agatka_s
14.10.04, 15:07
Wczoraj doznałam szoku. Spędziłam jakiś czas w towarzystwie kolegi mojego
syna, 10-latka z równoległej klasy (jechaliśmy samochodem przez całą
Warszawę). Chłopiec ten przez cały ten czas, opowiadał tylko i wyłącznie o
grach komputerowych, jakie ma (nazwy, numerki nic z tego nie rozumiałam), i
przerywał to opisami najnowszych odcinków Pokemonów (chyba, bo tak do końca
też nie zrozumiałam). Pal sześć że taki temat, ale każdą informację
obdarzał komentarzem: "to lipa" "beznadzieja" i "cieniactwo".
Na moją nieśmiałą uwagę czy potrafi rozmawiać o czymś innym, niż tylko o
komputerowych grach, stwierdził że nie bo o czym ?. Jak zaproponowałam, że
choćby o książkach jakie ostatnio czytałał albo lubi, to powiedział że on
książek nie czyta, musi lekturę, ale to "lipa". No to zapytałam się o sport,
czy jakiś uprawia, na co dostałam odpowiedż, że sport to "lipa", ale gra na
komputerze w piłkarzyki. Kiedy zapytałam się czy mu nie smutno mieć taki
negatywny stosunek do wszystkiego, powiedział ze nie bo wszystko go nudzi i
jest "lipa"...Wszystko to wyrzucał z siebie na zasadzie karabina maszynowego,
tak że zaczynał nowe "to lipa" zanim jeszcze skończył stare. Ufff było to
kompletnie porażające doświadczenie, takiej dozy pesymizmu, zblazowania i
kompletnego braku zainteresowania czymkolwiek jeszcze nie widziałam.
Dalej go już nie pytałam, bo "wymiękłam", żal mi było tylko mojego syna,
bardzo nieswojo mu było przyznawać się że on tych gier komputerowych o
których ten chłopiec mówił nie ma, a Pokemonów to on w telewizji nie ogląda,
bo mu nie wolno. Mój zazwyczaj rezolutny i wygadany syn, milczał.
Znam tatę tego chłopca, miły, sympatyczny pan, a skąd takie dziecko mu
wyrosło ? cały czas jestem w szoku...