Czyli jak wyluzować perfekcjonistkę?
Moje dziecko - drugoklasistka - pisze bardzo starannie. To nawet trudno nazwać pisaniem - to jest reprodukowanie wzorów kaligraficznych. Zdarzyło mi się w pierwszej klasie spojrzeć na stronę ćwiczeń kaligraficznych i zdziwić się, po cholerę zadrukowali całą. Przy kolorowaniu ostatnio stwierdziła - ojej, wyszłam za linię. Zerknęłam, nic nie widzę, pytam gdzie, pokazała, dalej nie widzę.
Zdarza jej się przynieść do domu dokończenie pracy z lekcji i wiem, że to wynika z nadmiaru staranności, nie z gadania z koleżankami i nie niezrozumienia, bo chwyta w lot.
Na razie przyjęłam, że jak się usprawni, to ten sam efekt będzie osiągała szybciej, ale zaczynam się niepokoić. Aha - w życiu nie powiedziałam jej, żeby pisała staranniej, nie mam problemów z "gorszymi" ocenami (typu wspaniale z dwoma minusami, czy bardzo dobrze, to u nich na razie chyba dół skali), nie wychwalam przesadnie za dobre. I ona też się tymi gorszymi ocenami nie przejmuje, więc nie o ocenę tu idzie. W domu bałagani jak większość normalnych dzieciaków, rysuje raz bardziej, raz mniej starannie. Nauczycielka lubi kaligrafię i mogła ją trochę przechwalić na początku - ale też nie widzę tu dramatu. I na razie w ogóle jest dość bezstresowo - ale ja widzę, że ta bezstresowość to częściowo kwestia używania zmazywalnego pióra, przy którym nie widać błędów. Boję się, że przy tym stopniu perfekcjonizmu będzie miała problemy później, ale nie wiem, jak ją nauczyć, że błędy są OK. Przecież nie zabiorę jej tego zmazywalnego pióra, bo mi się zapłacze

.
Miał ktoś taki egzemplarz? Wyrosło?