Gość: smutna
IP: *.chello.pl
01.02.03, 14:35
Nie wiem, czy to możliwe, ale odnoszę wrazenie, że mój miesięczny syn
mnie ... nie akceptuje. Nie wiem, w czym leży przyczyna: może w tym, że
opiekuję się nim praktycznie 24 h na dobę (z krótką przerwą dla Taty "po
pracy"), jestem odpowiedzialna za wszystkie przyjemne i mniej przyjemne
zabiegi (wkraplanie witaminy D, ubieranie czapki na spacer, mycie,
zakraplanie oczka, przemywanie ryjka po jedzeniu ... ) Może on kojarzy mnie z
tymi nieprzyjemnymi rzeczami? A może jest po prostu najzwyczajniej mną
zmeczony i znudzony? Może po prostu jestem mało twórcza, a może - wszystko
robię zbyt nerwowo, pośpiesznie, nie tak??? Przykro mi czasem (choć przyjmuję
taką pomoc z radością) gdy widzę jak spokojnie Mały śpi sobie wieczorem na
rękach męża; jak szybko udaje się mu położyć go do łóżeczka, podczas, gdy
mnie udaje się to po 4 godzinach płaczu szamotaniny (i zgaduj-zgaduli: może
pieluszka, może głodny, może spragniony, może spocony, może utulić ....
dodam, że eliminując poszczególne możliwości narażam się na ryk, w razie
nietrafienia w powód: np. niepotrzebnego zajrzenia do pieluchy - mały nie
cierpi odpinania rzepów w Pampersie)Gdzie popełniam błąd? Boję się że dla
tego malucha jestem tylko koniecznością, "przetrwalnikiem" do czasu powrotu
taty czy przyjścia kogoś interesującego...(nowa twarz), że tak w zasadzie to
on mnie wcale nie lubi.Jest mi smutno.Boję się że robię coś nie tak. A
myślałam że wszytko przychodzi tak naturalnie ....