Dodaj do ulubionych

Granice popychania

26.11.12, 15:38
No wlasnie gdzie jest ta granica, kiedy rodzic powinien troche popchnac mloda latorosl, do czegos, co dziecko lubi, ale kocha, albo co mu sie juz znudzilo, ale co potencjalnie moze w przyszlosci pokochac, jak umiejetnosci zostana wycwiczone.
Moj 8 latek dostal sie pare miesiecy temu do sekcji plywackiej, konkurencja ostra, na 85 dzieci przyjeto 20. I zaczely sie treningi, mlody ma wyrazny dyg do plywania, jest szybki, wytrzymaly, szybko sie uczy, treningi 2 razy w tygodniu po 1.5 godziny, plus zawody w weekendy. I tu sie zaczynaja schody, bo jak treningi lubi (jeszcze), to zawodow juz nie, chociaz zawsze zajmuje wysokie miejsca i zdobywa punkty dla druzyny, wiec nagroda jest i myslalam, ze to bedzie jego najwieksza motywacja, tymczasem nie jest. Na treningach sie przyklada, jest skupiony, wykonuje polenia, pracuje wytrwale, ale widze, ze nie jest to jego pasja i mu zapal troche wygasa.
My tam specjalnego parcia na kariere plywacka nie mamy, nie mamy oczekiwan wynikowych, ale widze, ze to jest pierwszy raz, kiedy synowi cos nie przychodzi, latwo, prosto i przyjemnie jak: karate, narty, lyzwy, jazda na rowerze, czy nauka czytania, ktora przyszla przez osmoze, i czegokolwiek sie dotknie to szybko sie uczy. Nawet to plywanie, dostal sie do sekcji bez specjalnego wysilku i zadnych formalnych lekcji wczesniej nie mial, poza tym, ze cale wakacje na basenie siedzi, po prostu "nasladowalem inne dzieci".
ale tu podczas treningow, po raz pierwszy musi sie przylozyc, popchnac troche, zmeczyc, pracowac systematycznie, wyjsc poza swoja strefe komfortu psychicznego.
I tak sobie mysle, ze to jest dobre cwiczenie charakteru, kiedy to dochodzi sie do czegos praca i systematycznoscia i z czego ma sie na koncu satysfakcje, bo tak najczesciej w zyciu do czegos sie dochodzi, i dobrze jak jeszcze jest talent, a tutaj jest. Kiedys bedzie musial sie w koncu przylozyc do nauki, uczyc do sprawdzianu, przysiasc faldow, i moze to jest wlasciwy moment zeby zaczac.
No i nie wiem, odpuscic mu to plywanie, pozwolic zrezygnowac, przy pierwszych objawach, ze mu sie nie chce, ze nie czuje tego, pomimo, ze ma wyrazne predyspozycje, pozwolic, na przyszlosc po prostu rezygnowac jak cos przestaje byc "fun". Na razie mamy umowe, ze do konca sezonu potrenuje, pozniej podejmiemy decyzje. Gdyby nie bylo zawodow, to wszystko byloby OK, ale bez zawodow sie nie da. Jak zrezygnuje teraz, to wlasciwie juz zamyka sobie droge, a dla mnie to jest dodatkowo fajny sport dla zdrowia, a on potrzebuje czegos do spalenia energii, ktorej ma w nadmiarze, a takze ze wzgledow towarzystkich, bo tam jest druzyna, duzo czasu ze soba podczas zawodow spedzaja itd.. Po treningach, to nawet zmeczony nie jest. Wogole jest z typu co lubi sport i jest bardzo aktywny.

No i co mamy robic?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Granice popychania 26.11.12, 16:30
      Pozwolić zrezygnować. Szcszególnie, ze do końca sezonu ma trenować. Dziecko ma prawo nie znosić zawodów - zmuszanie go do konkurowania, jesli tego nie lubi jest bez sensu. Wcale nie kształtuje charakteru poswięcanie sie przymusowe czemuś, czego sie nie lubi i co nie jest w żaden sposób konieczne. Raczej uczy, że nie nalezy pokazywać nikomu żadnych umiejetnosci czy talentów, bo szybko rodzice zmienia przyjemność w ciężki obowiązek.
      Poza tym naprawdę, ośmiolatek ma prawo zmieniać zdanie, zacząć czymś sie interesować, a po pół roku interesować sie czymś zupełnie innym.
      Zmuszając dziecko do nielubianych treningów zamykasz mu drogę do tego, aby znalazł to, co lubi.
    • berdebul Re: Granice popychania 27.11.12, 14:37
      Nie odpuszczaj przy pierwszym "nie chce mi się". Każdy sportowiec dochodzi do takiego momentu że ma dosyć - bo ciężki trening/bo dołek/bo trener wymaga/bo nie poszło na zawodach.
      Porozmawiaj z trenerem jak on to widzi. A później podejmijcie decyzje.
      • myelegans Re: Granice popychania 27.11.12, 20:08
        Dzieki za opinie. Mamy umowe z mlodym, ze trenuje do konca sezonu, bo taka decyzje podjelismy wspolnie na poczatku sezonu. Sezon trwa do kwietnia, konczy sie mistrzostwami stanowymi, do tego momentu ma jeszcze 6 zawodow miedzydruzynowych, z zawodow na zawody jest lepiej i treme przelamuje coraz bardziej.
        To jest osobnik, ktory nie ma slomianego zapalu. Tutaj duzym czynnikiem bylo to, ze 3 jego dobrych kolegow nie dostala sie do sekcji po wstepnej selekcji, i jakos do tej pory nie udalo mu sie z nikim zaprzyjaznic, i mi to wypluwa i twierdzi, ze jak w przyszlym roku koledzy sie dostana, to on tez zostaje, ale podejrzewam tu drugie dno.
        Gdyby mu szlo jak po grudzie, treningi byly za ciezkie, to odpusciabym teraz, ale dla niego nie sa i wyniki sa dobre.
        W przyszlym sezonie bedzie musial podjac decyzje, w ktora strone idzie, bo treningow bedzie wiecej. Trener mowi, ze ma talent, ale to za malo, musi byc pasja, ktorej na razie nie widze.

        JA tylko nie chce, zeby kiedyc mial pretensje, ze go nie zachecilismy i ze stracil szanse, jak to zrobil kiedys moj ojciec ze mna, ale takie jest chyba zycie, cos sie zyskuje, cos sie traci. Jak mowie, nie mam parcia na zawodowstwo. Mialam cicha nadzieje, ze przynajmniej ze 2-3 lata potrenuje, zeby wycwiczyl styl i technike, co mu zostanie w zyciu przyda. Mnie ojciec odpuscil, i troche zaluje, bo teraz chcialabym w triatlonach postartowac, a plywanie lezy.
        • e-kasia27 Re: Granice popychania 27.11.12, 23:40
          myelegans napisała:

          > Mnie ojciec odpuscil, i troche zaluje
          > , bo teraz chcialabym w triatlonach postartowac, a plywanie lezy.

          No i tu jest pies pogrzebany!
          Chcesz własne niedociągnięcia i niespełnione marzenia kosztem dziecka naprawiać!
          Skoro ty nie zrobiłaś, to syna trzeba do tego zmusić?

          A może on nigdy nie będzie chciał się sportem żadnym zajmować?
          Dlaczego nie pozwalasz dziecku samemu wybrać i ułożyć swojego życia, tak jak chce?
          Bo ty wiesz lepiej, co powinien robić i co mu się może w życiu przydać?

          • graz.ka Re: Granice popychania 27.11.12, 23:45
            raczej wie, że z perspektywy czasu żałuje się braku wytrwałości...
            • e-kasia27 Re: Granice popychania 28.11.12, 00:16
              No to niech się teraz wytrwałością wykaże i sama poćwiczy to pływanie, skoro tak jej tej umiejętności brakuje, zamiast zmuszać do tego dziecko.

              Ćwiczyć zawsze można, na to nigdy nie jest za późno, ale może jej się nadal nie chce tego robić, dlatego chciałby, żeby syn to za nią zrobił?

              To tylko puste gadanie, że chciałaby startować, ale nie może teraz tego robić, bo ojciec nawalił i odpuścił - więc to nie jej wina, że nie może startować, bo się nie nauczyła super pływać, tylko ojca!
              Dobra wymówka, żeby winę na kogoś zwalić i samemu mieć czyste sumienie.
              Zrobiłabym, ale nie mogę, przez niego...
              A skoro, ja nie zrobiłam, to mój syn musi zrobić, to ja się wtedy lepiej poczuję...


              • fogito Re: Granice popychania 28.11.12, 06:55
                Ostro siostro surprised

                Gdybym musiała popychać syna do sportu to bym pozwoliła mu zrezygnować. Zmuszałabym tylko wtedy, gdyby był to nakaz lekarza z jakiegoś tam powodu. Nie jestem chińską matką zdecydowanie wink
                Mój syn trenuje ostro piłkę i ma za dużo sparingów i turniejów. Ale on uwielbia wygrywać i walczyć. JA muszę stopować jego zapędy, bo czasu na lekcje brakuje.
                • enja11 Re: Granice popychania 28.11.12, 11:36
                  Ale tu jest jeszcze kwestia umowy miedzy nimi (trenuje do końca sezonu - zgodził się na to) i nauki płynącej z ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Dzieciak nie ma depresji związanej z treningami - wręcz je lubi, nie lubi tylko zawodów.
                  Mój syn zaczął chodzić na aikido jak miał 5 lat. Najpierw było super, chodził z kolegą, więc wymiatali razem. Po roku kolega zrezygnował bo załapał następną pasję - piłkę nożną. No i Jasiek chciał odpuścić - nie dlatego, że nie lubił już aikido, tylko dlatego, ze bał się nawiązać nowe znajomości, a samemu w grupie trudno. Najpierw umówiliśmy się na miesiąc treningów, po których mógł zrezygnować. Nie chciał, więc potem ustaliliśmy, że jak się decyduje to musi chodzić do końca roku szkolnego. Parę razy w ciągu roku miał chwile zwątpienia, ale umowa jest umowa. Dodam, że nie płakał jak szedł na trening, nie bolał go brzuch z tego powodu, spał i jadł normalnie. I to jest dla mnie sygnał, że to normalne chwile zwątpienia wynikające ze zmęczenia/znużenia/niechęci do obowiązku. Tak, bo taki trening to przecież kolejny obowiązek dla dziecka. Sygnałem, że trzeba zrezygnować byłoby dla mnie gdyby właśnie każdy kolejny trening (powiedzmy przez 2-4 tygodnie) okupiony był stresem.
                  Dodam, że chłopak, który zrezygnował dla piłki nożnej zrezygnował z niej po 3m-cach, potem próbował jeszcze karate i pływania. I dopiero przy tym pływaniu rodzice poszli po rozum do głowy i nie pozwolili mu zrezygnować po pierwszych wątpliwościach. I pływa dalej, lubi to i odnosi pierwsze sukcesy. Możnaby powiedzieć, że gdyby nie zrezygnowanie z aikido nie doszedłby do pływania, ale przecież on pływa też tylko dlatego, że w pewnym momencie rodzice przestali mu odpuszczać i wykorzystali swoją MĄDROŚĆ ŻYCIOWĄ i zadecydowali za dzieciaka.
                • menodo Re: Granice popychania 28.11.12, 12:40
                  "Gdybym musiała popychać syna do sportu to bym pozwoliła mu zrezygnować."

                  Ja też, aczkolwiek na etapie dziecięcym bardzo zachęcałam, czasem nawet naciskałam - bo uważałam, że pływanie/konie/karate po prostu służy zdrowiu dzieci i daje im przydatne umiejętności. Odpuszczałam, kiedy zaczynało się marudzenie. Czasem słyszałam od trenerów - wielka szkoda, bo ma talent. No, ale mnie by się nie chciało zawozić na treningi panny z fochami - i jeszcze za to płacić. I jeszcze wysłuchiwać - że mam chore ambicje big_grin

                  Typ sportowca - zwycięzcy nie wymaga "gonienia do sportu".
                  Mam w bliskiej rodzinie chłopca, który od wczesnego dzieciństwa terroryzował rodziców swoją pasją. Wiele osób nie rozumie, że jest możliwe, aby kilkuletni dzieciak dzień w dzień, w niedzielę i święta, budził rodziców o 6 rano - już gotowy do wyjścia na treningbig_grin
                  I jemu wisiało, czy kolega się dostał do sekcji, czy nie - jego motywacja do ćwiczeń wynika z jego pasji, a nie z jego potrzeb towarzyskich czy afiliacyjnych.
                  Oczywiście - takie dzieci też wymagają wsparcia emocjonalnego, one też mają kryzysy a kondycja psychiczna ma ogromne znaczenie dla wyników sportowych, ale tym się powinni zajmować trenerzy, psychologowie sportowi, a nie rodzice.
                  • myelegans Re: Granice popychania 28.11.12, 16:45
                    Cytat Typ sportowca - zwycięzcy nie wymaga "gonienia do sportu". Absolutnie sie zgadzam, i ci najczesciej dojda na sama gore, ich nie trzeba zachecac, motywowac, bo sami sa wewnetrznie zmotywowani, z tym, ze jest ich 1%. Cala reszta nie ma motywacji i czesto po prostu odpuszcza za szybko. Coreczka przyjaciolki jest gimnastyczka, ma 8 lat i trenuje 10godzin w tygodniu, a po treningach trenerka wygania ja do domu, bo ta jeszcze salta wywija, a matka zapisala ja na gimnastyke jak miala 3 lata, coby sobie krzywdy nie zrobila, bo w domu zwisala z czego sie dalo glowa w dol, robila salta z kanapy na poduszki na podloge. Ma bardzo wysoki ranking juz, i jak sie gdzies po drodze nie wypali, to widze ja na olimpiadzie w Turcji.

                    Moja filozofia jest taka: w dzisiejszym swiecie technologii i zmotoryzowania, dzieci maja zdecydowanie za malo ruchu, mlody ma... godzine WF tygodniowo (sic!), siedza za duzo przed ekranami, a za malo sie ruszaja i za duzo smieciowego jedzenia jedza (rodzice rowniez), nawet na podworko za malo sa wypuszczani, poza tym u nas typowych podworek nie ma. Zaszczepienie u dziecka aktywnosci fizycznej i sportu od malego, wyjdzie mu w przyszlosci na zdrowie, a po drodze otylosci sie nie nabawi, jak jeszcze zechce rywalizowac w zdrowej i wspierajacej atmosferze, to satysfakcja po drodze jeszcze jest i cos w czym dziecko moze byc dobre, jak gdzie indziej nie jest. I balans jest zachowany.

        • menodo Re: Granice popychania 28.11.12, 13:46
          JA tylko nie chce, zeby kiedyc mial pretensje, ze go nie zachecilismy i ze stracil szanse, jak to zrobil kiedys moj ojciec ze mna, ale takie jest chyba zycie, cos sie zyskuje, cos sie traci."

          No właśnie.
          Mój syn też czasem żałuje - że szkoda, że go nie przycisnęliśmy, bo może by - nie wiem - dalej niż Małysz skakał big_grin
          Wtedy mu przypominam szczegóły zdarzeń i dyskusji ( bo dorosłym dzieciom często te szczegóły umykają) - jak to na przykład odmówił wyjazdu na zapłacony już obóz narciarski, bo kolega zachorował, a on sam nie chciał. Albo polecam wizytę na strychu, gdzie mogłabym założyć muzeum kilkumiesięcznych pasji naszych dzieci.

          Nie, rodzice nie są odpowiedzialni za to, że dzieci, którym się nie chciało ćwiczyć, nie są obecnie mistrzami świata big_grin


          • myelegans Re: Granice popychania 28.11.12, 13:57
            Menodo, Masz calkowita racje. Sa umiejetnosci, ktore warto nabyt w wczesnie, bo najzwyczajniej przydaja sie w zyciu, a takze w kontaktach towarzyskich np. jazda na nartach, lyzwach, rowerze, gra w tenisa, gra na jakims instrumencie, bo w mlodym wieku po prostu jest latwiej. Plywanie dodatkowo to kwestia bezpieczenstwa.
            Nie trzeba od razu wchodzic w zawodnicze zycie, ale bycie w druzynie szkolnej, zawody, mecze, rozgrywki, to sa te doswiadczenia i wspomnienia, i przyjaznie, ktore gdzies tam zostaja.
            Mozliwosci bedzie jeszcze wiele, w calej szkolnej i studenckiej karierze.

        • mama303 Re: Granice popychania 03.12.12, 21:04
          myelegans napisała:


          > JA tylko nie chce, zeby kiedyc mial pretensje, ze go nie zachecilismy i ze stra
          > cil szanse, jak to zrobil kiedys moj ojciec ze mna, ale takie jest chyba zycie

          To jest głupie strasznie, najlepiej o wszystkie swoje niedoskonałosci winic rodziców i już czujemy sie usprawiedliwieni i jest nam lepiej, prawda? tongue_out
          Osobiście pare zdolnosci własnych zaprzepaściłam ale nie przyszło by mi winic za to rodziców. Moge miec pretensje do siebie

          • myelegans Re: Granice popychania 03.12.12, 22:22
            Ja wiem, ze glupio, ale zal gdzies jest i nie udaje, ze go nie ma, nawet jak to jest nieracjonalne, zwlaszcza, ze wielokrotnie prosilam, ze chce tego czy owego sprobowac i byl jakis opor z ich strony, chociaz stac ich bylo finansowo, a ja bylam na tyle samodzielna, ze logistycznie moglam sie dowiesc i odwiesc. I wszystko jakos w pustke szlo.
            NIe wiem jak to jest ze strony rodzica, dlatego pytam o opinie innych, ja to znam ze strony dziecka.
            Na ematce toczy sie dyskusja nt. jak to rodzice nam czegostam nie umozliwili, albo umozliwili, i moj tutaj sentyment nie jest jakis odosobniony.
            Ja wiem, to jest zycie, nie ma idealnych rodzicow, ani idealnych dzieci i w przeszlosc to wszyscy mamy 20/20 wzrok.
            • mama303 Re: Granice popychania 04.12.12, 07:40
              myelegans napisała:

              > Ja wiem, ze glupio, ale zal gdzies jest i nie udaje, ze go nie ma, nawet jak to
              > jest nieracjonalne, zwlaszcza, ze wielokrotnie prosilam, ze chce tego czy oweg
              > o sprobowac i byl jakis opor z ich strony, chociaz stac ich bylo finansowo

              Ale to jednak co innego: rodzice nie pozwalali czegos czy rodzice nie pchali na siłę do czegoś, na co dziecko ochoty nie miało. Prentensja o to drugie wydaje mi się totalna głupotą.
    • twarz2 Re: Granice popychania 29.11.12, 00:01
      Granice popychania - bardzo dobre pytanie smile

      Mój syn tez pływa i pływa bardzo chętnie sam z siebie, chce trenować, jeździć na zawody itd.
      Od tego roku chodzi na sekcję i tu pojawia się problem, bo godziny zajęć sekcji zupełnie nam nie pasuję. Zajęcia są albo rano na 6tą rano, albo po południu na 16tą (właśnie wtedy kończę pracę, a telportu niestety nie mam uncertain) Ustaliliśmy zatem, że jeżeli już chce chodzić, to chodzimy na 6tą (muszę zebrać na ten basen nie tylko syna, ale i córkę 5ltnią). I co wyjście na basen pojawia się problem ze wstawaniem - wychodzę z siebie i staję obok w trakcie pobudki i zmuszenia dziecka do wstania. Przy czym jak już docieramy na basen jest super. Za każdym razem jednak bije sie z myślami, czy robię dobrze budząc go i zmuszając do tych porannych wyjść uncertain Niby potem jest zadowolony, opowiada entuzjastycznie co poprawił, co trenowali, jaki wynik osiągnął, ale to wstawanie to koszmar i dla mnie i dla niego.

      Ciągle rozważam, czy tej granicy nie przekraczam uncertain
      • myelegans Re: Granice popychania 29.11.12, 01:01
        No to graba smile Plywanie w sekcji to juz inny zwierz niz zajecia typu: 2x w tyodniu basen. To nie da sie ukrywac praca.
        Podziwiam, z takimi godzinami to ja rzucilabym rekawice.

        Moj brat byl w kadrze narodowej juniorow, zaiwanial na 6 rano na basen na rowerze, albo autobusem pracowniczym sam, nikt go nie dowozil, i nikt go z lozka nie sciagal. Chlopak mial pasje wielka.
        • maksimum Re: Granice popychania 29.11.12, 03:48
          myelegans napisała:

          > Moj brat byl w kadrze narodowej juniorow, zaiwanial na 6 rano na basen na rower
          > ze, albo autobusem pracowniczym sam, nikt go nie dowozil, i nikt go z lozka nie
          > sciagal. Chlopak mial pasje wielka.

          Ja plywalem wlasnie tak przed szkola na Polonii Warszawa a pozniej z mokrymi wlosami do szkoly.W zime tez.

          Syn plywa bardzo dobrze,gra praktycznie w kazdy sport,ale namowilem go na tenisa i sam nauczylem grac.

          fortgreene.patch.com/articles/brooklyn-tech-sports-wrap-up#photo-6161661
          Najlepszy w szkole nie byl,ale najprzystojniejszy owszem.

          Popychac dzieci trzeba,szczegolnie na poczatku a pozniej same sie wkrecaja.
        • twarz2 Re: Granice popychania 29.11.12, 16:23
          > Moj brat byl w kadrze narodowej juniorow, zaiwanial na 6 rano na basen na rower
          > ze, albo autobusem pracowniczym sam, nikt go nie dowozil, i nikt go z lozka nie
          > sciagal. Chlopak mial pasje wielka.

          Czekam z niecierpliwością, aż mój dorośnie (albo ja smile) do tego, że sam będzie zasuwał na ten basen - daleko nie mamy, pieszo spokojnie dojdzie w kilkanaście minut. O ile mu się do tego czasu nie odwidzi big_grin
    • myelegans Re: Granice popychania 03.12.12, 18:35
      Skoro temat zaczelam to i pociagne, moze sie komus przyda.
      Kolejne zawody, kolejny postep, i sportowy i w postawie dziecka. Zyskuje na pewnosci siebie, zawiera znajomosci, rozpoznaje sportowe zachowania, gratuluje wspolzawodnikom, zaczyna sie identyfikowac z druzyna, szczegolnie podczas sztafet, i to w atmosferze zgielku, dopingu, jak to na zawodach, a mlody jest spokojny i skupiony, wykonuje polecenia trenera i organizatorow, jak nie wie, to dopyta...
      Po sobotnich zawodach uslyszalam "to byly fajne zawody, gdzie sa nastepne?" chociaz pod wzgledem wynikowym byly najgorsze i dla niego i dla druzyny big_grin w tym sezonie, bo przeciez nie o wyniki tu chodzi, (ale tym Plaszczkom to i tak dorypiemy w przyszlym sezonie wink

      Gdybysmy odpuscili przy pierwszych objawach "to nie dla mnie, boje sie wystepow publicznych" bo byly placze i pojscie w zaparte, to mogloby go ominac cos bardzo fajnego.
    • tititu Re: Granice popychania 05.12.12, 10:51
      Ja jestem za popychaniem i wspieraniem jeśli dziecko lubi jakiś sport. Czasem po prostu dziecko obawia się zawodów i gorszych wyników: "jak sobie poradzę na tle grupy", "czy nie zawalę grupie wyniku?"
      Jak się przełamie i zobaczy, że nawet zawalenie nie rozbija ekipy - a wygrana scala - to uczy się więcej niż w szkole. Grupa daje wsparcie a sport satysfakcję.
      I Poza wszystkim -dzieciaki teraz są tak krzywe i grube, że każdy sport jest lepszy niż odpuszczenie ruchu. Bo hasło, że pójdzie z kolegami pograć i się porusza można między bajki włożyć.
      • myelegans Re: Granice popychania 05.12.12, 13:24
        Bo natura ludzka leniwa jest, dlatego mamy tyle utytych doroslych, bo latwiej, prosciej i przyjemniej jest siedziec przed TV albo z ksiazka i talerzem jedzenia , niz biegac i pocic sie.

        Unikamy wysilku fizycznego, bo to niewygoda i dyskomfort, a nikt swiadomie i dobrowolnie na dyskomfort narazac sie nie lubi. Jak dzieci maja jeszcze naturalna potrzebe aktywnosci ruchowej, coraz bardziej zabijana przez styl zycia, tak juz dorosli spoczywaja najczesciej na laurach. Czesto slysze kobiety wspolpracownice, kolezanki, narzekajace na nadwage, probujace kolejnej diety i kolejnego fitnessu, przy ktorym trzymaja miesiac, odpuszczaja i , jak to chcialyby sportowo i aktywnie, ale "czasu nie maja, a o 6 rano to w zyciu, bo za wczesnie, i paluszek i glowka, za ciemno, za zimno, za goraco, za wilgotno, za wietrznie, kolano boli, albo zakwas sie zrobil itd." To jak wymagac od dzieci?

        Jak patrze na kolegow i kolezanki z klubu plywackiego brata, teraz panowie i panie, w wieku 40+ to wszyscy trzymaja forme, nie tylko nie utyli, ale ciagle widac ich na stokach, na basenie, na sciezkach biegajacych i tdzieci w szkolach sportowych, albo cos uprawiajace ponad wiszeniem na trzepaku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka