Dodaj do ulubionych

Na co kieszonkowe

15.11.14, 09:26
Od dłuższego czasu się zastanawiam.
Moi chłopcy dostają tygodniówki w wysokość takiej ile mają lat, czyli miesięcznie u starszego wychodzi 44 zł, młodszego 32zł. Starszemu kupuję gazetkę Junior, młodszy nie jest zainteresowany Kumplem więc nie kupuję. Starszy do tej pory głównie zbierał, w zeszłym roku razem z pieniędzmi z urodzin itp. kupił porządny telefon, poza tym dokłada się do prezentów urodzinowych dla kolegów, miał swoją kasę na kieszonkowe na obozie, pamiątki z wycieczek itp.
Teraz zaczęło mu się więcej wyjść klasowych/ szkolnych, gdzie idą np. na kręgle, a potem do MacDonalda - i tu zastanawiam jak to rozwiązać, ostatnio za kręgle ja zapłaciłam, a za MacDonalda on.... Za zdjęcie klasowe też zapłaciłam....
Młodszy większość kasy wydaje na karty z piłkarzami i dzisiaj mamy problem bo trzeba kupić prezent dla kolegi, a on nie ma z czego dołożyć..... We wrześniu kupił sobie jeszcze buty na piłkę.
I wracając do płacenia za zagubione rzeczy, tak jak w innym wątku pisałam, w ubiegłym roku starszy dopłacił do "zgubionych" długopisów, a młodszy miał zapłacić za zagubione ubrania (kasę zwróciłam jak znalazł) i nie uważam, że to jest złe, bo to nie jest tak, że jak ja coś zgubię to kosztuje mnie to mały procent moich pieniędzy, a jak dziecko - musi zapłacić w porównaniu do jego przychodów górę kasy, bo dziecko ma kasę przede wszystkim na przyjemność, a ja większość "swoich" pieniędzy wydaję na tzw. "życie" i jak zgubiłam drogie skórzane rękawiczki to od razu ich nie odkupiłam...
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 09:58
      Moje dzieci kieszonkowe wydają w tej chwili głównie na słodycze i gumki do bransoletek (znaczy, na pięćdziesiąte opakowanie gumek w miesiącu, bo na ogół w gumki całą rodzinę zaopatruję ja). Oraz na gazetki ponad limit - prenumeruję im po 2 tytuły, jak chcą jakieś dodatkowe z kiepskiej jakości gadżetem, proszę bardzo, możecie z kieszonkowego.
      Oraz na gadżety typu breloczek ze Stevem z Minecrafta, zabawki, książki itp. - dokładają się też do prezentów urodzinowych dla kolegów i z własnej inicjatywy kupują prezenty (albo materiały do ich wykonania) dla rodziny.

      Hobby rozmaite i edukację opędzam ja, gadżety elektroniczne typu telefon - też.

      Myślę, że to zależy od konkretnej sytuacji rodzinnej i finansowej.
      • verdana Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 11:30
        Uważam, z ew tym wieku rodzic powinien płacić za wszystko, za co by zapłacił, gdyby nie dawał dziecku kieszonkowego. A wiec na pewno za wszystkie wycieczki szkolne (z kieszonkowym na dłuższą wycieczkę włącznie), na prezent dla kolegi. Bo wymagając, aby za to płaciło dziecko udajemy tylko, że ma jakieś kieszonkowe...
        Innymi słowy dziecko wydaje na co chce, nie na to, na co musi.
        • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 11:46
          Cytat
          Innymi słowy dziecko wydaje na co chce, nie na to, na co musi.


          Jestem dokładnie tego samego zdania.
          Jeśli chce się dołożyć do prezentu dla kolegi, czy samo wychodzi z inicjatywą kupienia prezentu dla starych - proszę bardzo. Przy czym ja zachęcam do takich akcji, ale nie zmuszam i nie stawiam dziecka pod ścianą.

          Na urodziny dostałam zatem od córki pudełko na igły i nici - sama z kieszonkowego kupiła pudełko i serwetki, użyła do dekupażu moich przyborów, klejów, lakierów i farb wink. I bardzo dobrze.
          • srubokretka Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:02
            >Jestem dokładnie tego samego zdania.

            Ja chyba tez. Chyba, bo jeszcze nie analizowalam tematu.
            Moi rodzice takie podejscie mieli. Efektem bylo obdarowanie mamy b drogim zestawem do makijazu. Musze nadmienic, ze mama wogole sie nie malowala i malowidla jej do tego nie przekonaly.
            Tata natomiast dostal puchar pod choinke. (dziwne, wcale sie nie ucieszyl hehe)
            Sporo mnie to nauczylo smile
            • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:30
              Cytat
              Moi rodzice takie podejscie mieli. Efektem bylo obdarowanie mamy b drogim zestawem do makijazu. Musze nadmienic, ze mama wogole sie nie malowala i malowidla jej do tego nie przekonaly.
              Tata natomiast dostal puchar pod choinke. (dziwne, wcale sie nie ucieszyl hehe)


              Ech, chyba każdy ma na koncie tego typu prezenty dla rodziców smile.

              Ja mamusi podarowałam jednego roku ohydnie śmierdzące perfumy "Być może", zakupione w kiosku, za kasę zaoszczędzoną na losach loteryjnych i pączkach. Byłam przekonana, że jak wychodzi się z etapu laurek i rękodzieła i coś sie kupuje kobiecie, to trzeba celować wysoko, a więc - perfumy, futro, takie tam big_grin
              W następnym roku kupiłam jej w sklepie typu "wszystko za 5 zł" niebieski wazon, tym razem celowałam pod kolor dekoracji w sypialni - już lepiej, wazon był nawet używany. Potem najczęściej książki - jak już byłam starsza.
    • jakw Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 11:43
      Za wyjście klasowe gdziekolwiek zapłaciłabym ja. Przecież młody nie ma żadnych szans racjonalizacji wydatków przy płaceniu za wyjścia klasowe - decyzja o wyjściu zapada poza nim. Podobnie ze zdjęciami klasowymi - płacisz ty. Co innego, gdy chcą wybrać się do MD z kolegami - to ich decyzja i ich rozrywka. Ogólnie Verdana ma chyba rację - prawdopodobnie powinnaś płacić za to, za co i tak byś zapłaciła gdyby syn nie miał kieszkonkowego - czyli pewnie buty na piłkę i prezent dla kolegi też powinnaś zapłacić. Jeśli uznajecie, że syn powinien mieć telefon - to możesz dać na najtańszy model, a do bardziej wypasionego syn sobie dokłada.
      • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 11:54
        Buty na piłkę jak najbardziej wg mnie są wydatkiem, który powinni ponieść rodzice. To mniej więcej tak, jakby dziecko miało sobie samo kupić podręczniki. Tak, są sytuacje, kiedy rodziców nie stać na buty na piłkę dla dziecka - ale wtedy bym raczej rozważyła zmniejszenie kieszonkowego czy zlikwidowanie go, niż sytuację, gdzie dziecko ma pozornie swoje pieniądze, ale musi z nich kupić ubrania.

        Kupuję rękawice bokserskie, taśmy, kaski i buty - nie wyobrażam sobie, aby dziecko miało za to zapłacić z kieszonkowego (zresztą, nie byłoby ich na to stać zwyczajnie, nawet przy kieszonkowym rzędu 100zł).
    • agni71 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 12:37
      U mnie podobnie, jak u innych, z zasady kieszonkowe jest na rzeczy, których sama nie kupuję dzieciom. Ja płacę za wycieczki, zdjęcia szkolne, daję pieniądze na drobne wydatki na wycieczkach, kupuję ubrania, buty i akcesoria potrzebne do uprawiania hobby. Mogę sobie jednak wyobrazić sytuację, że córka np. dołoży ze swoich na droższe rękawice bokserskie, czy kolejne buty sportowe, chociaż jedne juz ma.
      W praktyce, corki mało swoich pieniędzy wydają, raczej odkładają na cos większego, niz przepuszczają na bieżąco. Czasem kupują cos słodkiego w szkole czy po szkole, ale większośc pieniędzy nie jest wydawana.
    • silje78 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 13:15
      co prawda moja córka jest młodsza, ale jeszcze w wakacje wydawała wszystko co popadnie (lody, słodycze, setny breloczek itd). zawiesiłam kieszonkowe bo w pierwszy dzień potrafiła wydać wszystko (10zł), a przez resztę tygodnia męczyć o kolejną "złotówkę".
      od ok dwóch miesięcy oddaje mi pieniądze i kazała schować przed nią big_grin . daję jej tygodniówkę i wybiera czy chce schować czy na drobne wydatki.
      co do przeznaczenia to jej pieniądze idą na to czego ja jej nie kupię czyli gazetka, która zaraz zaginie bez przeczytania, jakieś breloczki, małe figurki smoków i dinozaurów, które po kilku dniach dołączają do reszty zabawek, którymi się nie bawi.
      książki, ubrania, wyjścia szkolne itd pokrywamy my. chciała iść z koleżanką do sali zabaw w pobliskim ch, poszłam z nimi, ale za pobyt zapłaciła sama.
      ogólnie jak coś chce i pada hasło, że ma zapłacić ze swoich pieniędzy to kilka razy się zastanowi zanim je wyda.
      • bogusia1231 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 13:49
        Tak na marginesie młody zacząć chodzić na piłkę w lutym tego roku, oprócz opłaty za zajęcia (jest to oczywiste, że płacę), kupiliśmy strój za ok 120zł, dres z tego co pamiętam 230 (młody - po urodzinach częściowo się dołożył), buty ok 60-80, za turniej zapłaciliśmy 60 lub 80 zł, więc jak po wakacjach przyjechał od dziadków z JEGO kasą na "coś do szkoły" nie widzę nic złego w tym, że kupił sobie lepsze buty niż miał w ubiegłym semestrze (buty trzeba było kupić, bo wyrósł). W tym roku szkolnym zapłaciliśmy ekstra 20 zł za mały turniej i 140 za nowy strój. Nie będę ukrywać, że te wydatki odczuwam (szkółka też nie należy do najtańszych w mieście, ale że jest blisko to mniej kosztują dojazdy na treningi).
        • bogusia1231 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 14:14
          Tak na marginesie w ubiegłym roku byliśmy w Biskupinie, Lednicy, Gnieźnie i Toruniu. Chłopcy przywieźli 5 drewnianych mieczy z różnymi napisami i włócznię - jak ja bym miała za to płacić - nie zgodziłabym się, a tak arsenał drewnianej broni, który nie jest mały jeszcze się powiększył. Pamiątką z Torunia nie byli zainteresowani (tak na marginesie to ja w sumie kupiłam 4 magnesiki na lodówkęsmile
          • verdana Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 14:20
            Broń białą oczywiście dzieci kupują sobie same, bo jej nie potrzebują - to atrakcja, za którą rodzice płacić nie muszą. Natomiast obowiązkiem rodziców jest kupienie dziecku butów, skoro z poprzednich wyrósł. To, ze ponosisz koszty zajęć dodatkowych jest Twoją sprawą, nie dziecka. Nie stać Cię- nie posyłasz. Stać - kupujesz na nie 100% wyposażenia. To jest nawet nie dobra wola, ale obowiązek rodziców.
            • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 14:31
              Cytat
              Natomiast obowiązkiem rodziców jest kupienie dziecku butów, skoro z poprzednich wyrósł


              Myślę, Verdano, że tu raczej zaszła sytuacja pt. "stać nas, aby ci kupić nowe buty za 100zł", a dziecko chciało buty za 200 smile
              • jakw Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:05
                Myślę, Verdano, że tu raczej zaszła sytuacja pt. "stać nas, aby ci kupić nowe buty za 100zł", a dziecko chciało buty za 200 smile
                To w takiej sytuacji rodzice tak czy siak powinni jednego buta sfinansować wink
                • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:19
                  jakw napisała:

                  > Myślę, Verdano, że tu raczej zaszła sytuacja pt. "stać nas, aby ci kupić now
                  > e buty za 100zł", a dziecko chciało buty za 200 smile

                  > To w takiej sytuacji rodzice tak czy siak powinni jednego buta sfinansować wink

                  No ja tak zrozumiałam wpis Bogusi. Że dziecko się dołożyło do butów z kasy od dziadków.
                  • jakw Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:29
                    Dokładanie się to było do prezentu dla kolegi. W przypadku butów było pisane o kupowaniu ich przez młodszego.
            • mama303 Re: Na co kieszonkowe 16.11.14, 09:51
              verdana napisała:

              > To, ze ponosisz koszty zajęć
              > dodatkowych jest Twoją sprawą, nie dziecka. Nie stać Cię- nie posyłasz. Stać -
              > kupujesz na nie 100% wyposażenia. To jest nawet nie dobra wola, ale obowiązek r
              > odziców.

              jeżeli dziecko chce chodzic na te zajęcia dodatkowe, zalezy mu i chce sie dokładac to dlaczego nie? Moja córka ma kosztowne hobby i często sie dokłada i to jest jej własna inicjatywa.
          • jakw Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:09
            bogusia1231 napisała:

            > Tak na marginesie w ubiegłym roku byliśmy w Biskupinie, Lednicy, Gnieźnie i Tor
            > uniu. Chłopcy przywieźli 5 drewnianych mieczy z różnymi napisami i włócznię -
            > jak ja bym miała za to płacić - nie zgodziłabym się, a tak arsenał drewnianej b
            > roni, który nie jest mały jeszcze się powiększył.
            No i dobrze. A kto płacił za bilety wstępów i benzynę?

            Pamiątką z Torunia nie byli z
            > ainteresowani (tak na marginesie to ja w sumie kupiłam 4 magnesiki na lodówkęsmile
            Te magnesy kupiłaś ze swojego kieszonkowego ? wink
            • bogusia1231 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 16:32
              Paliwo i noclegi mąż, bilety i jedzenie ja.
              Magnesiki oczywiście z mojego kieszonkowego , które niestety jest coraz mniejsze (wynagrodzenie z uwagi na fakt pracowania w budżetówce zamrozili mi 7 lat temu, a koszty rosnąsad
    • heca7 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 14:41
      32zł/m i ma się dokładać do prezentów dla kolegów? To chyba odechciałoby mi się chodzić na urodziny wink A jak go zaproszą dwaj koledzy w miesiącu. To po kasie?
      Nie podoba mi się to. Tak jakby dać dziecku 100zł kieszonkowego ale jednocześnie jak tylko się ucieszy dodać, że skoro ma tyle pieniędzy to sam zacznie opłacać swoje obiady szkolne.
      Czyli dajemy ale potem pod pretekstem dokładania się itd odbieramy tongue_out
      • bogusia1231 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 15:25
        Jak zaproszą go dwaj koledzy to wtedy dołoży po 5 zł (max po 10 zł). Dokładają, a nie kupują.
        Tak na marginesie to jeszcze na bieżąco mają dziadków wspomagających.
    • joa66 Re: Na co kieszonkowe 15.11.14, 15:00
      IMHO - mamy budżet na dziecko - edukację, hobby, rozrywki, "niewiadomoco", itd. Wraz z wiekiem przekazujemy dziecku odpowiednią część do zarządzania, zaczynając od "niewiadomoco". Obserwując dziecko, potem nastolatka przekazujemy kolejne części "budżetu" - na książki, na rozrywkę, potem na ubrania itd.
    • marion54 Re: Na co kieszonkowe 16.11.14, 00:26
      Moje dziecko zaskoczyło mnie ostatnio zupełnie bo przyszło i mów: mamo uskładałem przez rok z kieszonkowego od was i dziadków 1000 zł czy mogę kupić sobie za to telefon? No i teraz tak, dziecko ma 11 lat, rzeczywiście szanuje pieniądzę, wybrało sobie taki model: [u]www.conowego.pl/aktualnosci/asus-zenfon-5-lte-trafil-do-regularnej-sprzedazy-12308/ więc starczyło by mu ale jakoś nie mogę się przekonać, że wydanie takiej kwoty na telefon dla dziecka jest mądre. Jak teraz mam mu wytłumaczyć, że nie może kupić skoro obiecałam, że jak uskłada może sobie kupić co chce.
      • nevada_r Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 23:20
        >Jak teraz mam mu wytłumaczyć, że nie może kupić skoro obiecałam, że jak uskłada może sobie kupić co >chce.

        Jak się obiecało, to trzeba kupić, a na przyszłość nie robić z gęby cholewy i nie obiecywać niczego, czego się nie ma zamiaru dotrzymać.

        Najpierw porozmawiaj z dzieckiem - jak ono to widzi, co chce z tym telefonem robić, gdzie go nosić, po co mu itp., a później wytłumacz, że tobie się nie podoba ten pomysł, bo np. ktoś go może napaść i nie dość, że ukradnie telefon, to jeszcze go może pobić. I dogadajcie się jakoś. Ale jeżeli będzie obstawać przy telefonie, to jestem zdania, że powinnaś mu kupić.
    • slonko1335 Re: Na co kieszonkowe 16.11.14, 09:17
      Wysokości kieszonkowego u mnie takie same jak w Was póki co choć starsza na jakieś 10 lat dostanie podwojenie wieku tygodniowo i więcej rzeczy będzie musiała z kieszonkowego sobie zapłacić.
      Obecnie płacę za wszytko za co mam ochotę zapłacić-resztę muszą sobie wziąć z kieszonkowego(sa to najczęściej badziewne gazetki, gumki, jakieś pet shopy/śmieciaki w torebkach, itp). Pokrywam całościowe wydatki związane z hobby(chyba, że uznaję, że taka koszulka na tańce wystarczy a młoda upiera się na inną która jest droższa bo ma rysunek czegoś tam to wtedy musi dopłacić ze swojego), opłacam wyjścia klasowe wraz z dodatkowymi pieniędzmi na drobne wydatki, kieszonkowe na wyjazdy aczkolwiek nie sa to jakieś wygórowane kwoty i jak dziecko chce kupić za więcej musi sobie dobrać z kieszonkowego. Jak idą do kina dostaje picie i na mały popcorn i jak chce sobie kupic w barze kinowym picie w jakimś filmowym kubku lub wiekszy popcorn to musi sobie sama dopłacić z kieszonkowego. Na prezenty dla koleżanek kolegów przeznaczam jakieś 30 zeta, dla tych bliższych 50-jak młoda upiera sie żeby kupić cos droższego to musi dopłacić ale póki co nigdy nie było takiej sytuacji bo zawsze udaje mi ise kupic w jakiejś promocji gdzie mieszczę się w założonej na prezent kwocie. Idziemy do lunaparku to uprzedzam, że kupuję tyle i tyle żetonów wiec musza wybrać na czym jeżdżą bądź dopłacić sobie z kieszonkowego jak chcą więcej. Jak wyjeżdżamy i chcą sobie kupić jakies gadżety czy pamiątki to dostają jakąs kwotę- ostatnio w Toruniu dostali po 10 zeta z przeznaczeniem na pamiątki i 5 na pierniki, córka chciała kupić coś droższego to sobie musiała dołożyć. Nie miałabym skrupułów żeby zlecić z kieszonkowego kupno zgubionej efnastej gumki czy kleju który kupowałam dwa dni wcześniej.
    • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 08:34
      Mój (10l) dostaje miesięcznie 20zł. Wydaje to na hobby (aktualnie minerały), na bransoletko-gumkowe akcesoria, od czasu do czasu kupi jakąś ozdobę do swojego pokoju. Rzadko kupuje ze swojego kieszonkowego słodycze (wystarcza mu to, co jest na rodzinnym stolesmile)
    • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 21:33
      Moja 12-letnia córka jakieś 2-3 miesiące temu zażyczyła sobie 200 mies. (sic!) uzasadniając to tak:
      1. 40-50 zł mies.- dopłata do jazdy konnej (umowa z nami)
      2. con. 50 zł mies. - książki (dużo czyta, to fakt)
      3. 50 mies. - extra ciuchy (czytaj: naszym zdaniem zbędne)
      4. 20 zł. mies. - telefon
      5. 30 zł mies. - inne (durne gazetki, jakieś gadżety, kino, pizza, lody, Starbucks, zakupy w Empiku, etc.).
      Włos nam się na głowie zjeżył na takie dictum. Po ochłonięciu, zaczęliśmy analizować i zastanawiamy się, czy nie będzie to dla nas bardziej opłacalne - do tej pory córka nie miała kieszonkowego, większość próśb i potrzeb, w miarę zdrowego rozsądku, była spełniana bez szemrania z naszej strony, a córki nie nauczy gospodarowania własną kasą. Dotychczas córka wydawała własne, zgromadzone przez lata z różnych okazji pieniądze, praktycznie na co chciała, jednak z dużym namysłem - trudniej wydaje się własne pieniądze niż cudze wink. Z jednej strony myślimy, że może to dobry pomysł z tym własnym kieszonkowym, z drugiej strony zaproponowana przez córkę kwota zszokowała nas, nie ukrywam. Z trzeciej strony prawdopodobnie wydajemy nadprogramowo (nie uwzględniając innych wydatków) znacznie więcej na dziecko poza owymi 200 zł, więc niby nie ma o co kruszyć kopii. Jednakże 200 zł mies. dla 12-latki na własne zachcianki to chyba przegięcie, nie sądzicie? Bo nam wydaje się to takie jakieś niewychowawcze, chociaż za wiele zakupów córka zaczęłaby odpowiadać zupełnie sama (książki, telefon, kino, inne), więc może to nie jest AŻ TAK niewychowawcze, jak nam się wydaje? Może to tylko kwestia skali - jednego szokuje 200 zł, drugi ma problem z 500 zł - dużo czy mało, a na trzecim 1000 zł nie robi wrażenia?
      • verdana Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 22:04
        Ja bym nie dała tyle. Z prostej przyczyny - przecież trudno, abyście przestali w ogóle 12-latce cokolwiek kupować, a jak będziecie dawać 200 zł, to zawahacie sie przed kupnem ładnej bluzeczki, którą teraz kupilibyście bez wahania.
        Absurdalne jest też dawanie na dopłaty do jazdy. W takim wypadku rozsądniej jest płacić za całość. Podobnie 12-latce opłacałabym telefon, może najwyżej dopłacić, jeśli dużo dzwoni.
        Tak naprawdę, to ważne sa pieniądze na ekstra wydatki i na książki. Czyli 100 zł. A to już normalna suma.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 08:51
          verdana napisała:

          > przecież trudno, abyście przestali
          > w ogóle 12-latce cokolwiek kupować, a jak będziecie dawać 200 zł, to zawahacie
          > sie przed kupnem ładnej bluzeczki, którą teraz kupilibyście bez wahania.

          To fakt, ten argument również braliśmy pod uwagę.

          > Absurdalne jest też dawanie na dopłaty do jazdy. W takim wypadku rozsądniej jes
          > t płacić za całość.

          Opcja dopłat do jazdy konnej jest wynikiem wyłącznie fanaberii córki, która uważa, że lepsze dla niej byłyby jazdy dwuosobowe niż grupowe - przy czym grupa liczy maks. 4 osoby, a na zajęciach są najczęściej 3 dziewczynki. Nie widzimy na razie potrzeby jazd dwuosobowych, gdyż sama instruktorka nas przekonała, że na tym etapie nauki to jeszcze nie ma sensu, ponieważ córka będzie robić dokładnie to samo, co w grupie - przynajmniej na razie. Umowę mamy taką, że jak już będzie sens lekcji dwuosobowych (nauka skoków, ujeżdżenia), to wtedy się na nie zdecydujemy. Wiemy, że córka chce ten moment przyspieszyć, bo zależy jej na skokach.

          Podobnie 12-latce opłacałabym telefon, może najwyżej dopłac
          > ić, jeśli dużo dzwoni.

          Do tej pory opłacamy, jak przekroczy ustalony limit, to dopłaca z zaskórników.

          > Tak naprawdę, to ważne sa pieniądze na ekstra wydatki i na książki. Czyli 100 z
          > ł. A to już normalna suma.

          Pewnie masz rację. Z naszego toku rozumowania jasno wynika, że córka finansowo straci na wprowadzeniu kieszonkowego, dlatego na razie sami odradzamy jej to rozwiązanie, ale może to błąd?
          • slonko1335 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:31
            Opcja dopłat do jazdy konnej jest wynikiem wyłącznie fanaberii córki, która uwa
            > ża, że lepsze dla niej byłyby jazdy dwuosobowe niż grupowe - przy czym grupa li
            > czy maks. 4 osoby, a na zajęciach są najczęściej 3 dziewczynki.
            ale czemu w takim razie chcecie nazywać te dopłaty kieszonkowym skoro ona może je wydać konkretnie na tą jazdę a na razie nie ma umowy, że płacicie? przecież możecie płacić jak uznacie, że to ok i przestać jak przestaniecie tak uważać a teraz zamiast kupować popcorn będzie musiała zapłacić sama skoro uważa, że to niezbędne już teraz. No chyba, że te pieniądze na konie równie dobrze może wydać na gazetki albo na ciuch-bo dla mnie taka jest idea kieszonkowego własnie, że można je wydać bez zastrzegania na co mają być wydane.
            • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 12:45
              Ależ ona może wydać to kieszonkowe na co chce - dopłata do koni była jedną z jej własnych propozycji, kiedy uzasadniała nam na co jej kieszonkowe w wysokości 200 zł. Chyba nie zrozumiałaś moich wypowiedzi.
              • slonko1335 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 13:00
                Możliwe, że się nie zrozumiałyśmy-wymieniłaś te 50 złotych jako dopłatę do koni którą macie robić więc uznałam, że albo może te 5 dych wydać jak jej się podoba nie dopłacając z tego do dwuosobowych jazd albo musi je wydać na jazdy bo inaczej ich nie dostanie a wtedy nie jest to kieszonkowym w moim rozumieniu.
                • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 13:11
                  slonko1335 napisała:

                  > Możliwe, że się nie zrozumiałyśmy-wymieniłaś te 50 złotych jako dopłatę do koni
                  > którą macie robić więc uznałam, że albo może te 5 dych wydać jak jej się podob
                  > a nie dopłacając z tego do dwuosobowych jazd albo musi je wydać na jazdy bo ina
                  > czej ich nie dostanie a wtedy nie jest to kieszonkowym w moim rozumieniu.

                  Nie. To córka uznała, że przeznaczy 50 zł z kieszonkowego na dopłatę do zajęć dwuosobowych - zamiast zajęć w grupie, za które przecież my już płacimy. Gdyby nie ta dopłata, to pewnie kieszonkowe miałoby oscylować w granicy 150 zł, a nie 200 zł.
                  • slonko1335 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 13:18
                    No w tym układzie odliczyłabym te 50 złotych z jej wyliczenia i płaciła za zajęcia wtedy jak uznam to za stosowne, wtedy gdy tak nie uznaję musi sobie zapłacić sama rezygnując z innych fanaberii.
                    • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 14:10
                      slonko1335 napisała:

                      > No w tym układzie odliczyłabym te 50 złotych z jej wyliczenia i płaciła za zaję
                      > cia wtedy jak uznam to za stosowne,

                      Tak, tych 50 zł na dopłaty nie zamierzaliśmy uwzględniać w jej wyliczeniu.

                      wtedy gdy tak nie uznaję musi sobie zapłac
                      > ić sama rezygnując z innych fanaberii.

                      Tak właśnie zamierzamy zrobić wink
      • slonko1335 Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 22:27
        Moim zdaniem dużo i niektóre pozycje bez sensu-po co dawać niby kieszonkowe na te jazdy konne skoro i tak Wy za to płacicie? to nie kieszonkowe przecież, podobnie telefon-opłacałabym do jakiejś kwoty-resztę ze swoich pieniędzy musi pokryć ale wtedy musi wybrać czy gazetka kolejna czy gadanie i smsowanie z psipasiółkami. Ja tutaj widzę jakaś stówkę z przeznaczeniem na pierdoły, ciuchy i książk.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 08:52
          W sumie na to wszystko już odpowiedziałam wyżej.
      • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 17.11.14, 22:59
        Cytat
        Jednakże 200 zł mies. dla 12-latki na własne zachcianki to chyba przegięcie, nie sądzicie?
        Bo nam wydaje się to takie jakieś niewychowawcze, chociaż za wiele zakupów córka zaczęłaby odpowiadać zupełnie sama (książki, telefon, kino, inne), więc może to nie jest AŻ TAK niewychowawcze, jak nam się wydaje? Może to tylko kwestia skali - jednego szokuje 200 zł, drugi ma problem z 500 zł - dużo czy mało, a na trzecim 1000 zł nie robi wr


        Mnie kwota 200zł nie szokuje absolutnie, bo z niej dziecko sobie opłaca hobby i kupuje książki - moim dzieciom musiałabym dać przynajmniej 3 razy tyle na wydatki hobbystyczne, podejrzewam. Zważywszy że książka to minimum 30zł, a hobby twojej córki jest kosztowne.

        Nie rozumiem, dlaczego danie dziecku 200zł do gospodarowania ma być mniej wychowawcze niż wydanie na to dziecko 200zł, jak poprosi. Skoro i tak wydajecie?
        Skoro dziecko sygnalizuje, że weźmie odpowiedzialność za zarządzanie pieniędzmi w sprawach, którymi dotychczas zarządzaliście wy - to można wg mnie pozwolić na taki eksperyment, może nie od razu na wszystko, tylko np. niech dostanie dodatkowo oprócz kieszonkowego budżet na książki i telefon? i po 3-4 miesiącach ocenić, zobaczyć, czy to się sprawdza.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 09:03
          mama_kotula napisała:

          > Mnie kwota 200zł nie szokuje absolutnie, bo z niej dziecko sobie opłaca hobby i
          > kupuje książki - moim dzieciom musiałabym dać przynajmniej 3 razy tyle na wyda
          > tki hobbystyczne, podejrzewam. Zważywszy że książka to minimum 30zł, a hobby tw
          > ojej córki jest kosztowne.

          Ale te 200 zł to w sumie tylko dla niej - wszystkie zajęcia pozaszkolne opłacamy sami. O dopłatach do koni napisałam wyżej - to jest dopłata wynikająca z jej fanaberii, a nie stricte opłacanie zajęć.
          >
          > Nie rozumiem, dlaczego danie dziecku 200zł do gospodarowania ma być mniej wycho
          > wawcze niż wydanie na to dziecko 200zł, jak poprosi. Skoro i tak wydajecie?
          > Skoro dziecko sygnalizuje, że weźmie odpowiedzialność za zarządzanie pieniędzmi
          > w sprawach, którymi dotychczas zarządzaliście wy - to można wg mnie pozwolić n
          > a taki eksperyment,

          Dlatego zastanawiamy się nad takim rozwiązaniem, chociaż wiemy, że córka w gruncie rzeczy finansowo na tym straci. Prosty przykład: teraz kupujemy jej książki na zawołanie, miesięcznie kwota może dochodzić nawet do 80-100zł, jak będzie kupować za pieniądze z kieszonkowego - kupi mniej. Podobnie wyjście do kina - za nasze pieniądze idzie kiedy chce, za własną kasę - może na raz jej wystarczy. Przykłady można mnożyć. Z drugiej strony, może to lepiej - przynajmniej przekona się, że pieniądze nie są na każde jej zawołanie? Może to rozwiązanie miałoby jednak aspekt wychowawczy? Póki co, na razie sami odradzamy jej to rozwiązanie, chociaż może niepotrzebnie?

          • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 09:41
            Cytat
            Z drugiej strony, może to lepiej - przynajmniej przekona się, że pieniądze nie są na każde jej zawołanie?


            Ja przyznaję, że książki kupuję na zawołanie, co więcej, bardzo niewychowawczo, bo przeważnie córka nawet nie musi czekać i iść do sklepu - kupuję głównie ebooki, pyk, w 3 minuty na kindlu, przelew praktycznie niezauważalny wink). Z synem już bardziej wychowawczo, woli książki papierowe, zatem musi rowerem do Matrasa pojechać, by sobie kupić. Szczególnie odkąd się przeprowadziliśmy i straciliśmy dostęp do fajnej biblioteki, poza tym on lubi "mieć" książki. No ale to książki.


            Natomiast tak, jak mówiłam - niech może córka dysponuje kwotą jakąś określoną na kilka rzeczy, nie na wszystko.

            Przy czym jeszcze jedno - jeśli miałaby sama sobie opłacać telefon, sprawdź, czy macie opcję dzwonienia za darmo na określony numer (twój konkretnie) - aby nie było akcji, że w ramach gospodarowania kasą nie doładowała telefonu i nie moze się z tobą w sytuacji awaryjnej skontaktować. Niech gospodaruje kasą na pogaduszki i smsy z koleżankami wink.


            Inna rzecz - piszesz, że "może zorientuje się, że pieniądze nie są na zawołanie" - no to chyba wszystkie dzieci wiedzą od pewnego wieku?
            Moje dziecko na ten przykład wie, że jak poprosi, kupię mu mały zestaw figurek do warhammera, ale już taki za 7 stówek niekoniecznie. Co nie znaczy, że nie jęczy o takowe za każdym razem, jak jesteśmy w sklepie big_grin
            • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:01
              mama_kotula napisała:

              > Ja przyznaję, że książki kupuję na zawołanie

              Ja też, póki co, chociaż czasami robią się z tego spore kwoty, a nie w każdym miesiącu jest mi to finansowo obojętne.

              > Natomiast tak, jak mówiłam - niech może córka dysponuje kwotą jakąś określoną n
              > a kilka rzeczy, nie na wszystko.

              Może tak, to też jest niezły pomysł.

              > Przy czym jeszcze jedno - sprawdź, cz
              > y macie opcję dzwonienia za darmo na określony numer (twój konkretnie)

              Tak, odkąd ma telefon i faktycznie z niego korzysta dzwoniąc do mnie, do nas.

              >Niech gospodaruje kasą na pogaduszki i smsy z koleżankami wink.

              O to jej właśnie chodzi, po to jej te 10-20 zł na telefon.

              > Inna rzecz - piszesz, że "może zorientuje się, że pieniądze nie są na zawołanie
              > " - no to chyba wszystkie dzieci wiedzą od pewnego wieku?

              Oczywiście, że wie wink. Chodziło mi raczej o przenośnię, że nie wszystkie jej zachcianki, prośby i potrzeby muszą być spełnione przez nas lub przez kogokolwiek innego, w tym również przez nią samą - bo fundusze są ograniczone albo po prostu żal jej własnej kasy na coś i dochodzi do wniosku, że jednak może się bez czegoś tam obejść.
              • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:04
                Cytat
                Chodziło mi raczej o przenośnię, że nie wszystkie jej zachcianki, prośby i potrzeby muszą być spełnione przez nas lub przez kogokolwiek innego, w tym również przez nią samą - bo fundusze są ograniczone albo po prostu żal jej własnej kasy na coś i dochodzi do wniosku, że jednak może się bez czegoś tam obejść.


                smile)))
                Pamiętam moje pierwsze zarobione własnoręcznie pieniądze - w szóstej klasie podstawówki. Wcześniej, jak wchodziłam do księgarni, miałam wizję pakowania do koszyka 20, 30 książek, tę, i jeszcze tę, i ochhhh. Po czym z sumą równowartości mniej więcej 2 książek poszłam do tej dużej księgarni, przeszłam przez nią i wyszłam z niczym, bo było mi szkoda wydać i tak właściwie to mogę iść do biblioteki przecież... wink
                • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:08
                  mama_kotula napisała:

                  > Pamiętam moje pierwsze zarobione własnoręcznie pieniądze - w szóstej klasie pod
                  > stawówki. Wcześniej, jak wchodziłam do księgarni, miałam wizję pakowania do kos
                  > zyka 20, 30 książek, tę, i jeszcze tę, i ochhhh. Po czym z sumą równowartości m
                  > niej więcej 2 książek poszłam do tej dużej księgarni, przeszłam przez nią i wys
                  > złam z niczym, bo było mi szkoda wydać i tak właściwie to mogę iść do bibliotek
                  > i przecież... wink

                  Tak, znam ten mechanizm wink. U mojej córki również się sprawdza, kiedy ma ruszyć swoją kupkę oszczędności wink. Żal by mi tylko było, gdyby zaczęła oszczędzać np. na książkach kosztem rozmów telefonicznych czy popcornu w kinie sad.
          • verdana Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 20:19
            Ale uświadom córkę, że jeśli życzy sobie dostawać od was pieniądze, aby z "własnych pieniędzy" dopłacać do dodatkowych zajęć, czego Wy nie chcecie zrobić - to po prostu chce, abyście Wy za te zajęcia zapłacili. Tu bym zdecydowanie powiedziała "nie", bo Wy za to nie chcecie płacić - niezależnie czy bezpośrednio w stajni, czy przez pośrednika.
            I ja też widzę problem, bo skoro 12-latka dostaje 200 zł miesięcznie, to trudno, aby tyle samo dostawała 16-latka. Bo wtedy naprawdę jest więcej wydatków, więc dostając tyle samo, musiałaby o wiele bardziej oszczędzać, niż 12-latka. Albo dostawać naprawdę sporo kasy. Żadna z tych ewentualności nie jest dobra.
            No i na pewno nie jest dobre wycofanie sie rodziców z kupna książek, czy nie do końca potrzebnych rzeczy, bo "masz swoje pieniądze".
            • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 21:38
              Właściwie to zgadzam się z każdym Twoim zdaniem, więc powiem tak: nic dodać, nic ująć. Myślę i czuję tak samo.
      • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 08:01
        Może to tylko kwest
        > ia skali - jednego szokuje 200 zł, drugi ma problem z 500 zł - dużo czy mało, a
        > na trzecim 1000 zł nie robi wrażenia?

        Gdy dziecko ma 12 lat może i na niektórych rodzicach nie robi wrażenia, czy daje dziecku kieszonkowego 100, 200, 500 czy 1000 zł kieszonkowego. Gorzej gdy dziecko ma kilka lat więcej, to wtedy zaczyna pojawiać się ryzyko, bo dziecko może zrezygnować z jazdy konnej (ale kasy na jazdy nie da sobie odebrać), czy z ekstra ciucha, a za te pieniądze zafundować sobie "odlot" - kasa jest, starzy nie będą dociekać, na to to wydaję. Nigdy nie wiadomo, w jakim towarzystwie zacznie obracać się nastolatek, a dając mu nadto pieniędzy do dyspozycji, dziecko ma wolną rękę w przeznaczaniu ich na różne "wydatki" (niekoniecznie na ciuchy, czy książki). Równie dobrze mogą to być używki. I wtedy okazuje sie, że pewnego dnia dowiedzenie się, na co dziecko wydaje kieszonkowe robi na rodzicach piorunujące wrażenie...

        Osobiście z wymienionych opcji wydawania pieniędzy przez 12-letnie dziecko zostawiłabym 1 książkę na miesiąc (jeśli dziecko chciałoby kupować więcej książek, kupowałabym z pieniędzy "rodzicielskich"), pkt. 4 i 5.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 09:05
          jagabaga92 napisała:

          > Osobiście z wymienionych opcji wydawania pieniędzy przez 12-letnie dziecko zost
          > awiłabym 1 książkę na miesiąc (jeśli dziecko chciałoby kupować więcej książek,
          > kupowałabym z pieniędzy "rodzicielskich"), pkt. 4 i 5.
          >

          Bierzemy również takie rozwiązanie pod uwagę.
        • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 09:55
          Cytat
          Gorzej gdy dziecko ma kilka lat więcej, to wtedy zaczyna pojawiać się ryzyko, bo dziecko może zrezygnować z jazdy konnej (ale kasy na jazdy nie da sobie odebrać), czy z ekstra ciucha, a za te pieniądze zafundować sobie "odlot"


          Jak sobie wyobrażasz opcję "rezygnuję z jazdy konnej, ale kasy sobie nie dam odebrać"? Akurat takie rzeczy wychodzą na jaw najprędzej, o ile rodzic myślący jest i interesuje się tym, co robi dziecko. W szkole średniej próbowałam zdefraudować kasę na angielski - po dwóch lekcjach, na których się nie pojawiłam, pani zadzwoniła do mojej mamy i miałam spore nieprzyjemności.
          O wiele łatwiej jest zafundować sobie "odlot", jak piszesz, z kasy z innej puli. Nie mówiąc o tym, że za tzw. moich czasów na tzw. "odlot" wystarczyło 5zł do zrzutki, drugie 5 na piwo.

          A ja nie miałam kieszonkowego, dostawałam kasę na bieżąco - w ilościach rozsądnych wg mojej mamy - i dorabiałam korepetycjami min. 20zł za godzinę. Tak, że imho żadna różnica. Jak trzeba było uzbierać większą kwotę, też się dało, i bez kieszonkowego. Tu nie chodzi wg mnie o _sumę pieniędzy_, którą się daje dziecku, tylko o kontrolę jednak, na co dziecko te sumy wydaje i w razie czego odcięcie źródełka. Choć tak czy siak kasa na używki, jak trzeba, się znajdzie - więc samo odcięcie źródełka nie wystarczy, fajnie jeszce się zainteresować - ale to chyba wiadomo.
          • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:27
            Nie mówiąc o tym, że za tzw. moich czasów na tzw. "odlot" wystarczyło 5zł do
            > zrzutki, drugie 5 na piwo.

            W obecnych czasach to może być niewystarczająca kwota, skoro samo piwo (jedno) kosztuje ok. 3-4 zł.

            > Jak sobie wyobrażasz opcję "rezygnuję z jazdy konnej, ale kasy sobie nie dam od
            > ebrać"?

            "Możecie mi zostawić tę kasę, a ja będę sobie kupować za to dodatkowe książki? Przecież wiecie, jak uwielbiam czytać"

            fajnie jeszce się zainteresować - ale to ch
            > yba wiadomo.

            niby wiadomo, a jednak rodzice nie zawsze się interesują, zwłaszcza ci, dla których danie dziecku 500 czy 1000 zł kieszonkowego nie robi większego (albo żadnego) wrażenia. Nieco statystycznie do tego podchodzę, ale statystyki biorą się z konkretnych osób i sytuacji.

            Moim zdaniem łatwiej kontrolować wydatki dziecka, które ma do dyspozycji na własne potrzeby mniejsze kwoty. Bo z większych łatwiej wygospodarować nadwyżkę. Bo np. gdy dziecko ma 50 zł na ciuch i w jednym miesiącu go nie kupi, to w następnym ma 100 zł. Kupuje "ekstra ciuch" za 7 dych, a 3 dyszki zostają.
            • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:45
              Cytat
              W obecnych czasach to może być niewystarczająca kwota, skoro samo piwo (jedno)
              > kosztuje ok. 3-4 zł.


              Niech to będzie kwota 2-3 razy większa. To nadal niewiele zmienia, bo jak 15-latek poprosi o 10 zł na wydanie w szkolnym bufecie, to mu dasz.


              Cytat
              > Jak sobie wyobrażasz opcję "rezygnuję z jazdy konnej, ale kasy sobie nie dam od
              > ebrać"?

              "Możecie mi zostawić tę kasę, a ja będę sobie kupować za to dodatkowe książki? Przecież wiecie, jak uwielbiam czytać"


              Cudownie, córuniu, kupuj sobie książki. I paragonik poproszę. I pokaż te ksiązki, może ja tez przeczytam. Tak, wiem, tu też można ściemnić, ale już trudniej.


              Cytat
              niby wiadomo, a jednak rodzice nie zawsze się interesują, zwłaszcza ci, dla któ
              > rych danie dziecku 500 czy 1000 zł kieszonkowego nie robi większego (albo żadne
              > go) wrażenia. Nieco statystycznie do tego podchodzę, ale statystyki biorą się z
              > konkretnych osób i sytuacji.


              A skąd masz takie dane, że ludzie dający dzieciom większe pieniądze, mają te dzieci w nosie? Czyżby ze stereotypowego przypuszczenia, że tacy rodzice rekompensują dzieciom pieniędzmi brak zainteresowania? wink

              Cytat
              Moim zdaniem łatwiej kontrolować wydatki dziecka, które ma do dyspozycji na wła
              > sne potrzeby mniejsze kwoty. Bo z większych łatwiej wygospodarować nadwyżkę.


              A jak masz mniejsze, to możesz ukraść, zdefraudować albo zarobić. Jak już pisałam, kasa na używki ZAWSZE jest, jak się chce ją mieć. Nie tędy droga wg mnie smile.
              • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:18
                > Nie tędy droga wg mnie smile

                Ja też uważam, że nie tędy droga, ale jeśli rodzic trafi się na "egzemplarz" nastolatka, który kasę na używki ZAWSZE skombinuje, to którędy jest droga?
                • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:41
                  Ale nie można ot tak trafić na egzemplarz "który kasę na używki ZAWSZE skombinuje".
                  Na to się pracuje latami. wink
                  • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:47
                    pam_71 napisała:

                    > Ale nie można ot tak trafić na egzemplarz "który kasę na używki ZAWSZE skomb
                    > inuje
                    ".
                    > Na to się pracuje latami. wink

                    Otoż to. I nie, nie ma z tym NIC wspólnego wysokość kieszonkowego.
                  • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:48
                    > Ale nie można ot tak trafić na egzemplarz "który kasę na używki ZAWSZE skomb
                    > inuje
                    ".
                    > Na to się pracuje latami. wink

                    Oj, niestety, możnasad
                    • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 12:06
                      Jeżeli dziecko nałogowo pije/pali (bo o tym świadczy stadium "kasę na używki ZAWSZE
                      skombinuje") tzn. że coś wcześniej poszło nie tak, gdzieś wcześniej został przez rodziców popełniony jakiś błąd lub w większości przypadków szereg błędów wychowawczych. Najczęściej jest to wynik zaniedbania, braku czasu dla dziecka itd.

                      PS: nie pisze o jednorazowym wybryku w stylu - poszedł z kumplami i wypił puszke piwa w krzakach
                      • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 12:20
                        tzn. że coś wcześniej poszło nie tak, gdzieś wcześniej został prze
                        > z rodziców popełniony jakiś błąd lub w większości przypadków szereg błędów wych
                        > owawczych. Najczęściej jest to wynik zaniedbania, braku czasu dla dziecka itd.

                        Gdyby wszystko zależało li jedynie od nie popełniania błędów (wg. mnie awykonalne, utopia) i każdy potrafił przewidzieć konsekwencje swojego postępowania, to na świecie nie byłoby nałogów, zabójstw, kradzieży itd. A jednak są, bo popełniamy błędy, w tym błędy wychowawcze. A geny i tak maja wiele do powiedzenia.

                        Przykład: jako dziecko podczas wakacji u babci mielismy swoją grupkę, w której były m. in. bliźniaki jednojajowe. Jeden z nich już nie żyje od kilku lat - zapił się. Drugi żyje i ma się nieźle. Wychowywani byli tak samo, przez te same osoby, w tym samym czasie.
                        • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 12:37
                          Nie ma genów odpowiedzialnych za bycie czy nie bycie łobuzem. wink Na pewno trudniej jest wychować dziecko z nadpobudliwością ruchową, ale to nie oznacza, ze jesteśmy z góry skazani na porażkę - pewne jest jedynie to, ze czeka nas dużo więcej pracy z dzieckiem.
                          Podczas wakacji u babci ... i masz 100% pewność, że chłopaki byli wychowywani wzorowo ;-p Przy okazji, za alkoholizm dorosłych odpowiada wiele czynników, przy piciu nieletnich winnych należy szukać w domu rodzinnym.
                          • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 12:42
                            i masz 100% pewność, że chłopaki byli wychowywani w
                            > zorowo ;-p

                            tak, tak, wiem - tylko ematki wychowują swoje dzieci WZOROWO ;-p. I dziecko ematki nigdy nie wpadnie w nałóg.
                            • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 14:23
                              jagabaga92 napisała:

                              > i masz 100% pewność, że chłopaki byli wychowywani w
                              > > zorowo ;-p
                              >
                              > tak, tak, wiem - tylko ematki wychowują swoje dzieci WZOROWO ;-p. I dziecko ema
                              > tki nigdy nie wpadnie w nałóg.
                              >

                              Jak argumentów brak o trzeba w sarkazm uderzyć wink
                              Nie, nie jestem ani wzorową ani ematką, ot zwyczajna kobieta z dziećmi. Po prostu nie wierzę w opowieści: "...bo wie Pani, matka i ojciec tacy porządni, a syn ... kolejarz" ;D
                              I kurcze ... sorry, że moje nie ćpają, nie piją, nie palą. W końcu gimnazjum, więc przecież powinny wink Gdyby jednak się zdarzyło - to po pierwsze ruszyłabym z pomocą i poszukała błędów jakie popełniliśmy, a nie odwoływała się do genów czy innych czynników wyższych.
                              • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 15:28
                                Geny to wyjątek od "reguły" szukania przyczyn nałogów u młodych ludzi w błędach wychowawczych. Wyjątki tez nalezy brać pod uwage.
                              • agni71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 15:42
                                po pierwsze ruszyłabym
                                > z pomocą i poszukała błędów jakie popełniliśmy, a nie odwoływała się do genów c
                                > zy innych czynników wyższych.

                                naprawdę jestes taka naiwna, że sądzisz, iz dzieci ćpają dlatego, że ich rodzice popełnili jakiś błąd/błędy wychowawcze? Błędy wychowawcze popełnia chyba większośc osób, jesli nie każdy na jakims tam etapie, a ćpających aż typu nie ma wink
                                • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 15:57
                                  agni71 napisała:

                                  > po pierwsze ruszyłabym
                                  > > z pomocą i poszukała błędów jakie popełniliśmy, a nie odwoływała się do g
                                  > enów c
                                  > > zy innych czynników wyższych.
                                  >
                                  > naprawdę jestes taka naiwna, że sądzisz, iz dzieci ćpają dlatego, że ich
                                  > rodzice popełnili jakiś błąd/błędy wychowawcze? Błędy wychowawcze popełnia ch
                                  > yba większośc osób, jesli nie każdy na jakims tam etapie, a ćpających aż typu n
                                  > ie ma wink
                                  Nie zrozumiałaś przekazu wink
                                  Nie każdy błąd rodzica doprowadzi dziecko do nałogu. Jednak każde uzależnione dziecko pochodzi z dysfunkcyjnego domu, domu w którym coś nie zadziałało tak jak powinno. Warunek konieczny (błąd wychowawczy, zaniedbania itd.), lecz nie dostateczny mojego skromnego twierdzenia, które było odpowiedzią na post koleżanki jakoby nastolatek "nagle" zaczął przeznaczać kieszonkowe na używki wink Napiszę jeszcze raz - takie rzeczy nie dzieją się nagle, to proces, ciąg zdarzeń, a że rodzice budzą się w momencie gdy jest już źle to kolejny dowód na brak komunikacji w rodzinie.
                        • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 14:25
                          Cytat
                          Wychowywani byli tak samo, przez te same osoby, w tym samym czasie.


                          Ja i moja siostra byłyśmy wychowywane tak samo, przez te same osoby. Ona nigdy nie tknęła alkoholu i nie miała tzw. złego towarzystwa, ja i owszem. Gdzie błąd? W wychowywaniu dwóch róznych osób o róznych potrzebach TAK SAMO. Nawet bliźniaki jednojajowe to nadal dwie różne osoby są.
                          • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 08:08
                            >Nawet bliźniaki jednojajowe to nadal dwie różne osoby są.

                            Zatem do głosu dochodzą jednak geny. U jednego młodego człowieka genom będą "smakowały" używki, a u innego nie.
                            • franula Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 08:40
                              bez urazy, ale przykład z 12latką i 200 zł kieszonkowego jest dla mnie poparciem mojego przekonania, że kieszonkowe należy dawać mniej więcej od początku szkoły, żeby rosło proporcjonalnie do potrzeb, było ileś razy przedyskutowane i wtedy się wychodzi na rozsądną kwotę w wieku późniejszym

                              u nas zaczynaliśmy od 2 zł tygodniowo (Dziadkowo dorzucali 5 miesięcznie) u sześciolatki.
                              piątoklasistka dostaje 5 zł tygodniowo (+10/msc od Dziadków)

                              kwoty nieduże ale dziewczyny mało wydają, a to jest tylko na zachciewajki. A ponieważ dostają od dawna to mają skitrane niezłe sumy i jak chcą do czegoś ekstra dopłacić to mają z czego.
                            • mama_kotula Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 11:34
                              jagabaga92 napisała:
                              > Zatem do głosu dochodzą jednak geny. U jednego młodego człowieka genom będą "sm
                              > akowały" używki, a u innego nie.

                              Geny, nie geny. Ludzie są różni, po prostu, dzieci są różne, i wychowanie się dopasowuje do dziecka i jego potrzeb, aby potem nie zrobić sobie kuku. I jeśli dziecko sięga po narkotyki czy alkohol, bo ma niskie poczucie własnej wartości i chce zaimponować kolegom, to walczymy z niskim poczuciem wartości - wszystkimi siłami. A jeśli dziecko zamierza ćpać, bo potrzebuje silnych doznań - zapewniamy mu silne doznania, typu sport ekstremalny. I tak dalej. Z reguły widać to już wcześniej, jak się obserwuje swoje dziecko - i można zareagować. Jeśli się tego nie zrobi, to jest ten BŁĄD, o którym tu jest pisane. To nie jest tak, że ktoś po prostu nagle ni stąd, ni zowąd stwierdza: od dzisiaj zostaję palaczem trawy.

                              • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 14:31
                                No dokładnie o to mi chodziło wink
                            • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 14:29
                              jagabaga92 napisała:

                              > >Nawet bliźniaki jednojajowe to nadal dwie różne osoby są.
                              >
                              > Zatem do głosu dochodzą jednak geny. U jednego młodego człowieka genom będą "sm
                              > akowały" używki, a u innego nie.
                              >

                              Bliźniaki jednojajowe mają te same geny. Z tego co wiem nie odkryto genu odpowiedzialnego za nałogi. Alkoholizm to nie hemofilia. Naukowcy jakąś tam genetyczną skłonność niby wykazują, ale bez sprzyjających czynników środowiskowych nikt alkoholikiem nie zostanie.
      • agni71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:12
        hmmm, mam mieszane uczucia, bo zalezy tez, na ile córka ma mozliwości, żeby te zakupy poczynić? U nas np. telefony doładowujemy z konta, a nie chcielibysmy córkom dawać haseł do kont bankowych. Ksiązki - no cóż, tym u nas ja się zajmuję, wyszukując najkorzystniejsze ceny, kupuję w 95% przez internet, płacąc kartą. W naszej miejscowości w ogóle nie ma księgarni, więc zakup stacjonarny oznaczałby wyjazd do miasta (wydatek na bilety) i przepłacanie zapewne w empiku... Ciuchy podobnie, kupujemy przez net w większości. Pomijam juz fakt, ze córki na tyle sie nie interesuja ubraniami, zeby samodzielny wybór i zakup był atrakcją wink Za zajęcia dodatkowe też płacimy kartą przez internet.
        Myślę, że duzo uzależniłabym od dotychczasowych zwyczajów zakupowych - jesli za wszystkie te wymienione przez córke rzeczy dotąd płaciliście gotówką stacjonarnie, to w sumie równie dobrze może to faktycznie robić córka. U mnie oznaczałoby to małą rewolucję i zwiększone wydatki.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 10:50
          Zakupy robimy zarówno przez internet (książki, doładowanie telefonu), jak i stacjonarnie, ale to nie jest żaden problem - córka ma swoją kartę pre-paid i może nią płacić wedle potrzeb, z czego zresztą chętnie korzysta. Nie pozwalamy jej jedynie płacić przez Internet. Gotówkę ma głównie z wcześniej otrzymanych i uzbieranych pieniędzy. Zakładamy, że kieszonkowe dostawałaby również raczej na tę kartę. Mieszkamy w dużym mieście, więc nie ma ograniczeń, o których piszesz, praktycznie jedynym ograniczeniem jest brak czasu i często chęci do łażenia po galeriach.
      • jakw Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 21:26
        Mam wrażenie, że 30 złotych ne jakieś gadżety z empiku, kino, pizzę, starburcksa i lody nie starczy. Właściwie to mam taką pewność. Z czego to będzie pokrywać - z ciuchów, książek czy koni? Negocjuj 100 na zbędne twoim zdaniem ciuchy, telefon i te różne gadżety. Względnie 100 z kawałkiem z książkami. Wtedy będzie mogła sobie decydować czy chce więcej pizzy czy ciuchy. Ale dawanie jej jako kieszonkowego kasy na konie (nawet jako dopłaty) - wydaje mi się bez sensu.
        • jagoda2 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 21:55
          jakw napisała:

          > Mam wrażenie, że 30 złotych ne jakieś gadżety z empiku, kino, pizzę, starburcks
          > a i lody nie starczy. Właściwie to mam taką pewność. Z czego to będzie pokrywać
          > - z ciuchów, książek czy koni?

          Ja też mam taką pewność z tym, że niezbyt często zdarza się, by córka w te miejsca chodziła, więc może przy metodzie ograniczonego wyboru na coś jej tam starczy - raz na kino, raz na czekoladę, coś tam może zaoszczędzi na ciuchach, książkach czy telefonie. W sumie - jak w życiu - środki ograniczone w mniejszym lub większym stopniu, więc trzeba wybierać na czym bardziej nam zależy - jeśli chodzi o przyjemności.

          Negocjuj 100 na zbędne twoim zdaniem ciuchy, te
          > lefon i te różne gadżety. Względnie 100 z kawałkiem z książkami. Wtedy będzie
          > mogła sobie decydować czy chce więcej pizzy czy ciuchy. Ale dawanie jej jako ki
          > eszonkowego kasy na konie (nawet jako dopłaty) - wydaje mi się bez sensu.

          Tak, dopłaty na konie nie zamierzamy w ogóle brać pod uwagę. Wspomniałam o tym, bo to znajdowało się w jej wyliczeniu, w dodatku na 1-szej pozycji. Z drugiej strony, pewnie do tego nie dojdzie, ale teoretycznie mogłaby te 40-50 zł zabrać np. z książek czy ciuchów i też przeznaczyć na tę dopłatę, prawda? I co wtedy? Ma do tego prawo czy nie? Niby nie, bo to sprzeczne z naszą decyzją, z drugiej strony - jej kasa, jej wybór, więc jak się zachować w takiej sytuacji? W sumie niezła zagwozdka.
          Kieszonkowe nie powinno też być zbyt niskie, bo jeśli na nic nie starcza, to praktycznie nie spełnia ono swojej roli. 100 zł wydaje się rozsądną kwotą dla 12-tki, jak sądzę - przy założeniu, że książki nadal my jej kupujemy, a extra ciuchy kupuje z zaoszczędzonych z kieszonkowego pieniędzy.
    • koza_w_rajtuzach Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 06:15
      > Teraz zaczęło mu się więcej wyjść klasowych/ szkolnych, gdzie idą np. na kręgle
      > , a potem do MacDonalda - i tu zastanawiam jak to rozwiązać, ostatnio za kręgle
      > ja zapłaciłam, a za MacDonalda on.... Za zdjęcie klasowe też zapłaciłam....

      Dla mnie to bardziej niż oczywiste, że za takie rzeczy ja płacę. Jest to jakby mój obowiązek i skoro powiedzmy przedszkolakowi opłacałam wszelkie teatrzyki, kina itd., to dziecku, które dostaje stałe kieszonkowe też będę opłacać, bo kieszonkowe jest na takie ekstra dodatkowe rzeczy, których ja nie kupię.
      Moje dzieci nie dostają ode mnie stałej kwoty. W sobotę zostawiam im pieniądze, ale pod warunkiem, że pracuję (średnio 3 razy w miesiącu). Dostają najmniej 5 zł, najwięcej 20, ale przeważnie jednak między 8 a 10 zł i są to ich wspólne pieniądze. Innych wydatków nie mają i nie kupują nic w inne dni niż w sobotę (w sumie nie wiem czemutongue_out), więc na kolejny tydzień zawsze im jakaś reszta zostaje z poprzedniego tygodnia i mogą bardziej "zaszaleć" tongue_out.
      Teraz córka dostała od dziadka 40 zł (którym oczywiście z bratem się podzieliła - jak to ona). Cały dzień myśleli co z tą sumą zrobić. W końcu uznali, że nie chcą jakieś byle jakiej zabawki, czy innej pierdoły i uznali, że zostawią sobie na jakieś wyjście wink.
      • pam_71 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 11:36
        Gimbaza. Generalnie za wyjścia szkolne obowiązkowe płacimy my. Podobnie za przybory, dodatki na zajęcia szkolne czy wycieczki. Wyjścia towarzyskie wink sami, z kieszonkowego (w tym prezenty dla koleżanek). Kieszonkowe na wycieczki - wspólnie (od nas 50zł, reszta oni). Ostatnio Młoda zachorowałam na air-maxy. Łaziła za nami chyba z miesiąc ;-D ponieważ i tak w planach był zakup butów, to daliśmy kwotę na normalne buty, a ona dopłacała do ceny nikeów ze swoich.
    • el_elefante Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 15:36
      Kieszonkowe jest na zachcianki. Nie powinno się (za wyjątkiem sytuacji, gdy dziecko samo tego chce, co się zdarza) finansować z kieszonkowego tego, co się dziecku należy jak psu micha, w tym aktywności wszelakich, wejściówek i sprzętu niezbędnego do ich uprawiania, książek, czasopism, udziału w urodzinach kolegów i wszystkiego innego co służy rozwojowi. Plus jedzenie i picie oczywiście. Na jedzenie i picie, o ile dziecko samo sobie kupuje, powinno mieć dodatkową kasę, oprócz kieszonkowego. Kieszonkowe się zużywa na drobne frajdy typu właśnie karty z piłkarzami, jakieś drobne zabawki, wrzutki do automatów do gry i inne takie, na które normalnie rodzicowi szkoda (i słusznie) kasy. Kieszonkowe to nie wypłata, z której płaci się za rzeczy, za które trzeba zapłacić.
      Oczywiście z wiekiem potrzeby rosną i zakres rzeczy finansowanych z kieszonkowego się powiększa, np. jakiś supermodnyodjazdowyjedynieobecniesłuszny ciuch i inne takie. Również za słuszne uważam podejście: oto masz telefon, który spełni twoje potrzeby, ale jeżeli chcesz jakiś wypasiony supermegasmarfton najnowszej generacji i jedynie właściwej firmy, to różnicę musisz sobie przyoszczędzić z kieszonkowego i wtedy kupisz.
    • julita165 Re: Na co kieszonkowe 18.11.14, 16:04
      Własnemu dziecku jeszcze kieszonkowego nie daję, za mały. Natomiast ja nigdy nie dostawałam kieszonkowego jako takiego. Po prostu codziennie rano dostawałam od rodziców "na zycie" w zależności od tego jakie miałam plany na dzień, jeśli szłam tylko do szkoły a potem do domu to parę złoty na coś do picia itp, a oprócz tego dawali mi na co potzebowałam np. na kino, z czasem i na część zakupów które zaczynałam robić samodzielnie . Jak dla mnie z pkt widzenia dziecka rozwiązanie jest bombowe - zawsze miałam kasę. Gorzej chyba z pkt widzenia rodziców. No i ja do dziś dnia nie ogarniam oszczędzania smile
      • agni71 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 08:56
        Jak dla mnie z pkt widzenia dziecka rozwiąz
        > anie jest bombowe - zawsze miałam kasę. Gorzej chyba z pkt widzenia rodziców. N
        > o i ja do dziś dnia nie ogarniam oszczędzania smile

        to chyba jednak nie bardzo się sprawdza taki system?
        • jagabaga92 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 09:38
          > to chyba jednak nie bardzo się sprawdza taki system?

          też tak uważam. Sama jako dziecko miałam niewielkie kieszonkowe na swoje wydatki, zaś mojemu mężowi rodzice finansowali praktycznie każdą zachciankę (czasem tylko musiał trochę poczekać). Dzisiaj, gdyby nie jawink, mój mąż utonąłby w długach (teściowa często dzieli się taka refleksją), a mnie niewielka kwota kieszonkowego nauczyła gospodarowania i cierpliwości w "spełnianiu marzeń" na tyle, że ci, którzy znają naszą sytuację finansową pytają, jak my to robimy, że stać nas na to, czy tamto i to bez żadnych kredytów. Dodam jeszcze, że gdy jako dziecko chciałam coś kupić już, to tato pożyczał, ale musiałam oddać łącznie z "górką" (może stąd dzisiaj ta moja niechęć do życia na kredytwink)
          • bogusia1231 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 10:22
            A jak robicie z troszkę większymi pieniędzmi, np. 100 zł podarowane przez dziadków, straszy wrzuca na konto, młodszy najchętniej wydałby w ciągu tygodnia na karty z piłkarzami... Bo rozumiem, że wspólne wyjście do kina to nie to, bo przecież jakby nie dostał to i tak byśmy poszli..... Dodam, że chłopcy obecnie na nic nie zbierają.
            • agni71 Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 10:28
              Moje zazwyczaj chcą na coś większego oszczędzać, więc odkładają do portmonetek czy skarbonek. Gdyby chciały przeputac na bzdety (do takiej kategorii zaliczam karty, o których piszesz, lub kolejne figurki do kolekcji), to zasugerowałabym odlożenie na coś większego, ale gdyby jednak chciały wydać, to bym pozwoliła, przeciez to ich pieniądze.
            • nevada_r Re: Na co kieszonkowe 19.11.14, 10:46
              Możesz mu zasugerować, żeby zbierał na coś większego i fajniejszego, ale jeżeli nie chce, to niech wydaje na te karty. To w końcu JEGO pieniądze.
              Ewentualnie możesz pogadać z dziadkami, żeby nie dawali mu aż tak dużych sum. Ale skoro dostał ? niech wydaje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka