Dodaj do ulubionych

Czy praca domowa jest potrzebna?

22.09.06, 16:14
CZeść dziewczyny,

Mój zerówkowicz chodzi do szkoł niepublicznej. Zajęcia trwają od 8.45 do
15.30, więc dość długo - oczywiście nie są to tylko lekcje "na siedząco" -
jest wf, jedzenie obiadu etc.
Codziennie ma pracę domową - jedno lub dwa ćwiczenia zajmujące ok. 20 minut -
głównie kolorowanie.
Mam wrażenie, że jest zmęczony. Ze szkoły wraca szkolnym busem, jest o 16.45
na przystanku, w domu jesteśmy o 17. Przychodzi, bawi się, za chwilę kolacja
i dobrancka, i wlaściwie widzę, że już mogłoby być wieczorne czytanie i
spanie. A jeszcze powinniśmy wykonywać ćwiczenia zalecone przez ortopedę. Na
razie się nie wyrabiam, obiecałam sobie poprawę.
W związku z tym moje pytanie - jak w tytule. Czy w szkole, a zwlaszcza
młodszych klasach praca domoa jest koniecznością czy to po prostu taki nawyk.
W jednym z artykułów czytałam, że w niektórych szkołach, takż polskich, się
od tego odchodzi. Co sądzicie?
Obserwuj wątek
    • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 16:24
      Moim zdaniem tak.
      Słuzy wyrobieniu dobrych nawyków, oraz utrwaleniu wiedzy zdobytej w czasie
      lekcji. Oczywiście jeżei nie jest jej za dużo.
      Sama jestem mamą trzecioklasisty, i chociaż prace domowę spędzają mi sen z
      powiek i co roku cieszę się kiedy nadchodzą wakacje, to uważam że prace domowe
      są potrzebne naszym dzieciom.
      • nangaparbat3 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 16:28
        jak czytam coś takiego:
        >>
        Sama jestem mamą trzecioklasisty, i chociaż prace domowę spędzają mi sen z
        powiek i co roku cieszę się kiedy nadchodzą wakacje, to uważam że prace domowe


        to mi sie zapala
        czerwone swiatełko i zaczynam sie niepokoić - bo dlaczego prace domowe corki
        miałyby spędzać matce sen z powiek?
        • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 16:51
          Wracam z pracy po 18, a synek czeka na mnie z odrabianiem lekcji
          i dlatego prace domowe spędzają mi sen z powiek.
          I chociaż odrabia te prace sam to potrzebuje "asysty".
          A teraz szczególnie domaga się uwagi, ponieważ ma młodszą siostrzyczkę, i
          trochę jakby się "uwstecznił"smile
          • nangaparbat3 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 17:01
            To faktycznie nie masz lekko.
            • ibulka Re: nangaparbat 22.09.06, 22:51
              nangaparbat3 napisała:

              > To faktycznie nie masz lekko.

              Odniosłam wrażenie, że po stwierdzeniu przez poprzedniczkę, iż synek czeka na
              nią z lekcjami, w twojej odpowiedzi jest ironia...
              Wydaje ci się może, że to ona odrabia lekcje za dziecko, ale zapewniam, że tak
              nie musi być - znam z autopsji sytuacje, kiedy uczeń nie radzi sobie z
              odrobieniem zadania i pomoc lub kontrola rodzica jest potrzebna, czasami nawet
              niezbędna.
          • nchyb Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 17:18
            a czy ktoś inny nie mógłby czasem też poasystować dziecku? Może mąż? Czy kończy
            jeszcze później niż Ty? Bo przydałoby się czasem pokazać dziecku, że pomoc przy
            lekcjach to nie tylko domena mamy...
          • lenka_13 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 25.09.06, 11:53
            akap22 napisała:

            > Wracam z pracy po 18, a synek czeka na mnie z odrabianiem lekcji
            > i dlatego prace domowe spędzają mi sen z powiek.
            > I chociaż odrabia te prace sam to potrzebuje "asysty".
            > A teraz szczególnie domaga się uwagi, ponieważ ma młodszą siostrzyczkę, i
            > trochę jakby się "uwstecznił"smile

            Mam podobną sytuację , syn też z częścią lekcji czeka na nas tylko po to abyśmy
            byli. Lekkcje odrabia generalnie sam,czasami są zadania bardziej rozbudowane i
            wtedy jest potrzebna nasza pomoc.
            Osobiście uważam,że lekcje powinny byc zadawane,bo to wyrabia systematyczność u
            dziecka.
    • roseanne Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 18:01
      u nas na poczatku "kakiery szkolnej"bylo bardzo ciezko z zadaniami tego typu
      syn nie cierpial i nadal nie lubi kolorowania
      policzyc, potrenowac literki to jeszcze

      tlumaczono nam.. glownie jemu - zo to przyzwyczaic do pracy szkolenj, znaczy
      samodzielengo uczenia sie, wyrobienie nawyku do siadania nad zeszytami

      a ze na dlugo przynioslo odwrotny skutk, to juz inna para kaloszy
    • izabellaz1 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 18:47
      We Francji jest nie do pomyślenia żeby dziecko miało zadawaną pracę domową.
      Uważany jest wtedy za kiepskiego nauczyciela, który nie potrafi przekazać
      dzieciom na lekcji wiedzy. Czasem sporadycznie zadaje się ale to wyjątkowo.
      Słyszałam nawet, że niejeden nauczyciel został zwolniony tam z pracy za to, że
      zbyt często zadaw pracę w domu. Tam szkoła jest miejscem nauki. Jeżeli dzieci
      siedzą w szkole od 8 do 15 to praca dodatkowa w domu jest już obciążeniem.
      Myślę, że jest w tym trochę racji bo u nas "przegina" się w drugą stronę.
      • nchyb Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 19:02
        > We Francji jest nie do pomyślenia żeby dziecko miało zadawaną pracę domową
        ale za to we Francji dzieci (poza tymi najmłodszymi przedszkolakami) siedzą w
        szkole (poza przerwą lanczową) od rana do dość późnego popołudnia. Mają czas na
        naukę w szkole, u nas jest tych godzin w samej szkoel znacznie mniej...
        • aka10 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 19:14
          U mnie zadanie jest zadawane z poniedzialku na piatek,zeby mozna sobie bylo
          wybrac,kiedy sie chce odrobic.Zajmuje max. 20 minut.Pozdrawiam.
          • jotka001 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 19:38
            aka10 napisała:
            > U mnie zadanie jest zadawane z poniedzialku na piatek,zeby mozna sobie bylo
            > wybrac,kiedy sie chce odrobic.Zajmuje max. 20 minut.Pozdrawiam.

            Uczę w podstawówce i też tak często robię. Na jakieś bardziej ogólne prace
            (projekty, dłuższe prace pisemne itp) daję dzieciom kilka dni. I co? I nic? I
            tak wszyscy zasiadają do robienia ich jeden wieczór (nawet nie po południu,
            tylko 18-20) przed terminem. To samo z powtórzeniami do testów.
    • klaviatoorka Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 19:55
      to zależy od dziecka i od nauczyciela..
      1.w młodszych klasach często zdarzają się dzieci gorliwe, same proszą o
      dodatkowe zadania, jaką czytankę przeczytać na następny dzień, uwielbiają
      dostawać do domu matematyczne kolowanki z serii "liczę i maluję" i naturalnie
      chcą się potem na forum klasy pochwalić efektami swojej pracy, zdolniejsze i
      ambitne lubią ciekawe zadania w formie krzyżówek, projektów, plątaninek,
      rebusów...
      2.są i takie dzieci, które mają bardzo wolne tempo pracy na lekcji,problemy z
      koncentracją uwagi,lub po prostu gorszy dzień(jak każdy), one powinny dokończyc
      rozpoczęte ćwiczenia w domu (oczywiście w rozsadnej ilości i na poziomie
      dostosowanym do ich możliwości)
      3. w klasach 1-3 zadania nie powinny być skomplikowane,służą jedynie utrwaleniu
      wiadomości i umiejętności zdobytych na lekcji ,np. przeczytanie czytanki (lub
      jej fragmentu) w celu doskonalenia techniki czytania, podkreślenie w czyt.
      wyrazów z "ó",przepisanie STARANNYM pismem kilku zdań, przeliczenie łatwego
      słupka...
      mamuśka może jedynie sprawdzić poprawność wykonanego zadania, np. słuchając
      techniki głośnego czytania swojego dziecka obierając ziemniaki na obiad czy
      malując paznokcie...
    • ibulka Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 22.09.06, 22:49
      Moim zdaniem tak, praca domowa jest potrzebna, jednakże ilość zadań do
      odrabiania w domu jest przesadzona.

      Posłużę się przykładem Jedenastolatka i Piętnastolatki z mojej rodziny.
      W pierwszym przypadku lekcje zaczynają się o 7.30, kończą koło 14.00. Kupa
      zadań domowych z każdego przedmiotu - zadania, wypracowania, rysunki, plakaty,
      prezentacje na informatykę itd. Plus nauka - bo wiedzę trzeba utrwalić, plus
      przygotowanie do kartkówek/sprawdzianów, plus zajęcia pozalekcyjne. A gdzie
      czas wolny? Odpoczynek tylko w nocy... :o(
      Podobnie jest u Piętnastolatki, z tą tylko różnicą, że w 3 klasie gimnazjum
      wszystkiego jest 2 razy więcej niż w 5 szkoły podstawowej...
      • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 25.09.06, 10:08
        Nie wracając juz do przepychanek kto ma lekko a kto niesmile
        Mój synek na prawdę odrabia lekcje sam, tylko potrzebuje żebym była gdzieś w
        pobliżu.
        Są też prace które wymagają pomocy rodziców, my na przykład mamy do zrobienia
        album o puszczy,
        trzeba zebrać materiały, zrobić zdjęcia i odciski drzew w lesie
        i co mam wysłać 9 latka samego na wyprawę do Puszczy.
        Na tą pracę mamy dwa tygodnie więc spokojnie zdążymy.
        Odrabianie lekcji z tatą zazwyczaj nie wychodzi.
        A może rzeczywiście jestem nadopiekuńcza???
        • agatka_s Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 25.09.06, 13:59
          Moim zdaniem, to ze MUSISZ siedziec kolo dziecka jak odrabia lekcje (a on wrecz
          nie zacznie bez ciebie !!), to juz jest symptom ze sa klopoty i ze beda coraz
          wieksze...

          Dziecko powinno przede wszystkim traktowac prace domowa, szkole jako taka,
          pakowanie tornistra itp jako SWOJE obowiazki w ktore rodzic z zasady nie
          ingeruje. Pomoc lub asysta powinny byc wyjatkowe i wyraznie na prosbe
          dziecka. Nie moze byc tak ze dziecko czeka z zaczeciem pracy na rodzicow (bo
          niby jaki jest tego powod ?). Jak dlugo tak bedzie czekac ? Jak bedzie
          studiowac to tez bedziesz siedziec obok ? A czym rozni sie pierwszak od
          studenta ? Co niepozwala mu odrabiac lekcje samemu ? Co takiego musi nastapic
          aby ta sytuacja nagle sie zmienila (powtarzam raz jeszcze, to nie oznacza ze
          nie mozna pomoc jak cos jest wyjatkowo trudne).

          Ja bym natychmiast przeciela jak nozem te praktyki siedzenia razem podczas
          odrabiania lekcji. Poprostu nie i juz. (to troche przypomina mi sytuacje z
          wczorajszego programu Niania, mam tez dla "dobra dziecka" nie umiala mu
          powiedziec nie, a dziecko nie zasypialo bez mamy mimo 3 lat na karku...). Nie
          odrobi raz, nie odrobi drugi raz a za trzecim odrobi bo poniesie juz
          konsekwencje tych pierwszych razow, i szybko sie nauczy ze lekcje to JEGO i
          TYLKO JEGO sprawa.


          A co do meritum, mysle ze drobnme prace domowe maja sens, szczegolnie z takich
          przedmiotow jak matematyka, jezyki-gdzie konieczne jest systematyczne cwiczenie.
          W zerowce i klasach 1-3 raczej bym optowala za minimalizowaniem prac domowych
          na korzysc innych zajec: sport, plastyka muzyka czy poprostu zabawa.

        • daisyka Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 26.09.06, 13:53
          > Są też prace które wymagają pomocy rodziców, my na przykład mamy do zrobienia
          > album o puszczy,
          > trzeba zebrać materiały, zrobić zdjęcia i odciski drzew w lesie
          > i co mam wysłać 9 latka samego na wyprawę do Puszczy.
          > Na tą pracę mamy dwa tygodnie więc spokojnie zdążymy.
          > Odrabianie lekcji z tatą zazwyczaj nie wychodzi.
          > A może rzeczywiście jestem nadopiekuńcza???

          Zdecydowanie nie jesteś nadopiekuńcza i nie musisz się tłumaczyć jak dla mnie.
          Twoje dziecko jest szczęściarzem, że może na Ciebie liczyć i że jeśli czegoś
          nie zrozumie to możecie to przedyskutować albo coś doradzisz.To dodaje mu
          pewności, że się uda.Bo przecież nie odrabiasz za niego lekcji…prawda.
          • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 27.09.06, 09:58
            Zawsze odrabia sam, a ja tylko jestem w pobliżu czasem coś doradzę. Wyniki w
            nauce ma bradzo dobre, również ze sprawdzianów, więc wspólne odrabianie lekcji
            raczej mu pomaga niż szkodzi.
    • ianna Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 25.09.06, 11:06
      Mój synek, również w klasie "O" ma zadawane prace domowe, zwykle są to
      kolorowanki, połaczenie różnych figur itp. no ale zajmuje to czas. Ja sobie
      tłumaczę, że oprócz walorów typu utrwalenie materiału, praca nad rączką, żeby
      łatwiej było pisać w liniach literki to ważny jest ten czas bo wtedy ja i synek
      siedzimy razem i jest to moment absolutnego skupienia na Nim i tym, co robi a
      takie rzeczy łączą.
      • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 25.09.06, 13:14
        Zgadzam sie z Tobą w 100%
        • igge Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 26.09.06, 09:23
          Sama jestem nauczycielką języka obcego i zawsze zadawałam sporo pracy
          domowej... ale teraz kiedy mam swoje dzieci w szkole, wolę kiedy lekcji do
          odrabiania nie mają za dużo. Syn przez 3 lata szkoły nigdy nie wymagał
          siedzenia z nim przy lekcjach. Czasami zapytał o coś babcie lub tatę ale raczej
          sporadycznie. Do konkursów przygotowywał sie także sam. Raz, na koniec trzeciej
          klasy zrobiłam z nim album o wiośnie ale była to sytuacja awaryjna, zapomniał o
          tym i miał do dyspozycji późny wieczór i zero pomysłów. Teraz w 4 klasie,
          wracamy do domu późno bo codziennie basen, lekcje zajmują mu pół godziny,
          nigdy nie muszę mu o nich przypominać. Tornister zawsze pakował sam. Córka, w
          zerówce na razie nic nie ma zadawane do domu. Trochę mnie to niepokoi, że w
          innych szkołach dzieci już w zerówce mają sporo pracy domowej...
    • komunia1 To jest koszmar ale bardzo potrzebne 26.09.06, 13:35
      Dla mnie prace domowe córki są czymś okropnym: wracam do domu o 18.00 jak
      wszystkie pracujące matki i mam jeszcze młodsze dziecko, a mój mąż wraca do
      domu już jak dzieci kładą się spać. Myślę że to dość typowa sytuacja.

      No i gdzie tu czas i miejsce na pracę domową??? Młodsza się drze i przeszkadza,
      bo zmęczona, starsza (też zmęczona) chciałaby się chwilę w domu pobawić, a nie
      tylko o tych lekcjach myśleć.

      Ale nie ma litości. Gdyby nie praca w domu ze mną, córka pisałaby niechlujnie,
      czytała gorzej, a często po lekcji szkolnej nie rozumiałaby niektórych rzeczy,
      pojęć... Niestety, ale podstawową rolą rodzica jest kontrolować czego szkoła
      uczy i czy dziecko się tam rozwija czy tylko uczy się olewania i lenistwa.

      Także prace domowe z dzieckiem odrabiać będę (albo przynajmniej sprawdzać i o
      nich rozmawiać, rozszerzać horyzonty) aż do końca podstawówki, a i w
      gimnazjum/liceum żywo bedę się interesować czego akurat się uczą, sam przy tym
      powtarzać sobie co tam było kiedyś w szkole.
      Chcę, żeby moje dziecko było mądre i widziało świat szeroko, a nie tylko przez
      pryzmat telewizji.

      A oprócz odrabiania lekcji jeszcze musi być czas na rozmowę o zwykłych sprawach
      w szkole i poza nią. Na to też musi być czas. Trzeba to jakoś wykonać pomiędzy
      tą godziną 18.00 a 20.00, radząc sobie w tym czasie również z młodszym
      dzieckiem.
      Cóż, kobieta to takie zwierzę, że wszystkiemu podoła. Damy radę.


      PS. Dobrym wyjściem jest odrabianie lekcji przez dziecko z dziadkami albo
      opiekunką, ale pod warunkiem, że osoby te są tak mądre jak my albo bardziej smile
      Współczuję tylko tym dzieciom, które muszą odrabiać lekcje same albo w
      świetlicy. To mi się nawet nie mieści w głowie. Naprawdę współczuję dalszych
      losów w edukacji.


      PS.2.
      Ze mną mama odrabiała lekcje tylko na początku podstawówki, a potem mnie
      zaniedbała - to był okropny błąd, bo od 4 klasy, kiedy wchodzą trudne
      przedmioty i nowi nauczyciele, wsparcie jest okropnie ważne, bo dzieci uciekaja
      wtedy od pracy... I uczyłam się dobrze tylko do jakiejś 6-7 klasy, potem miałam
      bardzo poważne kłopoty z nauką - przezwyciężałam je dopiero pod koniec liceum.
      A ile wiedzy i ciekawych spraw mnie ominęło, to wie tylko ten, któ uczył się
      cały czas normalnie i pilnowany przez kogoś. Żałuję tych straconych lat,
      mogłabym być mądrzejszą i bardziej wartościową osobą, gdyby nie lenistwo i
      zaniedbania mojej mamy sad Tylko że teraz jest za późno.


      • agatka_s Re: To jest koszmar ale bardzo potrzebne 26.09.06, 13:53
        "Współczuję tylko tym dzieciom, które muszą odrabiać lekcje same albo w
        świetlicy. To mi się nawet nie mieści w głowie. Naprawdę współczuję dalszych
        losów w edukacji"

        Wspolczujesz ? A czemu to ?


        Moj syn zawsze odrabia lekcje sam, i nawet przez mysl mu , ani mnie nie
        przejdzie aby mialo byc inaczej. Odrobienie pracy domowej to zawsze jest jego
        obowiazek numer jeden, i on ma to niejako we krwi ze poki tego nie zrobi to
        nici z innych zajec, a poniewaz zainteresowan ma multum (patrz watek o tym co
        dzieci robia po lekcjach) to lekcje zazwyczaj odrabia migusiem i bardzo
        sprawnie, bo zwyczajnie szkoda mu czasu na takie nudziarstwa jak lekcje. Poki
        co ta metoda sie sprawdza, bo na razie uczy sie doskonale. No i co
        najwazniejsze on ma poprostu duzo czasu na to co go naprawde interesuje, bo
        szkola owszem jest wazna, ale bez przesady nie stanowi ona sensu zycia dziecka
        (a juz z pewnoscia nie stanowi sensu mojego zycia, zebym padajac na twarz po
        powrocie z pracy siadala do lekcji z dzieckiem).


        Czego tu wspolczuc ?


        Ja natomiast szczerze (i tpo przysiegam bez ironi !!!!) wspolczuje mamom ktore
        odrabiaja lekcje z dziecmi, mi by sie poprostu nie chcialo, wole sobie w tym
        czasie poczytac albo nawet popisac na forum. Czy wy mamy odrabiajace lekcje z
        dziecmi naprawde macie na to ochote ?????


        Ja szkole skonczylam juz dawno (nikt nigdy mi zreszta nie pomagal, a czasem to
        rodzice szczegolnie tata nie do konca nawet wiedzieli w ktorej to ja klasie
        jestem _smile))teraz czas na syna, nie na mnie, to on chodzi do szkoly nie ja !
        Oczywiscie jak poprosi to pomoge, ale na tej samej zasadzie ze jak kolezanka w
        pracy mnie poprosi o pomoc to tez jej pomoge cos tam zrobic, ale jej praca to
        jej problem, a jego nauka to jego problem.

        • komunia1 Koszmarny słodki obowiązek 28.09.06, 10:21
          Oczywiście, męczą mnie prace domowe (bardziej mnie niż córkę), wolałabym w tym
          czasie poczytać książkę albo pogadać sobie z dzieckiem o innych sprawach.

          Ale pomoc w lekcjach to podstawowy obowiązek rodziców.
          Oczywiście, są dzieci zdolne, które radzą sobie ze wszystkim same i piszą
          równiutkie literki, ale wtedy też trzeba spędzać z nimi czas.
          Po to, żeby wiedziały, że nauka jest ważna, że mama też tak uważa, że to czemuś
          służy i daje satysfakcję oraz inne korzyści.
          Jeśli Twoje dziecko jest takie najmądrzejsze, to powinnaś pielęgnować jego
          intelekt - przy słówku "Egipcjanin" przeczytać (razem) książkę o Egipcie, przy
          lekcji o ptakach wiosennych otworzyć internet i posłuchać jak śpiewają, przy
          lekcji z matematyki zadać dziecku ciekawe łamigłówki albo zadania trudniejsze
          niż w klasie, może przystąpić do jakiejś olimpiady przedmiotowej, rozwijać i
          jeszcze raz rozwijać, nie zostawiać dziecka samego.

          Czas na zabawę dziecko też ma i wtedy sobie czas samo zorganizuje.
          A czas lekcji dla małego dziecka (do 4-5 klasy na pewno) musi być spędzany z
          kimś mądrzejszym od niego.

          No chyba, że Twój syn, agatko_s, jest mądrzejszy od Ciebie i niczego mu nie
          możesz zaoferować ... ?

          PS.
          Niektóre mamy wpadają w pułapkę "wielkiego intelektu", "wielkich zdolności"
          i "niesamowitości" swojego dziecka.
          Najbardziej współczuję właśnie takim dzieciom.
          Chodzą na taniec, różaniec, karate, malarstwo, fortepian i jeżdżą konno.
          Mamusia jest tak dumna, że dziecko wszechstronne, obyte, można się nim
          pochwalić... A dziecko?
          Dziecko jest znerwicowane (albo będzie), ciągle się spieszy z treningu na język
          francuski, a chciałoby po prostu pokopać piłkę z kolegami, czy śledzić ślimaki
          w ogrodzie. Na pewno będzie mądre i obyte, ale będzie miało duże trudności
          emocjonalne, albo nie będzie umiało samo zorganizować sobie życia.
          Niech dziecko ma jakieś zainteresowania zgodne z jego życzeniem, ale w jakichś
          granicach.
          Nie róbmy z dzieci Eisteinów na siłę i nie spełniajmy swoich niespełnionych
          ambicji tylko dlatego, że teraz akurat mamy na to pieniądze. Do takich mam
          powiedziałabym tylko tyle: same niech się zapiszą na te jazdy konne i na to
          malarstwo, modelarstwo, kung-fu oraz informatykę.

          PS 2.
          Moja córka chodzi na taniec i na basen, myślę, że to w zupełności wystarczy, a
          nawet jest sporym obciążeniem w zestawieniu ze szkołą... Resztę zajęć i hobby
          córka realizuje sam w domu, sama albo z rodziną, mamy czas dla siebie i jak
          jest w domu, to nigdy nie czytam książki. Bo ona jest małym dzieckiem i ja
          jestem jej potrzebna, czy mi się to podoba, czy nie.
          Do 12-13 roku życia dzieci są związane z domem i rodziną, potem i tak wyfruną w
          swoje sprawy. A my musimy dać im solidne skrzydła.

          Współczuje więc małym chłopcom, którzy skrzydła muszą szyć sobie sami.




          • agatka_s Re: Koszmarny słodki obowiązek 28.09.06, 10:54
            Chyba sie kompletnie nie rozumiemy....

            Ja nie mowie o braku "stymulacji intelektualnej" (np poprzez podsuwanie ksiazek
            do czytania, czy dyskutowania na rozne tematy) i nie mowie tez o tym aby
            dziecku nie pomagac jak potrzebuje, nie mobilizowac, nie czuwac itp itd-czyli
            nie mowie o tym aby dziecko mnie rodzica programowo nie obchodzilo.

            Jestem za tym aby "byc z dzieckiem" w jego szkolnym zyciu, ale jednak ciut z
            boku-jako tzw instancja ostateczna.


            Jestem natomiast zdecydowana przeciwniczka tego , aby "obowiazek szkolny"
            zostal przeniesiony z dziecka na rodzica. I tu nie chodzi o to jak ten
            obowiazek jest spelniany-dobrze, zle-istotne aby byl on obowiazkiem dziecka,
            nawet na poziomie nas "idealnych rodzicow" nie zadawalajacym. Moim zdaniem
            duzo istotniejsze jest aby dziecko bylo samodzielne, odpowiedzialne i
            traktowalo szkole jako swoj obowiazek, niz to jakich to nowych wiadomosci sie
            nauczy, jaka ocene dostanie itp itd.

            Dla mnie duzo istotniejsza wartoscia jest to aby syn wyrosl na
            odpowiedzialnego, samodzielnego ambitnego i rzutkiego czlowieka niz zeby umial
            wymienic wszystkie najwyzsze szczyty W Ameryce Poludniowej (bo tych szczytow i
            tak predzej czy pozniej sie nauczy, jesli beda mu potrzebne, ale tego aby dawac
            sobie rade w zyciu samodzielnie i odpowiedzialnie moze nauczyc sie tylko teraz,
            pozniej to jua "musztarda po obiedzie": jak pojdzie nawet na najlepsze studia a
            nie bedzie samodzielny i odpowiedzialny za siebie, to te studia i tak psu na
            bude...)

            Dlatego dla mnie, mamy ktore swiadomie i celowe uzalezniaja wykonywanie
            obowiazkow szkolnych dziecka od swojej obecnosci (bo to nie dziecko wpadlo na
            taki pomysl ze mama musi siedziec obok, to mamy maja taka nieposkromiona obawe
            ze "dziecko sobie nie poradzi" i dlatego siedza obok, powoli uzalezniajac
            dziecko od swojej obecnosci (bo dzieciak jest cwany, wiadomo ze z mama jest
            latwiej, to czemu nie...). Mamy kontroluja, sprawdzaja a bardzo czesto
            poprostu niepostrzezenie biora na siebie odpowiedzialnosc. To mama przypomina
            ze tornister nie spakowany, to mama przypomina ze wiersz na jutro, to mama
            tlumaczy polecenie i mowi co i jak ma byc zrobione, i zanim sie spostrzezemy to
            mama de facto chodzi do szkoly, a dziecko troszke jak robocilk robi to co powie
            mama itp itd-takie mamy oprocz tego ze sobie robia krzywde (bo moglyby w tym
            czasie zajac sie soba !) robia krzywde swoim dzieciom).

            Moje dziecko jest w klasie 5, i powiem z doswiadczen ze chodzenie do szkoly
            przez mame jest praktycznie mozliwe do 2 klasy, no czasem do 3 klasy jesli mama
            jest super ambitna albo np nie pracuje. Potem to sie poprostu i tak nie daje,
            bo mama powoli i tak "wypada z gry", poprostu tych lekcji jest zbyt duzo, sa
            coraz trudniejsze i poprostu zwyczajnie nie da sie (chyba ze nic innego sie nie
            bedzie robic).

            No i przychodzi np 4 klasa, gdzie dodatkowo zmienia sie system nauki, sa
            przedmioty, kartkowki, klasowki, pytanie przy tablicy-i nagle okazuje sie ze
            dzieciak ma sliczny, wycwiczony charakter pisma i bardzo ladnie czyta, ale nie
            umie sie uczyc, nie umie zapanowac nad iloscia obowiazkow, nie umie byc
            samodzielny...

            Dlatego powiem raz jeszcze: Mama niech dla dobra dziecka zostawi lekcje
            dziecku, bedzie z tego duzo wiecej pozytku, niz z tego ze dzieciak szybciej niz
            koledzy opanuje tabliczke mnozenia a literki wycwiczy do perfekcji...


            To jest moje zdanie.

            A co do mojego syna:

            Moj syn ma wlasne zainteresowania-i nie sa one zorganizowane, on poprostu jest
            bardzo samodzielny w swoich zainteresowaniach, ale mysle ze wlasnie dlatego ze
            ja zawsze dazylam aby taki byl. Z zajec zorganizowanych chodzi tylko na chor.

    • sophie05 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 26.09.06, 14:36
      Sama żyję tym dylematem od początku roku szkolnego. Po wielu rozmowach z innymi
      mamami stwierdziłam, iż odrabianie lekcji częściej bywa problemem dla rodziców
      niż dla samych dzieci. Moja córka obecnie jest w II klasie. Odkąd zaczęła
      naukę, praktycznie w tygodniu nie mamy możliwości załatwić czegokolwiek po
      południu, gdyż wiedomo, prace domowe. Jak już odrobione , to wiadomo iż lepiej
      gdy wyjdzie na plac zabaw czy też spędzi czas. tak jak lubi. To ja czuję się
      bardziej uwiązana niż ona sama. Trzeba być obok, coś podpowiedzieć, obok
      szaleje malutka siostrzyczka, która też przecież wymaga stałego kontrolowania.
      NArzekam ja , a nie moje dziecko. A lekcji ma bardzo dużo. Mimo iż nie ma
      problemów z nauką, jest chętna do pracy, spędza w domu nad lekcajmi min.
      godzinę. Ja jednak widzę iż już to procentuje. Do klasy doszła teraz dwójka
      dzieci z klas równoległych , i pojawiły się u nich problemy z pisaniem. Rękę
      mają zupełnie nie wprawioną. A to dlatego że jak my pisaliśmy codziennie po ok
      15 linijek, to one jedną. I bardzo ważna sprawa, to kwestia nauczyciela. Nasza
      pani choć wymaga to ma w sobie "coś" co niesamowicie dzieci motywuje, zachęca
      do pracy. One naprawdę chcą się uczyć, chcą coś robić. Potrafi ich
      zainteresować do wszystkiego. Widzę przez ten rok niesamowite zmiany w córce.
      Chce pracować, chętnie słucha, zapamiętuje. Ale to kwestia znakomitego
      podejscia nauczycielki. Wszystkim rodzicom życzę aby spotkali na swej drodze
      takiego pedagoga. I jeszcze rada przekazana nam rodzicom właśnie przez naszą
      nauczycielkę. Przy dziecku trzeba czuwać. Przeczytać z nim polecenie, omówić
      je. Resztę robi dziecko. Potem sprawdzić zadanie razem i poprawić błędy.
      • akap22 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 27.09.06, 10:02
        My w poprzednich klasach mielismy rewelacyjna Pania od angielskiego, zawsze
        było sporo zadane, do tego trzeba było sie uczyc piosenek wierszyków, zajmowało
        to czas ale dawało rewelacyjne rezultaty.
        W tym roku Pani odeszła z naszej szkoły, nowa Pani raz zadała mikroskopina
        pracę domową. Obawiam się, że efekt takiej nauki języka bez pracy w domu będzie
        opłakany.
        • mag-ia1 Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 28.09.06, 10:40
          a co z pracami domowymi,których nikt nie sprawdza?
          Pani od matematyki w szkole mojego syna /6klasa/ od początku roku szkolnego nie
          sprawdziła żadnej pracy domowej, a zadaje ich mnostwo i są to zwykle zadania
          trudniejsze niż dzieci robią na lekcji.
          • agatka_s Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 28.09.06, 11:02
            mag-ia1 napisała:

            > a co z pracami domowymi,których nikt nie sprawdza?
            > Pani od matematyki w szkole mojego syna /6klasa/ od początku roku szkolnego
            nie
            > sprawdziła żadnej pracy domowej, a zadaje ich mnostwo i są to zwykle zadania
            > trudniejsze niż dzieci robią na lekcji.


            Ja bym na zebraniu poprosila pania aby te zadania od czasu do czasu sprawdzila.
            U nas zadania domowe z matematyki tez nie sa sprawdzane, sa natomiast regularne
            kartkowki (1 ,2 krociotkie zadania) z zadan prawie identycznych jak te domowe-
            to chyba dobry sposob.



        • verdana Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 28.09.06, 10:51
          Jestem za zadawaniem do domu, ale w bardzo umiarkowanych ilościach.
          W najmłodszych klasach potrzeba dziecku wprawy. Musi troche poczytać czy
          popisac w domu, nauczyć się wierszyka na pamięć, czy powtórzyć tabliczkę
          mnożenia. Nie ma takiej możliwości, by to wszytsko zrobiło w szkole. Ale nad
          lekcjami nie powinno spędzać dużo czasu - nawet jesli czegoś się nauczy, to
          zniechęci sie do samego procesu uczenia się. A to niedobrze.
          W wyższych klasach, szczególnie w szkołach ponadpodstawowych zaczyna sie
          horror. Nie jest możliwe samodzielne odrobienie wszystkiego (poza dziećmi
          niezwykle zdolnymi, albo tymi, ktore rezygnują całkowicie z wszystkich innych
          zajęć). Ta ilość zadań domowych uczy w pierwszym rzędzie oszukiwania i
          kłamstwa, spisywania lekcji na przerwach, ściągania z internetu. Czyli jest to
          najlepsza szkoła oszustwa.
          Uważam też, że zadaniem rodziców jest pomóc dziecku w lekcjach, kiedy tego
          potrzebuje. Natomiast wspólne odrabianie lekcji jest z kilku względów (poza
          pierwszymi miesiącami w szkole, gdy uczymy dziecko "jak się uczyć") bardzo
          niewłaściwa. Po pierwsze, przerzuca obowiązek pamiętania i przygotowania lekcji
          z uczniów na rodziców. Po drugie - uczy lenistwa umysłowego - po co po raz
          czwarty liczyć zadanie, albo szukać w książce odpowiedzi, skoro u boku siedzi
          mama, ktora pomoże? Po trzecie - wyniki, jakie osiąga dziecko nie są jego
          wynikami - tylko wspólnej pracy. Ani to uczciwe wobec dzieci pracujących
          samodzielnie, ani wobec własnego dziecka. Piatkę dostaje bowiem za pracę nie w
          pełni samodzielną.
          Z doświadczenia wiem, że siedzenie z dzieckiem nad lekcjami dzeiń w dzień
          procentuje w szkole podstawowej. Łatwiej o dobre oceny, o czerwony pasek. Ale
          źle wróży samodzielnej nauce w gimnazjum i liceum - można się spodziewać
          gwałtownego załamania. No chyba, ze wspólnie będzie się pisalo z dzieckiem
          nawet prace magisterską.
          • aedo Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 10.10.06, 23:30
            Naprawdę jest aż tak źle? Ja chodziłam do szkoły parę lat temu i prawie zawsze
            miałam lekcje odrobione, a o internecie nawet nie słyszałam. Teraz sama uczę w
            szkole i zauważam dziwną prawidłowość: jeśli zadam np. 3 zadania, to większość
            ma odrobine; jeśli zadam 1 - pół klasy mówi, że nie ma, bo zapomniało. Po
            prostu, jak jest mało, to zapominają, że było cokolwiek...
    • alagodz Re: Czy praca domowa jest potrzebna? 06.10.06, 10:52
      Dziecku zdolnemu i dziecku mniej zdolnemu, a zwaszcza powolnemu powinny być
      zadawane chyba inne prace. Po odrobieniu przez córkę wszystkich kolorowanek to
      jestem taka wściekla na szkolę, że mam ochotę granatem rzucać.Dwie godziny w
      pierwszej klasie to jest malo, żeby wszystko dokladnie jak to ona pokolorowala.
      I w końcu jej mówię ,żeby nie bylo tak dokladnie, bo już późno.religia
      angielski i zintegrowane wszystko jedna wielka cholerna KOLOROWANKA.
      Marcinowi ksiądz się wpisal, że "dziecko nie pracuje"(IIklasa), a ja mam ochotę
      napisać "i bardzo dobrze", chociaż akurat Marcin powinien ćwiczyć rękę. Ale
      jakby się zacząl mnie pytać o kolor wlosów Matki Boskiej to bym go walnęla.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka