roczny junior, słońce i wiatr

IP: 213.231.15.* 17.04.03, 09:35
Wielką przyjemność sprawia mi obserwacja zachowań juniora (1 rok).
Szczególnie teraz kiedy jest ciepło i po południu wychodzimy na spacer do
parku. On jest wręcz zafascynowany tym co dookoła niego. Śmieje sie krzyczy,
macha raczkami, mówi tym swoim ciekawym jezykiem, zaczepia inne dzieci, lgnie
do nich, a jednocześnie nie ma wnim agresji, nie chce nikogo szarpać, wkładac
palców do oczu. Bliski kontakt, usmiech i to gadu, gadu jest dlaniego
najważniejsze. Uwielbia psy, krzyczy gooool kiedy widzi dzieci grajace w
piłkę (nauczył sie tego ode mnie bo widzi jak oglądam mecze w tv). Jednym
słowem 100% otwartości. Chciałbym aby wzrastał z takim profilem na życie, ale
zastanawiam sie też czy:
Stanie sie kiedyś tak, że straci tę ufnośc i otwrtość ?
Jeśli tak to, co moze spowodowac coś takiego ?
Co powinienem robić, na co zwracać uwagę, by samemu go z tego nie obedrzeć?
...i w ogóle jakie jest wasze zdanie na ten temat w oparciu o wasze
doświadczenia rodzicielskie i nie tylko.
    • Gość: Iza Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: *.introl.pl 17.04.03, 12:13
      Taka ufność malucha jest rozbrajająca i słodka. Spontaniczne reakcje jak
      najbardziej - choćby radocha mojej córci ze znalezienia pierwszej biedronki
      tej wiosny, kiedy całe moje osiedle o tym słyszało (mama oć, jaka cudna
      biedonka, pospies sie, bo ucieka"), gonitwy fal na plazy w zeszłym roku ("mama
      uciekaj, moze mnie atakuje"). Czy żywa reakcja w sklepie zoologicznym.

      Myślę, że to my rodzice w pewnym stopniu ją właśnie kształtujemy własnym
      zachowaniem oraz tym co mówimy, choć trochę nieufności moim zdaniem jest też
      jak najbardziej wskazane. Naszej prawie 3 letniej córeczce udało nam się już
      zakodować:

      - nie zaczepia się (tzn. nie wyciąga rączki, nie głaszcze) obcego psa. Psiak
      dziadków owszem jest do głaskania, przytulania, ale dlatego, że znajomy, znany
      i niegroźny (także czysty, odrobaczony i zdrowy). Obcy nie wiadomo. Nie jest
      to zasada - trzeba się bać, bo córa się nie boi, lecz ostrożności, pewnych
      rzeczy nie wolno i już.

      - to samo dotyczy obcych ludzi, nie bierze się nic od obcego (ciasteczek,
      zabawek etc.), nawet gdy są mili. Nie wolno iść samemu z obcym (często
      spotykam się z zachowaniem, o jaka ładna dziewczynka masz ciasteczko, albo
      chodź ze mną to ci coś pokażę, np. na placu zabaw, w sklepie). Takie reguły
      wprowadziliśmy z mężem i je egzekwujemy. Ludzie są różni i pewna doza
      nieufności nie zaszkodzi, a może ustrzec dziecko przed złymi osobami.
      • Gość: astinger Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: 213.231.15.* 17.04.03, 12:24
        A jak sądzisz czy ona potrafi sobie z tym radzić tzn. czy wiedzac czego nie
        powinna robić dla bezpieczeństwa nie stała sie równiez nieśmiała czy nieufna
        równo dla każdego?
        Temat podjąłem też dlatego, że czasem widze dzieci które sa w wieku mojego
        juniora i nie pozwalaja sie dotknac nikomu, lub w kontaktach z innymi maluchami
        lepiej byłoby im zakuć łapki w kajdanki bo jak nie przyłożą komuś to tak jaby
        nie nawiazały kontaktu. Nie robie tu uogólnień, a po prostu przytaczam
        konkretne przykłady.
        • Gość: Iza Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: *.introl.pl 18.04.03, 10:16
          Myślę, że sobie radzi, łatwo nawiązuje kontakty z rówieśnikami, jest osóbką,
          która odda zabawkę niż ją zabierze innemu dziecko (to też nie jest zbyt dobre,
          bo czasem martwię się jak nauczyć ją asertywności), ale to w stosunku do
          dzieci. Jest też bardzo opiekuńcza, spokojna i raczej "przywódcą bandy" nie
          będzie. Ale to kwestia charakteru.
          Do obcych dorosłych zachowuje rezerwę, do "znajomych" obcych już nie, np. pani
          w znajomym sklepie jest witana entuzjastycznie, ale częstowana do jedzenia nic
          od niej nie weźmie, za rączkę też z nią nie pójdzie. Ma ulubionych sąsiadów, z
          którymi rozmawia, i jest śmiała. We wtorek byliśmy u dentystki, którą widziała
          pierwszy raz, nawiązały świetny kontakt, na koniec podała rękę na do widzenia,
          ale już nagrody za dzielność nie wzięła bez oporu, spojrzała na mnie czy może
          brać od obcej osoby. Po akceptacji wzięła (potem tłumaczyłam, że jeśli mama,
          tata lub babcia są w pobliżu i pozwalają to można). Myślę, że jeszcze wiele
          wyjaśnień nas czeka i różnych sytuacji, ale lepiej niech odmówi kilkanaście
          razy (dorosły zrozumie powody), niż miałabym potem tego raz żałować.
    • ariana_ Re: roczny junior, słońce i wiatr 17.04.03, 13:28
      Ja też się nad tym zastanawiałam, dlaczego niektóre
      dzieci uśmiechają się do wszystkich, ufnie podchodzą do
      obcych, dają chętnie swoje zabawki innym dzieciom ( i
      równie chętnie zabierają zabawki innych dzeci), całują i
      głaszczą wszystkie stworzenia duże i małe a inne -
      uciekają z krzykiem do mamy, popychają dzieci ,
      wydzierają im ich zabawki z rąk i za skarby świata nie
      dadzą swoich do zabawy. Moja córka (niecałe 17 m-cy)
      należy do gatunku I a jej kolega ( prawie rówieśnik) -
      do gatunku II. Z czego wynikają tak różne zachowania
      dzieci? Fajnie ,że ktos założył ten wątek.
      • Gość: Iza2 Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: *.k.mcnet.pl 17.04.03, 13:35
        A nie widzialas nigdy matki w parku czy w poczekalni
        wieczne pokrzykujacej na swojego bobasa. Nie wierc sie,
        nie choc tam, nie dotykaj, usiac, zobaczysz zaraz sie
        przewrocisz... I tak w kolko, bez sensu najmniejszego. Z
        tego wyrasta dzieciak albo agresywny, albo nieufny.
        • ariana_ Re: roczny junior, słońce i wiatr 17.04.03, 13:41
          Widziałam. I myślisz ,że to jest ta przyczyna?
          • Gość: Iza2 Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: *.k.mcnet.pl 17.04.03, 13:54
            Mysle, ze jedna z. Jezeli taki malec ciagle slyszy jakies
            historie zywcem z filmu grozy wziete, a jemu tak na
            prawde nic sie nie dzieje to przewaznie je konsekwentnie
            ignoruje. Ale czesc wrazliwych dzieci, szczegolnie
            dziewczynek w koncu zacznie sie wszystkiego i wszystkich
            bac. Z drugiej strony dzieciak zewszad otoczony nakazami,
            zakazami i zwracaniem uwagi robi sie agresywny (ja sama
            mam ochote wybuchnac jak widze takie akcje). Kiedys
            czytalam, ze malemu dziecku nalezy zakazac kilku
            podstawowych spraw, na prawde niebezpiecznych dla jego
            zycia, a reszty niech doswiadcza sam, bo tylko tych pare
            jest w stanie ogarnac.
            Ale na pewno ufnosc, niesmialosc jest pewna cecha
            charakteru, na ktora nie zawsze mamy wplyw. Czesc dzieci
            ma tak, a czesc inaczej i tyle. Z drugiej strony sama mam
            dzieci nie lubiace nawiazywac kontaktu z nowymi osobami.
            Ciagle sie zastanawiam gdzie i jaki blad popelnilam,ze
            mam takie "dzikusy"
            • ariana_ Re: roczny junior, słońce i wiatr 17.04.03, 14:03
              Może i racja. Mama tego naszego małego kolegi ciągle za
              nim biega i pokrzykuje, że nie wolno. A z drugiej strony
              chłopczyk włazi tam gdzie właśnie mu nie wolno, bierze
              do rąk rzeczy zakazane i popycha dzieci. Mama na niego
              krzyczy i koło się zamyka.
          • iwona3 Re: roczny junior, słońce i wiatr 17.04.03, 14:17
            Ja też tak myślę, że to jest ta przyczyna. Dziecko z agresją się nie rodzi,
            dziecko agresji się uczy. Podobnie nieufności - tak, jak człowiek dorosły
            będzie się trzymało z daleka od ludzi, którzy jego zaufania nadużyli. Albo od
            ludzi w ogóle. Otwartość na świat zniknie badrdzo szybko, już po pierwszych
            poważnych wizytach w piaskownicy, kiedy to niewiele większy człowiek wyrwie mu
            łopatkę z ręki. Następnym razem poszkodowany będzie próbował przećwiczyć to na
            innym dziecku i proces uspołeczniania rozwinie się w pełni. Tego nie da się
            powstrzymać.
            Natomiast, jak napisała Iza, znacznie większym zagrożeniem są ludzie zdolni
            wyrządzić dziecku krzywdę. Oni nie niszczą w dziecku otwartości, oni niszczą
            człowieka. Wiecznych pokrzykiwań, słownego poniżania, bicia i innych form
            agresji mały człowiek nie zapomni nigdy. Dlatego uczenie ostrożności w stosunku
            do pań (panów) częstujących ciasteczkiem czy próbujących głaskać po głowie
            powinno być standardem.
            Iowna
            • mam-darynka Re: roczny junior, słońce i wiatr 17.04.03, 16:58
              Czy ogolnie rozumiane zaufanie do ludzi jest naprawde ta cecha charakteru,
              ktora chce sie w dziecku ksztalcic? To jest zapewne pytanie jakie kazdy rodzic
              powinien sobie zadac. Podobnie zreszta jak na temat tylu innych cech
              charakteru: uczciwosci, odpowiedzialnosci, rozsadku, odwagi, pracowitosci,
              konsekwencji, systematycznosci - dopiszcie sobie, co chcecie i ile chcecie :o)
              Kazda z tych cech bywa i pozytywna, i negatywna w zaleznosci od okolicznosci -
              czlowiek zbyt uczciwy moze byc postrzegany jako naiwny i latwowierny, zbyt
              odpowiedzialny jako pragnacy wszystko kontrolowac, zbyt rosadny jako pozbawiony
              fantazji, zbyt odwazny jako ryzykant, zbyt pracowity jako nieznajacy umiaru lub
              nieumiejacy cieszyc sie zyciem, zbyt konsekwentny jako uparty, zbyt
              systematyczny jako milosnik rutyny - to tak tylko dla przykladu.
              Dlatego ja mysle, ze najwazniejszy jest zloty srodek - bardzo trudno jest go
              wywazyc ale o niego chyba chodzi w wychowaniu. Zeby nie kiwnac tego wahadla za
              daleko w zadna strone.
              Mam nadzieje, ze powyzsze jest jednak na temat watku :o)
              Masza
              • Gość: astinger Re: roczny junior, słońce i wiatr IP: 213.231.15.* 18.04.03, 08:37
                To w takim razie powinniśmy zrobić jedno podstawowe załozenie że nasze dziecko
                najwiecej przejmie od nas, czy tego chcemy czy nie, i tak samo jak bacznie
                obserwować rozwój malucha, tak samo powinniśmy obserwować również i siebie.
                Jeśli jednak w iluś tam procentach charakter dziecka jest wynikiem uwarunkowań
                genetycznych to trudno i wręcz bez sensu będzie jeśli zapragniemy to na siłę w
                nim zmienić, więc kluczem do przekazania mu owego złotego środka będzie
                obserwacja nas samych i świadomość postepowania.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja