k1234561
12.09.13, 06:30
Wątek nieco podobny o tym z Zieloną Szkołą.Otóż sprawa dotyczy szóstoklasistów,klasa zgrana taka w miarę.Nie jakieś ochy i achy.No i pani wychowawczyni umyśliła sobie zrobić wycieczkę szkolną już we wrześniu,na ok.3 dni,ale był jeden warunek.Muszą jechać absolutnie i nieodwołalnie wszyscy.Jeśli ktoś nie pojedzie to nie pojedzie cała klasa.No i jak to w życiu,część dzieci chciała jechać inne nie.Ponieważ tych na nie, uzbierało się dość sporo,pani wychowawczyni,wspaniałomyślnie stwierdziła,że w takim razie wycieczkę odwołują.Ale za to w czerwcu pojadą na jakiś 2-3 dniowy wypad i ona nie przyjmuje do wiadomości faktu,że ktoś nie jedzie bo nie chce.Akurat moje dziecko nie chce jechać.Nie specjalnie czuje się zintegrowana z ta klasą,pani też szałowa nie jest.Po prostu nie chce jechać.Znosi szkolne towarzystwo w szkole bo musi,ale nie pała do nich taką przyjaźnią,że chce spędzić z nimi aż 3 dni,dzień i noc.W dodatku na przestrzeni lat IV-VI były juz 2 wycieczki klasowe takie właśnie dłuższe i córka za każdym razem (ale nie tylko ona) wracała rozczarowana.Było nudno,przeganiali ich tylko aby zmęczyć,nie robili nic fajnego poza łażeniem i cały czas musieli być cicho.W ośrodku w którym spali,grandzili za to ponad miarę a pani zawsze miała wszystko w czterech literach.Krótko mówiąc źle wspomina wyjazdy szkolne.
No,ale teraz ja mam problem.Córka definitywnie i nieodwołalnie nie chce jechać na wycieczkę szkolną dłuższą niż jeden dzień.Pani wychowawczyni twardo stanęła na stanowisku,że jechać muszą wszyscy albo nikt i nie przyjmuje do wiadomości tłumaczenia,że ktoś jechać nie chce.Ja natomiast nie chcę aby z mojej córki zrobiła sobie pani czarną owcę i potem mówiła dzieciom,podziękujcie koleżance bo przez nią nie jedziemy na wycieczkę.Macie pomysł jak to rozegrać?