Dodaj do ulubionych

Mój syn jest moim życiem

IP: *.czaplinek.sdi.tpnet.pl 10.04.03, 18:42
Właściwie to nie jest to nic nowego, stwierdzić że "twój syn jest twoim
życiem". W tej prostocie jest jednak wielka głębia miłości rodzicielskiej.
Bardzo odmienił mnie mój syn, poznałem co to prawdziwa odpowiedzialność,
troska, ale również zmęczenie, nerwy, bezsilność i... cudowna radość z
uśmiechu dziecka. W zasadzie przez pierwsze 2 miesiące sam byłem z dzieckiem,
teraz gdy mój syn ma 3 lata jest moim szczęściem, nadzieją i radością - jest
dla mnie "innym światem", całkiem innym niż nasza zagoniona coddienność. Przy
nim odpoczywam po powrotach do domu. Warto jest żyć dla dziecka chociażby dla
słów "tato kocham cię", wtedy wiem że mam dla kogo żyć

Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: Mój syn jest moim życiem 10.04.03, 19:28
      To cudnie, ze dane Ci tak to odbierać - mam wrażenie, że nie wszyscy ojcowie
      (matki zreszta też niekoniecznie) uświadamiają sobie wagę cudu, który
      wydarzył się w ich zyciu. Bardzo podobnie jak Ty ojcostwo przeżywam swoje
      macierzyństwo (czesto tez trudne, jak kazde rodzicielstwo). Od siebie
      dodałabym jeszcze, że pozwoliło mi ono poustawiac sobie w życiu hierarchię
      róznych spraw, tak naprawdę dopiero ono nauczyło mnie godzić się FAKTYCZNIE (a
      nie czysto deklaratywnie), że w zyciu stale wybieramy, że zawsze jest "coś za
      coś".Pozdrawiam piękny Czaplinek, do którego mam sentyment
      Mary_ann
    • Gość: Patrycja Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.04.03, 04:53
      No to dzieciak ma szczescie w zyciu majac takiego ojca. Gratulacje.
    • Gość: Iza Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.introl.pl 11.04.03, 09:52
      To piękne co napisał Tato, podpisuję się też pod tym co napisała mary_ann.

      Dla mnie macierzyństwo jest najpiękniejszą i najważniejszą rzeczą jaka mnie w
      spotkała. A nasza córeczka zarówno dla mnie jak i dla mojego męża jest naszym
      życiem.
      • Gość: Tato Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.czaplinek.sdi.tpnet.pl 11.04.03, 12:34
        Kochamy nasze dzieci i dla nich żyjemy, one czują się bezpieczne, czują naszą
        miłość - to piękny "stan", ale jak sobie wytłumaczyć dramat dzieci np w Iraku w
        Korei lub gdzieś indziej na świecie. One nie mają nikogo, żyją w ciągłym
        strachu, a nawet już w wieku kilku lat (tak maja dzieci np w Korei - był kiedyś
        taki film) muszą same się o siebie troszczyć. Nie daje mi to spokoju i jakoś
        nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego. A wy...?


        • Gość: Monika Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.vectornet.pl 11.04.03, 14:10
          Oto rozmowa, jaka odbyla sie tuz przed wybuchem wojny w Iraku, pomiedzy mna a
          moim siedmioletnim synem, przy obiedzie (przytaczam w skrocie, chodzi o sens):

          - Mamo, ja nie chce umrzec i lezec w grobie
          - Skad ci to przyszlo do glowy?
          - Bo siostra na religii powiedziala, ze bedzie wojna i ze beda umierac ludzie i
          zeby sie za nich modlic
          - Mozliwe, ale ta wojna bedzie daleko od nas, nic nam nie grozi
          - A czy beda zabijac tez dzieci?
          - Nie, na wojnie walcza raczej dorosli ludzie
          - A czy ci ludzie maja dzieci?
          - Na pewno maja
          Po dluzszym milczeniu:
          - Wiesz, mamusiu, to juz lepiej, zeby ginely dzieci, a nie dorosli.
          - Dlaczego tak uwazasz?
          - Bo jak potem te dzieci beda zyly bez rodzicow?

          Tak widzi swiat dziecko w wieku 7 lat (dodam, ze bardzo wrazliwe, czasem az za
          bardzo...).Nawet nie potrafie sobie wyobrazic, co czuja tamte dzieci...
          • Gość: Tato Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.czaplinek.sdi.tpnet.pl 11.04.03, 15:13

            ...cały tragizm jest zawarty tutaj w wypowiedzi twojego siedmioletniego
            dziecka. Chyba lepiej w ogóle nie mysleć nad tym zbyt głęboko bo człowiek się
            zadręczy, a i tak w zasadzie nic nie zrobi
            • Gość: Monika Re: Mój syn jest moim życiem IP: *.vectornet.pl 11.04.03, 17:30
              Fakt, nic się nie zmieni, ale myslenie o takich tragediach pomoglo mi
              uswiadomic sobie, ze jestem szczesliwa. Nie martwie sie tym, czy jutro bede
              miala dac co dziecku jesc, czy bede miala dach nad glowa i czy w ogole bede
              jeszcze zyc. Nie placze z bezsilnosci, ze nie mam jak ochronic swoich dzieci, w
              sytuacji, gdy nigdzie nie jest bezpiecznie i nie ma dokad uciec. Siedze sobie w
              cieplutkim domku i czytam o dzieciecych zupkach, kupkach, alergiach i tym
              podobnych problemach, ktore teraz wydaja mi sie takie male, niewazne w
              porownaniu z ogromem ludzkiej tragedii. I ciesze sie, ze mam takie problemy.
              Tak, jestem szczesciara...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka