Gość: elka
IP: *.sav.tkb.net.pl
23.11.02, 18:36
przedwczoraj moja córeczka trafiła na dziecięcy oddział chirurgii z
podejrzeniem wstrząsnienia mózgu (spadła z kanapy). Spędziłyśmy tam dobę na
obserwacji - na szczęście wszystko w porządku.
Jednak to co tam widziałam było dla mnie prawdziwym wstrząsem. Obok nas
leżały inne dzieci, które miały pokiereszowane twarze:
dziewczynka - lat 7 - twarz i klatka piersiowa poparzenie 3-go stopnia -
spłonął jej dom, całą noc wołała mamę. Nad ranem dowiedziałam się od
pielęgniarki, że jej mama już nigdy nie przyjdzie - spłonęła żywcem
Ula 2,5 roku twarz obandażowana - ojciec oblał ją kwasem
chłopczyk niespełna 2 lata - buzia zmasakrowana oczy tak zapuchnięte i
krwiste, że z trudem coś widział - nerwowi rodzice. Wyrywał się z łóżeczka,
żeby za wszelką cenę pójść do mamy, która nie zjawiła się w szpitalu ani
razu. Podeszłam do niego, żeby chociaż z nim ot tak porozmawiać i widzę
wyciąga ręce, łapie mnie za bluzkę "mama, mama!!"
To było jedynie na jednej sali, na sali gdzie leżały najmłodsze dzieciaczki.
Jeszcze teraz nie mogę powstrzymać łez, ten widok na długo pozostanie mi w
pamięci.