303 napisała:

                            > fogito napisała:
                            >
                            > > Po co? Zdziwiona jestem, że pytasz. Po to, żeby mózg cwiczyć.
                            >
                            > Ale dlaczego akurat czytaniem? Jest wiele innych form ćwiczenia szarych półkul.

                            Jasne, ale czytanie i pisanie to jest podstawa naszego ludzkiego funkcjonowania, bo język jest tym co nas od zwierząt odróżnia. I dzieci muszą poznać kod językowy żeby funkcjonować w społeczeństwie.

                            >> Nie, te trzy lata dzieci doskonalą czytanie i pisanie a ponieważ jest bardzo wi
                            > ele dzieci u których ten proces trwa dłużej i rozpoczyna się później to z miejs
                            > ca byłyby na straconej pozycji, gdyby program był pisany pod tę mniejszośc któr
                            > a wyprzedza w tej dziedzinie rówieśników.


                            Gdyby program był napisany inaczej a dzieci uczone wcześniej, to wyjątkiem byłyby te, co nie czytają a nie te co czytają.
                            >
                            • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:07
                              fogito napisała:


                              > Jasne, ale czytanie i pisanie to jest podstawa naszego ludzkiego funkcjonowania
                              > , bo język jest tym co nas od zwierząt odróżnia. I dzieci muszą poznać kod języ
                              > kowy żeby funkcjonować w społeczeństwie.

                              No i poznają! Akurat wczesne czytanie przez kilkulatka nie świadczy wcale o jego lepszym funkcjonowaniu w społeczeństwie.


                              > Gdyby program był napisany inaczej a dzieci uczone wcześniej, to wyjątkiem były
                              > by te, co nie czytają a nie te co czytają.


                              Jak to? Jeszcze niedawno dzieci po zerówkach w założeniu powinny czytać.... a wcale nie czytały.
                              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:54
                                mama303 napisała:

                                >>
                                > No i poznają! Akurat wczesne czytanie przez kilkulatka nie świadczy wcale o jeg
                                > o lepszym funkcjonowaniu w społeczeństwie.

                                No nie wiem. Polskie dzieci uczą się czytać późno i wypadają blado na tle tych dwujęzycznych, które mam przyjemnośc obserwować, które potrafią często czytać i pisać w dwóch językach w wieku 6,7 lat
                                A społeczeństwo w tej chwili to cały świat a nie tylko Polska.

                                >
                                > Jak to? Jeszcze niedawno dzieci po zerówkach w założeniu powinny czytać.... a w
                                > cale nie czytały.

                                I to tylko świadczy jak na psy schodzi nauczanie w podstawówkach. Bo jak rodzice w domach nie nauczą to najwyraźniej szkoła tez nie nauczy.
                                • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 14:30
                                  > No nie wiem. Polskie dzieci uczą się czytać późno i wypadają blado na tle tych
                                  > dwujęzycznych, które mam przyjemnośc obserwować, które potrafią często czytać i
                                  > pisać w dwóch językach w wieku 6,7 lat
                                  > A społeczeństwo w tej chwili to cały świat a nie tylko Polska.

                                  Fogito, czy mogłabym cię prosić o ustosunkowanie do tego ?

                                  ec.europa.eu/polska/news/110201_czytaj_i_pisz_bez_problemu_pl.htm
                                  www.solidarnosc.org.pl/oswiata/index.php/wspopraca-zagraniczna/357-badania-pisa.html
                                  No i co z tego, że niby zaczynamy się uczyć pisać i czytać później w porównaniu np. do Wielkiej Brytanii ? No i co z tego, że oni zaczynają tak wcześnie, skoro nie przekłada się to na relane umiejętności, które finalnie są najwazniejsze ? Jak to się ma do jakości i umiejętności potrzebnych na przyszłość ? Liczy się efekt ostateczny a nie jak najwcześniejsze składanie litereksmile To nie wyścig, dzieci to nie roboty, a do niektórych kwestii trzeba dojrzeć, a nie wkuwać na siłę, oby wcześniej. Tutaj chodzi tez o to, aby do czegoś podejśc na spokojnie i z przyjemnością, a nie startować w wyścigu szczurów. A rozwijac mózg i ćwiczyć szare komórki można na wiele innych sposobów.
                                  Biorąc pod uwagę to co liczy się najbardziej, czyli EFEKT -blado nie wypadamysmile
                                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 16:16
                                    afrikana napisała:
                                    .
                                    > Biorąc pod uwagę to co liczy się najbardziej, czyli EFEKT -blado nie wypadamysmile

                                    W statystykach balado nie wypadamy, ale ekonomicznie jesteśmy na szarym końcu. A młodzi zdolni z kraju wyjeżdżają.
                                    • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 20:22
                                      > W statystykach balado nie wypadamy, ale ekonomicznie jesteśmy na szarym końcu.

                                      Nasza ekonomia i gospodarka jest uzalezniona od szeregu najróżniejszych kwestii, uwarunkowana milionami czynników chociazby historycznymi. Chyba nie masz na myśli, że jest zalezna od tego, czy nauczymy sie czytać w wieku 5,6 czy 7 lat ? big_grin Tym bardziej, że efekty tej nauki sa zadowalające w porównaniu do wielu bogatszych ekonomicznie krajów...czyli jak się ma piernik do wiatraka ?
                                      Stawiasz tezę, że mino że w praktyce pod względem czytania i pisania wypadamy całkiem nieźle, to ze względu na fakt, iż zaczynamy uczyć się wg Ciebie za późno, cierpi na tym nasza gospodarka ?
                                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 21:59
                                        afrikana napisała:

                                        >> Stawiasz tezę, że mino że w praktyce pod względem czytania i pisania wypadamy c
                                        > ałkiem nieźle, to ze względu na fakt, iż zaczynamy uczyć się wg Ciebie za późno
                                        > , cierpi na tym nasza gospodarka ?

                                        Nie stawiam takiej tezy. Przede wszystkim moim zdaniem statystyki nie dają przełożenia na stan rzeczywisty. Mogą nam ewentualnie poprawić humor.
                                        Śmiem po prostu twierdzić, że naszą cechą narodową jest rozleniwienie przekazywane z pokolenia na pokolenie, które to nie pozwala nam się odbić od dna. Nie mamy zaszczepionego od dziecka kultu pracy, tylko kult obijania się i lawirowania (częste na studiach obecnie)
                                        Może nie musimy być drugą Japonią, ale to co się dzieje w Polsce w tej chwili nazwałabym zastojem. A w sferze edukacji cofaniem się. Obniżenie programu nauczania było błędem. Trzeba było zostawić program i po prostu wysłać wcześniej dzieci do szkoły. A tak to wyszło jak wyszło i dzieciaki zanudzają się w ławkach.
                                        • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 23:33
                                          Nie stawiam takiej tezy. Przede wszystkim moim zdaniem statystyki nie dają prze
                                          > łożenia na stan rzeczywisty. Mogą nam ewentualnie poprawić humor.

                                          Twoim zdaniem te badania za żart ? Na jakiej podstawie uważasz je za niemiarodajne i nierzetelne ? No, i w takim razie, na jakiej podstawie wysnuwasz wnioski o słabym poziomie czytania dzieci w polskich szkołach w porównaniu do innych krajów ? Twoje obserwacje są bardziej miarodajne niż międzynarodowe badania naukowe ? Masz jakiś dowód na poparcie swoich zarzutów ?
                                          Ps. Podejrzewam, że gdybysmy w tych badaniach wypadli słabo, to chętnie posłużyłabyś się tymi danymiwink
                                          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 08:09
                                            afrikana napisała:

                                            >
                                            > Twoim zdaniem te badania za żart ?

                                            Nie. To poprostu próba sprawdzenia stanu rzeczywistego.

                                            Na jakiej podstawie uważasz je za niemiaroda
                                            > jne i nierzetelne

                                            Bo jak to zwykle bywa w grupie dzieci te najlepsze podnoszą wyniki statystyczne do góry.

                                            No, i w takim razie, na jakiej podstawie wysnuwasz wnioski
                                            > o słabym poziomie czytania dzieci w polskich szkołach w porównaniu do innych kr
                                            > ajów ?

                                            Ba podstawie obserwacji dzieci przyjeżdżających z innych krajów, których z racji szkoły syna spotykam w dużych ilościach.
                                            Byłam już na wielu spotkaniach czytelniczych w szkole, kiedy to maluchy czytają rodzicom książki. No i te sześciolatki czytają rewelacyjnie po prostu.

                                            Twoje obserwacje są bardziej miarodajne niż międzynarodowe badania nauko
                                            > we ? Masz jakiś dowód na poparcie swoich zarzutów ?

                                            Statystycznie zapewne nie, bo ja nie mam takich możliwości przetestowania 'wszystkich' dzieci.
                                            Kiedy polskie matki zakładają organizację "ratujcie maluchy" w tym samym czasie inne maluchy się uczą i do głowy nikomu nie przyjdzie, że cos w tym złego.

                                            > Ps. Podejrzewam, że gdybysmy w tych badaniach wypadli słabo, to chętnie posłuży
                                            > łabyś się tymi danymiwink

                                            Nie, bo ja w żadnych dyskusjach nie podpieram się statystyką.
                                            W całej tej dyskusji chodzi mi raczej o to, że marnujemy potencjał polskich dzieci na szeroką skalę.
                                    • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 20:26
                                      No i przypomnę Ci twoje słowa:

                                      Polskie dzieci uczą się czytać późno i wypadają blado na tle tych
                                      > dwujęzycznych, które mam przyjemnośc obserwować, które potrafią często czytać i
                                      > pisać w dwóch językach w wieku 6,7 lat

                                      nie piszesz tutaj o ekonomii. Piszesz ogólnie o polskich dzieciach, krytykujsz poziom umiejętności. Pytam ponownie - jak się ma twój zarzut w stosunku do wyników badań PISA?
                                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 22:08
                                        afrikana napisała:

                                        > No i przypomnę Ci twoje słowa:
                                        >
                                        > Polskie dzieci uczą się czytać późno i wypadają blado na tle tych
                                        > > dwujęzycznych, które mam przyjemnośc obserwować, które potrafią często cz
                                        > ytać i
                                        > > pisać w dwóch językach w wieku 6,7 lat
                                        >
                                        > nie piszesz tutaj o ekonomii. Piszesz ogólnie o polskich dzieciach, krytykujsz
                                        > poziom umiejętności. Pytam ponownie - jak się ma twój zarzut w stosunku do wyni
                                        > ków badań PISA?

                                        Bo poziom umiejętności ucznia pierwszej klasy z podstawówki rejonowej jest o wiele niższy niż ucznia z podstawówki prywatnej, która uczy więcej i szybciej i najczęściej właśnie w dwóch językach. .A jeśli w statystykach wypadamy dobrze, to pewnie dlatego, że mamy sporo grupę lepiej wykształconych i sporą grupę gorzej. W efekcie wychodzimy gdzieś po środku.
                                        Ale czy to jest powód do dumy. Nie sądzę.
                                        • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 23:24
                                          >>W efekcie wychodzimy gdzieś po środku.

                                          Ależ my nie wychodzimy gdzies po srodku, tylko w czołówce zostwiając w tyle wiele krajów, chociażby wysławianą tutaj Wielką Brytaniębig_grin
                                          Jako ciekawostka dodam, że trzy kraje w pierwszej piątce pod względem czytania, obejmuja obowiązkiem szkolnym dopiero 7-latkismile

                                          kontakt24.tvn.pl/artykul,wielka-brytania-daleko-za-polska,50426.html
                                        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 18:45
                                          fogito napisała:


                                          > Bo poziom umiejętności ucznia pierwszej klasy z podstawówki rejonowej jest o wi
                                          > ele niższy niż ucznia z podstawówki prywatnej, która uczy więcej i szybciej i
                                          > najczęściej właśnie w dwóch językach.

                                          Wcale nie dlatego, że tak świetnie te szkoły nauczają tylko dlatego, że robia sobie selekcje dzieci według własnego kryterium, a kto nie nadąża wylatuje.
                                          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 19:37
                                            mama303 napisała:

                                            > fogito napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > Bo poziom umiejętności ucznia pierwszej klasy z podstawówki rejonowej jes
                                            > t o wi
                                            > > ele niższy niż ucznia z podstawówki prywatnej, która uczy więcej i szybci
                                            > ej i
                                            > > najczęściej właśnie w dwóch językach.
                                            >
                                            > Wcale nie dlatego, że tak świetnie te szkoły nauczają tylko dlatego, że robia s
                                            > obie selekcje dzieci według własnego kryterium, a kto nie nadąża wylatuje.

                                            To co piszesz to jest mit. Mój syn nie przechodził przez żadną selekcję. Nikogo też nie wyrzucają za kiepskie wyniki. Ale może dlatego, że wszyscy mają dobre?
            • mama_kotula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 16:21
              fogito napisała:

              > przeciwcialo napisała:
              >
              > > A dlaczego zmieniac szkołe? Bo koledzy słabiej sobie raczą z czytaniem?
              >
              > Nie. Bo 7,5 latek powinien już umieć czytać. Jeśłi tego nie umie, to zapewne ch
              > odzi do kiepskiej szkoły albo ma jakieś inne dodatkowe problemy (czego nie zakł
              > adam).

              A nie, moja droga. Na opanowanie _płynnego_ czytania dziecko ma całe 3 lata nauczania zintegrowanego.
              Oraz, szkoły nie zamierzam zmieniać tylko dlatego, że koledzy sobie słabiej radzą z czytaniem trudnego tekstu, który widzą po raz pierwszy. Mój syn radzi sobie doskonale, resztę mam w nosie.
              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 16:33
                mama_kotula napisała:

                > >
                > A nie, moja droga. Na opanowanie _płynnego_ czytania dziecko ma całe 3 lata nau
                > czania zintegrowanego.

                Zapewne. A niektórym to nawet te trzy lata nie wystarczą.

                > Oraz, szkoły nie zamierzam zmieniać tylko dlatego, że koledzy sobie słabiej rad
                > zą z czytaniem trudnego tekstu, który widzą po raz pierwszy. Mój syn radzi sobi
                > e doskonale, resztę mam w nosie.

                No to super. Ja bym tylko zwróciła uwagę na poziom nauczania w szkole i na nauczyciela, którego uczy syn. Tylko tyle i aż tyle wink
                • mama_kotula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 16:57
                  fogito napisała:

                  > mama_kotula napisała:
                  >
                  > > >
                  > > A nie, moja droga. Na opanowanie _płynnego_ czytania dziecko ma całe 3 la
                  > ta nau
                  > > czania zintegrowanego.
                  >
                  > Zapewne. A niektórym to nawet te trzy lata nie wystarczą.
                  >
                  > > Oraz, szkoły nie zamierzam zmieniać tylko dlatego, że koledzy sobie słabi
                  > ej rad
                  > > zą z czytaniem trudnego tekstu, który widzą po raz pierwszy. Mój syn radz
                  > i sobi
                  > > e doskonale, resztę mam w nosie.
                  >
                  > No to super. Ja bym tylko zwróciła uwagę na poziom nauczania w szkole i na nauc
                  > zyciela, którego uczy syn. Tylko tyle i aż tyle wink

                  W szkole jest wysoki poziom nauczania, ale nauczyciele są ograniczeni programem. I tak, na ocenie opisowej córki czytam "sprawnie wykonuje działania w zakresie 0-8 - faktycznie w dużo większym zakresie, ogranicza nas program nauczania w oddziale przedszkolnym".
                  Co do nauczyciela, mam zastrzeżenia, ale nie jeśli chodzi o edukację.
                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 19:59
                    mama_kotula napisała:

                    > W szkole jest wysoki poziom nauczania, ale nauczyciele są ograniczeni programem
                    > . I tak, na ocenie opisowej córki czytam "sprawnie wykonuje działania w zakresi
                    > e 0-8 - faktycznie w dużo większym zakresie, ogranicza nas program nauczania w
                    > oddziale przedszkolnym".

                    Jak może być wysoki skoro są takie ograniczenia. Jedno przeczy drugiemu.
                    Ale rozumiem, że to paradoks współczesnej polskiej edukacji.

                    • mama_kotula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 20:15
                      fogito napisała:


                      > Jak może być wysoki skoro są takie ograniczenia. Jedno przeczy drugiemu.
                      > Ale rozumiem, że to paradoks współczesnej polskiej edukacji.


                      Przepraszam, pani zagraniczna, pozwoli pani że wyjaśnię ten _polski_ paradoks.
                      Poziom jest wysoki, zwłaszcza jeśli chodzi o języki obce (8 godzin tygodniowo). Oraz, jeśli chodzi o elementy _wykraczające poza podstawę programową, z wiedzy ogólnej, edukacji przyrodniczej i kulturowej.
                      Niemniej: _podstawę_ zrealizować trzeba i to na jej bazie wystawia się ocenę opisową, stąd takie a nie inne słowa w opisie postępów mojej córki. Przy czym każde dziecko jest objęte +/- indywidualnym traktowaniem (moje dzieci dostają zadania dodatkowe, na poziomie 2-3 klas wyżej).


                      --
                      I am weird, but I am not strange.
                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 20:36
                        mama_kotula napisała:

                        >>
                        > Przepraszam, pani zagraniczna,

                        alez ja nie jestem zagraniczna surprised Mieszkam w W-wie (większość roku)

                        pozwoli pani że wyjaśnię ten _polski_ paradoks.
                        > Poziom jest wysoki, zwłaszcza jeśli chodzi o języki obce (8 godzin tygodniowo).
                        > Oraz, jeśli chodzi o elementy _wykraczające poza podstawę programową, z wiedzy
                        > ogólnej, edukacji przyrodniczej i kulturowej.
                        > Niemniej: _podstawę_ zrealizować trzeba i to na jej bazie wystawia się ocenę op
                        > isową, stąd takie a nie inne słowa w opisie postępów mojej córki. Przy czym każ
                        > de dziecko jest objęte +/- indywidualnym traktowaniem (moje dzieci dostają zada
                        > nia dodatkowe, na poziomie 2-3 klas wyżej).
                        >

                        Ja wiem jaki jest program polskiej szkoły obecnie, bo mój syn robi polski program równocześnie z brytyjskim. Zapoznałam się z programem przed wprowadzeniem reformy i dlatego wiem jaki to jest niziutki poziom w porównaniu z tym czego ja się osobiście uczyłam. A chodziłam do wiejskiej szkoły, która nie była najlepsza. I dlatego wkładam sporo pracy w domu w jego naukę polskiego.
                        Co
                        • rolly_mo Fogito 11.03.11, 11:49
                          Fogito nie propaguj już tak wyścigu szczurów.
                          Biedne dzieciaki, kórych rodzice mają jakieś chore ambicje, nie pasuje polska szkoła to ucz w brytyjskiej tam to jest dopiero wyyyyyyyyyyyyyyyyyyysoki poziom, że ho ... ho ...
                          • fogito Re: Fogito 11.03.11, 12:16
                            rolly_mo napisała:

                            > Fogito nie propaguj już tak wyścigu szczurów.

                            Nie propaguję. To jest znak naszych czasów.

                            > Biedne dzieciaki, kórych rodzice mają jakieś chore ambicje, nie pasuje polska s
                            > zkoła to ucz w brytyjskiej tam to jest dopiero wyyyyyyyyyyyyyyyyyyysoki poziom,
                            > że ho ... ho ...

                            To nie chore ambicje tylko próba dogonienia świata. Pamiętaj, że Chińczycy i Koreańczycy znacznie już wyprzedzają Europejczyków i Amerykanów w swoich osiągnięciach edukacyjnych.
                            Ostatnio w szkole była olimpiada matematyczna i gościłam u siebie dwóch nastolatków z Holandii (jeden POlak a drugi Amerykanin). Zapytałam jaka szansę mają na wygraną a oni na to, że żadną bo i tak najlepsi będą Azjaci. Nic dodać nic ująć. Takie są trendy w świecie, że dzieci się uczy od najmłodszego i ma się w stosunku do nich wysokie wymagania. A polska szkoła te wymagania obniża wbrew trendom światowym. I jak to dalej będzie...
                            I tu proponuję poczytać sobie o Matce Tygrysicy
                            merlin.pl/Bojowa-piesn-tygrysicy_Amy-Chua/browse/product/1,872812.html
                            • rolly_mo Re: Fogito 11.03.11, 12:35
                              Ale mnie nie interesują Chińczycy ani Koreańczycy (z całym szacunkiem), Ci to dopiero się ścigają. Rozmawiamy o NASZYCH dziaciakach, bo jakoś meritum sprawy widzę nam umknęło.
                              • fogito Re: Fogito 11.03.11, 13:14
                                rolly_mo napisała:

                                > Ale mnie nie interesują Chińczycy ani Koreańczycy (z całym szacunkiem), Ci to d
                                > opiero się ścigają. Rozmawiamy o NASZYCH dziaciakach, bo jakoś meritum sprawy w
                                > idzę nam umknęło.

                                Meritum jest takie, że nasze dzieciaki za późno zaczynają się uczyć i nie uda im się dogonić lepiej wedukowanych Europejczyków czy właśnie Azjatów. A co za tym idzie będą mieli kłopot ze znalezieniem dobrej pracy w tej globalnej wiosce jaką stał się teraz świat.
                                Bo skoro anglojęyczny sześciolatek czyta i pisze wypracowania to na litość dlaczego nie uczymy tego naszych sześciolatków. Tylko bez końca pokazujemy im literki uncertain
                                • rolly_mo Re: Fogito 11.03.11, 13:27
                                  Bo, żyjemy w Polsce?
                                  • fogito Re: Fogito 11.03.11, 13:53
                                    rolly_mo napisała:

                                    > Bo, żyjemy w Polsce?

                                    A to znaczy, że mamy być głupsi niż reszta świata? Miała być reforma edukacji a robi się z tego jakaś szopka.
                                    • rolly_mo Re: Fogito 11.03.11, 19:10
                                      No, ale to już pretensje trza mieć do rządzących.
                                      • fogito Re: Fogito 11.03.11, 19:26
                                        rolly_mo napisała:

                                        > No, ale to już pretensje trza mieć do rządzących.

                                        ano mam, ale co mi z tego uncertain
                                • afrikana Re: Fogito 11.03.11, 22:46
                                  > Meritum jest takie, że nasze dzieciaki za późno zaczynają się uczyć i nie uda i
                                  > m się dogonić lepiej wedukowanych Europejczyków czy właśnie Azjatów.
                                  A co za ty
                                  > m idzie będą mieli kłopot ze znalezieniem dobrej pracy w tej globalnej wiosce j
                                  > aką stał się teraz świat.

                                  Fogito to dla Ciebiesmile

                                  www.youtube.com/watch?v=yE7waNi5dc0&feature=player_embedded
                                  • fogito Re: Fogito 12.03.11, 08:35
                                    afrikana napisała:

                                    >> Fogito to dla Ciebiesmile
                                    >
                                    > www.youtube.com/watch?v=yE7waNi5dc0&feature=player_embedded

                                    Są po prostru cudowni smile Dzięki.
                                    Nie wyobrażam sobie europejskich dzieci w takim zestawie. Niestetyuncertain
                                    • mama_kotula Re: Fogito 12.03.11, 21:59
                                      fogito napisała:

                                      > afrikana napisała:
                                      >
                                      > >> Fogito to dla Ciebiesmile
                                      > >
                                      > > www.youtube.com/watch?v=yE7waNi5dc0&feature=player_embedded
                                      >
                                      > Są po prostru cudowni smile Dzięki.
                                      > Nie wyobrażam sobie europejskich dzieci w takim zestawie. Niestetyuncertain


                                      Fogito - czy ty sobie zdajesz sprawę, w swoim uwielbieniu dla modelu azjatyckiego - jaki niewielki ułamek dzieci może w ogóle się uczyć i rozwijać swoje talenty, o ile ma jakieś? Podpowiem ci: 5 azjatyckich dzieci gra na gitarach i występuje na scenie, a 30 w tym czasie zapieprza na polu i zbiera ryż. Albo produkuje ci części do komputera.
                                      Aby wyrwać się stamtąd, trzeba po prostu być najlepszym i nie ma innej opcji. I większość tych Azjatów, których widujesz na uniwersytetach, olimpiadach, na konkursach pianistycznych, to utalentowany i - przede wszystkim - zarobiony ułamek całości. I fakt, zgodzę się, że w dużej mierze to zarobienie się jak przysłowiowy penis przyczynia się do tego, że Azjaci odnoszą sukcesy. Niemniej jak już pisałam, oni nie mają innej opcji. Albo są najlepsi, albo pracują w gigakorpo jako jeden z miliona pionków, który to pionek - przy tym zachwalanym azjatyckim modelu - ma szansę na awans tak średnio po 20 latach pracy. Albo może sobie wracać na pole ryżowe.
                                      --
                                      Czytanie lektury ma tyle wspólnego z normalnycm czytaniem co gwałt z kochaniem się. © Verdana
                                      • mamabasia Re: Fogito 13.03.11, 08:28
                                        Fogito ma klapki na oczach. Brytyjskie szkoły od czwartego roku zycia to nie jest żaden cud-miód. To zimna machina do zimnego wychowu dzieci. Angielskie nastolatki to żaden wzór.
                                        • fogito Re: Fogito 13.03.11, 15:39
                                          mamabasia napisała:

                                          > Fogito ma klapki na oczach.

                                          Nie mam tongue_out

                                          Brytyjskie szkoły od czwartego roku zycia to nie je
                                          > st żaden cud-miód. To zimna machina do zimnego wychowu dzieci.

                                          Na szczęście moje dziecko uczy się w POlsce, bo zabrzmiało dramatycznie surprised

                                          Angielskie nasto
                                          > latki to żaden wzór.

                                          A czy ja tak gdzieś napisałam? W ogromnej większości angielskie nastolatki są tak rozpaskudzone, że marnują swoje życie na picie i uprawianie s...u
                                      • fogito Re: Fogito 13.03.11, 15:38
                                        mama_kotula napisała:
                                        >
                                        > Fogito - czy ty sobie zdajesz sprawę, w swoim uwielbieniu dla modelu azjatyckie
                                        > go

                                        Po pierwsze nie uwielbiam. Widzę tylko jak wysokie rezultaty osiągają ostatnimi czasy Azjaci w dziedzinie edukacji.

                                        - jaki niewielki ułamek dzieci może w ogóle się uczyć i rozwijać swoje talen
                                        > ty, o ile ma jakieś?

                                        Zdaje sobie sprawę. Ale weź pod uwagę jak to jest liczba ludzi w samych Chinach.

                                        Podpowiem ci: 5 azjatyckich dzieci gra na gitarach i wystę
                                        > puje na scenie, a 30 w tym czasie zapieprza na polu i zbiera ryż. Albo produkuj
                                        > e ci części do komputera.

                                        Może u nas dzieci nie produkują części do komputerów. Ale pewien procent się uczy a reszta traci czas przed komputerem wink

                                        > Aby wyrwać się stamtąd, trzeba po prostu być najlepszym i nie ma innej opcji. I
                                        > większość tych Azjatów, których widujesz na uniwersytetach, olimpiadach, na ko
                                        > nkursach pianistycznych, to utalentowany i - przede wszystkim - zarobiony ułame
                                        > k całości.

                                        Ułamek olbrzmymiej całości. I my Europejczycy powinniśmy mieć tego świadomośc, bo ci młodzi zdolni ludzie przejmą większość stanowisk kierowniczych. A my i wielu innych będziemy produkować dla nich części do komputerów surprised


                                        I fakt, zgodzę się, że w dużej mierze to zarobienie się jak przysłow
                                        > iowy penis przyczynia się do tego, że Azjaci odnoszą sukcesy.

                                        O! Tego powiedzenia nie słyszałam. Oni są po prostu szalenie pracowici. Co kontrastuje z amerykańskim i europejskim rozleniwieniem dzieciaków. Oczywiście uogólniając.

                                        Niemniej jak już
                                        > pisałam, oni nie mają innej opcji. Albo są najlepsi, albo pracują w gigakorpo j
                                        > ako jeden z miliona pionków, który to pionek - przy tym zachwalanym azjatyckim
                                        > modelu - ma szansę na awans tak średnio po 20 latach pracy. Albo może sobie wra
                                        > cać na pole ryżowe.

                                        A jakie szanse mają nasze dzieci, jeśli nie będą najlepsze? Mało płatna praca w Polsce, czy zmywak w UK?


                                        • mama303 Re: Fogito 14.03.11, 18:15
                                          fogito napisała:
                                          >O! Tego powiedzenia nie słyszałam. Oni są po prostu szalenie pracowici. Co kont
                                          > rastuje z amerykańskim i europejskim rozleniwieniem dzieciaków. Oczywiście uogó
                                          > lniając.

                                          Ta, i umierają z przepracowania a przed śmiercia jeszcze przeproszą że nie dokończyli wink
                                          • fogito Re: Fogito 14.03.11, 18:26
                                            mama303 napisała:

                                            > Ta, i umierają z przepracowania a przed śmiercia jeszcze przeproszą że nie doko
                                            > ńczyli wink

                                            Ja bym nie żartowała. To kadra kierownicza, która będzie zatrudniała nasze dzieciaki jeśli nie wezmą się do roboty.
                                            • mama303 Re: Fogito 14.03.11, 21:20
                                              fogito napisała:


                                              > Ja bym nie żartowała. To kadra kierownicza, która będzie zatrudniała nasze dzie
                                              > ciaki jeśli nie wezmą się do roboty.

                                              Nie mam nic do dobrej kadry kierowniczej, czy to z Azji czy Afryki.
                                              • fogito Re: Fogito 14.03.11, 21:34
                                                mama303 napisała:

                                                > fogito napisała:
                                                >
                                                >
                                                > > Ja bym nie żartowała. To kadra kierownicza, która będzie zatrudniała nasz
                                                > e dzie
                                                > > ciaki jeśli nie wezmą się do roboty.
                                                >
                                                > Nie mam nic do dobrej kadry kierowniczej, czy to z Azji czy Afryki.

                                                Ja też i dlatego wolałbym, żeby mój do niej wystartował smile
                                                • mama303 Re: Fogito 14.03.11, 22:00
                                                  fogito napisała:


                                                  > Ja też i dlatego wolałbym, żeby mój do niej wystartował smile
                                                  Dajże Ty temu dziecku żyć! Już sobie tym głowę zaprzątasz? Nie daj Boże Cie dzieciak rozczaruje jeszcze i pójdzie swoją mniej ambitna drogą.....
                                                  • fogito Re: Fogito 14.03.11, 22:07
                                                    mama303 napisała:

                                                    > > Dajże Ty temu dziecku żyć! Już sobie tym głowę zaprzątasz? Nie daj Boże Cie dz
                                                    > ieciak rozczaruje jeszcze i pójdzie swoją mniej ambitna drogą.....

                                                    Ależ daję. Ale wykształcenie przyda mu się nawet jeśli pojedzie do Paryża i zostanie malarzem. A po mamie maluje pieknie smile Może wtedy będzie umiał i namalować i dobrze sprzedać wink
                                                  • mama303 Re: Fogito 14.03.11, 22:23
                                                    fogito napisała:

                                                    > Ależ daję. Ale wykształcenie przyda mu się nawet jeśli pojedzie do Paryża i zos
                                                    > tanie malarzem.

                                                    Zbytnio nie odpuściłaś małemu. Malarz w Paryżu by Cie TEŻ satysfakcjonował, mówisz? wink
                                                  • fogito Re: Fogito 15.03.11, 11:59
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > Ależ daję. Ale wykształcenie przyda mu się nawet jeśli pojedzie do Paryża
                                                    > i zos
                                                    > > tanie malarzem.
                                                    >
                                                    > Zbytnio nie odpuściłaś małemu. Malarz w Paryżu by Cie TEŻ satysfakcjonował, mów
                                                    > isz? wink

                                                    smile Tak. Syn w październiku wygrał konkurs rysunkowy w szkole w w grupie dzieci od 6 do 9 lat. Ma chłopak zadatki.
                                                  • mama303 Re: Fogito 15.03.11, 21:31
                                                    fogito napisała:


                                                    > smile Tak. Syn w październiku wygrał konkurs rysunkowy w szkole w w grupie dzieci
                                                    > od 6 do 9 lat. Ma chłopak zadatki.

                                                    Mama pomogła?
                                                  • fogito Re: Fogito 15.03.11, 22:11
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > smile Tak. Syn w październiku wygrał konkurs rysunkowy w szkole w w grupie d
                                                    > zieci
                                                    > > od 6 do 9 lat. Ma chłopak zadatki.
                                                    >
                                                    > Mama pomogła?

                                                    Gdyby pomogła to by nie wygrał. Chyba oczywiste, że każdy jest w stanie odróznić rękę dziecka od dorosłego. Ja zawsze wygrywałam ogólnopolskie konkursy plastyczne na które wysyłałam swoje prace. Mam mnóstwo nagród z okresu podstwówki. A moja mama nie malowała wcale.
                                                    Ale rozumiem, że dyskredytujesz wszystko, bo w ten sposób poprawisz sobie samopoczucie i uspokajasz sumienie.
                                                    Szkoda tylko, że dziecko przejmie od ciebie tę malkontencką postawę uncertain
    • joanna_poz Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:51
      > w innym wątku mama napisała:
      >
      > > Przecież powszechnie 6-latki nie znają liter, nie potrafią pisać ani czyt
      > ać, a niektórzy ich
      > > rówieśnicy grają już w układanie krzyżówki?... Nie zapędził się tu ktoś?
      >
      > no właśnie ....czy rzeczywiście? moja 6,3 latka zna litery duze małe drukowane
      > pisane.....pisze drukowanymi wink)....czyta prawie płynnie.....(do szkoły jeszcze
      > nie chodzi)..i nie wydaję mi się żeby była wyjątkiem...jak to wygląda u Waszyc
      > h 6latków?

      a mówimy tu o sześciolatkach, które sa już w I klasie czy w przedszkolu?

      moj sześciolatek pol roku temu przed rozpoczęciem pierwszej klasy rozpoznawał litery, ale nie czytał. pisał litery drukowane. w liczeniu akurat był biegły.

      teraz jako 6,5 latek po poł roku w I klasie bardzo dobrze pisze (w zakresie liter, które poznał), dobrze czyta (do płynności mu brakuje, ale czyta coraz lepiej), liczy świetnie.
      krzyżówki w swoich gazetkach tez rozwiązuje. jest bardzo dobrym uczniem.
    • mw144 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 10:57
      Nie sądzę, żeby Twoje dziecko było wyjątkiem, dla mnie nie pojęte jest żeby 6 latek nie umiał czytać ani pisać.
      • fasolka99 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 11:28
        mw144 napisała:

        > dla mnie nie pojęte jest żeby 6 latek nie umiał czytać ani pisać.

        Powaznie? Moja najstarsza córka idąc do zerówki w szkole miała 6 lat i 2 miesiące i znała pojedyncze litery, kiepsko składała wyrazy drukowanymi literami, o czytaniu nie wspomnę. I wcale nie była wyjatkiem (szkoła społeczna selekcjonująca dzieci). A w wakacje po pierwszej klasie czytała sama Harry Pottera, teraz (piąta klasa) pochłania książki tonami, czerwony pasek, wysoka średnia itd. Po prostu jako 5-6-latka nie była zainteresowana literkami, a my jej nie uczyliśmy sami. I mysle, że takich dzieci (moim zdaniem całkiem normalnych) jest bardzo dużo. Spokojnie szesciolatek nie musi umieć ani czytać, ani pisać.
    • kunnegunnda Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:03
      ma 5,5, mlda czyta prawie plynnie, pisze cos tam sobie (zupelnie niezachecana), liczy godzinami, sama sobie pisze zadania,
      krzyżówki nie, nie probowalam. raczej jakies labirynty etc
    • magnolia1973 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:07
      Moja sześciolatka jest teraz w I klasie.

      Przed pójściem do szkoły umiała czytać bardzo dobrze i pisała drukowanymi. Czytała tak jakby już rok w szkole spędziła, a zaczęła czytać pojedyncze wyrazy jak miała 4,5 roku. Nawet nie uczyliśmy jej jakoś specjalnie. Ona po prostu miała naturalny pęd do tego, żeby wiedzieć co jest napisane. A my to odrobinę wspieraliśmy.
      Było pytanie o krzyżówki. Tak. Potrafi je rozwiązywać.

      Znacznie gorzej wyglądała u niej sprawa z grafomotoryką. Córka nigdy szczególnie nie była dobra w zajęciach wymagających sprawności manualnej. Nie wykonywała w szkole szlaczków ładnie, jak przyszło do pisania to też było średnio. Ale po I półroczu dostaliśmy szczegółową ocenę umiejętności dziecka i wszystko jest na dobrej drodze. Nauczycielka przyznała, że dziecko zrobiło ogromne postępy.

      Mała rysuje tak tam sobie. Nie tak źle, ale nie wybitnie.

      Z liczeniem do 10, jakie mają teraz w szkole, radzi sobie od naprawdę nie wiem kiedy. To jest wręcz śmieszne, że od pierwszoklasistów wymaga się teraz taki niewiele.

      Ja oceniam, że decyzja o posłaniu jej do I klasy była słuszna. Nauczycielka potwierdza, że nie ma mowy o tym, że powinniśmy żałować i zrobiliśmy błąd. Owszem, nad pisaniem musimy trochę pracować, ale i tak uważam, że warto było posłać dziecko do szkoły.

      Wydaje mi się, że dzieci z jej klasy mają podobne umiejętności. Owszem, jedno lepiej pisze, inne lepiej czyta czy liczy, ale moja córka nie jest tam ani genialna, ani do tyłu.
    • mama-ola Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:23
      To ja to napisałam smile Ale w tamtym wątku chodziło o scrabble! Czyli: masz kilka swoich liter plus możesz wykorzystać którąś z liter na planszy, ale nie jest powiedziane którą (taka dowolność to raczej problem niż ułatwienie chyba?) i kombinujesz w glowie, jaki by tu wyraz z tego ułożyć. W innym wątku dyskutujemy w 300 postach, czy do szkoły posłać 6- czy 7-latka. Posłać, by uczył się w I klasie liter w tempie dwóch tygodniowo. A tu taka gra na 5+.

      Gwoli ścisłości, mój syn też zna litery, wszystkie oprócz dwuznaków, pisze i czyta proste wyrazy. Generalnie - z tych mądrzejszych jest (zdaniem przedszkolanek), do I klasy pójdzie jako 6-latek (gdzieś tak 1/5 grupy idzie tylko). Ale miałby już graćw scrabble?... No zdziwiłam się (delikatne określenie). Nie tym, że niektóre dzieci już grają, nie o to mi chodziło (ja wiem, że istnieją biegle czytające 5-latki). Ale tym, że producent określił tę grę na 5+. Przecież, aby sprzedać, trzeba brać pod uwagę większość, nie margines, produkować pod przeciętnego odbiorcę, a nie dla promila. Stąd mój szok w tamtym wątku. Całkiem możliwe, że nieuzasadniony, bo nie miałam tej gry w wersji polskiej w ręce.
      To, co wygooglałam, tylko mnie w szoku utwierdziło - w wersji angielskiej na planszy słowo "elephant"! No proszę Was... W I klasie (do tej pory dla 7-latków, przypominam), dzieci się uczą o, a, e, i i dopiero idzie pierwsza samogłoska m. Więc umieją napisać "mama" późną jesienią. A tu słowo na 8 liter, z czymś w rodzaju ichniego dwuznaku.
      • iwoniaw Ale to zupełnie inna kwestia 10.03.11, 12:39
        Po pierwsze, angielski różni się jednak znacznie od polskiego i nauka czytania w tym języku również, więc nie można porównywać przez proste przełożenie. Dziecko anglojęzyczne uczy się przy nauce czytania "wyglądu" całego słowa, a literowanie (spelling) to zupełnie inna bajka niż nasze poznawanie liter i reguł ortograficznych.
        Po drugie, pięciolatek (także polskojęzyczny), a tym bardziej uczący się czytać sześciolatek może grać w scrabble i mieć z tego uciechę, co nie oznacza, że z automatu ogrywa dorosłego-filologa/ zapalonego szaradzistę. Tak jak owszem, można mówić, że sam czyta, gdy czyta sobie proste książeczki z dużymi literami, a dłuższe i trudniejsze teksty jeszcze są poza jego zasięgiem.

        Gwoli ścisłości, mój syn też zna litery, wszystkie oprócz dwuznaków, pisze i cz
        > yta proste wyrazy. Generalnie - z tych mądrzejszych jest (zdaniem przedszkolane
        > k), do I klasy pójdzie jako 6-latek (gdzieś tak 1/5 grupy idzie tylko).

        No i jak to się ma do "powszechnej nieznajomości liter u 6-latków", skoro rok wcześniej już 20% z nich już osiąga ten poziom, a w tym wieku reszta (w większości) nadgoni to błyskawicznie?

        Wydaje mi się, że nie doceniasz małych dzieci albo stawiasz im za wysoko poprzeczkę (coś na zasadzie "no jak niby można pisać, że bez trudu się uczy wierszyków na pamięć, skoro od dwóch tygodni ćwiczymy, a nie potrafi wyrecytować całej księgi "Pana Tadeusza") wink
        • mama-ola Re: Ale to zupełnie inna kwestia 10.03.11, 13:23
          > Dziecko anglojęzyczne uczy się przy nauce czytania "wyglądu" całego słowa, a literow
          > anie (spelling) to zupełnie inna bajka
          Ale scrabble to raczej spelling, prawda? Na nic ci znanie wyglądu całego słowa. Masz pojedyncze literki i musisz się orientować, jakie słowo z danych liter można ułożyć. Jeśli uczą się wyglądu słów, to raczej mają trudniej niż by miały po treningu literowania.

          > Po drugie, pięciolatek (także polskojęzyczny), a tym bardziej uczący się czytać
          > sześciolatek może grać w scrabble i mieć z tego uciechę
          Chętnie sprawdzę na moim dziecku smile Pewnie, że nie musi mnie (filologa i zapalonej szaradzistki w jednymwink) ograć. Ja się będę cieszyć, jak po prostu pojmie, o co chodzi, i będzie mu w miarę sprawnie szło.

          >> Gwoli ścisłości, mój syn też zna litery

          > No i jak to się ma do "powszechnej nieznajomości liter u 6-latków", skoro rok w
          > cześniej już 20% z nich już osiąga ten poziom, a w tym wieku reszta (w większoś
          > ci) nadgoni to błyskawicznie?

          Skąd masz dane, że 20% dzieci osiąga poziom znajomości liter w wieku 6 lat? Możesz dać linka? Byłam przekonana, że dużo mniej.

          > Wydaje mi się, że nie doceniasz małych dzieci
          Tak globalnie? No cóż - powszechność jest taka, że I klasa w wieku 7 lat albo 6, a tam dwie literki tygodniowo. To co tu doceniać, w sensie - scrabble dla nich szykować?
          A swoje własne dzieci doceniam, bardzo mądre są smile

          > albo stawiasz im za wysoko poprzeczkę
          Za wysoko stawiam im poprzeczkę, bo uważam, że scrabble są za trudne na wiek 5+? Nie rozumiem jak doszłaś do takiego wniosku.
          Pozdrawiam smile
          • fogito Re: Ale to zupełnie inna kwestia 10.03.11, 14:10
            mama-ola napisała:

            > > Dziecko anglojęzyczne uczy się przy nauce czytania "wyglądu" całego słowa
            > , a literow
            > > anie (spelling) to zupełnie inna bajka
            > Ale scrabble to raczej spelling, prawda? Na nic ci znanie wyglądu całego słowa.
            > Masz pojedyncze literki i musisz się orientować, jakie słowo z danych liter mo
            > żna ułożyć. Jeśli uczą się wyglądu słów, to raczej mają trudniej niż by miały p
            > o treningu literowania.

            Oczywiście, ze jest trudniej uczyć się czytania po angielsku, bo nie wystarczy poznać zestaw liter, żeby przeczytac wszystko. Trzeba wiedzieć jak napisać wyraz i jak go wyartykułować.
            Mój syn znając litery przeczyta wszystko po polsku niezaleznie od tego jak długi i trudny będzie wyraz. Po angielsku już tak łatwo nie jest.

    • iwoniaw Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:30
      Mój 6-latek od września chodzi do I klasy, zatem pisze i czyta (oczywiście płynniej i z większą łatwością prostsze i krótsze teksty, długie książki drukowane maczkiem jednak woli, żeby mu czytać na głos) i nie jest wyjątkiem wink

      Twoja córka z opisu jest normalnym, inteligentnym dzieckiem z właściwymi dla wieku umiejętnościami, a pisanie o 6-latkach, dla których "normą" miałby być poziom 3-4-latka to jakieś nieporozumienie.

      Chociaż mnie cytowany przez Ciebie post tak naprawdę nie dziwi, różne są dzieci, a i środowiska, w których "powszechnie 6-latki nie znają liter" nie są takie znów unikatowe, choć tych dzieci żal, bo jaką szansę mają one nauczyć się płynnie czytać, skoro przez 6 lat nie znalazł się nikt, kto by im pokazał litery i powiedział, która jak się czyta (a przecież od tego etapu do czytania to jeszcze długa droga...)
      • yula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:34
        >skoro przez 6 lat nie znalazł się nikt, kto by im pokazał litery i p
        > owiedział, która jak się czyta (a przecież od tego etapu do czytania to jeszcze
        > długa droga...)
        >
        wyobraź sobie że są i takie dzieci które sie tym nie interesują po prostu, bo bardziej wolą skakać i bawić sie. I to wcale nie znaczy że są z rodzin patologicznych czy nikt nie chciał im pokazać literek
        • analist73 Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:42
          A ja z swojej strony dodam. Dzieci się różnie rozwijają, czasami nawet skokowo. Osobiście spotkałam się(wprawdzie chodziło o liczenie), dwóch chłopców, jeden liczy do 20(zna cyfry), dodaje do 10, drugi liczy do 10 (zna niektóre cyfry, próbuje dodawać), dwa tygodnie później, pierwszy dalej liczy do 20, dodaje do 10, drugi liczy do 100, dodaje, odejmuje do 20. To że 6 latek nie zna liter, nie oznacza że za pół roku nie będzie płynnie czytał, nie oznacza że jest opóźniony czy zaniedbany.
          • katydid Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:50
            dzieci sześcioletnie nieczytające i niezainteresowane czytaniem to zupełnie normalne zjawisko. W grupie dzieci sześcioletnich w przedszkolu/ zerówce szkolnej (teraz, w czasach, kiedy dzieci nie idą programem dawnej zerówki) dzieci czytających jest zdecydowanie mniej. Jeśli rodzic nie ma ambicji, lub jeśli dziecko samo nie dąży do nauki czytania, dzieci zaczynają ją dopiero w klasie I. W grupie znanych mi sześciolatków płynnie czytających dzieci jest jedno. Reszta potrafi się podpisać, zna litery (nie wiem czy wszystkie), cyfry 1-10. Dodawać i odejmować w pamięci w zakresie 1-10 potrafi może kilkoro dzieci w tym jedno wykonuje działania matematyczne w pamięci (dodawanie, odejmowanie a nawet mnożenie i dzielenie) w zakresie do 100 i więcej. Gdzie są więc te dzieci płynnie czytające w wieku sześciu lat? Są to wg mnie jednostki.
        • iwoniaw Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 12:45
          Ależ ja sobie nie muszę wyobrażać. Jednak rozwijającemu się harmonijnie dziecku kilkuletniemu, skaczącemu i bawiącemu się także, nie potrzeba jakiegoś specjalnego zainteresowania, by przyjąć do świadomości "przy okazji" zwykłego życia, jak wygląda np. "A", a jak "M". Jedne się wciągają we wczesne czytanie, drugim wystarcza świadomość, że litery istnieją i która jak wygląda, a czytać uczą się w szkole. I ok. Nie pisz jednak, że obserwacja otaczającego świata i "uczenie się" jak odróżniać kolory, litery, przedmioty to dla nieupośledzonego umysłowo dziecka jakaś żmudna nauka uniemożliwiająca aktywność fizyczną czy jakąkolwiek inną.
          • yula Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 13:37
            po prostu im sie nie chce i ich nie interesują literki, mają ciekawsze dla nich zajęcia, a to że przyjmują do wiadomości że literki istnieją nie ma nic do rzeczy, ale rozpoznawanie ich kształtu dopóki nie jest sie do tego gotowym to jest żmudna i zniechęcająca praca.
        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 22:40
          yula napisała:


          > wyobraź sobie że są i takie dzieci które sie tym nie interesują po prostu, bo b
          > ardziej wolą skakać i bawić sie.
          Prawdopodobnie jest ich nawet większość smile
    • daga_j Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 14:15
      Moja córka na dzień 6 urodzin umiała czytać płynnie (różne czcionki) i pisać drukowanymi; pisanymi właśnie się w szkole nauczyła, a także lubiła już rozwiązywać krzyżówki dla dzieci, np. z pisemka "Supełek" czy "A co to?" (chyba nie pomyliłam tytułu?). Teraz ma już bliżej do 7 urodzin smile do końca pierwszej klasy, ho ho
    • kunnegunnda przekornie....dlaczego nie? 10.03.11, 18:11
      dla mnie czytanie to świetosc. moj syn nauczyl sie z nasza pomoca sylabizowac w wieku lat ok 4.5, biegle (tzn sam kasiaki typu Harry Poter) czytał w wieku 6 lat. miedzy tym czasem cwiczylismy- tzn czytanie 2-4 minuty dziennie, ale CODZIENNIE. czasem probowal sie buntowac, czasem mu sie nie chcialo, ale ja uznałam, ze dziecku gotowemu do czytanie ta chwila dziennie nie zrobi krzywdy. nabral wprawy, wyrobil odpowiednie techniki- czytanie to jego pasja odkad nauczyl sie biegle czytac. czyta ogromnie ilosci, wiedze ma wspaniala, wypracowania w wieku 10 lat sa lepsze niz ja bym byla w stanie napisac, nei wiem co to problemy z nauka czy ortografia- wszytsko to zalatwia czytanie. a wielu jego kolegów dopiero teraz w III klasie ma odpowiednia technike zeby sami mogli czytac- poziom ich rozwoju praktycznie we wszystkim jest duzo nizszy niz mojego syna, i nie sadze, zeby nadgonili.

      mala ma 5.5 roku- od długiego czasu sklada litery, sylaby, prostsze slowa czyta biegle, dluzsze z dwuznakami- troche gorzej. cwiczymy zgodnie z nasza zasada- codziennie ale chwile., minutki. efekty rewelacyjne, choc tez zdarza sie jej buntowac, ona chce sie bawic etc. ale ja nie robie jej krzywdy- ot, po postu odrywam ja od zabawy na te 3-4 minuty. wiem, ze robie to dla jej dobra, ma wiele czasu na swoje pasje, wierze tez, ze jedna z jej pasji, y, podobnie jak jej brata i reszty rodziny bedzie czytanie. pani w zerowce mowi, ze WIEKSZOSC dzieci jest gotowa do czytania, przy wspomozeniu rodziców czytaloby wiele dzieci- ale nie, on woli sie bawic, ona woli paznokcie malowac, a moj syn to tylko gry i tv.. ... i tak wlasnie rosna dzieci, ktore NIGDY nie przeczytaja z wlasniej woli zadnej ksiazki, bo po prostu w miedzyczasi ezainteresuja sie innymi, prostszymi w odbiorze nosnikami- tv komp etc. szkoda dzieci, naprawde

      jak to jest, nikt nie ma nic przeciwko temu, zeby zabierac dzieci do filharmonii, na warsztaty do muzeum- to nie jest wyjscie PRZED checi i umiejetrnosci dziecka- ale nauka literek i czytanie- tak.
      • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 10.03.11, 20:32
        kunnegunnda napisała:

        pani w zerowce mowi, ze WIEKSZOSC dzieci je
        > st gotowa do czytania, przy wspomozeniu rodziców czytaloby wiele dzieci- ale ni
        > e, on woli sie bawic, ona woli paznokcie malowac, a moj syn to tylko gry i tv..
        > ... i tak wlasnie rosna dzieci, ktore NIGDY nie przeczytaja z wlasniej woli za
        > dnej ksiazki, bo po prostu w miedzyczasi ezainteresuja sie innymi, prostszymi w
        > odbiorze nosnikami- tv komp etc. szkoda dzieci, naprawde
        >
        > jak to jest, nikt nie ma nic przeciwko temu, zeby zabierac dzieci do filharmoni
        > i, na warsztaty do muzeum- to nie jest wyjscie PRZED checi i umiejetrnosci dzie
        > cka- ale nauka literek i czytanie- tak.

        podpisuję się pod tym.
      • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 11.03.11, 22:48
        kunnegunnda napisała:

        > poziom ich
        > rozwoju praktycznie we wszystkim jest duzo nizszy niz mojego syna, i nie sadze
        > , zeby nadgonili.

        Ale mam nadzieję, że znajduje jakiś wspólny język z kolegami wink.
        Wiesz wczesne czytanie czasem jest zmorą dla dziecka. Co z tego że taki 5, 6 latek czyta ksiązki jak żaden jego kolega nie podziela tej pasji?
        • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 11.03.11, 23:42
          Ale mam nadzieję, że znajduje jakiś wspólny język z kolegami wink.
          > Wiesz wczesne czytanie czasem jest zmorą dla dziecka. Co z tego że taki 5, 6 la
          > tek czyta ksiązki jak żaden jego kolega nie podziela tej pasji?


          moje dzieci w wieku lat 5 jeszcze nie czytaja ksiazek, ale 6 takwink
          spoko, z kumplami zadnych problemów, odwrotnie raczej podziwiani i bardzo lubiani.
          jak pojechali na zielone przedszkole, to moj syn czytal kumplom na dobranoc koszmarnego karolka big_grin
          a pasji maja wiele, syn windsurfing, narty, sporty walki, wiec nie jest to tak, ze sie zasypuje w ksiazkach. ale poza sportem i kumplami czytanie jest jego ulubiona czynnościa
        • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 12.03.11, 08:39
          mama303 napisała:

          > > Ale mam nadzieję, że znajduje jakiś wspólny język z kolegami wink.
          > Wiesz wczesne czytanie czasem jest zmorą dla dziecka. Co z tego że taki 5, 6 la
          > tek czyta ksiązki jak żaden jego kolega nie podziela tej pasji?

          A muszą? I moje pytanie, dlaczego wszyscy równamy w dół a nie do góry. Może jak zobaczą, że kolega tak świetnie czyta to sami się zabiorą za czytanie, żeby nie być gorszymi.
          • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 12.03.11, 09:02
            fogito napisała:


            > A muszą?

            Na szczescie nie muszą

            >moje pytanie, dlaczego wszyscy równamy w dół a nie do góry. Może jak
            > zobaczą, że kolega tak świetnie czyta to sami się zabiorą za czytanie, żeby nie być gorszymi.

            Bo dla niektórych dzieci pewne rzeczy sa nie do przeskoczenia a zmuszanie do czegoś, co jest ponad ich mozliwości i jeszcze podawanie za przykład kolegi, który akurat wczesniej czyta może pozostawic problemy, z którymi będa sie niepotrzebnie borykać do końca życia.
            • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 12.03.11, 09:59
              mama303 napisała:

              > fogito napisała:
              >
              >
              > > A muszą?
              >
              > Na szczescie nie muszą

              No to przynajmniej w jednym się zgadzamy wink

              > Bo dla niektórych dzieci pewne rzeczy sa nie do przeskoczenia a zmuszanie do cz
              > egoś, co jest ponad ich mozliwości i jeszcze podawanie za przykład kolegi, któ
              > ry akurat wczesniej czyta może pozostawic problemy, z którymi będa sie niepotrz
              > ebnie borykać do końca życia.

              Zabrzmiało dramatycznie. A tak wcale nie jest. Dzieci w większości są w stanie nauczyć się więcej niż nam się wydaje. Tylko ktoś musi ich tego nauczyć. Oczywiście są dzieci z różnymi dysfunkcjami, ale w tej chwili skupiamy się na tych, które problemów nie mają.
              I w tym wypadku wydaje mi się, że to lenistwo rodziców, nauczycieli w efekekcie prowadzi do tego, że ośmiolatek jeszcze płynnie nie czyta i nie pisze poprawnie.
              • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 12.03.11, 16:10
                fogito napisała:

                > Zabrzmiało dramatycznie. A tak wcale nie jest. Dzieci w większości są w stanie
                > nauczyć się więcej niż nam się wydaje. Tylko ktoś musi ich tego nauczyć.

                Owszem, problemem może byc natomiast jak małe dziecko, które zupełnie nie chce się uczyć przekonać do tej nauki. Jeżeli bedziemy zmuszać to porażka, narobimy więcej szkody niż pożytku. Starszemu dziecku łatwiej zrozumieć koniecznośc nauki, bo bardziej juz kierowac sie umie rozsądkiem, z młodszym może to nie być w ogóle mozliwe.
                • mamabasia Re: przekornie....dlaczego nie? 13.03.11, 08:30
                  Fogito, w tej twojej cudownej brytyjskiej szkole w stolicy też czterolatki już tresują tak jak na Wyspach?
                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 13.03.11, 15:47
                    mamabasia napisała:

                    > Fogito, w tej twojej cudownej brytyjskiej szkole w stolicy też czterolatki już
                    > tresują tak jak na Wyspach?

                    Szkoła owszem jest cudowna smile A o czterolatkach nic nie wiem, bo oni są w oddzielnym budynku na innej ulicy. Mój syn był w montessori w wieku 4 lat. Znam jednak mamę trzech chłopaków, którzy zaczynali od części przedszkolnej i nie wyglądają na zestresowanych.
                    Może uściślij termin tresura? Bo dla mnie to się raczej z psami kojarzy....
                • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 13.03.11, 15:43
                  mama303 napisała:

                  > > Owszem, problemem może byc natomiast jak małe dziecko, które zupełnie nie chce
                  > się uczyć przekonać do tej nauki.

                  Przekonać może tylko odpowiedni sposób uczenia poprzez zabawę w odpowiednich warunkach. Których niestety większości polskich szkół brakuje.

                  Jeżeli bedziemy zmuszać to porażka, narobimy
                  > więcej szkody niż pożytku. Starszemu dziecku łatwiej zrozumieć koniecznośc nauk
                  > i, bo bardziej juz kierowac sie umie rozsądkiem, z młodszym może to nie być w
                  > ogóle mozliwe.


                  Ale tylko młodsze dziecko może z taką łatwością przyswoić pewną wiedzę. To tak jak w przypadku dwujęzyczności. Do 5 roku życia to jest bułka z masłem. Potem ta łatwość zanika na zawsze.
                  Poza tym ja nie znam żadnego pięciolatka, który nie chciałby się uczyć. Ale może ja obiektywna nie jestem, bo mój syn w tym wieku był w szkole montessori, która rewelacyjnie uczy małe dzieci.
                  • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 14.03.11, 18:22
                    fogito napisała:

                    > Przekonać może tylko odpowiedni sposób uczenia poprzez zabawę w odpowiednich wa
                    > runkach. Których niestety większości polskich szkół brakuje.

                    Cudne opowieści a zabawach w literki wink, u nas w przedszkolach tez sie uczyło w zerówkach poprzez zabawę i niektóre dzieci załapuja inne nie. I to jest norma dla kilkulatków.

                    Ponadto tu niektórzy uważają że to mamusie powinny z dziećmi te cudowne zabawy w literki organizować i niektóre nawet to robią i jak "trafią na podatny materiał" to im sie nawet uda i potem opowiadaja bajki jak to kazdy czterolatek w atmosferze zabawy w puzle piankowe czy co tam innego uczy sie płynnie czytać..... smile
                    • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 14.03.11, 18:29
                      mama303 napisała:

                      >>
                      > Cudne opowieści a zabawach w literki wink, u nas w przedszkolach tez sie uczyło
                      > w zerówkach poprzez zabawę i niektóre dzieci załapuja inne nie. I to jest norm
                      > a dla kilkulatków.

                      No nie wiem. Myśmy czytali w zerówce podpisy pod bajkami pokazywanymi na ścianie z rzutnika.

                      >
                      > Ponadto tu niektórzy uważają że to mamusie powinny z dziećmi te cudowne zabawy
                      > w literki organizować i niektóre nawet to robią i jak "trafią na podatny materi
                      > ał" to im sie nawet uda i potem opowiadaja bajki jak to kazdy czterolatek w atm
                      > osferze zabawy w puzle piankowe czy co tam innego uczy sie płynnie czytać.....
                      > smile

                      Ja nie miałam puzli piankowych. Kupiłam za to zestaw liter z zasobów edukacyjnych Montessori. Rewelacja. A czytać płynnie to dzieci już się same uczą. Tylko trzeba im te książki podsuwać i mieć czas na wspólne czytanie.
                      • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 14.03.11, 21:34
                        fogito napisała:

                        > Ja nie miałam puzli piankowych. Kupiłam za to zestaw liter z zasobów edukacyjny
                        > ch Montessori. Rewelacja. A czytać płynnie to dzieci już się same uczą. Tylko
                        > trzeba im te książki podsuwać i mieć czas na wspólne czytanie.

                        No i cudnie, naprawdę. Jeśli dziecie było zainteresowane......

                        >A czytać płynnie to dzieci już się same uczą. Tylko
                        > trzeba im te książki podsuwać i mieć czas na wspólne czytanie.

                        Ty naprawde uważasz, że wszystkie dzieci sa takie same? Moje dziecko nigdy nie chciało i nadal nie chce wspólnie czytać. Nie znosi takiej formy. Albo czytam ja jej albo ona .... sobie.
                        • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 14.03.11, 21:50
                          mama303 napisała:

                          >> No i cudnie, naprawdę. Jeśli dziecie było zainteresowane......

                          Żeby dziecię było zainteresowane, to trzeba mu temat zapodać w interesujący sposób.

                          >
                          > Ty naprawde uważasz, że wszystkie dzieci sa takie same?

                          Uważam, że każde ma potencjał.

                          Moje dziecko nigdy nie
                          > chciało i nadal nie chce wspólnie czytać. Nie znosi takiej formy. Albo czytam j
                          > a jej albo ona .... sobie.

                          I w efekcie nie wiesz nawet jak czyta skoro czyta tylko dla siebie. Może gdyby czytała tobie na głos to jej płynnośc czytania by się poprawiła.

                          Mój syn przez pierwszy rok w szkole montessori nie chciał czytać wcale sam po angielsku pomimo, że uczył się w szkole.
                          W efekcie zmieniliśmy szkołę i poszedł do brytyjskiej. Szybko okazało się, że jednak umie czytać i że jest w stanie przeczytać kilka książek w ciągu tygodnia. Od września codziennie czyta z ojcem książkę do szkoły a dla mnie czyta po polsku w każdej wolnej chwili co wychodzi około 4 razy w tygodniu.
                          Teraz chętnie czyta dla nas chociaż wcześniej też wolał, żeby rodzice czytali. Ja to nazywam po prostu lenistwem i niczym więcej.
                          • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 14.03.11, 22:11
                            fogito napisała:


                            > Żeby dziecię było zainteresowane, to trzeba mu temat zapodać w interesujący spo
                            > sób.
                            I uważasz naprawde że tylko Ty tę sztuke posiadłaś zapodawania? smile

                            > Uważam, że każde ma potencjał.
                            No pewnie tylko nie koniecznie ten potencjał jest jednostronnie ukierunkowany, znaczy sie jedynie w stronę literek.

                            > I w efekcie nie wiesz nawet jak czyta skoro czyta tylko dla siebie. Może gdyby
                            > czytała tobie na głos to jej płynnośc czytania by się poprawiła.

                            Wiem, słąbo, od czasu do czasu zmusze ją go głośnego przeczytania. Ale najnowsze badania pokazuja że głośne czytanie nie sprzyja wcale nauce szybkiego czytania i te dzieci którym opornie to idzie nie powinny być do tego zbytnio przymuszane.

                            > Ja to nazywam po prostu lenistwem i niczym więcej.
                            A ja tresurą dzieciaka.
                            • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 11:53
                              mama303 napisała:


                              > I uważasz naprawde że tylko Ty tę sztuke posiadłaś zapodawania? smile

                              Skądże smile Jest parę dziewczyn na tym forum, które robia dokładnie to co ja a nawet więcej wink W realu takich osób jest mnóstwo. Prawie wszyscy moim znajomi np.


                              > > Uważam, że każde ma potencjał.
                              > No pewnie tylko nie koniecznie ten potencjał jest jednostronnie ukierunkowany,
                              > znaczy sie jedynie w stronę literek.

                              Jasne, ze nie jedynie. Ale to jest pierwsze czego dzieciak się musi nauczyć, żeby uczyć się dalej. Czyż nie?


                              > > I w efekcie nie wiesz nawet jak czyta skoro czyta tylko dla siebie. Może
                              > gdyby
                              > > czytała tobie na głos to jej płynnośc czytania by się poprawiła.
                              >
                              > Wiem, słąbo, od czasu do czasu zmusze ją go głośnego przeczytania.

                              Ja bym ją zmuszała do codziennego czytania na głos po przynajmniej pół godziny. Ale do stołu bym nie przywiązywała.
                              Mój syn poza Falskim czyta książeczki z serii "Już czytam" wydane przez BookHouse
                              www.bookhouse.com.pl/index.php?lp=499&r=oferta
                              www.bookmaster.pl/dziwni,klienci/hay,samanta/ksiazka/350685.xhtml
                              Zwykle robimy tak - on jedną strone a ja drugą,. Oczywiście czytamy całą książkę za jednym posiedzeniem.

                              Ale najnowsz
                              > e badania pokazuja że głośne czytanie nie sprzyja wcale nauce szybkiego czytani
                              > a i te dzieci którym opornie to idzie nie powinny być do tego zbytnio przymusza
                              > ne.

                              A kto powiedział, że zależy nam na szybkim czytaniu? Mnie nie zależy póki co. Kiedy dziecko czyta na głos można natychmiast skorygować błędy. A to jest bardzo ważne, bo dziecko samo tego nie zrobi. Czytając w myślach nie artykułujemy wyraźnie tego co czytamy.

                              > > Ja to nazywam po prostu lenistwem i niczym więcej.
                              > A ja tresurą dzieciaka.

                              smile Kupiłam sobie dzisiaj "Bojową pieśń tygrysicy" Amy Chua. Tam to będzie dopiero o tresurze dziecka. Nasze europejskie metody to jest mały pikuś w porównaniu.
                              Polecam lekturę w każdym razie

                              www.proszynski.pl/Bojowa_piesn_tygrysicy-p-30523-.html
                              • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 19:30
                                oo, fogito- a czytaneim glosnym to sie nie zgodze. sama jeszcze czytam glosno z mala, ale nalezy z tego jak najszybciej zejscchodzi o wyrobienie nawyku odpowiedniej techniki czytanie, szybkiego (bo wolne czytanie zniecheca!) i ze zrozumieniem.
                                pol godziny czytania dziennie???? ja tyle czytam dzieciom, ja to lubie, czytajac, modulujac glos etc udaje mi sie jednoczesnie przemyslec wiele problemow filozoficznych, podjac wiele decyzji etc. to jest trudne i nudne- i nie zacheca w ogolee!
                                5, max 10 minut dziennie glosno, i zachecac do czytania w myslach, przepytac o tresc (proste pytania) i na boga- nie poparwiac bledów- najwyzej prosic o przeczytanie jeszcze raz- czemu niby sluzy poprawianie bledów w czytaniu???

                                -
                                • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 22:20
                                  kunnegunnda napisała:

                                  > oo, fogito- a czytaneim glosnym to sie nie zgodze. sama jeszcze czytam glosno z
                                  > mala, ale nalezy z tego jak najszybciej zejscchodzi o wyrobienie nawyku odpowi
                                  > edniej techniki czytanie, szybkiego (bo wolne czytanie zniecheca!) i ze zrozumi
                                  > eniem.

                                  Ale niby dlaczego...?
                                  Czas na samodzielne czytanie w łóżku jeszcze nadejdzie. Teraz jest to czas z mamą lub tatą, który my uwielbiamy i czytamy sobie nawzajem. Syn uwielbia czytać nam książki na głos.
                                  Zresztą on musi tak czytać, bo w szkole tak właśnie jest sprawdzana umiejętnośc czytania.

                                  > pol godziny czytania dziennie????

                                  To mało czy dużo, bo nie rozumiem.

                                  ja tyle czytam dzieciom, ja to lubie, czytaja
                                  > c, modulujac glos etc udaje mi sie jednoczesnie przemyslec wiele problemow filo
                                  > zoficznych, podjac wiele decyzji etc. to jest trudne i nudne- i nie zacheca w o
                                  > golee!

                                  ??? Czyli nie skupiasz się na tym co czytasz dziecku? Dobrze rozumiem? Ja nie mam problemu ze skupieniem się nad książką dla dziecka.

                                  > 5, max 10 minut dziennie glosno, i zachecac do czytania w myslach, przepytac o
                                  > tresc (proste pytania) i na boga- nie poparwiac bledów- najwyzej prosic o przec
                                  > zytanie jeszcze raz- czemu niby sluzy poprawianie bledów w czytaniu???

                                  Poprawianie błędu polega na prawidłowym wyartykułowaniu wyrazu, który został źle przeczytany. Syn ponownie czyta go poprawnie i lecimy dalej.
                                  Zaskoczona jestem twoimi pytaniami? Poprawianie błędów zwłaszcza w czytaniu po angielsku ma na celu naukę prawidłowej artykulacji. Inaczej się nie da po prostu.


                                  • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 22:44
                                    no po prostu, jak pocztasz, to sie dowiesz, ze czytanie na glos nie wyrabia umiejetności czytania ze zrozumienie. tak, robi sie to na poczatku, ale jak najkrocej. potem zacheca do nauki cichego, szybkiego czytania ze zrozumieniem- bo to jest cel, a czytajac glosno (jest to udowodnione naukowo!) nie wyrabia tej umiejetności- uzywa sie zupełnie innych technik!
                                    celem nauczania czytania jest nauczenie zrozumienia i techniki czytanie wiecej niz jednego slowa naraz- czyli kilku, linijki, a potem nawet kilku linijek. jak czyta glosno- nigdy sie tego nie nauczy!

                                    7 latek moze z palcem w pupie czytac cicho, nie wiem czy w łóżku, moje dziec taksmile

                                    w szkole tak sie sprawdza umiejetnosc czytania, ale tylko u dzieci czytajacych slabo, czyli tylko na glos... i SPRAWDZA, a ty chyba nie sprawdzasz, tylk uczysz...

                                    poł godziny GŁOSNEGO czytania na glos to bardzo duzo! to jest meczace i do niczego nie prowadzi! nooo, chyba ze a zostac prezenterem telewizyjnym...

                                    a po angielsku- tym bardziej sie nie uczy (jestem metodykiem.... wiec mozesz mi ufac). znów, po co chces zuczyc artykulacji? i co to jest??? a wymowy nie uczy sie nigdy przez czytanie glosno- czytanie to umiejetnosc służąca zupełnie czemus innemu- masz wyrobic comprehension- a glosnie czytanie ja zaburza!!!

                                    to nie jest kwestia teo co lubicie- po prostu czas pojsc dalej i z tego zrezygnowac. w momencie, kiedy dziecko przestaje sylabizowac- czas zaczac czytac cicho. a niektorym dzieciom sylabizujacym w ogole nie powinno sie pozwalac czytac glosno- bo nigdy nie przestana sylabizowac

                                    ja rozmyslam, bo czytanie na glos nigdy nie wymaga pelnego zrozumienia, nie angazuje umyslu, raczej glos... wiem o czym czytam, bo to powoli idzie, mysli biegna szybciej niz glos
                                    • afrikana Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 23:43
                                      kunegunda, czy możesz podrzucić mi jakieś opracowania naukowe na temat negatywnego wpływu głośnego czytania na dziecko ? Tylko błagam nie teorie pana Glenna Domanawink

                                      I co sądzisz o tym ?
                                      www.menis.pl/publikacje_p/show.php?praca=1194&strona=114
                                      Ja rozumiem, ze masz na myśli naukę szybkiego czytania, prawda ? To wtedy racja, ale nie ma co aż tak demonizować głośnego czytania z wielu względów...
                                      Czytanie na głos ćwiczy:
                                      - płynność czyli czytanie całymi wyrazami, z utrzymaniem właściwego tempa, bez zbędnego zatrzymywania się, bez chwytania oddechów w połowie wyrazów;
                                      - wyrazistość, czyli zachowanie wyraźnej, poprawnej, bezbłędnej dykcji, zachowanie pauz gramatycznych, logicznych, psychologicznych, przestrzeganie odpowiedniej intonacji, zastosowanie odpowiedniego tempa, właściwą modulację głosu, zachowanie rytmu;
                                      - biegłość, czyli umiejętność właściwego akcentowania wyrazów w kontekście zdań;
                                      - poprawność, na którą składają się wszystkie wymienione wyżej cechy.

                                      Myślę, że jak zwykle nalezy znaleźć złoty środek i uczyć dziecko zarówno głośnego jak i cichego czytania - oczywiście ze zdecydowaną przewagą tego drugiegobig_grin
                                      • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 16.03.11, 09:37
                                        afrikana napisała:

                                        >> Myślę, że jak zwykle nalezy znaleźć złoty środek i uczyć dziecko zarówno głośne
                                        > go jak i cichego czytania - oczywiście ze zdecydowaną przewagą tego drugiegobig_grin

                                        Ja bym odwróciła proporcje. Jak już się dziecko nauczy tego co wymieniłaś powyżej... a to trochę trwa, to wtedy zapewne będzie więcej czytało po cichu, bo będzie mu łatwiej.
                                        Poza tym cichego czytania nie trzeba uczyć - dzieciak bierze książke i czyta sam wink
                                      • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 16.03.11, 10:30
                                        co sadze o linku? typowy link, stary, wg teorii obozwiazujacych w naszych szkolach. z\nam ta teaorie, obowiazuje w polskiej szkole od.... pewnei ze 100 lat, i zadne inne nie maja sily przebiciasad typowy link menowski zdaje sie. linkow nie podrzuce, bo ich jest tysiace, ale jakos maja male przebicie na poslki.
                                        ja nie demonizuje nauki glosnego czytanai- po prostu nei gloryfikuje.
                                        ma cel- sprawdzioc, czy dziecko czyta. normalnej osobie umiejetnosc glsonego czytanai jest tylko konieczna do czytania dziecku.
                                        nie, nie mam na mysli nauki szybkiego czytania. ja uzawam (jak tez wiekszosc naukowców!), ze nauka czytania ma za cel nauczenie: syzbkikiego czyanai ze zrozumieniem. po co inne????
                                        przydatne tylko dl alektorów, jakos news readerów etc. arykulacja???? co wy z ta artykulacja? jakie utrzymanie wlsciwego tempa? czytanie glosne wlasnie to tempo zabija, uczy nieefektywnego czytania!
                                        odejsc od tego nalezy jak najszybciej, choc oczywiscie, przyznaje, ze na poczatku bywa przydatne.
                                        • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 16.03.11, 13:24
                                          kunnegunnda napisała:

                                          > choc oczywiscie, przyznaje, ze na poczat
                                          > ku bywa przydatne.

                                          Na początku moim zdaniem jest niezbędne, bo potrzebne do nauki czytania. Jak się już dziecko płynnie nauczy czytać to potem bedzie sobie łykało książki we własnym zakresie.

                                        • afrikana Re: przekornie....dlaczego nie? 16.03.11, 23:21
                                          choc oczywiscie, przyznaje, ze na poczat
                                          > ku bywa przydatne.

                                          no więc o co chodzi ?
                                          wcześniej pisałaś, ze jest szkodliwe i ma negatywny wpływ na nauke czytania.

                                          linkow ni
                                          > e podrzuce, bo ich jest tysiace, ale jakos maja male przebicie na poslki.

                                          no to podrzuć, bo nic nie znalazłamsmile moze być jak najbardziej po angielskusmile
                                          I nie chodzi mi naukę szybkiego czytania, a o szkodliwośc czytania na głos.
                                          Naprawde jestem po prostu ciekawa, nic więcej. Chcę zweryfikowąc swoją wiedzę w tym temacie, zeby wiedzieć jak działać z moim dzieciem, bo jak dotąd czytanie na głoś wydawało mi się przynajmniej w początkowej fazie nauki oczywiste. Może się mylę i już.

                                          ps. ale faktem jest, ze ciągle Ci linki nie pasują, z góry je dyskredytujesz i odrzucasz, nie dając nic w zamian od siebie. Już poraz drugi w tym wątku unikasz odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie i sama nie posłużysz kompletnie niczym. Ja nadal nie dostałam od Ciebie interpretacji wynków badań PISA, w których ponoć wypadamy blado...
                                          • kunnegunnda link I dla afrikany 17.03.11, 16:45
                                            mam problemy ze znalezieniem linków, bo bardzo dużo czytam, zarówno w necia, jak i na papierze. i czasami nie kojarze, gdzie co było. poza tym nie chce, zeby mnie afrikana do odpowiedzi wzywała
                                            ale tutaj taki link
                                            niestety, czytałam na papierze, wiec może pokrótce omowię z amoim ulubionym serwisem (a nie stronki nauczycielskie, ktore sie "chwala" nieistniejacymi sukcesami), tu linkII. btw, w bardzo podobnym tonie czytałam omowienie w srdokowych stronach gazety, alas, nie moge znależć, tez to papierowa była.
                                            to, zeby ci pokazac, ze owszem, pojawiaja sie takie glosy. porownywanie polski, np do angli w takim tescie jest bez sensu: poptarz na odsetek non-natives w ich społeczeństwie, a polskie dzieci radza sobei dobrze w prostym przetwarzaniu info, nie w syetacji kiedy trzeba wykonac bardziej skomplikowane zadanie.
                                            cyt że nasi najsłabsi uczniowie są zwykle lepsi od najsłabszych uczniów w innych krajach, ale nasi uczniowie są wyraźnie gorsi od zagranicznych prymusów. Dodatkowy powód do niepokoju to fakt, że szkolna elita w Polsce to jedynie 10 proc. uczniów. Inny wynik najnowszego rankingu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju pokazuje w polskiej szkole wyraźny regres. Szkoła nie kształci komptenecji, ale nadal koncentruje się na przekazaniu wiedzy encyklopedycznej. Okazuje się, że naszym prymusom ogromną trudność sprawia samodzielne przeprowadzanie całego toku rozumowania, od stawiania hipotez przez rozpisanie rozwiązania na poszczególne etapy aż po formułowanie wniosków i opinii.


                                            linków dot. głosnego czyanai nei bede szukac- i moze sie nieprecyzyjnie wyraziłam. mogw cie tez odniesc do konferencji dot. rozwoju umiejetnosc ktora sie w realu w krakwie odbyła. i wyklady poslkich slaw- nie domana (ktory nb baaardzo madrze "mowi- dlaczego nie jego ?)dla mnie dziecko, które juz UMIE czytac (uczac czytac- jest przydatne- niekonieczne- sa metody, ktore eliminuja głośne czytanie!), czyli nie sylabizuje, czyta płynnie -nie powinno ćwiczyć czyania glosno. jak zaszkodzi? popatrz na dorosłych, nastolatki czytajace ruszajac ustami- wg wykładu na ktorym bylam (cieszyskiej, jezeli ci to cos mowi) - to jest internalizacja głosnego czytania! jak jeszcze szkodzi- nie pozwala na rozwój umiejetności czytania, ale nie czytanai głosnego tylko czytania ze zrozumieniem - i to jest cel czytania!!! nie artylułowanie, tylko zrozumienie/ew. przetworzenie tekstu
                                            link III
                                            cyt:Wyrabianie nawyku poprawnego, cichego czytania otwiera przed dzieckiem perspektywę systematycznego i skutecznego uczenia się, opanowywania i pogłębiania wiedzy.
                                            Program nauczania zintegrowanego akcentuje kształcenie cichego czytania ze zrozumieniem, którego celem nadrzędnym jest doskonalenie umiejętności posługiwania się tekstem jako podstawowym i jednocześnie powszechnie dostępnym źródłem informacji.

                                            Pracę nad wdrażaniem uczniów do cichego czytania ze zrozumieniem należy rozpocząć równolegle ze zdobywaniem przez dziecko umiejętności czytania, czyli od pierwszych dni pobytu dziecka w szkole.

                                            Uwaga dziecka podczas czytania cichego jest prawie wyłącznie skupiona na treści.


                                            czytanie glosno nie pozwala na pełne zrozumienie tekstu, rozumiesz? nauczycielem ponoc jestes, to na studoich cie tego nei uczyli??? tekst powinien byc obejmowany wzrokiem nielinearnie, kilak linijek- czytamy konceptami nie slowami.
                                            i nalezy ta umiejetnosc wyrabiac jak najcszybciej- w kontekscie dodam, ze ucze to robic moja 5,5 latke i zaczyna pojmowac.
                                            • fogito Re: link I dla afrikany 17.03.11, 18:07
                                              kunnegunnda napisała:

                                              tekst powinien byc obejmo
                                              > wany wzrokiem nielinearnie, kilak linijek- czytamy konceptami nie slowami.

                                              surprised To ja czytam linearnie a nie mam problemu ze zrozumieniem tekstu.

                                              • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 17.03.11, 18:36
                                                fogito, czytasz linearnie- nie masz problemu ze zrozumieniem- bo nie o to chodzi.
                                                czytasz powoli, nieefektywnie- a w ogole to ja nie wierze, zebys tak czytala- tak czyta osoba niewykształcona, lub gdy czyta sie tekst wyjatkowo trudny.
                                                uwierz, zadaniem czytania nie jest wyrobienie dobrej artykulacji- jest wyrobienie czytelnika.
                                                a czytelnik:
                                                1. rozumie przeczytany tekst
                                                2. czyta efektywnie- bo czytanie nieefktywne jest powolne (czyli przeczytasz po prostu mniej w czasie gdy twoj efektywny kolega przeczyta wiecej, i to bez trudu, twoj dzieciak nauczy sie mnie, bo nie zdarzy nawet przeczytac), i zniechecajace.
                                                żadna z tych umiejetnosci nie jest wrabiana przez głosne czytanie, powinna byc wyrobiona do konca III klasy- wg naszej pani np i zalaczonego linka. i to nie jest ten oslawiona umiejjetnosc szybkiego czytania (czyli ponadprzecietna)- to jest po prostu przecietna umiejetność.
                                                • fogito Re: link I dla afrikany 17.03.11, 19:21
                                                  kunnegunnda napisała:

                                                  > fogito, czytasz linearnie- nie masz problemu ze zrozumieniem- bo nie o to chodz
                                                  > i.
                                                  > czytasz powoli, nieefektywnie- a w ogole to ja nie wierze, zebys tak czytala- t
                                                  > ak czyta osoba niewykształcona, lub gdy czyta sie tekst wyjatkowo trudny.

                                                  smile Ja czytam masę od dziecka. Jak byłam w podstawówce to łykałam czasami 50 książek na miesiąc. Mieszkałam w małej wsi i nie miałam nic do roboty poza pomaganiem babci w gospodarstwie smile
                                                  Teraz czytam jedną na tydzień, bo nie mam już tak dużo czasu, ale statystycznie to chyba całkiem nieźle. I potrafię książkę przeczytać w kilka godzin. Ale nie o szybkość chyba chodzi. Ja lubię czytać i lubie dobrze napisane książki. Mądre z dobrą melodią języka, bo wtedy się przyjemniej czyta. Dla mnie czytanie na czas to jest użyteczne jak się jest prawnikiem i trzeba szybko akta przeglądać wink
                                                  Ja myślę, że ty się za bardzo skupiasz na teorii i na definicjach.

                                                  > uwierz, zadaniem czytania nie jest wyrobienie dobrej artykulacji- jest wyrobien
                                                  > ie czytelnika.
                                                  > a czytelnik:
                                                  > 1. rozumie przeczytany tekst
                                                  > 2. czyta efektywnie- bo czytanie nieefktywne jest powolne (czyli przeczytasz po
                                                  > prostu mniej w czasie gdy twoj efektywny kolega przeczyta wiecej, i to bez tru
                                                  > du, twoj dzieciak nauczy sie mnie, bo nie zdarzy nawet przeczytac), i zniecheca
                                                  > jace.

                                                  Nie wiem o co ci chodzi z tym zniechęcaniem i brakiem efektywności. Nie wystąpiło u mnie i nie występuje u mojego dziecka.
                                                  Mój syn przeczytał juz 50 obowiązkowych książek po angielsku od września. Nieobowiązkowych nie liczę, ale pewnie drugie tyle. Wszystkie wielokrotnie na głos zarówno w domu jak i w szkole. Takie wymagania wink Nie jest nic a nic zniechęcony i trudno powiedzieć, żeby był nieefektywny, bo czyta również po polsku a tego w tej chwili nie zliczę. Czyta płynnie, szybko i rozumie tekst, bo książki są opowiadane i pytania zadane. Dzisiaj przyniósł adnotację w swoim dzienniczku czytelniczym podpisaną przez nauczyciela "amazing reading". Nie wiem czego mogłabym jeszcze chcieć w tej kwestii. Może tego żeby czytał po cichu i dał mi spokój z czytaniem na głos? Nie bardzo mam na to ochotę, bo nasze spotkania czytelnicze są wyjątkowym czasem dla nas i na pewno długo jeszcze będą. Choć zdaję sobie sprawę, że w pewnym momencie powie -mamo teraz to ja już nie chcę z tobą czytać. I ja płakać nie będę.


                                                  > żadna z tych umiejetnosci nie jest wrabiana przez głosne czytanie, powinna byc
                                                  > wyrobiona do konca III klasy- wg naszej pani np i zalaczonego linka. i to nie j
                                                  > est ten oslawiona umiejjetnosc szybkiego czytania (czyli ponadprzecietna)- to j
                                                  > est po prostu przecietna umiejetność.

                                                  No ale to o czym ja piszę to czytające 6- 7 latki. Zanim osiągną wiek 9 lat to będą wszystkie czytać w ekspresowym tempie i po cichu i na głos. I na dodatek - jak w szkole syna - większość w dwóch językach.
                                                  • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 17.03.11, 19:48
                                                    I potrafię książkę przeczytać w kilka godzin.
                                                    wiec na 100% nie czytasz linearnie! czytasz odpowiednio, omiatajac tekst wzrokiem - linija lub wiecej. reszta co piszesz to twoje dywagacje.

                                                    hmm, 50 ksiazek na głos?? ale to takie male ksaizeczki, a nie prawdziwe ksaizki! ksaizki prawdziwe- to np eragon czy harry potter przeczytane przez mojego syna w wieku mniej niz 7 lat - chcialabys to czytac mamusi na glos? po co? akcja toczy sie szbciej, dziecko nabiera odpwieniej techniki czytania, moze odlozyc lub czytac cos innego, zajac sie czyms innym- bo przeczytanie 50 kartek to cicho 50 minut- glosno - kilka godzin. moze isc na rower, pouczyc sie niemieckiego, isc na trening- no po prostu ma czas. twierdzisz, ze rozumiesz, ale ty nic nie rozumiesz. skoro mamzing reading- to na pewno juz czas, zeby zaczal czytac sa. cicho. jak toczego wiecej chciec? dac sie dziecku rozwijac.
                                                    a obyczaje czytelnicze- do dzis, a mam 10 latka smile czytam dzieciom w łózku. potem mlody idzie i czyta w łóżku jeszcze godzine.
                                                    Czyta płynnie, szybko i rozumie tekst, bo książki są opowiadane i pytania zadane

                                                    no nie mozre czytac szybko=- zrob sobie eksperyment jak nie wierzysz, przeczytaj sobie strone głosno i zrob timing. a potem cicho. zobacz ile ci to zajmie.no prosze- wytez umysl. to musi trwac kilka razy krocej. przy umiejetnosci szybkiego czytania- kilkanascie razy szybciej! mozna tyle fajnych rzeczy robic rozwijac sie, a nei nawijac na glos plynnie mamusi!

                                                    Nie wiem czego mogłaby m jeszcze chcieć w tej kwestii. Może tego żeby czytał po cichu i dał mi spokój z czytaniem na głos?
                                                    noo, dokładnie, zeby mogl sie rozwijac w stosunku do swoich umeijetnosci/wieku. zeby mu pomoc posciasc umiejetności, które musi. dziecko NAJPOZNIEJ musi posiasc te umiejetnosci do III klasy, ale wiekszosc posiadzie ja duzo wczesniej...
                                                  • fogito Re: link I dla afrikany 17.03.11, 20:54
                                                    kunnegunnda napisała:

                                                    > I potrafię książkę przeczytać w kilka godzin.
                                                    > wiec na 100% nie czytasz linearnie! czytasz odpowiednio, omiatajac tekst wzroki
                                                    > em - linija lub wiecej.

                                                    Nie omiatam wzrokiem więcej niż kilka wyrazów w jednej linii. Według ciebie to czytanie linearne. Nigdy nie uczyłam się szybkiego czytania i nie mam zamiaru. Wolę smakować czytanie niż pędzić tylko po to, żeby wiedzieć o czym jest książka.

                                                    > reszta co piszesz to twoje dywagacje.

                                                    No pewnie, bo to nie ja jestem specjalistką (mam alergię na to słowo surprised) i nie wiem co robię.


                                                    > hmm, 50 ksiazek na głos?? ale to takie male ksaizeczki, a nie prawdziwe ksaizki
                                                    > ! ksaizki prawdziwe- to np eragon czy harry potter przeczytane przez mojego syn
                                                    > a w wieku mniej niz 7 lat

                                                    No widzisz. Ty o jednym a ja o drugim. To są książki do nauki czytania. Nie są dłuższe niż 30-40 stron i mają ilustracje na każdej stronie. Bo jakże by inaczej dał radę przeczytać jedną w ciągu pół godziny?. Ja przecież o tym ciągle piszę w wielu miejscach. Te książki są na róznych poziomach i jak dziecko 'zaliczy' jeden poziom to idzie do następnego. Mój syn zaczął od 5 a teraz czyta na 9. I piszę tu o brytyjskich książkach wydanych przez Oxford Reeding Tree.


                                                    twierdzisz, ze rozumiesz, ale ty nic nie
                                                    > rozumiesz. skoro mamzing reading- to na pewno juz czas, zeby zaczal czytac sa.
                                                    > cicho. jak toczego wiecej chciec? dac sie dziecku rozwijac.

                                                    Ty chyba też nic nie rozumiesz, bo już wielokrotnie pisałam, że on jeszcze nie chce czytać sam, bo woli jak czytamy razem. Mógłby, bo z angielskiego jest na wystarczającym poziomie, ale w związku z tym, że musi opanować dwa języki w mowie i piśmie jednocześnie, to roboty i tak ma sporo. No i jeszcze treningi dochodzą.

                                                    > > no nie mozre czytac szybko=- zrob sobie eksperyment jak nie wierzysz, przeczyta
                                                    > j sobie strone głosno i zrob timing. a potem cicho. zobacz ile ci to zajmie.no
                                                    > prosze- wytez umysl. to musi trwac kilka razy krocej. przy umiejetnosci szybkie
                                                    > go czytania- kilkanascie razy szybciej! mozna tyle fajnych rzeczy robic rozwija
                                                    > c sie, a nei nawijac na glos plynnie mamusi!

                                                    Ale ja zdaję sobie sprawę, że po cichu czyta się szybciej więc eksperymentów robić nie muszę.
                                                    W nauce czytania nie chodzi wyłącznie o przeczytanie książki -już ci to ktoś wypunktował. Dziecko uczy się wielu rzeczy m.in artykulacji, której nie wiedzieć czemu nie doceniasz.
                                                    Po polsku dziecko, które zna wszystkie litery i dwuznaki jest w stanie przeczytać wszytko. I owszem po cichu szłoby pewnie szybciej, ale czy szybciej oznacza lepiej?
                                                    Ale już po angielsku to takie proste nie jest. Bo jeśli nie zna słowa to często intuicyjnie czyta a nie zawsze jest to zgodne z brzmieniem tego wyrazu. I dlatego w szkole brytyjskiej dzieciaki w najmłodszych czasach czytają na głos i do tego często i dużo.


                                                    >
                                                    > Nie wiem czego mogłaby m jeszcze chcieć w tej kwestii. Może tego żeby czytał
                                                    > po cichu i dał mi spokój z czytaniem na głos?

                                                    > noo, dokładnie, zeby mogl sie rozwijac w stosunku do swoich umeijetnosci/wieku.
                                                    > zeby mu pomoc posciasc umiejetności, które musi. dziecko NAJPOZNIEJ musi posia
                                                    > sc te umiejetnosci do III klasy, ale wiekszosc posiadzie ja duzo wczesniej...

                                                    Ale jak sama wiesz on ma jeszcze mnóstwo czasu do tych 9 lat. Uczy się dwóch języków jednocześnie więc ma podwójnie trudniej i podwójnie więcej czasu to zajmuje. Nie zmienia to faktu, że po polsku czyta o wiele lepiej niż wielu innych napotkanych siedmiolatków. A po angielsku czyta jeszcze lepiej niz po polsku. Samodzielne czytanie bez rodziców to kolejny etap, którego on jeszcze nie chce i chyba nie sądzisz, że będę go zmuszać. Jeśli chce czytać na głos to ja siedzę i słucham. Nadejdzie czas, że będzie mi tego brakowało.
                                                  • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 17.03.11, 22:27
                                                    Nie omiatam wzrokiem więcej niż kilka wyrazów w jednej linii.
                                                    ale omiatasz wzrokiem wiecej niz jeden wyraz, nie? a czytajac glosno nie da sie tego zrobic! a w ogole pomniejszasz swoje zasługi w tym zakresie- kazdy kto ukończył szkołe podstawowa to robi!

                                                    Wolę smakować czytanie niż pędzić tylko po to, żeby wiedzieć o czym jest książka.
                                                    well, to wszystko zalezy od ksiazki. sa rozne techniki czytania, w zaleznosci od tekstu i CELU. wyobrazasz sobie smakowanie ksiazek prawniczych? tu masz sie czegos doweidziec, wyłowic wazne info, a nie smakowac. inna technika przy czytaniu poezji, inna przy czytaniu obsługi zmywarki. tam tez samkujesz kazde slowo?

                                                    nie znam tajnikow edukacji twojego dziecka. nie wiem, co czyta. dobrze czytajacy 7 latek jest w stanie czytac normalna literaure- i ku temu powinno to zmierzac, anie gradowane ksiazki do nauki czytania. moz epowinnas przemyslec, czy zamiast katoac mlodego godzinami glosnego czytania nie podrzucic mu czeos bardziej ambitnego, co zrobiłoby z niego czytelnika a nie katorżnika, skoro ma ku temu umiejetności?

                                                    W nauce czytania nie chodzi wyłącznie o przeczytanie książki -już ci to ktoś wy
                                                    > punktował. Dziecko uczy się wielu rzeczy m.in artykulacji, której nie wiedzieć
                                                    > czemu nie doceniasz.

                                                    masz racje, chodzi TYLKO o przeczytanie ze zrozuminiem, nie ŁADNE. wyrobienei nawyku efektywnego czytania (wyobraz sobie powolne czytanie trylogii millenium- nuuda, i bys nie przeczytala, podobnie dzieci by sie szybko znudziły np harrym poterem- toc to przeciez cegly)

                                                    ja nie lapie o co chodzi z ta artykulacja.
                                                    wg najprostszych definicji artykulacja to:
                                                    1. w fonetyce proces kształtowania dźwięków mowy ludzkiej, odbywający się w części aparatu mowy obejmującą jamy ponadkrtaniowe, tzw. nasadę. Artykulacja jest jednym z zasadniczych aspektów procesu wytwarzania głosek, na który składają się ponadto inicjacja, czyli mechanizm wytworzenia prądu powietrza i fonacja, czyli sposób zachowania się wiązadeł głosowych.- tego nie robi sie przez czytanie (choc wg metody nauki czytania i cw. logopedycznych np cieszynskiej mogloby to tak byc- ale to wyjatek!)

                                                    2. proces polegający na przystosowywaniu, najczęściej pisowni, do wymowy, w metodyce szybkiego czytania nazywany także subwokalizacją.- chyba ci nie o to chodzi? zreszta: uznajesie fonetyzację za główną barierę w zwiększaniu szybkości czytania. - a szybkoś (tu nie chodzi o SUPERszybkie czytanie, ale trzymanie sie standardów, ktore pozwalaja byc efektywnym czytelnikiem, czyli umozliwiaja np przeczytanei ksiazki ok 700 stron)

                                                    Może wam chodzi o DYKCJE? owszem, można poswiecic troche czasu na to, ale to nie jest CEL nauki czytania!
                                                    a może wam chodzi o WYMOWE? w nauce jezyków obcych czytanie NIGDY nie może być ćwiczeniem wymowy- akurat tu nie bede ci dostarczac linków- tego sie uczy na każdej metodyce nauczania jezykjów obcych na Iwszych zajęciach! czta sie słowa, baaa, może zdania, ale nie teksty/ksiązki - bo to ma służyc innemu celowi!

                                                    I dla tego w szkole brytyjskiej dzieciaki w najmłodszych czasach czytają na głos i do
                                                    > tego często i dużo.

                                                    zmartwie cie- w szkole poskiej teżsad a podrzucicie mi linki do tego (ale od 1990, a nie artykuły oparte na badaniach z lat 70!), ze to jest odpowiednie podejscie. awile sie od tego czasu zmieniło, wiemu duzo wiecej z zakresu neurolingwistyki, i POZA ETAPEM TECHNICZNEJ NAUKI czytania- wiemy juz ze niczemu nie sluzy. baaa, do czego dąże, przedlużanie tego okresu SPOWALNIA I UNIEMOZLIWIA nauke efektywnego czytania ze zrozumieniem .

                                                    Samodzielne czytanie bez rodziców to kolejny etap, którego on jeszcze nie chce i c
                                                    > hyba nie sądzisz, że będę go zmuszać.

                                                    no wiedze, ze ty nie chcesz... ale to chyba ty masz problem psychologiczny...
                                                    nie, nie nalzey ZMUSZAC. nalezy ZACHECAC. poprzez podrzucenie odpoweidniej literatury np. zeby połkelo bakcyla PRAWDZIWEGO czytania, prawdziwych ksiazek, a ie namiastek elementarza. 7 lat jak dla mnie to NAJWYZSZY czas. tak w kontekscie nauczania 6 latków- jak umiala czytac w wieku 6 lat, to w wieku 7 bez problemu moze czytac sam.
                                                    tak serio bez złosci i polemiki- spróbuj. to wielkie doswiadczenie dla dziecka. pamietam jak moj syn przeczytal Iwsza ksiazke- był wzniebowziety. odtad można powiedziec ze dziecko NAPRAWDE czyta.
                                                    I BTW- to nie jest zalezne od tego czy czyta w I czy w II jezykach- po przejsciu przez bariere technicznej nauki czytania, nastepuje transfer umeijetnosci z I jezyka na II- musz o to zadbac. moj II jezyczny syn przynajmniej, zgodnie w moja wiedza literacka, tak wlasnie to przeszedl. a nigdy nie przechodzlismy przez czytanie 50 ksiazeczek po angielsku- ot, przeszlismy przez zwykły elementarz dla dzieci w us. naprawde, sprobuj smile i powodzenia smile


                                                  • afrikana Re: link I dla afrikany 18.03.11, 01:15
                                                    To moze najpierw rozszerz swoją wiedzę na temat artykulacji i jej istoty :

                                                    Zespół ruchów narządów mowy oraz układy jakie przyjmują one w trakcie wymawiania głosek nazywamy artykulacją. Inaczej o artykulacji mówi się, ze jest mechaniczną stroną słowa, przekształceniem tonu powstałego w krtani na zrozumiałe dźwięki mowy.

                                                    Proces ten zachodzi w komorach nasady, czyli w jamie nosowej, gardłowej i ustnej. Obecne tam narządy artykulacyjne: języka, wargi, żuchwa, szczęka, podniebie twarde i miękkie, policzki wykorzystując strumień oddechowy, ton krtaniowy i zjawisko rezonansu zmieniają nieartykułowany dźwięk krtaniowy w mowę.

                                                    Artykulacja jest niezwykle istotna dla prawidłowej emisji i impostacji głosu . Im bardziej wyrazista i precyzyjna wymowa, tym lepsze ustawienie, brzmienie i prowadzenie głosu.

                                                    Prawidłowa artykulacja to czyste, wyraźne, dokładne i swobodne wypowiadanie samogłosek i spółgłosek.
                                                    Nieprawidłowości (spowodowane brakiem elastyczności narządów mowy) czy lenistwo artykulacyjne (wynikające z chęci oszczędzenia sobie wysiłku) odbijają się na wydobywanym głosie i zaburzają jego prawidłową emisję. Co więcej powodują zmiany sensu wypowiadanych słów (a co za tym idzie wypaczenie znaczenia wypowiadanych treści, nieporozumienia komunikacyjne), utrudniają zrozumienie tekstu i męczą słuchaczy; nie mówiąc już o pozbawianiu ich doznań estetycznych.

                                                    Sprawna artykulacja to także podstawa dobrej dykcji . Jej warunkiem jest, poza właściwą budową narządów mowy, wypracowanie precyzyjnych, celowych i wyrazistych ruchów artykulacyjnych. Dzięki precyzji unikamy zniekształcenia głosek i słów. Celowość to świadome wykonywanie koniecznych ruchów narządów artykulacyjnych i przybieranie przez nie odpowiednich układów. Wyrazistość zaś opiera się na elastyczności i sile mięśni narządów mowy, pozwalając na swobodne posługiwanie się głosem. Prawidłowa artykulacja polega nie tylko na bezbłędnym wymawianiu każdej głoski, ale też na jej dokładnym wymawianiu bez podkreślania jej wyrazistości.

                                                    Co do reszty, zgadzam się z fogito. Szybkie czytanie, choć przydatne, to nie wszystko. A czytanie na głos pod wieloma względami równiez jest ważne i potrzebne. Jak zwykle chodzi o znalezienie tzw. "złotego środka". Bez sensu jest twierdzenie, ze jedno jest w całości super cacy a drugie to już tylko be. Strasznie zafiksowałaś się na jedynym słusznym postępowaniu i nawet nie dopuszczasz do myśli, że czytanie na głos ma również wiele plusów, szczególnie dla osób, które szybciej uczą się ze słuchu niż z tekstu. Weź też po uwagę, że czytanie na głos czasami również pomaga w lepszym zrozumieniu tekstu. Ja na przykład, o wiele szybciej uczę się i zapamiętuję czytając i powtarzając tekst na głos. I takich ludzi jest całe mnóstwo, nic nadzwyczajnegosmile

                                                    A na koniec dodam tylko, ze do tej pory w żadnym miejscu nie wyjeżdzałam do ciebie z wycieczkami personalnymi, w przeciwieństwie do ciebie. Dlatego tez kończę dyskusję z tobą.
                                                  • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 18.03.11, 07:33
                                                    zgadzam sie z twoja definiacja artykulacji, czemu nie, fajna przekleilas, zrodlo nalezy podac przy takich dlugich cytatach, nie. buaaa. i co? przeciez nigdzie nei jest napisane ze UCZY sie artykulacjo przez czytanie. jej jestes nauczycielem, to wiesz, ze artykulacji w ty rozumieniu nie uczy sie przez czytanai. a moze precyzyjniej- jest to jeden z podrzednych celow czytania. Pierwszy- to zrozumienie. jakis tam 6 czy siódmy- moze artykulacja. twoj dlugi cytat, wcale nawet nie znanaczony jako cytat, do bani.

                                                    czytanie na głos ma również wiele plusów, szczególnie dla osób, które szy
                                                    > bciej uczą się ze słuchu niż z tekstu.
                                                    - tak, jest ich max 20 % i tez nie powinny zgodnie z zasadami uczenia sie "zakuwać" na głos.

                                                    czytanie na głos czasami również pomaga w lepszym zrozumieniu tekstu.
                                                    oo, to nowosc. musze zapytac, naprawde. bo od ok 20-25 lat mowimy od odejsciu od czytania glosno tekstów, bo t UNIEMOZLIWIA zrozumienie. np dlatego nie czyta sie tekstów na lekcjach jez. obcego w szkole (co innego zdan, wyrazów)- umozliwia zrozunienie prostej informacji, ale juz nie informacji, ktora wymaga polaczenia ze soba kilku faktów czy interpretacji (ooo, wg pisy z tym wlasnie mamy problem).

                                                    ot, popelniacie blad metodyczny, ale bedzieci e walczyc.
                                                  • fogito Re: link I dla afrikany 18.03.11, 14:23
                                                    kunnegunnda napisała:

                                                    > czytanie na głos czasami również pomaga w lepszym zrozumieniu tekstu.
                                                    > oo, to nowosc. musze zapytac, naprawde. bo od ok 20-25 lat mowimy od odejsciu o
                                                    > d czytania glosno tekstów, bo t UNIEMOZLIWIA zrozumienie.

                                                    Może metodologię macię złą? Może skostniałe poglądy? Ja lepiej zapamietuję tekst jeśli przeczytam go na głos, bo jednocześnie uczę się wzrokiem i słuchem smile
                                                  • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 18.03.11, 14:38
                                                    pytanie tylko czy my mowimy o uczeniu sie (to troche inna sprawa, dotychczas nie byla omawiana) czy czytaniu. moj mlody nie czyta pana samochodzika zeby zapamietac, mam nadzieje, ze celem twoim nie jest to, zeby twoj bidaczek tracacy godziny na glosnym czytaniu zapamietał ten gradowany, czyli na ogół marnej jakosci tekst.

                                                    i tyle ode mnie, bo zamiast rzeczowej dyskusji - rzucasz swoimi doswiadczeniami.
                                                    wlasne dlatego jestem przeciwna edukacji domowej- bo rodzic enie maja pojecia, nie wiedza. i opieraja sie na swoim doswiadczeniu sprzed 30 lat. szkoda tylko ze NIE CHCA wiedziec, i sa skostniali
                                                  • fogito Re: link I dla afrikany 18.03.11, 20:58
                                                    kunnegunnda napisała:

                                                    > pytanie tylko czy my mowimy o uczeniu sie (to troche inna sprawa, dotychczas ni
                                                    > e byla omawiana) czy czytaniu.

                                                    Wydawało mi się, że mówimy o uczeniu czytania małych dzieci takich około 6 roku życia. Czyż nie?

                                                    moj mlody nie czyta pana samochodzika zeby zapam
                                                    > ietac, mam nadzieje, ze celem twoim nie jest to, zeby twoj bidaczek

                                                    Jak na osobe oczytaną to dziwne masz podejście do dyskusji. Próbujesz zdyskredytować moje zdanie używając pejoratywnych określeń w stosunku do mojego dziecka. I to jest dowód na to, że ilośc przeczytanych książek nie ma żadnego znaczenia w rozwoju. Ważna jest jakośc - zawsze wink

                                                    tracacy god
                                                    > ziny na glosnym czytaniu zapamietał ten gradowany, czyli na ogół marnej jakosci
                                                    > tekst.

                                                    Może to nie Szymborska ale jak dla mnie to są super książki, kóre stopniowo wprowadzają do języka coraz więcej słów. Mają prosty przekaz odpowieni dla wieku dziecka. I najważniejsze - dzieci uwielbiają je czytać, bo w każdej jest inna historia. ALe co ja ci będę mówić. Ty przecież wiesz lepiej...


                                                    > i tyle ode mnie, bo zamiast rzeczowej dyskusji - rzucasz swoimi doswiadczeniami


                                                    A mam rzucać doświadczeniami sąsiadów? Straciłabym wiarygodność. Nie wymyślam historii nie konfabuluję. Nie koloruję i nie dramatyzuję. Linków na podparcie tez podrzucać nie będę, bo każdy rozsądnie myślący człowiek wygoogluje sobie "zalety głośnego czytania" jak będzie chciał.

                                                    > wlasne dlatego jestem przeciwna edukacji domowej- bo rodzic enie maja pojecia,
                                                    > nie wiedza. i opieraja sie na swoim doswiadczeniu sprzed 30 lat. szkoda tylko z
                                                    > e NIE CHCA wiedziec, i sa skostniali

                                                    I tu znowu zaczynasz obrażać. I po raz kolejny pokazujesz, że wykształcenie nijak ma się do kultury wypowiedzi.
                                                    Ja nie uczę dziecka w domu, bo to praca ponad moje siły.
                                                    Nie ja wymyśliłam czytanie na głos w szkołach brytyjskich. Może napisz do nich petycję i wyraź swoje zdanie na temat szkodliwości i krzywdy jaką wyrządzają dzieciom na całym świecie.
                                                    Może cię śmiechem nie zabiją w odpowiedzi.
                                                    Kopię wyślij do plskich szkół - no bo w Polsce są tak samo skostniali jak w Wlk. Brytanii.
                                                  • kunnegunnda Re: link I dla afrikany 18.03.11, 22:08
                                                    uczenie czytania- nabywanie umiejetnosci

                                                    uczenie sie- nabywanie wiedzy.

                                                    wydawało mi sie, ale moze sie myle, ze rozmawiamy o uczeniu czytania, czyli nabywaniu umiejetności.
                                                    ty napisałaś, że powtarznie głośno informacji- w celu nabycia wiedzy. czyli inne kwiatki.
                                                    zdecyduj sie o czym dyskutujemy, bo ja np pisalam tylo o nabywaniu umiejetności (technicznej, a potem ewentualnie rozsmakowaniu w czytaniu)

                                                    do reszty sie nie odniose, bo nie wnosi nic merytorycznego do dyskusji.
                                                    i plissss, przestan powtarzac o tej brytyjskiej szkole twojej latorosli- gratuluje jak jestescie zadowoleni. ale to nie jedyna opcja, uwierz.
                                                  • fogito Re: link I dla afrikany 19.03.11, 08:55
                                                    kunnegunnda napisała:

                                                    > wydawało mi sie, ale moze sie myle, ze rozmawiamy o uczeniu czytania, czyli nab
                                                    > ywaniu umiejetności.

                                                    Tak, Ale to ty napisałaś, że jedynie czytając po cichu można coś dobrze zrozumieć i ewentualnie zapamietać. Stąd też w kontrze informuję, że ja muszę przeczytać coś na głos, żeby mi było łatwiej nauczyć się tego.

                                                    >
                                                    > do reszty sie nie odniose, bo nie wnosi nic merytorycznego do dyskusji.

                                                    Pewnie nie, bo nie jestem specjalistą tongue_out

                                                    > i plissss, przestan powtarzac o tej brytyjskiej szkole twojej latorosli- gratul
                                                    > uje jak jestescie zadowoleni. ale to nie jedyna opcja, uwierz.


                                                    Wierzę i nigdy nie pisałam, że to jedyna opcja. Ale tak jest uczonych tysiące dzieci i mają świetnych nauczycieli. Jakoś owi nauczyciele nie widzą nic szkodliwego w głosnym czytaniu.
                                                    Zresztą nikt rozsądny nic w tym złego nie zobaczy wink
                                                  • fogito Re: link I dla afrikany 18.03.11, 07:09
                                                    kunnegunnda napisała:

                                                    > Nie omiatam wzrokiem więcej niż kilka wyrazów w jednej linii.
                                                    > ale omiatasz wzrokiem wiecej niz jeden wyraz, nie? a czytajac glosno nie da sie
                                                    > tego zrobic!

                                                    Omiatam wzrokiem tylko jedną linię niezależnie od tego czy czytam na głos czy po cichu. Sorry, że burzę twoją teorię.

                                                    a w ogole pomniejszasz swoje zasługi w tym zakresie- kazdy kto uk
                                                    > ończył szkołe podstawowa to robi!

                                                    Ale omiatając jedną linię czytamy linearnie. A ty napisałaś, że to źle.

                                                    >
                                                    > Wolę smakować czytanie niż pędzić tylko po to, żeby wiedzieć o czym jest ksi
                                                    > ążka.

                                                    > well, to wszystko zalezy od ksiazki. sa rozne techniki czytania, w zaleznosci o
                                                    > d tekstu i CELU. wyobrazasz sobie smakowanie ksiazek prawniczych?

                                                    Już wyżej napisałam, ze dla prawnika lepiej byłoby czytać szybko, bo to nudne a trzeba dużo. Mąż jest prawnikiem - zapytam go jak czyta.

                                                    tu masz sie c
                                                    > zegos doweidziec, wyłowic wazne info, a nie smakowac. inna technika przy czytan
                                                    > iu poezji, inna przy czytaniu obsługi zmywarki. tam tez samkujesz kazde slowo?

                                                    Myślałam, ze mówimy o czytaniu książek. Instrukcję to ja czytam jeszcze wolniej niż książkę, bo musze się zastanowić o co chodzi.


                                                    > nie znam tajnikow edukacji twojego dziecka. nie wiem, co czyta. dobrze czytajac
                                                    > y 7 latek jest w stanie czytac normalna literaure

                                                    No to pewnie on nie jest dobrze czytającym siedmiolatkiem, bo on woli, żeby mu tę 'normalną' literaturę czytali rodzice. A czytając np. Dahla w oryginale czyta na głos. Chyba go do psychologa zapiszę surprised

                                                    - i ku temu powinno to zmierza
                                                    > c, anie gradowane ksiazki do nauki czytania. moz epowinnas przemyslec, czy zami
                                                    > ast katoac mlodego godzinami glosnego czytania nie podrzucic mu czeos bardziej
                                                    > ambitnego, co zrobiłoby z niego czytelnika a nie katorżnika, skoro ma ku temu u
                                                    > miejetności?

                                                    I tu już musze udać się do dyrekcji, żeby zmienili porgram nauczania w szkole, który przetransferowali z Nord Anglia, bo to dziecku szkodzi.
                                                    I powiem synowi, zeby się nie katował, tylko żeby się zamknął przy czytaniu surprised
                                                    A literaturę do czytania - wyższych lotów wedug ciebie - ma w swoim pokoju i nie jest zamknięta na kłódkę surprised


                                                    >
                                                    > masz racje, chodzi TYLKO o przeczytanie ze zrozuminiem

                                                    Czytasz i nie rozumiesz? Napisałam, ze NIE chodzi tylko o przeczytanie za zrozumieniem.

                                                    , nie ŁADNE. wyrobienei n
                                                    > awyku efektywnego czytania (wyobraz sobie powolne czytanie trylogii millenium-
                                                    > nuuda,

                                                    Dla mnie nuda niezależnie od sposobu czytania.

                                                    i bys nie przeczytala, podobnie dzieci by sie szybko znudziły np harrym
                                                    > poterem- toc to przeciez cegly)

                                                    Ja też się znudziłam po trzeciej książce. Bo to kalka i im dalej w las tym gorzej.

                                                    >
                                                    > ja nie lapie o co chodzi z ta artykulacja.


                                                    A to już nie mój problem wink
                                                    >
                                                    , czyli mechanizm wytworzenia prądu powietrza i fonacja, czy
                                                    > li sposób zachowania się wiązadeł głosowych.- tego nie robi sie przez czytanie
                                                    > (choc wg metody nauki czytania i cw. logopedycznych np cieszynskiej mogloby to
                                                    > tak byc- ale to wyjatek!)

                                                    Tak i dlatego przerobiliśmy całą serię "kocham czytać" Cieszyńskiej w ramach nauki czytania i ćwiczeń logopedycznych. Polecam.

                                                    > Może wam chodzi o DYKCJE?

                                                    Nie. Nie wyłącznie o dykcję. Głównie o wymowę, melodię zdania, artykulację itp...

                                                    owszem, można poswiecic troche czasu na to, ale to ni
                                                    > e jest CEL nauki czytania!
                                                    > a może wam chodzi o WYMOWE?

                                                    M.in.



                                                    w nauce jezyków obcych czytanie NIGDY nie może być
                                                    > ćwiczeniem wymowy- akurat tu nie bede ci dostarczac linków- tego sie uczy na k
                                                    > ażdej metodyce nauczania jezykjów obcych na Iwszych zajęciach! czta sie słowa,
                                                    > baaa, może zdania, ale nie teksty/ksiązki - bo to ma służyc innemu celowi!

                                                    Ale może jednak nauczanie małych nativów a dorosłych to zupełnie inna bajka?

                                                    > I dla tego w szkole brytyjskiej dzieciaki w najmłodszych czasach czytają na
                                                    > głos i do
                                                    > > tego często i dużo.

                                                    > zmartwie cie- w szkole poskiej teżsad

                                                    To mnie akurat cieszy smile Problem polega na tym, że on ma już 7 lat a według programu polskiego jeszcze nie ma czytania. Mam nadzieję, że to się zmieni w przyszłym roku, Poza tym to spoko, jestem za.


                                                    a podrzucicie mi linki do tego (ale od 199
                                                    > 0, a nie artykuły oparte na badaniach z lat 70!), ze to jest odpowiednie podejs
                                                    > cie. awile sie od tego czasu zmieniło, wiemu duzo wiecej z zakresu neurolingwis
                                                    > tyki, i POZA ETAPEM TECHNICZNEJ NAUKI czytania- wiemy juz ze niczemu nie sluzy.
                                                    > baaa, do czego dąże, przedlużanie tego okresu SPOWALNIA I UNIEMOZLIWIA nauke e
                                                    > fektywnego czytania ze zrozumieniem .
                                                    >


                                                    I dlatego jestem tą poszkodowaną zapewne surprised I mój syn pewnie też będzie. I co my teraz zorbimy uncertain

                                                    > Samodzielne czytanie bez rodziców to kolejny etap, którego on jeszcze nie ch
                                                    > ce i c
                                                    > > hyba nie sądzisz, że będę go zmuszać.

                                                    > no wiedze, ze ty nie chcesz... ale to chyba ty masz problem psychologiczny...

                                                    Jednym z moich problemów jest w dawanie się w bezproduktywne dyskusje na forum tongue_out

                                                    > nie, nie nalzey ZMUSZAC. nalezy ZACHECAC. poprzez podrzucenie odpoweidniej lite
                                                    > ratury np. zeby połkelo bakcyla PRAWDZIWEGO czytania, prawdziwych ksiazek, a ie
                                                    > namiastek elementarza.

                                                    No zachęcam. Ale on nawet jadąc samochodem i czytajac Dahla robi to na głos. Tak go w skzolke zaprogramowali surprised


                                                    7 lat jak dla mnie to NAJWYZSZY czas. tak w kontekscie
                                                    > nauczania 6 latków- jak umiala czytac w wieku 6 lat, to w wieku 7 bez problemu
                                                    > moze czytac sam.


                                                    No i wyszło, że dziecko jest opóźnione w czytaniu :[

                                                    > tak serio bez złosci i polemiki- spróbuj. to wielkie doswiadczenie dla dziecka.
                                                    > pamietam jak moj syn przeczytal Iwsza ksiazke- był wzniebowziety. odtad można
                                                    > powiedziec ze dziecko NAPRAWDE czyta.
                                                    > I BTW- to nie jest zalezne od tego czy czyta w I czy w II jezykach- po przejsci
                                                    > u przez bariere technicznej nauki czytania, nastepuje transfer umeijetnosci z I
                                                    > jezyka na II- musz o to zadbac. moj II jezyczny syn przynajmniej, zgodnie w mo
                                                    > ja wiedza literacka, tak wlasnie to przeszedl. a nigdy nie przechodzlismy prze
                                                    > z czytanie 50 ksiazeczek po angielsku-

                                                    Pewnie dlatego, że nie chodził to tej nieszczęsnej brytyjskiej szkoły uncertain

                                                    ot, przeszlismy przez zwykły elementarz
                                                    > dla dzieci w us. naprawde, sprobuj smile i powodzenia smile
                                                    >

                                                    Próbować nie będę. Póki co musi czytac na głos, bo takie są wymagania szkoły. Lubi to i ma super wyniki. A jak zechce to będzie czytał po ciuchu, bo ma już do tego umiejętności.
                                                    I tyle w tym temacie z mojej strony bo zaczynamy się powtarzać.
                                                    >
                              • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 21:20
                                fogito napisała:


                                > A kto powiedział, że zależy nam na szybkim czytaniu? Mnie nie zależy póki co. K
                                > iedy dziecko czyta na głos można natychmiast skorygować błędy. A to jest bardzo
                                > ważne, bo dziecko samo tego nie zrobi. Czytając w myślach nie artykułujemy wyr
                                > aźnie tego co czytamy.

                                Bzdura, po pierwsze po co komu głośne czytanie? i do tego pół godziny?......toż to katorga! i po jakiego grzyba błędy wyłapujesz? Chyba żeby zniechęcic a nie zachęcić? Liczy się żeby dziecko zrozumiało sens tego co czyta, no i ARTYKUŁOWANIE wcale nie jest potrzebne.... do sprawnego czytania.
                                • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 22:26
                                  mama303 napisała:

                                  >> Bzdura, po pierwsze po co komu głośne czytanie?

                                  Tobie zapewne po nic tongue_out

                                  i do tego pół godziny?......to
                                  > ż to katorga!

                                  Jaka katorga na litość. Dzieciak to uwielbia. Sam przynosi książki do czytania.

                                  >i po jakiego grzyba błędy wyłapujesz?

                                  Po to, żeby nauczył się poprawnie czytać np. trudniejsze wyrazy z dż lub dź


                                  Chyba żeby zniechęcic a nie
                                  > zachęcić?

                                  Jakoś nie zniechęca się a czytamy tak już od roku.

                                  > Liczy się żeby dziecko zrozumiało sens tego co czyta,

                                  Zrozmienie to jedno a prawidłowe czytanie to drugie. Czyż twoje dziecko w szkole nie jest sprawdzane z głośnego czytania? Ja byłam.
                                  Mój syn w szkole jest codziennie sprawdzany z głośnego czytania. Inaczej się nie nauczy czytać po angielsku, bo tam trzeba umiec wyartykułować słowo, bo nie jest to proste przeczytanie liter.

                                  no i ARTYKUŁOW
                                  > ANIE wcale nie jest potrzebne.... do sprawnego czytania.

                                  A kto tak powiedział? Można owszem czytać szybko i bełkotać, ale chyba nie o to nam chodzi?
                                  • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 15.03.11, 22:50
                                    Inaczej się nie nauczy czytać po angielsku, bo tam trzeba umiec wyartykułować słowo, bo nie jest to proste przeczytanie liter.
                                    no nie fogito, wcale nie trzeba wyartykułowac słowa, no prosze cie....nie jest to konieczne do zrozumienia a to jest JEDYNY cel czytania
                                    jest SPRAWDZANY, i tyle. zalaoze sie ze raczej z krotkich tekscików, zdan. ale tego sie tak
                                    a to ze tak my bylismy uczeni to inna sprawa. dlatego tak wiele osób jest funkconalnymi analfabetami!
                                    • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 16.03.11, 07:00
                                      kunnegunnda napisała:

                                      >> no nie fogito, wcale nie trzeba wyartykułowac słowa, no prosze cie....nie jest
                                      > to konieczne do zrozumienia a to jest JEDYNY cel czytania

                                      smile Nie zgodzę się absolutnie. Owszem celem czytania jest zrozumienie, ale nie tylko. Poza tym, żeby słowo zrozumieć, to trzeba je właściwie przecztać.

                                      > jest SPRAWDZANY, i tyle. zalaoze sie ze raczej z krotkich tekscików, zdan.

                                      Nie masz racji. Sprawdzany jest z czytania np. połowy książki za jednym machnięciem. Robi to asystent nauczyciela lub jeden z rodziców. Byłam już na kilku takich spotkaniach. Zwykle w ciągu godziny jestem w stanie sprawdzić jak czyta około 5 dzieci. Każde ma swoją książkę na odpowiednim dla siebie poziomie. I czytają a ja zapisuję w komentazru jak im wychodzi. I tak cały czas od września.

                                      ale
                                      > tego sie tak
                                      > a to ze tak my bylismy uczeni to inna sprawa. dlatego tak wiele osób jest funkc
                                      > onalnymi analfabetami!

                                      Jak widać jest to stara dobra technika nauczenia czytania stosowana w XXI wieku wink
                                      Funkcjonalnymi analfabetami są raczej ci, którzy mało czytają a jak już czytają to bełkoczą i nie wiedzą co przeczytali.
                              • jakw Re: przekornie....dlaczego nie? 19.03.11, 14:27
                                > A kto powiedział, że zależy nam na szybkim czytaniu? Mnie nie zależy póki co. K
                                > iedy dziecko czyta na głos można natychmiast skorygować błędy. A to jest bardzo
                                > ważne, bo dziecko samo tego nie zrobi. Czytając w myślach nie artykułujemy wyr
                                > aźnie tego co czytamy.
                                Chyba nie ma takiej reguły.
                                Mnie tam nikt czytać nie uczył i z tego nie sprawdzał na głos. Po prostu w którymś momencie okazało się, że czytać umiem. Ze starszą córką było całkiem podobnie. Albo czytała sobie sama po cichu albo czytałam jej głośno ja czy tata.
                                • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 19.03.11, 21:25
                                  jakw napisała:

                                  > Chyba nie ma takiej reguły.
                                  > Mnie tam nikt czytać nie uczył i z tego nie sprawdzał na głos. Po prostu w któ
                                  > rymś momencie okazało się, że czytać umiem. Ze starszą córką było całkiem podob
                                  > nie. Albo czytała sobie sama po cichu albo czytałam jej głośno ja czy tata.

                                  Na wszystko to reguły nigdy nie ma. Ja też uczyłam się sama czytać, bo mama nie miała czasu. Ale w szkole wymagano czytania na głos. To a propos polskiego.

                                  Natomiast po języku angielskim, którego uczona byłam od 9 roku życia widzę, że owszem jestem w stanie przeczytać książkę po cichu ze zrozumieniem i przyjemnością, ale gdybym miała przeczytać ją na głos to okazałoby sie, że nie znam wymowy wielu wyrazów. W wypadku angielskiego, którego uczy się moje dziecko, nie da się po prostu tak całkowicie puścić dzieciaka na żywioł, bo wymowa bardzo się różni od tego co jest napisane mówiąc brzydko. I błędy trzeba poprawiać jak najszybciej, żeby nie zostały utrwalone.
                                • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 08:30
                                  jakw napisała:

                                  > Mnie tam nikt czytać nie uczył i z tego nie sprawdzał na głos. Po prostu w któ
                                  > rymś momencie okazało się, że czytać umiem. Ze starszą córką było całkiem podob
                                  > nie. Albo czytała sobie sama po cichu albo czytałam jej głośno ja czy tata.
                                  Mnie też nikt nie katował czytaniem na głos. Pani w szkole od czasu do czasu odpytała z zadanej czytanki i tyle. Jakoś opanowałam sztuke czytania wink
                                  Zupełnie nie rozumiem propagowanej przez szkołę brytyjską nauki czytania dla samej sztuki czytania. Może w języku angielkim ta artykulacja jest ważna gdzie inaczej się pisze a inaczej wymawia więc przenoszą te metody na nauke czytania w języku polskim, co jest poprostu zbędne i do niczego niepotrzebne.
                                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 09:15
                                    mama303 napisała:

                                    > > Mnie też nikt nie katował czytaniem na głos.

                                    A czy to trudno jest przująć do wioadomości, że czytanie na głos może być przyjemnością. Mnie sprawia przyjemność czytanie dla syna po polsku a jemu sprawia przyjemność czytanie dla mnie. Przy okazji uczy się i mamy 2in1.

                                    Pani w szkole od czasu do czasu o
                                    > dpytała z zadanej czytanki i tyle. Jakoś opanowałam sztuke czytania wink

                                    Każdy się nauczy w końcu jeden gorzej a drugi lepiej.

                                    > Zupełnie nie rozumiem propagowanej przez szkołę brytyjską nauki czytania dla sa
                                    > mej sztuki czytania. Może w języku angielkim ta artykulacja jest ważna gdzie in
                                    > aczej się pisze a inaczej wymawia

                                    Dokładnie o to chodzi.

                                    więc przenoszą te metody na nauke czytania w
                                    > języku polskim, co jest poprostu zbędne i do niczego niepotrzebne.

                                    Jest tak samo potrzebne. Może teraz już mniej, bo dziecko całkiem nieźle czyta. Ale póki co sprawia mu to przyjemność więc odbierać nie będziemy.
                                    • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 17:56
                                      fogito napisała:


                                      > A czy to trudno jest przująć do wioadomości, że czytanie na głos może być przyj
                                      > emnością. Mnie sprawia przyjemność czytanie dla syna po polsku a jemu sprawia p
                                      > rzyjemność czytanie dla mnie. Przy okazji uczy się i mamy 2in1.

                                      Ależ absolutnie mogę sobie wyobrazić że jakies dziecko uwielbia czytać dla samej sztuki czytania. Tylko Ty chyba nie możesz pojąc że dla niektórych dzieci jest to katorga i że tego nie lubią i wtedy nie nalezy przymuszać bo to więcej szkody może przynieść niż pożytku. A czytać i tak się nauczą, najwyżej potrwa to dłużej.

                                      > Każdy się nauczy w końcu jeden gorzej a drugi lepiej.

                                      Ale co Ty rozumiesz pod pojęciem gorzej? Oczywiscie nie kazdy jest lektorem, nie kazdy ma super dykcję i nie kazdy nagrywa audiobooki wink Ale jak ktoś z tego nie żyje to i do niczego mu to niepotrzebne rewelacyjne czytanie głośne.

                                      > Jest tak samo potrzebne. Może teraz już mniej, bo dziecko całkiem nieźle czyta.
                                      Ale wytłumacz do czego jest mu potrzebne takie doskonałe głośne czytanie? Lepiej tekst rozumie, czy szybciej czyta czy co to daje? poza przyjemnością jaką w tym znalazł. Niektórzy mają przyjemnośc z cichego czytania większą....
                                      • afrikana Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 18:06
                                        > Ależ absolutnie mogę sobie wyobrazić że jakies dziecko uwielbia czytać dla same
                                        > j sztuki czytania. Tylko Ty chyba nie możesz pojąc że dla niektórych dzieci jes
                                        > t to katorga i że tego nie lubią i wtedy nie nalezy przymuszać bo to więcej szk
                                        > ody może przynieść niż pożytku. A czytać i tak się nauczą, najwyżej potrwa to
                                        > dłużej.

                                        Tutaj zgadzam się w 100% smile
                                        Nie ma co demonizować czytania na głos, JEŻELI dziecko to lubi i sprawia mu to przyjemność. ZAKAZYWANIE w takim przypadku jest bez sensu....Ale ZMUSZANIE dzieci, które tego nie lubią, to jakaś wielka pomyłka i tak jak mama napisała, moze przynieść więcej szkody niż pożytku. A czytać i tak się nauczą, prędzej czy późniejsmile A chodzi też o to, aby kojarzyło się ono im z przyjemnością, a nie przymusemsmile
                                      • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 22:02
                                        mama303 napisała:

                                        >
                                        > Ależ absolutnie mogę sobie wyobrazić że jakies dziecko uwielbia czytać dla same
                                        > j sztuki czytania. Tylko Ty chyba nie możesz pojąc że dla niektórych dzieci jes
                                        > t to katorga i że tego nie lubią i wtedy nie nalezy przymuszać bo to więcej szk
                                        > ody może przynieść niż pożytku.

                                        Alez mogę to zrozumieć. Powiem więcej - jest mi absolutnie wszystko jedno czy czyjeś dzieci czytają na głos czy nie. W szkole syna dzieciaki w II klasie czytają wszystkie na głos i to dużo. Nie wiem ile z nich robi to z przyjemnośią a ile z wielkim bólem. To też mnie nie interesuje.
                                        Dla mnie ważne jest, że mój syn od września właśnie poprzez głośne czytanie poczynił ogromne postępy w czytaniu w obu językach. Jeśli ktoś chce to zastosuje taką metodę. A jeśli nie, to może ją olać i tyle. Wolna wola.

                                        A czytać i tak się nauczą, najwyżej potrwa to
                                        > dłużej.

                                        Zapewne. Ale ja wychodze z założenia, że im dziecko mniejsze tym łatwiej mu wszystko do głowy wchodzi.

                                        > Ale co Ty rozumiesz pod pojęciem gorzej? Oczywiscie nie kazdy jest lektorem, ni
                                        > e kazdy ma super dykcję i nie kazdy nagrywa audiobooki wink Ale jak ktoś z tego
                                        > nie żyje to i do niczego mu to niepotrzebne rewelacyjne czytanie głośne.

                                        Może nie każdy głośno będzie w życiu czytał, ale takie czytanie pomaga też wysławiać się publicznie i prezentować swoje zdanie bez ciągłego yyyy co ja to miałem powiedzieć.



                                        > > Jest tak samo potrzebne. Może teraz już mniej, bo dziecko całkiem nieźle
                                        > czyta.
                                        > Ale wytłumacz do czego jest mu potrzebne takie doskonałe głośne czytanie? Lepi
                                        > ej tekst rozumie, czy szybciej czyta czy co to daje? poza przyjemnością jaką w
                                        > tym znalazł. Niektórzy mają przyjemnośc z cichego czytania większą....

                                        Jak już milion razy pisałam - głośne czytanie jest IMHO niezbedne w języku angielskim, aby można było na bierząco wychwytywać błędy w wymowie. Bo mowa potoczna to jedno a mowa literacka to drugie. Jest wiele słów, kórych dzieciak jeszcze nie zna i nie umie ich wyartykułować. Podczas czytania uczy się je wymawiać + widzi pisownię. Od września poczynił ogromne postęy, bo w skzole jest duży nacisk na głośne czytanie w najmłodszych klasach.
                                        Co do rozumienia to nie wiem, bo nie wiem czy on już zdaje sobie sprawę z tego, czy mu łatwiej po cichu czy na głos. Póki co zawsze przeczyta na głos nawet jak mu powiem, że może w myślach. To jest nawyk w tej chwili.

                                        Co do języka polskiego to podobnie jak w języku angielskim głośne czytanie bardzo pomaga w nauce mowy. Mówić można niechlujnie i niewraźnie na codzień. Znam kilku takich sepleniących siedmiolatków. Podczas czytania na głos dzieciak widzi wszytskie litery/sylaby i zmuszony je przeczytać na głos poznaje lepiej budowę wyrazu i lepiej go później wymawia.
                                        Mój syn z powodu niedosłuchu był uczony sylabizowania już w wieku 4 lat właśnie po to aby miał prawidłową wymowę. Bo co innego usłyszeć jak coś się mówi a co innego przeczytać samemu i jeszcze raz usłyszeć.
                                        Nigdy więc nie seplenił i nie mówił po tzw. dziecięcemu.
                                        To są oczywiście moje prywatne obserwacje podparte pracą z dzieckiem podczas wielu wizyt u logopedy i pedagoga szkolnego.
                                        • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 17:28
                                          fogito napisała:

                                          > Alez mogę to zrozumieć.
                                          Wydawało mi się że upatrywałas przyczyne słabego czytania oraz niechęci dzieci do głośnego czytania raczej w złych metodach nauczania, złym podejsciu rodziców.

                                          > Nie wiem ile z nich robi to z przyjemnośią a ile z wielkim bólem. To też mnie nie interesuje.

                                          A wypowiadałaś się raczej ogólnie podając za dobry przykład metody Waszej szkoły a nawet nie wiesz jak inne dzieci do tego podchodzą. Ja tam współczuje tym dzieciom, które są w Waszej szkole i musza męczyć sie przy tych dziwnych metodach długich treningów głośnego czytania , bo nie sądzę żeby wszystkie to kochały tak jak Twój syn.

                                          > Dla mnie ważne jest, że mój syn od września właśnie poprzez głośne czytanie poc
                                          > zynił ogromne postępy w czytaniu w obu językach. Jeśli ktoś chce to zastosuje t
                                          > aką metodę. A jeśli nie, to może ją olać i tyle. Wolna wola.
                                          Ale moje dziecko także poczyniło ogromne postępy a głośno czyta rzadko. Także w szkole nauczycielka jak pisałam nie propaguje tego sposobu nauki czytania. Moja córka nie czyta jeszcze super płynnie ale jak przypomne sobie jej dukanie w I klasie to widzę ogromny postęp smile


                                          > Może nie każdy głośno będzie w życiu czytał, ale takie czytanie pomaga też wysł
                                          > awiać się publicznie i prezentować swoje zdanie bez ciągłego yyyy co ja to miał
                                          > em powiedzieć.

                                          Myślę że to nie ma większego związku. Ktoś może doskonale czytać cicho, głośno i publicznie a słowa mu będzie brakować, to są moim zdaniem dwie różne umiejętności, które można odzielnie trenować.
                                          Moje dziecko jest przykładem że słabe głośne czytanie nie przekłada się na sposób wysławiania się. Z tym drugim moje dziecko np. nigdy nie miało i nie ma problemów.
                                          • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 20:37
                                            mama303 napisała:

                                            > fogito napisała:
                                            >
                                            > > Alez mogę to zrozumieć.
                                            > Wydawało mi się że upatrywałas przyczyne słabego czytania oraz niechęci dzieci
                                            > do głośnego czytania raczej w złych metodach nauczania, złym podejsciu rodziców

                                            I cały czas tak uważam, ale jest mi obojetne, czy ktoś się weźmie za pracę z dzieckiem czy nie. Wolna wola i wolna decyzja. Mnie zależy na tym, żeby syn pieknie mówił i czytał i dlatego pracujemy nad tym. Bo nie na wszystko w szkole jest czas.
                                            Ja tylko podaję przykład takiej pracy w naszym przypadku. Jeśli ktoś będzie chciał to skorzysta. Jelłi nie, to oleje jak już napisałam.

                                            > A wypowiadałaś się raczej ogólnie podając za dobry przykład metody Waszej szkoł
                                            > y a nawet nie wiesz jak inne dzieci do tego podchodzą.

                                            Bo od września te dzieci poczyniły ogromne postępy. Te co nie mówiły po angielsku to mówią i czytają. Oczywiście na różnych poziomach, ale postęp jest widoczny.
                                            Nie jestem jednak matką ich wszystkich i nie wiem, czy w domu marudzą przy głośnym czytaniu, czy nie. W szkole przy rodzicach (czyli np, mnie) czytają szybko i bez błędów i z usmiechem na ustach.

                                            Ja tam współczuje tym d
                                            > zieciom, które są w Waszej szkole i musza męczyć sie przy tych dziwnych metodac
                                            > h długich treningów głośnego czytania , bo nie sądzę żeby wszystkie to kochały
                                            > tak jak Twój syn.

                                            Jak bys te dzieci widziała, to byś im zazdrościła. To są dzieci, które mają wszystko i na dodatek chodzą do fajnej szkoły.

                                            > Ale moje dziecko także poczyniło ogromne postępy a głośno czyta rzadko.

                                            No i super.

                                            kże
                                            > w szkole nauczycielka jak pisałam nie propaguje tego sposobu nauki czytania.


                                            Ja bym tego nie pochwaliła, ale to nie jest nauczyciel mojego dziecka.

                                            Mo
                                            > ja córka nie czyta jeszcze super płynnie ale jak przypomne sobie jej dukanie w
                                            > I klasie to widzę ogromny postęp smile

                                            I po raz kolejny super.

                                            >
                                            > Myślę że to nie ma większego związku. Ktoś może doskonale czytać cicho, głośno
                                            > i publicznie a słowa mu będzie brakować, to są moim zdaniem dwie różne umiejęt
                                            > ności, które można odzielnie trenować.

                                            Ja myślę, że jednak trochę wspólnego ma. Dzieciaki, które czytają "obcym" rodzicom i opowiadają uczą się jednocześnie autoprezentacji i przełamywania nieśmiałości i wstydu.

                                            > Moje dziecko jest przykładem że słabe głośne czytanie nie przekłada się na spos
                                            > ób wysławiania się. Z tym drugim moje dziecko np. nigdy nie miało i nie ma prob
                                            > lemów.

                                            No i dobrze. My z założenia chodzimy do logopedy i pedagoga, bo syn przy niedosłuchu ma darmowe zajęcia w poradnii. I jest to jedyne co otrzymujemy z naszych składek na z NFZ. Przy okazji tych zajęć widzę jak dobre wyniki osiągają dzieciaki, które regularnie chodzą do logopedy. I potem okazuje się, ze koledzy słyszący mówią okropnie a czytają jeszcze gorzej. Tyle i tylko tyle.
                                            • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 17:56
                                              fogito napisała:

                                              > I cały czas tak uważam, ale jest mi obojetne, czy ktoś się weźmie za pracę z dz
                                              > ieckiem czy nie.

                                              Czyli jednak nic nie rozumiesz. Zafiksowałaś sie na jednej "słusznej" metodzie ktora ma pasować do kazdego dziecka.

                                              > Nie jestem jednak matką ich wszystkich i nie wiem, czy w domu marudzą przy głoś
                                              > nym czytaniu, czy nie. W szkole przy rodzicach (czyli np, mnie) czytają szybko
                                              > i bez błędów i z usmiechem na ustach.

                                              Wszystkie jak jeden mąż i z uśmiechem wink może to jakaś sekta ta szkoła brytyjska

                                              > Jak bys te dzieci widziała, to byś im zazdrościła. To są dzieci, które mają wsz
                                              > ystko i na dodatek chodzą do fajnej szkoły.

                                              Ja mam dzieciom czegoś zazdrościć? Niech sobie mają jak najlepiej chociaz mam inne pojecie szcześliwych dzieci niż "radośnie" czytające na głos godzinami przed jury
                                              a co właściwie znaczy: wszystko mają? .......

                                              > Ja myślę, że jednak trochę wspólnego ma. Dzieciaki, które czytają "obcym" rodzi
                                              > com i opowiadają uczą się jednocześnie autoprezentacji i przełamywania nieśmiał
                                              > ości i wstydu.

                                              Nic wspólnego nie ma. Śmiałość w występowaniu publicznym i tzw. autoprezentacji /strasznie nie lubię tego określenia szczególnie w stosunku do kilkulatka/ nie ma nic wspólnego z umiejetnoscią płynnego czytania na głos.

                                              > No i dobrze. My z założenia chodzimy do logopedy i pedagoga, bo syn przy niedos
                                              > łuchu ma darmowe zajęcia w poradnii. I jest to jedyne co otrzymujemy z naszych
                                              > składek na z NFZ.

                                              Ale po co mu te zajęcia ?
                                              • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 19:43
                                                mama303 napisała:

                                                >
                                                > Czyli jednak nic nie rozumiesz.

                                                O tobie mogę napisać to samo.

                                                Zafiksowałaś sie na jednej "słusznej" metodzie
                                                > ktora ma pasować do kazdego dziecka.

                                                Nie zafiksowałam się tylko stosuję metodę,która jest stosowana w szkole dziecka. To żadne wymysły nawiedzonych scjentologów. To metoda stara jak świat.

                                                >> Wszystkie jak jeden mąż i z uśmiechem wink może to jakaś sekta ta szkoła brytyjs
                                                > ka

                                                Pewnie tak. Bo dzieciaki uczą się w niej bez stresu tak powszechnego w polskich szkołach smile

                                                > Ja mam dzieciom czegoś zazdrościć? Niech sobie mają jak najlepiej chociaz mam i
                                                > nne pojecie szcześliwych dzieci niż "radośnie" czytające na głos godzinami prze
                                                > d jury
                                                > a co właściwie znaczy: wszystko mają? .......

                                                To znaczy mają wszystko co dzieciom do szczęścia potrzebne i nie musisz im współczuć, bo nie ma czego. I tyle smile

                                                > Nic wspólnego nie ma. Śmiałość w występowaniu publicznym i tzw. autoprezentacji
                                                > /strasznie nie lubię tego określenia szczególnie w stosunku do kilkulatka/ nie
                                                > ma nic wspólnego z umiejetnoscią płynnego czytania na głos.

                                                A ja uważam, że jednak sporo ma wspólnego smile


                                                >> Ale po co mu te zajęcia ?

                                                Po to, żeby rozwijać prawidłowo mowę polską. Bo u siedmiolatka mowa cały czas się rozwija smile A siedmiolatkowi z niedosłuchem jest zapewne trudniej tę mowę rozwijać. Chociaż ja osobiście nie zauważyłam. Poza tym to dla niego świetna lekcja polskiego 1 na 1.
                                                • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:19
                                                  fogito napisała:

                                                  >To metoda stara jak świat.

                                                  No właśnie starsznie stara a nawet przestarzała smile

                                                  > To znaczy mają wszystko co dzieciom do szczęścia potrzebne i nie musisz im wspó
                                                  > łczuć, bo nie ma czego. I tyle smile

                                                  O już współczuć im nie muszę a niedawno jeszcze pisałas że powinnam im wręcz zazdrościć. Więc pytam czego?
                                                  co takiego one mają te dzieci ze szkoły brytyjskiej?

                                                  > Po to, żeby rozwijać prawidłowo mowę polską. Bo u siedmiolatka mowa cały czas s
                                                  > ię rozwija smile

                                                  No a to głośne czytanie nie wystarcza? wink
                                                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:29
                                                    mama303 napisała:

                                                    >>
                                                    > No właśnie starsznie stara a nawet przestarzała smile

                                                    Ale ja jestem "konserwa" więc mnie pasuje smile

                                                    > O już współczuć im nie muszę a niedawno jeszcze pisałas że powinnam im wręcz za
                                                    > zdrościć. Więc pytam czego?

                                                    Napisałam, że możesz im zazdrościc po tym jak napisałaś, że im współczujesz. Reasumując - nie współczuj im, bo nie masz czego. Jeśli już powinnaś im zazdrościć przede wszystkim tego, że chodza do takiej fajnej szkoły smile

                                                    > co takiego one mają te dzieci ze szkoły brytyjskiej?

                                                    Fajną szkołę i fajnych nauczycieli i fajne zajęcia i wiele innych fajnych rzeczy big_grin

                                                    > > Po to, żeby rozwijać prawidłowo mowę polską. Bo u siedmiolatka mowa cały
                                                    > czas s
                                                    > > ię rozwija smile
                                                    >
                                                    > No a to głośne czytanie nie wystarcza? wink

                                                    Czytanie głośne to jeden z aspektów wspomagających wymowę. Jest wiele innych czynników wspomagających - np. ćwiczenia aparatu mowy czyli buzi dziecka. Ale to zapewne wiesz...
                                        • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 21:22
                                          Może nie każdy głośno będzie w życiu czytał, ale takie czytanie pomaga też wysł
                                          > awiać się publicznie i prezentować swoje zdanie bez ciągłego yyyy co ja to miał
                                          > em powiedzieć.

                                          rany, ty nie blagam, poczytaj troche. za wyslawianie, szukanie słów jest odpowiedzialna zupelnie inna czesc mózgu, to zupełnie inna umeijetnośc od głośnego czytania. nic a nic nie pomoze, chyba ze ci chodzi o cwiczenie strun glosowych. ale one sie raczej scieraja....

                                          Jak już milion razy pisałam - głośne czytanie jest IMHO niezbedne w języku angi
                                          > elskim, aby można było na bierząco wychwytywać błędy w wymowie.

                                          BIEŻĄCO, kótrys juz raz popełniasz ten sam bład orograficzny. może by tak więcej poczytać?...
                                          i to wg ciebie, bo juz ci pisalam, i moze ktos po studiach filologicznych potwierdzi- głośne czytanei nigdy nie służy do nauczania wymowy!

                                          Póki co zawsze przeczyta na głos nawet ja k mu powiem, że może w myślach. To jest nawyk w tej chwili.
                                          no nie, zartujesz. biedaczek. a testy? jak sobie radzi na testach? czyta głośno polecenia???? to juz na kaletctwo zakrawa uncertain

                                          To są oczywiście moje prywatne obserwacje podparte pracą z dzieckiem podczas wi
                                          > elu wizyt u logopedy i pedagoga szkolnego.

                                          czytanie sylabami, jako metoda cieszyskiej tak- ale ona nie uczy publicznych wystapien tylko wymiawiania sylab...
                                          little knowledge is a dangerous thing jak twoj przypadek potwierdza
                                          • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 09:02
                                            kunnegunnda napisała:

                                            > Może nie każdy głośno będzie w życiu czytał, ale takie czytanie pomaga też w
                                            > ysł
                                            > > awiać się publicznie i prezentować swoje zdanie bez ciągłego yyyy co ja t
                                            > o miał
                                            > > em powiedzieć.

                                            > rany, ty nie blagam, poczytaj troche. za wyslawianie, szukanie słów jest odpowi
                                            > edzialna zupelnie inna czesc mózgu, to zupełnie inna umeijetnośc od głośnego cz
                                            > ytania. nic a nic nie pomoze, chyba ze ci chodzi o cwiczenie strun glosowych. a
                                            > le one sie raczej scieraja....

                                            Ja nie muszę czytać. Mam obserwacje na żywo. Lepiej to widać niż na papierze tongue_out

                                            >
                                            > Jak już milion razy pisałam - głośne czytanie jest IMHO niezbedne w języku a
                                            > ngi
                                            > > elskim, aby można było na bierząco wychwytywać błędy w wymowie.

                                            > ]
                                            > BIEŻĄCO, kótrys juz raz popełniasz ten sam bład orograficzny. może by ta
                                            > k więcej poczytać?...

                                            Dzięki za korektę.


                                            > i to wg ciebie, bo juz ci pisalam, i moze ktos po studiach filologicznych potwi
                                            > erdzi- głośne czytanei nigdy nie służy do nauczania wymowy!

                                            No to w takim razie, ci wszyscy pedagodzy i logopedzi nie mają racji. Dzisiaj idę z dzieciakiem do logopedy i już ja im powiem, żeby się dokształcili w necie!


                                            >
                                            > Póki co zawsze przeczyta na głos nawet ja k mu powiem, że może w myślach. To
                                            > jest nawyk w tej chwili.

                                            > no nie, zartujesz. biedaczek. a testy? jak sobie radzi na testach?

                                            Nie mają jeszcze testów więc nie musi sobie radzić smile

                                            czyta głośno
                                            > polecenia???? to juz na kaletctwo zakrawa uncertain

                                            Ja wiem, ale tylko według ciebie tongue_out A twoja opinia nie jest dla mnie żadnym autorytetem - z całym szacunkiem oczywiście smile


                                            > To są oczywiście moje prywatne obserwacje podparte pracą z dzieckiem podczas
                                            > wi
                                            > > elu wizyt u logopedy i pedagoga szkolnego.

                                            > czytanie sylabami, jako metoda cieszyskiej tak- ale ona nie uczy publicznych wy
                                            > stapien tylko wymiawiania sylab...

                                            Wymawianie sylab to jest nauka czytania sylabami. I bardzo pomaga w nauce mowy. Publicznych wystąpień uczy opowiadanie na głos, które jest ćwiczone podczas czytania na głos smile

                                            > little knowledge is a dangerous thing jak twoj przypadek potwierdza

                                            I znów jesteś niegrzeczna. Fe. Czy ja cię obrażam, pomimo, że się z tobą nie zgadzam?
                                            Jeśli tak bardzo cię denerwują moje metody oparte na tym czego wymaga szkoła i pedagodzy w poradnii, to po prostu przejdź na tym do porządku dziennego i nie czytaj tych 'moich bzdur'. Szkoda twojego cennego czasu.
                                        • jola_ep Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 18:42
                                          > Co do rozumienia to nie wiem, bo nie wiem czy on już zdaje sobie sprawę z tego,
                                          > czy mu łatwiej po cichu czy na głos. Póki co zawsze przeczyta na głos nawet ja
                                          > k mu powiem, że może w myślach. To jest nawyk w tej chwili.

                                          I właśnie dlatego odradza się głośne czytanie. Mogę zrozumieć ten język angielski - może rzeczywiście jego specyfika wymaga głośnego czytania.
                                          Ale w języku polskim ten nawyk (przymys) głośnego czytania utrwalony spowalnia tempo czytania: nieświadomie verablizujemy czytany tekst, niektórzy nawet podobno językiem ruszają w takt czytanego po cichu tekstu...

                                          Mogę zrozumieć, że dla Was wady głośnego czytania są mniej ważne niż problemy bieżące (logopeda, więc ćwiczenia wymowy, kontrola poprawności czytania tekstu w języku angielskim). Nie wiem. Nie znam się. Nie polecaj jednak głośnego czytania dla innych. Bo w ich przypadku może być zupełnie odwrotnie. Szczególnie wtedy, gdy mają zaburzenia typu dyslektycznego (jak moja starsza). Dla nich zmuszanie do głośnego czytania może oznaczać, że nigdy nie nauczą się czytać sprawnie i szybko. A wtedy trudno o przyjemność z lektury.

                                          A szybkie czytanie jest fajne i przydaje się, gdy trzeba powtarzać materiał do sprawdzianu/egzaminu smile (ale już nie wtedy, gdy chcemy delektować się fajną książkę, na co właśnie narzekał mój młodszy - może jednak powinnam kazać mu czytać na głos? wink )

                                          Pozdrawiam
                                          Jola
                                          • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 19:36
                                            jola_ep napisała:

                                            > >
                                            > I właśnie dlatego odradza się głośne czytanie.

                                            Ja nie znam nikogo, kto odradzałby głośne czytanie we wstępnej fazie edukacji. A o takiej przecież mówimy.

                                            Mogę zrozumieć ten język angiels
                                            > ki - może rzeczywiście jego specyfika wymaga głośnego czytania.

                                            No chyba tak własnie jest, skoro wszystkie dzieciaki anglojęzyczne przechodzą przez ten etap.

                                            > Ale w języku polskim ten nawyk (przymys) głośnego czytania utrwalony spowalnia
                                            > tempo czytania: nieświadomie verablizujemy czytany tekst, niektórzy nawet podob
                                            > no językiem ruszają w takt czytanego po cichu tekstu...

                                            Myślę, że to jednak nie jest aż taki problem. Sama czytałam na głos jako dzieciak i nie miałam żadnych problemów z czytaniem po cichu.

                                            >
                                            > Mogę zrozumieć, że dla Was wady głośnego czytania są mniej ważne niż problemy b
                                            > ieżące (logopeda, więc ćwiczenia wymowy, kontrola poprawności czytania tekstu w
                                            > języku angielskim). Nie wiem. Nie znam się.

                                            Też się nie znam, ale o wadach żadnych nie słyszałam.

                                            Nie polecaj jednak głośnego czytan
                                            > ia dla innych. Bo w ich przypadku może być zupełnie odwrotnie.

                                            Nie polecam, tylko piszę, że u mojego syna to świetnie działa. Czyta coraz lepiej i wyraźniej smile Dla mnie to naturalne, ze słucham jak dziecko czyta. Myślałam, że wszyscy tak dzieci uczą. I szczerze jestem zdziwiona, że jednak nie.

                                            Szczególnie wted
                                            > y, gdy mają zaburzenia typu dyslektycznego (jak moja starsza).

                                            Od tego też są specjaliści w realu.
                                            >
                                            > A szybkie czytanie jest fajne i przydaje się, gdy trzeba powtarzać materiał do
                                            > sprawdzianu/egzaminu smile (ale już nie wtedy, gdy chcemy delektować się fajną ksi
                                            > ążkę, na co właśnie narzekał mój młodszy - może jednak powinnam kazać mu czytać
                                            > na głos? wink )
                                            >
                                            > Pozdrawiam
                                            > Jola
                                            • jola_ep Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:00

                                              > Ja nie znam nikogo, kto odradzałby głośne czytanie we wstępnej fazie edukacji.
                                              > A o takiej przecież mówimy.

                                              Odrobina głośnego czytania jest niezbędna - oczywiście. Ale nie doradza się przedłużania tego procesu, ani koncentrowania na nim.
                                              Nakaz czytania na głos, szczególnie w sytuacji prezentacji np. na forum klasy, jest bardzo niekorzystny dla dzieci z problemami natury dyslektycznej. Utrudnia im naukę sprawnego czytania. Takie dzieci oczywiście też się w końcu nauczą czytać, ale nie dzięki głośnemu czytania, a pomimo niego. Oczywiście sporym wysiłkiem da się to w wielu wypadkach "odkręcić" - ale po co psuć, aby potem naprawiać?
                                              Twój syn nie ma problemu z dysleksją (moja córa ma), więc mogłaś się z tym nie spotkać.

                                              > Myślę, że to jednak nie jest aż taki problem. Sama czytałam na głos jako dzieci
                                              > ak i nie miałam żadnych problemów z czytaniem po cichu.

                                              Ale czytasz linearnie i stosunkowo wolno, a nie globalnie i szybko smile

                                              > Też się nie znam, ale o wadach żadnych nie słyszałam.

                                              To usłyszałaś smile

                                              > Nie polecam, tylko piszę, że u mojego syna to świetnie działa. Czyta coraz lepi
                                              > ej i wyraźniej smile

                                              Żebyś ty widziała, jak szybko i sprawnie mój syn nauczył się czytać bez głośnego czytania smile (zupełnie świadomie olałam przedszkolne zalecenia, że niby ma ćwiczyć czytanie czytanek, co robiły inne dzieci). Dużo szybciej i sprawniej niż starsza, z którą początkowo trochę czytałam (dużo więcej niż w przypadku młodego).

                                              > Od tego też są specjaliści w realu.

                                              Nie byłam z córą w poradni, ale moja znajoma pracuje w poradnii i parę rzeczy mi podpowiedziała. Trochę "na wszelki wypadek" - aby nie wyrobić niepotrzebnie złych nawyków, które potem trzeba będzie "odkręcać". W sumie miałam szczęście, bo okazało się, że problemy jednak były. Widziałam więc jakimi metodami najsprawniej nauczyć czytać, a czego mam unikać. A potem obserwowałam jak moja mama uczy mojego siostrzeńca czytania. Była nauczycielką matematyki, ale jak to na wsi i w klasach początkowych zdarzyło jej się uczyć. Metody były więc stare. Ku mojemu zaskoczeniu dużo bliższe tym, które znałam od mojej koleżanki psychologa niż tym stosowanym w zerówce i szkole moich dzieci.

                                              Oprócz dzieci z wyraźnymi problemami są też te z mniejszymi. Ucząc dobrze sprawiamy, że pomoc specjalisty w realu i dodatkowa praca dzieci nie są potrzebne.
                                              W IV klasie moja starsza czytała świetnie (lubiła czytać, sprawnie czytała lektury). Syn mojej koleżanki unikał czytania jak tylko mógł. W pierwszej klasie to jemu czytanie szło lepiej. Ale on dużo czytał na głos (zwyczaje szkole, praca w domu - jego mamie się wydawało, że tak najlepiej nauczy się czytać). W V-tej klasie poddała się i zapisała go na kurs szybkiego czytania. Tam pracowicie odkręcał złe nawyki wynikające z czytania na głos. Oczywiście można i tak smile

                                              Pozdrawiam
                                              Jola
                                              • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:12
                                                jola_ep napisała:

                                                > Nakaz czytania na głos, szczególnie w sytuacji prezentacji np. na forum klasy,
                                                > jest bardzo niekorzystny dla dzieci z problemami natury dyslektycznej. Utrudnia
                                                > im naukę sprawnego czytania.

                                                O! nasza mądra nauczycielka tez tak twierdzi i to wg niej nie dotyczy jedynie dzieci dyslektycznych ale także tych gorzej czytajacych. Takie wydukanie czytanki na forum klasy niczemu nie sprzyja i nie pomaga.
                                              • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:12
                                                jola_ep napisała:

                                                > Odrobina głośnego czytania jest niezbędna - oczywiście. Ale nie doradza się prz
                                                > edłużania tego procesu, ani koncentrowania na nim.

                                                A kto "nie doradza"...?

                                                > Nakaz czytania na głos, szczególnie w sytuacji prezentacji np. na forum klasy,
                                                > jest bardzo niekorzystny dla dzieci z problemami natury dyslektycznej. Utrudnia
                                                > im naukę sprawnego czytania. Takie dzieci oczywiście też się w końcu nauczą cz
                                                > ytać, ale nie dzięki głośnemu czytania, a pomimo niego. Oczywiście sporym wysił
                                                > kiem da się to w wielu wypadkach "odkręcić" - ale po co psuć, aby potem naprawi
                                                > ać?

                                                One nie czytają na forum klasy tylko rodzicom albo nauczycielce. Chociaż zapewne coś tam w mniejszym zakresie czytają również w klasie, ale tego nie wiem.

                                                > Twój syn nie ma problemu z dysleksją (moja córa ma), więc mogłaś się z tym nie
                                                > spotkać.

                                                Nie. Nie spotkałam się i nie mam pojęcia o dysleksji.

                                                >
                                                > Ale czytasz linearnie i stosunkowo wolno, a nie globalnie i szybko smile

                                                Czytam linearnie, ale czy wolno... Wydaje mi się, że za szybko. Co tydzień kupuje książkę i za chwilę już nie mam co czytać. Na pewno nie pomijam żadnych wyrazów w czytaniu, bo lubię czuć melodię języka. Nie chodzi przecież o samą treść podczas czytania.


                                                > > Też się nie znam, ale o wadach żadnych nie słyszałam.
                                                >
                                                > To usłyszałaś smile

                                                Człowiek się do śmierci uczy smile


                                                > Żebyś ty widziała, jak szybko i sprawnie mój syn nauczył się czytać bez głośneg
                                                > o czytania smile (zupełnie świadomie olałam przedszkolne zalecenia, że niby ma ćwi
                                                > czyć czytanie czytanek, co robiły inne dzieci). Dużo szybciej i sprawniej niż s
                                                > tarsza, z którą początkowo trochę czytałam (dużo więcej niż w przypadku młodego
                                                > ).

                                                To cieszę się, ze masz takie zdolne dziecko. Ale mój gdyby nie głośne czytanie to pewnie nie usiadłby do czytania wcale. Jest tak skupiony na sporcie i na treningach, że świata poza tym nie widzi. Właśnie przymus głośnego czytania w szkole spowodował zachęcenie do czytania i skokowy postęp.


                                                > > Od tego też są specjaliści w realu.
                                                >
                                                > Nie byłam z córą w poradni, ale moja znajoma pracuje w poradnii i parę rzeczy m
                                                > i podpowiedziała.

                                                Gdybym miała dziecko z dysleksją to na pewno poszłabym do poradni.

                                                >
                                                > Oprócz dzieci z wyraźnymi problemami są też te z mniejszymi. Ucząc dobrze spraw
                                                > iamy, że pomoc specjalisty w realu i dodatkowa praca dzieci nie są potrzebne.
                                                > W IV klasie moja starsza czytała świetnie (lubiła czytać, sprawnie czytała lekt
                                                > ury). Syn mojej koleżanki unikał czytania jak tylko mógł. W pierwszej klasie to
                                                > jemu czytanie szło lepiej. Ale on dużo czytał na głos (zwyczaje szkole, praca
                                                > w domu - jego mamie się wydawało, że tak najlepiej nauczy się czytać). W V-tej
                                                > klasie poddała się i zapisała go na kurs szybkiego czytania. Tam pracowicie odk
                                                > ręcał złe nawyki wynikające z czytania na głos. Oczywiście można i tak smile

                                                Nie sądzę, żebym musiała odkręcać cokolwiek. On czyta szybko na głos więc i po cichu będzie szybko czytał smile

                                                > Pozdrawiam
                                                > Jola

                                                Pozdrawiam
                                                • jola_ep Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 21:32
                                                  > Czytam linearnie, ale czy wolno... Wydaje mi się, że za szybko. Co tydzień kupu
                                                  > je książkę i za chwilę już nie mam co czytać. Na pewno nie pomijam żadnych wyra
                                                  > zów w czytaniu, bo lubię czuć melodię języka. Nie chodzi przecież o samą treść
                                                  > podczas czytania.

                                                  Nie chodzi o pomijanie. Nie wodzisz wzrokiem od początku linii do końca, a obejmujesz spojrzeniem większą partię materiału. Tego się nie da wytłumaczyć. To trochę jak pisanie na klawiaturze przy patrzeniu na klawisze (można pisać całkiem szybko) . I masz rację - czasem przeszkadza, szczególnie jak nie zdążę się rozpędzić, a książka już przeczytana.

                                                  > To cieszę się, ze masz takie zdolne dziecko.

                                                  ? Zdolne? Nic takiego nie napisałam.

                                                  > Ale mój gdyby nie głośne czytanie
                                                  > to pewnie nie usiadłby do czytania wcale.

                                                  Wystarczy odpowiednia lektura. Nie polecę Ci tej, na której mój syn uczył się czytać (może z wyjątkiem dowcipów w gazetkach młodzieżowych), bo uznasz ją być może za zbyt ... "niegrzeczną" wink (choćby przygody kapitana Majtasa).

                                                  > Gdybym miała dziecko z dysleksją to na pewno poszłabym do poradni.

                                                  Moje dziecko nie ma dysleksji. Ma/miało jedynie problemy tej natury. Odpowiednie podejście pozwoliło nam na w miarę spokojne rozwiązanie problemów. Teraz już jest właściwie z górki smile
                                                  W poradni nie byłam, ale a) konsultowałam b) korzystałam z właściwej lektury

                                                  > Nie sądzę, żebym musiała odkręcać cokolwiek. On czyta szybko na głos więc i po
                                                  > cichu będzie szybko czytał smile

                                                  1) Głośne czytanie nie implikuje szybkiego czytania po cichu.
                                                  2) złe nawyki odkręca się u dzieci łatwiej niż u dorosłych. Pomyśl może w przyszłości o kursie szybkiego czytania?

                                                  Pozdrawiam
                                                  Jola
                                                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 06:52
                                                    jola_ep napisała:

                                                    >>
                                                    > > To cieszę się, ze masz takie zdolne dziecko.
                                                    >
                                                    > ? Zdolne? Nic takiego nie napisałam.
                                                    >

                                                    No, ale chyba nie kwestionujesz, że jest zdolne? To nie był sarkazm.

                                                    > Wystarczy odpowiednia lektura. Nie polecę Ci tej, na której mój syn uczył się c
                                                    > zytać (może z wyjątkiem dowcipów w gazetkach młodzieżowych), bo uznasz ją być m
                                                    > oże za zbyt ... "niegrzeczną" wink (choćby przygody kapitana Majtasa).

                                                    Ja mam wszystko do czytania dla dzieciaka w tym wieku, poza komiksami. I owszem wiele go interesuje - zwłaszcza Dahl, kóry jest preześmieszny. ALe faktem jest, że on ta "większą" literaturę woli mieć czytaną przez nas. Niektóre książki zna na pamiec a i tak woli, żeby mu czytać. Myślę, że tu chodzi o to przytulanie się do nas i słuchanie czuytania w łóżku.

                                                    > > Gdybym miała dziecko z dysleksją to na pewno poszłabym do poradni.
                                                    >
                                                    > Moje dziecko nie ma dysleksji. Ma/miało jedynie problemy tej natury.

                                                    A. Bo napisałaś wcześniej, że córka ma.

                                                    > > Nie sądzę, żebym musiała odkręcać cokolwiek. On czyta szybko na głos więc
                                                    > i po
                                                    > > cichu będzie szybko czytał smile
                                                    >
                                                    > 1) Głośne czytanie nie implikuje szybkiego czytania po cichu.
                                                    > 2) złe nawyki odkręca się u dzieci łatwiej niż u dorosłych. Pomyśl może w przys
                                                    > złości o kursie szybkiego czytania?

                                                    Nie ma opcji. Jak bedzie chciał to niech sam idzie. Ja uważam, że to barbarzyństwo czytelnicze. Mąż jest prawnikiem i czyta "normalnie" a jakoś sobie radzi z tonami dokomentów.

                                                  • jola_ep Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 17:54
                                                    > No, ale chyba nie kwestionujesz, że jest zdolne? To nie był sarkazm.

                                                    Zdolna to ja byłam. Jemu do tego daleko tongue_out

                                                    > Myślę, że tu chodzi o to przytulanie
                                                    > się do nas i słuchanie czuytania w łóżku.

                                                    To zupełnie co innego. Do dziś dzieciaki muszą sobie poczytać przed snem. W sumie fajny zwyczaj i dobry nawyk smile (moim zdaniem)

                                                    > > Moje dziecko nie ma dysleksji. Ma/miało jedynie problemy tej natury.
                                                    >
                                                    > A. Bo napisałaś wcześniej, że córka ma.

                                                    Przepraszam, wyraziłam się niejasno ("moja córka ma problemy z dysleksją"). Dokładniej - ona miała/ma problemy tej natury. (długa i trudna nauka czytania - nie potrafiła bardzo długo poskładać z literek słów, długo problemy z ortografią, ma też parę innych cech). Odpowiednie podejście spokojnie wystarczało.

                                                    > Nie ma opcji. Jak bedzie chciał to niech sam idzie. Ja uważam, że to barbarzyńs
                                                    > two czytelnicze. Mąż jest prawnikiem i czyta "normalnie" a jakoś sobie radzi z
                                                    > tonami dokomentów.

                                                    Syn koleżanki po tym kursie zaczął w końcu czytać w normalnym tempie.
                                                    Naprawdę szybkie czytanie w moim przypadku wymaga skupienia, więc w większości przypadków szkoda mi energii. Ale czasem się przydaje smile Tylko że ja samouk jestem, choć bez złych nawyków smile

                                                    Pozdrawiam
                                                    Jola
                                                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 19:21
                                                    jola_ep napisała:
                                                    .
                                                    >
                                                    > Zdolna to ja byłam. Jemu do tego daleko tongue_out

                                                    No ładnie. Mam nadzieję, że on tego nie przeczyta surprised

                                                    > To zupełnie co innego. Do dziś dzieciaki muszą sobie poczytać przed snem. W s
                                                    > umie fajny zwyczaj i dobry nawyk smile (moim zdaniem)

                                                    Ufff nareszcie nie zostałam skrytykowana smile

                                                    >
                                                    > Przepraszam, wyraziłam się niejasno ("moja córka ma problemy z dysleksją"). Dok
                                                    > ładniej - ona miała/ma problemy tej natury. (długa i trudna nauka czytania - ni
                                                    > e potrafiła bardzo długo poskładać z literek słów, długo problemy z ortografią,
                                                    > ma też parę innych cech). Odpowiednie podejście spokojnie wystarczało.

                                                    Ok. Nie znam się, więc nie mam pojęcia.

                                                    >
                                                    > Syn koleżanki po tym kursie zaczął w końcu czytać w normalnym tempie.
                                                    > Naprawdę szybkie czytanie w moim przypadku wymaga skupienia, więc w większości
                                                    > przypadków szkoda mi energii. Ale czasem się przydaje smile Tylko że ja samouk jes
                                                    > tem, choć bez złych nawyków smile

                                                    Będzie dobrze, jeśli będzie czytał tak jak mama i tyle co mama.
                                            • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:06
                                              fogito napisała:


                                              > Nie polecam, tylko piszę, że u mojego syna to świetnie działa. Czyta coraz lepi
                                              > ej i wyraźniej smile Dla mnie to naturalne, ze słucham jak dziecko czyta. Myślałam
                                              > , że wszyscy tak dzieci uczą. I szczerze jestem zdziwiona, że jednak nie.
                                              Jak najbardziej polecasz i zalecasz, zachwalasz i do tego dziwisz się że inni nie stosują, nie polecają /np. nasza nauczycielka/ i że nie wszystkie dzieci lubią. Już chyba sie pogubiłaś w tym wszystkim smile
                                              • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:16
                                                mama303 napisała:

                                                > fogito napisała:
                                                >
                                                >
                                                > > Nie polecam, tylko piszę, że u mojego syna to świetnie działa. Czyta cora
                                                > z lepi
                                                > > ej i wyraźniej smile Dla mnie to naturalne, ze słucham jak dziecko czyta. My
                                                > ślałam
                                                > > , że wszyscy tak dzieci uczą. I szczerze jestem zdziwiona, że jednak nie.
                                                >
                                                > Jak najbardziej polecasz i zalecasz, zachwalasz i do tego dziwisz się że inni
                                                > nie stosują, nie polecają /np. nasza nauczycielka/ i że nie wszystkie dzieci l
                                                > ubią. Już chyba sie pogubiłaś w tym wszystkim smile

                                                Nie pogubiłam się smile To, że większość nie czyta z dziećmi albo nie słucha jak dzieci czytają nie ma dla mnie znaczenia. A przekonywać nie mam zamiaru nikogo. Kto będzie chciał to skorzysta z mojej metody, która właściwie nie jest moja tylko raczej dosyć powszechna.
                                                • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:26
                                                  fogito napisała:

                                                  > Nie pogubiłam się smile To, że większość nie czyta z dziećmi albo nie słucha jak d
                                                  > zieci czytają nie ma dla mnie znaczenia. A przekonywać nie mam zamiaru nikogo.
                                                  > Kto będzie chciał to skorzysta z mojej metody, która właściwie nie jest moja ty
                                                  > lko raczej dosyć powszechna.
                                                  Nie o to chodzi czy Ci zalezy czy nie. Jest oczywiste że mnie także nie zależy abyś przestała swoje dziecko męczyć tym głośnym czytaniem. Co mi do tego?
                                                  Rozmawiamy tu chyba bardziej ogólnie o róznych metodach. Dzieci osiągają swoje sukcesy róznymi metodami. Ale napewno dziecko które nie lubi głośnego czytania nie jest skazane na porażkę i odwrotnie to które uwielbia głosne czytanie nie ma zapewnionego sukcesu w wynikach w nauce i w życiu.
                                                  • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 20:31
                                                    mama303 napisała:
                                                    >. Jest oczywiste że mnie także nie zależy
                                                    > abyś przestała swoje dziecko męczyć tym głośnym czytaniem. Co mi do tego?

                                                    Ufff ulżyło mi wink

                                                    Ale napewno dziecko które nie lubi głośnego czytania
                                                    > nie jest skazane na porażkę i odwrotnie to które uwielbia głosne czytanie nie m
                                                    > a zapewnionego sukcesu w wynikach w nauce i w życiu.

                                                    A czy ktokolwiek coś takiego napisał?
                                            • mamusia1999 Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 13:34
                                              moj Mlody 7 miesiac w szkole. czytaja na glos pojedyncze sylaby przy wprowadzaniu nowego dzwieku, teksty na glos.....jakis raz na miesiac...wtedy dostaja "ksiazeczki" do pokolorowania, zaznaczaja lukami sylaby i dopiero potem czytaja - ci, ktorzy potrafia. cala nauka cztyania odbywa sie na laczeniu wyrazow z obrazkami. teraz juz zdan: rolnik chwali swoje krowy, a obrazki sa trzy: rolnik chwali krowy, rolnik gani krowy, clown chwali krowy.
                                              • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 13:49
                                                mamusia1999 napisała:

                                                > moj Mlody 7 miesiac w szkole. czytaja na glos pojedyncze sylaby przy wprowadzan
                                                > iu nowego dzwieku, teksty na glos.....jakis raz na miesiac...wtedy dostaja "ksi
                                                > azeczki" do pokolorowania, zaznaczaja lukami sylaby i dopiero potem czytaja - c
                                                > i, ktorzy potrafia. cala nauka cztyania odbywa sie na laczeniu wyrazow z obrazk
                                                > ami. teraz juz zdan: rolnik chwali swoje krowy, a obrazki sa trzy: rolnik chwal
                                                > i krowy, rolnik gani krowy, clown chwali krowy.

                                                a to szkolna zerówka czy I klasa?

                                                Niezły jest ten tekst "clown chwali krowy" coś takiego to by do głowy nie przyszło. No i ten clown jest po angielsku napisany.
                                                • mamusia1999 Re: przekornie....dlaczego nie? 25.03.11, 20:00
                                                  eeee.....my w DE : 6latki ida do szkoly do 1kl. ostatni rok w przedszkolu to przygotowanie do szkoly. ale nie ucza sie tam liter tylko raczej stylu pracy, indywidualnie podrasowuja konieczne zdolnosci np. manualne, maja projekty "badawcze" i zespoly. licza przedmioty, uzupelniaja braki na obrazkach, rozpoznaja i kontynuuja wzory. to jest "nowa" polska zerowka?

                                                  na ile nauczyli sie sie czytac: testy byly na rozgrzewke 10min (beda 5min). na szybkosc czytania: test wyboru, zakreslic prawidlowe slowo (1 z 4) do obrazka, maksymalna liczba punktow 70
                                                  na zrozumienie przytoczony clown (po niem. tez sie tak pisze) z krowami, maksimum punktow chyba 30.
                                                  zalozenie jest takie, ze dzieci nanosza co miesiac swoje wyniki na wykres i widza jak sie poprawiaja. ciekawe jak zmowtywuja mojego Mlodego, skoro wystartowal od maksimum. wynikow innych zdieci nie znam.
                                              • mamusia1999 Re: przekornie....dlaczego nie? 23.03.11, 14:01
                                                owszem :"domowy", dobrowolny program czytelniczy oparty jest na glosnym czytaniu. ale to raczej ulatwienie dla rodzicow, konstruowanie zadan czytelniczych to bylby full time job.

                                                no i bez glosnego czytania chyba trudno wczesnie wychwycic dysleksje. tu juz tylko domniemywam, prz podejrzeniu o dysleksje w poradni corka przyjaciolki wlasnie na glos musiala cos przeczytac. IMO logiczne. jest dysleksja kompletnie uniemozliwiajaca zlozenie wyrazu. ale spora czesc dyslektykow "tylko" opuszcza wyrazy, linijki, czyta co innego niz jest napisane (czyta calosciowo, odgaduje wyraz po poszlakach typu pierwsza i ostatnia litera). i dopiero daleko w lesie, przy zlozonych tekstach wynikaja z tego luki w zrozumieniu. na glos wyjda wczesniej.
                                  • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 09:59
                                    Zupełnie nie rozumiem propagowanej przez szkołę brytyjską nauki czytania dla sa
                                    > mej sztuki czytania.

                                    nie, mama 303, po prostu jest to ich sposób radzenia sobie z NAJNIZSZYM intelektualnym potencjałem i w ten sposób zapewnienia ze nawet osoby, ktore sa "troche powyzej kreski" (nie wiem czy wiesz co to oznacza- to dzieci troche powyzej uznania ich za lekko uposledzone w pewnych wzgledach) te umiejetnosc posiada. sorki, w stanach jest to samo, nawet ostatnio ze szwagirka uczaca w junior school rozmawiałam- i ona mowi, ze licza na rozsadek rodziców, ktory najczesciej jest. wiec czytac tak, ale jezeli dziecko to dobrzez robi, to oczywiscie cicho. ale czasem na rozsadek nie ma co liczyc... a wymieniona szkola, zreszta jak wszystkei szkoly brytyjskie i amerykanskie w polsce jest slaba, i nieprzygotowana na radzenie sobie ze slabymi dziecmi (dwujezcznymi, albo non-native)

                                    Może w języku angielkim ta artykulacja jest ważna gdzie in
                                    > aczej się pisze a inaczej wymawia więc przenoszą te metody na nauke czytania w
                                    > języku polskim, co jest poprostu zbędne i do niczego niepotrzebne.

                                    zapewniam cie (nie fogito, bo jej nic nie zapewni) ze od jakis 30 lat nie uczy sie wymowy (brrr, artykulacj adotyczy czegos calkiem innego, nie wiem dlaczego to slowo jest powtarzane) poprzez glosne czytanie. przy subwokalizacji nieznanego slowa tez masz do czynienia z wymowa. wymowy uczy sie poprzez mowienie....
                                    • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 10:16
                                      kunnegunnda napisała:

                                      > Zupełnie nie rozumiem propagowanej przez szkołę brytyjską nauki czytania dla
                                      > sa
                                      > > mej sztuki czytania.

                                      > nie, mama 303, po prostu jest to ich sposób radzenia sobie z NAJNIZSZYM intelek
                                      > tualnym potencjałem i w ten sposób zapewnienia ze nawet osoby, ktore sa "troche
                                      > powyzej kreski" (nie wiem czy wiesz co to oznacza- to dzieci troche powyzej uz
                                      > nania ich za lekko uposledzone w pewnych wzgledach) te umiejetnosc posiada. sor
                                      > ki, w stanach jest to samo, nawet ostatnio ze szwagirka uczaca w junior school
                                      > rozmawiałam- i ona mowi, ze licza na rozsadek rodziców, ktory najczesciej jest.
                                      > wiec czytac tak, ale jezeli dziecko to dobrzez robi, to oczywiscie cicho. ale
                                      > czasem na rozsadek nie ma co liczyc... a wymieniona szkola, zreszta jak wszystk
                                      > ei szkoly brytyjskie i amerykanskie w polsce jest slaba, i nieprzygotowana na r
                                      > adzenie sobie ze slabymi dziecmi (dwujezcznymi, albo non-native)

                                      zczynasz wpadać w paranoję surprised

                                    • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 18:07
                                      kunnegunnda napisała:
                                      >a wymieniona szkola, zreszta jak wszystk
                                      > ei szkoly brytyjskie i amerykanskie w polsce jest slaba, i nieprzygotowana na r
                                      > adzenie sobie ze slabymi dziecmi (dwujezcznymi, albo non-native)
                                      Trochę z innej beczki: Kiedyś weszłam na stronę szkoły brytyjskiej w W-wie i sie przeraziłam ich językiem polskim. To wstyd, żeby nie zadali sobie trudu aby przetłumaczyć poprawnie z angielskiego na polski. Takie kaleczenie języka polskiego na oficjalnej stronie informacyjnej to jakos karane powinno być smile
                                      • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 20.03.11, 22:07
                                        mama303 napisała:
                                        > Trochę z innej beczki: Kiedyś weszłam na stronę szkoły brytyjskiej w W-wie i s
                                        > ie przeraziłam ich językiem polskim. To wstyd, żeby nie zadali sobie trudu aby
                                        > przetłumaczyć poprawnie z angielskiego na polski. Takie kaleczenie języka polsk
                                        > iego na oficjalnej stronie informacyjnej to jakos karane powinno być smile

                                        I tu masz rację. Nie chce im się po prostu.
                                        Ale idąc do szkoły brytyjskiej każdy ma świadomość, że polskiego będzie mniej niż w polskiej szkole.
                                        • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 21:00
                                          a jak wchodzisz na stronke firmy polskiej i widzisz ze ma kulawym pseudoangielskim napisane, to co o niej myslisz? btw, wlasnie sie z 2 kwiatków angielskich z mezem tam zasmiewalismy. strona napisana okropnym jezykiem.
                                          • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 21:17
                                            kunnegunnda napisała:

                                            > a jak wchodzisz na stronke firmy polskiej i widzisz ze ma kulawym pseudoangiels
                                            > kim napisane, to co o niej myslisz? btw, wlasnie sie z 2 kwiatków angielskich z
                                            > mezem tam zasmiewalismy. strona napisana okropnym jezykiem.

                                            W kraju, w któym prezydent nie umie napisac poprawnie słowa 'ból' i pisze 'bul' to mnie już nic nie zdziwi. Może miał na myśli red bull, kto go wie.
                                            Co nie zmienia faktu iż cieszę się, że to on jest prezydentem.
                                            • kunnegunnda Re: przekornie....dlaczego nie? 21.03.11, 21:24
                                              i oczywiscie usprawiedliwia to wszsytkich polaków, nawet tych madrzacych sie bez wytchnienia
                                              • fogito Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 09:04
                                                kunnegunnda napisała:

                                                > i oczywiscie usprawiedliwia to wszsytkich polaków, nawet tych madrzacych sie be
                                                > z wytchnienia

                                                Sama się mądrzysz bez wytchnienia a na dodatek jesteś niegrzeczna (jak mawia moje dziecko) więc chyba znasz odpowiedź...
                                          • mama303 Re: przekornie....dlaczego nie? 22.03.11, 18:03
                                            kunnegunnda napisała:

                                            > a jak wchodzisz na stronke firmy polskiej i widzisz ze ma kulawym pseudoangiels
                                            > kim napisane, to co o niej myslisz? btw, wlasnie sie z 2 kwiatków angielskich z
                                            > mezem tam zasmiewalismy. strona napisana okropnym jezykiem.

                                            Jak dla mnie to niechlujstwo i bylejakość niezależnie czy to tłumaczenie z polskiego na angielski czy tez odwrotnie.
    • jakw Re: Jak to jest z 6latkami? 10.03.11, 22:23
      Moja starsza zaczęła całkiem składnie czytać mając lat 6,5. Dłuższe teksty samodzielnie czytała ze 2-3 miesiące później. I zdaje się, że jednak była wyjątkiem.
      Młodszej do 6-ciu jescze trochę brakuje, ale czytaniem zaczyna się dopiero interesować, więc wątpię, żeby w ciągu najbliższego pół roku osiągnęła oszałamiającą umiejętność czytania.
    • kocie-wasy Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 12:00
      Mój czterolatek zna duże i małe litery drukowane, składa litery i potrafi przeczytać większość wyrazów. Wśród jego znajomych rówieśników jest dużo dzieci znających litery i składających proste słowa.
    • mama-ola Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 16:18
      Skoro jest tak dobrze, tzn. większość 6-latków zna litery, ba, 4- i 5-latki znają, to czemu dzieci uczą się tego tak późno? Może czas zerwać z fikcją i wprowadzić naukę czytania w przedszkolu wink
      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 16:21
        mama-ola napisała:

        > Skoro jest tak dobrze, tzn. większość 6-latków zna litery, ba, 4- i 5-latki zna
        > ją, to czemu dzieci uczą się tego tak późno? Może czas zerwać z fikcją i wprowa
        > dzić naukę czytania w przedszkolu wink

        Dokładnie tak. Dzieci powinny zacząć poznawać litery w wieku 5 lat i uczyć się czytać sylabami.
        • mama-ola Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 17:00
          Ja umiałam czytać w wieku 4 lat. Nudziłam się potwornie w zerówce i psułam pani szyki. Pamiętam, że mieliśmy w wyrazie aparat wstawić tylko 3 razy a w określonych miejscach, a ja wpisałam cały wyraz. Sobie i większości innych dzieci. Dostałam ochrzan. A potem w I klasie od nowa to samo, o jak osa, a jak aparat, a ja już czytałam powieści...
          Zgadałam się niedawno z kolegą, że on też umiał czytać przed szkołą i miał w szkole wrażenie, że to jest taka gra: on udaje, że nie umie, a pani udaje, że nie wie, że dzieci to już dawno umieją. Jak pani zadawała zadanie domowe, to kazała je zapamiętać (bo przeciez napisać nie umieją), a mój kolega ukradkiem (!) zapisywał, bo zapamiętać nie umiał.
          (Ktoś ma podobne wspomnienia?...)

          A co do przedszkola: podobnio jest zakaz uczenia pisania, coś mi się obiło o uszy. Że w przedszkolach nie wolno uczyć liter i czytania.
          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 17:29
            mama-ola napisała:
            > Zgadałam się niedawno z kolegą, że on też umiał czytać przed szkołą i miał w sz
            > kole wrażenie, że to jest taka gra: on udaje, że nie umie, a pani udaje, że nie
            > wie, że dzieci to już dawno umieją. Jak pani zadawała zadanie domowe, to kazał
            > a je zapamiętać (bo przeciez napisać nie umieją), a mój kolega ukradkiem (!) za
            > pisywał, bo zapamiętać nie umiał.
            > (Ktoś ma podobne wspomnienia?...)

            Mam identyczne wspomnienia. Wieczna nuda.

            >
            > A co do przedszkola: podobnio jest zakaz uczenia pisania, coś mi się obiło o us
            > zy. Że w przedszkolach nie wolno uczyć liter i czytania.

            Tak. To paranoja owej reformy.
            • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 22:56
              fogito napisała:


              > Mam identyczne wspomnienia. Wieczna nuda.

              No i po co to wczesne czytaniewink żeby się nudzić?
              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:56
                mama303 napisała:

                > fogito napisała:
                >
                >
                > > Mam identyczne wspomnienia. Wieczna nuda.
                >
                > No i po co to wczesne czytaniewink żeby się nudzić?

                Nie nudziłam się przy czytaniu tylko w czasie lekcji, bo już wszystko umiałam. Jako jedyna z klasy poszłam na studia więc to chyba o czymś świadczy.
                • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:11
                  fogito napisała:


                  > Jako jedyna z klasy poszłam na studia więc to chyba o czymś świadczy.
                  Ja tez skończyłam studia a wcale się w szkole nie nudziłam, czytac nauczyłam się w szkole jak większość moich kolegów z klasy. No i ponad połowa poszła na studia. O czym to świadczy?
                  • przeciwcialo Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:41
                    he...he,
                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 10:01
                    mama303 napisała:

                    > fogito napisała:
                    >
                    >
                    > > Jako jedyna z klasy poszłam na studia więc to chyba o czymś świadczy.
                    > Ja tez skończyłam studia a wcale się w szkole nie nudziłam, czytac nauczyłam s
                    > ię w szkole jak większość moich kolegów z klasy. No i ponad połowa poszła na st
                    > udia. O czym to świadczy?

                    Świadczy o tym, że zapewne twoja podstawówka była w mieście wink
                    Ale wyobraź sobie grupę dzieciaków, których nie wspierają w nauce rodzice i które tylko i wyłącznie idą szkolnym programem. Często efekt tego jest mizerny, jeśli nie ma nacisku na nauke w domu.
                    • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 16:18
                      fogito napisała:

                      > Świadczy o tym, że zapewne twoja podstawówka była w mieście wink
                      Ale co to ma do rzeczy?

                      > Ale wyobraź sobie grupę dzieciaków, których nie wspierają w nauce rodzice i któ
                      > re tylko i wyłącznie idą szkolnym programem. Często efekt tego jest mizerny, je
                      > śli nie ma nacisku na nauke w domu.

                      U mnie w domu w ogóle nie było nacisku na naukę, ja lubiłam sie uczyć bez jakichkolwiek nacisków i wiele moich koleżanek również. W czasach mojej podstawówki rodzice sie tak nie angażowali w edukację dzieci. Nikt niczego nie przyśpieszał, nie wyprzedzał programu, ludzie uczyli sie normalnym trybem, pokończyli studia, języka i to biegle kilkoro nauczyło się już po podstawówce.
                      • mamabasia Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 08:32
                        Teraz gdyby rodzice zjęli sie swoim życiem a nie wpychaniem dzieciaków w wyścig szczurów to wszyscy by na tym skorzystali. Mama303 ma racje.
                        • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 15:52
                          mamabasia napisała:

                          > Teraz gdyby rodzice zjęli sie swoim życiem a nie wpychaniem dzieciaków w wyścig
                          > szczurów to wszyscy by na tym skorzystali. Mama303 ma racje.

                          Jak będziemy tak myślec, to Polska nadal będzie w ogonie krajów rozwiniętych uncertain
                          • mamusia1999 Re: Jak to jest z 6latkami? 15.03.11, 11:08
                            a powinna koniecznie doszlusowac do czolowki swiatowej w liczbie (oblezonych) psychoterapeutow i milionow wydawanych przez rodzicow na korki. osobiscie mieszkam w takim korkowym eldorado i chyba zainwestuje w adekwatny serwis w PL - juz za moment to bedzie lepszy biznes niz prywatne szkoly.
                            • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 15.03.11, 11:56
                              mamusia1999 napisała:

                              > a powinna koniecznie doszlusowac do czolowki swiatowej w liczbie (oblezonych) p
                              > sychoterapeutow i milionow wydawanych przez rodzicow na korki. osobiscie mieszk
                              > am w takim korkowym eldorado i chyba zainwestuje w adekwatny serwis w PL - juz
                              > za moment to bedzie lepszy biznes niz prywatne szkoly.

                              smile Wszyscy tu o skrajnościach a uczyć to się nikomu nie chce...
                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 15:51
                        mama303 napisała:

                        > > Świadczy o tym, że zapewne twoja podstawówka była w mieście wink
                        > Ale co to ma do rzeczy?

                        Ma tyle, że zapewne nauczyciele byli lepsi i rodzice jednak trzymali rękę na pulsie. W małych wsiach nie ma kto zmotywować dzieci do nauki a program szkolny to raczej minimum, które nie pozwala nawet zdać do dobrego liceum nie mówiąc już o studiach.

                        > U mnie w domu w ogóle nie było nacisku na naukę, ja lubiłam sie uczyć bez jakic
                        > hkolwiek nacisków i wiele moich koleżanek również. W czasach mojej podstawówki
                        > rodzice sie tak nie angażowali w edukację dzieci.

                        A w moich czasach (lata 70te) moja mama bardzo się angażowała, bo sama będąc nauczycielem wiedziała jakie dzieciaki mają braki w wiedzy przychodząc do liceum. Wtedy były egzaminy, jeśli pamiętasz.

                        Nikt niczego nie przyśpieszał
                        > , nie wyprzedzał programu, ludzie uczyli sie normalnym trybem, pokończyli studi
                        > a, języka i to biegle kilkoro nauczyło się już po podstawówce.

                        No i super. Ale czy to wystarczy. Patrząc na rozwój naszego kraju to jakoś skoku cywilizacyjnego nie widzę uncertain
                        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 18:29
                          fogito napisała:


                          > Ma tyle, że zapewne nauczyciele byli lepsi i rodzice jednak trzymali rękę na pu
                          > lsie.

                          W czasach mojej podstawówki /a zaczęłam edukacje w wieku 7 lat/ rodzice nie trzymali ręki na pulsie. Moja matka pedagog daleka była także od ingerencji. Uważała że ważniejsza od wczesnych postepów w edukacji jest samodzielnosc dziecka i branie za te naukę odpowiedzialności. Inaczej mówiąc lepiej jak dziecko ma nawet gorsze wyniki ale to są JEGO wyniki a nie mamusi.
                          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 18:31
                            mama303 napisała:

                            > fogito napisała:
                            >
                            >
                            > > Ma tyle, że zapewne nauczyciele byli lepsi i rodzice jednak trzymali rękę
                            > na pu
                            > > lsie.
                            >
                            > W czasach mojej podstawówki /a zaczęłam edukacje w wieku 7 lat/ rodzice nie trz
                            > ymali ręki na pulsie. Moja matka pedagog daleka była także od ingerencji. Uważa
                            > ła że ważniejsza od wczesnych postepów w edukacji jest samodzielnosc dziecka i
                            > branie za te naukę odpowiedzialności. Inaczej mówiąc lepiej jak dziecko ma nawe
                            > t gorsze wyniki ale to są JEGO wyniki a nie mamusi.

                            A kto powiedział, że należy za dziecko lekcje odrabiać? Wystarczy mieć kontrolę nad tym co robi i kiedy robi.
        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 22:53
          fogito napisała:


          > Dokładnie tak. Dzieci powinny zacząć poznawać litery w wieku 5 lat i uczyć się
          > czytać sylabami.

          Ja uważam, że to stanowczo za wcześnie i właciwie zupełnie niepotrzebne w tym wieku. Jak któreś chce prosze bardzo, na siłę przymuszanie, niegotowym dzieciom może uczynic więcej krzywdy niż pożytku.
          • kunnegunnda Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 23:44
            a kto powiedział, ze nieprzygotowanym? wiele dzieci jest przygotowanych i mogliby stosunkowo malym nakladem osiagnac czytanie w krtokim okresie. a dalej maja czas, zeby doskonalic umiejetności techniczne, bo to ich brak najczesciej powoduje ze dzieci malo czytaja: trudnosci je zniechecaja. a lektur baaaardzo ciekawych dla 6 latkow jest co niemiara!
            • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 23:50
              kunnegunnda napisała:

              > a kto powiedział, ze nieprzygotowanym?

              Ja! uważam że wiele dzieciaków nie jest gotowych do nauki czytania więc po co? Dzieci rozwijaja się w różnym tempie.
              • kunnegunnda Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:33
                wiele jest przygotowanych, rozne metody czytania mozna wprowadzac od ok 2 roku zycia!
                panie (z tak jakos 30 letnim doswiadczeniem) z zerowki, do ktorej chodzi mala twierdza, ze przy minimalnej wspolpracy rodzicow wiekszosc dzieci by czytala.go zasobu znacznie,
                po co? ot, dla rozwoju. czytanie rozwija. i ubiegam twoje stwierdzenie, ze maja czas na zabawe i inne umiejetnosci- tak, ale 2-3 minuty pracy dzienie nie uszczuplaja tego zasobu jakos strasznie, a dziecko rozwijaja.
                • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:49
                  kunnegunnda napisała:

                  > wiele jest przygotowanych, rozne metody czytania mozna wprowadzac od ok 2 roku
                  > zycia!
                  > panie (z tak jakos 30 letnim doswiadczeniem) z zerowki, do ktorej chodzi mala t
                  > wierdza, ze przy minimalnej wspolpracy rodzicow wiekszosc dzieci by czytala.

                  Moja mama uczyła dzieci w zerówkach czytania wiele lat i jest dokładnie innego zdania. > zasobu znacznie

                  > po co? ot, dla rozwoju. czytanie rozwija.

                  Pod warunkiem że dziecko chce, jest gotowe, zainteresowane i go to nie męczy! Jeśli nie to może przynieść więcej szkody niż pożytku. Rozwija także wiele innych rzeczy, sztuka czytania jest na szarym końcu w tym rozwoju.

                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 10:18
                    mama303 napisała:

                    > Moja mama uczyła dzieci w zerówkach czytania wiele lat i jest dokładnie innego
                    > zdania.

                    Jeśli tacy nauczyciele pracują w szkołach to tym bardziej należy dziecko uczyć w domu.

                    > Pod warunkiem że dziecko chce, jest gotowe, zainteresowane i go to nie męczy!

                    Dziecko zawsze będzie chciało, bo dzieci uwielbiają jak im rodzice czytają i uwielbiają same coś przeczytać. Trzeba do tego podejść umiejętnie. Bez nacisku, ale konsekwentnie. Małe dzieci wszystko szybko przyswajają i nie są jeszcze tak leniwe jak np. siedmiolatki. Im dalej w las tym człowiekowi bardziej się nie chce.


                    > Jeśli nie to może przynieść więcej szkody niż pożytku. Rozwija także wiele inny
                    > ch rzeczy, sztuka czytania jest na szarym końcu w tym rozwoju.

                    I tu tkwi problem. Bo dla mnie sztuka pisania i czytania to podstawa dalszego rozwoju intelektualnego. Bez tego nie da się zacząć.

                    Cały czas nie wiem jakie też szkody mogłoby komukolwiek przynieść wczesne czytanie surprised Dla mnie to absurd absurdów.

                    >
                    • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 16:28
                      fogito napisała:

                      > Jeśli tacy nauczyciele pracują w szkołach to tym bardziej należy dziecko uczyć
                      > w domu.
                      Moja matka skończyła studia w tym kierunku, była logopedą, stykała sie z rozmaitymi problemami wczesnej edukacji dzieci. Była cenionym specjalistą w swojej dziedzinie.


                      > Dziecko zawsze będzie chciało, bo dzieci uwielbiają jak im rodzice czytają i uwielbiają same coś przeczytać.

                      Pierwsze tak, drugie niestety już nie! To znaczy nie wszystkie dzieci, a w zasadzie mniejszość garnie się do samodzielnego czytania. Jak chcesz przymusić takie dziecko?, pracowałaś kiedyś z innymi dziećmi czy tylko z własnym, który akurat to lubi?
                      • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 13.03.11, 15:57
                        mama303 napisała:

                        > fogito napisała:
                        >
                        > > Jeśli tacy nauczyciele pracują w szkołach to tym bardziej należy dziecko
                        > uczyć
                        > > w domu.
                        > Moja matka skończyła studia w tym kierunku, była logopedą, stykała sie z rozma
                        > itymi problemami wczesnej edukacji dzieci. Była cenionym specjalistą w swojej d
                        > ziedzinie.

                        No to super, bo ja znam wielu logopedów. I akurat oni zalecają wczesną naukę czytania dla dzieci z problemami wymowy. Bo łatwiej jest coś powiedzieć jak się to widzi. Czyli np. wyraźnie sylabę 'SZA'


                        > > Dziecko zawsze będzie chciało, bo dzieci uwielbiają jak im rodzice czytaj
                        > ą i uwielbiają same coś przeczytać.
                        >
                        > Pierwsze tak, drugie niestety już nie! To znaczy nie wszystkie dzieci, a w zasa
                        > dzie mniejszość garnie się do samodzielnego czytania.

                        Wiesz, tak to możemy sobie do końca świata gadać wink Skąd wiesz, że mniejszość?

                        Jak chcesz przymusić taki
                        > e dziecko?,

                        Dziecka nie da się przymusić. Dziecko trzeba zainteresować smile

                        pracowałaś kiedyś z innymi dziećmi czy tylko z własnym, który akura
                        > t to lubi?

                        Nie pracowałam, ale chodzę z synem do poradni dla dzieci niesłyszących. I takie dzieciaki o wiele szybciej są uczone czytania i często lepiej mówią niż słyszący rówieśnicy. Nie słyszałam też, żeby były bite i stawiane do kąta surprised
                        Poza tym syn był w Montessori. Tam też dzieciaki szybciej zaczynaja poznawać litery.
                        • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 18:35
                          fogito napisała:


                          > Wiesz, tak to możemy sobie do końca świata gadać wink Skąd wiesz, że mniejszość?

                          Jak juz pisałam, moja mama mi powiedziała. Przez lata nauczałą /w formie zabawy!/sześciolatki czytać smile

                          > Nie pracowałam, ale chodzę z synem do poradni dla dzieci niesłyszących. I takie
                          > dzieciaki o wiele szybciej są uczone czytania i często lepiej mówią niż słyszą
                          > cy rówieśnicy. Nie słyszałam też, żeby były bite i stawiane do kąta surprised
                          > Poza tym syn był w Montessori. Tam też dzieciaki szybciej zaczynaja poznawać li
                          > tery.


                          może tak jest z dziećmi niesłyszącymi, a co to ma do rzeczy?
                          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 19:33
                            mama303 napisała:

                            >> Jak juz pisałam, moja mama mi powiedziała.

                            To jest argument nie do zbicia smile

                            >
                            > > Nie pracowałam, ale chodzę z synem do poradni dla dzieci niesłyszących. I
                            > takie
                            > > dzieciaki o wiele szybciej są uczone czytania i często lepiej mówią niż s
                            > łyszą
                            > > cy rówieśnicy. Nie słyszałam też, żeby były bite i stawiane do kąta surprised
                            > > Poza tym syn był w Montessori. Tam też dzieciaki szybciej zaczynaja pozna
                            > wać li
                            > > tery.
                            >
                            >
                            > może tak jest z dziećmi niesłyszącymi, a co to ma do rzeczy?

                            To ma do rzeczy tyle, że każdego dzieciaka można nauczyć czytać wcześniej. Bo skoro dzieciaki z takimi problemami są w stanie to zrobić to tym bardziej zdrowy rówieśnik.
                            Obawiam się, że główną przeszkodą w nauczaniu małych dzieci jest lenistwo dorosłych i samych dzieci. A to już jest niesety nasza cecha narodowa uncertain
          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:00
            mama303 napisała:

            > fogito napisała:
            >
            >
            > > Dokładnie tak. Dzieci powinny zacząć poznawać litery w wieku 5 lat i uczy
            > ć się
            > > czytać sylabami.
            >
            > Ja uważam, że to stanowczo za wcześnie i właciwie zupełnie niepotrzebne w tym w
            > ieku. Jak któreś chce prosze bardzo, na siłę przymuszanie, niegotowym dzieciom
            > może uczynic więcej krzywdy niż pożytku.

            Ale dlaczego za wcześnie? I dlaczego niepotrzebne w tym wieku? I dlaczego uważasz, że dzieci są niegotowe? I o jakiej krzywdzie ty piszesz. Dzieciaki mają tak pojemne mózgi, że im to czytanie wchodzi jak nóż w masło. Im później zaczynasz tym bardziej im się nie chce. Bo nauka czytania to może być świetna zabawa.
            Dzieci są gotowe jak najbardziej. To rodzicom się nie chce wykonać ten wysiłek i dlatego czekaja aż szkoła nauczy. Bo tak jest wygodniej. Ale czy lepiej dla dziecka?
            • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:17
              fogito napisała:


              > Ale dlaczego za wcześnie? I dlaczego niepotrzebne w tym wieku? I dlaczego uważa
              > sz, że dzieci są niegotowe?

              A dlaczego Ty uważasz że są gotowe?

              > Bo nauka czytania to może być świetna zabawa.

              Może ale nie dla wszystkich dzieci!

              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 10:08
                mama303 napisała:

                > fogito napisała:
                >
                >
                > > Ale dlaczego za wcześnie? I dlaczego niepotrzebne w tym wieku? I dlaczego
                > uważa
                > > sz, że dzieci są niegotowe?
                >
                > A dlaczego Ty uważasz że są gotowe?

                Bo obserwuję znane mi dzieci i widzę, że świetnie im ta nauka od 5 roku życia idzie. W większości są to dzieci dwujęzyczne, które opanowują czytanie i pisanie w dwóch językach jednocześnie. Więc chyba nauczenie się czytania w jednym języku nie powinno sprawiać problemu. Bo jest z założenia o połowę łatwiej wink


                > > Bo nauka czytania to może być świetna zabawa.
                >
                > Może ale nie dla wszystkich dzieci!
                >

                Byłaby dla wszystkich, gdyby były dobrze uczone. Siedzenie w ławce przez 5 godzin bez ruchu z małymi przerwami to nie jest dobry sposób na nauke tylko na znęcanie się.
    • esi1 Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 19:58
      Nie wiem jak ma większość i nie czytałam wszystkich powyższych wypowiedzi, więc może okaże się, że moje dzieci są "opóźnione" wink
      Mój syn litery poznawał dopiero w zerówce, jak miał 6 lat (wcześniej go interesowało jedynie jak się podpisać). Do I klasy poszedł nie umiejąc czytać. Teraz jest w II klasie - czyta bez problemu.
      Córka jest z roku 2005. Od września może iść do szkoły lub zostać w przedszkolu. Liter wszystkich nie zna, ale może coś z niej wyrośnie wink
      • yula Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 20:43
        Oczywiście że opóźnione, tu przecież połowa forumowiczek sama czytała jeszcze w pampersach a ich dzieci to w ogóle w łonie matki już czytały z zacięciem wojnę i pokój tongue_out
        • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 11.03.11, 20:59
          yula napisała:

          > Oczywiście że opóźnione, tu przecież połowa forumowiczek sama czytała jeszcze w
          > pampersach a ich dzieci to w ogóle w łonie matki już czytały z zacięciem wojnę
          > i pokój tongue_out

          a jak się ma ta teza do faktu, że większość forumowiczek chce trzymać dzieci w przedszkolach jak najdłużej i nie martwi się wcale ich kiepskim czytaniem?

          ps. w moich czasach pampersów w POlsce nie było surprised
          • rolly_mo Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:18
            Hm, nie wrzucajcie wszystkich do jednego worka.
            Ja akurat zaliczam się do matek, które trzymają dziecko w zerówce przedszkolnej i jakoś mi to snu z oczu nie spędza. Nie chodzi tylko o to na ike dziecko płynnie czyta czy nie czyta, czy dodaje, liczy i mnoży do 100 i czy rowiązuje zadania tekstowe smile tylko głównie o to czy dzieciak nie zostanie zahukany w szkole, tzn. czy jest na tyle dojrzały emocjonalnie i społecznie, aby do tej szkoły iść wcześniej. Zależy też od dziecka, jego charakteru. Moja młoda akurat z tych nieśmiałych jest i widzę, ze ten rok przedszkola daje jej dużo.
            Także naprawdę nie licytujcie się, bo zaraz się okaze, że jak dziecko 6-letnie nie potrafi rozprawki napisać to w ogóle odstaje od rówieśników i w ogóle jest do bani.
            No proszę Was, wyluzujcie trochę.
            • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 08:54
              rolly_mo napisała:

              > Ja akurat zaliczam się do matek, które trzymają dziecko w zerówce przedszkolnej
              > i jakoś mi to snu z oczu nie spędza. Nie chodzi tylko o to na ike dziecko płyn
              > nie czyta czy nie czyta, czy dodaje, liczy i mnoży do 100 i czy rowiązuje zadan
              > ia tekstowe smile

              No, ale jeśli robi to wszystko to zanudzi się w tym przedszkolu.

              tylko głównie o to czy dzieciak nie zostanie zahukany w szkole,
              > tzn. czy jest na tyle dojrzały emocjonalnie i społecznie, aby do tej szkoły iść
              > wcześniej. Zależy też od dziecka, jego charakteru. Moja młoda akurat z tych ni
              > eśmiałych jest i widzę, ze ten rok przedszkola daje jej dużo.

              I tu dotykamy problemu nieprzygotowania większości szkół do tak małych dzieci. Czyli oddzielenia grup najmłodszych od starszych. To miało być zrobione w każdej szkole państwowej, ale wiemy, że tak nie jest.
              Mój syn poszedł od września do szkoły, gdzie jest 500 uczniów. Wcześniej był w takiej, w której było 70. Przystosował się szybciutko, ale faktem jest, że tam panuje dyscyplina i maluchy są pilnowane. Przynajmniej na początku roku, bo teraz to już łażą pod byle pretekstem wszędzie zapuszczając się nawet w rejony liceum.


              > Także naprawdę nie licytujcie się, bo zaraz się okaze, że jak dziecko 6-letnie
              > nie potrafi rozprawki napisać to w ogóle odstaje od rówieśników i w ogóle jest
              > do bani.
              > No proszę Was, wyluzujcie trochę.

              Ja jestem wyluzowana wink I to nie dzieci są do bani tylko polskie szkoły i niektórzy nauczyciele. Dzieci to można wiele nauczyć, tylko kto ma to zrobić?
              • rolly_mo Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 11:38
                > > Ja akurat zaliczam się do matek, które trzymają dziecko w zerówce przedsz
                > kolnej
                > > i jakoś mi to snu z oczu nie spędza. Nie chodzi tylko o to na ike dzieck
                > o płyn
                > > nie czyta czy nie czyta, czy dodaje, liczy i mnoży do 100 i czy rowiązuje
                > zadan
                > > ia tekstowe smile
                >
                > No, ale jeśli robi to wszystko to zanudzi się w tym przedszkolu.

                Może źle się wysłowiłam chodziło mi o to, że licytujemy sie o to, które dziecko więcej umie, więcej może, a nie, że moja córa liczy pisze mnoży i dzieli. Zapewniam Cię, że w przedszkolu sie nie nudzi.

                I tu dotykamy problemu nieprzygotowania większości szkół do tak małych dzieci.
                > Czyli oddzielenia grup najmłodszych od starszych. To miało być zrobione w każde
                > j szkole państwowej, ale wiemy, że tak nie jest.
                > Mój syn poszedł od września do szkoły, gdzie jest 500 uczniów. Wcześniej był w
                > takiej, w której było 70. Przystosował się szybciutko, ale faktem jest, że tam
                > panuje dyscyplina i maluchy są pilnowane. Przynajmniej na początku roku, bo ter
                > az to już łażą pod byle pretekstem wszędzie zapuszczając się nawet w rejony lic
                > eum.

                To, że szkoły są nieprzygotowane to swoja drogą, ale widzę, ze nikt nie zastanawia się nad tym czy dzieciaki są przygotowane. I chodzi mi tu głównie o sferę emocjonalną, a nie intelektualną, bo naprawdę dzieciaki mamy bardzo mądre.
                Dzieciaki są różne tak było, jest i będzie (inaczej byłoby nudno smile), Twój syn przystosował się szybko, ale nie wszystki dzieci są takie jak Twój syn. Gorzej się integrują, nawiązują znajomości itd. Ale to już temat na osobna dyskusję. Pozdrawiam.
                • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 11:48
                  rolly_mo napisała:


                  >
                  > Może źle się wysłowiłam chodziło mi o to, że licytujemy sie o to, które dziecko
                  > więcej umie, więcej może, a nie, że moja córa liczy pisze mnoży i dzieli. Zape
                  > wniam Cię, że w przedszkolu sie nie nudzi.

                  To dobrze, że się nie nudzi, ale w szkole też pewnie by się nie nudziła wink Tu nie chodzi o licytację, tylko o wykorzystanie możliwości dzieci i uczenie ich trochę szybciej cztytania niż to jest w tej chwili robione.

                  > I tu> To, że szkoły są nieprzygotowane to swoja drogą, ale widzę, ze nikt nie zastana
                  > wia się nad tym czy dzieciaki są przygotowane.

                  Ja się zastanawiałam jak wysyłałam pięciolatka do szkoły. I on poszedł jak w dym. To ja miałam problem z emocjami wink

                  I chodzi mi tu głównie o sferę e
                  > mocjonalną, a nie intelektualną, bo naprawdę dzieciaki mamy bardzo mądre.

                  To właśnie próbuję udowodnić. Dzieci mamy mądre i trzeba to wykorzystać. A emocjonalnie to są nieprzygotowani rodzice i matki na pewno bardziej, którym się wydaje, ze ich malutkie dzieciątka sobie nie poradzą jak spotkają złego wilka czyli kolegę ze starszej klasy smile

                  > Dzieciaki są różne tak było, jest i będzie (inaczej byłoby nudno smile), Twój syn
                  > przystosował się szybko, ale nie wszystki dzieci są takie jak Twój syn.

                  Jasne, tyle, że tu sporo zależy od nauczyciela i od szkoły. Z tego co obserwuję po jego klasie i klasach równoległych, to tam nie ma mowy o nieprzystosowaniu. Te dzieciaki czują się w szkole jak ryby w wodzie. Czasami aż za bardzo.


                  Gorzej
                  > się integrują, nawiązują znajomości itd. Ale to już temat na osobna dyskusję. P
                  > ozdrawiam.

                  I do tego potrzebny jest dobry nauczyciel, który zauważy nieśmiałego i włączy go do grupy. Ale taki powinien być każdy pedagog pracujący z małymi dziećmi. Powinien oczywiście nie oznacza, że jest uncertain

                  Pozdrawiam
                  • rolly_mo Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 11:59
                    I do tego potrzebny jest dobry nauczyciel, który zauważy nieśmiałego i włączy g
                    > o do grupy. Ale taki powinien być każdy pedagog pracujący z małymi dziećmi. Pow
                    > inien oczywiście nie oznacza, że jest uncertain


                    Wszystko zależy od tego na kogo sie trafi. Życie.
                  • kunnegunnda Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 12:05
                    To właśnie próbuję udowodnić. Dzieci mamy mądre i trzeba to wykorzystać. A emocjonalnie to są nieprzygotowani rodzice i matki na pewno bardziej, którym się wydaje, ze ich malutkie dzieciątka sobie nie poradzą jak spotkają złego wilka czyli kolegę ze starszej klasy smile


                    dokładnie tak uwazamsmile
                    i nie rozumiem tego larum w podstwowkach o osobne wejscia etc, zeby dzieci sie nie stykały.
                    u nas w I klasie jest program, ze maluch dostaja opiekuna z 6 klasy, ktory im pomaga, przychodzi na przerwie, czasem zostaje z dzieckiem w swietlicy i sie bawi, pomaga w sztni, czase lekcje razem- REWELKA! coz jest takiego strasznego w tych 12 latkach????
                  • bazylea1 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 13:18
                    fogito napisała:

                    > rolly_mo napisała:
                    >
                    >> Ja się zastanawiałam jak wysyłałam pięciolatka do szkoły. I on poszedł jak w dy
                    > m. To ja miałam problem z emocjami wink

                    w Polsce?
                    • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 13:21
                      bazylea1 napisała:

                      > fogito napisała:
                      >
                      > > rolly_mo napisała:
                      > >
                      > >> Ja się zastanawiałam jak wysyłałam pięciolatka do szkoły. I on posze
                      > dł jak w dy
                      > > m. To ja miałam problem z emocjami wink
                      >
                      > w Polsce?

                      Tak, w Polsce. Jak miał 5 to poszedł do Warsaw Montessori, gdzie jest większość polskich dzieci. A mając 6 poszedł do szkoły brytyjskiej w W-wie, gdzie też jest większość Polaków i 500 uczniów, bo szkoła to równiez gimnazjum i liceum.
                • kunnegunnda niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 12.03.11, 12:01
                  ale widzę, ze nikt nie zastana wia się nad tym czy dzieciaki są przygotowane. I chodzi mi tu głównie o sferę emocjonalną, a nie intelektualną, bo naprawdę dzieciaki mamy bardzo mądre.


                  owszem, wiele osob sie nad tym zastanowia, vide forum to i np male dziecko. jak dl amnie zastanawia sie ZA DUZO. wiekszosc rodzicow widzi swoje dzieci jako takie dzidzie, i chce, zeby takie pozostaly! to bardzo czesto dorosli nie dorosli do tego, nie umieja zaakceptowac faktu, ze ich dzieci sa duze- nie potrafia wspomagac rozwoju emocjonalnego dzieci, sprawiaja, ze sie uwsteczniaja. na forum male dziecko jakas oszolomka martwo sie, ze dzieci 5 letnie musza odbyc przygotowanie przedszkolne, ona sowje dzieci w wieku lat 5 nazywa cycusie czy cos takiego!
                  spotkalam kiedys kolezanke z synkiem, z rozmow wiedzialam, ze ma dziecko prawie dokladnie w wieku mojej malej. czyli 5 lat. dziecko, na terenie bezpiecznym, caly czas kurczowo trzymala za reke, mlody wygladal jak wyrosniete niemowle (wiem, ze ma smoczek, ale tylko na noc...), ubrany w jakies spodnie na szelkach w kroju pajacyka (!!!- slodziarstwo). moja mloda szalala stosownie do swojego wieku, chciala jej syna wciagnac w zabawe, a ona usmiechajac sie nerwowo trzymala go coraz bardziej kurczowo, a maly sie chowal za jej nogami.... no czarna rozpacz. jak takie dziecko moze dorosnac? jego mama twierdzi, ze dzieci sa rozne i ma czasu duzo, zeby dorosnac, ale nie daje mu okazji!
                  wielu rodzicow zamiast wspierac rozwoj emocjonalny, pozwolic wygrywac i przegrywac, stwarzac okazje do popelniania bledów i nauki przez nie, dawac swobode- uwaza, ze ich dziecko to taki cycus... a potem posty o tym, jak to dzieck nie potrafi sobi radzic w szkole etc.
                  ci, ktorych dzieci niedojrzale emocjolanie do szkoly-uderzcie sie w piersi i powiedzcie, czy stwarzacie im okazje do dorosniecia, czy tylko trzymacie w inkubatorze?
                  • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 12.03.11, 12:59
                    kunnegunnda napisała:

                    > > ci, ktorych dzieci niedojrzale emocjolanie do szkoly-uderzcie sie w piersi i po
                    > wiedzcie, czy stwarzacie im okazje do dorosniecia, czy tylko trzymacie w inkuba
                    > torze?

                    No właśnie!
                  • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 12.03.11, 21:18
                    Nie zgadzam się. Nie wszyscy są tak przebojowi jak Ty. Niedługo będziesz wymagać by trzylatek był bardziej dojrzały od Ciebie. Chore.
                    • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 12.03.11, 21:34
                      rolly_mo napisała:

                      > Nie zgadzam się. Nie wszyscy są tak przebojowi jak Ty. Niedługo będziesz wymaga
                      > ć by trzylatek był bardziej dojrzały od Ciebie. Chore.

                      Może to nie do mnie... Ale chodzi o wymagania adekwatne do wieku. Nauka czytania może przebiegać w spokoju i nie nieść za sobą żadnego stresu.
                      • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 12.03.11, 23:22
                        a czego to ja niby chorego wymagam??? zeby 5 letniego dzieck anie traktowac jak cycusia tylko wlasnie adekwatnie do wieku. nie chodzi o prze\bojowosc, ale dojrzalosc emocjonalna adekwatna do wieku. i pomoc rodzicow w jej osiaganiu, a nie leczenie swoich kompleksów poprzez zatrzymywanie dziecka koło swojej spodnicy, pozwolenie na doświadczanie i dorastanie, comprehendo? co w tym chorego??
                        • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 08:47
                          To, że nie życzę sobie abyć twierdziła, że traktuję moje dziecko jak cycka i trzymam przy sobie bo mam takie widzimisię. Nigdy tak nie było, ani nie mówiłam do dziecka zdrobnieniami i takie tam. Uwazam, że moje dziecko bardzij nadawało się do przedszkolnej zerówki niż szkolnej i widzę tego pozytywne strony. A ten cały huk z 6-latkami w szkole to nie jest pomysł w trosce o dzieci tylko o to, żeby miał kto pracować m.in. na Twoją emeryturę. I nikt nie będzie mi wypychał dziecka do szkoły wcześniej, bo tak ktos wymyślił. Jakoś dzieciaki zawsze zaczynały szkołę w wieku 7 lat m.in. ja i wybacz ale nie uważam się za debila. A z Twoich wypowidzi tak wynika. Uważam tą dyskusję za bezprzedmiotową i nijak się ma do pytania autorki wątku. Jak ktoś się będzi chciał uczyć to się uczyć będzie bez względu na to w jakim wieku rozpoczyna szkołę. A rodzice to mają dopiero chore podejście siedzą z tymi dzieciakami nad lekcjami, głowią się, odrabiają zadania. Mnie nigdy nikt do zeszytów nie zaglądał i jakoś wykształcenie mam.
                          • mamabasia Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 08:53
                            Dzieci w wieku 7 lat zaczynały szkołę ale wcześniej zerówkę której program przesunął sie do pierwszej klasy. Zmiana nazewnictwa i miejsca.
                            • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:26
                              mamabasia napisała:

                              > Dzieci w wieku 7 lat zaczynały szkołę ale wcześniej zerówkę której program prze
                              > sunął sie do pierwszej klasy. Zmiana nazewnictwa i miejsca.

                              Dokładnie. Ja w wieku 6 lat poszłam do zerówki, która miała mniej więcej ten sam program co teraz pierwsza klasa. Czyli właściwie nie zmieniło się prawie nic. To jest taka pozorna reforma.
                              • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:32
                                Ja do zerówki nie chodziłam i żyję.
                                Wy mówicie o programie, poziomie itd., a ja o sferze, którą nazwałyscie trzymaniem sie matczynej kiecki.
                                • mamabasia Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:38
                                  Nie wiem ile masz lat, ja dobiegam czterdziestki i już wtedy wszyscy chodzili do zerówki.
                                  • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:40
                                    A ja jestem po trzydziestce i - napiszę jeszcze raz - do zerówki nie chodziłam
                                    • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 10:54
                                      rolly_mo napisała:

                                      > A ja jestem po trzydziestce i - napiszę jeszcze raz - do zerówki nie chodziłam

                                      ale to jest zapewne wyjątek, bo wtedy w latach 70tych i dalej była obowiązkowa dla wszystkich.
                                    • mamabasia Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 11:02
                                      To w sumie nie dziwi mnie powielanie wzorców wobez własnych dzieci.
                                      • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 15:37
                                        No to się nie dziw.
                          • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:29
                            rolly_mo napisała:

                            A ten
                            > cały huk z 6-latkami w szkole to nie jest pomysł w trosce o dzieci tylko o to,
                            > żeby miał kto pracować m.in. na Twoją emeryturę.

                            Z tym się nie zgodzę wink

                            . A rodzice to mają dopiero c
                            > hore podejście siedzą z tymi dzieciakami nad lekcjami, głowią się, odrabiają za
                            > dania. Mnie nigdy nikt do zeszytów nie zaglądał i jakoś wykształcenie mam.

                            O! A moja mama, nauczycielka matematyki w liceum zawsze mi do zeszytów zaglądała i trzymała rękę na pulsie.
                            Ja robię podobnie z moim siedmiolatkiem. I nie uważam tego za chore podejście surprised
                            • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 09:36
                              A ja spotykam codziennie w tramwaju mamusie z synkiem na oko może czwarta klasa. Tłucze temu dziecku do głowy, lekcje powtarza, tu masz powiedzieć to, tu tamto, żebyś tu napisał to, a tam tamto, to jak dziecko ma sie nauczyć samodzielnego myślenia. Nie mówię tu o sprawdzaniu dziecku zeszytów, raz na jakis czas tylko o siedzeniu z nim godzinami nad lekcjami
                              • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 10:56
                                rolly_mo napisała:

                                > A ja spotykam codziennie w tramwaju mamusie z synkiem na oko może czwarta klasa
                                > . Tłucze temu dziecku do głowy, lekcje powtarza, tu masz powiedzieć to, tu tamt
                                > o, żebyś tu napisał to, a tam tamto, to jak dziecko ma sie nauczyć samodzielneg
                                > o myślenia. Nie mówię tu o sprawdzaniu dziecku zeszytów, raz na jakis czas tylk
                                > o o siedzeniu z nim godzinami nad lekcjami

                                To jest jakiś ekstremalny przypadek, bo nie ma tym wspomaganie w nauce polega.
                                Pomiedzy nic nie robieniem a robieniem za dużo jest jeszcze morze możliwości normalnej współpracy z dzieckiem i wspomagania w nauce.
                              • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 11:28
                                rodzice sa rozni, ot. wlasnie taka mać nie pozwala dziecku dorosnąć- nie mój styl.
                                ja przez I semestr I klasy pomagalam się NUCZYC UCZYC, odrabiac zadania etc. wczesniej, duzo wczesniej rozwijałam pociąg do wiedzy, do pracy umysłowej, pokazywalam satysfakcje.
                                mlody jest w III klasie, wyniki genialne. ma. nie mam zielonego pojecia co przerabia, w ogole mnie to nie interesuje. jestem gotowa odpowiedziec na jgo pytania (czasem sie zdarzaja), podsuwam literature wg jego gustu etc, pomagam przygotowac sie do takich konkursów (kupuje ksiażki, wyszukuje materiałów w sieci, rozpisuje terminarz przygotowan, w razie potrzeby tłumacze, choć raczej rzadko) które uwazam za mądre (mlody sa sie zglasza/jest zgłaszany przez nauczycieli) do wszystkich.
                                a rodzic tłukący z dzieckim zadania, siedzacy nad karkiem- to rodzic niepozwalajacy dojrzec.
                          • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 11:38
                            To, że nie życzę sobie abyć twierdziła, że traktuję moje dziecko jak cycka i tr
                            > zymam przy sobie bo mam takie widzimisię. Nigdy tak nie było, ani nie mówiłam d
                            > o dziecka zdrobnieniami i takie tam.

                            a ja o tybie pisalam??? jakas oszołokme z malegodziecka opisuje. to ty???

                            żeby miał kto pracować m.in. na Twoją emeryturę.
                            no i dobrze, ktos musi to robic, ruch strategicznie wlasciwy. ja mam tez powazne watpliwosci czy w szkoel sredniej powinny byc 19 latki- powinny byc na studiach/zasilic rynek pracy- sa juz wystarczajaco dorosli (uprzedzam twoje watpliwosci, pracuje ze studentami, wiec wiem jacy sa)

                            I nikt nie będzie mi wypychał
                            > dziecka do szkoły wcześniej, bo tak ktos wymyślił. Jakoś dzieciaki zawsze zaczy
                            > nały szkołę w wieku 7 lat m.in. ja i wybacz ale nie uważam się za debila

                            Swiat sie zmienia, wspolczesne pokolenie jest duzo bardziej dojrzale nzi dzieci np 30 lat temu. w calym swiecie dzieci ida do szkoly w wieku 6 lat (europa poza albania i finlandia), w niektorych krajach nawet wczesniej, i to od lat. maja duzo lepsze wyniki nauczania mierzone niezaleznymi testami (np pisa) niz my. moz ewarto brac przykład z innnych, a nie kurczowo trzyma csie swoich przekonan, mimo ze sa zle?
                            tak wymyslił ktos wybrany w demokratycznych wyborach, kto ma legitymacje d wladzy. nie wiem czy jestes debilem, ale moze mogłabys wiecej i mniejszym kosztem osiagnac, bo male dzieci ucza sie szybciej?

                            A rodzice to mają dopiero chore podejście siedzą z tymi dzieciakami nad lekcjami, głowią się, odrabiają zadania
                            zaawsze była taka grupa rodziców, i nie wiedze w tym nic specjalnie zlego, chyba ze wymyka sie spod kontroli, zle sa tego proporcje. co w tym zlego, zeby pomoc? w znanych mi srodowiskach, adzieciaka mam w szkole, wielu znajomych takie dzieci ma, jest to znikomy ułamek.

                            koniec o twoim wykształceniu- sadzac po tym co piszez nie wymaga komentarza...
                            • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 15:36
                              Mamusia wszechwiedząca, oświecona, wyzwolona. Jak Ci każą skakać w ogień to też skaczesz? Chyba nie mieszkasz w Polsce, a ja o polskiej szkole piszę własnie. Jak jest, wszyscy wiemy.
                              • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 15:59
                                rolly_mo napisała:

                                Chyba nie mieszkasz w Polsce, a ja o polskiej szkole piszę własnie.
                                > Jak jest, wszyscy wiemy.

                                I tym zdaniem sama potwierdzasz, że źle się dzieje w polskiej szkole.
                                • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 17:55
                                  Chyba żyjemy w dwóch róznych światach i sie nie dogadamy. Zresztą nie liczę na to, że zmienisz zdanie. Każdy ma swoje. Pozdrawiam.
                                  • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 18:09
                                    rolly_mo napisała:

                                    > Chyba żyjemy w dwóch róznych światach i sie nie dogadamy. Zresztą nie liczę na
                                    > to, że zmienisz zdanie. Każdy ma swoje. Pozdrawiam.

                                    Mieszkam w Polsce jak najbardziej i dlatego dostrzegam te zmiany na gorsze w polskim szkolnictwie. Gdybym sama nie uczyła syna to pewnie nadal byłby na etapie poznawania liter.
                                    I masz rację w tej kwestii zdania nie zmienię.
                                    Pozdrawiam.
                                    • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 19:44
                                      Każda zostaje przy swoim.
                                      • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 19:48
                                        rolly_mo napisała:

                                        > Każda zostaje przy swoim.

                                        i nic w tym złego wink
                                        • rolly_mo Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 08:35
                                          Oczywiście, że nic w tym złego. Przynajmniej nie jest nudno, patrząc na to jak się wątek rozrósł wink
                            • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 21:37
                              w calym swiecie dzieci ida do szkoly w wieku 6 lat (europa poz
                              > a albania i finlandia), w niektorych krajach nawet wczesniej, i to od lat. maja
                              > duzo lepsze wyniki nauczania mierzone niezaleznymi testami (np pisa) niz my.

                              ???? Co to za bzdury wyssane z palca ???
                              • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 22:24
                                nie nie wyssane, po prostu inna interpretacja niz ta, autorstwa eksperta solidarnosci, zalinkowana przez ciebie.
                                jak jestes zaiteresowana, zobacz jaka była interpratacja np w gazecie
                                • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 22:59
                                  , po prostu inna interpretacja

                                  Poproszę o "interpretację", która twierdzi, iż NIE zajęliśmy 5-tego miejsca w czytaniu w Unii Europejskiej smile A które zajęliśmy i za jakimi krajami ? I na którym miejscu była Wielka Brytania ?

                                  www.thepolishobserver.co.uk/wiadomosci/1147-polscy-uczniowie-lepsi-od-brytyjskich.html
                                  kontakt24.tvn.pl/artykul,wielka-brytania-daleko-za-polska,50426.html
                                  Najgorzej jak ktoś nie ma pojęcia i zamiast się upewnić, upiera sie przy swojej niczym nie popartej "wiedzy z kosmosu" i przekazuje ją innym szerząc niewiedzę....to się nazywa ignorancja.
                              • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 13.03.11, 22:47
                                > w calym swiecie dzieci ida do szkoly w wieku 6 lat (europa poz
                                > > a albania i finlandia)


                                Pierwsza bujda, albo celowe "przeoczenie" - to nie tylko te dwa kraje - obowiązek szkolny od lat 7 : Dania, Estonia, Łotwa, Litwa, Węgry, Szwecja, Finlandia, Bułgaria i do niedawna Polska.

                                i to od lat maja
                                > > duzo lepsze wyniki nauczania mierzone niezaleznymi testami (np pisa) niz
                                > my.

                                Druga bujda albo brak wiedzy w temacie - radzę zapoznac się z wynikami badań - po co wypisywac głupoty ???

                                Teraz w czytaniu Polska zajęła dziewiąte miejsce wśród wszystkich krajów OECD(!) - w Unii jesteśmy na piątym - za Finlandią, Holandią, Belgią i Estonią.
                                Wynika z tego, iż trzy na pięc krajów, które osiągnęły najlepsze wyniki, to kraje w których obowiązek szkolny zaczyna się w wieku lat 7. Albo jesteśmy genialni, albo nasz system jest jednak sprawniejszy (albo przynajmniej nie mniej sprawny) albo trzecia opcja - to sie nijak jednak nie przekładasmile

                                www.monitor.edu.pl/newsy/wyniki-badan-pisa.html
                                • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 07:56
                                  afrikana napisała:

                                  albo trzecia opcja - to sie nijak jednak nie przekładasmile


                                  jak dla mnie ta trzecia opcja. Niestety. Ranking na pewno może nas utrzymywać w dobrym samopoczuciu. Ale real już nie.
                                  >
                                  • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 13:25
                                    to się nijak nie przekłada - miałam na mysli, TO jak szybko kto zacznie czytaćbig_grin Moim zdaniem nie ma TO znaczenia, jeśli chodzi o jakość i końcowy efekt (jak pokazują badania)smile Ktoś moze zacząć wcześnie, ale wiecznie dukać i niewiele rozumieć z tego co czyta, a ktoś może dojrzewać do tego powoli, ale potem czytać pięknie i ze zrozumieniembig_grin
                                    • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 15:37
                                      afrikana napisała:

                                      Ktoś moze zacząć wcześnie, ale wiecznie dukać
                                      > i niewiele rozumieć z tego co czyta,

                                      Takich przypadków nie znam.

                                      a ktoś może dojrzewać do tego powoli, ale
                                      > potem czytać pięknie i ze zrozumieniembig_grin

                                      W tym wypadku znam sporo przykładów.

                                      Generalnie można brzydko powiedzieć - owszem tak. Ale czytanie to nie jedno czego się trzeba nauczyć. Bo jeszcze jest kaligrafia/ortografia - i tu potrzeba trochę ćwiczeń, żeby nie bazgrać i błędów nie walić . No i matemtyka i historia i geografia i obsługa komputera (coć więcej niż włącz i wyłącz).
                                      A jak dzieciak szybciej się nauczy czytać to będzie miał więcej czasu na resztę. O aktywności fizycznej nie spominając, bo ta jest szalenie ważna smile
                                      • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 16:44
                                        > afrikana napisała:
                                        >
                                        > Ktoś moze zacząć wcześnie, ale wiecznie dukać
                                        > > i niewiele rozumieć z tego co czyta,

                                        takie dziecko szybko sie zniecheci i po prostu szybko zaniecha prob. Bardzo niewiele jest dzieci, ktore maja drive do czegos, co im latwo nie przychodzi. Dzieci nie maja na tyle dojrzalosci emocjonalnej i zyciowego doswiadczenia, zeby ocenic, ze ciezka praca moga cos osiagnac. Zostawione samym sobie, zaniechaja. Niewiele dzieci (poza Mozartem) z wlasnej, nieprzymuszonej woli bedzie cwiczylo granie na instrumencie kilka godzin dziennie, nie ma takiej mozliwosci, a to jest podstawa do opanowania instrumentu w stopniu profesjonalnym. Drive do czytania moze sie wziac wlasnie z frustracji, ze np. dziecko nie moze przeczytac instrukcji do ulubionych klockow lego, albo zlozenia resoraka. Moje dziecko sie wkurzalo jak nie moglam mu czegos tam przeczytac, co go interesowalo-wlasnie-w-tym-momencie-i-nie-mogl-dluzej-czekac, a ja w danej chwili nie mialam czasu, wiec z tego sie wzial ped na czytanie.

                                        Prawda jest taka (poparta badaniami, patrz "Feakonomics"), ze jezeli ksiazki w domu sa i rodzice czytaja i dzieci widza rodzicow z ksiazka, to one tez beda czytaly (mowimy tu o statystyce) i to sie przeklada na ogolne pozniej wyksztalcenie, czy komus sie to podoba czy nie. Tam gdzie rodzice nie czytaja i w domu nie ma ksiazek, dzieci czytac beda tylko tyle na ile beda zmuszane programem szkolnym. Moja bratowa toczy od lat walki o to, ze jej syn nie czyta lektur, nie czyta ksiazek wogole, ale tez oni nie maja ksiazek w domu, nie czytaja. Ona sama czyta jeden kryminal w wakacje, i babskie gazety, chociaz nazywa siebie osoba wyksztalcona bo uczy w matematyki w gimnazjum. I co z tego. Dziecko prawdopodobnie skonczy na jakiejs marnej, wieczorowej szkole wyzszej, a szkoda bo potencjal ma i poszedl na zmarnowanie.
                                        A czytanie przeklada sie na wszystko, niezaleznie jaka droge zyciowa ktokolwiek wybierze. Genialny matematyk nie poradzi sobie bez czytania.

                                        My dziecko jak najbardziej gnebimy matematyka i wykorzystujemy to, ze lapie w lot, jak sie mu odpowiednio rzeczy przedstawi. Dzieci sa zafascynowane liczbami i co jest najwieksze i co jest najmniejsze, wiec idac za tym mlody zna ulamki wie, ze 10E-2 jest wieksze od 10E-6, i wie, ze 10E-6 to rozmiary komorek, a 10E-9 to juz rozmiary structur komorkowych i duzych bialek, zna tez system 0-1 i umie napisac cyfry przekladajac z systemu dziesietnego na 0-1, bo kiedys sie zainteresowal i ojciec juz nie odpuscil. Umie dodawac i odejmowac w slupkach dowolne liczby i rozumie dlaczego i w domu robia cwiczenia. I tak jest i bedzie ze wszystkim.

                                        Jak widze, ze cos jest ponad jego pojecie, bo mocna abstrakcja, albo wymaga wiekszej wiedzy,jak pyta, to upraszczam, ale nie zostawiam bez odpowiedzi. W zeszlym tygodniu izolowalismy w kuchni DNA z truskawek, bo sie ze mna klocil, ze DNA to taka czarna wstazka.
                                        Jak nie wiem, idziemy do wujka googla i syn juz wie, gdzie nalezy szukac informacji: ksiazki i internet i potrafi to robic sam, nie czekajac czy ja mam czas, albo szukamy razem.

                                        Zostawione samym sobie, niektore dzieci nigdy nie wykazalyby zainteresowania czytaniem i pisaniem. Zostawiony samemu sobie mlody spokojnie moglby przesiedziec 3 godziny ciegiem przed TV, albo szlajac sie po internecie i ogladac Pokemony czy inne bakugans, ma czas mocno dawkowany, jezeli chce na komputer to najpierw musi przerobic kilka poziomow literacy program, ktory jest zalozony przez system szkolny i kazde dziecko ma swoj account i idzie swoim torem, nie jest z tego rozliczane jako tako, ale nauczyciel ma wglad w postepy. Mlody doszedl do 3 klasy i zaczynaja sie wyrazy, ktorych znaczenia nie rozumie, wiec ma znalezc synonim. Dzieki temu, ze czyta, ma bardzo bogate slownictwo, na co zwrocila nam uwage nauczycielka podczas wywiadowki, co nam umknelo, bo nam sie wydaje, ze wszystkie dzieci tak powinny mowic. Po prostu przykladamy inna miare, bo widzimy, ze ma potencjal.

                                        Dziwnie sie sklada, ze dzieci wykazuja sie dojrzaloscia czytelnicza wtedy kiedy system edukacyjny naklada na nie obowiazek, a tam gdzie ten obowiazek nakladaja wczesnie, dzieci sie wczesnie ucza i dostaja narzedzie, ktore uniezaleznia je od tych, ktorzy czytac potrafia. Tylko, ze system przyklada jedna miare do wszystkich dzeici i nie rozroznia roznic osobniczych. Od tego sa rodzice i w nosie mam, ze wybiegam duzo ponad program szkoly. Jak przerobi material szkoly sredniej, zda egzaminy, to prosze bardzo, moze z liceum zrezygnowac, moze isc na wieczorne kursy na Harvard jako licealista (znam przypadek) i zaczac przerabiac kursy uniwersyteckie na wyrost, zeby skonczyc studia jako 20-latek. System mi nie bedzie narzucal jaka droga MOJE dziecko pojdzie, to my rodzice i on bedziemy decydowali, co jest dla NIEGO dobre. Bedzie sie dobrze czul w szkole publicznej, bedzie spelniala jego i nasze oczekiwania, chociazby spoleczne i poza programowe to zostanie. Jak nie pojdziemy niekonwencjonalna droga.
                                        • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 23:56
                                          Bez przesady, NIKT nie pisał o pozostwianiu dzieci samym sobiesmile

                                          OK, myelegans - to powiedz mi tak szczerze - czy uważasz, ze WSZYSTKIE dzieci w wieku 5 lat wykazuja zainteresowanie literami i czytaniem ? Czy 5 letnie dziecko MUSI interesować się AKURAT tym ? Nie może rozwijac swoich zdolności i zainteresowań w innych, ciekawszych DLA SIEBIE dziedzinach ? Czy jesli 5 letnie dziecko jest oporne, niezbyt zainteresowane i ucieka od zabawy literakami, to powinniśmy go zmuszać ? bo wiesz...dobre chęci dorosłego czasami nie wystarcząsmile

                                          Zeby nie było - moje osobiste dziecko akurat literkami się interesuje, potrafi coś tam przeczytać i napisać, ale jako że znam sporo dzieci a i przez jakiś czas uczyłam w przedszkolu, to wiem doskonale, że nie wszystkie wykazują zainteresowanie, a wręcz mają literki w nosiebig_grin A ja uwazam, ze nie ma co zmuszać i robić coś na siłę. Większość dzieci do tego po prostu dojrzewa i samo zaczyna się w naturalny sposób interesować (jedno szybciej, drugie później). A to, że jedno dziecko nauczy się czytać w wieku 5 lat, a drugie 6 czy nawet 7, o niczym nie przesądzasmile Granica jest szeroka i płynna. Nawet niektóre szkolne dzieci nie za bardzo na początku łapią czytanie i pisanie i idzie im to mozolnie i nie najlepiej...

                                          Wiesz....nie każde dziecko musi nauczyć się grac na instrumentach. Ale na każde przyjdzie pora chęci nauczenia się czytania i pisania - to naturalne. Znam wiele osób, które nie mają pojęcia o grze na pianinie, ale ani jednej, która nie umiałaby czytać czy pisać (lepiej lub gorzej, ale to nie kwestia tego kiedy zaczął się tego akurat uczyć). A czy ktos już udowodnił, że im wcześniej, tym lepiej ? Widziałaś jak brytyjczycy wypadają w testach, przeciez zaczynają uczyc się tak wcześnie - powinni być najlepsi, a nie są smile
                                          • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 01:23
                                            afrikana napisała:

                                            > OK, myelegans - to powiedz mi tak szczerze - czy uważasz, ze WSZYSTKIE dzieci w
                                            > wieku 5 lat wykazuja zainteresowanie literami i czytaniem ? Czy 5 letnie dziec
                                            > ko MUSI interesować się AKURAT tym ? Nie może rozwijac swoich zdolności i zaint
                                            > eresowań w innych, ciekawszych DLA SIEBIE dziedzinach ? Czy jesli 5 letnie dzie
                                            > cko jest oporne, niezbyt zainteresowane i ucieka od zabawy literakami, to powin
                                            > niśmy go zmuszać ? bo wiesz...dobre chęci dorosłego czasami nie wystarcząsmile

                                            Tak, mysle, ze niezaburzone dziecko mozna nauczyc czytac w wieku 5 lat, bo widze to na calej populacji dzieci, dlaczego mialabym nie wierzyc. Do plynnosci moga duzej dochodzic, ale w mojej stanowej zerowce na baaardzo przecietnym poziomie, dzieci ucza sie liter od razu w kontekscie wyrazu. Widze jakie sa wymagania, po zadaniach domowych mojego dziecka. KAZDE dziecko w klasie na poczatku roku potrafilo napisac wlasne imie, bo liter uczy sie dzieci w przedszkolach. Na open house w czerwcu przed szkola mnostwo dzieci umialo przeczytac 3-literowe wyrazy. To byly 5latki.
                                            Moj syn nauczyl sie czytac stad: starfall.com
                                            Powiedz mi czy w takiej formie normalne, ciekawe swiata dziecko bedzie oporne? Nauczycielka mojego dziecka zeznala, ze w porownaniu z zerowka do ktorej ona chodzila, to wymagany poziom jest o wiele, wiele wyzszy i dzieci lepsze maja wyniki i ogolny rozwoj kognitywny. O metodyke i podejscie chodzi. Te dzieciaki nie siedza w lawkach, pracuja w grupach, pomagaja sobie nawzajem, szukaja odpowiedzi wszedzie tylko nie nauczyciela. Nauczyciel NIGDY nie daje gotowych odpowiedzi, tylko naprowadza. To jest proces. Wiesz co, i te dzieci po prostu szkole lubia. Ilekroc przychodze po syna i nauczycielka je wyprowadza z klasy to pyta, czy... sie dobrze dzis bawily, a nie czego sie nauczyly.

                                            Gdybym byla matka dziecka niezainteresowanego poznawaniem liter jako kodu do czytania w wieku 3-4 lat, bedacego narazonym na nie, biorac pod uwage ogrom zabawek i pomocy dostepnych wszedzie, to zadbalabym o to zainteresowanie. Pozniej zaniepokoila.


                                            > Zeby nie było - moje osobiste dziecko akurat literkami się interesuje,
                                            Oczywiscie, ze twoje osobiste dziecko sie interesuje, jakzeby inaczej.

                                            A ja uwazam, ze nie ma co zmuszać i robi
                                            > ć coś na siłę. Większość dzieci do tego po prostu dojrzewa i samo zaczyna się w
                                            > naturalny sposób interesować (jedno szybciej, drugie później).

                                            O jakiej tu sile mowimy. Jeszcze sie nie spotkalam, zeby 5-latki posadzone zostaly w lawkach na 5 godzin i mialy pisac i sylabizowac caly czas, a jezeli tak mialo by byc, to do takiej szkoly swojego dziecka bym nie poslala.
                                            Dojrzewaja bo musza dojrzewac, bo naklada sie na nie obowiazek szkolny. myslisz, ze zostawione samym sobie zaczelyby sie garnac do czytania w tym wieku, albo w wieku 8-9 lat? Niekoniecznie. Sa bardziej interesujace i przyjemniejsze rzeczy na swiecie, sport, TV, komputer, filmy, duzo rzeczy w ktorych czytanie jest zupelnie zbedne.


                                            > Wiesz....nie każde dziecko musi nauczyć się grac na instrumentach. Ale na każde
                                            > przyjdzie pora chęci nauczenia się czytania i pisania - to naturalne.

                                            Nie, wcale nie naturalne. Gdyby w szkole byl obowiazek czytania z nut, to wszyscy potrafilibysmy muzyke z nut grac na dowolnym instrumencie, a nie umiemy, bo zostawiony nam byl wybor, wiekszosc wybrala, ze nie chce uczyc sie kolejnego jezyka i umiejetnosci. To nic innego tylko jeszcze jedna forma zapisu jezyka , tym razem muzycznego i innego alfabetu. Wiec porownanie od czapy.


                                            Tak samo zostawisz dziecko z nauka jezykow obcych, ktora jest nudna, zmudna i wymaga duzo samozaparcia, powtarzania tego samego po pietnascie razy, zeby zapamietac?
                                            Kazda matka tutaj zapisuje dziecko na angielski, bo powinno umiec obcy jezyk, zapisuja w zerowce i 1 klasie i te dzieci wszystkie sa gotowe i chetnie i z radoscia na ten angielski chodza? A mamy w domu codziennie przerabiaja czytanie, pisanie, czytanki, slowka? Bo jak nei bedzie codziennego kontaktu z jezykiem, to 1-2 razy w tygodniu lekcja to mozna sie tego jezyka nigdy nie nauczyc, nie mowiac o tym, ze nigdy uzyc poza klasa.

                                            Nauka czegokolwiek nie zawsze jest latwa, prosta i przyjemna i dziecko trzeba przydusic czasami, albo wiecej niz czasami. Jak juz mowilam moj 6-latek codziennie, no prawie codziennie zlozeczy jak przerabiamy kolejna polska czytanke, ma tuzin wymowek, ucze go czytac i pisac, robimy dyktanda, czy mu sie podoba czy nie, jak ucze go kolejnego wierszyka.
                                            Czesto sie buntuje, nie chce wspopracowac mowi, ze nienawidzi polskiego itd. I co proponujesz mam go zostawic, az przyjdzie mu ochota, a pozniej bedzie zalowal, ze go nie uczylam jak byl mlody i umysl mial chlonny, tak ze powtorze wierszyk 2 razy i potrafi go powtrorzyc i dalej zlozeczy? Nikt tego za mnie nie zalatwi, to moje zadanie, i tak traktuje cala jego edukacje. Co inni robia jest dla mnie sprawa drugorzedna.

                                            Sorry Winnetou, ale tu JA lepiej wiem, co dla niego lepsze i tak bedzie przez jakis czas.
                                            Plywac mial sie nauczyc dla bezpieczenstwa, zeby sie nie utopil, bo naokolo same baseny, jeziora itd. Z poczatku nie chcial, teraz bez wody nie moze zyc, jest w swim team. Zaczynamy nauke gry na pianinie. Pozna nuty, nauczy sie czytac i grac z nut, moze z tym zrobic co mu sie zywnie podoba, moze kontynuowac, moze przerwac, ale podstawy ma i juz. Bedzie cwiczyl jak trzeba.
                                            • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 23:15
                                              > Sorry Winnetou, ale tu JA lepiej wiem, co dla niego lepsze i tak bedzie przez j
                                              > akis czas.

                                              Alez oczwiście, ze TY wiesz LEPIEJ co jest dla TWOJEGO dziecka lepsze i dlatego go uczyszsmile Po prostu widzisz, ze jest gotowy, ze się interesuje, że mu to potrzebne, że sprawia mu przyjemność a nawet może i ma z tego frajdę - nikt nie ma nic przeciwko, a wręcz przeciwko - chwali Ci się tobig_grin Ja tez tak robięsmile
                                              ALE
                                              Ani ja, ani Ty NIE wiemy LEPIEJ co jest LEPSZE dla WSZYSTKICH INNYCH dzieci, dlatego też trzeba znaleźć złoty środek, czyli uchwycić moment kiedy to przynajmniej WIĘKSZOŚĆ dzieci jest gotowych do nauki czytania i pisania pod względem uwarunkowań psychologicznych takich jak dojrzałość umysłowa i prawidłowy rozwój mowy. Dziecko musi miec rozwiniętą zdolność myślenia symbolicznego, zdolność koncentracji uwagi, spostrzegawczość wzrokowa oraz słuchowa, sprawność manualna.
                                              Poza tym, to że dziecko w wieku 5 lat nie uczy się pisać czy czytać w sensie dosłownym, nie oznacza że NIC w tym kierunku nie robi, że stoi w miejscu i że nie wykorzystuje potencjału. Ono przygotowuje się do nauki czytania i pisania poprzez kształcenie słuchu fonematycznego,
                                              doskonalenie w artykulacji w mowie, wyrabianie umiejętności dokonywania analizy i syntezy wzrokowej, słuchowej i mięśniowo ruchowej. Jesli to wszytsko dobrze opanuje, będzie miec solidne podstawy i nauczy się czytać i pisać z powodzeniemsmile
                                              Downing i Thackray ujmują gotowość do nauki czytania w taki sposób: "Pojęcie gotowości do jakiegokolwiek rodzaju uczenia się odnosi się do takiego stadium rozwoju dziecka, w którym może ono uczyć się czegoś nowego z łatwością i bez napięcia emocjonalnego oraz osiągać sukces, ponieważ wysiłki nauczyciela dają zadawalające rezultaty".
                                              I ja mam dokładnie takie samo zdaniesmile
                                            • jakw Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 19.03.11, 18:18
                                              > Jeszcze sie nie spotkalam, zeby 5-latki posadzone zost
                                              > aly w lawkach na 5 godzin i mialy pisac i sylabizowac caly czas,
                                              No, ja obawiam się, że w przypadku dalszego obniżenia wieku szkolnego w Polsce coś takiego miałoby miejsce. A MEN mówiłoby, że to przecież sprawa nauczycieli, a poza tym dzieci nie siedzą cały czas bo mają 10-minutowe przerwy...

                                              > Gdyby w szkole byl obowiazek czytania z nut, to wszys
                                              > cy potrafilibysmy muzyke z nut grac na dowolnym instrumencie,
                                              Bzdura. Umiejętnośc czytania z nut jest warunkiem koniecznym generowanie dźwięków z nut na instumencie - ale nie jest warunkiem wystarczającym. Do tego trzeba jeszcze wiedzieć jak dany dźwięk wygenerować na danym instrumencie.


                                              > Czesto sie buntuje, nie chce wspopracowac mowi, ze nienawidzi polskiego itd. I
                                              > co proponujesz mam go zostawic, az przyjdzie mu ochota, a pozniej bedzie zalowa
                                              > l, ze go nie uczylam jak byl mlody i umysl mial chlonny, tak ze powtorze wiersz
                                              > yk 2 razy i potrafi go powtrorzyc i dalej zlozeczy?
                                              Taa, i jako dorosły odczuwałby brak znajomości jakiegoś wierszyka?
                                              • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 21.03.11, 03:24
                                                jakw napisała:

                                                > No, ja obawiam się, że w przypadku dalszego obniżenia wieku szkolnego w Polsce
                                                > coś takiego miałoby miejsce. A MEN mówiłoby, że to przecież sprawa nauczycieli
                                                > , a poza tym dzieci nie siedzą cały czas bo mają 10-minutowe przerwy...
                                                >

                                                Dalabym im "benefit of a doubt". U nas dzieci nie siedza w lawkach wcale, bo lawek nie ma. Siedza na dywanie, przy stolikach, maja tez pelno zabawek, tych edukacyjnych rowniez, nawet nei zauwazaja kiedy sie ucza.

                                                > > Gdyby w szkole byl obowiazek czytania z nut, to wszys
                                                > > cy potrafilibysmy muzyke z nut grac na dowolnym instrumencie,
                                                > Bzdura. Umiejętnośc czytania z nut jest warunkiem koniecznym generowanie dźwięk
                                                > ów z nut na instumencie - ale nie jest warunkiem wystarczającym.
                                                To dokladnie jak czytanie, mozna sie nauczyc i czytac, czyli generowac dzwiek, neikoniecznie wiedzac co sie gra, wiec analogia jak najbardziej prawidlowa.
                                                >
                                                > > Czesto sie buntuje, nie chce wspopracowac mowi, ze nienawidzi polskiego i
                                                > td. I
                                                > > co proponujesz mam go zostawic, az przyjdzie mu ochota, a pozniej bedzie
                                                > zalowa
                                                > > l, ze go nie uczylam jak byl mlody i umysl mial chlonny, tak ze powtorze
                                                > wiersz
                                                > > yk 2 razy i potrafi go powtrorzyc i dalej zlozeczy?
                                                \

                                                Przeciez tu nie o wierszyk chodzi. NIe rozumiesz, czy tylko udajesz? W cytopyge mam, czy bedzie ten wierszyk pamietal czy nie. Chodzi o to, zeby wyrobil sobie plynnosc mowienia calymi zdaniami i o plynnosc, bo w tej chwili odpowiada rownowaznikami zdan, wiec uczenie wierszykow i piosenek, zeby na raz mowil CALE ustepy tekstow i cwiczyl aparat mowy to po prostu narzedzie, nie cel sam w sobie.
                                                Na prawde trzeba takie oczywistosci tlumaczyc? Bo mi klawiatury i czasu szkoda na takie kopanie sie z koniem
                                                • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 21.03.11, 14:08
                                                  ". U nas dzieci nie siedza w lawkach wcale, bo lawek nie ma. Siedza na dywanie, przy stolikach, maja tez pelno zabawek, tych ed
                                                  > ukacyjnych rowniez, nawet nei zauwazaja kiedy sie ucza.

                                                  Czyli przekładając na nasze realia, to jest przedszkole. Bo tak u nas szkoły nie wyglądają i nie zapowiada się, zeby miały wyglądać. Czyli wszystko kwestia nazewnictwa. Po raz kolejny okazuje się, że nie ma co porównywać. Niby szkoła, ale tryb pracy jak w naszych "zerówkch" przedszkolnych. Uwierz mi, ze dzieci w polskiej szkole doskonale wiedzą i zauważają, ze się uczą - w znakomitej większości przypadków i przez znakomita część czasu siedzą w ławkach, mają podręczniki, a w domu odrabiają prace domowe.
                                                  • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 21.03.11, 15:18
                                                    Alez u nas zerowkowicze tez maja zadania domowe. Dostaja 6-8 stron w poniedzialek, do oddania w czwartek. W przedszkolach jednak nie uczono matematyki, pisania, czytania, a tu jak najbardziej dzieci pisza i zaczynaja czytac od poczatku. nauka szkolna nie musi byc przykrym obowiazkiem, a jezeli nim jest dla 0,1,2 -klasisty, to cos nie halo w systemie, albo szkole.
                                                    A lawek nie ma w klasach do 4 klasy. Sa stoliki przy ktorych siedzi 5 dzieci, kazdy stolik to oddzielne activity center, te activity centers. Maja tez biblioteczki z ksiazkami i kacik z zabawkami. Pod koniec dnia maja pol godziny na dowolna aktywnosc przez siebie wybrana, moga czytac, rysowac, bawic sie klockami, czy przebierac w kostiumy i odgrywac sceny z ksiazek, albo nie robic nic, tylko gadac z kolezankami. Poza tymi, ktorzy maja cos tam ponadrabiac, bo np. nie uwazali, jest im to zabrane jako przywilej.

                                                    Posadzenie 6-latka w lawce na 4-5 godzin to zbrodnia.
                                                    Acha, nie ma tez 45-minutowych lekcji plus przerwa. Dzieci ucza sie w blokach czasowych ustalanych przez nauczycielke, albo w swojej klasie, albo w pracowni plastycznej, albo muzycznej, albo komputerowej, albo na sali gimnastycznej. W miedzyczasie duzo chodza i przemieszczaja sie po klasie od activity center do activity center, pracuja w grupach. Wiem, widze, bo czesto wolontarystycznie pomagam w klasie, jak wielu innych rodzicow, wiec widze, jak te zajecia wygladaja. Dzieci przede wszystkim szkole lubia. I oto rowiez na tym poziomie edukacji chodzi i bardzo duzo sie ucza. One beda czytac idac do I klasy jako 6-latki, wiec niech mi mnie nikt nie probuje przekonac, ze rozwojowo to niemozliwe. Acha, i wiekszosci sa to dzieci rodzin etnicznych, ktorzy w domu po ang. nie rozmawiaja, tym niemniej pracuja z dziecmi.
                          • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 18:08
                            rolly_mo napisała:
                            >A rodzice to mają dopiero chore podejście siedzą z tymi dzieciakami nad lekcjami, głowią się, odrabiają zadania.

                            Moja sąsiadka wysłała np. swoja córcie do prywatnej, renomowanej szkoły. Dziecko jest w II klasie i ślęczy nad lekcjami w soboty i niedziele po pare godzin bo /cytat/ .....mama jej nazadawała siedem stron ćwiczeń dodatkowych.....to pewnie tak w formie zabawy smile
                      • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 17:49
                        fogito napisała:


                        > Może to nie do mnie... Ale chodzi o wymagania adekwatne do wieku. Nauka czytani
                        > a może przebiegać w spokoju i nie nieść za sobą żadnego stresu.

                        Jesli jest prowadzona za wcześnie to stres murowany wink
                        • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 18:07
                          > Jesli jest prowadzona za wcześnie to stres murowany wink

                          Za wczesnie, tzn. kiedy w wieku 2-3 lat? U 5-latkow to kwestia metodyki, wtedy zadnego stresu nie ma.
                          • jakw Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 18.03.11, 08:07
                            myelegans napisała:

                            > U 5-latkow to kwestia metodyki, wtedy
                            > zadnego stresu nie ma.
                            Ciekawa jestem, ilu nauczycieli (o rodzicach nie wspominając) ma opanowaną ową metodykę...
                            • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 18.03.11, 22:47
                              > Ciekawa jestem, ilu nauczycieli (o rodzicach nie wspominając) ma opanowaną ową
                              > metodykę...

                              Nie wiem ilu, tu gdzie mieszkam i syn chodzi do zwyklej miejscowej rejonowki do zerowke zaczynaja 5-latki i pisza w polowie roku szkolnego pisza juz pisanymi literami z duzej litery calymi zdaniami. Dzieci nie rysuja szlaczkow, nie pisza po sladzie, nie pisza linijek jednej litery. Liter ucza sie w kontekscie i od razu w wyrazach, na poczatku, w srodku, na koncu. Rozbieraja wyrazy, na phonemes (gloski) i sylaby

                              Cytuje z wczoraj podpis pod rysunkiem mojego syna w liniach, z duzymi literami, kropkami na koncu zdania "Mom, Dad and I went out to sea and I saw a lot of fish and shakrs (zrobil blad). I like sea criters (mialo byc creatures)".
                        • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 18:22
                          mama303 napisała:

                          > > Jesli jest prowadzona za wcześnie to stres murowany wink

                          A skąd wiesz, skoro nie uczyłaś? Ja zaczęłam uczyć liter czterolatka i nie było żadnego stresu.
                          • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:15
                            fogito napisała:


                            > A skąd wiesz, skoro nie uczyłaś? Ja zaczęłam uczyć liter czterolatka i nie było
                            > żadnego stresu.

                            Mojego czterolatka to kompletnie nie interesowało, literki to była abstrakcja. wink
                            Tego swojego czterolatka uczyłaś i nieżle Ci poszło, tak? I stąd masz pogląd na temat wszytskich czterolatków? A ja Ci mówię, że nawet sześciolatki mają w tej kwestii problemy.....poczytaj, pogadaj z nauczycielami w zerówkach....Ja Ci powiem wiecej, nawet siedmiolatki jeszcze szwankują w tym temacie. I to w normie sie mieści.
                            • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:23
                              j kwestii problemy.....poczytaj, pogadaj z nauczycielami w zerówkach....Ja Ci p
                              > owiem wiecej, nawet siedmiolatki jeszcze szwankują w tym temacie. I to w normie
                              > sie mieści.

                              Oczywiscie, ze sie miesci w normie, bo normy sa szerokie, tylko po jakiego grzyba stosowac urawnilowke w dol i zaczynac od 7 latkoe i nie dawac dzieciom szans, ani nie probowac uczyc ich wczesnie, tylko czekac 2 lata. 2 lata w tym czasie to 1/3 zycia. to jest pojscie na totalna latwizne.
                              5 latki idace do zerowek, idac do I klasy juz czytaja, jedne beda czytac "Ala ma kota" inne beda czytac Harrego Pottera, ale zareczam, ze z tego co moje dziecko przynosi do domu, to beda czytac duzo wiecej, bo sie ich po prostu tego uczy, a one nawet nie zdaja sobie sprawy, ze sa uczone, to sa zabawy. Sa uczone pisania, czytania, matematyki, logicznego myslenia, muzyki, plastyki, o srodowisku, o spoleczenstwie, o zdrowiu, itd. itp.
                              • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:58
                                myelegans napisała:


                                > Oczywiscie, ze sie miesci w normie, bo normy sa szerokie.

                                Całe szczęscie, dajmy szansę wszystkim dzieciom polubić edukację. 6 lat to dobry wiek dla obowiązkowego rozpoczecia edukacji dla wszystkich dzieci. Kto ma predyspozycję wcześniejszej nauki - prosze bardzo, nikt nie broni.
                                • afrikana Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 00:10
                                  Kto ma pre
                                  > dyspozycję wcześniejszej nauki - prosze bardzo, nikt nie broni.

                                  O ! I własnie o to chodzismile
                                  Ktoś, kto łapie w mig, spokojnie sobie poradzismile
                                  Ale ktoś, komu przychodzi to z trudem, musi dostać szansę i czas i nie ma co go popychać kijemsmile

                                  6 lat to złoty środek -
                                  - kto zdolniejszy w tej kwestii, nauczy sie jako 5-latek
                                  - komu idzie przeciętnie, załapie około 6 lat (większość)
                                  - a komu opornie i z trudnością - koło 7 roku życia smile

                                  A potem do trzeciej klasy to się wszystko ładnie wyrównuje i nie widać różnicysmile
                                  • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 11:57
                                    afrikana napisała:

                                    > > A potem do trzeciej klasy to się wszystko ładnie wyrównuje i nie widać różnicy:
                                    > )

                                    Pobożne zyczenia. Ależ oczywiście, że widać różnicę.
                                    • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:29
                                      fogito napisała:


                                      > Pobożne zyczenia. Ależ oczywiście, że widać różnicę.
                                      Znaczy jaką rożnice widać? To które nauczyło sie póżniej czytać czym sie rożni od tego które nauczyło się wczesniej? Moja córka w pierszej klasie dukała i rzeczywiscie odstawała od reszty klasy. Teraz czyta jako tako /bez rewelacji/, ale na tyle żeby miała wyniki na równi z tymi dziećmi, które wyprzedzały ją w I klasie.
                                      • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:35
                                        mama303 napisała:

                                        > fogito napisała:
                                        >
                                        >
                                        > > Pobożne zyczenia. Ależ oczywiście, że widać różnicę.
                                        > Znaczy jaką rożnice widać?

                                        No jak to jaką - w czytaniu smile

                                        To które nauczyło sie póżniej czytać czym sie rożni
                                        > od tego które nauczyło się wczesniej?

                                        To, które nauczyło się wcześniej czytac na pewno czyta lepiej. Jeśli oczywiście czyta codziennie smile

                                        Moja córka w pierszej klasie dukała i rz
                                        > eczywiscie odstawała od reszty klasy. Teraz czyta jako tako /bez rewelacji/, al
                                        > e na tyle żeby miała wyniki na równi z tymi dziećmi, które wyprzedzały ją w I k
                                        > lasie.

                                        Ja bym się martwiła tym "bez rewelacji".
                                        • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:55
                                          fogito napisała:


                                          > To, które nauczyło się wcześniej czytac na pewno czyta lepiej.

                                          Na pewnym etapia tak ale chyba nie do końca życia smile

                                          > Ja bym się martwiła tym "bez rewelacji".

                                          Ale dlaczego mam się tym martwić? Przeciez zrobiła ogromne postępy i nadal robi. Czyta coraz lepiej chociaz nie katuję jej codziennym głośnym czytaniem...
                                          • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:58
                                            mama303 napisała:

                                            > > Ale dlaczego mam się tym martwić? Przeciez zrobiła ogromne postępy i nadal robi
                                            > . Czyta coraz lepiej chociaz nie katuję jej codziennym głośnym czytaniem...

                                            Może poczytałaby dla mnie. Ja dziecka nie katuje czytaniem. Ono uwielbia ze mną czytać. Zresztą dzieci znajomych też mnie uwielbiają, więc może się umówimy wink
                            • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:33
                              mama303 napisała:

                              .
                              >
                              A ja Ci mówię, że nawet sześciolatki mają w te
                              > j kwestii problemy.....poczytaj, pogadaj z nauczycielami w zerówkach....Ja Ci p
                              > owiem wiecej, nawet siedmiolatki jeszcze szwankują w tym temacie. I to w normie
                              > sie mieści.

                              Ja wiem, że w normie. Ja bym tylko chciała, żeby norma była wyższa. Ale w sumie -nie moje pole i nie moje buraki. Ja swoje dziecko uczę polskiego w domu, bo program polski jest kiepściutki na początku. No ale cóż zrobić. Ważne, że angielski jest uczony na wyższym poziomie.
                              • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:54
                                fogito napisała:


                                > Ja wiem, że w normie. Ja bym tylko chciała, żeby norma była wyższa.

                                Na całę szczęscie normy ustalają specjaliści biorąc pod uwage wsystkie dzieci a nie tylko te zdolne i te gonione mocno przez rodziców /w formie radosnej zabawy oczywiscie wink/

                                A tym naprawdę zdolnym dzieciom te normy nie zaszkodzą, bo one sobie znajdą drogę do realizacji tych uzdolnień natomiast dzieciom gorzej sobie radzącym za wysokie normy bardzo zaszkodzą, chyba że bardzo twardy pancerz mają.
                                • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 21:57
                                  mama303 napisała:

                                  >
                                  > Na całę szczęscie normy ustalają specjaliści biorąc pod uwage wsystkie dzieci a
                                  > nie tylko te zdolne i te gonione mocno przez rodziców /w formie radosnej zabaw
                                  > y oczywiscie wink/

                                  Mam awersję do słowa specjaliści. Od razu kojarzy mi się ono z kimś niekompetentnym.


                                  >
                                  • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 22:19
                                    fogito napisała:


                                    > Mam awersję do słowa specjaliści. Od razu kojarzy mi się ono z kimś niekompeten
                                    > tnym.

                                    No chyba że to specjaliści z Azji wink
                                • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 22:08
                                  > A tym naprawdę zdolnym dzieciom te normy nie zaszkodzą, bo one sobie znajdą dro
                                  > gę do realizacji tych uzdolnień natomiast dzieciom gorzej sobie radzącym za wys
                                  > okie normy bardzo zaszkodzą, chyba że bardzo twardy pancerz mają.

                                  Same sobie znajda? Pudlo! Dzisiejsza szkola jest nastawiona na dzieci w srodku krzywej Gausa i po lewej stronie, dzieci uzdolnione w czymkolwiek pomocy maja niewiele, albo wcale, wiec jak rodzice sie nie zmobilizuja i nie rozpoznaja, i jeszcze maja warunki finansowe, to dziecku marnuje sie potencjal i spoleczenstwu marnuje sie potencjal, i po drodze moze wpadac w problemy wychowawcze, bo jest zwyczajnie niestymulowane, jak na jego rozwoj wypada.
                                  Jak chcesz kogos z czegos podciagnac, sparuj go z lepszymi od siebie, bedzie mial poprzeczke do wybicia sie z gore, nie do rownania w dol.
                                  • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 22:27
                                    myelegans napisała:

                                    > Jak chcesz kogos z czegos podciagnac, sparuj go z lepszymi od siebie, bedzie mi
                                    > al poprzeczke do wybicia sie z gore, nie do rownania w dol.

                                    Bzdura, może nigdy poprzeczki nie dosiegnąć i stracić całkiem wiare w siebie.


                                    • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 14.03.11, 23:53
                                      mama303 napisała:

                                      > myelegans napisała:
                                      >
                                      > > Jak chcesz kogos z czegos podciagnac, sparuj go z lepszymi od siebie, bed
                                      > zie mi
                                      > > al poprzeczke do wybicia sie z gore, nie do rownania w dol.
                                      >
                                      > Bzdura, może nigdy poprzeczki nie dosiegnąć i stracić całkiem wiare w siebie.

                                      Idac tym torem sportowcy-wyczynowcy w leb by sobie stadnie strzelali zwlaszcza Ci, ktorzy do olimpiady nie doszli.
                                      Najwazniejsze to chronic dziecko przed nadmiernym stresem zyciowym spowodowanym tym, ze sa lepsi od niego. Rzeczywiscie swietne przygotowanie do zycia.
                                      • myelegans Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 03:11
                                        myelegans napisała:

                                        > mama303 napisała:
                                        >
                                        > > myelegans napisała:
                                        > >
                                        > > > Jak chcesz kogos z czegos podciagnac, sparuj go z lepszymi od siebi
                                        > e, bed
                                        > > zie mi
                                        > > > al poprzeczke do wybicia sie z gore, nie do rownania w dol.
                                        > >
                                        > > Bzdura, może nigdy poprzeczki nie dosiegnąć i stracić całkiem wiare w sie
                                        > bie.

                                        I jeszcze jeden argument, mieszajac w ten sposob dzieci niekoniecznie wprowadza sie element rywalizacji, raczej kieruje sie na wspolprace. Tak sie robi, dzieci sie podciagaja, bo maja kolegow do ktorych moga mierzyc. Jeszcze raz powtarzam, kwestia podejscia, metodyki i kontekstu. Dodatnia motywacja mozna wiele osiagnac. Nie ma ocen az do 4 klasy, pomimo tego, a moze dzieki temu dzieci ciagna w gore.
                                        Proponujesz mecze pilki noznej bez prowadzenia wynikow, albo zawody w plywaniu bez podawania czasow? Moj brat, wyczynowy plywak, wielokrotny mistrz Polski, zaczal jak mial 5 lat i juz jako 6-7 lat uczestniczyl w zawodach, czasem wygrywal, czasem przegrywal, ale rola trenera i rodzicow bylo wlasciwe ustawianie i dopingowanie. Nie zalamal sie, nie zdemotywowal, co wiecej wyksztalcilo w nim wyjatkowy charakter: przegrana byla dopingiem do ciezszej pracy, ogromne zdyscyplinowanie, ciezka praca, i byla to bardzo wczesna podstawowka. Masz jakos malo wiary w mlodych ludzi.
                                        • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 07:11
                                          myelegans napisała:

                                          > I jeszcze jeden argument, mieszajac w ten sposob dzieci niekoniecznie wprowadza
                                          > sie element rywalizacji, raczej kieruje sie na wspolprace. Tak sie robi, dziec
                                          > i sie podciagaja, bo maja kolegow do ktorych moga mierzyc.

                                          Dzieci w normalnej szkole są przeciez wymieszane tylko że Ty proponujesz niesłusznie norme zawężyć i wtedy co z tymi poniżej normy? a tak norma szeroka - każde dziecko ma szansę odnaleźć swoje miejsce w grupie i nie być przegrane.

                                          > Proponujesz mecze pilki noznej bez prowadzenia wynikow, albo zawody w plywaniu
                                          > bez podawania czasow?

                                          Ależ edukacja to nie zawody i wyścigi! Przerażają mnie ludzie z takim podejściem jak Twoje. Wiesz jakoś mam przeczucie że z takich dzieci pchanych na siłę przez rodziców do sukcesu wyrastają potem frustraci wciąż z siebie niezadowoleni.
                                          • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 09:14
                                            Wiesz jakoś mam przeczucie że z takich dzieci pchanych na siłę przez rodziców do sukcesu wyrastają potem frustraci wciąż z siebie niezadowoleni.

                                            stereotyp, stereotyp, rozpowszechniany przez tych, ktorzy nie potrafia dzieciom pomóc osiagnac wyników w nauce. i jeszcze nie chca- w imie "nienaruszania świętości dzieciństwa". jest OGRMNA różnica pomiędzy madrym wspomaganiem dzieci (które nei rodzi frustratów, tylko pomaga rozwinąć inteligencję), a bezmyślnym "trzepaniem" zadań godzinami. bład metodologicznybig_grin- odrobina pracy CODZIENNIE.
                                            a o jazde na rowerze- moj syn dzis tez nie pojdzie- bo najpierw ma niemiecki w domu, a potem finiszujemy przygotowanie do czwartkowego konkursu. biedak, nie? ale chyba nie znasz tego szczescia, kiedy zńów jest w czołówce, wygrywa- niec nie daje wiecej samozadowolenia.
                                            a na rower pojdzie w czwarteksmile nie przesadzajmy

                                            • jakw Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 18.03.11, 23:20
                                              kunnegunnda napisała:

                                              > ale chyba nie znasz tego szczescia, kiedy zńów jest w czołówce, wygrywa- niec n
                                              > ie daje wiecej samozadowolenia.
                                              Ale to samozadowolenie twoje czy syna?
                                              • kunnegunnda Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 18.03.11, 23:31
                                                SAMOzadowolenie syna.
                                                uwielbia byc chwalony, wygrywac etc. odbierac nagrody przy calej szkoletongue_out
                                                a przy okazji- duzo sie uczy. i emocjonalnie i merytorycznie.
                                                • jakw Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 19.03.11, 14:21
                                                  Skoro jest to tylko "jegozadowolenie" to ty też w takim razie nie znasz tego szczęścia, o którego odczuwanie lub nieodczuwanie czepiasz się mamy303
                                          • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 11:29
                                            mama303 napisała:


                                            >
                                            > Dzieci w normalnej szkole są przeciez wymieszane tylko że Ty proponujesz niesł
                                            > usznie norme zawężyć i wtedy co z tymi poniżej normy? a tak norma szeroka - każ
                                            > de dziecko ma szansę odnaleźć swoje miejsce w grupie i nie być przegrane.

                                            To może zróbmy tak jak w niektórych krajach jest to robione. Już na początku edukacji wyłapuje się te zdolniejsze dzieci i umieszcza w osobnych klasach (w Stanach to są chyba programy gifted jak pisała myelegance). Wtedy będą klasy tych, którzy ucza się tylko tego co norma przewiduje i klasy tych, którzy chcą się nauczyć czegoś więcej.
                                            Bo tak jak jest to w efekcie robimy minimalna normę kosztem dzieci, które wiedzą więcej i mogłyby się więcej nauczyć.

                                            > > Proponujesz mecze pilki noznej bez prowadzenia wynikow, albo zawody w ply
                                            > waniu
                                            > > bez podawania czasow?
                                            >
                                            > Ależ edukacja to nie zawody i wyścigi!

                                            Może nie, ale mój syn zaczął się uczyć jak dziki kiedy poszedł do nowej szkoły, bo tam panuje system pozytywnego oceniania a on chciał mieć jak najwięcej pozytywnych ocen czyli tzw. credits.
                                            On uwielbia rywalizować i robi to w sporcie i w nauce. Taki typ. Nikt go do tego nie zmusza.
                                            Zresztą nie on jeden taki jest. Pozytywna motywacja bardzo dzieci mobilizuje. One uwielbiają nagrody, wyróżnienia choćby to była zwykła naklejka 'well done'.

                                            Przerażają mnie ludzie z takim podejście
                                            > m jak Twoje. Wiesz jakoś mam przeczucie że z takich dzieci pchanych na siłę prz
                                            > ez rodziców do sukcesu wyrastają potem frustraci wciąż z siebie niezadowoleni.

                                            Wyszłoby na to, że przed nami cała generacja frustratów.
                                            • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 20:36
                                              fogito napisała:

                                              > To może zróbmy tak jak w niektórych krajach jest to robione. Już na początku ed
                                              > ukacji wyłapuje się te zdolniejsze dzieci i umieszcza w osobnych klasach (w Sta
                                              > nach to są chyba programy gifted jak pisała myelegance).

                                              Mam nadzieje że u nas nikt na ten genialny pomysł nie wpadnie.

                                              > Zresztą nie on jeden taki jest. Pozytywna motywacja bardzo dzieci mobilizuje. O
                                              > ne uwielbiają nagrody, wyróżnienia choćby to była zwykła naklejka 'well done'.

                                              Tak, tak, wierze że Twój syn to uwielbia. Myślisz że dzieci, którym gorzej idzie tez to uwielbiają?

                                              > Wyszłoby na to, że przed nami cała generacja frustratów.
                                              Na szczęscie niektórzy rodzice podchodza z większym dystansem do edukacji swoich dzieci a swoje ambicje realizują w innych dziedzinach.
                                              • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:31
                                                mama303 napisała:

                                                > fogito napisała:
                                                >
                                                > > To może zróbmy tak jak w niektórych krajach jest to robione. Już na począ
                                                > tku ed
                                                > > ukacji wyłapuje się te zdolniejsze dzieci i umieszcza w osobnych klasach
                                                > (w Sta
                                                > > nach to są chyba programy gifted jak pisała myelegance).
                                                >
                                                > Mam nadzieje że u nas nikt na ten genialny pomysł nie wpadnie.

                                                A szkoda, bo można by odzielić tych leniwych od pracowitych i zmotywować tych średnich.


                                                >
                                                > Tak, tak, wierze że Twój syn to uwielbia. Myślisz że dzieci, którym gorzej idzi
                                                > e tez to uwielbiają?

                                                Uwielbiają wszystkie, bo nie ma żadnych ocen negatywnych. Można otzrymać wyróżnienie lub nic. Nikt przysłowiowych dwój w najmłodszych klasach do domu ie przynosi.

                                                > > Wyszłoby na to, że przed nami cała generacja frustratów.
                                                > Na szczęscie niektórzy rodzice podchodza z większym dystansem do edukacji swoic
                                                > h dzieci a swoje ambicje realizują w innych dziedzinach.


                                                To żadne wygórowane ambicje. To podstawy edukacji dziecka. Nic ponadto.
                                                • mama303 Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:44
                                                  fogito napisała:


                                                  > A szkoda, bo można by odzielić tych leniwych od pracowitych i zmotywować tych ś
                                                  > rednich.

                                                  Nie no koniecznie leniwych oddzielić, najlepiej w jakichś gettach pozamykać żeby tych pracowitym w głowach nie namieszali.... wink


                                                  > Uwielbiają wszystkie, bo nie ma żadnych ocen negatywnych. Można otzrymać wyróżn
                                                  > ienie lub nic. Nikt przysłowiowych dwój w najmłodszych klasach do domu ie przyn
                                                  > osi.

                                                  Wiesz średnio inteligentny dzieciak szybko zrozumie, że to NIC to jest właśnie zła ocena... jakby tego nie kamuflować wink

                                                  > To żadne wygórowane ambicje. To podstawy edukacji dziecka. Nic ponadto.

                                                  Albo swoje niespełnione ambicje. Częste, niestety, zwłaszcza wśród niepracujących zawodowo mam wink
                                                  • fogito Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 15.03.11, 21:56
                                                    mama303 napisała:

                                                    > >
                                                    > Nie no koniecznie leniwych oddzielić, najlepiej w jakichś gettach pozamykać żeb
                                                    > y tych pracowitym w głowach nie namieszali.... wink

                                                    I znowu dramatyzujesz wink Taki system funkcjomuje w wielu krajach i jakoś nikt się nie oburza.


                                                    > Wiesz średnio inteligentny dzieciak szybko zrozumie, że to NIC to jest właśnie
                                                    > zła ocena... jakby tego nie kamuflować wink

                                                    Niekoniecznie. Bo dzieci nie mają pojęcia kto i kiedy dostaje owe kredyty. Nauczyciel wpisuje je sam bez informowania reszty klasy.



                                                    > Albo swoje niespełnione ambicje. Częste, niestety, zwłaszcza wśród niepracujący
                                                    > ch zawodowo mam wink

                                                    Już nie wiesz czego się doczepić. Ja może nie pracuję zawodowo teraz, ale pracowałam przez jakiś czas. Mam wyzsze wykształcenie i nie potrzebuję się dowartościowywać. Maluję, bo mam do tego talent i może mi się to kiedyś opłaci. Moja mama będąc nauczycielką matematyki w liceum potrafiła przy trójce dzieci dopilnować lekcji i każde z nas zawsze miało średnią 5,0 odkąd weszliśmy do szkoły do momentu aż z niej wyszliśmy. To nie chodzi o czas tylko o priorytety.
                                                    Poza tym jeśli się nie mylę Myelegans jak najbardziej pracuje i jakoś znajduje czas na motywowanie dziecka do nauki. Ciekawe jaka wymyślisz teorie w jej przypadku...
                                        • jakw Re: niedojrzalosc emocjonalna- wina rodziców! 19.03.11, 14:16
                                          myelegans napisała:
                                          > Moj brat, wyczynowy plywak, wielokrotny mistrz Polski, za
                                          > czal jak mial 5 lat i juz jako 6-7 lat uczestniczyl w zawodach, czasem wygrywal
                                          > , czasem przegrywal, ale rola trenera i rodzicow bylo wlasciwe ustawianie i dop
                                          > ingowanie.
                                          Podejrzewam jednak, że twój brat jako 7-latek nie uczestniczył w mistrzostwach Polski seniorów, prawda?
    • bazylea1 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:12
      moje dzieci umiały czytac w wieku 4 lat (starsze) i 5 (młodsze) - mówię tu o odczytywaniu całych słów, litery znały znacznie wcześniej, płynne czytanie później. dzieci same się pytały co to za litera, nigdy nie siadaliśmy z nimi i nie ćwiczyliśmy tylko odpowiadaliśmy na pytania które zadawały. składanie liter do kupy "przyszło samo". ale to nie jest reguła, wśród rówieśników raczej wyróżniały się tą umiejętnością. w 1 klasie 6latków do której poszedł starszy syn większość dzieci umiała trochę czytać ale nie płynnie, a były to dzieci 'wyselekcjonowane' tzn takie których rodzice nie bali się posłać do szkoły w wieku 6 lat. więc raczej nie jest to reguła.
      • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:26
        A moje dziecko z koleji nigdy do liter się nie garnęło, chociaż złożenie liter w wyraz nie sprawiało jej problemu....nie bawiło jej to jednak zupełnie i nie interesowało. Natomiast w kwestii przebojowości, rozwoju społecznego, odporności na niepowodzenia wyprzedza swoich starszych o rok kolegów. I co z tego że nie czyta doskonale w II klasie jesli bardzo dobrze sobie radzi ogólnie, nadrabia przebojowością, śmiałoscią.
        Ale ona z tych co zamiast ślęczec nad ciekawa ksiązką woli pogadać z kimkolwiek....choćby i sąsiadem.
        • kunnegunnda Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 09:47
          jedno drugiego nie wyklucza, uwierz, ze dzieci czytajace wczesnie sa normalne.
          przynajmniej moje, w sportoej szkole, radza sobie doskonale....tylko.... czytaja. i tyle.
          jakos tak odgraniczasz- uwazasz, ze rozwoj emocjonalny MUSI byc oddzielony od kongitywnego, a to stereotyp.
          mozna sobie doskonale radzic, byc smialym, samodzielnym i lubic czytac najbardziej na swiecie. uwierz. i nie uderzaj juz w taki ton!
          • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 10:25
            Dokładnie! Co to za założenie, że czytający dzieciak ma być nieśmiały i zahukany surprised To kolejny absurd. Mój siedmiolatek czasami jest zbyt śmiały, jest wulkanem energii, kórą rozładowuje na treningach hokeja i piłki nożnej. Jest liderem w sporcie w swojej grupie i inne zajęcia niż WF mogłyby dla niego nie istnieć. Ale jednocześnie pięknie pisze wypracowania, czyta w dwóch językach i uczy się gry na pianinie. Jedno drugiego nie wyklucza na litość.
            I ma też czas pobawić się lego i pooglądać film - uprzedzam ze strachu, że napisze ktoś iż się nad nim znęcam surprised
            • mamusia1999 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 11:22
              jedno mi sie nasuwa jako przyczynek do tej dyskusji (i innych na tym forum): wiekszosc jest zgodna, ze mozna by podgonic programy nauczania przed- i szkolnego, zeby dzieci szybciej umialy czytac i liczyc - no bo juz gora 5latki sa do tego gotowe. ale jak 6latek nie umie jezdzic na rowerze, albo nie umie plywac, to znakomita wiekszosc podkresla rozbieznosci rozwojowe i nie widzi koniecznosci dzialan naprawczych.

              fogito to nie do ciebie osobobiscie wink podczepiam moj wtret w tym miejscu drzewka majac na mysli wszystkie powyzsze
              • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 11:30
                Jakby sześciolatek nie umiał jeździć na rowerze to martwiłabym się bardzo. Bo dziecku potrzebna jest odpowiednia dawka ruchu i odpowiednia dawka stymulacji umysłowej.
                W polskich przedszkolach dzieciaki rzadko wychodzą na świeże powietrze i to jest taka sama porażka jak to ospałe nauczanie czytania.
                • bazylea1 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 13:14
                  moje umieją czytać, pływać i jezdzic na rowerze, a nawet zawiązać sznurówki na kokardkę wink może nie są zbyt posłuszne ale nie można mieć wszystkiego wink
                  • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 13:22
                    bazylea1 napisała:

                    > moje umieją czytać, pływać i jezdzic na rowerze, a nawet zawiązać sznurówki na
                    > kokardkę wink może nie są zbyt posłuszne ale nie można mieć wszystkiego wink

                    No nie można wink
                  • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 17:05
                    bazylea1 napisała:

                    > moje umieją czytać, pływać i jezdzic na rowerze, a nawet zawiązać sznurówki na
                    > kokardkę wink może nie są zbyt posłuszne ale nie można mieć wszystkiego wink

                    A moja pływa, jeździ na rowerze, na rolkach, na nartach, gra z chłopakami w nogę, jest śmiała, towarzyska, powszechnie lubiana i .....narazie słabo czyta i pisze. Też nie można mieć wszystkiego wink
          • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 16:48
            kunnegunnda napisała:

            > jedno drugiego nie wyklucza, uwierz, ze dzieci czytajace wczesnie sa normalne.
            > przynajmniej moje, w sportoej szkole, radza sobie doskonale....tylko.... czytaj
            > a. i tyle.
            Nie wyklucza zawsze ale dość często. Sporadycznie jest tak, że dziecko wyprzedza rozwojem rówieśników we wszystkich sferach, przeważnie jest cos kosztem czegoś innego.

            > mozna sobie doskonale radzic, byc smialym, samodzielnym i lubic czytac najbardz
            > iej na swiecie. uwierz. i nie uderzaj juz w taki ton!

            Alez ja wierzę! a Ty uwierz jest jest jeszcze duzo innych możliwości: np. dziecko bardzo rozwinięte intelektualnie i jednocześnie społecznie wyalienowane z grupy rówieśniczej, dziecko wybitnie uzdolnione w kilku lub jednej dziedzinie i sznankujace w innych dziedzinach, dziecko przebojowe i towarzyskie dla ktyórego ślęczenie nad literkami to katorga, dziecko ciche, nieśmiałe, dziecklo nadwrażliwe i nieodporne na porażkli, dziecko , które słowa z siebie nie wydusi publicznie a czyta powieści, dziecko i nieśmiałe i słabe intelektualnie. Są dzieci przecietne całkiem i są także dzieci z dysfukcjami u których tradycyjna nauka przebiega wolniej, co nie znaczy że muszą być na przegranej pozycji itd, itp.
            A w jaki ja ton uderzam?
            • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 16:57
              mama303 napisała:

              >itd, itp.

              > A w jaki ja ton uderzam?

              histeryczny?
              • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 17:07
                fogito napisała:

                > histeryczny?

                Skąd ten wniosek?
                • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 17:12
                  mama303 napisała:

                  > fogito napisała:
                  >
                  > > histeryczny?
                  >
                  > Skąd ten wniosek?

                  z twoich postów, w których zakładasz, że małych dzieci nie należy uczyć czytania, bo doznają strat emocjonalnych i nie wiadomo czego jeszcze.
                  • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 20:43
                    fogito napisała:

                    > z twoich postów, w których zakładasz, że małych dzieci nie należy uczyć czytani
                    > a, bo doznają strat emocjonalnych i nie wiadomo czego jeszcze.

                    Nie pisze że nie należy w ogóle uczyć małych dzieci czytać i wiem, że niektóre dzieci garną sie do tego i to bardzo lubią a do tego łatwo im to przychodzi. Natomiast nie wolno tego robić na siłę z małymi dziećmi które zupełnie tego nie chwytają i nie chcą chwytać. Tym dzieciom wystarczy nauka od 6 lat, nie wcześniej.

                    Ale pytanie dotyczyło mojego tonu, dlaczego uważasz że jest on histeryczny?
                    • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 12.03.11, 21:31
                      mama303 napisała:

                      >. N
                      > atomiast nie wolno tego robić na siłę z małymi dziećmi które zupełnie tego nie
                      > chwytają i nie chcą chwytać. Tym dzieciom wystarczy nauka od 6 lat, nie wcześni
                      > ej.


                      Ciekawa teoria. I pewnie tylko mieszkańcy Finlandii by się z toba zgodzili. Reszta cywilizowanego świata posyła do szkoły 4 i 5 latki.


                      > Ale pytanie dotyczyło mojego tonu, dlaczego uważasz że jest on histeryczny?

                      No bo trochę jest ze względu na dramatyzm wypowiedzi. Nic więcej. Nie twierdzę oczywiście, że jesteś histeryczka, bo nie jesteś.
                      Przepraszam, jeśli cię uraziłam.
                      • mama303 Re: Jak to jest z 6latkami? 14.03.11, 17:47
                        fogito napisała:

                        > Ciekawa teoria. I pewnie tylko mieszkańcy Finlandii by się z toba zgodzili. Res
                        > zta cywilizowanego świata posyła do szkoły 4 i 5 latki.

                        Zależy jak wyglada ta szkoła bo może tylko nazywa sie szkoła. We Francji np. jest obowiązkowe przedszkole i nazywa sie to szkołą zreszta słusznie bo przeciez dzieci tam zaczynaja się uczyć tyle że nie czytania i nie pisania. Bo nie to jest w edukacji dla tego wieku najważniejsze.
                  • jakw Re: Jak to jest z 6latkami? 18.03.11, 08:05
                    fogito napisała:
                    > z twoich postów, w których zakładasz, że małych dzieci nie należy uczyć czytani
                    > a, bo doznają strat emocjonalnych i nie wiadomo czego jeszcze.
                    No cóż, moja młodsza już chyba doznaje strat emocjonalnych - pani przedszkolanka ma pretensje, że dziecię , podczas nauki literek , zajmuje się podrywaniem kolegów.
                    • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 18.03.11, 14:17
                      jakw napisała:

                      > fogito napisała:
                      > > z twoich postów, w których zakładasz, że małych dzieci nie należy uczyć c
                      > zytani
                      > > a, bo doznają strat emocjonalnych i nie wiadomo czego jeszcze.
                      > No cóż, moja młodsza już chyba doznaje strat emocjonalnych - pani przedszkolank
                      > a ma pretensje, że dziecię , podczas nauki literek , zajmuje się podrywaniem ko
                      > legów.
                      >

                      Doznaje strat bo się nie uczy a nie wtedy kiedy się uczy. Więc według mojej teorii jak najbardziej powinna się uczyć. Powiedz jej, że na chłopaków jeszcze ma czas wink
                      • afrikana Re: Jak to jest z 6latkami? 19.03.11, 00:13
                        Powiedz jej, że na chłopaków jeszcze ma
                        > czas wink

                        big_grin big_grin big_grin
                      • jakw Re: Jak to jest z 6latkami? 19.03.11, 18:20
                        fogito napisała:

                        > Więc według mojej teo
                        > rii jak najbardziej powinna się uczyć. Powiedz jej, że na chłopaków jeszcze ma
                        > czas wink
                        Ależ ona się uczy - jak nie ma chłopaków na oku. Chyba musze ją wysłać do jakiejś żeńskiej szkoły...
                        • fogito Re: Jak to jest z 6latkami? 19.03.11, 21:19
                          jakw napisała:

                          > fogito napisała:
                          >
                          > > Więc według mojej teo
                          > > rii jak najbardziej powinna się uczyć. Powiedz jej, że na chłopaków jeszc
                          > ze ma
                          > > czas wink
                          > Ależ ona się uczy - jak nie ma chłopaków na oku. Chyba musze ją wysłać do jakie
                          > jś żeńskiej szkoły...
                          >
                          smile To na pewno załatwiłoby problem na jakiś czas.
    • kunnegunnda nauka zabawa- nie trauma! 12.03.11, 23:20
      do ok 6 zycia nauka jest dla dzieci zabawa.
      literki uczy sie dziecko poprzez np literki na puzzlach piankowych, my mielismy puzle z literkami do kapieli- przeboj, mala nazywala litery ukladala slowa baaaardzo wczesnie. moj syn uczyl sie liter rysujac piaskiem po plazy, na brzegu, pote robilismy zaklady, ktor apierwsza zostanie zalana. bawilismy sie w bieganie z ksztalcie prostych liter, układalismy z cial- nooo, strasznie meczace. a potem proste słowa, paczenie z obrazkami- 2-3 minuty, potem pokoloruj, wylep plastelina- dzieci to uwielbiaja. lepilismy cistaka w kształcie liter, wypalalismy gliniane litery.
      tysiace, miliony pomyslów, do wykorzystania dla kazdego, wystarczy troche wiedzy i inwencji.
      wlasnie wiedzy chyba jednak najbardziej- bo tego ewidentnei brakuje tym, ktorzy twierdza, ze tylko dzieci w szkole i to z mozołem moga sie uczyc literek i czytac.
      mama 303- z waszym podejsciem gwarantuje, ze corka nie polubi czytania. jakby w tobie tez oparcia w tym wzgledzie nie ma. a duzo ja omija, naprawde. pewnych kompetencji, pewnej wiedzy nie da sie posiasc bez czytania.
      ale ty jakby dumna z tego jestes, moja corka smiala, fajna, a reszta to nerdy ktore slecza nad ksiazkami. - kujony, bleeee.
      tak nie jest, naprawde
      • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 13.03.11, 15:51
        znowu sie podczepiam na koncu drzewka, a nie jakos personalnie do tego postu.

        nasunela mi sie mysl takowa: dzieci, o ktorych tu mowa "nauczyly" sie czytac w niejako ekskluzywnych warunkach. w ramach bardzo indywidualnej, bardzo zroznicowanej zabawy i cieszac sie niepodzielna uwaga rodzicow. czy to sie jakos da zrealizowac w nauczaniu grupy? mam watpliwosci.

        rownolegly udzial rodzicow w procesie nauczania w roli ko-nauczycieli to IMO tez sliski temat, sukces Finlandii polega m.in. na jasnej zasadzie: za postepy odpowiada uczen i nauczyciele.

        nie ma sie co porownywac z Azjatami. nasze dzieci wyrastaja w systemie demokratycznym i nie da sie ich juz nauczac metodami autorytarnymi.
        moze tez maja inna motywacje: stosunkowo szybko mozna opanowac alfabet lacinski, na znaki chinskie i jakponskie zycia moze nie starczyc wink to mial byc zart.

        nie jestem fachowcem, nie znam eksperymentow i badan na ten temat. ale: moja Mloda poszla na kurs plywania majac 2,9 , szlo jej ponoc swietnie. gotowe do nauki plywania sa dzieci gora 3letnie. zajelo jej rok czyli 52 treningi zanim przeplynela przepisowe 25m bez odpoczynku na odznake "juz plywam" (wskoczyla do wody, zanurkowala po zabawke). Mlody poszedl na kurs jako 5latek i zdobyl odznake po 5 lekcjach, choc byl motorycznie bardzo przecietny. moze zatem (pytam, nie wiem) jest srednio sensowne wysilac sie trzy lata przedszkola na cos, co 6latki opanuja w kilka miesiecy? nie mowie o dzieciach specyficznie zainteresowanych czytaniem - tu sens jest sam w sobie.

        inna przewrotna mysl...jakby zaczac edukowac 5latki to albo trzeba podniesc wymagania do matury, albo 17latki beda szly na studia. bez prawa jazdy, bez zdolnosci prawnej do wynajmu pokoju etc. bez mozliwosci dorobienia w barze...smiejcie sie ale to jest kwestia: w klasie Mlodej (6 klasa, nauczanie zaczynaja 6latki) jest chlopiec, ktory juz przeskoczyl 2 klasy czyli bedzie mial mature jako 16-17 latek. powinien przeskoczyc znowu, ale z ww wzgledow zarowno szkola jak i rodzice nie widza sensu.

        czesto pojawia sie tu temat wyalienowania z grupy, klopotow emocjonalnych. takowe podejrzenia przerabiam juz od przedszkola z Mlodym. tymczasem Mlody jest OK (opinia fachowcow) tylko system edukacji ignoruje fakt, ze natura przewidziala w swej roznorodnosci tzw. introwertyka. zawsze funkcjonujacego najwyzej na brzegu grupy. i to nie jest zaburzenie, choc moze sprawiac trudnosci w zyciu spolecznym. wiec moge tylko polecic duzy dystans do alarmow przedszkola i szkoly dotyczacych rzekomego ywalienowania, nieprzystosowania. w przypadku introwertyka to grupe nalezy nauczyc respektu dla indywiduum. faktem jest, ze intowertyzm i wysoka inteligencja czesto ida w parze.
        • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 13.03.11, 16:14
          mamusia1999 napisała:

          > nasunela mi sie mysl takowa: dzieci, o ktorych tu mowa "nauczyly" sie czytac w
          > niejako ekskluzywnych warunkach. w ramach bardzo indywidualnej, bardzo zroznico
          > wanej zabawy i cieszac sie niepodzielna uwaga rodzicow. czy to sie jakos da zre
          > alizowac w nauczaniu grupy? mam watpliwosci.

          Da się. Większość szkół na zachód od Polski uczy małe dzieci czytać wcześniej. Również niektóre polskie szkoły i przedszkola to robią. Prywatne oczywiście.


          > rownolegly udzial rodzicow w procesie nauczania w roli ko-nauczycieli to IMO
          > tez sliski temat, sukces Finlandii polega m.in. na jasnej zasadzie: za postepy
          > odpowiada uczen i nauczyciele.

          Ale może tam więcej nauczycielom płacą. I może im się chce uczyć. Np. w Kanadzie nauczyciele mają bardzo wysokie pensje i ja spotkałam wielu super nauczycieli z Kanady. Obecnie mojego syna uczy własnie Kanadyjka. To jest po prostu inne podejście do wszystkiego w procesie nauczania.

          >
          > nie ma sie co porownywac z Azjatami. nasze dzieci wyrastaja w systemie demokrat
          > ycznym i nie da sie ich juz nauczac metodami autorytarnymi.

          Wielu Azjatów uczy się w Stanach i Europie. I też osiągają najlepsze wyniki bez lufy u skroni, że tak powiem.

          > moze tez maja inna motywacje: stosunkowo szybko mozna opanowac alfabet lacinski
          > , na znaki chinskie i jakponskie zycia moze nie starczyc wink to mial byc zart.

          Ale to może być jeden z aspektów. Z tym, że oni jednocześnie uczą dzieci ojczystego języka. Więc te dzieciaki mają podwójnie trudniej.


          > nie jestem fachowcem, nie znam eksperymentow i badan na ten temat. ale: moja Ml
          > oda poszla na kurs plywania majac 2,9 , szlo jej ponoc swietnie. gotowe do nauk
          > i plywania sa dzieci gora 3letnie. zajelo jej rok czyli 52 treningi zanim przep
          > lynela przepisowe 25m bez odpoczynku na odznake "juz plywam" (wskoczyla do wody
          > , zanurkowala po zabawke). Mlody poszedl na kurs jako 5latek i zdobyl odznake p
          > o 5 lekcjach, choc byl motorycznie bardzo przecietny.

          Ale w przypadku pływanie należy brać pod uwagę rozwój masy mięśniowej nieporównywalnie mniejszy u trzylatki i rozwój płuc, które mają mniejszą pojemność.


          moze zatem (pytam, nie wi
          > em) jest srednio sensowne wysilac sie trzy lata przedszkola na cos, co 6latki o
          > panuja w kilka miesiecy?

          Mózg małego dziecka ma nieporawdopodobną zdolność przyswajania i dlatego dziecko można nauczyć wielu języków ale tylko do +/- 5 roku życia. Potem jest już trudniej. Podobnie jest z nauką czytania. Wcale nie musi być wysiłkiem. Może być łyknieta przy okazji.

          > inna przewrotna mysl...jakby zaczac edukowac 5latki to albo trzeba podniesc wym
          > agania do matury, albo 17latki beda szly na studia. bez prawa jazdy,

          Ja zdałam na prawo jazdy w wieku 17 lat.

          > czesto pojawia sie tu temat wyalienowania z grupy, klopotow emocjonalnych. tako
          > we podejrzenia przerabiam juz od przedszkola z Mlodym. tymczasem Mlody jest OK
          > (opinia fachowcow) tylko system edukacji ignoruje fakt, ze natura przewidziala
          > w swej roznorodnosci tzw. introwertyka. zawsze funkcjonujacego najwyzej na b
          > rzegu grupy. i to nie jest zaburzenie, choc moze sprawiac trudnosci w zyciu spo
          > lecznym. wiec moge tylko polecic duzy dystans do alarmow przedszkola i szkoly d
          > otyczacych rzekomego ywalienowania, nieprzystosowania. w przypadku introwertyka
          > to grupe nalezy nauczyc respektu dla indywiduum. faktem jest, ze intowertyzm i
          > wysoka inteligencja czesto ida w parze.

          Ja też dostałam etykietę aspołeczna w podstwówce bo też jestem introwertykiem. Ale to nie przeszkodziło mi mieć kilku dobrych przyjaciół.
          BArdzo chciałam pójść do zerówki w wieku 5 lat, bo umiałam już czytac, ale mama się nie zgodziła, bo mieli wprowadzać "dziesięciolatke" i mama bała się, że utone w podstawówce na 10 lat.
          Moja starsza siostra zaczęła edukację w wieku 5 lat i skończyła normalnie studia ... z prawem jazdy wink
          Ja się niesety nudziłam w szkole bardzo.
          • myelegans Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 03:42
            Jestem z fogito i kunegunda. Temat mi bliski, bo mam dziecko w zerowce, w systemie, gdzie zerowke szkolna zaczynaja 5 latki, a 6 latki zaczynaja I klase.
            Rozmawialam z nauczycielka syna z zerowki, i wg niej WSZYSTKIE dzieci po zerowce czytaja, niektore plynnie, niektore nie, ale czytaja i pisza, niewazne czy poprawnie czy nie i sa to dzieci z roznych srodowisk jezykowych, wiele z domow nieangielskojezycznych z obojgiem etnicznych rodzicow.
            W zerowce syna od samego poczatku dzieci pisaly, pisaly "kids writing" czyli jak umialy, pozniej nauczycielka pokazywala jak pisza dorosli. Dzieci wczesnie sa dzielone w zaleznosci od poziomu, wiec sa grupy czytelnicze i matematyczne, a pozniej jest mieszanie, te lepiej czytajace pomagaja tym gorzej czytajacym i sa dla nich "role model". Wiec jest wysilek wlozony w to zeby te dzieci ktore sa troche bardziej rozwiniete nie nudzily sie i nie sprawialy klopotow wychowawczych.

            Dla mnie najwazniejsze bylo rozbudzenie zainteresowania do ksiazek i wiedzy jako takiej, i ze fajnie jest odkrywac, ze fajnie jest wiedziec, ze fajnie poszukiwac, robic doswiadczenia, znajdowac odpowiedzi na pytania, a do tego niezbedne sa ksiazki, albo komputer, a do tego trezba umiec czytac. Od samego poczatku czytalismy mu duzo i wszystko, nawet codzienne gazety, do biblioteki chodzilismy przynajmniej raz w tygodniu i spedzalismy czas w czytelni dzialu dzieciecego. Co ciekawe, poza nami, to wiekszosc byla Chinskich rodzin, ktore rozmawialy z dziecmi po chinsku, ale czytaly i pokazywaly ang. ksiazki.
            Syna narazalismy na wiedze i czytanie na kazdym kroku, czytalismy wszedzie i wszystko, nawet reklamy w sklepie. Ksiazki kupowalismy na ebay-u pudlami i calymi seriami. Jak mial 1.5 roku znal caly alfabet, umial czytac jak mial ok. 4.5 lat, kiedy sam juz czytal Dr. Seuss, nawet nie wiem jak sie nauczyl, bo jakos tak samo mu przyszlo, troche z programow komputerowych, troche z naszego czytania i przy okazji zachecania. Chyba tez dlatego, ze on chcial wiedziec wiecej i czytac wiecej niz my mielismy czasu, wiec tak wertowal te ksiazki.
            Efekt jest taki, ze teraz jako 6 latek czyta, zawsze ma ksiazke pod reka, kolo lozka sterta, ksiazek glownie typu naukowego encyklopedycznego dla dzieci, co tydzien z biblioteki przynosi kilka ksiazek i czyta, albo przeglada. I oto mi chodzilo, zeby ksiazki staly sie dla niego niezbednikiem zyciowym. I w dalszym ciagu mu czytamy na glos, obecnie IV czesc Wizard of Oz na przemian z Narnia i Roald Dahl.
            Ja mam zaufanie do szkolnictwa publicznego mam mocno ograniczone, i nie zostawiam sprawy ksztalcenia dziecka szkole i to ja i maz wzielismy na siebie ten obowiazek. Spokojnie mozemy przerobic program przez szkole srednia i bedziemy. Jak mnie szkola zawiedzie, to go z niej wyciagne na jakimkolwiek etapie i albo poszukam prywatnej, albo bedzie homeschooling. Tu gdzie mieszkam dzieci sa testowane duzo i namietnie, tak juz maja, zeby rankingi ustawiac. Syn czyta na poziomie 3 klasy, matematyke rowniez, dlatego, ze maz pokazuje mu jak sie mozna matematyka bawic i jakie problemy mozna rozwiazywac, to jest po prostu fajne i ciekawe. Zostal zakwalifikowany do klasy gifted and talented, ale jeszcze sie zastanawiamy, czy pojdzie, bo szkola duzo dalej. Poza tym lubi swoja klase w ktorej jest w .. etnicznej mniejszosci. Jest tam 13 Chinczykow, Portugalczyk, Niemiec, troche hiszpansko jezycznych i bardzo nam ta roznorodnosc odpowiada.
            Przy tym wszystkim jak typowy 6-latek gra na komputerze, zbiera Pokemony, bakugans i sie wymienia w szkole, jest pyskaty, dasa sie i wymadrza, uwaza, ze puszczanie bakow to najsmiejszniejsze co moze byc, mowi z pelna buzia, dlubie w nosie i po czym wydlubane zjada, szaleje na nartach i basenie, jak ma playdate z przyjaciolmi to nie mowia do siebie tylko krzycza, po domu laza bohaterowie Wojen Gwiezdnych.

            Jedyne nad czym stoje z batem codziennie, pomimo marudzenia i rzucania inwektywami to czytanie i pisanie po polsku, bo wiem, ze jak mu odpuszcze, to straci jezyk na zawsze i kiedys bedzie mial do mnie o to zal. Co slysze na kazdym kroku od doroslych juz dzieci imigrantow, ktorzy odpuscili. NIe chce, buntuje sie, wkurza, mowi, ze nienawidzi polskiego, a ja mowie, ze rozumiem w zwiazku z tym pol godziny czytania musi zaliczyc, bo jak sie skupi to idzie mu to jak z platka, bo dzieci w tym wieku sa jak gabka, tylko trzeba im to pokazac i tak czasami przysiasc.
            Sie rozpisalam.
            HAwk.
            • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 07:53
              myelegans napisała:

              >> Sie rozpisalam.
              > HAwk.

              Ano rozpisałaś się dziewczyno. Ale aż miło było poczytać smile
              • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 11:30
                ale ja bynajmniej nie jestem przeciw. moj 6latek koresponduje z firma Honda i Sony na temat ich robotow cytujac fachowa literature. summa summarum wyrosl w rodzinie aktywnej intelektualnie i z tymi robotami mial przez ojca do czynienia od zygoty wink
                Starsza miala te same warunki, a jest z niej raczej arstysta-rzemieslnik. zeby bylo smieszniej: to Starsza uwielbiala, zeby jej czytac. od niemowlectwa. potem osobiscie szlo jej bardzo przecietnie, a jeszcze potem czyli teraz czyta swietnie i lubi. Mlody zanim sam nie zaczal czytac, czyli do 5 roku zycia, nie wysluchal zadnej ksiazeczki do konca, powiedzialbym, ze nawet zadnego sensownego ustepu. juz nie pamietam, ale pewnie w ktoryms momencie nasze usilowania w tym kierunku oslably.
                Mlody chodzi do 1kl. w D i o dziwo (dla wszystkich zainteresowanych) sie nie nudzi, choc klasa jeszcze alfabetu nie zakonczyla. w domu czyta o sensorach, w szkole literuje. w domu deliberuje nad roznicami w cenie dostepnych na rynku robotow, w szkole nie przekroczyli jeszcze 10.
                pewnie nawet system anglosaski jest strawniejszy, bardziej jednolity - u nas 1 i 2 klasa to dla dzieci bulka z maslem, a moze i nawet miodem, za to w 3 klasie skok poprzeczki niejednego dzieciaka rzuca na kolana.
                ale osobiscie zupelnie mnie nie martwi poziom nauczania, wyniki niemieckiej mlodziezy w PISA itp. ot staram sie, zeby sie moje dzieciaki nie nudzily, a co do przyszlosci mam jedno marzenie: zeby zyly wg wlasnych wartosci. no, moze wolalabym rozkoszowac sie szkolnictwem finnlandzkim i wszystkie matematyczne niedoskonalosci Straszej scedowac na nauczycieli.
          • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 18:39
            fogito napisała:

            > Da się. Większość szkół na zachód od Polski uczy małe dzieci czytać wcześniej.
            > Również niektóre polskie szkoły i przedszkola to robią. Prywatne oczywiście.

            Oczywiście, tylko prywatne! a jak im dzieciak zaniża średnią to go wyrzucają! wink
            • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 19:26
              mama303 napisała:

              > fogito napisała:
              >
              > > Da się. Większość szkół na zachód od Polski uczy małe dzieci czytać wcześ
              > niej.
              > > Również niektóre polskie szkoły i przedszkola to robią. Prywatne oczywiśc
              > ie.
              >
              > Oczywiście, tylko prywatne! a jak im dzieciak zaniża średnią to go wyrzucają!
              > wink

              I tu znów dramatyzujesz wink A gdzie neby wyrzucają? NIe opłaca się, bo czesne wysokie smile
              • przeciwcialo Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 20:12
                Na to miejsce przyjdzie inne dziecko. Te mniej zdolne sa eliminowane.
              • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 21:47
                fogito napisała:


                > I tu znów dramatyzujesz wink A gdzie neby wyrzucają? NIe opłaca się, bo czesne wy
                > sokie smile

                W szkole prywatnej Najważniejsza jest średnia! Moja sąsiadka ma dziecko z problemami w "dobrej" prywatnej szkole i cały czas jest wzywana na rozmowy i groża jej że dzieciaka wywalą. A te jej problemy to w normalnej rejonówce pewnie nie byłyby w ogóle problemami wink Matka jest tak skołowana że z dzieciakiem po psychologach biega i umila życe setkami ćwiczeń dodatkowych w kazdy wolny dzień.
                • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 21:55
                  mama303 napisała:

                  >
                  > W szkole prywatnej Najważniejsza jest średnia! Moja sąsiadka ma dziecko z probl
                  > emami w "dobrej" prywatnej szkole i cały czas jest wzywana na rozmowy i groża j
                  > ej że dzieciaka wywalą.

                  To ja bym zmieniła szkołę, bo najwyraźniej jest kiepska. Nikt przecież nie daje gwarancji, że prywatna będzie dobra. Zresztą, czy to nie podpada pod kuratorium?
                  Ja zmieniałam szkołę, bo nie motywowała dziecka do nauki. I to wystarczyło do zmiany.

                  A te jej problemy to w normalnej rejonówce pewnie nie b
                  > yłyby w ogóle problemami wink

                  No tak. Wychodzi na to, że średnia ich nie interesuje... żartuję.

                  Matka jest tak skołowana że z dzieciakiem po psych
                  > ologach biega i umila życe setkami ćwiczeń dodatkowych w kazdy wolny dzień.

                  Psychologa to teraz każda szkoła ma na etacie. A dodatkowe zadania to się zawsze przydadzą smile
                  • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 22:17
                    fogito napisała:


                    > To ja bym zmieniła szkołę, bo najwyraźniej jest kiepska.
                    Jedna z "lepszych" i droższych szkół w stolicy. Dla mnie jest tez kiepska.

                    > No tak. Wychodzi na to, że średnia ich nie interesuje... żartuję.
                    Średnia ich interesuje oczywiscie ale nie na tyle żeby dzieci gnębić.

                    > Psychologa to teraz każda szkoła ma na etacie. A dodatkowe zadania to się zawsz
                    > e przydadzą smile

                    Może i ma na etacie ale ona do jakichs "szczególnych" chodzi.
                    Czasem nadmiar dodatkowych ćwiczeń może tez zaszkodzić, niestety.
                    • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 06:59
                      mama303 napisała:

                      > Jedna z "lepszych" i droższych szkół w stolicy. Dla mnie jest tez kiepska.

                      To teraz jeszcze napisz która to a ja ci napiszę, czy jest taka dobra smile Czesne za szkołę nie stanowi o tym czy jest dobra czy nie.



                      > Może i ma na etacie ale ona do jakichs "szczególnych" chodzi.
                      > Czasem nadmiar dodatkowych ćwiczeń może tez zaszkodzić, niestety.

                      To jest raczej bardziej złożony problem niż zwykłe zadania dodatkowe...
                      • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 07:18
                        fogito napisała:

                        > To teraz jeszcze napisz która to a ja ci napiszę, czy jest taka dobra smile Czesne
                        > za szkołę nie stanowi o tym czy jest dobra czy nie.

                        Ty, specjalistka od edukacji mi napiszesz czy ta szkoła jest dobra????? Przestań wink
                        Nie napisze co to za szkoła bo nie mam ochoty burzy wywoływać, nie jest to zresztą takie istotne.

                        > To jest raczej bardziej złożony problem niż zwykłe zadania dodatkowe...

                        Zwykłe czy nie zwykłe - sęk w tym że matka grubo przesadza z ich ilością i zatraciła gdzieś umiar i dystans. Wczora była piękna pogoda, więcej by dała temu dziecku jazda na rowerze i kontakt z rówiesnikami niż ślęczenie nad ćwiczeniami pare godzin.
                        • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 11:20
                          mama303 napisała:

                          > fogito napisała:
                          >
                          >> Ty, specjalistka od edukacji mi napiszesz czy ta szkoła jest dobra????? Przesta
                          > ń wink

                          Każda dobra prywatna szkoła ma jakąś tam ocenę wśród internautów. Skoro ta jak twierdzisz jest jedną z nailepszych to na pewno zaistniałą w necie smile

                          > Nie napisze co to za szkoła bo nie mam ochoty burzy wywoływać, nie jest to zres
                          > ztą takie istotne.
                          >

                          A dlaczego? Może zaprezentuj ja na forum "szkołą z klasą" albo na "warszawa" w ramach ostrzeżenia. Nie ma się czego bać.
                          Wydaje mi się jednak, że nie o szkołę tu chodzi tylko o konkretną osobę, która jest dla ciebie antyprzykładem.

                          > Zwykłe czy nie zwykłe - sęk w tym że matka grubo przesadza z ich ilością i zatr
                          > aciła gdzieś umiar i dystans. Wczora była piękna pogoda, więcej by dała temu dz
                          > iecku jazda na rowerze i kontakt z rówiesnikami niż ślęczenie nad ćwiczeniami p
                          > are godzin.

                          Ale skąd wiesz, że wczoraj dziecko nie wyszło? Śledzisz tę rodzinę?

                          Ja wczoraj z moim małym byłam w zoo dwie godziny, bo szkoła brytyjska miała wolne. Spotkał mnóstwo kolegów. ALe znaleźliśmy też czas na czytanie i odrabianie lekcji. Wszystko można pogodzić jeśli się chce, więc nie popadajmy w skrajną przesadę.
                          • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 20:28
                            fogito napisała:

                            > Ja wczoraj z moim małym byłam w zoo dwie godziny, bo szkoła brytyjska miała wol
                            > ne. Spotkał mnóstwo kolegów. ALe znaleźliśmy też czas na czytanie i odrabianie
                            > lekcji. Wszystko można pogodzić jeśli się chce, więc nie popadajmy w skrajną pr
                            > zesadę.

                            Nawet w niedzielę tego dzieciaka męczysz? Pewnie w ferie i wakacje też ślęczycie nad lekcjami.... i wszystko w formie radosnej zabawy.....
                            • mamabasia Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 21:02
                              Fogito a ty pracujesz zawodowo na pełen etat czy jako mama domowa tak się tu wymądrzasz?
                              • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 21:48
                                mamabasia napisała:

                                > Fogito a ty pracujesz zawodowo na pełen etat czy jako mama domowa tak się tu wy
                                > mądrzasz?

                                Nie pracuje na etat. Teraz maluję i chodze na zajęcia z malarstwa i rysunku.
                                Ale dziecko jest w szkole do 15:00 więc spokojnie mogłabym pracować, gdyby nam się to opłacało. Ale się nie opłaca.
                                Książki czytamy zwykle w godzinach 19:30 - 20:30, bo wtedy tata wraca z pracy, a on odpowiada za czytanie po angielsku. Stosujemy zasadę OPOL więc ja nie wnikam w osągnięcia czytelnicze z j. angielskiego.
                                Są to godziny, w których większość pracujących rodziców jest w domu. Mój syn ma po szkole treningi sportowe, więc nie jest to czas na naukę.
                                • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 22:06
                                  fogito napisała:


                                  > Nie pracuje na etat. Teraz maluję i chodze na zajęcia z malarstwa i rysunku.

                                  A dlaczego nie jestes na jakimś kierowniczym stanowisku? syna tak szykujesz i edukujesz ze wszystkich swoich sił od najmłodszych lat a sama co?
                                  • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 22:32
                                    mama303 napisała:

                                    > fogito napisała:
                                    >
                                    >
                                    > > Nie pracuje na etat. Teraz maluję i chodze na zajęcia z malarstwa i rysun
                                    > ku.
                                    >
                                    > A dlaczego nie jestes na jakimś kierowniczym stanowisku? syna tak szykujesz i e
                                    > dukujesz ze wszystkich swoich sił od najmłodszych lat a sama co?

                                    smile Brak ci argumentów i zaczynasz robić personalne wycieczki? Mąż jest na stanowisku kierowniczym i dlatego jego syn też będzie musiałbig_grin Tak lepiej?
                                    Mama jest artystką, więc biorę pod uwagę, że on też może pójść w tę stronę. Z tym, że jak się jest facetem to lepiej jest miec lepszą pracę, coby rodzinę utzrymać.
                                    Ja zostałam dobrze wykształcona i przez wiele lat byłam na stanowisku kierowniczym. Ale potem uznałam, ze mąż zarabia tak dużo, że moge wreszcie zająć się swoją pasją czyli malowaniem. Sprzedaję w Stanach za całkiem niezłe kwoty, więc dramatu nie ma.
                                    Czy już czujesz się lepiej?
                                    Dziecko tzreba dobrze wykształcić, a co ono zrobi z tym wykształceniem później, to jego sprawa. Ważne, żeby nie powiedziało mi kiedyś, że przeze mnie siedzi na kasie w Tesco.
                            • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 21:43
                              mama303 napisała:

                              > fogito napisała:
                              >
                              > > Ja wczoraj z moim małym byłam w zoo dwie godziny, bo szkoła brytyjska mia
                              > ła wol
                              > > ne. Spotkał mnóstwo kolegów. ALe znaleźliśmy też czas na czytanie i odrab
                              > ianie
                              > > lekcji. Wszystko można pogodzić jeśli się chce, więc nie popadajmy w skra
                              > jną pr
                              > > zesadę.
                              >
                              > Nawet w niedzielę tego dzieciaka męczysz? Pewnie w ferie i wakacje też ślęczyci
                              > e nad lekcjami.... i wszystko w formie radosnej zabawy.....

                              W niedzielę też męczę. Bo w niedzielę odrabia lekcje z polskiego (1godzina). W niedzielę także miał czas na pójście z ojcem do zoo na 3 godziny a potem na obejrzenie z tatą kolejnego Star Wars - 2 godziny i potem jeszcze czytanie książek ze mną przez 1 godzinę. O kąpieli, obiedzie i zabawie lego nie wspominając.
                              Ja jednak piszę o poniedziałku, który był ekstra wolny.I wtedy właśnie po raz kolejny byliśmy w zoo, bo mieszkamy obok i dla nas to jak wyjście do parku smile
                              Poza tym my czytamy codziennie około 40-60 minut.
                              I wieku 7 lat to już dziecko doskonale rozumie powagę obowiązków szkolnych i nie muszę uciekać się do żadnych sposobów, żeby czytał czy odrabiał lekcje. Takie zabawy i podchody miały miejsce kiedy miał 3-4 lata.
                              Poza tym czytanie to rytuał w naszym domu i żadne z nas nie zrezygnowałoby z tej przyjemności.
              • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 19.03.11, 18:03
                fogito napisała:
                >
                > I tu znów dramatyzujesz wink A gdzie neby wyrzucają? NIe opłaca się, bo czesne wy
                > sokie smile
                Może się opłacić wywalić ucznia nierokującego na osiągnięcie oszałamiających rezultatów na sprawdzianach po VI klasie czy po gimnazjum. Dzięki temu szkoła osiągnie lepszy średni wynik i będzie więcej chętnych.
            • przeciwcialo Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 20:11
              Przymrużenie oka nie jest potrzebne, to celowa praktyka.
              • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 20:23
                przeciwcialo napisała:

                > Przymrużenie oka nie jest potrzebne, to celowa praktyka.

                Przymrużam, bo mnie to śmieszy. Ja nie znam takiej praktyki.
          • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 07:42
            > > nasunela mi sie mysl takowa: dzieci, o ktorych tu mowa "nauczyly" sie czy
            > tac w
            > > niejako ekskluzywnych warunkach. w ramach bardzo indywidualnej, bardzo zr
            > oznico
            > > wanej zabawy i cieszac sie niepodzielna uwaga rodzicow. czy to sie jakos
            > da zre
            > > alizowac w nauczaniu grupy? mam watpliwosci.
            >
            > Da się. Większość szkół na zachód od Polski uczy małe dzieci czytać wcześniej.
            > Również niektóre polskie szkoły i przedszkola to robią. Prywatne oczywiście.
            Ale czy robią to w sposób mocno zindywidualizowany? - bo takie było pytanie.
            Póki co, w polskiej szkole publicznej czy przedszkolu ciężko mówić o zindywidualizowaniu procesu nauczania. Na czym tracą i uczniowie zdolni, jak i uczniowie mniej zdolni czy z deficytami typu dysleksja.

            > > inna przewrotna mysl...jakby zaczac edukowac 5latki to albo trzeba podni
            > esc wym
            > > agania do matury, albo 17latki beda szly na studia. bez prawa jazdy,
            >
            > Ja zdałam na prawo jazdy w wieku 17 lat.
            Co nie zmienia faktu, że ktoś kończący 17 lat w październiku nie ma szans w tym październiku tym prawem jazdy dysponować...

            > Ja też dostałam etykietę aspołeczna w podstwówce bo też jestem introwertykiem.
            > Ale to nie przeszkodziło mi mieć kilku dobrych przyjaciół.
            > BArdzo chciałam pójść do zerówki w wieku 5 lat, bo umiałam już czytac, ale mama
            > się nie zgodziła, bo mieli wprowadzać "dziesięciolatke" i mama bała się, że ut
            > one w podstawówce na 10 lat.
            > Moja starsza siostra zaczęła edukację w wieku 5 lat i skończyła normalnie studi
            > a ... z prawem jazdy wink
            No cóż, nauczyłam się czytać mając lat 5, a prawo jazdy uzyskałam ciut przed 30-tką podchodząc 6 razy do egzaminu. Pewnie dlatego byłam taka "oporna", że poszłam do szkoły w wieku lat 7-miu wink

            > Ja się niesety nudziłam w szkole bardzo.
            A ja nie .
            • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 20:44
              jakw napisała:

              >> Ale czy robią to w sposób mocno zindywidualizowany? - bo takie było pytanie.

              A muszą?

              > Póki co, w polskiej szkole publicznej czy przedszkolu ciężko mówić o zindywidua
              > lizowaniu procesu nauczania. Na czym tracą i uczniowie zdolni, jak i uczniowie
              > mniej zdolni czy z deficytami typu dysleksja.

              To już jest problem przeładowania klas. W klasie syna dzieci czytają na różnych poziomach i idą własnym tempem.

              > > Ja zdałam na prawo jazdy w wieku 17 lat.
              > Co nie zmienia faktu, że ktoś kończący 17 lat w październiku nie ma szans w tym
              > październiku tym prawem jazdy dysponować...

              A myślisz, że 17latka stać na własny samochód, coby nim na uczelnię podjeżdżać? Ja na studiach poruszałam się autobusami, tramwajami i pociągami. Myślę, że mamy w POlsce całkiem nieźle rozwiniętą komunikację. Gdyby to były Stany, to problem byłby znaczący, ale nie u nas.

              >> No cóż, nauczyłam się czytać mając lat 5, a prawo jazdy uzyskałam ciut przed 3
              > 0-tką podchodząc 6 razy do egzaminu. Pewnie dlatego byłam taka "oporna", że pos
              > złam do szkoły w wieku lat 7-miu wink

              Pewnie tak smile)) Ja zdałam od razu za pierwszym razem wink


              > > Ja się niesety nudziłam w szkole bardzo.
              > A ja nie .

              No i super. Mój syn na szczęście też się nie nudzi. Nie ma na to szansy smile
              • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 23:11
                fogito napisała:
                >
                > A myślisz, że 17latka stać na własny samochód, coby nim na uczelnię podjeżdżać?
                > Ja na studiach poruszałam się autobusami, tramwajami i pociągami. Myślę, że ma
                > my w POlsce całkiem nieźle rozwiniętą komunikację.
                Podejrzewam, że w porównaniu do np. moich czasów studenckich 17-latka bardziej stać na jakieś mocno używane "4 kółka". Co do pociągów -po ostatniej zimie ja bym aż tak na nie nie liczyła.
                • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 19.03.11, 08:37
                  jakw napisała:

                  > fogito napisała:
                  > >
                  > > A myślisz, że 17latka stać na własny samochód, coby nim na uczelnię podje
                  > żdżać?
                  > > Ja na studiach poruszałam się autobusami, tramwajami i pociągami. Myślę,
                  > że ma
                  > > my w POlsce całkiem nieźle rozwiniętą komunikację.
                  > Podejrzewam, że w porównaniu do np. moich czasów studenckich 17-latka bardziej
                  > stać na jakieś mocno używane "4 kółka". Co do pociągów -po ostatniej zimie ja
                  > bym aż tak na nie nie liczyła.
                  >
                  Pod szkołę brytyjską nastolatki podjeżdżają własnymi autami. Pod liceum Waryńskiego juz nie. Jeśli spojrzeć na to w ten sposób, to pewnie statystycznie znajdzie się sporo nastolatków, których stać na własne autko.
                  Moja mama jeździ pociągami i jakoś sobie radzi a ma ju 70 lat. Tym bardziej nastolatek sobie poradzi, bo jest młody i pełen energii smile
                • przeciwcialo Re: nauka zabawa- nie trauma! 19.03.11, 13:45
                  Obecnie trzeba miec 18 lat aby zdawać egzamin. Siedemnastolatek to może kupić auto i postawić w garazu.
            • myelegans Re: nauka zabawa- nie trauma! 19.03.11, 13:28
              > Co nie zmienia faktu, że ktoś kończący 17 lat w październiku nie ma szans w tym
              > październiku tym prawem jazdy dysponować...

              Bo jak powszechnie wiadomo wszyscy studenci studiow dziennych na I roku MUSZA obowiazkowo miec samochod, a przynajmniej prawo jazdy, to jak egzamin na studia, bez tego nie dopuszcza.

              • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 11:17
                Podejrzewam, że niepełnoletni kandydat na studenta musi mieć podanie na studia podpisane przez rodzicieli. To może być poważniejszy problem niż prawo jazdy.
                A co do samochodów - sądząc po korkach w Wwie zaczynających się 1 października - studenci jednak miewają samochody wink
                • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 11:27
                  jakw napisała:

                  > Podejrzewam, że niepełnoletni kandydat na studenta musi mieć podanie na studia
                  > podpisane przez rodzicieli. To może być poważniejszy problem niż prawo jazdy.
                  > A co do samochodów - sądząc po korkach w Wwie zaczynających się 1 października
                  > - studenci jednak miewają samochody wink

                  Korki to się od września zaczynają jak rodzice z dzieciakami wracają z wakacji.
                  • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 17:19
                    fogito napisała:
                    >
                    > Korki to się od września zaczynają jak rodzice z dzieciakami wracają z wakacji.
                    Sorry, ale na korkach w Wwie znam się chyba jednak lepiej uncertain. We wrześniu korki są jednak mniejsze niż w październiku - przynajmniej na trasach, na których jeżdzę. A jeżdzę w okolicach Uniwersytetu Medycznego, kilku wydziałów UW i przynajmniej 1 uczelni prywatnej.
                    • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 17:21
                      jakw napisała:

                      > fogito napisała:
                      > >
                      > > Korki to się od września zaczynają jak rodzice z dzieciakami wracają z wa
                      > kacji.
                      > Sorry, ale na korkach w Wwie znam się chyba jednak lepiej uncertain. We wrześniu kork
                      > i są jednak mniejsze niż w październiku - przynajmniej na trasach, na których j
                      > eżdzę. A jeżdzę w okolicach Uniwersytetu Medycznego, kilku wydziałów UW i przyn
                      > ajmniej 1 uczelni prywatnej.
                      >

                      A dlaczego tak uważasz? Czy ma znaczenie w której części miasta jeździsz? Korki do W-wy wracają we wrześniu. Nigdy ine zauważyłam aby w październiku coś się znacząco zmieniło.
                      • afrikana Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 18:16
                        Ja tylko napiszę, ze jak najbardziej zarówno na jedne jak i na drugie studia dojezdżałam samochodem, a było to pare ładnych lat temu (ponad 10wink)smile I mnóstwo studentów, już wtedy, również korzystało z samochodów. Parkingi studenckie były zapchane. Przypomnę, że nie wszyscy mieszkają w Warszawie i mają pare króków do metra czy tramwaju, a w wielu przypadkach dojazd samochodem jest mimo wszystko łatwiejszy i szybszy, a jak sie jedzie w kilka osób na zmianę czy dzieląc koszty, to i tańszysmile
                        • bazylea1 Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 18:59
                          ale najmłodsi 'zreformowani' studenci będą musieli najwyżej 2 miesiące jeździć tramwajem do skończenia 18 lat i zdania na prawo jazdy (nie wiem czy jeszcze jest ta zasada ale za moich czasów można było zacząć kurs wcześniej). jakoś to chyba przeżyją wink
                          • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 21:41
                            bazylea1 napisała:

                            > ale najmłodsi 'zreformowani' studenci będą musieli najwyżej 2 miesiące jeździć
                            > tramwajem do skończenia 18 lat i zdania na prawo jazdy (nie wiem czy jeszcze je
                            > st ta zasada ale za moich czasów można było zacząć kurs wcześniej). jakoś to ch
                            > yba przeżyją wink

                            No własnie. Jakoś to przeżyja. Bo póki co to 'szukamy dziury w całym'... bez urazy.
                            • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 21.03.11, 22:37
                              Ech, ja tylko uzasadniam moje przekonanie, że studenci dość masowo jeżdzą samochodami. Bo, zdaje się, niektórzy mają wizję biednych studentów jedzących suchy chleb popijany wodą i zakuwających całymi nocami wink
                              • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 22.03.11, 08:50
                                jakw napisała:

                                niektórzy mają wizję biednych studentów jedzących suchy
                                > chleb popijany wodą i zakuwających całymi nocami wink

                                a nie jest tak surprised
                      • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 21.03.11, 22:33
                        Informacja nt obiektów uczelnianych po drodze może mieć znaczenie - prawdopodobnie obserwacje zależą od tego na jakich trasach się jeździ. I stwierdzam, że częstsze i dłuższe stanie "moich" autobusów w korkach dziwnie koreluje z 1 października - jakoś ciężko mi uwierzyć, że akurat 1 X uczniowie i ich rodzice wracają z wakacji ;-p. W Wwie studiuje kilkaset tysięcy studentów - starczy, że 1/3 z nich ma jakiegoś jeżdżącego grata i masz już całkiem pokaźną liczbę samochodów. Na dokładkę taki student samochodem jedzie sam. Uczeń bez prawa jazdy nie będzie jechał własnym samochodem - co najwyżej będzie jechał samochodem z rodzicem. Tak więc uczeń może generować tłok na drodze tylko w parze z rodzicem - więc sam koniec wakacji nie powoduje drastycznego zwiększenia korków - bo rodzice jeżdzą i w lecie (poza np. 2 tygodniami urlopu), a jedynym terminem kiedy udaje mi się zaobserwować całkiem małe korki to 2 połowa lipca. Bo np. sierpień aż tak strasznie od września pod tym względem się nie różni, a porządne korki zaczynają się w październiku.
                        • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 22.03.11, 08:52
                          jakw napisała:

                          . Bo np. sierpień aż t
                          > ak strasznie od września pod tym względem się nie różni, a porządne korki zaczy
                          > nają się w październiku.

                          Ja jeżdżąc samochodem mam inne obserwacje. Lipiec i sierpień to pustki na ulicach. A od września znowu korki. Października nigdy nie zanotowałam jako miesiąca jakiegokolwiek nasilenia ruchu.
                • myelegans Re: nauka zabawa- nie trauma! 21.03.11, 03:28
                  jakw napisała:

                  > Podejrzewam, że niepełnoletni kandydat na studenta musi mieć podanie na studia
                  > podpisane przez rodzicieli.

                  Podejrzewasz czy wiesz? A jak rodzice sa z sytuacja OK i podpisza, to co jeszcze wymyslisz? zgode przez sad? No prosze cie
                  • myelegans Re: nauka zabawa- nie trauma! 21.03.11, 03:30
                    Poza tym nawet w naszym pokoleniu bylo gros dzieci posylanych do szkoly wczesniej jako 6latki i wyruszajace na studia jako siedemnastolatki i o zadnym pozwoleniu ze strony rodzicow nei slyszalam.
                    • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 21.03.11, 22:48
                      myelegans napisała:

                      > Poza tym nawet w naszym pokoleniu bylo gros dzieci posylanych do szkoly wczesni
                      > ej jako 6latki i wyruszajace na studia jako siedemnastolatki i o zadnym pozwole
                      > niu ze strony rodzicow nei slyszalam.
                      Jak pamiętam wszystkie znane mi osoby, które poszły do szkoły jako 6-latki to były to osoby raczej z początku roku. I nie wiem, jak bardzo dawno kończyłaś edukację, ale już za moich czasów, czyli 20-30 lat temu, edukacja od I klasy do matury zajmowała lat 12. Tak więc wszystkie znane mi osoby rozpoczynające edukację w wieku lat 6 zdając maturę miały skończone lat 18 - problem podpisywania czegokolwiek przez rodziców ich nie dotyczył.
                      A konieczność podpisywania przez rodziców papierów na studia podejrzewam dlatego, że na papierach 16-letnich kandydatów do szkół średnich jakiś rodzic musi się podpisać. I w przypadku całych roczników 6-latków w I klasie konieczność podpisu rodzica (czy opiekuna prawnego) na "papierach" 17-letniego kandydata na studia będzie dotyczyła całkiem sporej liczby osób.
                      PS
                      A teraz chętnie przeczytam w jaki sposób , pod względem prawnej mocy podpisu, różni się osoba 16-letnia od osoby 17-letniej...
                      • bazylea1 Re: nauka zabawa- nie trauma! 22.03.11, 09:26
                        'za naszych czasów' maksymalnie przyspieszone dziecko musiało do końca sierpnia w 1 klasie kończyć 7 lat, a więc do czasu rozpoczęcia studiów miało skończone 18.
                        aż sobie z ciekawości sprawdziłam zasady rekrutacji na UW i jest tam elektroniczna rekrutacja, nigdzie nie ma konieczności podpisania się. ale w praktyce takie zagadnienia jak niezgodność decyzji dziecka co do studiów z decyzją rodzica, który do ukończenia 18lat częściowo decyduje za dziecko, mogą się pojawić i prawo będzie musiało jakoś je rozwiązać.
        • agni71 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 10:17
          > nie jestem fachowcem, nie znam eksperymentow i badan na ten temat. ale: moja Ml
          > oda poszla na kurs plywania majac 2,9 , szlo jej ponoc swietnie. gotowe do nauk
          > i plywania sa dzieci gora 3letnie. zajelo jej rok czyli 52 treningi zanim przep
          > lynela przepisowe 25m bez odpoczynku na odznake "juz plywam" (wskoczyla do wody
          > , zanurkowala po zabawke). Mlody poszedl na kurs jako 5latek i zdobyl odznake p
          > o 5 lekcjach, choc byl motorycznie bardzo przecietny. moze zatem (pytam, nie wi
          > em) jest srednio sensowne wysilac sie trzy lata przedszkola na cos, co 6latki o
          > panuja w kilka miesiecy?

          Coś w tym chyba jest. Mnie sie kojarzy z wczesnym nocnikowaniem. Niektórzy juz roczniaka sadzają na nocnik, a inni czekają aż dziecko skończy 2 lata. W efekcie pierwszemu zajmie nauka rok, a drugiemu 2 tygodnie smile
          • afrikana Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 13:29
            Mnie sie kojarzy z wczesnym nocnikowaniem. Niektórzy juz
            > roczniaka sadzają na nocnik, a inni czekają aż dziecko skończy 2 lata. W efekci
            > e pierwszemu zajmie nauka rok, a drugiemu 2 tygodnie smile

            O ! Trafne porównanie - nic dodać, nic ująćsmile
            • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 15:44
              afrikana napisała:

              > Mnie sie kojarzy z wczesnym nocnikowaniem. Niektórzy juz
              > > roczniaka sadzają na nocnik, a inni czekają aż dziecko skończy 2 lata. W
              > efekci
              > > e pierwszemu zajmie nauka rok, a drugiemu 2 tygodnie smile
              >
              > O ! Trafne porównanie - nic dodać, nic ująćsmile

              A skoro o pupie... to znacie takie przechodzone przypadki w pieluchach, które do 4 roku życia zdjąć jej nie chcą. Ja znam.
              • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 18:40
                moj Mlody taki dosc oporny byl: zdejmowalam mu pieluche jak mial 2 lata, na wiosne - jeszcze nie calkiem cieplo, ale juz nie mroz. i musial wracac z placu zabaw przedwczesnie, i do tego w mokrych spodniach. z jeansow robila sie zimna zbroja. jesien nas zalapala, a Mlody do toalety nie chodzil. w przedszkolu dostawal histerii jak mu zmieniali majty, ale dalej nie korzystal z toalety. ale jak odmowilam zupelnie wspolpracy i kazalam siedziec w pokoju dziecinnym, zeby nie obsikiwal parkietu i mebli - to w ciagu jednego popoludnia opanowal oba zwieracze. mea culpa - nie wpadlam na ten pomysl wczesniej.
                • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 07:11
                  No cóż, śmiem twierdzić, że nie tyle młody był oporny ile jego mamusia...Wydaje mi się, że nie masz się czym chwalić.
                  • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 16:47
                    jak na razie daty nocnikowania nie ujmuje sie w cv, wiec sie mojemu 3,2latkowi pewnie upiecze i nie bedzie mnie za to scigal wink ale jak juz wszystkie 6latki beda smigac Harry Pottera w oryginale, to sie nawet zaswiadczenie lekarskie przyda.
                    pampersy nie stanowily zadnej pozycji w moim budzecie, wiec de facto bylo nam wszystkim przyjemniej, niz caly ten cyrk z "wysadzaniem".
                    • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 23:05
                      Nie chodziło mi o czas przestawienia się na nocnik tylko stosowanie metody typu "latamy pół roku w mokrych spodniach i wrzeszczymy w przedszkolu przy przebieraniu" (bo jak zrozumiałam taka to była metoda). Wydaje mi się po prostu, że taka metoda to może najwyżej wydłużyć proces przechodzenia na nocnik.
                      • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 10:43
                        moja Starsza zalapala jako dwulatka w jedno popoludnie - nie mam pieluchy, robi mi sie niefajnie w spodniach, ale przeciez wiem, kiedy mi sie chce sikac, wiec ide do toalety. zakladalam, ze moj dwulatek (w obu przypadkach) wie, co ja i tata robie w toalecie - bo nigdy tego nie ukrywalam. no i oczywiscie rowniez zwerbalizowalam moje oczekiwania: nie zakladam ci pieluchy, musisz mi powiedziec jak bedziesz chciala/chcial siku albo kupe.
                        IMO nic wspolnego z samodzielnym korzystaniem z toalety (i w szerszym kontekscie z odpowiedzialnoscia za samego siebie) nie ma: ustawiczne dopytywanie sie, czy sie dziecku chce, wysadzanie przed wyjsciem, przed snem, po posilku etc. jedna moja kolezanka latami dzieciom przed i w podrozy pic nie dawala.
                        pamietam, ze w przypadku Mlodego przy zapisywaniu go do przedszkola wychowawczyni powiedziala, ze nie ma problemu, w tydzien zacznie chodzic do toalety, bo mu bedzie lyso dawac sie "publicznie" przewijac. byla potem mocno zadziwiona - bo owszem lyso mu pewnie bylo, ale z toalety korzystac nie chcial.

              • afrikana Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 00:30
                > A skoro o pupie... to znacie takie przechodzone przypadki w pieluchach, które d
                > o 4 roku życia zdjąć jej nie chcą. Ja znam.

                Zdarzaja się, ale to odosobnione, rzadkie przypadki, w większości przypadków kłopoty natury zdrowotnej lub psychologicznej. I taki stan rzeczy najczęściej nie wynika Z WINY rodzica, czy dziecka jako tako. Potrzebuje ono wsparcia, czasu i pomocy. A niektóre moczą się bardzo długo i nie ma co ich wytykac palcami. Przypadków dzieci chodzących w pampersie w tym wieku ot tak sobie, nie znam i nie widuję. Zaniedbanie to margines i patologia, która występuje w każdej dzidzinie życia, ale nikt za normę jej nie uznaje.

                I takie "opóźnione" i szczególne przypadki zadarzaja sie w każdej dzidzinie, w nauce czytania i pisania również. Takie dzieci potrzebują czasu, wsparcia i pomocy. Od tego są psycholodzy, poradnie, rodzice i nauczyciele. Z pewnośćią nie ma się z czego smiać. Dzieci wymagających szczególnego wsparcia i pomocy w nauce wcale nie jest mało. Dla niektórych sa nawet spacjalne szkoły. Co w tym dziwnego ?
      • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 14.03.11, 18:00
        > mama 303- z waszym podejsciem gwarantuje, ze corka nie polubi czytania. jakby w
        > tobie tez oparcia w tym wzgledzie nie ma. a duzo ja omija, naprawde. pewnych k
        > ompetencji, pewnej wiedzy nie da sie posiasc bez czytania.

        Ty mi tak nie gwarantuj, bo niewidomo co z Twoimi dziećmi dalej będzie i z ich kompetencjami wink Wczesne czytanie nie daje dziecku gwarancji sukcesu w nauce i w życiu.

        > ale ty jakby dumna z tego jestes, moja corka smiala, fajna, a reszta to nerdy k
        > tore slecza nad ksiazkami.
        Pewnie że jestem dumna ze swojego dziecka. Jest niesamowita. Wiele osób mi to mówi.
        • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 12:16
          znowu sie wtrace na koncu drzewka.

          zglaszam problem z oczytaniem 6latka. moj Mlody wczoraj w poczekalni w poszukiwaniu lektury "wchlonal" mimochodem naglowki o katastrofie w Japonii. opczywiscie do tej pory informowalismy go - adekwatnie do wieku. naglowki roznego lotu, rowniez panikujace. dla niego 9 000km to wcale nie tak duzo, 1000 do babci jedzie sie 1 dzien, 2000 do Hiszpanii leci nieco ponad godzine. niby sie nie bal, ale trajkotal do 23.00.

          to jest sytuacja prosto z manuskryptow Steinera, ktory sie z powodu nowoczesnej przyspieszonej edukacji zapewne w grobie przewraca.

          jak chyba kazdy Polak mam zylke anarchistyczna. skrocili (D) czas do matury o rok. argumenty o konkurencyjnosci na globalnym rynku pracy do mnie nie docieraja - no bo w czym niby jest lepszy mlodszy o rok pracownik? w pryszczach pewnikiem.
          za to z racji zawodu szybciutko mi sie cyferki jawia: rocznie 260.000 absolwentow uczelni o rok wczesniej i o rok dluzej w swoim zyciu placi ponadprzecietne podatki i skladki socjalne. to jest miesiecznie ponad 200 000 000€, czyli rocznie 2 400 000 000€ dla budzetu. potem przed emerytura beda placic o rok dluzej lekko liczac 3 razy tyle. oplacalna ta reforma.

          argument o chlonnosci jezykowej gora 5latkow to ulubiony slogan szkol jezykowych dla szkrabow. niezupelnie prawdziwy, tak na prawde juz od 3 roku zycia drastycznie spada wrazliwosc dziecka na to JAK sie mowi, uwaga zaczyna sie skupiac na tym CO sie mowi. malo tego: juz nowonarodzone dziecko bedzie preferowac jezyk, ktorego "uczylo" sie jako plod. i to jest fajny pomysl na business. nie chce mi sie googlowac liczby przedszkolakow, ale ten angielski w przedszkolu to tez niezle ciacho. z przyjemnoscia sie do niego dolozylam, bo to byly fajne zajecia.
          • myelegans Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 18:11
            > zglaszam problem z oczytaniem 6latka. moj Mlody wczoraj w poczekalni w poszuk
            > iwaniu lektury "wchlonal" mimochodem naglowki o katastrofie w Japonii.

            Wiecej "zlych" wiadomosci razem z graficznymi obrazami dzieci dostaja na codzien z TV (my TV nie ogladamy wcale), poza tym radio z wiadomosciami jest wlaczone wszedzie od kazdego sklepu do kierowcy autobusu, wiec tak czy inaczej takie wiesci wala w dzieci, takze te, ktore nie umieja czytac.

            Ja widze, ze czytajace dziecko po prostu wiecej korzysta i jest lepiej stymulowane, niz analfabeta w jego wieku, taki 6-latek juz przeczyta menu w restauracji, przeczyta nazwy wszystkiego na stoku narciarskim, na plywalni, w pociagu stacje, w parkach rekreacyjnych, ulicy, na kazdym kroku codziennego zycia, i tu mozna mnozyc. Nie musi polegac na nas, dostarcza sobie informacje do procesowania w real time. My czesto podrozujemy i w 5-6 godzinne podroze samochodem zabieramy ksiazki, ewentualnie CD do sluchania, nie odtwarzacz DVD i mlody spokojni przez 2-3 godziny potrafi zajac sie czytaniem ksiazki, przegladaniem encyklopedii, czy innych albumow, i rysowaniem.

            argument o chlonnosci jezykowej gora 5latkow to ulubiony slogan szkol jezykowyc
            > h dla szkrabow. niezupelnie prawdziwy, tak na prawde juz od 3 roku zycia drasty
            > cznie spada wrazliwosc dziecka na to JAK sie mowi, uwaga zaczyna sie skupiac na
            > tym CO sie mowi. malo tego: juz nowonarodzone dziecko bedzie preferowac jezyk,
            > ktorego "uczylo" sie jako plod. i to jest fajny pomysl na business.

            Absolutnie sie zgadzam, wszystkie programy jezykowe pt Helen Doron, to o kant rozbic, takze lekcje jezykowe w typowej szkole gdzie jest 20 uczniow w klasie i 2 godziny jezyka/tydzien podczepie pod ta sama kategorie, lekcje z korepetytorem raz w tygodniu rowniez nie lepsze. Najlepsze sa programy jezykowe to "immersion" wiec dwujezyczne przedszkola i szkoly. Z jezykiem trzeba miec kontakt stale, trzeba sie w nim na jakims etapie zanurzyc, zeby sie wyksztalcil i zostal.
            Dzieci skandynawskie mowia dobrze po ang., ale ten angielski jest z nimi caly czas.

            A widze to na przykladzie dzieci dwujezycznych w szkole polskiej do ktorej chodzi moj syn. DZieci z rodzin, gdzie w domu oboje rodzicow mowi po polsku caly czas, mowia najlepiej, ale rodzenstwom miedzy soba juz rozmawia po ang. Im starsi tym ta rownowaga przesuwa sie na rzecz jezyka ang. i juz coraz czesciej odpowiadaja rodzicom po angielsku, albo wtracaja ang. wyrazy co drugie slowo i bardzo trudno z tym walczyc, wiec jak sie nie zlapie rozwoju jezyka na wczesnym etapie, pozniej sa problemy z motywacja i jezyk na tym cierpi.
            W mojej rodzinie, w ktorej jestem tylko ja mowiaca do syna po polsku od zawsze (z mezem rozmawiamy po ang, chociaz on jest samoukiem i polskiego nauczyl sie w stopniu takim, ze mozna go poslac na poczte i do sklepu) , cale srodowisko poza mna (szkola, przyjaciele, rodzina) mowia po ang. Syn mi odpowiada 90% po angielsku, dlatego zmuszam go do recytowania wierszykow i czytania, i czytac musi codziennie i jestem nieugieta na jeki i marudzenia w ramach ochrony beztroskiego dziecinstwa. Rozumiec, rozumie, z mowieniem jest gorzej. WSZYSTKIE polskie dzieci w polskiej szkole, jak tylko nauczycielka sie odwroci, albo na korytarzu mowia do siebie po ang, bo jest to po prostu dla nich pierwszy jezyk i zawsze przewazy.

            Maly tez od przedszkola ma hiszpanski, 2 razy w tygodniu, i co? zna moze kilka piosenek, pare zwrotow i jakies tam slowka i nie nazywam tego nauka jezyka, tylko zabawe z jezykiem.
            On sie zainteresowal chinskim, i namietnie przepisuje chinskie znaki. W szkole z racji demografii jest preznie dzialajaca szkola chinska, wiec moze go tam zapisze, ale na zasadzie lizniecia czym ten jezyk pachnie, nie faktycznej nauki, bo to jest ogromny wysilek, w ktorym ja nie bede mu w stanie pomoc, chociaz maz mowi troche po chinsku i zna jakies 200 znakow, wiec gdyby przyszlo co do czego zaczalby sie z nim uczyc.

            • zofijkamyjka Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 18:28
              Dzieci w rodzinach dwujęzycznych ucza sie drugiego języka z konieczności, ale spoko spoko można nauczyć się języka i to biegle zaczynajac w wieku nastu lat.
              Nie przesadzajmy z tą intensywną wczesną edukacją.
              • kunnegunnda Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 19:23
                spoko spoko można nauczyć się języka i to biegle zaczynajac w wieku nastu lat.
                no tak spoko... roznie sie uwazam, plastycznosc mozgu wg niektorych konczy sie w wieku 5 lat, wg niektorych w wieku pokwitania, wg niektorych trawa wiecznie (choc to niestety oczywiska bzdura).
                w mlodym wieku mozna sie nauczyc jezyka duzo szybciej i mniejszym wysilkiem. i miec prawie native like akcent. to samo moga tylko osiagnac osoby utalentowane lingwistycznie, zaczynajace pozniej. a wg mnei 2 czy 3 jezyka mozna sie uczyc pozniej, pierwszego jezyka obcego nalezy sie zaczac uczyc jak najwczesniej.
                w wieku kilkunastu lat zamiast pracowac ciezko nad jezykim, fajnie sie zajac juz innymi rzeczami. chocby drugim jezykiem...
                btw, helen doron mnie kiedys zaskoczylawink moj syn jako dziecko dwujezyczne (choc sytuacja akurat odwrtota niz mylegans) chodził n azajecia konwersacyjne w hd, z naticvem, dzieci ok 10 letnie iles tak uczace sie metoda hd. myslalam ze to jakas sciema, ze dzieci nie mowia po angielsku (moj byl tam jedynym 2jezyczniakiem) a tu szok: owszem, te dzieciaki sie komunkuja w 100% angielskim, kalecza, niegramatyczne, ale managed to get the message accross- i o to chodzi. dzieci po kilku latach nauki w szkole, wg normalnych metod (nie prywatnie, nie w szkolach angielskiego)- nie potrafia tego zrobic. i tam chyba sekret polega na codziennym sluchaniu plyty- jakas namaistka immersion. moje potawory oglasdaja kreskówki po angiesku- tez fajne. ale to lepiej dziala u maluchów u starszych juz tak sobie.
                • zofijkamyjka Re: nauka zabawa- nie trauma! 15.03.11, 20:23
                  kunnegunnda napisała:


                  > w mlodym wieku mozna sie nauczyc jezyka duzo szybciej i mniejszym wysilkiem. i
                  > miec prawie native like akcent.

                  Alez wręcz przeciwnie, w starszym wieku mozna sie łatwiej nauczyć języka bo jest to nauka świadoma. Te bajki o skuteczności wczesnego nauczania języka obcego sa niepotwierdzone
                  No chyba że mówimy o obcowaniu na codzień z drugim językiem /np w rodzinach dwujęzycznych/ a nie o typowym nauczaniu języka obcego.
                  • kunnegunnda bzdura! 15.03.11, 21:56
                    ale pie.... jak poparzona.
                    jest to potierdzone LICZNYMI WARYGODNYMI badaniami prowadzonymi juz przez lata. przez neuro- specjalistow. wiec naprawde, nie wypowiadaj sie na tematy, na ktore w ogole nic nie wiesz.
                    jezyka nie trzeba sie uczyc swiadomie, lwasnie tak sie ucza dzieci - w zabawie. dorosli- duzo wiekszym wysilkiem, i w zasadzie- jeseli nei maja zdolnosci jezykowych, lub ogromniej motywacji- wlasciwie nigdy nie osiagna proficiency w jezyku.
                • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 17.03.11, 17:04
                  Znając realia polskiej szkoły mogę zapewnić, że językowe beztalencie żadnego języka obcego się w szkole nie nauczy - choćby zaczęło edukację od I-szej klasy.
                  • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 17.03.11, 18:03
                    jakw napisała:

                    > Znając realia polskiej szkoły mogę zapewnić, że językowe beztalencie żadnego ję
                    > zyka obcego się w szkole nie nauczy - choćby zaczęło edukację od I-szej klasy.

                    Ano nie. Bo zdolność przyswojenia języka mimochodem zanika gdzieś około 5 roku życia. I oczywiście dziecko musi się stykać z tyn językiem codziennie w różnych sytuacjach.
                    • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 16:32
                      niezupelnie. zanika wrazliowsci na to JAK sie mowi czyli na gramatyke i wymowe, w fokusie rozwoju jezykowego zostaje slownictwo, znaczenia, niedopowiedzenia etc. i juz od 3 roku zycia. dlatego do logopedy powinny - nawet na wszelki wypadek (bo tak na prawde nie wiadomo czy nie nadgonia same zaobserwowanych deficytow) - trafiac 2latki, zeby zdazyc dopoki wrazliwosc nie zaniknie.
                      normalnie rzecz biorac : mama cos mowi, dziecko powtarza i jednoczesnie slyszy czy powiedzialo TAK SAMO, potem stara sie przyblizyc do oryginalu. od 3 roku zycia dziecko znacznie mniej wyraznie rejestruje te roznice.
      • jakw Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 07:57
        kunnegunnda napisała:

        > do ok 6 zycia nauka jest dla dzieci zabawa.
        Bo potem zaczyna się tzw "obowiązek" (szkolno-przedszkolny, w każdym razie edukacyjny), dziecko trafia w "łapy" grona pedagogicznego i zabawa się kończy. A że nie dasz rady przerobić do 6-tego roku życia programu do matury to pod koniec klasy VI pewnie większość małolatów szkoły nie lubi. Niezależnie od tego czy nauczyli się czytać w wieku lat 5,6-ciu czy 7-miu.

        > wlasnie wiedzy chyba jednak najbardziej- bo tego ewidentnei brakuje tym, ktorzy
        > twierdza, ze tylko dzieci w szkole i to z mozołem moga sie uczyc literek i cz
        > ytac.
        Nauka literek i nauka czytania to nie to samo. I śmiem twierdzić, że spora część nauczycieli, a jeszcze większa część rodziców nie ma kompetencji do uczenia czytania.



        > tobie tez oparcia w tym wzgledzie nie ma. a duzo ja omija, naprawde. pewnych k
        > ompetencji, pewnej wiedzy nie da sie posiasc bez czytania.
        Te kompetencje zaczynają się w klasie IV, może III. Na pewno nie na początku klasy I. Chyba że ktoś zakłada, że warunkiem nauczenia się czytania (oraz kilku innych umiejętności) w szkole jest nauczenie się tego wcześniej w domu. Ale w takim razie po co szkoła?

        > ale ty jakby dumna z tego jestes, moja corka smiala, fajna,
        Umiejętności interpersonalne będą prawdopodobnie lepszą podstawą tzw. "sukcesu życiowego" niż umiejętność czytania w wieku lat 3.
        • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 17:00
          akurat znowu bylam na wykladzie logopedy-guru i gwoli rztelenosci musze przyznac, ze ona bardzo propaguje wczesna nauke czytania - nie wczesna umiejetnosc ale wczesna nauke, proces a nie sukces. trafila do mnie o tyle, ze ani slowa nie mowila o zadnym zyciowym sukcesie. mowila o mowie jako ludzkiej ekspresji, wiec jakims tam czynniku szczescia. a nauka czytania ze wzgledu na kompleksowosc jest wg niej niej gigantycznym akceleratorem mowy. to jasne, ze mowa sie rowzija jesli dziecko ksiazki czyta, ale ona mowila o procesach neuro-logo zachodzacych juz w trakcie nauki literek i laczeniu sylab.
          • fogito Re: nauka zabawa- nie trauma! 18.03.11, 20:39
            I daltego dzieciaki z niedosłuchem uczone są czytać od 4 roku życia, bo to im doskonale wpływa na rozwój mowy.
            Ale tak powinne być uczone wszystkie dzieci, bo wtedy mniej byłoby kwiatków typu sepleniący lub mamroczący siedmiolatek. Znam takich niestety i póki nie trafią do I klasy to nie ma szansy, że ktoś ich do logopedy skieruje.
          • mama303 Re: nauka zabawa- nie trauma! 19.03.11, 08:29
            To moje dziecko jest jakimś ewenementem w tej kwestii. Mówić zaczęła bardzo wcześnie. Gadała jak najęta dobierając mądre słowa wprawiając w osłupienie niejednego że taki maluch tak nawija podczas gdy inne dzieci w jej wieku w większości prawie w ogóle nic nie mówiły smile Nie miała nigdy problemów z wypowiadaniem się, z dobieraniem słów, z wymową. A do liter, do czytania nie ciągnęło jej i niestety nadal nie ciągnie. Słuchać czytania jak najbardziej, ale czytać głośno nie lubi.
            Pani w szkole dośc nowoczesna jest w tym względzie, nie jest orędowniczką katowania głośnym czytaniem jeśli dziecko bardzo tego nie lubi. Zaleca np. czytanie ciche i potem odpytywanie z tego, co dziecko zrozumiało. Moje dziecko lepiej rozumie jak czyta cicho niż jak głośno.
            • grzalka Re 19.03.11, 13:40
              Mam dwóch 6,5 latków- obaj czytają, są w zerówce przedszkolnej. Ich starsza siostra w ich wieku nie czytała- mimo, że zaczęło wcześnie mówić i w domu było czytane od zawsze- co ona b. lubiła. Ale czytać nauczyła się dopiero w I klasie, a dobrze dopiero w II, kiedy mnie oświecono, że czytanie na głos proces nauki czytania spowalnia- faktycznie, okazało się to prawdą. Zastanawiałam się,dlaczego ona późno, a młodsze dzieci wcześniej- i chyba chodzi o to, że na nią wywieraliśmy presję (może nie wprost, ale chcieliśmy, żeby czytała i ją do tego zachęcaliśmy rożnymi sposobami- skutek był dokładnie odwrotny) a na młodszych wcale- i oni faktycznie nauczyli się sami. Jeden jest zapalony czytelnik, bardzo lubi czytać głośno, drugi mniej fanatycznie, ale też czyta.
            • mamusia1999 Re: nauka zabawa- nie trauma! 20.03.11, 10:26
              no ale to zadna opozycja nie jest. zaleznosc jest tylko w jedna strone - dzieci uczace sie (ale niekoniecznie umiejace!) czytac maja lepsza ekspresje mowy. ale niekoniecznie w druga. moja Starsza tez byla zawsze wygadana, a czytac zaczela przecietnie czyli wg programu szkolnego. dokladnie rzecz biorac: gdzies w 5 roku zycia zlozyla sobie ni z gruszki ni z pietruszki dwa niby slowa MOTO (magazyn o motorach) i REWE (nazwa sieci handlowej). podsuniete jej wtedy zabawy w literki, sylaby, slowa olala kompletnie, nie wykazywala zadnej woli "aktywnego" udzialu w czytanych jej ksiazkach i potem czytala j.w.
              a Mlody z opoznieniem mowy "wchlonal" jako 5latek elementarz w kilka tygodni i faktycznie mamy od tej pory gigantyczne postepy - choc oczywiscie dzialamy na kilku polach, wiec trudno stwierdzic, ze TYLKO dzieki czytaniu dogonil rowiesnikow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka