Dodaj do ulubionych

nie mam juz cierpliwosci.

27.11.12, 07:28
Moja cierpliwosc juz sie nie odradza, nie mam juz Ciaglenadziei ze kiedykolwiek bedzie dobrze.
Mam córkę prawie dziewieciolatke i nie moge wogole sie z nia porozumiec. Nie chce jej ciagle zakazywac dawac kar i kazac jej cos robic. Ale ona sama nic nie robi. Ma zadania domowe zapisane na kartce - nie robi . Musze ciagle przypominac i nakazywac to robic. Ona mi ciagle mówi ze inne kolezanki nic w domu nie robią. Nie mają zadnych obowiązków.
No i najwiekszy problem jej niejedzenie. Owszem je malo , ale ciagle grymasi i wybrzydza .
Nie moge zrobic normalnego obiadu bo nie je miesa , ziemniakow. Ciagle musze pilnować zeby jadla. Jadla szybciej , z zupy nie jadla tylko i wylacznie wody.
Przed kazdym jedzeniem jest licytowanie ila ma zjesc lyzek , co z talerza nie zje bo przeciez nie lubi.
Ja juz nie mam sily. Jestem za slaba psychicznie na wychowywanie dziecka. Cierpie tak strasznie ze juz mi na niczym nie zalezy. Najgorsze ze nie zalezy mi juz na niej.
Obserwuj wątek
    • solejrolia Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 08:11
      Będzie brutalnie, to nie ty masz problem z dzieckiem, to dziecko ma problem z tobą. i uważam, że powinnaś iść na terapię.
      9latka to duża dziewczynka, nie wyobrażam sobie, żeby stać nad tak duzym dzieckiem i wściekać się o lekcje, pilnować jedzenia, i wykrzykiwać, że w domu nic nie robi, a potem płakać z braku cierpliwości do 9latki.
      wprowadziłaś jakiś terror okrutny, skoro tylko kary, zakazy, nakazy.
      nie wiem, jakie obowiązki powinna mieć prawie 9letnia dziewczynka, może sprecyzuj co byś chciała, żeby ona robiła w domu i może napisz, w czym dziewczynka jest dobra, za co możesz ją pochwalić? a co lubi jeść? i co robisz ty dla niej, żeby i ona chciała współpracować (oprócz nakazów, zakazów i kar)

      > Ja juz nie mam sily. Jestem za slaba psychicznie na wychowywanie dziecka. Cierp
      > ie tak strasznie ze juz mi na niczym nie zalezy. Najgorsze ze nie zalezy mi juz
      > na niej.
      terapia.
      • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 08:19
        lubi jajka gotowane i nalesniki z solą. Nie ma tylko nakazów i terroru. jest wspolne czytanie, zabawy , co drugi dzień spacery. bawimy sie w kalambury , wymyslamy sgry słowne,
        Jakie ma zadania domowe? głownie chodzic po domu w papciach, buty brudne stawiac do wanny a nie wsadzac do szafki, oprózniac sniadaniówke, sprzatac kuwete kota i bawic sie z kotem co jakis czas laserkiem, i odkurzac mieszkanie. Z lekcjami nie mam problemu. Bo robi.
        ja nie wiem jak ja mam tego wszytskiego nauczyc. Ja nie mam sily wiecznie chodzic i poprawiac i sprawdzac czy zrobila os z tych zadan. A moje ciagle bycie z nia polega na upominaniu.
        • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:06
          Jakie ma zadania domowe? głownie chodzic po domu w papciach,
          smile To jest zadanie domowe?!
          Z góry zresztą skazane na niepowodzenie. Chyba że jej papucie na śrubki przykręcisz... A może przyklej?
        • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:55
          makbyt napisała:

          > Jakie ma zadania domowe? głownie chodzic po domu w papciach, buty brudne stawia
          > c do wanny a nie wsadzac do szafki, oprózniac sniadaniówke, sprzatac kuwete kot
          > a i bawic sie z kotem co jakis czas laserkiem, i odkurzac mieszkanie.

          To nie sa jakieś trudne zadania, bez przesady. Ustal razem z nią zadania cykliczne /najlepiej zapisz i powieś nad biurkiem/ i jesli nie wykona tego co ustalone utnij jakis przywilej, np. oglądanie TV, komputer, co tam lubi robić w wolnym czasie. Bądź konsekwentna! i pozwól jej zadecydować czy zrobi /i ma przywilej/ czy nie zrobi /Ty jeteś zmuszona zrobic za nią/ i przywileju nie ma. Nie marudź, nie przypominaj. Pozwój ponieśc konsekwencje niewykonania zadania


          > ic i poprawiac i sprawdzac czy zrobila os z tych zadan. A moje ciagle bycie z n
          > ia polega na upominaniu.

          Mozna na początku przypomniec pare razy, ale nie wymuszać. Nie zrobi, zrób ostentacyjnie za nią i ...konsekwencja.

          A jedzenie kompletnie odpuść i nie przejmuj się, podawaj normalne posiłki /mozna uwzglednić oczywiscie preferencje byle nie wydumane zachcianki smile/i jak nie zje to trudno.
          No i pochwały za byle pierdołe wykonaną zgodnie z umową. Powodzenia. Mam podobnie z córką /oprócz problemów z jedzeniem / smile Rozumiem co czujesz.
    • olamka1 Odpuść trochę... 27.11.12, 08:17
      Przynajmniej z jedzeniem. Zero możliwości podjadania w domu czegoś innego i podanie jej tego co jedzą wszyscy. I ogranicz do minimum ględzenie na ten temat ile i co ma zjeść, nie licytuj się itd. Musisz wyrwać i siebie i ją z tego przeklętego kręgu zachowań: talerz na stole i rusza lawina grymaszeń i licytacji ile łyżek itd. Ja bym odpuściła, niech je ile chce ale NIE dała nic w zamian. Co do innych rzeczy może dobrym pomysłem byłby spisany na kartce KONTRAKT - co ma każdy z członków rodziny robić w domu. Ogranicz to przypominanie jej wieczne - bo ona musi ponieść SAMA konsekwencje tego, ze coś zawali. Musi odczuć na własnej skórze.
      Pomijam milczeniem to Twoje :nie zależy mi już na niej"... jesteś wykończona sytuacją... ja też mam dni, ze udusiłabym dzieciaka smile.... naprawdę musisz po prostu zmienić schemat panujący u Was już za długo.
      • makbyt Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 08:25
        Jestem wykonczona bo nie widze poprawy. Ona ciagle wszystko zapomina, nie przywiazuje wagi do tego co mówię jesli chodzi o zadania,
        Mamy spisane zadania na kartce i od rana zaczyna sie od sprawdzenia co ma napisane.
        Najgorsze jest to niejedzenie. Ona nawet nie mowi ze jej cos nie smakuje tylko mowi ze jest niedobre. Wczoraj nie zjadla ani jednej jkanapki w szkole i marchewek za to u koleżanki paluszki slone. Oczywiscie miala rozwolnienie , bolal ja brzuch i bylo mamo pomóz, lącznie z wycieraniem tylka. Ja czuje sie jak maszyna.
        • lucyjkama Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 08:54
          Poważnie, wycierałaś tyłek 9 latce????
          Co do jedzenia, postaw talerz i nie komentuj. Po 15 minutach (czy innym czasie, jak już wszyscy zjedzą) bez słowa zabierz talerz córki. Na kolejny posiłek tak samo. Szybko się zorientuje, że albo je ze wszystkim to co ma nałożone, albo jest głodna. Tylko trzeba dopilnować, żeby nie miała możliwości podjadania (dostępu do słodyczy, serków, czy pieniędzy na nie).
          I zachowaj spokój, nawet jak nie zje prawie nic przez 3 dni to nic jej nie będzie.
          Obowiązki domowe.... Hmmm... Wiesz, jakbyś mi kazała wkładać BUTY DO WANNY to też bym się zbuntowała. Bo to dziwne jest, nawet bardzo dziwne.
          Polecam książeczkę:
          merlin.pl/Jak-mowic-zeby-dzieci-nas-sluchaly-jak-sluchac-zeby-dzieci-do-nas-mowily_Adele-Faber/browse/product/1,579920.html
          Tam jest o tym jak można dogadać się z dzieckiem bez zrzędzenia i karania.
          • makbyt Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 09:10
            Buty do wanny bo trzeba je obmyć. Ona sama tego nie zrobi, powolutku ja tego uczę.
            Nie wiem jak w innych domach czyści się buty z błota.
            A z tym jedzeniem to nic nie da. Tak próbowałam jak miała 4 latka.
            Najgorsze ze ona nauczyla sie tego wybrzydzania. Jak jest gdzies beze mnie to je suchy chleb albo chleb z masłem. Zreszta w przedszkolu juz miala zakaz jedzenia chleba bo nie jadla obiadów. Ona je ale bardzo mało i jest to zawsze obkupione grymasami i licytowaniem.
            To jest tak dziwne ze trzeba siedziec i pilnować. Potrafi trzymać mieso w buzi koło 30 minut.
            Ona nie ma przyjemności w jedzeniu. Chyba. Bo jak rozmawiamy o jedzeniu to ona nawet nie powie jakie lubi. Ostre i pikantne, slodkie. Ciagle musze trafiac.
            Polubila kurczaka z rozna. Juz nie jadla prawie 2 tygodnie, wczoraj szlyśmy koło rozna i mówi ze z checią zje. Nie zjadla po chyba przyprawy jej nie podeszly. Nie wiem dlaczego powiedziala ze jest niedobry. Ogólnie ona nie potrafi powiedziec dlaczego niedobry tylko wlasnie to słowo ciągle mówi.
            • olamka1 Jedzenie 27.11.12, 09:48
              Podawaj podstawowe potrawy, takie których nie można nie lubić - przestań zastanawiać się czy lubi na ostro, na słodko... . To udręka i sama dostrzegasz, że ona tak postępuje tylko z Tobą, w domu sad Ja bym robiła tak: stawiała na stole do śniadania: mleko, płatki, chleb, bułki, masło, szynkę, dżem, ser. I niech je co chce. Nie zje nic. Olewam. Kasy na przekąski w szkole nie daję. Można spróbować z wykupieniem obiadów w szkole - są tanie a nuż tam zje na zasadzie, bo inni jedzą. I tam nie ma Ciebie, która przynudza i jak cerber obserwuje czy trzyma nadal w gębie mięso czy raczyła przełknąć smile . Kolacja na podobnej zasadzie. Stawiam na stole kilka rzeczy i już. Zupę zrób miks, żeby nie jadła tylko wody. Przyprawy obowiązkowo na stole. jak lubi chleb to też niech zawsze stoi. Powstrzymaj komentarze. Nie ględź. I postępuj tak przez miesiąc. Nie zadziała - wtedy psycholog. Dla was obydwu!!!
              • olamka1 I jeszcze... 27.11.12, 09:52
                ... zastanów się DLACZEGO jedzenie jest dla Ciebie takie ważne...??? Boisz się czegoś? Może kojarzy Ci się z byciem "złą matką" gdy dziecko nie je? Na zasadzie - jestem do niczego jako żywiciel...??? Przestań łączyć swoją wartość z jedzeniem czy nie-jedzeniem Twojego dziecka. Jeśli mam trochę racji to Twoja Córka jedzenie traktuje jako formę walki z Tobą, bo idealnie wyczuwa, ze jest to temat, który Cię dręczy.
          • mama_kotula Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 09:11
            Cytat
            Obowiązki domowe.... Hmmm... Wiesz, jakbyś mi kazała wkładać BUTY DO WANNY to też bym się zbuntowała. Bo to dziwne jest, nawet bardzo dziwne.


            Mokrych, brudnych, ubłoconych butów? Mnie nie dziwi. Ale ja mam dwójkę ganiająca po błocie. Często po przyjściu z podwórka w wannie lądują nie tylko buty, ale i kurtka, spodnie i wszystko, co dziecko ma na sobie. Czemu w wannie? bo i tak idzie do prania, a łatwiej mi umyć wannę, niż podłogę w przedpokoju, w szafce i w łazience. I tez mnie szlag trafia, jak mi dziewczynka zabłocone (wytarte o wycieraczkę, owszem, ale z wierzchu błoto) wkłada do szafki, brudząc szafkę i sąsiednie obuwie, podobnie jak mnie trafia wkładanie brudnych łachów do szafy, a nie do kosza na pranie.
            Tyle, że moja dziewczynka buty myje sobie sama. Fakt, po piętnastym napomnieniu, bo sama z siebie nie umyje, ponieważ ma lat 8 i rozwojowego focha na robienie czegokolwiek.

            Do autorki wątku - jedzeniu bym się przyjrzała, zrobiła badania podstawowe, też w kierunku alergii pokarmowych. Wykluczyła u psychologa podłoże psychiczne.

            Co do zlewania obowiązków - to rozwojowe jest, czasem też czuję się jak maszynka do wydawania poleceń. Zredukowałam do minimum, a i tak trzeba 150 razy przypomnieć, nie mówiąc o tym, że panienka u koleżanek przesiaduje całymi dniami i na obowiązki domowe zostaje jej godzina wieczorem, a ona wtedy taaaakaaaaa zmęęęęęczooooona i w ogóle to mamo chciałam czytać, nie widzisz? Ale to przechodzi, tak sądzę, starszy już powoli zaczyna pewne rzeczy (ścielenie łóżka, zanoszenie ubrań do prania, wieczorne odkurzanie pokoju) robić nawykowo i bez przypominania, więc jest nadzieja.
        • hankam Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 09:14
          Bo Ty jesteś trochę maszyną. Maszyną do upominania.
          Odpuść z jedzeniem, nie umrze z głodu. Nie chce, niech nie je. Ja jedzenie z dzieciństwa, ba, z wieku nastoletniego, wspominam jak najgorszą udrękę.
          Po prostu - niech to, czy zjadła, czy nie, przestanie być najważniejszą sprawą dnia.
          Poza tym...
          Lekcje odrabia, a to jest najważniejszy obowiązek dziecka. Czyli Twoje dziecko jest w porządku.
          Do reszty próbuj dziecko wdrażać, ale ja bym unikała spisywania zadań, kontraktów i rozliczaniam, a potem upominania. Upominanie to straszna nuda, nikt nie lubi, jak się mu truje. Nie truj. Mów krótko i bez pretensji w głosie. Mów "pomóż mi", a nie "i znowu nie zrobiłaś tego i tego".
          Tak w ogóle, to mam wrażenie, że sporo jest tych zadań dla dziecka i może niepotrzebnie traktujesz je jak zadania - pewne rzeczy powinny być normalnymi nawykami.

          Z ciekawosci pytam, macie jakąś specjalną wannę do butów?
          • mama_kotula Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 09:27
            Jejku, co wy z tymi butami? Dziewoja bezmyślnie wrzuca upieprzone buty do szafki, dodając roboty matce, bo przecież nie ona myje szafkę, nie? dlatego ujmujemy sobie pracy, MYŚLĄC.

            Ja też bezmyślność tępię, tyle że nie na zasadzie nakazów i zakazów, jeno proszę o pomoc w wykonaniu dołożonej pracy. Jak mimo prośby lezą w zabłoconych butach do kuchni, proszę o przyniesienie wiadra i mopa, jak mimo próśb wrzaskiem obudza młodą z dziennej drzemki, proszę o posiedzenie z nią podczas gdy gotuję obiad. I tak dalej.
            • solejrolia Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 09:59
              jakby mi córa dokładała roboty, to bym się wściekła.

              moja właziła do domu w butach , bo np. zapomniała czegoś i musiała się wrócić, nie wycierała psu łap po przyjściu z podwórka, chyba tylko ze dwa razy przypomniałam, że do domu nie włazi sie w butach, że znów łapy nie wytarte. potem automatycznie wręczałam szczotkę do zamiatania, mopa. nauczyła się, że bardziej opłaca się jej zadbać o to, by nie nabrudzić, niż potem sprzątać po sobie i psie. tak duże dziecko dość szybko uczy sie kalkulowania, co mu się bardziej opłaca.
          • olamka1 Kontrakt 27.11.12, 09:42
            Kontrakt jest o tyle fajny, że redukuje ględzenie. Wymaga tylko machnięcia w stronę wiszącej np. na lodówce kartki smile bez licytowania się, przynudzania itd. Daje poczucie jasności zasad.
            • jagabaga92 Re: Kontrakt 27.11.12, 10:06
              No i powinien dawać jeszcze poczucie praw. Bo machanie w stronę kartki tylko wtedy, gdy dziecko ma wypełnic obowiązek, jest nie fair.

              Jedzenie - albo zastosowałabym zaproponowana metodę zabierania talerza sprzed nosa, gdy pora posiłku minie, albo szykowałabym jej do znudzenia - 3x dziennie to, co akceptuje.

              Do szkoły zamiast kanapki i - o zgrozo!!wink - marchewek, upiecz jakieś mufinki wytrawne lub "na słodko".

              Śniadaniówki, jeśli nie opróżni - dostaje następnego dnia w nieumytej, a jedynie w opróżnionej z resztek.

              Wstawiania ubłoconych buciorów do wanny bym nie odpuściła. Na sprzątanie kuwety można ustalić dyżury. Bawić z kotem tez można się wspólnie. Regularne odkurzanie odpuściłabym (Twoja córka to chyba nie Kopciuszek).

              Na początek może tablica naklejek i nagród.

              Waga: mój syn (chłopak, a więc wg siatek centylowych powinien ważyć więcej od dziewczynki-rówieśniczki) waży 24kg przy wzroście 131cm. Jest szczupły, a nie chudy.
              • mama_kotula Re: Kontrakt 27.11.12, 10:17
                Cytat
                Na początek może tablica naklejek i nagród.


                Tablica naklejek i nagród bardzo szybko uczy dziecko, że pewne rzeczy (obowiązki!) wykonuje sie dla nagrody li i jedynie. Po czym dziecko kalkuluje, co może zrobić aby dokończyć rządek i dostać nagrodę.
                Oraz rozumiem, że taka sama tablica naklejek i nagród jest dla mamy, dla taty? Jak mama dzisiaj grzecznie poszła do pracy, dostaje 3 słoneczka, jak zrobiła obiad - 2 słoneczka...

                Wolę pokazywać dziecku naturalne konsekwencje wynikające z tego, że: posprząta, pomoże itd. - powoli zaczyna działać. Posiedzisz chwilę i popilnujesz siostry, to ja w tym czasie mogę iść do kuchni ugotować ci budyń. Oraz, często proszę dziecko np. o zrobienie mi kanapki, herbaty - znaczy, oderwanie się od tego, co robi i sprawienie innemu członkowi rodziny przyjemności. Nie powiem, są opory, są protesty ("przecież teraz czyyyyytaaaaam!", "dlaczego ja mam to robić?!"), ale nie ustępuję, z uśmiechem dalej wydaję dyspozycje.
                • olamka1 Re: Kontrakt 27.11.12, 10:22
                  "Tablica naklejek i nagród bardzo szybko uczy dziecko, że pewne rzeczy (obowiązki!) wykonuje sie dla nagrody li i jedynie. "

                  Ale w sumie ilu z nas chodziłoby do pracy, gdyby nie otrzymywało się za to pensji???
                  big_grin
                  • mama_kotula Re: Kontrakt 27.11.12, 10:35
                    olamka1 napisała:

                    > "Tablica naklejek i nagród bardzo szybko uczy dziecko, że pewne rzeczy (obowiąz
                    > ki!) wykonuje sie dla nagrody li i jedynie. "
                    >
                    > Ale w sumie ilu z nas chodziłoby do pracy, gdyby nie otrzymywało się za to pens
                    > ji???
                    > big_grin

                    No mi się zdarza pracować hobbystycznie, ale ja uwielbiam moją pracę smile

                    Po prostu jestem przeciwna nagradzania za wykonywanie rzeczy dla dobra wspólnego. Mogę nagrodzić ekstra za umycie samochodu, bo inaczej jechałabym do myjni, nie? Ale nie za ścielenie łózka, mycie garów czy cokolwiek innego. Bo potem słyszę "a jak nie będę bić Anki, to będę potem mógł grać w Minecraft?" - nie, synu, jak nie będziesz bić Anki, to matka będzie szczęśliwa i będzie dla ciebie miła, Anka będzie szczęśliwa i nie będzie się mścić i w ogóle będzie sie nam dobrze żyło. A jak umyjesz gary, to nie, nie dostaniesz za to dodatkowego czasu na kompa, tylko sprawisz mi dużą przyjemność i obiad bedzie szybciej.
                    Dodam, ze jest mi trudno, bo syn ma ZA, cieżko, bardzo ciężko przywoływać empatię - i w sumie jest "coś za coś", klucz w tym, aby nagrodą nie był dodatkowy czas na kompa, tylko zadowolenie wszystkich i szybszy obiad (w posprzątanej kuchni robi się szybciej wink). I tak dalej.
                    • hankam Re: Kontrakt 27.11.12, 10:47
                      Jak najbardziej.
                    • jagabaga92 Re: Kontrakt 27.11.12, 10:57
                      > klucz w tym, aby nagrodą nie był dodatkowy czas na kompa, tylko zadowolenie wszystkich

                      a w ogóle dopuszczasz nagrody dla dzieci? Bo przecież wszystko, co robią, powinny robić z dla zadowolenia wszystkich, a jeśli nie dla zadowolenia innych, to dla własnej satysfakcji. Przy takim podejściu nie znajduję "powodu przyznania dziecku nagrody".
                      • mama_kotula Re: Kontrakt 27.11.12, 11:04
                        jagabaga92 napisała:
                        > a w ogóle dopuszczasz nagrody dla dzieci? Bo przecież wszystko, co robią, powin
                        > ny robić z dla zadowolenia wszystkich, a jeśli nie dla zadowolenia innych, to d
                        > la własnej satysfakcji. Przy takim podejściu nie znajduję "powodu przyznania dz
                        > iecku nagrody".

                        Ogólnie coraz mniej sie skłaniam ku nagrodom (i karom).
                        Ale tak, dopuszczam nagrody w określonych przypadkach. Za robienie rzeczy ekstra, oraz za postępy w pracy nad sobą, w terapii, jako dodatkową motywację (syn ma obiecaną sporą nagrodę, bardzo dla niego wartościową, za widoczny postęp w terapii echolalii). Nie nagradzam za wypełnianie obowiązków domowych i robienie dobrych rzeczy dla innych - nie jestem organizatorem konkursu pt. życie.
                        Raz poprosiłam dzieci o posprzątanie łazienki, jak chciały oglądać film - akurat mielismy dostępny jeden komp (mój), a ja miałam ważną pracę na cito - ot, na godzinę; dodatkowo się złożyło, że młoda akurat zasnęła, czyli miałam do wyboru - sprzątać, albo pracować i posprzątać potem. Łazienka wołała dramatycznie o sprzatanie, więc poprosiłam o posprzątanie, ja w tym czasie mogłam dokończyć pracę, a potem wspólnie obejrzeliśmy film. Nie potraktowały filmu jako nagrody.
                • jagabaga92 Re: Kontrakt 27.11.12, 10:26
                  > Tablica naklejek i nagród bardzo szybko uczy dziecko, że pewne rzeczy (obowiązki!) wykonuje sie dla nagrody li i jedynie. Po czym dziecko kalkuluje, co może zrobić aby dokończyć rządek i dostać nagrodę.

                  To fakt, że dziecko szybko kalkuluje. Niemniej u mnie świetnie sprawdziła się tablica naklejek nie za byle co, ale za wykonanie konkretnej czynności bez żadnego przypominania. Gdy zapełniła się, pochwaliłam syna, że jest odpowiedzialnym i pomocnym młodym człowiekiem, czym "awansowałam go" psychicznie. Duma z pochwały utrwaliła wykonywanie czynności - już bez marudzenia i ociągania się.
        • morekac Re: Odpuść trochę... 27.11.12, 16:59
          Ona nawet nie mowi ze jej cos nie smakuje tylko mowi ze jest niedobre.
          A jaka to jest róźnica?

          Wczoraj nie zjadla ani jednej jkanapki w szkole i marche
          > wek za to u koleżanki paluszki slone. Oczywiscie miala rozwolnienie , bolal ja
          > brzuch i bylo mamo pomóz, lącznie z wycieraniem tylka
          Nie znam dziecka, które dostałoby niedyspozycji żołądkowej z powodu paluszków. Serio. Pewnie już wcześniej było coś nie tak i dlatego nic nie tknęła.
          Moje młodsze dziecko nie jada w szkole kanapek od lat. I właściwie niczego nie jada w szkole od lat. I co najbardziej zdumiewające - nadal żyje.
          A tak ogólnie - odpuść jej z jedzeniem.
    • solejrolia Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 09:49
      Dla mnie to co piszesz to jakiś kosmos, mam na stanie prawie 11latkę, i z tego co pamiętam, to w wieku 9lat dziecko potrzebuje już pewnej autonomii i samodzielności (również w podejmowaniu decyzji, że nie wspomnę o wytarciu tyłkauncertain ). takie dziecko potraktowane poważnie i obdarzone zaufaniem, swobodą potrafi pokazać jakie jest odpowiedzialne. pokazać, że sobie radzi, że wiele rzeczy jest w stanie zrobić samemu, pod warunkiem, że nie narzuci mu się nadmiernej kontroli, nadmiernej oceny czy nadmiernego zrzędzenia (oczywiście należy przypominać,nawet i po 120razy, a nie zrzędzić, czuwać, ale tak bardziej z boku, z doskoku) Pomyśl, po co twoja córka ma się starać, skoro za wszystko, za cokolwiek, jest kara od mamy, słyszy zakazy, nakazy, licytowanie się o każdą łyżkę zupy ?!
      To dlatego jest uparta, czy olewa twoje prośby, bo chce zamanifestować, że pora zmienić oczekiwania wobec niej.
      Zabawa z pupilem, to ma być przyjemność, a nie pod wpływem nakazu mamy.
      U nas odbywa się to tak, że ja zaczynam psu rzucać piłkę, a moja córka dołącza się. I przez chwilę bawimy sie razem w trójkę, a kończy się tak, ze bierze psa na dwór i tam to już jest prawdziwe szaleństwo.
      W tym wieku moja córka sama wracała ze szkoły, obiad czekał naszykowany, mogła sobie odgrzać w mikrofali, nawet nie wiem ile ona zjada, bo jeśli niewiele, to nie skapnę się za nic, resztki zawsze może wywalić psu. ale widać, ze zdrowa dziewczyna i rumiana, więc na pewno nie głoduje.
      nie zjadłaś- jesteś głodna, bo teraz nie ma jedzenia, nażarłaś się słodyczy- no boli brzuch, tak się zdarza.
      u nas zdarzyło się 2dni temu, i co z tego, no nico, powspółczułam, pomasowałam, strzeliłam pogadankęwink na temat regularnych posiłków i zdrowego, czy też zbilansowanego żywienia, ale tyłek wycierać takiej pannicy?- bez przesady).
      kanapek do szkoły z reguły nie przygotowuję, moja też ich nie zjada, ma jabłko, czasem tosta, czy domową drożdżówkę, muffinkę, czasem pasztecika, ciastko owsiane, ba nawet kawałek szarlotki, murzynka można podać w pudełeczku lub inne wypieki domowe, a przede wszystkim bidon z piciem, lub soczek w kartoniku. czasem w szkole dostają w szkole mleko. na takie słodkie, ale nie zaklejające, skusi się, to w końcu tylko drugie śniadanie. a jak nie skusi się, to nie szkodzi, bo przychodzi prosto na obiad do domu, dla mnie najważniejsze, żeby piła.
      a pomaganie w domu na zasadzie- ja to, ty to, ale robimy to wspólnie. "pomóż mi", albo "pomożesz mi ? ". jeśli jest strasznie zmeczonawink albo czyta/ bawi się/ marudzi, ze jej sie nei chce odpowiadam tym samym: poprosisz mnie o...to też ci powiem, że czytam, albo nie chce mi się. krótka piłka. żadnego marudzenia, nakazów, szlabanów.
      lekcje, tylko sprawdzam czy zostały odrobione. twoja odrabia, więc najważniejszy obowiązek masz z głowy. moja rada, nie zraź jej do szkoły, tak jak zraziłaś do jedzenia.
      zjadła wodę z zupy?- no to świetnie, no przecież ubyło z połowę- nie możesz tak zareagować?!musisz komentować, że nic nie zjadła, musisz komentować że zaraz będzie głodna. no to będzie (bo będzie, ale nawet to nie przyzna się, ja bym się nie przyznała, po co, żeby usłyszeć, a nie mówiłam, wrrr). niech poczuje. tak jak poczuła ból brzucha po nafutrowaniu się paluszkami.

      odpuść jej.
      odpuść sobie.
      • olamka1 Mądrze prawisz :) 27.11.12, 09:55
        smile
      • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 10:07
        To wycieranie tylka to jest problem. Ona ciagle mnie o to prosi. Juz od dwóch lat staram sie nie wycierac a jednak caly czas o to prosi. Dlaczego? Bo sie brzydzi. Mamy kota ktory rowniez ma problem z wyprożnianiem i ona mimo ze kupa w domu nie sprzatnie . Wymiociny kota tak kupy nie bo sie brzydzi.
        A tak wogóle to jest samodzielna.
        Tylko ze zapominalska i faktycznie za duzo gledze a za malo jestem konsekwentna.
        No i ten problem z jedzeniem. Jej kompletny brak zainteresowania.
        Podam przyklad. Zrobilam na patelni pierogi z skwarkami. 6 sztuk i pokroilam na pół zeby miala mniejsze. Pytam sie pzrez telefon ile zjadla mowi ze 3. Okej nie jest żle. Po przyjsciu okazaolo sie ze zjadla 3 polowki. Ona nawet nie widzi tego ze one byly pokrojone na pol.
        Nie interesuje sie tym.
        • solejrolia Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 10:18
          ona cię prosi o wycieranie tyłka, marudzi dotąd że kończy się płaczem, a ty lecisz, z grymasem , bo to juz ostatni raz, ale robisz to, bo ONA się brzydzi. albo dla świętego spokoju, ale ustępujesz.
          i dokładnie na odwrót, marudzisz o coś tam, zrzędzisz, aż doprowadza cię do płaczu. w końcu po którymś twoim zakazie, nakazie i 2 karach nałożonych od czapy, ona robi, co jej każesz.

          totalna walka matki z córką.
          tak to wygląda z boku.

          moja córka nie sprzatnęłaby ani psiej kupy ani tym bardziej wymiocin.
          (na szczęście kupa nie zdarzyła sie w mieszkaniu, bo sama miałabym DUŻY problem, natomiast zdarza się, że zwymiotuje, bo zjadał łapczywie kości, i po kościach i wyłącznie po nich, bywa, ze w nocy puści pawia, sprzatam ja, lub mąż. dodam, ze pies jest córki, ale to my jesteśmy dorośli, i biorąc psa do domu wzięliśmy za niego odpowiedzialność.)
        • olamka1 Jesuuuuuuuuuuu.... kobieto..... 27.11.12, 10:19
          Odpuść, plisssssssssssssss. Zamęczysz ją i siebie. Zjadła tyle ile miała ochotę a nie dlatego, że się NIE interesuje jedzeniem smile smile smile Mnie by też nie obchodziło, czy pierogi były przekrojone na pół czy nie. Przestań ją pytać ILE zjadła!
          A tyłek przestań na boga wycierać, bo to żaden argument, że się BRZYDZI. Wycierając tylko utwierdzasz ją w przekonaniu, że jej zasrany tyłek to NIE coś normalnego (!!!) a właśnie OBRZYDLIWEGO. Przestań natychmiast to robić bo wzmacniasz w ten sposób jej "dziwactwa".
        • hankam Pierogi :D 27.11.12, 10:36
          Bo dwanaście kawałków pierogów to jest strasznie dużo!

          Koszmar, który pamiętam z dzieciństwa. Wyprawiono mnie ze starszą kuzynką do baru mlecznego, dostałam leniwe pierowe, które zasadnioczo lubiłam, ale te były z podsmazoną bułką, zamiast z masłem, cynamonem i cukrem. Łykałam je z poświęceniem, patrząc, jak ich ubywa, i gdy zostały tylko cztery, kuzynka pokroiła wszystkie na pół zamieniając je w jakąs niewyobrażalną liczbę.
          Pamiętam moją rozpacz, na moich oczach ohydne kluski rozmnożyły się na talerzu!

          Odpuść jedzenie!
        • wrzesniowamama07 Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 11:25
          IMO - nadajesz się na psychoterapię, bo robisz wszystko żeby ubezwłasnowolnić swoje dziecko.

          9latce kroić pierogi????? Po cholerę? Dzieci 6-7 letnie schabowe kroją ze śpiewem na ustach.

          Nauka podcierania tyłka przychodzi naturalnie w wieku 4-5 lat. Przegapiłaś moment? Uważałaś, że jest za malutka? Za trzy lata też będziesz jej tyłek podcierać? Już jest na to o wiele za duża.

          Jak pięciolatek (syn) mówi mi, żebym pupę sprawdziła, czy dobrze wytarł, bo nie chce żeby go szczypało, to sprawdzam oczywiście. Za parę miesięcy będzie już umiał sam się ogarnąć w temacie, bo go tego uczę. Ale on już wie, że jak koło siebie nie zrobi, to będą tego konsekwencje (odparzenie pupy, co zdarzyło się raz).
        • jagabaga92 Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 12:04
          Juz od dwóch l
          > at staram sie nie wycierac a jednak caly czas o to prosi. Dlaczego? Bo sie brzy
          > dzi.

          A co robi, gdy Ciebie nie ma w pobliżu, żebyś mogła wytrzeć jej pupę? Radzi sobie? Jeśli tak, to warto ją za samodzielność, a przed wszystkim za przezwyciężenie obrzydzenia chwalić. Jeśli natomiast unika załatwiania się "bez Ciebie", to wygenerujecie zaparcia nawykowe. I to dopiero będzie problem.
        • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:12
          Zrobilam na patelni pierogi z skwarkami. 6 sztuk i pokroilam na
          > pół zeby miala mniejsze. Pytam sie pzrez telefon ile zjadla mowi ze 3. Okej ni
          > e jest żle. Po przyjsciu okazaolo sie ze zjadla 3 polowki. Ona nawet nie widzi
          > tego ze one byly pokrojone na pol.

          Pójdź do psychiatry albo chociaż do psychologa. Bo masz problem ze sobą: albo jesteś szurnięta (sorki) albo to jakaś forma depresji (czy czegoś w tym guście)
          Mieć pretensje do kogoś o takie rzeczy?!
          U was talerz to arena walki.
    • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 09:51
      Waga mojego dziecka to 25 kilo przy 138 cm. Jest mało. Czy jest chuda. No jest ale nie tak bardzo. Bardziej martwi mnie to jej wybrzydzanie . To jest naprawde jakis koszmar.
      Ciężko byc maszyną do wydawania poleceń.
      • olamka1 Moja ma: 27.11.12, 09:56
        165cm i waży 37kg
        Zdrowa jak byk.
      • marika012 Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 10:05
        Mój syn waży 30 przy 150 cm. Mało ale mnie to nie rusza. Ma obiady w szkole, potem drugi obiad w domu, dostaje kanapki do szkoły, lodówki nie zamykam. Chce to je, nie chce to nie je. Olałam temat po tym jak wybrzydzał i nic mu nie pasowało. I okazało się nagle, że moje dziecko uwielbia ryby, tatara, mnóstwo warzyw (więcej niż ja), ryż, kasze, zaczął jeść sałatki choć w nich majonez którym wcześniej pluł wink itd itd. Tylko ziemniaków nie rusza, ale młodsza z kolei ziemniaki uwielbia a musi być jakaś równowaga w przyrodzie.
        Jedyne wyjście jakie masz to olać córki jedzenie, bo się zamęczysz a dziecko i tak na swoim postawi.
      • solejrolia Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 10:08
        wybrzydza, bo się tak nauczyła, bo za bardzo skupiacie sie na jedzeniu.
        ona jest zdrowa, nie musisz pilnować jej diety, bo w waszym przypadku to nie jest sprawa życia lub śmierci, bo jak nie zje odpowiedniej ilości białka, czy tłuszczy, czy kalorii to szpital, kroplówki i nie wiadomo co jeszcze.
        • atoness Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 11:22
          Tyłka nie podcieraj. To naprawdę przegięcie. To, że córka prosi, jest OK. Chce coś zyskać i wie, że jak poprosi (albo będzie jęczeć pół godziny) to to dostanie. A ty to robisz dla świętego spokoju. Tymczasem wychowywanie dziecka niewiele ma spólnego ze świętym spokojem. Ty tu jesteś nie w porządku. I to ty musisz rozwiązać swój problem.
          Co do jedzenia: to zupełnie nie szkodzi, że próbowałaś jak miała cztery lata i nie zadziałało. To nie ma być próbowanie. Tak ma być na stałe. Jest obiad, jemy, kto nie je, ten nie je. Zadręczasz dziecko i siebie i co? Waży tyle, ile byś chciała? To może przestań zadręczać? Pewnie będzie ważyła tyle samo. Ona całe życie będzie ileś ważyła, ale raczej nie będzie to zależało od twojego widzimisię.
          • yula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 11:37
            Mam pytanie, jest zdrowa? Ma niedowagę czy cukrzyce czy jeszcze jakiś problem że musi koniecznie jeść regularnie i tyle ile sobie zażyczysz? Mam niejadka w domu, ma swoje ulubione potrawy które zjada całkiem nieźle, ale ogólnie skubie jedzenie. Olewam to, tylko jak nie zje obiadu to absolutnie nie ma żadnych słodyczy, przekąsek i tyle. Bywa że cały dzień żywi sie kanapkami. Trudno. I tak pewnie robię coś nie tak,(albo towarzystwo działa) bo właśnie dowiedziałam sie że w szkole z apetytem zjada zupy, które w domu nie tyka. No i super, będzie jeść obiady w szkole, a ja będę miała mniej stresu w domu, bo jednak czasami sie denerwuję jak zaczyna kaprysić smile
            • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 12:31
              słodyczy tez nie je. Jeden rodzaj czipsow tylko. Nie jest zainteresowana jedzeniem.
              Niestety ja tez bylam niejadkiem i mama mnie wykanczala. Ja raczej nie tylko jest zasada ze ma jesc. ale 10 lyzek zupy to juz od 3 lat nie przeskoczylysmy. No i te jej gmeranie w jedzeniu.
              Wyszukiwanie na talerzu jedzenia. Nie ten ryz który ma na lyzeczce tylko szuka innego.
              Ja tez tak mialam i niestety do dzisiaj nie smakuje mi mamy jedzenie.
              Mojej córce MOJE chyba tez nie. Ale ona nie je nidgdzie. ani w domu , ani gdzie inndziej.
              Nie ma szans na zjedzenie szekokolwiek gdziekolwiek. Lody , ciastka, slodycze , nic nie je.
              Acha , lubi slonecznik w torebce prazony, Slony , bo oczywiscie lubi sol
              • atoness Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 12:43
                Jesteś świadoma tego, że mama cię wykańczała, a jednak robisz to samo swojej córce. Po prostu przestań. Albo ktoś to przerwie, i tym kimś musisz być ty, albo za dwadzieścia lat będziesz patrzyła, jak twoja córka wykańcza swoją. Niech szuka tego właściwego ryżu. Jak znajdzie to zje, jak nie to nie.
                Mama cię nauczyła, że jedzenie to coś strasznego, że to wykańcza. Takie żywisz przekonanie i tego uczysz swoje dziecko.
                Zastanawiaj się nad swoimi problemami, np. nad takim, dlaczego wykańcza się czyjeś grzebanie w ryżu. A dziecku daj spokój.
              • yula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 12:50
                Ale ty nie rozumiesz co ci piszemy, odpuść, jak nie musi jeść z jakichś powodów zdrowotnych to niech nie je, w ciągu kilku dni sie nie zagłodzi a jest szansa że przemyśli swoje podejście. Jest już duża, może zaproś ją do kuchni, niech sama doprawia, kombinuje, sama coś ugotuje to też może pomóc.
              • mnb0 Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 13:03
                > Nie jest zainteresowana jedzeniem.
                Kilka razy juz to napisalas.
                A kto normalny jest zainteresowany jedzeniem? Wiekszosc ludzi (o prawidlowej wadze) je, zeby zyc, a nie zyje zeby jesc. Zainteresowanie jedzeniem, upatrywanie w nim przyjemnosci, rekompensaty i czego tam jeszcze prowadzi do patologii czyli otylosci.
                • andalus Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 13:47
                  hmm tego podcierania tyłka nie ogarniam. Moja kumpela miała ten problem z 8 latkiem aż pewnego dnia powiedziała mu, że się brzydzi ( dokładnie tak jak on argumentował) i problem się skończył. Utrzymanie tego stanu to brak np możliwości wyjazdu samodzielnego córki.
                  Jedzenie - słuchaj co ci dziewczyny mówią. Opiekując się innymi dziećmi zauważyłam
                  - jedzą chętniej jeśli posiłki są o stałej porze bez podjadania
                  - jest coś do wyboru - wiem,że to trudne. U nas Tadek niejadek jak nie chciał obiadu dostawał kawałek chleba. Dość szybko mu przeszło ( ok 14 dni)
                  - robienie z jedzenie sprawy powoduje, że wszystko skupia sie na tym czy zjadła i ile.
                  Jak ją będziesz zmuszać , będzie chować jedzenie żeby mieć spokój. Również to przykład z zycia.
                  - obowiązki- u mnie pomogło odhaczanie. Lista co jest do zrobienia. I nie czepianie się, że coś tam nie zostało dokładnie zrobione. Jeśli nie jest wdrożona do obowiązków, to trzeba zaczynać o jednej dwóch rzeczy. I po tygodniu dodawać. U nas się sprawdziło. Przy więcej niż 1 dziecku.
                  - nie wynagradzałam dzieci za obowiązki. To są rzeczy, ktore robi się na rzecz rodziny.
                  Jednak są wyjątki - np koszenie trawy, sprzątanie garażu ( starszy).
                  Podział obowiązków był u nas zrobiony wspólnie. Wypisaliśmy wszystko co jest do zrobienia w pokoajch dzieci, dodatkowe prace sobotnie i podzielilismy to. Oczywiście nie udało się za pierwszym razem, to po prostu była praca.
              • male_a_cieszy Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 14:24
                Naprawdę, przestań naciskać tak na to jedzenie. Też nie przepadałam za jedzeniem. Najpierw grymasiłam - jadłam w tempie żółwia, wybierałam - moja mama się denerwowała więc znalazłam sposób - upychałam jedzenie do buzi jak chomik - wstawałam od stołu, szłam do ubikacji i tam się wszystkiego pozbywałam. Chcesz czegoś takiego? Moja mama przestała naciskać na to abym jadła gdy nie pozwoliła mi odejść od stołu dopóki nie zjem kaszy z gulaszem z papryką. Niecierpiałam papryki, więc plan przemycenia kaszy do toalety w ustach się nie powiódł - zwymiotowałam wszystko do talerza. Miałam 10 czy 11 lat - już nigdy więcej mama się nie upierała nad tym, żebym coś jadła, a ja z czasem polubiłam jeść - nawet tą nieszczęsną paprykę bardzo lubię.
                Córce (5l.) pozostawiam wybór co do tego z czym chce jeść i ile chce jeść - jedyne ograniczenia to takie, że słodki może być tylko jeden posiłek na dzień (mała uwielbia słodkie rzeczy). Czasami skubnie tylko i mówi, że już się najadła, czasami zje solidną dokładkę. Jest szczuplutka, ale zdrowa.
                Odpuść to jedzenie bo w końcu zacznie Cię oszukiwać i wyrzucać jedzenie
              • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:17
                Ja raczej nie tylko je
                > st zasada ze ma jesc. ale 10 lyzek zupy to juz od 3 lat nie przeskoczylysmy. N
                > o i te jej gmeranie w jedzeniu.
                Moja starsza, 16-letnia córka, która nigdy nie miała problemów z wybrzydzaniem przy jedzeniu, nie jest w stanie zjeść na raz i zupy, i drugiego dania.
                Przy twoim systemie karmienia to chyba każdy przestałby jeść. Mogę się zapisać do ciebie na turnus odchudzający?
          • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 20:03
            Chce coś zyskać i wie, że jak poprosi (albo będzie jęczeć pół godziny) to to dostanie.

            Po mamusi ma to jęczenie - widocznie taki rodzaj komunikacji preferują.
    • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:04
      Nie ch
      > ce jej ciagle zakazywac dawac kar i kazac jej cos robic.
      No to nie rób tego, ktoś ci każe? To nie ty będziesz miała nieodrobione lekcje i to nie ty będziesz głodna, ostatecznie nie twój problem.
      • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 17:42
        morekac napisała:

        > To nie ty będziesz miała nieodrobione lekcje

        Nie doczytałas że nie o lekcje chodzi
        • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 20:00
          A, fakt, przeczytałam, że zadania domowe zapisane na kartce - i owe zadania domowe zinterpretowałam, jako rzeczy zadane ze szkoły... wink
          • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 20:09
            Ale i tak chodzi o nadmierną kontrolę ze strony mamy...
    • pyzzi Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 19:11
      makbyt, proszę Cię, daj na luz sobie i dziecku.
      A jak byście tak nie jadły i nie sprzątały no tak powiedzmy z tydzień, to co, świat się zawali ???
      • verdana Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 19:43
        To, co urzadziłaś dziecku w domu to koszmar. Zmuszanie do jedzenia zdrowe dziecko jest rodzajem przemocy psychicznej - i dziecko, które trzy razy dziennie jest w sytuacji konfliktu z matką nie moze w domu czuć sie dobrze. Zrób eksperyment - nałóż sobie na talerz czegoś, czego nie lubisz, dużo - a maż ma siedzieć i popędzać Cie, abyś zjadła wszystko , szybko i sprawnie. Trzy razy dziennie przez tydzień. Po tygodniu na myśl o powrocie do domu będziesz miała dreszcze obrzydzenia. W stosunku do męza także, o jedzeniu - wszelkim jedzeniu - juz nie wspomnę.
        Poza tym jest coś, czego nie ogarniam - dziecko brzydzi się własnej kupy, brzydzi sie kupy kota - i dostało jako obowiązek sprzatanie kuwety? Chyba złośliwie, naprawdę. Jak mozna dziecku kazać robić coś takiego, wiedzac, ze ma z tym tak powazny problem? Ja sama nie sprzątam kuwety, o ile nie muszę, bo natychmiast mam odruch wymiotny.
        Coś bardzo szwankuje u Ciebie w domu, ale wina nie lezy po stronie córki.
        • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 21:35
          verdana napisała:

          > Poza tym jest coś, czego nie ogarniam - dziecko brzydzi się własnej kupy, brzyd
          > zi sie kupy kota - i dostało jako obowiązek sprzatanie kuwety?

          Bez przesady, tez sie brzydzę kupy psa i po nim sprzątam, moje dziecko też sprząta po psie chociaz sie brzydzi. można oczywiscie zmienic ten obowiązek na inny ale mysle że to niczego nie zmieni. Dziecko nie chce nie ma ochoty pomagać w obowiązkach domowych niezaleznie od tego czy to kuweta kota czy sprzatnięcie swojej śniadaniówki.
          • wrzesniowamama07 Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 21:51
            ale obowiązki domowe i niechęć do ich wykonywania to najmniejszy problem w tym wszystkim - próbuję sobie wyobrazić, co bym myślała, gdyby moje dziecko miało lat 9 i oczekiwało ode mnie, że będę mu tyłek podcierać, albo gdyby mi przychodziło do głowy dziecku w wieku szkolnym zaawansowanym kroić pierogi na talerzu, żeby nie miało za dużych. Litości, pierdzielę kuwetę kocią i kapcie na nogach, tu się kłania psychiatra.

            Dodam, że córka za rok może zacząć miesiączkować. Też się będzie brzydzić?? Siebie???
            • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 07:48
              wrzesniowamama07 napisała:
              >
              > Dodam, że córka za rok może zacząć miesiączkować.
              Z małą wagą to raczej mało prawdopodobne.
          • mama_kotula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 21:55
            kozauwoza napisała:
            > Bez przesady, tez sie brzydzę kupy psa i po nim sprzątam, moje dziecko też sprz
            > ąta po psie chociaz sie brzydzi.

            A widzisz, ja się brzydzę myć podłogi, jak szmatą wygarnę z jakiegoś niedozamiatanego kąta kłaki kurzu i one się robią mokre - mam odruchy wymiotne.
            I nie myję, bo się brzydzę. Myje mój mąż. Tylko dlatego, że mnie to obrzydza.
            Z tego samego powodu nie proszę syna o mycie bardzo tłustych (typowo obiadowych) naczyń, bo podobnie, ma odruchy wymiotne. Zmywam ja. Podobnie było z wynoszeniem śmieci - gdy zobaczyłam, że syna telepie i szarpie wymiotnie przy zawiązywaniu worka, zaczęłam to robić ja albo mąż, on tylko wynosi do kontenerów. Syn był mi za to bardzo wdzięczny - i on się lepiej czuje, i ja lepiej - a, i chętniej śmieci wynosi (nie po dziesiątym, a po piątym przypomnieniu tongue_outtongue_out), bo pozbył się tej naprawdę niemiłej części.

            Wspieramy się nawzajem, zamiast sobie ustalać sztywny podział obowiązków "bo ma być po równo". Nie, nie ma być po równo. Ma być fajnie, miło i bez walki.

            > Dziecko nie chce nie ma ochoty pomagać w obowiązkach domowych niezaleznie od tego czy to kuweta kota czy sprzatnięcie swojej śniadaniówki.

            Bo mało które dziecko chce pomagać w obowiązkach domowych, gdyż obowiązki domowe nudne są. I trzeba przypominać, 100 razy, 200 razy, czasem trzeba ryknąć stanowczo, aby delikwent zwlókł tyłek z podłogi, włożył buty i wyniósł śmieci. Czasem trzeba posiedzieć przy dziecku i przypilnować. Czasem trzeba po raz pięćdziesiąty odnieść gamoniowi skarpetki z kosza i położyć na klawiaturze, bo gamoń zapomniał - zgodnie z umową - zwinąć je razem przed wrzuceniem do kosza. No czasem trzeba. Jak sie to zaakceptuje, to jest nieco lżej.

            Od 2 dni prosiłam córkę o posprzątanie na jej własnej komodzie. Dzisiaj posprzątała, najpierw miauczała, że jej się nie chce, że zmęczona, że tego jest duzo. I po raz pierwszy dotarł argument "tak, wiem, że jest dużo. ale jak zostawisz to do jutra, to jutro coś dołożysz, i będzie jeszcze więcej. a pojutrze jeszcze więcej" - córka zabrała się do sprzątania. Co jeszcze pomogło? to, że cały czas siedziałam w tym samym pokoju. Nie, nie pomagałam jej, robiłam ozdoby świąteczne i rozmawiałyśmy. Efekt? młoda ma porządek w pokoju (jej na tym nie zależy, jak twierdzi, ale "skoro tobie zalezy, to dobra, niech ci będzie" tongue_out), ja mogłam w spokoju zająć się hobby, a do tego dowiedziałam się mnóstwa szkolnych ploteczek. Triple win wink

            Zgadzam sie z radami poprzedniczek - odpuścić. Sporo odpuścić, dużo być z dzieckiem, albo chociaż obok dziecka. Nie walczyć, wspierać.
            • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:26
              mama_kotula napisała:

              > A widzisz, ja się brzydzę myć podłogi, jak szmatą wygarnę z jakiegoś niedozamia
              > tanego kąta kłaki kurzu i one się robią mokre - mam odruchy wymiotne.
              > I nie myję, bo się brzydzę. Myje mój mąż. Tylko dlatego, że mnie to obrzydza.

              To ładnie z jego strony, naprawdę. U nas w rodzinie wszyscy mamy odruchy wymiotne na widok psiej kupy i dlatego nie sprzątamy po naszym psie tongue_out

              > Bo mało które dziecko chce pomagać w obowiązkach domowych, gdyż obowiązki domow
              > e nudne są. I trzeba przypominać, 100 razy, 200 razy, czasem trzeba ryknąć stan
              > owczo, aby delikwent zwlókł tyłek z podłogi, włożył buty i wyniósł śmieci.

              Uważam, że przypominanie po 100 razy jest najgorszą z metod wychowczych. Ryczenie tez nie jest najlepsze bo dziecko się przyzwyczaja. A o tym, że mało które dziecko chce pomagać w domu to wiem i ja i załozycielka wątku, która taką mniej wiecej metode stosuje.

              > Zgadzam sie z radami poprzedniczek - odpuścić. Sporo odpuścić, dużo być z dziec
              > kiem, albo chociaż obok dziecka. Nie walczyć, wspierać.

              Odpuścic z jedzeniem, reszty nie odpuszczać bo za duzo tego nie ma do odpuszczania, pare obowiązków na krzyż.
              • mama_kotula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:40
                Pisząc "przypominanie jest najgorszą z metod wychowawczych" - masz zapewne na myśli gderanie, zrzędzenie, "Anka zmyj naczynia, Anka, zmyj naczynia, przecież ci mówiłam, ze masz zmyć naczynia, Anka, do naczyń".
                Mi chodzi o coś innego. Przykładowo - o tych butach, co mają w wannie lądować. To, co masz na myśli, to ględzenie "buty, buty, zanieś buty do wanny, Anka, buty do wanny". Ja mam na myśli - witam dziecko w progu, buzi, cześć, daj kurtkę, powieszę, a ty leć do łazienki umyć ręce, hej, przy okazji weź od razu ze sobą buty i wstaw do wanny.
                I następnego dnia to samo.
                I jeszcze następnego.
                I w końcu twoje "leć umyć ręce" zostanie przerwane przez "taaak, wiem, a buty do wanny".

                Ja w tej chwili pomagam synowi w utrwaleniu nawyku zwijania skarpetek przed włożeniem do kosza z brudnymi ciuchami (tak, uwaliłam sobie, że mają być zwinięte parami, bo to mi ułatwia życie). Pomagam, bo faktycznie - ma problem z pamiętaniem o tym. Do łazienki mu nie wchodzę, bo sobie tego nie zyczy, po jego wieczornej kąpieli idę i sprawdzam, czy zwinięte. Jak nie - wyciągałam, kładłam na klawiaturze (jak siedzi i ogląda film) albo na książce (jesli czyta), i mówię coś w stylu "chyba o czymś zapomniałeś". Po kilkunastu razach w momencie, gdy otwierałam drzwi usłyszałam "aaa, znowu te skarpetki". Jestem pewna, że niedługo będzie sobie o skarpetkach przypominał, jak usłyszy, że idę do łazienki.
                Jak pisałam, jest mi trudniej, bo syn ma ZA. Ale właśnie dzięki temu nauczyłam sie, ze walka nie ma sensu, gderanie i zrzędzenie nie ma sensu. Przypominanie "pomocowe", wspierające - jak najbardziej ma.



                Na litość, bądźcie z tymi dziećmi i wspierajcie je, a nie walczcie.
                • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:49
                  mama_kotula napisała:

                  > Przypominanie "
                  > pomocowe", wspierające - jak najbardziej ma.

                  Między "przypominaniem pomocowym" a gderaniem i przynudzaniem jest płynna granica.

                  > Na litość, bądźcie z tymi dziećmi i wspierajcie je, a nie walczcie.

                  No autorka stara sie tak bardzo "być z dzieckiem" i wciąż przypominać że przypłaca to kiepską kondycją psychiczną.
                  • mama_kotula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 23:27
                    kozauwoza napisała:
                    > No autorka stara sie tak bardzo "być z dzieckiem" i wciąż przypominać że przypł
                    > aca to kiepską kondycją psychiczną.

                    Kupa, a nie się stara wink
                    Autorka miota się i stara wprowadzić jakieś "zasady", sztywne. Sztywne zasady sprawdzają się, owszem, ale w wojsku. Konsekwencja też.
                    Ona trzęsie się NAD dzieckiem, a nie jest z nim. Wymaga, a nie prosi (różnica między wymogiem a prośbą jest taka, że prośby nie trzeba spełnić). Walczy, a nie wspiera. Zmusza, pod pretekstem dobra dziecka. I dlatego się czuje ujowo.
                    Sama popełniałam dokładnie te same błędy.
          • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:01
            Ale może są jakieś obowiązki domowe, które dziecko wykonywałoby z mniejszą obrzydzeniem niż sprzątanie kuwety, chodzenie w papuciach, wstawianie butów do wanny (mieszkacie na bagnie u Shreka czy co? ) , zabawa laserkiem z kotem (co to jest ? pytam, bo może kotom zakupię) i dociągnie przy obiedzie do 10 łyżek zupy tudzież zjadanie 6 pierogów, a nie 3/2? Oraz zjadanie drugiego śniadania w szkole wraz z marchewką i nie jeżdżenie do rygi po słonych paluszkach (chociaż w tym przypadku stawiałabym na jakiegoś rotawirusa, a nie na paluszki)
            • mama_kotula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:27
              morekac napisała:

              > wstawianie butów do wanny (mieszkacie na bagnie u Shreka czy co? )

              Matkojedyna, odwalcie sie od tych butów, serio.
              Nie trzeba mieszkać na bagnie u shreka, wystarczy błotniste szkolne podwórko.

              To akurat jest najmniejszy problem. I imho to nie jest "obowiązek" co zwyczajne usprawnienie zycia. Jak panienka zakuma, że wstawianie butów do wanny usprawni JEJ życie (czytaj: jak panienka będzie musiała kilka razy wyszorować półki w szafce, gdzie pizgnęła zabłocone buty), to być może zacznie je nosić od razu do wanny. A może jeszcze inaczej, jesli nam na tym bardzo zależy - na tym wstawianiu butów do wanny - powiedzieć o tym dziecku, że nam zależy. I że będziemy jej przypominać. I przypominać, zaraz po wejściu do domu, po powitaniu dziecka w progu. I to nie zadziała za pierwszym razem, nie zadziała za drugim, ale może po jakimś czasie wyrobi się nawyk. Na spokojnie. Bez nerwów i walki.
              • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:41
                Się pytam ino - dla mnie nielogiczne i z lekka obrzydliwe jest takie świnienie wanny (chyba że to wanna gospodarcza, a nie do mycia - wtedy to logiczne) - na myśl o butach w wannie mam taki odruch jak ty na kłaki. Oszalałabym zresztą, gdybym miała myć codziennie wannę z błota. Ale jak kto lubi.
                Natomiast mam uzasadnione obawy, że chodzenie w papuciach jest niewyuczalne. Trudno to zresztą nazwać obowiązkiem domowym - jeśli jednak dziecię z uporem maniaka chodzi w skarpetkach bez kapci są trzy wyjścia:
                1. kupić wszystkie skarpetki czarne
                2.dziecko musi pogodzić się z tym, że skarpetki mogą wyglądać na brudne nawet bezpośrednio po praniu...
                3.dziecko będzie chodziło bez skarpetek
                • yula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:48
                  > udno to zresztą nazwać obowiązkiem domowym - jeśli jednak dziecię z uporem mani
                  > aka chodzi w skarpetkach bez kapci są trzy wyjścia:
                  > 1. kupić wszystkie skarpetki czarne
                  > 2.dziecko musi pogodzić się z tym, że skarpetki mogą wyglądać na brudne nawet b
                  > ezpośrednio po praniu...
                  > 3.dziecko będzie chodziło bez skarpetek
                  U mnie stosowane wszystkie trzy sposoby + dywaniki w łazience na kafelkach tongue_out Mimo że ja sama nie wyobrażam sobie chodzenia bez kapci po podłodze dzieciaki z uporem maniaka zapominają o nich, gubią je (nie wiem jak w jednym pokoju) itp smile Poddałam sie, stoją na widoku, jak widzę dzięcie bez skarpet to każę założyć (w domu dość chłodno, młoda z tyk że będzie sina a dalej nie będzie jej zimno), młoda zakłada sama na wizytę dziadków (dostaje słodycze tongue_out) Ale już nie ględzę, nie ma efektu smile
                  • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:00
                    Dlatego proponowałam przyklejenie papuciów na stałe. Bo to chyba jedyny skuteczny sposób. wink
                • mama_kotula Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 23:34
                  morekac napisała:

                  > Się pytam ino - dla mnie nielogiczne i z lekka obrzydliwe jest takie świnienie
                  > wanny (chyba że to wanna gospodarcza, a nie do mycia - wtedy to logiczne) - na
                  > myśl o butach w wannie mam taki odruch jak ty na kłaki. Oszalałabym zresztą,
                  > gdybym miała myć codziennie wannę z błota. Ale jak kto lubi.

                  No więc dokładnie, jak kto lubi. Ja wolę umyć wannę, niż podłogę w całym przedpokoju i w szafce z butami smile. Widocznie autorka wątku też - zatem grzecznie proszę o odwalenie się od problemu butów w wannie.

                  Dla ułatwienia sobie życia uwaliłam sobie, że domownicy do kosza mają wrzucać zwinięte w pary skarpetki. No mój kaprys, mozna się w głowę postukać. A jednak się nie stukają i zwijają (wszyscy, poza synem, ale on też będzie).
                  Nie wykluczam, że najpierw towarzystwo uznało, iż matka ma nawalone we łbie, a z wariatami trzeba delikatnie i przytakiwać. Ale potem zobaczyło towarzystwo wieszające pranie (mąż) i składające pranie (syn i córka) że dość upierdliwy problem kilkunastu pojedynczych skarpetek w pięciu rozmiarach przestał istnieć. Czyli to ma sens, to jest jakaś strategia. Być może z butami w wannie też jest to jakaś strategia. Nie twierdzę jednak, że nie jest to coś, z czego można zrezygnować. Może zapytać córki, jaki ma pomysł na utrzymanie jej własnych butów w czystości, skoro nie odpowiada jej metoda zaproponowana przez matkę. Cokolwiek można zrobić, nie?
                  • paszczakowna1 Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:49
                    > Dla ułatwienia sobie życia uwaliłam sobie, że domownicy do kosza mają wrzucać z
                    > winięte w pary skarpetki.

                    Pierzecie je takie zwinięte? Dopierają się? Czy chodzi o pilnowanie skarpetek na każdym etapie, żeby się nie rozbiegły?
                    • verdana Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 13:19
                      Własnie - też tak robiłam, ale się nie dopierały.
                      • myelegans Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 15:45
                        Dlatego ja kupuje np. 10 par skarpet takich samych, i zawsze jest do pary.

                        to samo dotyczy rekawiczek, na poczatku sezonu kupuje np. 5 par takich samych, najtanszych do szkoly, w srodku zimy i tak zostaje jedna lewa wink
                        • verdana Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 15:54
                          To robimy to samosmile
                    • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 07:59
                      paszczakowna1 napisała:
                      >
                      > Pierzecie je takie zwinięte? Dopierają się? Czy chodzi o pilnowanie skarpetek n
                      > a każdym etapie, żeby się nie rozbiegły?
                      Chodzi o to, żeby para skarpetek była w 1 praniu, a nie 1 skarpetka w praniu w dniu D , a 2-ga w dniu D+3. Też miewam takie zapędy.Wtedy potem łatwiej znaleźć skarpetki do pary. Można też oczywiście przyjąć strategię, że wszystkie skarpetki mają być np. jednolicie czarne wink
              • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 07:55
                mama_kotula napisała:

                > morekac napisała:
                >
                > > wstawianie butów do wanny (mieszkacie na bagnie u Shreka czy co? )
                >
                > Matkojedyna, odwalcie sie od tych butów, serio.
                > Nie trzeba mieszkać na bagnie u shreka, wystarczy błotniste szkolne podwórko.
                >
                > To akurat jest najmniejszy problem. I imho to nie jest "obowiązek" co zwyczajne
                > usprawnienie zycia. Jak panienka zakuma, że wstawianie butów do wanny usprawni
                > JEJ życie (czytaj: jak panienka będzie musiała kilka razy wyszorować półki w s
                > zafce, gdzie pizgnęła zabłocone buty), to być może zacznie je nosić od razu do
                > wanny.
                Mnie to wogóle zdumiewa wkładanie butów do wanny. W sumie wolałabym umyć od czasu do czasu nieszczęsną szafkę niż ciągle szorować wannę.
            • kozauwoza Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:30
              morekac napisała:

              > Ale może są jakieś obowiązki domowe, które dziecko wykonywałoby z mniejszą obrz
              > ydzeniem niż sprzątanie kuwety, chodzenie w papuciach, wstawianie butów do wanny

              A może poszli do lasu...No jesli wstawienie butów do wanny lub włożenie kapci jest takim strasznym wysiłkiem to ja przepraszam....
    • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 22:45
      A tak ogólnie - kup młodej mokre chusteczki dla niemowląt, niech sobie sama pupę wyciera. Albo niech się myje.
      • ga-ti Re: nie mam juz cierpliwosci. 27.11.12, 23:43
        morekac napisała:

        > A tak ogólnie - kup młodej mokre chusteczki dla niemowląt, niech sobie sama pup
        > ę wyciera. Albo niech się myje.

        No patrz, i tu się z Tobą zgadzam smile
        Nawilżane chusteczki, najlepiej takie, które w kibelku można spuszczać (my w Rossmanie kupujemy w czerwonym opakowaniu).
        Mój syn miał (i ma jeszcze choć w fazie zaniku) problem z zaparciami nawykowymi, przeszliśmy różne etapy i także etap obrzydzenia, i tak, wycierałam mu tyłek jak miał 6-7 lat. Z dwojga złego wolałam to niż ciągłą "walkę" o kupę. Powoli minęło, a pomogło niemówienie oczywiście, mokre chusteczki i możliwość umycia tyłka po (miał lęk, że tyłek będzie go bolał itp.).

        Tak czytam i czytam i zastanawiam się, czy to dziecko już ma, czy będzie miało problemy gastryczne. Takie kontrolowanie jedzenia, fiksacja na tym punkcie może prowadzić do chorób (anoreksja z chowaniem jedzenia po kątach, byście dali jej spokój albo bulimia, gdy się ugnie i zje na siłę). Wspominałaś o bólu brzucha i problemach z kupą - no właśnie uncertain

        A nie możecie razem przygotowywać jedzenia, jakieś sałatki, ciasteczka, wspólnie nakrywać do stołu, wyjmując wszystko co w lodówce i niech każdy je, co chce (ja w ten sposób odkryłam, że moje dziecko lubi jeść produkty, których do tej pory nie tykał), róbcie wspólnie zakupy jedzeniowe, współdziałajcie, ale jej nie zmuszaj, nie wyliczaj, nie licytuj się, uznaj, że tematu nie ma! Wiem, że trudne, ale się opłaci!

        My chadzamy po domu bez kapci, ku rozpaczy dziadków, ale chodzimy tak, jak lubimy, ja w grubych skarpetkach, córka boso, bo tak nam wygodnie.
        Dbania o porządek wymagaj, ale raczej na zasadzie: usyfiłaś przedpokój - sprzątasz, bardziej ci się opłaci wstawić buty do wanny, powinna załapać. Nie zrzędź, podaj szmatę i wskaż brudy. Przypominaj jednym słowem.
        Może masz typ bujający w obłokach? Taki wymaga więcej cierpliwości.
        Warto oddzielić sprawy istotne od mniej istotnych i te sobie odpuszczać, szkoda życia.
        Spróbuj się zaprzyjaźnić ze swoją córką.
        Powodzenia!
    • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 02:24
      Corka ma sprzątac po kocie wtedy gdy mnie nie ma. Niestety zapach kociej kupy utrzymuje sie dosyc wyraznie i trzeba sprzatac szczególnie jesli sa u niej koleżanki.
      Uwazam ze corka nie ma wielu obowiazkow w domu a zapisane sa i przyminane sa od wrzesnia i dalej nie pamieta. Moja corka nie pomaga w domu. Nie jest zainteresowana tym zeby zrobic cokolwiek ze mna niemówiac o wspolnych zakupach bo woli ogladac telewizje albo czytac ksiazki.
      Moze jest leniwa a moze niechetna pracom domowym. Ogolnie twierdzi ze kolezanki w domu nic nie robią. Co do zabawy np z kotem , sama z siebie nie zaczyna sie z nim bawic , woli co jakis czas posciskac go poglaskac lub ponagrywac komorką. Jesli ja zaczynam z nim zabawe podchodzi chce sie bawic oddaje jej laserek i po 3 minutach jest juz znudzona.
      Faktycznie corka nie byla nauczona pomocy w sprzataniu i dbaniu o dom. Zawsze ja sama sprzatalam , szczegolnie jak jej nie bylo albo jak spala. Rano wszystko bylo posprzatane to nawet nie widziala kiedy to sie dzieje.
      9 lat to taki wiek kiedy jej sie wszystko szybko nudzi i ciagle niestety przerywa to co robi
      jakimis opowiadaniami ktore jej sie przypominają.

      • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 02:36
        Jesli chodzi o jedzenie to chce podkreslic ze ona nie jest zainteresowana jedzeniem.
        Nie je ciasta , ciasteczek, to nie jest norma. Takie rzeczy to je raz na jakis czas i to jesli jej podejdzie. Ja robie dla niej drozdzowe rogaliki lub paluchy. I uwierzcie ze jak jej nie zasmakują bo nie zawsze wychodzą takie same identyczne w smaku to ona nie zje . Bo są nie dobre i już.
        Córka taka jest od 3 roku zycia . Czy uwazam ze to nienormalne? Raczej nie , jest po prostu nie zainteresowana jedzeniem. Dlatego musialam wprowadzic jej wlasnie normy limity jedzeniowe bo nie moze ona decydowac ile je. Ale zawsze robią wiecej z mysla ze a nuż jej zasmakuje. Czy jej kroje na talerzu? Faktycznie tak. Od dzisiaj przestanę. Wszysycy mówicie odpuść jej z jedzenien. Ja odpuścilam ale ciezko jest ciagle byc w niepewnosci czy zje czy nie.
        Tym bardziej ze nie wszystko musi jej smakować a niestety zjesc trzeba. Ona ma wiedziec ze ja nie gotuje tylko i wylacznie dla niej tylko dla nas i powinna sie dostosowac.
        A no wlasnie. Jest problem z babcią. Ktora wszystko robi dla wnuczki. Córka u babci jest obslugiwana wlasnie lacznie w ycieraniem tylka, jedzeniuem na kanapie przed telewizorem i jedzeniem od dwóch lat tego samego zestawu obiadowego. Babcia nie probuje wprowadzac nowych smaków od lat jedza ten sam rodzaj ciasteczek bo takie jej smakują.
        No i jest wlasnie kontrast miedzy tamtym obslugiwaniem a moim wymaganiami.
        • solejrolia Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 09:17
          makbyt napisała:
          > Jesli chodzi o jedzenie to chce podkreslic ze ona nie jest zainteresowana jedze
          > niem.
          Bo jej obrzydziłaś jedzenie, wydzielasz, trzęsiesz się nad każdą łyżką zupy, ups przepraszam, nad każdą łyżką wody z zupyuncertain

          > Nie je ciasta , ciasteczek, to nie jest norma. Takie rzeczy to je raz na jakis
          > czas i to jesli jej podejdzie. Ja robie dla niej drozdzowe rogaliki lub paluchy
          > . I uwierzcie ze jak jej nie zasmakują bo nie zawsze wychodzą takie same identy
          > czne w smaku to ona nie zje . Bo są nie dobre i już.
          I nie możesz poeksperymentować, ileż roboty jest z upieczeniem murzynka, czy zrobieniem ciastek maślanych, na pewno mniej niż z drożdżowymi wypiekami. a ciasto francuskie?- to dopiero daje możliwości.
          Zastanów się, czy przypadkiem w waszym domu w kuchni nie zieje nudą.

          > Córka taka jest od 3 roku zycia .
          W tym wieku to każde dziecko tak ma! od rodziców zależy jak dalej będzie z jedzeniem. Ty pokpiłaś sprawę i wprowadziłaś limity jedzeniowe.

          Czy uwazam ze to nienormalne? Raczej nie , je
          > st po prostu nie zainteresowana jedzeniem.
          Tak w wieku 3lat to norma.

          >Dlatego musialam wprowadzic jej wlas
          > nie normy limity jedzeniowe bo nie moze ona decydowac ile je.
          No właśnie limity jedzeniowe- dla mnie jakiś absurd!
          A dlaczego nie może decydować? 9latka to duża panna, powinna o takich, i innych rzeczach również, już decydować!!!!!
          Albo inaczej, to kiedy będzie jej wolno o takich rzeczach decydować?

          >Ale zawsze robią
          > wiecej z mysla ze a nuż jej zasmakuje.
          I świetnie, ja też zawsze jedzenie, zwłaszcza obiadowe, nie tylko ciasta, robię więcej (2-3porcje), nadmiar np zamrażam, mam za kilka dni. Albo wtedy gdy wpadną goście, albo gdy nie chce mi się piec, albo gdy muszę zostać dłużej w pracy. Daję informację córce- "w zamrażarce jest to i to, wyjmij, rozmroź w mikrofali, zjedz sobie, tylko nie wszystkowink żeby zostało też dla mnie i tatytongue_out"
          Wiesz, wczoraj zostawiłam córce kasę na stole, i kartkę z informacją: "numer telefonuXXXXXXXXX, zadzwoń, zamów dużą pizzę, szynka, pieczarki, kosztuje 22zł, nie zapomnij o podaniu adresu"
          Ponieważ praktycznie nigdy nie zamawiamy jedzenia na wynos, a musiałam wyjść nagle z domu, to zrobiłam tak, mąż-osłupiał, oczy jak 2zł, zgłupiałaś, stwierdził. no dobra,rzuciłam robotę i podjechałam po córkę do szkoły, chociaż miała sama iść, i przy mnie zamówiła pizzę z mojego telefonu. ja się nic nie odzywałam. i poradziła sobie z pieśnią na ustachwink. pizzę przywieźli (miałam obawy, że może od dziecka nie przyjmą zamówienia, ale przyjęli bez problemu) wydali resztę, to córka mi wyliczyła, ile powinna otrzymać reszty, wszystko się zgadzało.
          wniosek- nasze dzieci są na tyle samodzielne, na ile my im pozwolimy.

          >Czy jej kroje na talerzu? Faktycznie tak.
          >Od dzisiaj przestanę.
          Świetnie. Wreszcie!

          >Wszysycy mówicie odpuść jej z jedzenien. Ja odpuścilam
          > ale ciezko jest ciagle byc w niepewnosci czy zje czy nie.
          Dlatego powinnaś zgłosić sie na terapię, bo ewidentnie masz z tym problem, duży problem. My widzimy tylko to co nam opisujesz w wątku, być może ze specjalistą odkryjesz skąd się to wzięło, i będzie Ci łatwiej zmienić Wasze życie.

          > Tym bardziej ze nie wszystko musi jej smakować a niestety zjesc trzeba. Ona ma
          > wiedziec ze ja nie gotuje tylko i wylacznie dla niej tylko dla nas i powinna si
          > e dostosowac.
          No właśnie. Nie gotuj pod nią, oczywiście uwzględniaj jej gust, ale nie za wszelką cenę. Jeśli zje z talerza tylko surówkę, a mięso, ziemniaki zostawi, to trudno, następnym razem może właśnie zostawi ziemniaki i surówkę a zje mięso- u nas tak bywa, nikt nie robi z tego dramatu, ba nawet nie zastanawiamy się zbyt mocno nad tym.
          Zresztą, jak córka nie zje mięsa, to ucztę ma piestongue_out

          > A no wlasnie. Jest problem z babcią. Ktora wszystko robi dla wnuczki. Córka u b
          > abci jest obslugiwana wlasnie lacznie w ycieraniem tylka, jedzeniuem na kanapie
          > przed telewizorem i jedzeniem od dwóch lat tego samego zestawu obiadowego. Bab
          > cia nie probuje wprowadzac nowych smaków od lat jedza ten sam rodzaj ciasteczek
          > bo takie jej smakują.
          To norma w wielu rodzinach!
          "Babcia robi tak, ja robię inaczej. U babci jest tak, a u nas w domu jest tak"- takie gadki strzela się mając na stanie 2latka, 3latka, 4latka, a ty nie potrafisz wytłumaczyć tego 9latce!?
          A moze u babci jest fajnie i miło, bo babcia nie zrzędzi? bo babcia nie walczy, z tego co piszesz, nawalczyła się z tobą i być moze stwierdziła, że to nie ma sensu. a teraz ty fundujesz córce taką atmosferę, w jakiej się sama wychowałaśuncertain

          > No i jest wlasnie kontrast miedzy tamtym obslugiwaniem a moim wymaganiami.
          Norma w wielu rodzinach. Babcia jest od rozpieszczania, a mama od wychowywania. Od wychowywania a nie wiecznej walki.
          • verdana Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 09:40
            Jesteś winna temu, ze dziecko nie jest - i nie będzie zainteresdowane jedzeniem. Wmuszasz jej jedzenie na siłę, jak można w ten sposób polubić jedzenie? Robisz , co możesz, aby czas jedzenia był czasem stresu, a potem się dziwisz, ze dziecko nie chce jeść. Nikt by nie chciał.
            Poza tym wyjątkowo nie lubisz córki. W tym wieku wszystkie dzieci są podobne - niezbyt chętne do dodatkowej pracy w domu. Ale Ty robisz z dziecka leniwego potwora, jakiś wyjątek. Nie napisałaś o niej jednego dobrego słowa. Nie masz żadnego zrozumienia dla pewnych problemów dziecka - fakt, ze nie podciera sie w wieku 9 lat jest co najmniej zastanawiający. W tej sytuacji zmuszanie dziecka, aby sprżątało kupę kota musi byc skazany na niepowodzenie - Ty to doskonale wiesz, ale i tak wymówki córce będziesz robić. Bo nie rozumiesz, ze ona pewnych rzeczy zrobić nie jest w stanie. Wszystko niemal o czym piszesz "kreci" się wokół jedzenia i brudu. Podejrzewam, zę córka ma nadwrazliwość wechową - ale Ciebie w ogóle nie interesują jej problemy - widzisz jedem problem - swój z córką.
            Radziłabym iść do dobrego psychologa, ale nie z córką - moze on pomoże Ci przestać walczyć z córką, zmuszać do jedzenia, a pomoze dostrzec w niej człowieka. Koniecznie idź na terpaię, pókidziecko jeszcze nie ma anoreksji ani bulimii.
            • makbyt Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:11
              Nie znam innych dzieci i nie wiem jakie rodzice mają problemy. Akurat w tym wątku opisałam problem jaki mam i moje zmeczenie i zniechcecenie tym faktem.
              Nie piszę o tym co jest dobre w niej ale co jest złe. Na tym sie skupilam.
              Tak mi sie wydaje ze rodzice raczej nie mieli az takich problemów jedzeniowych ze swoimi
              dziećmi. Proponujecie zebym piekla ciasta, rózne potrawy inne robila.
              I tak robię. Co nie zmienia faktu ze córka ich nie je. Wyrzucam dosyc dużo jedzenia. Niestety
              bo naprzyklad jogurt który w sklepie sie jej podobal w domu nie smakuje jej.
              A czy jej nie lubię? Tak czasami nie lubię. Dodatkowo zniechecenie powoduje u mnie straszne rozdraznienie i żal do niej za takie postępowanie. Nie powinnam a jednak tak czuję.


              • verdana Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:16
                Masz problem z sobą, nie z córką. Córka jest absolutnie normalną dziewięciolatką - Ty oczekujesz od niej, aby była tak naprawdę dorosła i odpowiedzialna w wieku, gdy dzieci takie nie są.
                Proponujemy, abys przestała dreczyć córkę jedzeniem. Sama jestem matką niejadka - naprawdę, zdrowe dziecko jak nie chce, to niech nie je. To Ty masz problem z jedzeniem , nie córka - i Ty powinnaś swoje problemy skonsultować ze specjalistą. Nie wyrzucaj jedzenia, po prostu go nie rób. Mój syn przed długi czas jadł najwyżej dwa posiłki dziennie, a miał trzy lata. Nie próbowałam robić kolacji, wciskać mu i wyrzucać. Po prostu nie dawałam kolacji i cieszyłam się, zę o jedno zajecie mniejsmile
                No i mam wrazenie, zę Ty w ogóle córki nie lubisz, a nie czasami. Nie lubisz, bo walczysz z nią na okrągło. Lada moment i ona nie bedzie Cię lubiła, a wtedy zacznie się dramat.
                Żal do córki? Zlituj się - Ty coś robisz, a potem masz zal do dziecka, zę jest dzieckiem.
        • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:28
          Nie je ciasta , ciasteczek, to nie jest norma.
          E tam, to ja też mam średnionormalne dziecko - jeśli lody czekoladowe są nie tej firmy, to nie je wcale. Albo nie je czekolady, bo nie taka. Ciasta też zaczęła jadać niedawno - i to tylko niektóre, i nie zawsze. Akurat bez tego można żyć.
          A kiedyś spod sera na pizzy wydłubywałam jej oregano... wink
          I córka nadal nie jada wielu rzeczy. Pierogi z czymś poza jagodami? Pierogi polane skwarkami? Nawet nie spróbowałaby...

          Tym bardziej ze nie wszystko musi jej smakować a niestety zjesc trzeba
          Rączki ma - zrobi sobie kanapkę, jakby co.

          Natomiast nie przesadzałabym z urozmaicaniem kuchni, z wesołymi kanapkami i nadmiarem składników w jedzeniu. Przez wiele lat córka zjadała część warzyw osobno, ale jeśli były pokrojone zbyt drobno/starte/wymieszane ze sobą - stawały się niejadalne i tyle.
        • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 08:12
          makbyt napisała:
          > A no wlasnie. Jest problem z babcią. Ktora wszystko robi dla wnuczki. Córka u b
          > abci jest obslugiwana wlasnie lacznie w ycieraniem tylka, jedzeniuem na kanapie
          > przed telewizorem i jedzeniem od dwóch lat tego samego zestawu obiadowego. Bab
          > cia nie probuje wprowadzac nowych smaków od lat jedza ten sam rodzaj ciasteczek
          > bo takie jej smakują.
          To skoro chesz żeby jadła to może zacznij pobierać nauki od babci - babcia nie zmusza jej do jedzenia, prawda? Co za problem, żeby jakaś częśc obiadu (zupa czy udko z kurczaka) było dostosowane do chęci młodej?
      • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 10:06
        Moja corka nie pomaga w domu. Nie jest zainteresowana tym zeby zrobic cokolwiek ze mna niemówiac o wspolnych zakupach bo woli ogladac telewizje albo czytac ksiazki.

        Pod tym względem jest całkowicie normalną 9-latką... Aż do bólu typową.
        A co do zabawy z kotami... Z kotami nie zaczyna się zabawy, koty zaczynają ją same.
        • atoness Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 13:17
          Przerażające to wszystko. Masz autorko naprawdę poważny problem. Dziecko jest najnormalniejsze na świecie.
          Mój syn też nie je ciast. Jak rozwiązałam problem z niejedzeniem przez niego ciast? Otóż tak, że jak mi się zachce ciasta, to idę sobie strzelić wuzetkę do cukierni, bo piec się dla jednej osoby nie opłaca. Czyż to nie proste? Ja nie mam problemu, on nie ma problemu. Problem ma tylko moja mama, która za każdym razem pyta, jakie ciasto dla nas upiec i za każdym razem jet zawiedziona. Ale swój problem sama musi rozwiązać.
          Myślę dokładnie jak Verdana: biegiem do psychiatry. Zrobiłaś dziecku z życia piekło. Ma w domu nieustającą jesień średniowiecza. Zmroziło mnie twoje przekonanie, że córka nie może sama decydować, ile je. Jest otóż dokładnie odwrotnie: musi o tym sama decydować. Absolutnie musi. To absolutna podstawa, jeśli ma wyrosnąć na zdrowego psychicznie człowieka. I to musisz zrozumieć, to jest istota problemu.
          Cała reszta twoich problemów to typowe jazdy z dorastającym dzieckiem.
          • apapon Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 13:56
            Czytałam cały wątek i zrozumiałam wszystko smile jedno mnie tylko zastanawia, po co, wilczym pędem atakować matkę. Już wiele z Was powiedziało to samo, po co dokładać swoją cegiełkę?

            Autorko wątku, byłaś ze swoim problemem (niejedzenia przez córkę) u lekarza? Bo może się okazać, że mała jest chora. Tak miałam z moją córką. Tylko w drugą stronę. Młoda mogła zjeść więcej jak mój mąż i być ciągle głodną. Nie miała umiaru, mieszała różne smaki ze sobą. Ty dajesz limity córce ile ma zjeść, ja również, tylko, że moja jęczy czy może jeszcze. Żeby była jasność, jestem po terapi u psychologa, aż sprawa znalazła swój finał w gabinecie lekarskim.
            • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:05
              Apapon, jeśli dziecko nie ma niedowagi, jest w dobrej formie i ogólnie np. je u babci, to problem raczej nie w chorobach dziecka,a w atmosferze związanej z jedzeniem...
              • apapon Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:17
                > Apapon, jeśli dziecko nie ma niedowagi, jest w dobrej formie i ogólnie np. je u
                > babci, to problem raczej nie w chorobach dziecka,a w atmosferze związanej z j
                > edzeniem...


                No właśnie, ale jak je u tej babci i co je. Bo ciągłe karmienie przez babcię i jedzenie ciagle tego samego to nie nazwałabym, że nie ma problemu.

                Generalnie, chodziło mi o to, że cała dyskusja przybrała formę "zjedzenia" matki. Ona już na pewno zrozumiała przy 20 razie, że jest problem z nią samą, ale propozycji rozwiązania problemu usłyszała znacząco mniej.
                • atoness Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:35
                  Lektura wątku każe niestety sądzić, że autorka nie zrozumiała. Z uporem powtarza, że córka nie jest zainteresowana jedzeniem i że to właśnie jest jej problem. Tymczasem jest nim coś zupełnie innego.
                • jagabaga92 Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:41
                  > propozycji rozwiązania problemu usłyszała znacząco mniej.

                  Ja dopatrzyłam się dwóch, ale jakże konkretnych propozycji:
                  1. Odpuść
                  2. Skorzystaj z porady psychologa (dla siebie)
                  • apapon Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:43
                    smile trudno przebiegają dyskusje, gdy człowiek nie wczuwa się w uczucia drugiej osoby.
                    • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 15:22
                      Ludzie się wczuli - w uczucia dziewczęcia karmionego niemal na siłę.
                    • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 08:17
                      apapon napisała:

                      > smile trudno przebiegają dyskusje, gdy człowiek nie wczuwa się w uczucia drugiej o
                      > soby.
                      Fakt, założycielka wątku nie jest w stanie wczuć się w uczucia swojego dziecka. Babci dziecka jakoś się to udaje.
                • jagabaga92 Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:54
                  >cała dyskusja przybrała formę "zjedzenia" matki

                  "dziecięce" fora gazety z tego słyną... Gdy tylko pojawi się osoba, która "odstaje od normy", a więc ma problem, choćby najmniejszy, zaraz zostaje rozszarpana na strzępy i oczekuje sie od niej, żeby wytłuszczonym drukiem przyznała, że jest do niczegosad.
                • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 14:56
                  U babci je i nie ma z problemów z zainteresowaniem się jedzeniem. Przy stole u mamy jest problem ze wszystkim.
                  • apapon Re: nie mam juz cierpliwosci. 29.11.12, 08:27
                    > U babci je i nie ma z problemów z zainteresowaniem się jedzeniem. Przy stole u
                    > mamy jest problem ze wszystkim.

                    Nie, u babci jest KARMIONA przed telewizorem.
                    • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 29.11.12, 08:36
                      Czyż nie jest najważniejsze, aby dziecię zjadło, bo inaczej będzie głodne - zdaniem autorki wątku przynajmniej?
                    • jakw Re: nie mam juz cierpliwosci. 30.11.12, 08:20
                      apapon napisała:
                      >
                      > Nie, u babci jest KARMIONA przed telewizorem.
                      A gdzie było, że jest karmiona? Była mowa o jedzeniu przed telewizorem, a nie o karmieniu.
    • grave_digger Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 15:33
      powiem ci, że to co opisujesz to jest całkiem zwyczajne jak na 9-latkę. bosh, ja taka byłam. leniwa. nic nie sprzątałam, znaczy z musu. nigdy nie gotowałam. myć naczynia zaczęłam mając 10 lat, to wszystko. nic mi się nie chciało. nie chciało mi się uczyć. o niczym nie pamiętałam. ale to normalne. a ty za dużo wymagasz od swojego dziecka, nakręcasz się, wpadasz w psychozę!
      dodam, że wyrosłam na bardzo samodzielną kobietę, która pracuje, ma dzieci i prowadzi tak dom, że moja mama gały wybausza, bo taki lewus byłam. ale ona mnie do niczego nie zmuszała.

      co więcej, zaakceptuj fakt, że twoja córka prawdopodobnie zacznie być samodzielna i ogarnięta dopiero jak się od ciebie wyprowadzi. tak ze mną było. tak wiele rodziców mówi i odpuszcza. i wszystkim żyje się lżej.

      a teraz powiedz coś dobrego o swej córce. kim jest?
    • myelegans Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 15:43
      Makbyt, twiedzisz, ze nie znasz matek z dziecmi w podobnym wieku, ze nie mozesz porownac notatek, ale nie musisz. Zostaly podane ci przyklady innych dzieci, ich nawyki jedzeniowe i pewne rozwojowe prawidlowosci: balaganiarstwo, zapominalstwo itd. Ty sama jestes chyba perfekcjonista, pedantka i osoba, ktora musi miec kontrole nad otoczeniem, tzn. albo jest po twojemu, albo po niczyjemu, bo innej mozliwosci nie ma.

      Jedzenie: pozwol corce decydowac na to co i kiedy chce jesc. Na wszelki wypadek idz do lekarza i zrob badania w kierunku pasozytow, alergii, refluksu itp i podstawowe badania krwi i moczu, jak wszystko bedzie OK, to odpusc, niech je co chce i co jej smakuje, niech sama sobie jedzenie robi. Moje dziecko nie jadlo miesa przez 3 lata, teraz je w ilosciach sladowych, ma bardzo skromny repertuar, jest wysoki, szczuply i zdrowy. Jak chce zjesc tosta z maslem orzechowym na obiad, to mu daje. Mamy pewne zasady, ktorych nienachalnie probujemy sie trzymac np. na talerzu maja byc 3 kolory, rozne, w tym jedno warzywo, wybor pozostawiam jemu, niech bedzie ten tost, pare marchewek i kawalek brokula, po obiedzie jakies jablko, albo szklanka mleka jak chce. Sie nie czepiam. Odpusc, posilki to nie pole bitwy, wcale sie nie dziwie, ze dziecko w takiej atmosferze, nie chce jesc, bo posilki to zadna przyjemnosc, jezeli decyduje sie za nia co ma lubic.
      Syn wychodzi z jadalni jak poczuje zapach jajek na twardo, albo ryby, wystarczy, ze cos nie pasuje mu zapachowo, a ma nadwrazliwosc, to nie zje. Nie sprobuje niczego nowego dopoki nie obwacha i po zapachu decyduje, czy chce sprobowac czy nie. Chwalimy za chec sprobowania, nawet jak jest to jedna lyzka, nie krytykujemy za brak probowania.
      Posilki jedzcie razem, zeby razem pobyc, porozmawiac, ale nie skupiaj sie na jedzeniu, im wiecej ty naciskasz, tym wiekszy opor ona stawia.

      W naszej rodzinie, pokoj syna jest jego pokojem, i moze miec tam dowolny balagan, nie wtracamy sie, za to w pozostalej czesci domu, wymagamy respektowania naszego standartu, wiec nie ma rozwalania i nie zostawiania i sprztania po sobie.

      Wycierania pupy odmowilabym stanowczo, jezeli faktycznie sie brzydzi, to kup bidet, montowany od razu na toalete, proste i latwe w obsludze urzadzenie, wystarczy wezyk podlaczyc od spodu do umywalki, temperature wody mozna regulowac.. My tak zrobilismy, jak mlody odmowil pomocy w obsludze (mial 4 lata) i byl notorzynie odparzony. Teraz myje pupe po, w miedzyczasie maz tez sie uzaleznil.

      Nie zmuszalabym do czyszczenia kuwety kota, takze ze wzgledow zdrowotnych, i dodatkowo jezeli dziecko sie brzydzi.

      Jak bedziesz tak dalej postepowala, to stracisz kontakt w corka, ktora wywieje z domu jak szybko bedzie legalnie mogla i czasami tych kontaktow odbudowac sie juz nie da.
      Zrob krok do tylu i zastanow sie, co jest na prawde WAZNE, bo to co wymienilas do waznych nie nalezy.
    • vidy Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 22:31
      Nie przeczytałam całego wątku, ale a propos zup, możesz po prostu ja zmiksowac. Mojemu ultraniejadkowi smakują zmiksowane przeróżne zupy warzywne. I moze byś jej dodała trochę soli, curry czy pieprzu, czasami niejadki lubia lekko pikantne. Ja przestałam sie przejmować jej niejedzeniem jak miała 4 lata. Je - dobrze, nie je- trudno. W swoim życiu powiedziała mi tylko 2 razy , ze jest głodna. Czekałam 4 lata aby zaczęła jeść kluski, pierogi, spagetti, czekalam 5 lat żeby zaczęła jeść mięso i ryby ( teraz b. lubi), ma 7 lat i niedoczekalam sie aby jadla warzywa i owoce. Ma je w formie zup i musów owocowych.
      Jak miała rok, pózniej 2 latka byłam u psychologa, bo mala żyła na mleku i chlebie, pani powiedziała mi czekać i nie zmuszać, więc czekam. Ale ona od malenkosci nie miała zainteresowania jedzeniem. Inni mogli jeść, a ona miała zacisniete usta. Jak mówię spobuj banana czy mandarynki - odpowiada - Próbowałam , jak miałam 3 lata i nie smakowalo mi.
      Nie tylko ty masz niejadka. Najważniejsze, ze moja corka jest zdrowa, filigranowa ale silna i wysportowana - uwielbia sport. Prawdę mówiąc, nie wiem jak ona znajduje siły na wysiłek czy to biegi, narty, pływanie czy łyżwy. Czy te kilka ravioli przed wysiłkiem, a zupa po sporcie dają takiego kopa. Corka ma 7 lat, 127 cm, wreszcie 20 kg.
      A co do wybierania tyłka, wiem, ze trudno przestawić. Moja potrafiła siedzieć na sedesie i ryczec 15 min., aż z wielkim obrzydzenie wybierała pupę. To jest pokaz siły.
      • ola33333 Re: nie mam juz cierpliwosci. 28.11.12, 23:35
        masz niejadka i domagasz sie zeby dziecko dostosowalo sie do gustu kulinarnego rodziny. Nie tedy droga.. W ten sposob to tylko utrwali sie niechec dziecka do jedzenia.
        Niech je to co lubi, mam na mysli oczywiscie normalne zdrowe jedzenie, a nie slodycze w nadmiernych ilosciach na przyklad.
        Moja corka jadla codziennie przez poltora roku nozke z kurczaka na obiad bo innych mies nie chciala, i ok, robilam jej te nozke.. Z czasem, bardzo powoli repertuar dan, ktore polubila zaczal sie zwiekszac, je do dzis bardzo wybiorczo, ale z apetytem. Niektore dzieci tak maja.
        Zaakceptuj gust dziecka, zamiast tylko zrzedzic i wyrazac niezadowolenie..
        Co w tym zlego, ze dziecko je u babci ten sam zestaw obiadowy, jesli jest on w miare zdrowy. My ostatnio mamy faze nalesnikowa, corke odwiedzaly tez czesto kolezanki ostatnio i przez caly tydzien robilam codziennie nalesniki dla nich, dzieciaki zachwycone..
        Corka najwiecej zjadla - moj chudy niejadek..

        Ja bylam kiedys u psychologa z powodu niejedzenia mojej corki. Powiedzial mi, ze mam do jedzenia nie zmuszac, nie rozmawiac na ten temat, nie komentowac, tylko w regularnych odstepach czasu proponowac dziecku jedzenie (zdrowe) ktore lubi. W lodowce zawsze powinno byc kilka produktow ktore dziecko lubi, zeby mialo wybor.

        Dziwne troche, ze twoja corka tak sie kupy brzydzi, moja tego nigdy nie miala, ale ja od malenkosci przedstawialam robienie kupy jako akt pozytywny, a nie cos paskudnego.
        Skad ta niechec sie u twojej corki wziela?

        • vidy Re: nie mam juz cierpliwosci. 29.11.12, 09:58
          Skad ta niechec sie u twojej corki wziela?
          U mnie genetycznie, mnie tez brzydzilo wycieranie tyłka i zmywanie naczyń, miałam odruch wymiotny. Do tej pory nie cierpię zmywac, na szczescie mam zmywarkę.
          • kanga_roo Re: nie mam juz cierpliwosci. 29.11.12, 13:59
            1. od początku roku szkolnego robię synowi do szkoły kanapki z miodem. no, czasem z nutellą. wolę tak, niż żeby nie zjadał, albo wyrzucał w tajemnicy przede mną.

            2. koleżanka z pracy gotuje dla swojego syna trzy zupy, na zmianę. oprócz tego chłopiec (lat 8) je suche bułki, croissanty, chipsy. koniec.

            3. według psychologa, dzieci szybko odkrywają, ze jedzenie to sfera, w której mogą łatwo "rządzić" rodzicami. i korzystają z tej strefy wpływów ile się da. kiedy się nie da? gdy rodzice odpuszczają.

            4. niespecjalnie widzę sens "przyuczania" dzieci do obowiązków. pewne rzeczy robimy w domu (sprzątanie, pranie, gotowanie) i już, nie ma co z tego robić kuli u nogi. jeśli prace domowe są wykonywane przez domowników z przyjemnością, dzieciaki się do nich garną. moi z przyjemnością szykują śniadania, lubią odkurzać, myć okna, nastawiać pralkę. grabić liście. podlewać kwiaty. wychodzić z psem. a już sprzatanie u ryb, to dopiero frajda. bardzo rwą się do samodzielności w w/w dziedzinach, ale, jak to dzieciaki, wiele rzeczy robią po swojemu. ja niespecjalnie marudzę, na ogół dokończę, co zaczęli, bo ja też lubię się krzątać w domu, choć zawsze mi na to brakuje czasu. nie zmuszam ich do prac domowych regularnie i wciąż tych samych, bo to zwyczajnie nuuuudne. wiem z doświadczenia, że we własnym domu, jako dorośli, będą potrafili się doskonale ogarnąć - jak ja. ja też w domu niewiele musiałam (poza nauką, rzecz jasna - to był mój obowiązek), a wiele rzeczy robiłam, bo chciałam.

            5. kup sobie silenil. to są ziołowe tabletki na "ustabilizowanie" nastroju, z dziurawca. po miesiącu poczujesz się dużo swobodniej, niż teraz. powodzenia smile
      • morekac Re: nie mam juz cierpliwosci. 29.11.12, 19:25
        ale a propos zup, możesz po prostu ja zmiksowac.
        Uwaga, wychodzą bure. Poza tym to też od cholery roboty i człowiek ma jeszcze większe pretensje do dzieciątka, że się tak starał, a tu nadal z jedzenia nici...
        Moja jadała wyłącznie rzeczy,w których składniki były niezmieszane. Zbyt urozmaicona kanapka była niejadalna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka