Dodaj do ulubionych

bez tematu...

IP: *.sav.tkb.net.pl 23.11.02, 18:36
przedwczoraj moja córeczka trafiła na dziecięcy oddział chirurgii z
podejrzeniem wstrząsnienia mózgu (spadła z kanapy). Spędziłyśmy tam dobę na
obserwacji - na szczęście wszystko w porządku.
Jednak to co tam widziałam było dla mnie prawdziwym wstrząsem. Obok nas
leżały inne dzieci, które miały pokiereszowane twarze:
dziewczynka - lat 7 - twarz i klatka piersiowa poparzenie 3-go stopnia -
spłonął jej dom, całą noc wołała mamę. Nad ranem dowiedziałam się od
pielęgniarki, że jej mama już nigdy nie przyjdzie - spłonęła żywcem
Ula 2,5 roku twarz obandażowana - ojciec oblał ją kwasem
chłopczyk niespełna 2 lata - buzia zmasakrowana oczy tak zapuchnięte i
krwiste, że z trudem coś widział - nerwowi rodzice. Wyrywał się z łóżeczka,
żeby za wszelką cenę pójść do mamy, która nie zjawiła się w szpitalu ani
razu. Podeszłam do niego, żeby chociaż z nim ot tak porozmawiać i widzę
wyciąga ręce, łapie mnie za bluzkę "mama, mama!!"
To było jedynie na jednej sali, na sali gdzie leżały najmłodsze dzieciaczki.
Jeszcze teraz nie mogę powstrzymać łez, ten widok na długo pozostanie mi w
pamięci.

Obserwuj wątek
    • ariana_ Re: bez tematu... 23.11.02, 21:15
      Od kiedy sama mam dziecko, nie mogę słuchać takich historii.Teraz też jestem
      zła na siebie ,że przeczytałam ten wątek.Wszystkich w/w rodziców utopiłabym w
      szklance wody bez mrugnięcia okiem."Nerwowi rodzice" - dobre sobie.Tacy to w
      ogóle nie powinni mieć dzieci, a jeśli już , to nie w nerwach tłuką siebie
      nawzajem.Boszszsz...
      • Gość: elka Re: bez tematu... IP: *.sav.tkb.net.pl 23.11.02, 21:50
        my z mężem też chronimy się przed takimi obrazami. W telewizji jak widzę takie
        dramaty to przełączam na inny kanał, w szpitalu ta smutna rzeczywistość mnie
        zdruzgotała, a najbardziej fakt jej powszechności, i mojej bezradności wobec
        wielkiego cierpienia tych dzieci.
        • roseland Re: bez tematu... 25.11.02, 12:05
          Moja córka, kiedy miała 2 latka, weszła na fotel, potem na parapet okienny
          (było to fiu, fiu ... bardzo dawno) i kiedy ja byłam w kuchni widziałam, jak
          spadała z parapetu na podłogę. Czułam jakbym działała w zwolnionym temnpie nie
          zdążając jak upadała. Kiedy ją złapałam, było za późno. Straciła przytomność.
          Na karetkę czekaliśm,y z mężem 2,5 godziny. Kiedy przyjechała, po drodze
          tankowali jeszcze benzynę, a ja sprawdzałam odruchy, czy córka reaguje. Mój
          Boże, moje wtedy krzyki spokały się ze strony lekarza i kierowcy na dziwne
          reakcje z ich strony, bo przecież muszą zatankować, bo nie dojadą. Też na
          szczęście nic nie wykryto, ale wtedy było tak, że matka nie może przyjść na
          oddział, gdzie leży dziecko i kradnąc fartuch lekarski, przekupując ciecia
          zakradłam się i to, co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Wszystkie dzieci
          leżały niemalże całe zabandażowane, a moja córka przywiązana bandażami za
          rączki do łóżeczka, odkryta i tak dalej i tak dalej. Nie umiem rozmawiać z
          lekarzami, pielęgniarkami, którzy twierdzą, że tak dla dziecka lepiej. To
          dobrze, że to było tak dawno ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka