Do Verdany - zajrzyj tutaj

03.12.04, 21:20
Dzięki. Jeszcze chcialam napisać odnośnie mojego syna, że jeśli chodzi o
dysleksję, to tylko niektóre "objawy" mi pasują, a reszta nie, stąd nie
jestem przekonana czy to rzeczywiście to. Np. jak szedł do szkoły, to
praktycznie w ogóle nie znał liter, nadgonił to szybko, i nauczyl się czytać,
tyle że bez zrozumienia tekstu.
    • verdana Re: Do Verdany - zajrzyj tutaj 03.12.04, 21:32
      To własnie tak bywa - niektóre objay są, a niektórych nie ma. Moje dzieci np.
      świetnie czytają (czyli niby w porządku), ale nie są w stanie ortograficznie
      pisać, mylą w matematyce plusy i minusy, nie potrafią podpisać liczb jednych
      pod drugimi. Najstarszy syn ma tak nieczytelny charakter pisma, ze nie może w
      ogóle pisać ręcznie, a pieknie i precyzyjnie rysuje - absurd, prawda?
      Tak więc wcale dysleksja nie musi być "pełnoobjawowa". Własnie dopiero co w
      jakimś czasopiśmie (Polityce chyba) czytałam o specyficznej dysleksji, której
      objawem jest technicxna umiejetność czytania bez umiejetnosci zrozumienia
      tekstu.
    • iwonapa Re: Do Verdany - zajrzyj tutaj 04.12.04, 09:53
      Verdanko, jak dawalaś sobie z tym radę, uczyłaś się z synem? Na razie mam czas
      na naukę z moim dzieckiem, ale jak wrócę do pracy, to... A przecież w 4 klasie
      dochodzą nowe przedmioty. Co mówili nauczyciele Twojego syna? Przymykali oko?
      Jak oceniają takie dziecko, bo przecież tutaj gorsze wyniki nie są spowodowane
      lenistwem, tylko niemożnością nauczenia się. Mój syn na szczęście ma panią,
      która rozumie jego problem, ale starsi nauczyciele patrzą na to przez pryzmat
      widzimisię, nie są przygotowani do pracy z takimi dziećmi.
      • verdana Re: Do Verdany - zajrzyj tutaj 05.12.04, 09:50
        Ja miałam (a własciwie syn miał) znacznie bardziej luksusową sytuację niż Ty i
        Twój syn. Nie miał dysleksji, przeciwnie, czytał bardzo dobrze i bardzo dużo,
        tylko dysortografię i dysgrafię - tzn. nie umiał pisać(w pierwszych dwóch
        latach prawie wcale), potem pisał nieortograficznie i zupełnie niemal
        nieczytelnie. Dlatego też nie musiałam robić z nim lekcji - nie moge zresztą
        robić lekcji z zadnym dzieckiem, bo wybucham niekontrolowaną agresją. Mój syn
        chodził przez osiem lat na redukację (kora zresztą niewiele pomogła), chodził
        też na specjalne zajecia dla dzieci uzdolnionych.
        Niestety, mimo zaswiadczeń bardzo trudno było przebić się przez opinie
        niektórych nauczycieli, którzy stwierdzali, ze jakby chciał, to by mógł.
        Skończyło się to przenosinami do innej szkoły (ale już za późno, był całkowicie
        zrażony do nauki), a potem odebraniem z państwowego liceum po piewszym
        semestrze - polonistka "nie uznawała" istnienia dysortografii.
        Ale widzę, ze teraz jest lepiej. Mój czwartoklasista też ma dysortografię i ta
        sama szkoła, która tępiła najstarszego, zaczęła uwzgledniać zaświadczenia i
        traktować pewne rzeczy ulgowo.
Pełna wersja