Dodaj do ulubionych

problemy w szkole i brak przyczyn

22.09.14, 22:55
Córka z przedszkola miała bardzo dobrą opinię/podsumowanie, była gotowa szkolnie.
w szkole dramat od początku, najpierw szlaczki, lewa ręka, Pani chyba nie zorientowała się, że dziecie leworęczne.
czytanie masakra, pod koniec pierwszej klasy dukała albo i nie sad
nie zapamiętuje, można powtarzać tysiąc razy i nic sad np. kolory po angielsku.
jak czytam, że dzieci są chłonne w tym wieku to opada mi wszystko bo nie Ona.
już na początku zeszłego roku szkolnego Pani wychowawczyni sugerowała pójście do poradni psychologiczno- pedagogicznej... i poszliśmy w końcu...
zbadana i... nic... żadna opinia nie poszła do szkoły, żadnych wniosków... bo wszystko jest w normie albo powyżej przeciętniej!
myślę,że w takiej poradni pracują ludzie kompetentni, wiedzą co mówią, bo tam od tego są...
więc co jest z moim dzieckiem?
jeśli nie ma żadnych deficytów, niektóre strefy są powyżej, Pani psycholog powiedziała, że na ten moment stwierdza wysoką inteligencję (nie do końca tak się wyraziła- coś w stylu "inteligentna bestia")
to co? w szkole jest młodsza, jest w dole klasy z nauką.
jak odrabiamy lekcje to czasem mnie zadziwia pozytywnie a najczęściej negatywnie.
niby widzę,że sporo wie, że z matematyki potrafi błyskawicznie coś policzyć, żeby za minute nie wiedzieć ile jest 7+8 np.
czyta od biedy dwa zdania, a potem już zmyśla prawie.
ocena opisowa po 1 klasie to dno sad
boję się, że jak pójdzie taka opinia o dziecku to będzie miała przechlapane w życiu sad


Obserwuj wątek
    • kanga_roo Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 08:26
      na naukę czytania ma czas do końca trzeciej klasy, tak, że nie ma paniki.
      a swoją drogą jak w poradni wyjaśnili trudności z czytaniem i zapamiętywaniem?
    • scher Jesteś zwyczajnym gnojem wobec swego dziecka 23.09.14, 08:32
      Publikujesz w sieci bardzo szczegółowe informacje z mocno prywatnej sfery życia twojego dziecka, a w stopce jakby nigdy nic zamieszczasz jego zdjęcie.
      Czy ty masz w ogóle rozum? Jakieś poczucie przyzwoitości? Jakąś lojalność w stosunku do najbliższych ci osób? Może nie wiesz, jak działa Internet i jak długo pozostają w nim raz opublikowane treści?
      • mama-ola Re: Jesteś zwyczajnym gnojem wobec swego dziecka 23.09.14, 15:46
        Podpisuję pod tym, co napisałeś. (Poza "gnojem", to zbyt mocne jak dla mnie). Należy szanować prywatność i mieć na uwadze godność swojej rodziny.
      • joa66 Re: Jesteś zwyczajnym gnojem wobec swego dziecka 24.09.14, 20:26
        Rzadko się zgadzam z scher, tu jednak przyznaję mu rację.

        • koza_w_rajtuzach Re: Jesteś zwyczajnym gnojem wobec swego dziecka 06.10.14, 10:02
          Niestety również muszę się zgodzić.
    • frestre Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 09:18
      w dużych miastach są prywatne poradnie
      diagnoza ok 200-300zł

      poszłabym raz jeszcze...albo choć na jedną wizytę
      poszukaj, poczytaj opienie nt ośrodków

      w 3-mieście ja znam dwie: "wyspa" i "trampolina"

      jeśli po I klasie ocena opisowa nie była zadowalająca - to szukałabym dalej co jest nie tak!
    • tititu Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 12:03
      Idź do innej poradni. Szukaj do skutku.
    • budzik11 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 12:14
      great-1981 napisała:


      Pani wychowawczyni sugerowała pójście d
      > o poradni psychologiczno- pedagogicznej... i poszliśmy w końcu...
      > zbadana i... nic... żadna opinia nie poszła do szkoły, żadnych wniosków... bo w
      > szystko jest w normie albo powyżej przeciętniej!

      Nie rozumiem - diagnoza w poradni to dość sformalizowany proces. Żeby dostać opinię w poradni, musisz mieć opinię wychowawcy (na piśmie, nie wystarczy "zasugerowanie"), o którą, przynajmniej u nas w szkole, zwraca się z podaniem do dyrektora i dopiero na tej podstawie wychowawca wystawia opinię. I idziesz z tym oraz z masą innych rzeczy (np. opinia z przedszkola, rysunki i inne prace dziecka, opinia od lekarza pediatry/książeczka zdrowia dziecka) do poradni o oni na podstawie kilku róznych testów u kilku specjalistów (psycholog, pedagog) mają obowiązek w ciągu chyba 14 dni od ostatniego badania wydać oficjalną opinię. Stwierdzenie kogoś tam, że "inteligentna bestia" to żadna diagnoza, nie wygłupiaj się. Do szkoły tez samo nic nie "idzie" - to ty opinię z PPP zanosisz do wychowawcy, który ją następnie przekazuje szkolnemu pedagogowi i na tej podstawie dziecko jest kierowane na potrzebną terapię (zajęcia wyrównawcze).
      Moja córka też jest bardzo inteligentna, ma ogromne możliwości intelektualne, ale jednocześnie ma takie same objawy jak twoja córka (poza leworęcznością) - problemy z czytaniem, zapamiętywaniem, skupieniem uwagi itd. Ponieważ jest dyslektyczką, co stwierdzono podczas badań w PPP. BADAŃ a nie jakiegoś pitu-pitu, o którym ty piszesz. I ma konkretne zalecenia do pracy w domu, w szkole (np. niewyrywanie jej w klasie do czytania bez przygotowania), jest objęta zajęciami wyrównawczymi. A w domu - wymaga pracy, cierpliwości, np. we wspomnianej nauce angielskiego - ale spokojem i cierpliwością można dziecku pomóc i jest w stanie wszystkiego się nauczyć (na jak długo jej to w głowie zostaje, to inna sprawa). Ale proponuję zająć się na poważnie dzieckiem.
      • stillgrey Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 12:38
        Widocznie wszystko zalezy od poradni. Moj syn mial wystawiana opinie, robione testy weschlera etc. na podstawie tylko mojego wniosku zlozonego w poradni.
        • ania-pat1 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 13:18
          Mnie też "pachnie" dysleksją - poszłabym do poradni dla dyslektyków - w tym wieku bada się tzw. zagrożenie dysleksją - są skuteczne sposoby ćwiczenia z takim dzieckiem. Dostanie też w szkole logopedę. Wbrew pozorom dysleksja dotyka głównie inteligentne bestie, więc warto zwalczyć problem zanim córka załamie się ocenami. Wiem o czym piszę, bo mam dyslektyczkę z IQ pond 130 - teraz czyta płynnie, z pisaniem nieco gorzej (ma 8 lat). Liczy świetnie - ale diagnozę dostała jako 4 latka - badaliście lateralizację - nie jest czasem skrzyżowana (np. prawe oko, ucho, a lewa ręka dominująca) - to też b. utrudnia życie. Poszłabym na rozsądną diagnozę do poradni dla dyslektyków.
          • olga727 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 19:12
            ania-pat1 napisała:

            ie jest czasem skrzyżowana (np. prawe
            > oko, ucho, a lewa ręka dominująca) - to też b. utrudnia życie. Poszłabym na roz
            > sądną diagnozę do poradni dla dyslektyków.
            Przepraszam,że się wtrącę ale czy w "zwykłej" PPP też mogą postawić dziecku diagnozę zagrożenia dysleksją(młodsza córka jak napisałaś:leworęczna,a prawo oczna,nożna. Prawą też sobie radzi,ale pisze lewą). Czy w TYM konkretnym przypadku jest aż tak duże ryzyko dysleksji ?
            • budzik11 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 09:16
              olga727 napisała:

              > Przepraszam,że się wtrącę ale czy w "zwykłej" PPP też mogą postawić dziecku dia
              > gnozę zagrożenia dysleksją

              jak wyżej napisałam - mogą oczywiście. Moja córka ma taką diagnozę ze "zwykłej" poradni (pierwsze słyszę o jakichś specjalistycznych poradniach dla dyslektyków).
              • olga727 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 10:20
                budzik11 napisała:

                > jak wyżej napisałam - mogą oczywiście. Moja córka ma taką diagnozę ze "zwykłej"
                > poradni (pierwsze słyszę o jakichś specjalistycznych poradniach dla dyslektykó
                > w).
                No właśnie:ja też wcześniej nie spotkałam się z Poradnią dla Dyslektyków. Dopiero tutaj pierwszy raz o takiej przeczytałam.
          • 71tosia Re: problemy w szkole i brak przyczyn 27.09.14, 12:15
            jeden z tych dziwnych mitow o dysleksji, dyslkcja dotyka i dzieci inteligentne i nie, nie ma zadnej korelacji!!
            • morekac Re: problemy w szkole i brak przyczyn 06.10.14, 10:33
              dzieci inteligentne i nie, nie ma zadnej korelacji!!
              Jest, bo dysleksję orzeka się u dzieci w normie intelektualnej, co podwyższa średnie IQ.
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
              • 71tosia Re: problemy w szkole i brak przyczyn 06.10.14, 18:27
                nie ma zadnej korelacji miedzy IQ a dysleksja, co potwierdza sporo badan.
                (np newsoffice.mit.edu/2011/dyslexia-iq-0923)
                • morekac Re: problemy w szkole i brak przyczyn 10.10.14, 06:28
                  Średnie IQ w grupie dyslektykow musi być wyższe niż średnie w populacji- ale to wynika z samej metodologii diagnozowania dysleksji, a nie z IQ dyslektykow.
      • ewa_mama_jasia Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 14:53
        Widoczne nie wszędzie. Do diagnozy wystarczył mój wniosek. Do poradni z synem poszłam, bo poprosiła wychowawczyni. Żadne opinie od lekarza i książeczka zdrowia nie była potrzebna, pani psycholog zrobiła ze mną wywiad na temat przebiegu ciąży, porodu, rozwoju dziecka itp.
        Natomiast potwierdzam, że na koniec badania w poradni dostaje się opinię na temat dziecka.
        • stillgrey Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 15:09
          Opinie dostaje sie po badaniu przez psychologa i pedagoga, do tego poradnia ma miesiac na jej wydanie. Zaraz po badaniu faktycznie dostaje sie tylko takie zdawkowe informacje.
      • morekac Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 00:47
        Dziecko z sp nie potrzebuje mieć żadnego skierowania ze szkoły, żeby być przebadanym, aczkolwiek może to czasami ułatwić diagnozę.
        Również sugerowała badanie w kierunku dysleksji. To, ze inteligentne i całkiem rozgarniete dziecko nie jest w stanie nauczyć się czytać, to nie jest normą i powyżej.
        -------------------------------------------------------------
        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • grave_digger Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 13:53
      czy robili dziecku analizę syntezy wzrokowo-ruchowej? może tu są zaburzenia stąd niemożność nauczenia się czytania.
      a dysleksję diagnozuje się za trzecim razem i najczęściej po 4 klasie.
      • budzik11 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 14:56
        grave_digger napisała:

        > a dysleksję diagnozuje się za trzecim razem i najczęściej po 4 klasie.

        Dysleksję diagnozuje się w dowolnym momencie, tylko w klasach 1-3 wystawiają opinię o zagrożeniu dysleksją, a od 4 klasy jest to już orzeczenie o dysleksji. Co do ilości "razów" to nie wiem, moja miała opinię o zagrożeniu w pierwszym rzucie (klasa 3), powiedzieli, że za rok, jeśli nic się nie zmieni u niej, dostanie orzeczenie o dysleksji. Być może zgłaszając się od razu z 4-klasistą dostaje się już orzeczenie.
        • grave_digger Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 15:33
          No nie wiem. My byliśmy już drugi raz na badaniach (IV klasa) i powiedzieli, że dysleksję (jeśli w ogóle) mogą orzec dopiero za rok. Nawet nie mogą wpisać 'specyficzne trudności w nauce' choć to aż krzyczy. Bo dopiero za rok.
          Odrabianie z córką lekcji to droga przez mękę suspicious
          • morekac Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 00:50
            Bardzo ciekawe. Być może zmieniły się ostatnio przepisy, ale może sprawdz, czy nie robią cię w konia.
          • analist73 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 09:49
            Moje dziecko dostało diagnozę w IV klasie, w tamtym roku szkolnym, też mówili że to trochę za wcześnie na diagnozę przed badaniem (miało 9 lat), po badaniu wystawili diagnozę od razu, mówiąc że nie ma nad czym myśleć.
    • mama-ola Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 15:50
      Przyczyny mogą być bardzo ogóle - niedostosowanie wymagań do wieku, zainteresowań, świata dziecka.
      Na co jej wiedzieć, że blue to niebieski? Z jej punktu widzenia na nic, więc nie ma do tego głowy. (Zresztą bzdurna nauka angielskiego w klasach I-III to temat rzeka).
      • ania-pat1 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 23.09.14, 22:14
        Dlaczego bzdurna? Córka 8 letnia z rówieśnikami całkiem dobrze się porozumiewa po angielsku (wakacje) podobnie w restauracjach/sklepach/środkach lokomocji, nie mam obaw, ze jak się zgubi będzie w stanie wytłumaczyć kim jest i kogo należy poszukać. Angielskiego uczy się od czterech lat - 5 godzin tygodniowo. Myślę, ze w trzeciej klasie będzie na poziomie B2. I to bez wysiłku w zabawowej formie - bo w przedszkolu to były głównie rymowanki, piosenki itd. A jednak dały dużo. Czytać po angielsku zaczęła w 1 klasie, teraz jest w 2 giej i zaczynają pisać. Wchodzi to naturalnie. Po co jej wiedzieć jak jest dany kolor - żeby w sklepie poprosić o konkretny towar, zeby zapytać o smak lodów, żeby móc dokonać wyboru... Zeby mieć satysfakcję, że wie o czym śpiewa wokalista. Nie uwierzę, ze drugoklasista nie jest zainteresowany o czym śpiewają w piosenkach.
        • an.16 do mama-ola 24.09.14, 10:02
          No właśnie. Angielski w przedszkolu i klasach 1-3... Moim zdaniem nieporozumienie. Nie wiem dlaczego polscy rodzice uwierzyli, że im wczesniej tym lepiej. Moje dziecko miało angielski w przedszkolu 5 razy w tyg. - m.zd. zupełnie bez sensu. Tak małe dziecko, o ile nie ma jezyka obcego w o wiele wiekszej dawce w ogóle go nie przyswaja - bo po co? ŻADNE z dzieci nie umiało powiedzieć nic po ang. poza odtwarzaniem (jak papugi) nazw zwierzą, kolorów, liczebników. Pierwsza klasa - to samo, wszyscy maja zajęcia dodatkowe. Mnie dosłownie zmuszono do zapisania córki, bo ponoć dzieci bez tych zajęć gorzej sobie radziły. Od pierwszej klasy (6 lat) pisanie, zaimki, formy pytające, zaprzeczenia. Nie mam pomysłu jak te struktury wytłumaczyc córce. Nie da sie tak małemu dziecku, pozostaje bezefektywne powtarzanie. Znam biegle 2 j. obce, mąż 3 i wiemy, że bez "wejścia" w jęzeyk nie mozna sie go nauczyć. I widziałam jaki skok zrobił syn w wieku 10-12 lat. W tym okresie nauczył się dużo więcej niż przez wszystkie (6-7) lat przedtem. I żeby nie było. Moja córka to otwarte śmiałe dziecko, bez problemu "dogadujące" sie z cudzoziemcami. Gdyby sie zgubiła tez potrafi powiedziec kim jest i kogo szuka. Ale nie poznała nawet podstaw języka! Gdy chciała dowiedziec się czegoś konkretnego biegła do mnie zapytac jak to powiedzieć po ang. i wracała z odpowiedzią zeby jej przetłumaczyć. Nie wierzę, że 7-8 latek może komunikowac sie w obcym języku mając za sobą wyłącznie lekcje w szkole czy na kursach.
          • annubis74 Re: do mama-ola 24.09.14, 13:23
            to nie jest bez sensu - to prawda że w tak wczesnym wieku dzieci szybciej chwytają melodię języka, akcent itd. Problemem jest tylko niewłaściwe prowadzenia zajęć np. w klasach 1-3 przez osoby kompletnie do tego neiprzygotowane (np. nauczycielki innych przedmiotów, które douczyły się języka) oraz nierealistyczne oczekiwania rodziców co do tych lekcji. Dziecko uczy się języka w inny spoósb i w innym tempie niz dorosły.
            an.16 - to o czym piszesz - pisanie, gramatyka tłumaczona dziecku które w ogóle nie ma swiadomośi gramatyki j. polskiego to jakaś pomyłka. dziecko uczy się właśnie przez powtarzanie (wielokrotne) w różnej formie.
            • jotde3 Re: do mama-ola 24.09.14, 13:57
              Tez mi sie tak wydaje anubis i dlatego polecil bym sie zastanowic w przedszkolu czy pierwszych klasach sp nad dawaniem dziecku ewentualnie w domu takiego programu komp. W ktorym powtarza sie po lektorze rozne zdania i zwroty ktore mozna rozbic dodatkowo w razie trudnosci na pojedyncze slowa a komp sam sprawdza czy w miare oki powtorzyl.
          • mama-ola Re: do mama-ola 24.09.14, 14:39
            An.16 - mam podobne doświadczenia. Mój syn jest po 3 latach nauki w przedszkolu i 3 latach nauki w szkole. Nie umie nic. Bo to, że zna nazwy kolorów oraz poprawnie napisze thirteen i inne liczebniki, to przecież jest kompletnie bez sensu. Nie umie się przedstawić, powiedzieć, gdzie mieszka, ani co go interesuje. A z każdej kartkówki miał max punktów. Po co...Totalny bezsens.

            Mój mąż teraz się wziął za jego naukę. Zaczęli od przedstawiania i takich tam. Teraz dopiero syn jest w stanie powiedzieć, ile ma lat!...

            Tak więc nie dziwię się córce autorki, że ma to w głębokim poważaniu. Że jej mózg protestuje przeciwko wkuwaniu, że blue to niebieski, i że natychmiast wyrzuca to z pamięci. Inteligentna bestia smile
            • dzielnamama85 Re: do mama-ola 24.09.14, 18:01
              Zdziwiona jestem tym, co piszesz, bo u córki w szkole słówka pojedyncze (kolory, zwierzęta, warzywa, owoce, produkty, liczebniki, członkowie rodziny, części ciała, ubrania, pory roku, dni tygodnia, czynności itd.) i piosenki były w zerówce. Cała I klasa to było właśnie mówienie, scenki i słuchanie dialogów z płyt. Przedstawianie się, skąd jestem, co lubię robić, jeść, ulubione zwierzę itd. proszenie o produkty z sklepie, reagowanie na polecenia (wstań, podejdź, usiądź, napisz, narysuj, podnieś rękę, otwórz/zamknij drzwi). Pisania prawie wcale nie było.
              • mama-ola Re: do mama-ola 25.09.14, 08:34
                > Cała I klasa to było właśnie mówienie, scenki i słuchanie dialogów z płyt. Przedstawianie
                > się, skąd jestem, co lubię robić, jeść, ulubione zwierzę itd. proszenie o produkty z sklepie,
                > reagowanie na polecenia (wstań, podejdź, usiądź, napisz, narysuj, podnieś rękę,
                > otwórz/zamknij drzwi). Pisania prawie wcale nie było.

                To było super smile Marzyłoby mi się, żeby tak było u mojego dziecka. Ale niestety - nie.
                Jest w IV klasie i zaczynamy od zera. My - rodzice.
            • budzik11 Re: do mama-ola 24.09.14, 18:14
              mama-ola napisała:

              > Że jej mó
              > zg protestuje przeciwko wkuwaniu, że blue to niebieski, i że natychmiast wyrzuc
              > a to z pamięci.

              Idąc dalej tym tropem nalezałoby w ogóle wypisać dzieci ze szkoły, bo większość nauki to wkuwanie bezsensownych i nieprzydatnych rzeczy. Wierszyki na polski, piosenki na muzykę, modlitwy na religię, tabliczka mnożenia na matematykę, słówka na angielski - no bzdura na resorach, po co im to wszystko?
              Tylko tak się składa, że to, nawet jak się wydaje bez sensu, jest choćby ćwiczeniem mózgu i pamięci. Nauka jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a żeby się w obcym języku porozumiewać, trzeba mieć jakiś zasób słów. Nie widzę problemu w tym, że dzieci nauczą się kolorów jako pierwszych słów - w początkach edukacji w ojczystym języku też najpierw uczą się kolorów.
              • mama-ola Re: do mama-ola 25.09.14, 08:29
                > Idąc dalej tym tropem nalezałoby w ogóle wypisać dzieci ze szkoły, bo większość
                > nauki to wkuwanie bezsensownych i nieprzydatnych rzeczy.
                Dużo pewnie jest nieprzydatności, ale ja się jeszcze z nimi nie spotkałam w IV klasie mojego syna. Odrabiam z nim lekcje codziennie i jeszcze nic mnie nie wkurzyło jako bezsensowne.

                > Wierszyki na polski, piosenki na muzykę,
                Nie zgadzam się, że to bezsensowne.

                > tabliczka mnożenia na matematykę,
                Bardzo przydatna.

                > słówka na angielski
                Słówka są bez sensu. Uczyć się trzeba całych zdań, całych dialogów. I wyłącznie mówić, bez pisania. To naturalna droga, którą przechodzi każdy człowiek. Ma 2, 3, 4 lata. Uczy się powtarzać po rodzicach zdania, odpowiada na pytania, sam je zadaje. Mówi, jak ma na imię, ile ma lat i co chce zjeść.
                Mój syn tego nie powie. Ale napisze bezbłędnie thirteen! To jest odwracanie naturalnego porządku nauki języka przez człowieka.

                > w początkach edukacji w ojczystym języku też najpierw uczą się kolorów.
                Taaak. Jasne. I piszą z tego kartkówki lub są odpytane, po czym przechodzą do części ciała. Po czym za tydzień pytasz z kolorów i nic nie pamiętają. Naprawdę tak wyglądało poznawanie języka ojczystego u Twoich dzieci? Jakoś nie wierzę wink
                • budzik11 Re: do mama-ola 25.09.14, 09:26
                  mama-ola napisała:

                  > Dużo pewnie jest nieprzydatności, ale ja się jeszcze z nimi nie spotkałam w IV
                  > klasie mojego syna.

                  Co ty powiesz? A ja uważam, że z praktycznego punktu widzenia bardziej dziecku przyda się znajomość nazw kolorów po angielsku niż np. informacje o piżmowole czy kolejny wierszyk wkuty na pamięć.

                  > Słówka są bez sensu. Uczyć się trzeba całych zdań, całych dialogów.

                  Żeby cokolwiek powiedzieć, trzeba mieć jakiś minimalny zasób słów (których trzeba się wcześniej nauczyć). Bez słów trudno się raczej porozumiewać. A wkuwanie całych zdań czy dialogów u małych dzieci uważam za jeszcze większą głupotę. Przypomina mi się nauka łaciny - sztuka dla sztuki uncertain Ale to było w LO, nie w pierwszych klasach podstawówki. Przypominają mi się moje początki nauki angielskiego. Prywatny nauczyciel, mała grupa (nie było wtedy angielskiego w szkole). Pan bardzo miły i kulturalny zwracał się zawsze do nas dodając "please" po imieniu, np. "Mary, please", kiedy chciał, żeby Marysia coś powiedziała. No i uczyliśmy się przedstawiać, i jak padło na nią, powiedziała "My name's Mary please". Tak się kończy nauka dialogów, kiedy nie zna się słówek.
                  • mama-ola Re: do mama-ola 25.09.14, 10:03
                    > Co ty powiesz? A ja uważam, że z praktycznego punktu widzenia bardziej dziecku
                    > przyda się znajomość nazw kolorów po angielsku
                    Jakby to było praktyczne, to by nie wylatywało dzieciom (dziecku autorki) po tygodniu z głowy.

                    > informacje o piżmowole
                    Mój syn nie ma na przyrodzie informacji i piżmowole. W ogóle przyroda jest ulubionym przedmiotem całej klasy. Jak odrabiam z synem lekcje, to rozumiem dlaczego.

                    > No i uczyliśmy się przedstawiać, i jak padło na nią, powiedziała "My name's Mary
                    > please". Tak się kończy nauka dialogów, kiedy nie zna się słówek.
                    Zbyt szybko podsumowałaś całą metodę tego nauczyciela. Zbyt pochopnie i niesprawiedliwie.
                    IMHO.
                    • budzik11 Re: do mama-ola 25.09.14, 11:59
                      mama-ola napisała:

                      > Jakby to było praktyczne, to by nie wylatywało dzieciom (dziecku autorki) po ty
                      > godniu z głowy.

                      słowa nieużywane wylatują z pamięci, co nie znaczy, że w ogóle uczenie się ich nie miało sensu, bo potem wystarczy sobie przypomnieć. Ja widzę teraz na początku 4 klasy, że używane są praktycznie wszystkie słówka, które były wprowadzanie w klasach 1-3, a wtedy praktycznie po zakończeniu kolejnego "unitu", niewykorzystywane i leżały odłogiem przez 3 lata.

                      > Mój syn nie ma na przyrodzie informacji i piżmowole.

                      Na przyrodzie nie, to było gdzieś na przestrzeni klas 1-3 (coś o zwierzętach polarnych). Dla mnie to ciekawostka, nie żadna praktyczna informacja.


                      Zbyt szybko podsumowałaś całą metodę tego nauczyciela. Zbyt pochopnie i niespra
                      > wiedliwie.

                      ale to bardzo proste wnioski. Jeśli dziecko uczy się przykładowo tu podanego wyrażenia "<imię> please" jako forma zwrócenia się do danej osoby, bez poinformowania go, co znaczy słówko "please", to może sobie pomyśleć, że tak brzmi jego imię po angielsku. Nieuczenie się słówek a wkuwanie dialogów i "rozmówek" to po prostu papugowanie.
                      • mama-ola Re: do mama-ola 26.09.14, 09:01
                        > ale to bardzo proste wnioski. Jeśli dziecko uczy się przykładowo tu podanego wyrażenia "<imię> please" jako forma zwrócenia się do danej osoby
                        Och, przestań smile Przecież to oczywiste, że nauczyciel ją skorygował i potem już tak nie mówiła. Każdy może popełniać błędy na początku nauki.
                        Wiesz, co Ty właśnie twierdzisz? Że jeśli jakaś uczennica popełni błąd na pierwszej lekcji to znaczy, że metoda jest zła, a jak mój syn był błędnie uczony przez 3 lata, to i tak znaczy, że metoda była dobra smile

                        Oczywiście nie twierdzę, że dziecko ma nie znać słówek (to byłby absurd). Ma się ich jednak uczyć w zdaniach, a nie w izolacji.
                  • olga727 Re: do mama-ola 25.09.14, 10:30
                    budzik11 napisała:

                    No i uczyliśm
                    > y się przedstawiać, i jak padło na nią, powiedziała "My name's Mary please". Ta
                    > k się kończy nauka dialogów, kiedy nie zna się słówek.
                    To musiało komicznie wyglądać z tym przedstawianiem się. smile Ale masz rację,aby móc cokolwiek powiedzieć w obcym języku trzeba znać choćby minimalną ilość słówek. Z gramatyką,człowiek sobie poradzi choćby z osłuchania na początku. smile
                • agni71 Re: do mama-ola 25.09.14, 09:29
                  > Słówka są bez sensu. Uczyć się trzeba całych zdań, całych dialogów. I wyłącznie
                  > mówić, bez pisania. To naturalna droga, którą przechodzi każdy człowiek. Ma 2,
                  > 3, 4 lata. Uczy się powtarzać po rodzicach zdania, odpowiada na pytania, sam j
                  > e zadaje. Mówi, jak ma na imię, ile ma lat i co chce zjeść.
                  > Mój syn tego nie powie. Ale napisze bezbłędnie thirteen! To jest odwracanie nat
                  > uralnego porządku nauki języka przez człowieka.

                  Mylisz sie trochę, bo nauka języka obcego (poza naturalną dwujęzycznością) nie odbywa się tak, jak języka ojczystego.

                  Inna sprawa, że u nas w szkole dzieci uczą sie właśnie takich całych wyrażeń, ostatnio było przedstawianie się, mówienie kto jest jakiej narodowości, przedstawianie członków rodziny. Pani jest ambitna i widac, że się stara, jednak w sytuacji, gdy angielskiego sa 2 godziny tygodniowo, nie wszystko wychodzi jak by chciała (np. ma zasadę, że na lekcji mówi do dzieci, i oczekuje od nich mówienia tylko po angielsku - dzieci obstawione dod. zajęciami prywatnymi w większości dają radę, te które uczą się tylko w szkole mają lekko przechlapane).
                  • mama-ola Re: do mama-ola 25.09.14, 10:08
                    > Mylisz sie trochę, bo nauka języka obcego (poza naturalną dwujęzycznością)
                    > nie odbywa się tak, jak języka ojczystego.
                    Niestety tak się nie odbywa. Ale powinna tak się odbywać - w sposób jak najbardziej zbliżony do naturalnej nauki języka.

                    A u nas?... Pamiętam swój kurs angielskiego. Dostałam od nauczyciela zadanie - przetłumaczyć chyba z 20-30 zdań z polskiego na angielski. Były tam do rozpoznania tryby warunkowe, trzeba było wybrać, który pasuje i zastosować odpowiednią konstrukcję. Wszystko zrobiłam na papierze dobrze. I co z tego... Nie umiałam porozmawiać po angielsku.
                    • agni71 Re: do mama-ola 25.09.14, 10:22
                      > Niestety tak się nie odbywa. Ale powinna tak się odbywać - w sposób jak najbard
                      > ziej zbliżony do naturalnej nauki języka.

                      ale to sie nie da, chyba, że zatrudnisz sobie do dzieci au-pair mówiącą wyłącznie po angielsku, bo nawet i kilka godzin angielskiego dziennie na kursie nie da ci idealnej dwujęzyczności, i przyswajanie języka obcego będzie sie odbywało na innej zasadzie niz ojczystego.

                      > A u nas?... Pamiętam swój kurs angielskiego. Dostałam od nauczyciela zadanie -
                      > przetłumaczyć chyba z 20-30 zdań z polskiego na angielski. Były tam do rozpozna
                      > nia tryby warunkowe, trzeba było wybrać, który pasuje i zastosować odpowiednią
                      > konstrukcję. Wszystko zrobiłam na papierze dobrze. I co z tego... Nie umiałam p
                      > orozmawiać po angielsku.

                      ale mylisz troszkę dwie rzeczy - nauke angielskiego wyłącznie w czytaniu i pisaniu, i nauke mówienia. Mówienia jak najbardziej również można sie nauczyć metodami tradycyjnymi (w odróżnieniu od totalnego zanurzenia w języku, jakie daje np. mieszkanie w kraju, w którym trzeba sie danym językiem posługiwać). Można sobie tez wynająć native speakera, tylko po to, żeby pogadać smile
        • tawananna Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 14:04
          Problemem jest sposób nauczania języka i treści nauczania. Jeśli dzieci uczą się tylko odpowiedników słówek - że blue to niebieski, a milk to mleko - to faktycznie trudno będzie tę wiedzę natychmiast wykorzystać (już niezależnie od tego, czy dzieci wkuwały listy słówek, czy może zapamiętały słownictwo na podstawie rymowanek i piosenek). Jeśli język nauczany jest pod kątem komunikacji (jak poprosić o niebieską piłkę w sklepie i powiedzieć, że nie lubię mleka) to jest szansa, że dziecko ten język szybko wykorzysta - może nie na poziomie B2, ale na całkiem komunikatywnym A1-A2.
        • mama-ola Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 14:17
          Ania-pat1,
          nie twierdzę, że to jest bez sensu: "Córka 8 letnia z rówieśnikami całkiem dobrze się porozumiewa po angielsku (wakacje) podobnie w restauracjach/sklepach/środkach lokomocji"

          Twierdzę, że bez sensu jest kucie, że blue to niebieski, a red to czerwony, gdy nie ma to żadnego odniesienia do świata dziecka. Wówczas dziecko nie ma do tego głowy i za chwilę nic nie pamięta.
          • annubis74 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 18:09
            tak - bez sensu jest kucie... bo dziecko uczone w prawidłowy sposób, adekwatny do jego wieku, przez zabawę, piosenki, słuchanie, powtarzanie, krótkie formy dialogowe, gry - nie musi kuć.
            • mama-ola Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 08:31
              Mój syn niestety musiał. I kuł. Zaliczył prawie każdą kartkówkę w klasach II-III na maksimum punktów. Z angielskiego nie umie NIC. Owszem, napisze to i owo, ale z nim nie pogadam.
              • annubis74 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 23:36
                ja w podobny sposób uczyłam się kiedyś niemieckiego - miałam 5 z testów (mam zdolności jezykowe, więc nauczenie się na test nie było problemem) ale nigdy nie byłam w stanie porozumiewać się w tym języku i tak naprawdę nigdy go nie umiałam.
                to o czym piszesz niestety w polskich szkołach jest nadgminne - ale to nie świadczy o bezsensowności nauki jezyka tylko o bezsensowności nauki języka prowadzonej w taki sposób.
    • kanna Re: problemy w szkole i brak przyczyn 24.09.14, 20:19
      żadna opinia nie poszła do szkoły,

      Opinię dostaje rodzic, jak zawnioskuje pisemnie. Może ją zanieść do szkoły, lub nie.

      W domu jakiś zmian nie ma? Jakieś tajemnice macie, co sądzicie, że dziecko nie wie?
      Czy dziecko ma poczucie, ze wychowawczyni i dzieci je lubią?
    • agni71 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 09:22
      tak jeszcze dodam, że przetłuszczanie sie włosów w tym wieku może być straszne, gdybym nie zobaczyła na własne oczy to bym nie uwierzyła - dziewczyna myła włosy (nie wiem jak, byc może w jakis niewłaściwy sposób), a po godzinie! włosy wisiały w tłustych strąkach. Jakieś takie zaburzenie hormonalne. Więc problem może być tu, i byc może dermatolog by cos na to pomógł?

      A druga sprawa, wiele osób z kręconymi długimi włosami myje je odżywka zamiast szamponem, może syn o tym gdzieś przeczytał i stosuje, bo są dzi, że zapobiegnie to puszeniu.

      Zresztą już ci dziewczyny wyżej napisały, to sobie wygooglasz.
      • olga727 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 20:37
        A druga sprawa, wiele osób z kręconymi długimi włosami myje je odżywka zamiast szamponem, może syn o tym gdzieś przeczytał i stosuje,
        Chyba wątki pomyliłaś ?! wink
        • agni71 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 25.09.14, 21:48
          tak, miało być w innym wątku
    • mysty Re: problemy w szkole i brak przyczyn 26.09.14, 23:11
      'boję się, że jak pójdzie taka opinia o dziecku to będzie miała przechlapane w życiu'

      w życiu czy w wyścigu szczurów ?
    • 71tosia Re: problemy w szkole i brak przyczyn 27.09.14, 12:42
      po pierwsze dziecko moze miec slabsza pamiec, tak genetycznie.Jednak jezeli jest to skojarzone z problemami z czytaniem, pisaniem i liczeniem to jednak jakies dysfunkcje musza byc! To ze w poradni ich nie stwierdzono wcale mnie nie dziwi, wiekszosc psychologow i pedagogow w takich poradniach 'odwala' robote a nie diagnozuje - takie sa przynajmniej moje doswiadczenia, przez lata borykalam sie z podobnymi problemami, z dzis juz dorosla, corka . By zdiagnozowac problem trzeba zrobc dziecku wielodniowe testy, zrobic wywiad z rodzicami (np czy byly jakies problemy okoloporodowe, jak przebiegal rozwoj w niemowlectwie i wczesnym dziecinstwie,czy ktos z rodziny mila podobne problemy) sprawdzic u neorologa czy wszystko ok, nawet zrobic tomograf mozgu. Potrzebne sa kompleksowe badania a nie godzinna rozmowa z dzieckiem, po ktorej pani psycholog mowi 'inteligenta bestia' (prawie kazdemu tak mowia, bo rodzice tego oczekuja !!!). Poszukaj kogos kto zajmuje sie zawodowo dysleksja ale tez wez dziecko do neurologa.
      Niestety nie pociesze cie, jezeli jest to nawet tylko dysleksja to problem z uczeniem bedzie sie ciagnac przez cala podstwowke a nawet i liceum. 'Reedukacja' szkolna (szkola jest zobowiazania do zapenienia dziecku takich zajec) nie wiele tu daje, trzeba szukac innych metod 'dopasowanych' do problemow dziecka no i z czasem dziecko samo nauczy sie troche 'pokonywac' swoje dysfunkcje, ale latwo nie bedzie. Raczej sie przygotuj psychicznie ze dzieciak w szkole orlem nie bedzie. Pilnie szukajcie pozaszkolnych zainteresowan, w nastepnych klasach niech wybierze jeden dwa przedmioty, ktorych nauka bedzie sprawiac przyjemnosc - to pozwoli jej zbudowac poczucie wiekszej pewnosci siebie w sprawch szkolnych. Reszte trzeba bedzie odpuszczac, zaliczaczac na tyle ile sie da bez katorzniczej pracy dziecka. Pomagac dziecku (przepytywac przed klasowkami, sprawdzac czy ogrania material etc) ale nie koncetrowac sie nadmiernie na szkole w domu, dziecku potrzebne jest wsparcie psychiczne a nie wieczne dolowanie i w szkole i w domu.
      • maksimum scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 27.09.14, 18:56
        scher napisał:

        > Publikujesz w sieci bardzo szczegółowe informacje z mocno prywatnej sfery życia
        > twojego dziecka, a w stopce jakby nigdy nic zamieszczasz jego zdjęcie.
        > Czy ty masz w ogóle rozum? Jakieś poczucie przyzwoitości? Jakąś lojalność w sto
        > sunku do najbliższych ci osób? Może nie wiesz, jak działa Internet i jak długo
        > pozostają w nim raz opublikowane treści?
        -----------
        Ty za to wygladasz na osobe ,ktora sr. w gacie bez zadnego wyraznego powodu.
        Normalnym jest ze z lekarzem,psychologiem,rodzina czy znajomymi rozmawia sie o sukcesach i porazkach zyciowych,bo takie kazdy ma,ale jakos wiekszosc bojazliwych ludzi probuje za wszelka cene ukryc swoje niepowodzenia zyciowe,jakby chcieli przez cale zycie je ukrywac a pozniej zabrac ze soba do grobu.
        Niestety nie jest to normalne i tworzy duzo wiecej problemow niz sie wam wydaje.
        Tak samo postepujecie w zyciu starajac sie o prace i przedstawiajac tylko swoje najlepsze strony,a pracodawca o tych zlych dowiaduje sie sam pozniej i was zwalnia wg was "bez powodu".
        Ukrywanie swoich wad to bardzo brzydka cecha i swiadczy o malostkowosci,braku pewnosci siebie,strachu przed zyciem.
        • 71tosia Re: scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 27.09.14, 20:12
          jak sobie nie przypominam zdjec twoich dzieci w internecie z opisem problemow dzieci ich sukcesow i porazek. Jestes pewny ze sobie by takiej strony zyczyly?
          • maksimum Re: scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 27.09.14, 21:02
            71tosia napisała:

            > jak sobie nie przypominam zdjec twoich dzieci w internecie z opisem problemow d
            > zieci ich sukcesow i porazek. Jestes pewny ze sobie by takiej strony zyczyly?
            --------
            Oczywiscie ze te zdjecia sa,nawet w GW.
            Jestes kolejna przewrazliwiona,ze ktos ci chce krzywde zrobic jak tylko cie zobaczy.
            Faktem jest ze Polacy sa upierdliwi,ale jak bedziesz sie bala,to beda jeszcze bardziej upierdliwi.
            Na zachodzie nie ma takiej ochrony danych osobowych jak w Polsce i ludzie normalnie zyja a nawet lepiej niz w Polsce.
            • 71tosia Re: scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 28.09.14, 11:26
              no to podaj adres chetnie zobaczymy i zdjecia i opisy twojej rodziny.
              • maksimum Re: scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 28.09.14, 12:54
                71tosia napisała:

                > no to podaj adres chetnie zobaczymy i zdjecia i opisy twojej rodziny.

                Sama poszukaj.Wiekszosc ludzi juz to zrobila.
                Przy okazji zamiesc swoje.
                • 71tosia Re: scher,mama-ola,joa66 boja sie zycia. 28.09.14, 13:12
                  az tak bardzo mnie to nie interesuje, by wyszukiwac informacji o tobie i twojej rodzinie. Jezeli czujesz potrzebe dzielenia sie takimi, to podaj adres dla chetnych i tyle.
    • great-1981 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 05.10.14, 23:34
      chciałam dobrze sad
      po tym jak mnie zmieszano z blotem to długo nie chciałam czytac co dalej sad
      miałam wykasować sygn. ale jak zwykle zapomniałam...
      jej, co takiego napisałam?
      więcej "obciachów" na fb widze.

      Córka jest "lewa" całkiem smile
      nie, nie było skierowania do ppp, luźna sugestia, nie ma i nie będzie opinii, bo tak Pani psycholog powiedziała "nie ma co napisać"

      nie będę pisać o innych problemach bo strach sad
      szkoda, bo nie mam z kim pogadać sad

      ale przykre to jest sad tak po ludzku sad
      • magdalenka79k Re: problemy w szkole i brak przyczyn 06.10.14, 09:06
        Nie przejmuj się głupimi komentarzami. Co do córki myślę że nie potraktowali cię w tej poradni zbyt poważnie, tak czy siak skoro oficjalnie zgłosiłaś się do poradni opinie powinni wydać, powinnaś może formalnie na papierze poprosic o wydanie takiej opinii ale teraz już pewnie za późno. W każdym razie radziłabym jeszcze raz przebadać dziecko w dobrej poradni i zrobić diagnoze SI, zastanowić się nad zbadaniem słuchu u dziecka ale w specjalistycznej poradni( nie wiem skąd jesteś Kajetany byłyby najlepsze), później można drążyć temat dalej, poszukać informacji i porozmawiać ze specjalistą o centralnych zaburzeniach słuchu poczytaj sobie chociażby tutaj: akademiaortograffiti.pl/Blogi/Profesor-Marta-Bogdanowicz/Centralne-Zaburzenia-Przetwarzania-Sluchowego
        • great-1981 Re: problemy w szkole i brak przyczyn 09.10.14, 23:20
          na ostatnim zebraniu- ok, bez szłu ale ok, oceny ma d+ albo -
          czyli w ramach czwórki
          pracujemy w domu.
          ale w domu słyszy! przecież jestem obok,
          nie wiem, przecież widzę, że coś nie styka sad
          po zebraniu pomyślałam, że odpuszczę, nie będę tak ingerować w szkołę i dam luz, jak będzie chciała pomocy to ok, a reszta "niech się dzieje co chce"
    • camel_3d a jakie ma mocne strony? 10.10.14, 09:00
      jakis czas temu widzialem w TV niemieckiej jakis program o dzieciakach, bardzo inteligentych, wosoko ponad przecietna, a jednoczesnie z polowa ocen niedostatecznych. Dopiero indywidualne podejcie i odpowiednia szkola wyciagnely ich talent.

      Skoro corka jest inteligentna , ale ma poroblemy w szkole to moze nalezec wlasnie do takich dzeici. Program i sposob nauczynia ja NUDZI... Moze oczekuje wiecej lub inaczej...no nie wiem.

      Dobre poradnie to jednak rzadkosci.
      • great-1981 Re: a jakie ma mocne strony? 14.10.14, 22:13
        moja córka jest ewenementem w skali znanych mi dzieci...
        prawie od początku była "inna"
        nie wiem jak to opisać...
        bardzo trudno się z Nią żyje... ma swoje zdanie i nic nie jest w stanie go zmienić. Wszystkie znane mi metody wychowawcze tu spełzają na niczym.
        Potrafi zadawać bardzo dorosłe pytania, fajnie się z Nią rozmawia... czasem sad
        no, nie wiem.. chcę dla Niej jak najlepiej!
        ale jak odrabiamy lekcje razem to krew mnie zalewa sad
        • great-1981 Re: a jakie ma mocne strony? 14.10.14, 22:14

          znowu zapomniałam wywalić sygnaturke sad
        • morekac Re: a jakie ma mocne strony? 15.10.14, 11:32
          To, ze dziecko bywa nieco pyskate , zasadniczo nie powinno mieć wpływu na przyswajanie czytania i pisania.
          • margo_kozak Re: a jakie ma mocne strony? 15.10.14, 21:27
            opisałaś mojego syna. druga klasa.

            na koniec pierwszej zrobiliśmy mu diagnozę w ppp. nie trzeba skierowania.
            opinię dostaje się na wniosek rodzica.

            zagrożenie dysleksją, skrzyżowana lateralizacja.
            chodzi na zajęcia kompensacyjno-wyrównawcze. 2 godziny w tygodniu. jeszcze nie mogę się wypowiedzieć o tych zajęciach, ale mam mocno mieszane uczucia.

            widzę ogromne postępy, ale to moja i jego ciężka praca. przede wszystkim regularność w odrabianiu prac domowych i korygowanie błędów popełnionych w szkole.

            poza tym uważam iż cały ten system edukacji jest do d...
            dużo nauki, szybkie tempo. dużo prac domowych. no i nauczycielka prze-ambitna.
            zero fanu w szkole, tylko kucie.
            np. za tydzień sprawdzian z angielskiego - podsumowanie 1 rozdziału. kużwa dopiero co poznają zasady pisowni po polsku, a tu już muszą pisać sprawdzian w obcym języku??? dla mnie chore.

            przeczytałam tutaj na forum, że ciągłe ślęczenie nad książkami nie jest dobre.teraz trochę odpuściłam. pewnych rzeczy nie przeskoczę, a tylko zniechęcę dziecko.

            po 1,5 miesiąca ciężkiej orki widzę efekty. dziecko samo odrabia na świetlicy pracę. pani go częściej chwali i wie, że On ma problemy, z którymi sobie nie radzi (efekt diagnozy i zaleceń).
            w domu sam siada do lekcji i mnie woła. dzisiaj nawet sam zaczął czytać czytankę!!! dla mnie szok - pozytywny.
            ale wiem, że to dzięki mnie, bo pilnuję i pomagam. tłumaczę.

            też czasami wychodzę z siebie i staję oboksad(

            z czyatniem sprawdza się u nas metoda taka: jeśli jest dłuższa czytanka, czytamy razem. raz jedną linijkę ja, raz syn. przy drugim razie się zamieniamy. później rozmawiamy o czym był tekst i wyszukujemy odpowiedzi w tekście.
            czasochłonne. no i jak jest jeszcze młodsze dziecko to też łatwo nie jest.
            ja jestem sama z dwoma. młodszy już się nauczył organizować sobie czas w czasie nauki. sprzątam głównie w weekendy, bo wiem, że teraz akurat jest nauka najważniejsza, bo później nie nadrobimy i będzie gorzej.

            co do metod wychowawczych. wiem, że ostatnio miałaś ciężki okres w życiu. pamiętaj, że niespokojny rodzic to i dziecko nerwowe. wiem z autopsji. podstawa to wypracowanie komunikacji i oczywiście konsekwencja, z którą trudno. ale efekty widać szybko, bo dzieci szybko kumają, że "nie wygrają". darcie nic nie daje, poza kacem moralnym.

            trzymaj się i postaraj się podejść do pewnych spraw spokojniej. ja już wiem, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy i nie mogę się spinać.
            • budzik11 Re: a jakie ma mocne strony? 16.10.14, 10:29
              margo_kozak napisała:

              > chodzi na zajęcia kompensacyjno-wyrównawcze. 2 godziny w tygodniu. jeszcze nie
              > mogę się wypowiedzieć o tych zajęciach, ale mam mocno mieszane uczucia.

              Moja córka chodzi już drugi rok. Nie widzę żadnych efektów. Chodzi dzięki opinii PPP (zagrożenie dysleksją). Poza tym udział w tych zajęciach służy też uzyskaniu orzeczenia o dysleksji (trzeba udowodnić, że mimo terapii i pracy stan się nie poprawia).

              >
              > widzę ogromne postępy, ale to moja i jego ciężka praca. przede wszystkim regula
              > rność w odrabianiu prac domowych i korygowanie błędów popełnionych w szkole.

              Oraz spokój i cierpliwość. Trzeba sobie uświadomić, co czuje takie małe dziecko, które po prostu czegoś nie umie, nie rozumie. Nie ma sensu się denerwować, bo to nic nie da. Mnie, dorosłej osobie na kursie prawa jazdy instruktor (po tym, jak mu powiedziałam, że jest niesłychanie cierpliwym człowiekiem) powiedział, że "Przecież nie mogę się zdenerwować, bo jak na ciebie krzyknę albo skrytykuję, to się zatniesz i już w ogóle nic nie zrobisz". Oczywiście to prawda, zwłaszcza w odniesieniu do dziecka.


              > przeczytałam tutaj na forum, że ciągłe ślęczenie nad książkami nie jest dobre.t
              > eraz trochę odpuściłam. pewnych rzeczy nie przeskoczę, a tylko zniechęcę dzieck
              > o.

              To jest klucz chyba do wszystkiego. Ja sobie cały czas próbuję przypominać, że dziecko to nie robot i nie może być mistrzem we wszystkim, oraz że muszę zaakceptować jej braki, których nie przejdzie, albo będzie usiłowała przejść z jakimś morderczym trudem jej i moim. A po co? Ja np. wiem, że moja córka ma ogromną empatię, jest czuła, ciepła, serdeczna, opiekuńcza. Lubi też gotować i piec. Może to jest jej droga? Na pewno są to jej mocne strony - czy będąc np. opiekunką, psychologiem czy szefem kuchni musi bezbłędnie pisać dyktanda? Nie musi. Więc bez mrugnięcia powieki podpisuję jej jedynki z dyktand, nie złoszczę się. No trudno, taką ma ułomność. Co nie znaczy, że nic nie robimy w tej kwestii, ostatnio zaczęłam z nią pracę z Ortograffiti, poleconym przez psychologa, i choć nie bardzo wierzę w efekty, to córce to się podoba i być może jakoś jej to pomoże. Ale bez napinki.

              > też czasami wychodzę z siebie i staję oboksad(

              Każdemu się zdarza. Nikt nie jest z kamienia.
              >
              > z czyatniem sprawdza się u nas metoda taka: jeśli jest dłuższa czytanka, czytam
              > y razem. raz jedną linijkę ja, raz syn. przy drugim razie się zamieniamy.

              Tutaj na dole są załaczniki i ostatni z nich to "Jak rozwijać w dziecku pasję do czytania" - warto to przeczytać, jest opisana min. metoda czytania razem z dzieckiem (ale inna niż opisana powyżej), podobno bardzo skuteczna: www.ortograffiti.pl/Strefa-Rodzicow/Jak-pomoc-dziecku/Jak-pomoc-wlasnemu-dziecku

              > trzymaj się i postaraj się podejść do pewnych spraw spokojniej. ja już wiem, że
              > pewnych rzeczy nie przeskoczymy i nie mogę się spinać.

              Amen smile
              • morekac Re: a jakie ma mocne strony? 16.10.14, 16:07
                Moja córka chodzi już drugi rok. Nie widzę żadnych efektów

                Bo to nie tak. Moja chodziła 3 lata, zanim wreszcie nauczyła się czytać w przyzwoitym tempie. I kolejne 3, nim zaczęła sobie radzić z ortografią i innymi rzeczami (tzn. znalazła swoje własne sposoby ). Co nie oznacza, że nie robi błędów i nie ma trudności z nauką języków obcych (oraz kilkoma innymi rzeczami). Robi,ale nie zawsze. Najbardziej pomocne okazały się nie zajęcia w szkole (takie bardziej zbiorcze), co indywidualne zajęcia w poradni. Oraz wypróbowanie kilku metod uczenia się.
            • great-1981 margo!!! 16.10.14, 22:21
              my to ze styczniówek 2007 jesteśmy tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka