verdana
25.01.06, 13:25
Stale czytam narzekania rodziców, ze dzieci rosną, że lada moment skończy się
okres słodkiego malucha, a zacznie "tem okropny nastolatek", który się
buntuje, dogadać się z nim nie sposób i o zgrozo! ma własne zdanie i pomysły
na życie.
Jeśli bedziemy tak myśleć, nie wątpię, że bunt jest nieuchronny - bo
zaczniemy go wypatrywać w kazdym mniej grzecznym odezwaniu, w każdej chęci
zachowania prywatnosci, w każdym samodzielnym wyborze.
Czytam, jak matki 11-latków skarżą się na bunt nastolatków - podczas gdy tak
naprawdę nastolatki (tłumaczenie z angielskiego) zaczynaja się od 13 roku
zycia - wtedy też dopiero dochodzi do typowego buntu zwiazanego z
dojrzewaniem. A więc wystarczyło nieporozumienie w nazewnictwie, aby nasze
dzieci już zaliczyć do buntujacych się! Amerykańskie dzieci muszą jeszcze
poczekać dwa lata na "okropny wiek".
A nastolatki bywaja urocze, wcale nie okropne. Pod warunkiem, ze potraktujemy
je jako dorastających ludzi, a nie dzieci pod nadzorem rodziców, którzy muszą
znać wszystkie ich sekrety i tajemnice, czuwać nad każdą chwilą, wybierać
odpowiednie zajęcia i towarzystwo, a nawet ubranie. Nadzór - tak, ale ciągłe
sprawdzanie - nie. Pewne obowiązki tak , ale wybór zajęć, drogi życiowej -
też nie.
Inaczej proroctwo, ze nastolatek jest okropny spełni się na pewno.