Dodaj do ulubionych

Wymyślony przyjaciel

16.04.03, 13:40
Ciekawi mnie, czy Wasze maluchy mają, bądź miały takiego przyjaciela?
Ostatnio, porządkując rysunki mojej już 6-letniej córki natknęłam się na całe
sterty portretów jej wymyślonego przyjaciela. A już o nim prawie
zapomniałamsmile). Fajny był ten przyjaciel, miał ogromny brzuszek, okrągłe
oczy, podłużne rączki i nóżki a na główce jeden loczek. Miał oczywiście swoje
imię wymyślone przez córkę: Kobak, czasem obok Kobaka pojawiał się jego
przyjaciel Mundak (bardzo podobny zresztą), a już sporadycznie trzeci Sid.
Swego czasu Kobak był wszędzie, na każdej kartce, do której dorwała się moja
mała, na chodniku wyrysowany kredami, jego kształt układał się z chmurek na
niebie, tworzyły go dwa klocki połączone ze sobą itp. Kobak był bohaterem
każdej zabawy, czy historyjki opowiadanej przez moją córkę. Szkoda, że już
odszedłsad. Ciekawe, czy moja młodsza też kogoś takiego wymyśli?smile
Obserwuj wątek
    • ydorius Re: Wymyślony przyjaciel 16.04.03, 14:15

      "Mama"

      Kiedy byłam mała, wymyśliłam sobie swoją przyjaciółkę. Była ode mnie większa i
      mądrzejsza i wszystko jej się właściwie układało, podczas, gdy mi się często
      psuło. Potrafiła lepiej ode mnie rysować, potrafiła mnie zawsze pocieszyć. Była
      wysoka i piękna, chciałam bardzo zostać taka jak ona, gdy dorosnę. Pocieszała
      mnie, że tak właśnie kiedyś będzie. Najbardziej ze wszystkiego zachwycały mnie
      jej palce, były piękne i długie i mogłam patrzeć godzinami, jak zmywa naczynia,
      czy nastawia wodę na herbatę. Chciałam ją nazywać swoją mamą, ale nie mogłam,
      bo przecież jedną mamę już miałam. Tę, która zawsze chodziła w czerwonym
      swetrze i się uśmiechała do mnie pięknym uśmiechem i która mi mówiła różne
      rzeczy.
      Mama czasem się pytała, z kim rozmawiam, a ja wtedy przedstawiałam je sobie,
      ale chyba nie widziały się nawzajem. Nie podawały sobie rąk kiedy trzeba i w
      ogóle omijały, a jak wpadały na siebie, to jakby jednej albo drugiej nie było.
      Opowiadałam często mojej przyjaciółce, jak to jest dziwnie z taką mamą, a ona
      patrzyła na mnie takim wzrokiem i przykucała przy mnie i mówiła, że kiedyś będę
      musiała z jednej z nas zrezygnować, bo nadchodzi taki moment, że się w oczach
      coś przestawia i już nie można widzieć wszystkiego na raz. A ja wtedy płakałam
      i rzucałam się jej na szyję i mówiłam, że wcale nie chcę jej stracić, a ona
      mówiła, że jej nigdy nie stracę, że zawsze przecież będzie ze mną, że...
      Miała rację. Któregoś dnia obudziłam się na łóżku i wiedziałam, ze
      sobie poszła. Moja mama, ta w czerwonym sweterku, ta, która nie potrafiła nic
      narysować, i tylko się uśmiechała – zniknęła. Nie wiem gdzie ani dlaczego. Ale
      ona pozostała. Długopalca, piękna, wymyślona, moja prawdziwa i jedyna mama.
      Przez jakiś czas brakowało mi tamtej, naprawdę. Tego bezradnego uśmiechu i
      czerwieni dookoła, gdy przechodziła koło mnie, albo przykucała na chwilę. Ale
      później pomyślałam sobie, że musiałam ją po prostu wymyśleć, że nie można mieć
      dwóch mam i ta, która została jest prawdziwa, a tamta wymyślona... I tylko
      czasem nocą moje sny wędrują do pierwszych dni mojego życia. Otwieram oczy i
      widzę twarz nad sobą pochyloną... Tylko nie wiem czyją...

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka