Dodaj do ulubionych

Prywatność dziecka.

03.05.04, 21:19
Poruzyłam już ten temat na forum 'Dziecko', ale tam zaglądają zwykle mamy
malutkich dzieci. Dlatego pisze tutaj, bo sprawa wydaje mi się ważna.
Codziennie odbierając dziecko ze szkoły słyszę parokrotnie ten sam niemal
dialog i widzę te same gesty w róznym wykonaniu. Najpierw pytanie Co
dostałeś? Dlaczego nie piątkę (lub szóstkę)? Zjadłeś obiadek? A ziemniaczki
też? Całe? Na pewno?Dziecię następnie udaje się do szatni. W tym czasie matka
(ew. babcia) otwiera jego tornister, przeprowadza rewizję, zagląda do
zeszytów. Gdy dziecko wraca wysłuchuje opinii o zeszycie, zadaniach i stanie
tornistra.Nigdy nie otworzyłabym tornistra dziecka bez jego zgody! Dlaczego?
Bo to JEGO tornister. Ma prawo mieć coś prywatnego, gdzie nie zaglądają
wszechwiedzące oczy mamy.
Witanie dziecka przesłuchaniem tez nie zachęci go do szczerego opowiadania,
co działo się w szkole. A pytając o konsumpcję ziemniaczków najwyżej nauczymy
je kłamać.
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Prywatność dziecka. 03.05.04, 22:58
      z tym nieprzegladaniem tornistrow bywa niestety roznie...
      przyznam - czasami zagladam, gdy oczekuje na wiadomosc od nauczycieli i nie
      moge sie jakos doczekac
      zdaza sie ze listy ode mnie do szkoly koncza swoj zywot w szkolnym biurku ....
      i odwrotnie....

      zazwyczaj pytam ,czy sa jakies wazne informacje dla mnie i jak duzo jest zadane

      poczty nie ruszam, do kont komputerowych nie zagladam

      stolowki w szkole nie ma
      • verdana Re: Prywatność dziecka. 03.05.04, 23:22
        A zaglądasz do jego biurka? I co on na to? I co robisz w wypadku, gdy stała
        odpowiedź brzmi "nic nie jest zadane'? Bo ja popełniłam ten błąd (pytanie o
        lekcje) przy pierwszym dziecku. Potem uznałam, ze nie ja jestem uczniem, nie ja
        odrabiam lekcje i nie ja jestem za nie odpowiedzialna. Teraz pomagam tylko na
        wyraźną prośbę i w wypadkach gdzie trzeba coś powtórzyć (np. tabliczkę mnożenia)
        • roseanne Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 00:50
          do biurka nie zagladam
          nie pytam co tylko ile jest zadane, by rozsadnie zaplanowac im (mam dwojke w
          domu )reszte wieczoru.
          te informacje ze szkoly jednak sa bardzo wazne - syn jest dzieckiem z
          zaburzeniem typu autystycznego..
          nie wszystko i nie zawsze da sie omowic przez telefon
          • aniutek Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 02:13
            nie grzebie w biurku, nie filtruje plecaka- natomiast czesto razem robimy w tym wiecznym balaganie
            porzadek, poniewaz moj syn uwaza, ze wszystko jest mu potrzebne; skrawki papieru, opakowania,
            ogryzione olowki i wszytskie ksiazki+ zeszyty+ foldery codziennie- i to wcale nie dlatego ,ze jest taki
            pilny i nie chce zapomniec, jemu sie nie chce w tym grzebac ot co!
            pytam o lekcje zawsze ile, czy trudne, wieczorem czy odrobione - moze sie zdarzyc tak,ze film czy gra
            byla taaak interesujaca, ze zapomnial. ale widze, ze sam zawsze pamieta i ( z raportow szkolnych
            wiem) ze zawsze ma odrobione i wszytsko jest OK.
            wscibstwa rodzicow/ babc nie trawie i obserwuje,ze tak nagabywane dzieciaki odpowiadaja byle co dla
            swietego spokoju.
            • Gość: agatka_s Re: Prywatność dziecka. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.05.04, 09:20
              No i to jest chyba klasyczny dysonans poznawczy...

              No bo z jednej strony prawo do intymności, niezależności, nie przeglądania
              zeszytów i traktowanie dziecka odpowiedzialnym za swoje czyny (w tym odrabianie
              lekcji) itp/itd, a z drugiej te wszystkie przypadki gdy rodzice totalnie się
              dzieckiem nie interesują (i te wszystkie nieszczęścia z tego wynikające),
              nawoływanie, aby z dziećmi rozmawiać, pogadanki psychologów o braku kontaktu z
              własnym dzieckiem. Prawo do tajemnic, a potem rozpacz rodziców "bo myśmy sobie
              z tego nie zdawali sprawy"....

              Jak to wszystko wypośrodkować ? Wydaje się, że to bardzo zależy od dziecka.
              Weźmy kwestie odrabiania lekcji. Moi rodzice nie mieli zielonego pojęcia co ja
              robie w szkole, bo byłam pilna i zorganizowana do bólu (tak mi zostało). Ale
              mój syn to juz co innego, zdolny jest bardzo, ale leń i roztrzepaniec z niego
              potworny, i bez mojej czasem delikatnej a czasem niestety bardzo skrupulatnej
              kontroli, chyba by wybrał "wolność" w tej kwestii. I co mam na to pozwolić ?
              • verdana Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 09:29
                A kto kończy szkołę? Ty czy on? Mozesz - moim zdaniem - zrobić piekło o jedynkę
                za nieodrobione lekcje, ale nie powinnaś siedzieć z nim i sprawdzać czy
                wszystko odrobił. Tylko on powienien być odpowiedzialny za swoje stopnie w
                szkole. Niestety, taka postawa konczy się oczywiście gorszymi stopniami - ale
                to także jego stopnie. Natomiast - i tu kryje się pocieszenie - skutkuje
                znacznie lepszymi wynikami na studiach, bo tam samodzielność, której często
                dobrzy uczniowie się nie nauczyli, jest w cenie.
                • Gość: Iza2 Re: Prywatność dziecka. IP: *.k.mcnet.pl 04.05.04, 10:05
                  Niestety sprawa nie jest taka oczywista i zgadzam się z agatka, ze zależy od
                  dziecka. Jeden poradzi sobie sam, a jedynka za nieodrobienie lekcji będzie
                  motywacją na przyszłość inne ma to po prostu w nosie. Ja sama mam okropny
                  dylemat czy sprawdzać lekcje czy nie, czy pytać co jest zadane czy zostawić to
                  dziecku w myśl zasady jej szkoła jej problem. Rozmawiałam z nauczycielami w
                  zeszłym tygodniu na ten temat i wszyscy, z którymi o dziecku rozmawiałam
                  powtarzali, że nie mogę jej zostawić samej, bo narobi sobie zaległości, a
                  gimnazjum już we wrześniu. Mówili mi też, żeby nie kupować dziecku żadnych
                  lekcji, korepetycji, bo to rzeczywiście zrzuca odpowiedzialność z dziecka, ale w
                  niektóych sytuacjach nadzór rodzica jest konieczny. To samo zresztą jest z
                  pracownikami - jeden pracuje, bo ma poczucie obowiązku, inny nie zrobi nic, póki
                  szef mu nie patrzy na ręce. I niestety tak jak ja nie jestem w stanie zrozumieć,
                  że dziecko nie może usiedzieć godziny w spokoju tak pewnie Verdana nie będzie w
                  stanie pojąć, że nad dzieckiem trzeba sterczeć, póki jej się takie dziecko nie
                  trafi.
                  Natomaist co do prywatności zgadzam sie całkowicie - żadnego czytania smsów,
                  pamiętników, listów, maili. Najwyżej spojrzę z kim koresponduje i gdyby był to
                  ktoś obcy, to bym spytało kto to.
                • Gość: agatka_s Re: Prywatność dziecka. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.05.04, 10:34
                  Mój syn ma dopiero 9-lat, więc myślę, że tak z tą jego odpowiedzialnością
                  (dojrzałością) nie za bardzo jeszcze (a pewne nawyki ktore wyrobi sobie teraz
                  będą procentować w przyszłości). Zresztą ingerencji rodziców wymaga sama
                  szkoła, rodzice są upominani za niepomaganie dzieciom, za brak świadomości co
                  dzieci w danym momencie przerabiają (musimy być na przykład na bieżąco z
                  lekturami, jest też wiele rzeczy, które dzieci z założenia mają przygotować w
                  domu razem z rodzicami).

                  A co do odrabiania lekcji akurat przez mojego syna, to on jest bardzo
                  wybiórczy, to co go interesuje robi chętnie i natychmiast, i kilka lekcji do
                  przodu (za co zresztą dostaje uwagi w dzienniczku), a to co go nie interesuje,
                  może nie istnieć, no i ja muszę niestety trochę naginać jego wolność, bo
                  wyrośnie mi geniusz matematyczny, który świetnie pływa i broni na bramce, ale
                  który pisze jak "kura pazurem" i nie wie jak napisać list albo urzędowe pismo.

                  Przy czym żeby było jasne nie odrabiam z nim lekcji, tylko kontroluje czy już
                  zaczął i czy juz skończył i czy na 100% zrobił wszystko, no czyli dokonujemy
                  wspólnie tego znienawidzonego przeglądu tornistra. Niestety na moje
                  pytania "jak było w szkole ?" zazwyczaj słyszę tylko lakoniczne "dobrze", ale
                  to już norma, co nie znaczy że przestaje zadawać to pytanie, bo wiem ze jednak
                  on potrzebuje tego pytania, i jak bym przestała się pytać to wcale by nie był
                  szczęśliwy (choć tak mówi).
                  • verdana Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 12:26
                    Ależ mnie się właśnie trafił taki, co nie odrabiał lekcji. Uczył się tylko tego
                    co go interesowało. Szkoła wzywała, dawała uwagi itd. Ja próbowałam kontrolować
                    (ale to, co da się zrobić przy małym dziecku, u starszego już nie skutkuje -
                    przecież nie będę dzwonić do kolegów, zeby zapytać co zadane). Wrzeszczałam po
                    kazdej wywiadówce, kiedy okazywało się, ze nie ma ani jednego zeszytu, na
                    lekcjach czyta pod ławką i nie wie co jest zadane. Koszmar. Zepsułam mu
                    dzieciństwo i wczesna młodość- efektem była nerwica serca i terapia u
                    psychologa. Tak było do liceum, kiedy odpuściłam i zaczął się uczyć. Na
                    studiach radzi sobie świetnie.Zrozumiałam - po pierwsze - ze odpowiedzialność
                    za naukę dziecka nie powinna spadać na rodziców - to sprawa między szkołą a
                    uczniem. Rodzice nie powinni zazwyczaj uczyć dzieci - b. rzadko kto ma
                    cierpliwość do własnego dziecka. A to że szkoła wymaga ingerencji rodziców? Z
                    tym trzeba walczyć, a nie aprobować!
                    A jak pisze jedna z matek "muszę niestety trochę naginać jego wolność, bo
                    > wyrośnie mi geniusz matematyczny, który świetnie pływa i broni na bramce, ale
                    > który pisze jak "kura pazurem" i nie wie jak napisać list albo urzędowe
                    pismo"
                    I bardzo dobrze! Nie wszyscy musza potrafić wszystko! Lepszy źle piszący
                    matematyczny geniusz, niż człowiek który matematykę zna średnio i srednio pismo
                    napisze i średnią w szkole ma dobrą...
                    • Gość: agatka_s Re: Prywatność dziecka. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.05.04, 14:42
                      Mój nie jest tak dramatycznym przypadkiem, raczej nie jest tak źle aby lekcje
                      trzeba było sprawdzać u kolegów (raczej jest akurat odwrotnie). A ja
                      zdecyowanie nie jestem zwolenniczka bezstresowego wychowania (i bez stresowej
                      nauki), potem wyrastają z tego psychopaci i analfabeci. Uważam też, że zakres
                      szkoły podstawowej każdy opanować powinien, czy z własnej woli czy z przymusu,
                      a w cywilizowanym świecie ktoś kto nie ma pewnych podstaw (ładne wysławianie
                      się, minimum oczytania, choć jeden język obcy) jest zagrożeniem sam dla
                      siebie . Może i szkoła ma jakieś obowiązki wobec mojego dziecka aby
                      wyprowadzić go na ludzi (aczkolwiek wątpliwe to trochę), ale ja tam wolę nie
                      ogladać się na szkołe i zadbać o to sama. A że tam trochę wolności osobistej
                      się naruszy ? Odpowiem przewrotnie : Najcudowniejsze pokolenia rosły nam
                      zawsze w czasach łamania tej wolności (i nie tylko tej zresztą), zdrowe
                      proporcje i ustawienie spraw rodzic-dziecko było, jest i będzie istotne, a ich
                      zagubienie prowadzi zazwyczaj do opłakanych skutków.

                      Moje dziecko na szczęście raczej nie jest i nie będzie znerwicowane, bo jest na
                      to poprostu za pogodne i za bardzo optymistyczne.
    • ka_thy a pukanie do drzwi? 04.05.04, 13:20
      W wielu filmach widzę jak rodzic wchodząc do pokoju dziecka puka. Ja nigdy tego
      nie robię, choć się czasem zastanawiałam czy nie powinnam. A Wy, pukacie?
      • Gość: Iza2 Re: a pukanie do drzwi? IP: *.k.mcnet.pl 04.05.04, 14:28
        Ja ukam jak jest koleżanka i mja zamknięte drzwi. Ale nie czekam na proszę, ot
        tak pro forma. A poza tym drzwi są na razie zawsze otwarte. Ale chyba będę
        pukać, do łazienki nie wchodzę już nigdy
      • Gość: agatka_s Re: a pukanie do drzwi? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.05.04, 14:29
        Nie nie pukam, bo u nas nigdy żadne drzwi nie są zamknięte (czasem nawet i do
        łazienki), taki pełen "open space" i "open life". Wysłanie do pokoju i
        zamknięcie drzwi wraz z nakazem "przemyśl sobie spokojnie swoje postępowanie"-
        to jedna z podstawowych kar, więc zamykanie drzwi raczej nam nie kojarzy się
        OK. Aha sorry w grę jeszcze wchodzi wtedy jak mój syn ogląda mecz i go
        komentuje, a ja chlipie przy jakimś romantycznym serialu, wtedy drzwi są
        zamykane z konieczności.
        • verdana Re: a pukanie do drzwi? 04.05.04, 15:02
          Do nastolatki pukam. Do dziewięciolatka nie, ale raczej nie wchodzę, bo po co
          mam się denerwować bałaganem.
          Ja też nie znoszę bezstraesowego wychowania. Chodzi mi tu nie o odpuszczanie
          dziecku nauki, ale o to by ono samo o nią zadbał, a nie było to obowiązkiem
          mamy pakującej plecak, sprawdzającej zadania i przepytującej - czy dziecko chce
          czy nie - czy wszystkiego się nauczyło. Może mam zboczenie zawodowe, bo z roku
          na rok widzę coraz więcej studentów, którzy absolutnie nie potrafią
          samodzielnie wybrać sobie zajęć, znaleźć odpowiedniej literatury itd. A są to
          ludzie zdolni i inteligentni, tylko nigdy tego nie robili - mamy wypożyczały im
          książki, załatwiały lekcje. Tak mówi wielu z nich... i to smutne.
          • Gość: agatka_s Re: a pukanie do drzwi? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.05.04, 16:58
            Taaaa ta dzisiejsza młodzież to ogólnie taka wygodna i raczej bierna, ale są
            też i wyjątki. Ja teraz w pracy mam dużo doczynienia ze studentami (pomagają
            nam w róznych rzeczach) no i niektóre osobniki są wręcz fantastyczne, wiedzą
            czego chcą, mają determinację, wytrwałość, w miarę pracowitość. Ciekawe
            zapytam się jak ich rodzice chowali bezstresowo czy stresowo wymagając i
            kontrolując ???

            A tak przy okazji jak rózni mogą być rodzice i ich pociechy...
            Ja zawsze byłam samodzielna i nigdy nie pozwalałam rodzicom mi się wtrącać:
            Liceum wybrałam sobie sama, sama złozyłam papiery pokonałam 14 osób na jedno
            miejsce, a od 2-iej klasy już zarabiałam dając korepetycje z anglika (wtedy to
            nie było takie oczywiste), no a mój syn jest inny i jak pojechał na obóz to
            cały przechodził w jednej parze skarpetek bo nie znalazł woreczka z pięknie
            zapakowanymi przeze mnie skarpetami...no cóż widocznie czasem tak bywa.
            • verdana Re: a pukanie do drzwi? 04.05.04, 18:28
              Mam wrażenie, ze wielu osobom mylą się dwie rzeczy - bezstresowe wychowanie i
              poszanowanie prywatności i odrębności. Bezstresowe wychowanie uwazam za 1/
              głupie 2/ technicznie niemożliwe. Ale poszanowanie odrębności i prywatności
              jest czymś zupełnie innym - oznacza np., ze o wielu sprawach niewaznych i
              ważnych(np. wyborze liceum, pakowaniu się na obóz, własnej nauce szkolnej)
              decyduje młody człowiek, a ja mogę pomóc czy doradzić, ale nie podjęć
              ostateczną decyzję. Ale to przecież nie oznacza braku wychowania! Mogę zganić,
              mogę wyrazić swoje oburzenie, nawet nawrzeszczeć i ukarać. Chodzi mi jednak o
              to, by od najmłodszych lat dziecko wiedziało, że to ONO , jest odpowiedzialne
              za swoje czyny i wybory.
      • roseanne Re: a pukanie do drzwi? 04.05.04, 16:35
        do drzwi pokoi pukam rano, gdy nie jestem pewna czy juz sie ubrali lub gdy
        maja gosci

        drzwi sa zazwyczej otwarte caly czas


        do lazienki pukam zawsze, niezaleznie kto tam jest
    • ewencja Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 17:29
      Nie czytajcie pamietnikow tylko oto prosze.
      Mama ze mna odrabiala lekcje do 3 klasy podstawowki, potem juz sama. Chodze na
      korepetycje z matm i rodzice mi zawsze powtarzali, ze jak potrzebuje pomocy to
      moge na nich liczyc. Referaty czesto robie z mama. Poza tym za rok mam
      mature....smile
      • ratyzbona Re: Prywatność dziecka. 04.05.04, 17:49
        Z prywatnością dzieci jest tak - przez większość czasu drzwi powinny byc
        otwarte ( można czasem zajrrzec i upomniec ,ze te ubrania to raczej powinny
        leżeć w szafie), jednak gdy dziecko czuje taka potrzebę powinno móc zamknąć
        drzwi i być pewne ,że nikt nie wejdzie bez pukania. jest też dla mnie
        oczywiste ,że po ukończeniu przez dziecko dziewiatego roku zycia powinno móc
        ono zamykać drzwi nawet na cały dzień.Ciągła kontrola rodzicłów zazwyczaj
        kończy się tym ,że dzieci robią wszytkie zakazane rzeczy poza domem gdy rodzice
        naprawdę nie mogą nic zrobić - to dopiero jest zabawne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka