Dodaj do ulubionych

Dojrzewanie... ojców

IP: *.pai.net.pl 03.04.02, 15:18
W jaki sposób przedstawić mężczyźnie piękno rodzicielstwa? Mój widzi same
ciemne strony i chyba dlatego nieszczególnie jest zachwycony przyszłą rolą
ojca.
Podobno wielu mężczyzn na początku negatywnie nastawionych do ojcostwa z chwilą
gdy pojawi się dziecko, traci dla niego głowę. Ale przecież nie można na to
liczyć, bo nie zawsze tak jest.
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki Re: Dojrzewanie... ojców IP: 62.235.207.* 04.04.02, 07:32
      Gość portalu: Aśka napisał(a):

      > W jaki sposób przedstawić mężczyźnie piękno rodzicielstwa? Mój widzi same
      > ciemne strony i chyba dlatego nieszczególnie jest zachwycony przyszłą rolą
      > ojca.
      > Podobno wielu mężczyzn na początku negatywnie nastawionych do ojcostwa z chwilą
      >
      > gdy pojawi się dziecko, traci dla niego głowę. Ale przecież nie można na to
      > liczyć, bo nie zawsze tak jest.

      Z wysokosci mojego skromnego doswiadczenia jako ojciec trzylatki mysle, ze nie
      uda Ci sie przekonac partnera jak to fajnie byc tata, bo... nie da sie. Z czysto
      egoistycznego punktu widzenia (a normalny, zdrowy mezczyzna to egoista) ojcistwo
      to same straty i Twoj partner dobrze to czuje.
      Kocham moja coreczke i biada temu, ktoby jej wlos na glowie chcial zakrzywic. Ale
      nie wiem, czy bedzie miala braciszka albo siostrzyczke. Jak pomysle, ze mam przez
      to jeszcze raz przechodzic...
    • apf Re: Dojrzewanie... ojców 04.04.02, 11:53
      W moim przypadku dojrzałem w wieku 36 lat, gdy syn miał 4 lata.
      • Gość: ala Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 04.04.02, 13:09
        Aśka,
        poczekaj z tym.faceci przekonuja sie inaczej niż my. oni muszą nawiązać więź z
        dzieckiem, bo nie mają daru macierzyństwa.ale jestem pewna, ze nawet bardzo
        zatwardziały facet mięknie na widok stópek i paluszków swojego maleństwa.nic na
        siłę. poza tym oni inaczej to przeżywają niż my. ale tez kochają przecież.skup
        sie na milych rzeczach i wszystko bedzie dobrze.pozdrawiam
        a jaki to cudny widok, jak takie chlopisko-egoistyczne, wpatrzone w siebie,
        leniwe do granic zrywa się rano, aby ponosić syneczka ,ktory ma kolkę.....
        • Gość: Doki Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.turboline.skynet.be 04.04.02, 14:46
          Gość portalu: ala napisał(a):

          > Aśka,
          > poczekaj z tym.faceci przekonuja sie inaczej niż my. oni muszą nawiązać więź z
          > dzieckiem, bo nie mają daru macierzyństwa.ale jestem pewna, ze nawet bardzo
          > zatwardziały facet mięknie na widok stópek i paluszków swojego maleństwa.nic na
          >
          > siłę. poza tym oni inaczej to przeżywają niż my. ale tez kochają przecież.skup
          > sie na milych rzeczach i wszystko bedzie dobrze.pozdrawiam
          > a jaki to cudny widok, jak takie chlopisko-egoistyczne, wpatrzone w siebie,
          > leniwe do granic zrywa się rano, aby ponosić syneczka ,ktory ma kolkę.....

          Na zachwyt stopkami i paluszkami raczej nie licz. Ojciec czuje sie potrzebny (a
          wtedy sie naprawde angazuje) od momentu gdy moze dziecko czegos nauczyc i cos
          pokazac. Do tego niezbedna jest przynajmniej podstawowa umiejetnosc mowienia i
          chodzenia.
          Gdy moja kilkutygodniowa czy kilkumiesieczna corka awanturowala sie w nocy,
          wstawalem do niej i nosilem ja, ale to po to by moja zona mogla troche
          odetchnac, bo to bylo dla niej (zony) naprawde meczace, a zona wazniejsza jest
          od corki (bo dzieki zonie moge miec tyle corek, ile dusza zapragnie).
          • Gość: ala Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 04.04.02, 20:17
            to widocznie moj mąż nie jest taki zływink
            właśnie,ze sie zachwyca do dziś paluszkami.a nosił go na rękach, bo synek tylko
            wtedy nie płakał. robił to dla dziecka.poza tym niepokoi sie każdym nierównym
            oddechem,kaszlem,temperaturą. wodzi za nim wzrokiem i caly czas patrzy, czy mu
            się nic nie dzieje.a jak go woził w wózku to był tak dumny jak paw i cały czas
            mruczal pod nosem-"no nie, obiektywnie rzecz ujmując, to on jest najładniejszy"
            a wczoraj mi powiedział, ze nie przypuszczal, ze wychowanie dziecka jest AŻ tak
            zajmujące i , ze go to męczy. ale trwa i własnie uklada ze swoim syneczkiem
            (klonem samego siebie) kolejkę. a synek nie powie inaczej jak tatuś.
            zgadzam sie,ze odpowidzialność to cecha , ktora dotyczy całego życia, ale
            myślę, ze faceci tez potrafia kochac w sposob delikatny i przepełniony
            tkliwoscia od pierwszych dni.
          • Gość: Wiesia Re: DOKI TY NIE JESTES OJCEM IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.04.02, 20:37
            No to sie moj drogi mocno mylisz, moj maz bardzo sie zachwycal wlasnie tymi
            stopkami i paluszkami i nie czekal az dzieciak bedzie mial 4 lata zeby zaczal
            byc ojcem. Wspolczuje tej twojej coreczce takiego bystrego ojca. A gdyby ona
            byla niepelnosprawna, nie mowila i nie chodzila to nigdy bys nie byl jej
            ojcem?? Wyglada ze ty nie potrzebujesz dziecka tylko towarzystwa do rozmowy.
    • pletwa3 Re: Dojrzewanie... ojców 04.04.02, 13:16
      Ojciec mojej córki do tej pory nie dojrzał do bycia ojcem. Był to jeden z
      powodów naszego rozwodu - po prostu czułam się jak samotna matka, wszystko było
      na mojej głowie. Zachwyt ojcostwem trwał dwa tygodnie, potem "tatuś" powrócił
      do kawalerskich nawyków. Przez te wszystkie lata po rozwodzie kontaktował się z
      córką w miarę regularnie, nawet zabierał na wakacje (zwłaszcza od ok. 6-7 roku
      życia corki, kiedy stała się bardziej samodzielna), tak jest do tej pory, na
      pewno bardzo ją kocha, ale jako rodzic, wychowawca, autorytet - nie sprawdza
      się w ogóle. Ot, taki dobry kumpel. Ostatnio miałam z corką trochę kłopotów -
      jak to w wieku dojrzewania bywa, prosiłam, żeby z nią porozmawiał "jak ojciec",
      to się wystraszył. "A co ja mam jej powiedzieć? To może lepiej ty, no bo co ja
      mogę...."
      Ale myślę, że w jego przypadku to kwestia ogólniejsza niż niedojrzałość do
      bycia ojcem - raczej niedojrzałość w ogóle, niechęć do przyjmowania na siebie
      odpowiedzialności...Ktoś, kto jest człowiekiem solidnym i odpowiedzialnym,
      sprawdzi się jako ojciec też....chyba...
      Pozdrawiam
    • Gość: Ania Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.04.02, 12:26
      Napewno są ojcowie, którzy pragną dzieci i sami z siebie tymi dziećmi się
      zajmują tak jak trzeba, pomagają kobietom i aktywnie biorą udział w wychowaniu
      dzieci. Ale wiem z własnego doświadczenia i obserwacji znajomych, że takiego
      ojca trzeba poprostu wychować. Niestety trzeba od razu, od pierwszych dni zycia
      dziecka zmusić ich do "pracy" przy dziecku. Mój ex nie zajmował się naszą
      córką, prowadził dalej kawalerskie życie, ja nie zmuszałam go do niczego, bo
      uważałam (niestety byłam naiwną dwudziestolatką, że on sam w pewnym momencie
      dojrzeje do tego. Skończyło się rozwodem. Kiedy ożenił się po raz drugi i
      urodziła mu się druga córka, jego żona (doświadczona kobieta z dwójką dzieci z
      poprzedniego małżeństwa) tak go ustawiła, że to on praktycznie wychowuje to
      dziecko, on wstawał do niej w nocy, robił jedzenie, chodził do lekarza , na
      spacery. Pozostali moi znajomi tatusiowie zajmują się z dziećmi, ale to duża
      zasługa ich partnerek, które wymagały asystowania przy kapielach, przy
      jedzeniu, na spacerach, przyzwyczajając ojców do opieki nad dzieckiem. I to
      przynosi efekty.
      • Gość: Doki Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.turboline.skynet.be 05.04.02, 17:04
        Powiedzialbym, ze nie chodzi tylko o zajmowanie sie
        dziecmi. Partnera w ogole trzeba umiec "wychowac", tzn
        ustalic zasady wspolzycia, jesli datad ich nie pojal.
        Tak jak wczesniej wspominalem, ja do dziecka wstaje,
        ale robie to dla zony, zeby jej pomoc.
    • Gość: Aśka Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.pai.net.pl 05.04.02, 19:31
      Dziękuję Wam za wypowiedzi. Wiele się z nich dowiedziałam.
      Tak naprawdę planujemy z mężem adopcję. Celowo wcześniej o tym nie pisałam,
      gdyż byłam ciekawa wypowiedzi pozbawionych patrzenia przez ten pryzmat.
      Doskonale zdaję sobie sprawę, że jeszcze trudniej jest dojrzeć do "adopcyjnego"
      ojcostwa.
      • Gość: Doki Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.turboline.skynet.be 05.04.02, 19:36
        Zastanowilem sie nad tym ze swojego punktu widzenia i
        wyszlo mi, ze z adoptowanym dzieckiem moze byc ojcu
        latwiej. Adopcja to proces bardziej przemyslany niz
        biologiczne rodzicielstwo, takze trudniejszy i bardziej
        dlugotrwaly. Wtedy oboje rodzice lepiej wiedza, czego chca.
    • Gość: xy. Re: Nie-dojrzewanie... ojców IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 08.04.02, 01:17
      Wiesz, takie sprawy to się uzgadnia przed ślubem.
      Jest na to wystarczająco dużo czasu.
      Zastanawia mnie tylko fakt czy to jest jedyny problem Waszego małżeństwa.
      Przy nie zaakceptowaniu dziecka posypią się one lawinowo, a Ty dołączysz do
      tych porzuconych przez męża żon i następne dziecko zostanie półsierotą.
      Przecież małżeństwo zakłada się przeważnie po to żeby mieć dzieci,
      to przed ślubem nie rozmawiałaś o tym. Część mężczyzn w ogóle nie dojrzewa do
      macierzństwa, jakieś 1.500.000 w tym kraju. Widocznie źle trafiłaś.
      Ale trudno, sama dokonałaś wyboru.
      • Gość: ala Re: Nie-dojrzewanie... ojców IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 08.04.02, 11:51
        brrr, powiało chłodem feminizmu.skoro wszysce faceci są tacy lub większość
        tzn,ze taka ich "uroda". chyba nie da sie tego zmienic w takim razie.nie da sie
        zrobic z malpy mysz.mysle,ze takie uwagi sa przesadzone. wszyscy ojcowie,
        ktorych znam kochaja swoje dzieci-pracuja na nie, troszcza sie, i kazdy na swoj
        sposob okazuje swoje uczucia-jeden jest zakochany inny wywarzony.jeden od razu
        juz w szpitalu pieje, a drugi potrzebuje miesiecy lub lat.
        ale to samo powiem o matkach-jedna sie poswieci i z radoscia jest matka a
        drugiej ciagle zle, dziecko ja meczy i przeszkadza w karierze, itd.,jedna na
        sali porodowej umiera ze szcescia a druga wyje miesiacami i nie lubi swojego
        dziecka albo po prostu ma te uczucia macierzynskie mnie intensywne.
        dlatego taka mowa jest mocna przesadzona.ojciec nie jest w ciazy i nie odczuwa
        pewnych rzeczy-to proste.nie rodzi, wiec tez odpada pewna sfera doznan, ktore
        zblizaja do dziecka ale ta wiez powstaje z czasem przeciez, czesto bardzo
        silna.moj maz nie nalezy do idealow, ale nigdy nie powiem,ze jest gorszy
        uczuciowo czy niedojrzaly. jest ojcem a nie matka. po prostu. nie robmy z
        chlopow kobiet -please!!!!!!!!!
    • Gość: Adam Re: Dojrzewanie... ojców IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.04.02, 20:25
      Kazdy facet moze byc wystraszony i zastanawiac sie czy sobie da rade. Jesli
      jednak ma dobre intencje i liczy sie ze zwiekszonymi obowiazkami i
      odpowiedzialnoscia to napewno da sobie rade. My wszyscy musimy sie uczyc byc
      rodzicami: jak przewinac niemowle, jak je nakarmic, jak utulic i ukoic. Dobrze
      jesli jest ktos kto nam to pokaze: babcia, doswiadczona sasiadka, pielegniarka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka