Dodaj do ulubionych

Pomoc w lekcjach

03.12.02, 17:20
Ciekawa jestem czy, ile i jak pomagacie swoim dzieciom w odrabianiu lekcji.
Powiem jak to jest u mnie - mam dwoje dzieci 11 lat syn i 6 lat corka.
Moj syn musi miec przypominane zeby odrobic lekcje, czasem chce zeby Mu cos
wytlumaczyc, podobnie corka. Zawsze jednak Oni sami odrabiaja swoje lekcje,
bo szkola to Ich praca - ja Ich przeciez nie wolam do pomocy w mojej pracy.
Ale moj syn opowiada mi o kolegach z klasy, za ktorych rodzice odrabiaja
lekcje lacznie z np. rysowaniem czego juz calkiem nie rozumiem.
Ostatnio przyszla do mnie sasiadka z prosba zebym napisala jej corce (16 lat)
wypracowanie po francusku, bo Julitka jest taka zajeta innymi lekcjami.
Odmowilam ale zaproponowalam pomoc w doszlifowaniu wypracowania jak juz
dziewczyna napisze sama pierwsza wersje. Sasiadka sie troszke obrazila ale
sama przyznala, ze przyszla prosic Ona, bo podejrzewala, ze Jej corce odmowie
na pewno a Jej moze nie bede miec odwagi. Pogadalysmy troche i moze mi sie
udalo Ja przekonac, ze to nie ma sensu zeby robic cos za dzieci gdy chodzi
o szkole.
Ciekawa jestem na ile to jest powszechne, ze rodzice odrabiaja lekcje za
swoje dzieci albo wlaczaja w to sasiadow czy znajomych. Nie musze chyba
dodawac, ze uwazam to za naganne i pozbawione sensu.
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Pomoc w lekcjach 03.12.02, 17:39
      pomagam, ale nigdy nie robie za nich
      • Gość: dodo Re: Pomoc w lekcjach IP: *.sympatico.ca 03.12.02, 22:58
        chyba zawsze byli tacy rodzice - pamietam niejaka danusie
        boratynska, z ktora chodzilam do podstawowki pol wieku
        temu - jej mama rysowala za nia szlaczki w I klasie a
        potem pisala wypracowania i robila makiety miasta w
        starszych klasach. moj boze, ciekawe co sie dzis dzieje z
        danusia smile
        i przyznam sie bez bicia - raz w zyciu zrobilam cos za
        mojego syna - uszylam indianski kostium dla lalki -
        zlitowalam sie nad biednym lamaga z nitka i igla, mam
        nadzieje, ze duch nauczyciela mi to wybaczy - przysiegam
        na wszystkie swietosci, ze to byl tylko jeden jedyny raz smile
        • Gość: marzena Re: Pomoc w lekcjach IP: *.chello.pl 04.12.02, 01:23
          ja od pierwszej klasy uczylam corke, ze lekcje i inne dodatkowe prace powinna robic
          sama, bo to jej nuczyciel powinien wystawic ocene a nie mi. oczywiscie musialam
          przypomniec, sprawdzic i tyle. ale wiem, ze rodzice robia za dzieci doslownie wszystko.
          w pierwszych trzech klasach nauczycielka zwracala uwage rodzicom aby nie pomagali
          dzieciom, bo ona nie umie wtedy ocenic dziecka. teraz corka jest w piatej klasie i
          nauczyciele nie zwracaja na to uwagi, nawet jesli ewidentnie widac prace zrobione
          przez rodzicow. bardzo mnie zabolalo kiedy corka dostala za zielnik czworke, choc
          bardzo ladnie go SAMA zrobila, a dzieci dostawaly szostki dzieki pracy rodzicow
          (widzialam kilka najladniejszych na wystawie). po tym fakcie, dlugo przychodzila do
          mnie, z prosba o zrobienie za nia (no bo bedzie ladniej) jakiejs pracy dodatkowej.
          nie siedze z nia ani nie odrabiam za nia, jedynie jestem do dyspozycji w razie potrzeby.
          pozdrawiam
          • Gość: agatka_s Re: Pomoc w lekcjach IP: *.acn.pl 04.12.02, 12:04
            Ja też pomagam, choć nie zawsze umiem.

            Jezu, mój syn jest w pierwszej klasie podstawówki a ja nie zwsze rozumiem
            poleceń z jego podręcznika, nie wiem co bedzie dalej (dodam, że posiadam tutuł
            Magistra Uniwersytetu Warszawskiego). Nie mam zbyt długiego doświadczenia w
            sprawie odrabiania lekcji, bo to nawet jeszcze nie pół roku jak synek chodzi do
            pierwszej klasy. Póki co to tylko raz napisałam za niego, ale się
            zdenerwowałam bo pisał i ścierał gumką 6 razy pod rząd ten sam wyraz zjadając
            ciągle to samo "a"...7-go razu nie ździerżyłam.

            Najgorzej jest z jego grą na flecie, nawet jakbym bardzo chciała to mu nie
            pomogę bo ja widzę tylko czarne robaczki. Trudno musi sobie radzić sam jak
            chce być wirtuozem....

            Zgadzam się pomagać tak, Broń Boże wyręczać (nawet kosztem gorszych ocen niz
            konkurencja).
    • Gość: Iza2 Re: Pomoc w lekcjach IP: *.k.mcnet.pl 04.12.02, 12:04
      Moje doswiadczenia sa takie, ze najbardziej pomagaja
      rodzice tym, ktorym to akurat jest najmniej potrzebne.
      Moj syn (1 gimnazjum) usamodzielnil sie juz zupelnie, nie
      wiem co jest zadane, nie wiem kiedy jest sprawdzian.
      Czasem o cos spyta, to odpowiadam. Sama jestem
      matematykiem z wyksztalcenia i kiedy dzieciaki narzekaly,
      ze maja za duzo zadane, to z wielkim entuzjazmem
      proponowalam im, ze to chetnie za nich zrobie, bo
      uwielbiam liczyc zadania z matmy. Patrzyly na mnie jak na
      wariatke i wracaly do siebie... Ale mlodszej wiecej
      pomagam. Jest dyslektykiem, wiec podczytuje jej lektury,
      powtarzam z nia material przed sprawdzianem i sprawdzam
      bledy ortograficzne. Natomiast staram sie nie przejmowac
      odpowiedzialnosci za szkole. Zauwazylam jednak w klasach
      dzieci takie, ktorym nikt nie pomagal, bo to ich
      obowiazek, albo rodzice sa zapracowani, ktore niestety
      nie sprostaly tym obowiazkom i sie zgubily. Teraz
      przechodza z klasy do klasy, ale juz trudno im nadrobic
      material. Nie jestem wiec zwolennikiem Pomagania, przez
      duze P, ale czasem, w szkole podstawowej szczegolnie,
      trzeba czesc rzeczy wziac na siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka