Wczoraj...
3 malych dzieci od 4-6 (moze 7 lat) ciegle w ruchu byly. Rodzice przy stole w jednej sali, dzieci ciegle gdzies w restauracji biegaly. Rodzice wogole nie reagowali.
No i stalo sie, kelnerka niosaca tace z jedzeniem nie zauwazyla maluchow, wystraszyla sie, wszytsko spadlo na podloge. Dzieciakomnic sie nie stalo. Moze i przereagowala, ale dosc glosnym glosem powiedziala co mysli, i zeby przestaly biegac bo bo narobily..itd...
I tu wkroczyla bojowa mamusia. Jak ona smie do dzeici tak mowic. To tylko dzieci! I wdodatku mogla je poparzyc. Przeciez nie beda non stop siedzialy i wogole zyczy sobie rozmowy z dyrektorem.
Dyrektor przyszedl, wysluchal roztrzesionej kelnerki i bojowaj mamusi poczym poprosil rodzine o opuszczenie restauracji skoro nie potrafia sie zachowac i pilnowac dzieci. restauracja to nie plac zabaw.
Oczywiscie bardzo naburmuszona i obrazona mama powiedziala co mysli i dodala, ze juz jej noga wiecej tam nie postanie..itd. Jakby to cos zmienilo. Restauracja z reguly jest i tak pelna

))
Pierwszy raz w zyciu widziaoem, zeby ludzie bili brawo w restauracji. Dyrektorowi, nie mamusi.
To byla chinska restauracja, a zastanawiam sie czy niemeicki wlasciciel tez by mial na tyle odwagi. Niestety niemeickie dzieciaki (wiele z nich) sa rozpuszczone jak dziadowskie bicze, a rodzice uwazaja, ze dzieci to pepki swiata i wszytsko ma byc tak, zeby dzieciom nie przeszkadzac.
Uprzedzajac niektore mamay.. to byla niemeicka rodzina

))