Dodaj do ulubionych

Kontrolowanie dziecka

23.11.16, 22:42
Jak radzą sobie Wasze starsze dzieci z nauką? Musicie sprawdzać, co zadane, odpytywać, pomagać? Ja sporo czasu poświęcam swojemu 11 latkowi. Sprawdzam w edzienniku, kiedy ma sprawdzian/kartkówkę i prawie zawsze go odpytuję, szukam dodatkowych zadań, robię domowe sprawdziany ze słówek. Sprawdzam też jego zadania domowe, czasem pomagam synowi je odrobić. Zastanawiam się, czy nie za dużo wkładu z mojej strony w jego naukę... właściwie, to zaczęłam się zastanawiać, bo usłyszałam od jednej z nauczycielek, że chcę chronić syna. Młody dobrze sobie radzi, mimo dysleksji (a to m.in.przy angielskim wymaga dużej pracy)nie ma zaległości, układ właściwie się sprawdza, choć niewątpliwie bez mojego zaangażowania tak by nie było.
Obserwuj wątek
    • e-kasia27 Re: Kontrolowanie dziecka 23.11.16, 23:19
      To jest kluczowe zdanie w twoim tekście:

      "choć niewątpliwie bez mojego zaangażowania tak by nie było"

      wobec powyższego nie ma się co zastanawiać. Robisz dobrze.
      • camel_3d Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 10:06
        > "choć niewątpliwie bez mojego zaangażowania tak by nie było"
        >
        > wobec powyższego nie ma się co zastanawiać. Robisz dobrze.

        skad wiadomo? Moze uczylby sie rownie dobrze. A tak to zero samodzielnosci.

        Ok..rozumiem..7-9 lat..ale 11?

        Mysle, ze juz czas przejsc na tryb pomocy w razie potrzeby, a nie kontroli.
        • makurokurosek Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 13:43
          Z moich obserwacji mogę powiedzieć, że większość dzieciaków zaczyna brać faktyczną odpowiedzialność za naukę około 14-15 roku życia.
    • ga-ti Re: Kontrolowanie dziecka 23.11.16, 23:28
      Dużo się angażujesz, ale też z dysleksją jest pewnie inaczej, pewnie syn potrzebuje Twoje pomocy. Możesz troszeczkę odpuścić i zobaczyć, np. Ty wiesz, co zadane, jaki sprawdzian, ale czekasz, aż młody sam sobie przypomni, czy poprosi o odpytanie, pomoc.
      Ja przeglądam ćwiczenia od czasu do czasu, zeszyty rzadziej, pytam, co w szkole, jak lekcje, co się wydarzyło, z czego sprawdzian, co ogólnie zadane, bo może się okazać wieczorem, że od tygodnia był jakiś większy projekt albo nagle rano potrzeba czegoś wyjątkowego na plastykę wink Nie daję dodatkowych zadań, nie odpytuję (choć ostatnio odpytałam z wiersza na pamięć), czasem młody chce by sprawdzić z książką, czy dobrze się nauczył z polskiego (gramatyka, muszą wiedzieć, np. co to okolicznik, liczebnik itp.), ale to wychodzi od niego. Zerkam przez ramię, co tam akurat skrobie z matmy, czy przyrody, jaki okres historyczny na tapecie, żeby mieć ogląd sytuacji. Bardziej gonię do czytania lektur.
      Choć zdarzyło mi się pomagać w pracach grupowych, gdy akurat grupa spotykała się u nas i po godzinnej burzy mózgów była ciągle pustka wink
      W miarę na bieżąco kontroluję oceny.
      Ale gdyby się okazało, że młody ma z czymś problem, to oczywiście bym pomogła.

      Każde dziecko jest inne jak wiadomo, a że to nasze dziecko jest, więc chcemy dla niego jak najlepiej, to normalne wink Np. z młodszym dzieckiem 'siedzę' nad lekcjami regularnie, sprawdzam zeszyty, ćwiczenia, prace domowe, kontroluję, odpytuję, gdybym odpuściła, to dzieciak nie robiłby prawie nic, a mądry jest, tylko leniwy i szkoda by było.
    • undoo Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 01:27
      Z dzieckiem w tym wieku ograniczam się do sprawdzania stopni okazjonalnie, bo samo melduje, co dostało i z czego. A jak potrzebuje pomocy, to przychodzi i pyta o konkrety.
      Nie odpytuję, nie sprawdzam prac domowych (jak nie zrobi, to poczuje, co to znaczy). Dziecko ma stopnie świetne, więc może to po prostu taki egzemplarz i mam szczęście (już z kolejnym).
      11 lat to moim zdaniem wiek na samodzielność w szkole i czas na popełnianie własnych błędów oraz ponoszenie ich konsekwencji.
    • slonko1335 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 07:38
      Mam niespełna jedenastolatkę. Nigdy nie musiałam sprawdzać, kontrolować, odpytywać. W tym roku w 4 klasie muszę za to regularnie uczyć matematyki bo ma beznadziejnego nauczyciela-do reszty przedmiotów się nie wtrącam. Uczy się świetnie, pamięta o terminach, klasówkach, zmianach planu, itd.
      Mam też na stanie ośmiolatka, który nie pamięta o niczym, gubi wszystko, nigdy nic nie wie, ma wywalone na wszystko-jest zagrożony dysleksją-masakra po prostu...
      • mw144 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 09:20
        W temacie ośmiolatka - jest szansa, że wyrośniewink Mój wyrósł, ok 9-10 r.ż. przestał wszystko gubić, zaczął pamiętać o swoich sprawach, ba - nawet w piórniku ma porządek (w klasach 1-3 jego piórnik wyglądał, jakby coś tam wybuchło). Została tylko dysleksja i dysgrafia, ale pedagog z PPP twierdzi, że z jego inteligencją i wiedzą (jedno i drugie powyżej normy) to nie problem.
    • mw144 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 09:06
      Nie mam bladego pojęcia co zadane ani kiedy sprawdzian. Nie moja szkoła, nie moja sprawa. Na zebrania chodzę, dostajemy wtedy sprawdziany do wglądu. Oceny w granicach 5-6. Jak zaczną być 1-2, to się pewnie zainteresuję dlaczego.
    • sonrisa06 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 09:14
      Uważam, że dziecko z jakąkolwiek dysfunkcją wymaga od rodzica więcej uwagi i wglądu w naukę niż dziecko bez dysfunkcji. Nawet zagrożenie dysleksją to już jest problem i dodatkowa praca dla rodzica. Myślę, że pozostawienie takiej dziecka samemu sobie nie skończy się dobrze. Ja w każdym razie bym nie ryzykowała.
    • camel_3d nie wiem czy to dobre.. 24.11.16, 10:38
      Po prostu mu nie ufasz i nie wierzysz w jego samodzielnosc.

      W tym wieku powinnas mu pomagac kiedy cie poprosi, a nie traktowac jak male dzeicko i kontrolowac.

      Oczyiwscie duzo zalezy od tego w jakim srodowisku sie obrac. Jezeli ma kolegow leserow i obibokow..to warto przypilnowac, ale jezeli w miare normalne towarzystwo..to warto zaczac dawac wolna reke.
    • mama-ola Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 10:48
      > Jak radzą sobie Wasze starsze dzieci z nauką? Musicie sprawdzać, co zadane, odpytywać,
      > pomagać? Ja sporo czasu poświęcam swojemu 11 latkowi. Sprawdzam w edzienniku,
      > kiedy ma sprawdzian/kartkówkę i prawie zawsze go odpytuję, szukam dodatkowych zadań,
      > robię domowe sprawdziany ze słówek. Sprawdzam też jego zadania domowe, czasem
      > pomagam synowi je odrobić.

      Też tak robimy w przypadku 11-latka, 6 klasa. Bez tego byłoby gorzej.
      Ale nie dotyczy to wszystkich przedmiotów, ograniczyliśmy się do kilku najważniejszych.
      • alfa36 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 12:28
        Są przedmioty, których nie dotykam (historia, przyroda, z reguły polski). Ale z matmą, angielskim, niemieckim... właściwie to boję się, ze w przypadku niedopilnowania będzie miał zaległości, które później trudno będzie nadrobić. Młody obraca się w środowisku dzieci, którym rodzice , podobnie jak ja, pomagają.
        • verdana Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 16:06
          Ja pilnowałam tylko robienia ortografii na reedukację, tzn aby robiły, a nie tego jak robią.
          Wszystkie z dysortografią (dysleksja, która objawia sie kłopotami z czytaniem wymaga większej pomocy). Stopnie miały znacznie gorsze niż mogłyby mieć, gdyby lekcje robiły niesamodzielnie. Tylko problem z niesamodzielnością jest taki, ze przerzuca odpowiedzialność za sukcesy i naukę na rodzica. To, co opłaca sie wcześniej, przestaje się opłacać, gdy starszy nastolatek nagle musi być samodzielny i nie tylko odrobić lekcje, ale i wypracować strategię ich odrabiania. Na przykład z czego sie przygotować, a co olać. To bardzo ważne i żaden rodzic tego nie nauczy. Uważam, ze o wiele bardziej procentuje czas spędzany z dzieckiem nie na odrabianiu lekcji, ale na rozmowach, lekturze, wspólnym oglądaniu filmów itd.
          U mnie się sprawdziło. Wprawdzie stopnie były takie sobie, ale dzieci świetnie sobie radzą w dalszym życiu.
          • verdana Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 16:07
            I żeby było jasne - jak najbardziej jestem za pomocą w tym w czym dziecko sobie nie radzi. Tylko przeciw nadzorowaniu całości.
            • undoo Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 19:11
              Ale to też zależy od dziecka. Są dzieci, którym trzeba pomóc, bo się zagubią, a są takie, którym należy pozwolić nałapać luf i je poprawiać.
      • alin9 Re: Kontrolowanie dziecka 24.11.16, 17:23
        Ja rozumiem pomoc doraźną w każdym wieku.Słowa typu byłoby gorzej mnie nie przekonują.Nie mam geniuszy ale to szkoła dzieci.Taka ich pierwsza praca.Niech się uczą samodzielności itp.
        • alfa36 Re: Kontrolowanie dziecka 25.11.16, 09:23
          Boję się tylko, żeby nie spowodowało to to zaległości. Młody tak nie lubi angielskiego, że będzie się uczył wszystkiego innego, żeby nie tknąć angielskiego. I co z takim egzemplarzem zrobić? Wiem, ze mu trudno, ma dysleksję, więc zwyczajnie nauka angielskiego sprawia mu trudność.
    • el_elefante Re: Kontrolowanie dziecka 25.11.16, 09:20
      Chyba nie potrafiłbym tak w ogóle odpuścić jakąkolwiek kontrolę i sprawdzać tylko w e-dzienniku czy oceny już lecą na łeb czy jeszcze poczekać. Może powinienem, żeby pozwolić na rozwinięcie samodzielności, ale jakoś tak nie umiem.
      Sprawdzam dorywczo, czasem przeglądamy razem zeszyty i ćwiczeniówki, bardziej z ciekawości żeby zobaczyć co oni tam w ogóle w tej szkole robią, nie z potrzeby poprawiania i wytykania błędów. Nie czepiam się w ogóle ocen bo ja sam miewałem bardzo różne ;P bo wiem że każdemu się może zdarzyć słabszy dzień. Więcej zaangażowania prezentuje moja lepsza połowa, ale kładę to na karb zawodu, który wykonuje wink
      Mój dziewięciolatek potrzebuje (a może to mnie - nam się tak wydaje?) odrobiny kontroli żeby przypomnieć o istnieniu czegoś takiego jak praca domowa. Pytam więc, czy jest zrobiona, a w to co w ramach pracy robi i jak, już nie wnikam. Jak jest np. jakiś wiersz to młody mówi że ma do nauczenia i wtedy jak chce, to odpytuję. Czasem woła o pomoc jak ma problem z zadaniem, to pomagam ale nie wprost, lecz naokoło, wymyślam inne przykłady żeby sam albo wpadł na rozwiązanie albo wykombinował na zasadzie analogii.
      Regularnemu przeglądowi podlega jedynie zeszyt do korespondencji, bo to wynika z samej jego funkcji - w końcu są tam tez informacje od nauczyciel do mnie, więc wypada być na bieżąco.
      Wyjątkiem jest angielski. Tu trochę młodego męczę ale też bez przesady. Widzę bowiem jak nikłe postępy robi sam, pracując tylko na lekcji. Nauka języka nawet gdy jest 2x w tygodniu, ale w grupie 25 dzieci, gdzie rozpiętość umiejętności wśród nich jest ogromna a nauczyciel musi uciągnąć i te najmniej zdolne, jest bardzo mało efektywna. Więc albo wymyślam sam jakieś zadania, albo fiszki, albo otwieram podręcznik i pracujemy z obrazkami. Mam tak od kilku tygodni i widzę bardzo konkretne efekty. I raczej nie odpuszczę, dopóki jestem w stanie ze swoim angielskim pomóc, bo wiem, że to mu zostanie na całe życie, w przeciwieństwie do innych przedmiotów.
      Są też działania doraźne, np. po stwierdzeniu dramatycznie żenującego poziomu geografii Polski i świata (co oni na tych lekcjach robią, że dziecko nie potrafi pokazać na mapie gdzie jest Europa, że o Afryce nie wspomnę?). Tutaj przydają się np. karty piłkarskie (osobliwość tego zjawiska to już inny temat), na angielskim zresztą też.
      Wiem, zdaję sobie sprawę z czegoś takiego jak przekładanie własnych ambicji na dziecko, wiec staram się to kontrolować i stosować umiar ale mam świadomość że czasem mi się nie udaje. Na razie to trzecia klasa i lekcje "wczesnoszkolne", schody się dopiero zaczną więc i moje (nasze) podejście będzie wymagało zmiany.
    • koza_w_rajtuzach Re: Kontrolowanie dziecka 25.11.16, 12:21
      Hmm...
      Moja córka sama chce, żeby jej pomagać. Przychodzi o od razu mówi jaką ocenę dostała, co zadane, jaki sprawdzian, jakie projekty, kiedy i jakie wyjścia (edziennika nie mają), a potem to poniekąd na mojej głowie zostawia, żeby o wszystkim pamiętać wink. Po szkole wszystko pamięta, potem już niekoniecznie. Szybko się uczy, ale sama mi mówi, że woli jak ja ją ze wszystkiego przepytuję. Często faktycznie ma mało czasu, bo jednak zajęcia dodatkowe, a szczególnie szkoła muzyczna sporo czasu jej zajmują, wiem, że ze mną jej idzie wszystko lepiej, mniej opornie, więc służę jej pomocą. Córka jest w IV klasie. Szczerze mówiąc od 1-3 bardzo rzadko jej w czymkolwiek pomagałam, ale tam tylko wystarczyło, że odrobiła lekcje w domu, a reszty uczyła się na lekcjach i bez wysiłku miała same 5 i 6 w dzienniczku (oprócz wftongue_outP). Teraz jakby musi się przyzwyczaić do tego, że oprócz zadań domowych trzeba się uczyć, wkuwać różne rzeczy, no i jej pomagam.
    • kanga_roo Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 09:02
      pamiętam, jak się zdziwiłam w czerwcu widząc wyniki klasy mojego syna. dzieciaki miały naprawdę wysokie średnie, byłam pod wrażeniem. ale jednak coś mi nie grało. dopiero znajoma uświadomiła mi, że rodzice pilnują dzieci i pracują z nimi tak, jak autorka wątku. może to dobre rozwiązanie, nie wiem, bo ani ja nie byłam w ten sposób pilnowana, ani nie pilnuję moich dzieci. to znaczy jestem na bieżąco z ocenami, wiem, kiedy są sprawdziany, i proszona o pomoc zawsze pomagam, ale to jednak szkoła dziecka (dzieci), a nie moja. puszczam na żywioł, i jeśli widzę, że nie wychodzi, zastanawiam się, dlaczego, i jak można to - systemowo - poprawić. i nie uważam, że zawsze stroną, która ma poprawiać, jest dziecko, napisałam ostatnio nauczycielce, że rozwiązaniem na braki zadań domowych i związane z tym minusy i jedynki jest nie zadawanie zadań do domu, lub zadawanie dla chętnych i plusy za odrobienie smile
    • grzalka Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 16:47
      www.juniorowo.pl/co-masz-zadane-kiedy-zycie-rodzinne-kreci-sie-wokol-zadan-domowych/
    • hemp_plant Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 17:27
      mam też 11 latkę, w VI klasie. wlaśnie przyszła ze szkoły (kończy późno) i gadamy o nacjonalizmie i o Narutowiczu- przyszła z zeszytem z historii, żeby zapytać o bezsens uczenai się tego wszystkiego ... szybciutko opowiedziałam/przypomnialam o Trumpie i naszych nacjonalistach,pokazałam zdjęcia z marszu, potem opowiedziałam o hitlerze. na taką pomoc moje dzieci mogą liczyć- odpytywanie, kontrolowanie- NIE big_grin
    • ania-pat1 Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 17:51
      Mam dyslektyczkę z reumatoidalnym zapaleniem stawów na stanie. Zeszyty - olałam - córka ma totalną dysgrafię, nauczyciele dopisują, dopytują itp. O sprawdzianach - pamięta, co nie znaczy, że sama siadłaby do nauki. Zadania - wskazuję na moment, że pora zacząć robić, jeśli o rozsądnej godzinie chce mieć czas przed snem. Odpytuję z pisowni angielskiej i hiszpańskiej (nie zauważa własnych błędów, niestety) - gdy nie potrafi wykonać zadania w ćwicz - sama mnie woła, matematyka - przynosi gotowe zadanie - sprawdzam+ czasem muszę coś wytłumaczyć, geometria - wymaga pomocy (nie jest w stanie np. utrzymać cyrkla), historia - nie znosi (po 5 min twierdzi, że 3 rozdziały opanowała - podpytuję, wścieka się i czyta raz jeszcze). Polski - o dziwo uwielbia, zwłaszcza lektury i gramatykę - tu nic nie muszę, przyroda - pytam przed sprawdzianem, pytam, czy nie ma niejasności. Przedmioty poboczne - nie wiem nic, ale librus wskazuje na aktywność i właściwy poziom zaangażowania.
    • yamilca197 Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 18:05
      Corka miala 10.5 gdy poszla do szkoly podstawowej a wiec zaczely sie konkretne zadania domowe i inne wymagania, a poprzwczka jest bardzo wysoko. Ona jednak poradzila sobie swietnie i dzis (prawie 14-latka) jest tak samo. Uczy sie swietnie, jest obowiazkowa i odpowiedzialna (nigdy nie miala ani jednej 'naprawy' np za brak zadania domowego, nie musze sprawdzac co ma do zrovienia w domu,nie odpytuje - uwazam to za niezbyt madry pomysl,bo dziecko musi samo uczyc sie uczyc. Rezultatu dostaje ze szjoly kilka razy w roku,gdyby sie pogorszylo to szkola skontaktowalaby sie bardzo szybko.
      Syn ma 9 lat i ogarnia zadania domowe samodzielnie, uczy sie obowiazkowosci i zeby byly efekty nie przypominam.
      • ania-pat1 Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 19:52
        nawet do egzaminu doktorskiego uczyłam się z odpytywaniem (koleżeńskim). Nie ma związku z samodzielnością w nauce. To tylko forma - uczy stawiania wyuczonej teorii w zderzeniu z postawionym przez zorientowaną w temacie osobą. Np. po nauczeniu się w 4 kl co to wyż co to niż zapytałam jak wpłynie gorący prąd na oceanie na pogodę na sąsiadującym lądzie przy założonej tam odpowiedniej temperaturze oraz jak będzie się kształtował kierunek wiatru. I już wiemy, czy trzeba coś doczytać, czy nie. Nie uczy się po to, żeby poradzić sobie w szkole, czy na ocenę. Nauka dla oceny, to porażka. fajnie umieć z wiedzy korzystać w życiu
        • yamilca197 Re: Kontrolowanie dziecka 30.11.16, 08:47
          I wlasnie odpytywanie sluzy uczeniu sie na oceny i zapominaniu. Moja corka na takie pytanie mowilaby przez co najmniej kilkanascie minut bo rozumie zagadnienie. Nie uczy sie teoriiani na pamiec regulek, uczy sie rozumiec zagadnienia. W szkole tez ich przeciez nikt nie odpytuje. Ja sie uczylam (i nadal ucze) bez odpytywania i w niczym mi to nie przeszkadza.
          • makurokurosek Re: Kontrolowanie dziecka 30.11.16, 10:50
            Nie wpadłaś na to, że są różne metody nauczania i zapamiętywania i każdy z nas wybiera po prostu metodę najlepszą dla siebie. Jedni uczą się przez odpytywanie inni przez pisanie notatek, a jeszcze inni zapamiętują po jednym przeczytaniu tekstu. Nie ma znaczenia jaką metodą się uczysz i ile czasu ci to zajmuje ważny jest efekt końcowy.
          • ania-pat1 Re: Kontrolowanie dziecka 30.11.16, 11:23
            W szkole nie odpytują? Dziwna szkoła....
            Odpytuję również studentów- przeprowadzam ustne zaliczenia i egzaminy. Obserwuję studentów pytających siebie nawzajem. Wydziały:lekarski, farmaceutyczny, nauk o zdrowiu.... Bałabym się takich którzy nigdy nie werbalizowali swojej wiedzy. Nie odpytywanie nie służy ocenie. Jeśli ktoś uważa swoje metody za jedynie słuszne i działające u każdego to nie budzi mojego zaufania. Ale skoro bez weryfikacji wiesz, że zrozumiałaś każdy tekst w sposób bezapelacyjnie prawidłowy i na dodatek potrafisz spojrzeć na niego z perspektywy innych... Jako naukowiec wysyłam własne artykuły do czasopism recenzowanych - 2 osoby w randze prof. czytają tekst i nanoszą poprawki/uwagi zanim się ukaże. Twoim zdaniem powinnam puszczać w przekonaniu, że zjadłam wszystkie rozumy? Tego uczę moje dziecko - że nauka nie kończy się na przekonaniu "wiem" ale na przekonaniu, gdzie dalej z tą wiedzą można iść, jakie pytania zadać... Nie każdy musi być naukowcem, fakt.. Ale w korporacjach burza mózgów to też rodzaj odpytywania - na kierowniczym stanowisku trzeba też umieć odpytywać. Odpytywany łatwiej zada sam sobie pytanie (temu służą też pytania pod rozdziałem, ale umówmy się, że są b. ograniczone). Mówisz o rezultatach ze szkoły - OK, ale córka chodzi też na kółka, chce dyskutować o tematach np. z uniwersytetu dzieci, startuje w konkursach przedmiotowych - i chce być odpytywana, łatwiej jej ocenić stopień własnego przygotowania.
    • jotde3 Re: Kontrolowanie dziecka 29.11.16, 20:37
      bardzo duzo robilem ale byl mlodszy i nie dotyczylo to bieżacej nauki , troche zona na biezaco sprawdzala . 11 lat to juz sporo, przeszlismy na etap normalnego gledzenia i uszczypliwosci , jak bym sie wkurzyl zabral bym na poczatku media .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka