Dodaj do ulubionych

10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę

14.02.07, 11:26
dopuszczającą z matematyki i ta ocena dopuszczajaca jest właściwie naciągnięta
z jedynki / a dokładnie z kilkunastu jedynek, ktore uczniowie dostali w ciągu
połrocza/

Znaczna część uczniów bierze korepetycje /klasa VI/, pani nie oddaje kartkowek
i sprawdzianów więc nie wiadomo jakie dziecko popełnia błędy, nie sprawdza
prac domowych, więc nie wiadomo,czy dziecko zrozumialo temat, czy nie, zwykle
nie, bo w domu i tak trzeba lekcję wytłumaczyć.

Gdyby problem dotyczył kilkoro dzieci to można by pomyśleć,że o ile nie chodzi
o nasze dziecko, to nie ma problemu., ale ilośc jedynek i słabych ocen w
klasach uczonych przez tę panią jest ogromna.

jak rozwiązać ten problem i pomoc dzieciom,


wkleiłam wątek na forum edukacja, ponieważ sytuacja ta bardzo mnie niepokoi, a
moje dziecko jest szczerze zniechęcone do matematyki
Obserwuj wątek
    • arwena_11 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 15.02.07, 09:19
      Treść klasówek jest jawna. Pani nie ma prawa sobie ich chować "pod poduszke".
      Jeżeli nie chce wydać dziecku, trzeba do niej iść i zażadać. Powinna również
      podać kryteria oceniania. to wszystko jest jawne. Jak nie to skarga do
      dyrektora lub kuratorium. Pani nie jest "bogiem" i ma obowiązki, których należy
      wymagac.
      Jak byłam w liceum to też miałam taką idiotkę, tylko z innego przedmiotu.
      Klasówki oddawała ostatniego dnia z całego semestru i od razu wystawiała oceny.
      Nie było szansy si poprawić. Zwłaszcza, ze nie były one nawett sprawdzone (
      zadnej punktacji). W II klasie miałam komisa, którego nie zdałam.
      Wiedzę miałam , bo miałam wtedy korki u profesora z wydziały chemii PW. On
      twierdził, ze umiem na 4, a przy bardzo złej woli na 3,5. Po niezdaniu komisa
      poprosił, aby mu przyniesc ksero tej pracy. NIe chciał uwierzyć że nie zdałam.
      Powiedział że zwróci kasę jak będzie to prawda. Po miesiacu awantur w szkole
      Moi rodzice wydębnili prace. Jakież było zdziwienie jak poza oceną
      niedostateczną, nie było nic poprawione, ani żadnej pkt.
      Korepetytor sprawdził pracę i okazało się że 75% zrobiłam dobrze.
      Sprawa oparła sie o ministerstwo. Moi rodzice walczyli całe wakacje, aż
      wywalczyli, cofnięcie decyzji Rady pedagogiczniej ( był to podobno pierwszy
      taki przypadek ). Stało sie to 31 sierpnia. września miałam komisa w innej
      szkole, którego zdałam na 4.
      W tamtej szklole poleciał dyrektor, a kuratotorium wprowadziło obowiazek
      informowania rodziców na piśmie na miesiąc przed wystawieniem ocen, że dziecko
      nie zdaje. Jak rodzice nie zostali poinformowani, to nie wolno postawić dziecku
      1.
      Dlatego z waszą matematyczką trzeba porozmawiać. ona ma przepisy do których
      musi sie stosować. ja bym jej nie odpuściła, zwłaszcza jakby chodziło o moje
      dziecko i wiedziałabym ile ono umie. A skoro pani nie uczy ( bo dziecku trzeba
      tłumaczyć w domu ) to znaczy że sie nie nadaje do zawodu, i nie ma prawa
      stawiać jedynek.
      Życzę pozytywnego rozwiazania problemu w przyszłym semestrze, ale najlepiej jak
      najszybciej.
      • oliwija Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 15.02.07, 20:00
        tresc klasowek jest jaswna tak jak i ocena.... ale przynajmniej w mojej szkole
        jest tak ze uczniowie wszelkie prace ppisemne oddaja nauczycielowi. oczywiscie
        rodzic zawsze ma prawo obejrzeć sobie taską prace. jesli pani nie oddaje prac
        klasowych ie sprawdza prac domowych to cos nie tak. oczywiście może sie zdarzyć
        ze raz na jakis czas nie sprawda pracy domowej bo moze uznać ze dzieci ją na
        100% odrobiły bo była łatwa. Ja tez czasami tak robię. i tak jak tutaj w
        tekście autorki zdarzyło się ze dzieci w 35 osobowej klasie mających tzw
        dopuszczające było 27. Czemu? bo sie nie uczyły. nie odrabiały zadan, nie
        chciało im sie poprawić oceny zrobieniem projektu. w takiej lasie pracuje sie
        bardzo cięzko nic od takich dzieciaczków nie można wyciągnąc a jeszcze mają
        śiadomośc ze kończą szkołe podstawową i tak dostaną sie do gimnazjum mają to w
        głębokim poważaniu.
    • 5_monika Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 15.02.07, 10:17
      III kasa podst.
      ja chodzę po sprawdziany miesięczne(nauczanie zintegrowane) osobiście i
      pożyczam do przeglądu na jeden dzień.Inaczej nie wiedziałabym co dziecko
      napisałao, tylko znałabym ocenę.Straszne.
      Poprzednia pani sprawdzałaa, oddawała dzieciom do podpisania przez rodziców i
      zbierała dla siebie do teczki.To było OK.
      Teraz chodzę i sie proszę.
      • kalendarzowa_wiosna Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 18.02.07, 15:07
        U nas wszystkie sprawdziany, ze wszystkich przedmiotów dzieci przynoszą do
        podpisania przez rodziców (IV klasa) W ten sposób rodzice wiedzą, jakie oceny
        dzieci otrzymują i nauczyciele maja podkładkę, że rodziców o tym informowali.
        Dodatkowo co miesiąc syn przynosi do podpisania zbiorczą kartę ocen ze
        wszystkich przedmiotów. Ta karta dodatkowo zawiera też kolumnę ocen
        proponowanych na semestr i o tych ocenach dowiaduję się właśnie około miesiąca
        przed terminem wystawianych ocen ostatecznych.
        • oliwija Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 08:24
          u mnie w szkoole jest tak samo. tylko jesli chodzi o prace klasowe to sa one do
          wglądu u mnieoraz pozostałych nauczycieli
    • wieczna-gosia Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 18.02.07, 17:46
      a co do tej pory zostalo zrobioone?
    • agau7 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 18.02.07, 22:25
      Jestem nauczycielem matematyki. Mam niestety podobne oceny do opisywanej
      nauczycielki. Proszę mi wierzyć, że mimo moich wysiłków i indywidualnego
      podejścia do uczniów trudno dzisiaj znaleźć zespół klasowy, w którym oceny z
      matematyki byłyby lepsze. Znam się na mojej pracy, mam już spore doswiadczenie.
      Potrafię uczniów świetnie przygotować do egzaminów i do szkoły średniej. Jest
      tylko jeden warunek. Muszą tego chcieć dzieci i oczywiście rodzice, którzy
      stanowią ogromną pomoc. Rodzic współpracujący z nauczycielem może zdziałać
      cuda. Nie oddaję klasówek i sprawdzianów do domu. Takie są ustalenia zawarte
      w WSO szkoły. Dawniej, jak to robiłam, połowa prac nie wracała do mnie. Nie
      miałam zatem dokumentacji potwierdzającej moje oceny z prac pisemnych.
      Sedecznie zapraszam wszystkich rodziców do szkoły. W kazdej szkole nauczyciele
      mają ustalone godziny konsultacji. Można odwiedzać ich w każdym tygodniu. Można
      oglądać prace swojego dziecka. Nauczyciele zapowiadają prace pisemne dużo
      wcześniej ( około tygodnia). Przed klasówką są lekcje powtórzeniowe. Na tych
      lekacjach przedstawia się materiał, który znajdzie się na klasówce. Wiem, że
      nauczanie w szkole nie wygląda najlepiej. Nauczyciele, którzy mają lekceważący
      stosunek do swojej pracy lubią dla świętego spokoju stawiać dobre oceny.
      Zastanawiam się, czy nie lepiej zanim zaczyna się krytykować nauczyciela
      sprawdzić, jak uczy się dziecko. Sprawdzić jak prowadzi zeszyt, odrabia lekcje.
      Prosze Państwa są dzieci w gimnazjum, które nie potrafią poprawnie napisać
      jednego zdania. Nie potafią dodawać ułamków. Nie odróżniają równoległoboku od
      trapezu. Nie znają wzoru na pole kwadratu, czy prostokąta. Nie potrafią się
      nauczyć tw. Pitagorasa w ciagu miesiąca, nie potrafią rozwiazać najprostszego
      równania. Pamiętajmy, że nauczyciel nie idzie do szkoły z misją znęcania się
      nad dziećmi. Zauważyłm, że z roku na rok poziom nauczania spada. Dzieci nie
      mają żadnych ambicji. Spędzają taką ilosć czasu na zabawie i przy komputerze,
      że nie mają czasu na naukę. Pamiętajmy, że od wiedzy małego dziecka zależy jego
      przyszłość.
      • zawsze_wolna_nilka Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 08:44
        może czas zmienic metodykę pracy? poprosić koleżanke o superwizję zajęć?
        Przykro mi, ale jesli większość klasy ma niskie oceny z przedmiotu, to problem
        tkwi w nauczaniu, a dopiero potem w uczeniu się. Dzieci są co roku takie same,
        nie ma pokolenia mniej ambitnych czy leniwszych. Tego typu tłumaczenie jest
        próba przesuniecia sedna problemu na innych.
        Uogólnienia "dzieci są..." uważam za skandaliczne w ustach nauczyciela.
        M.
      • nieistotne74 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 08:55
        No cóż ... skoro nie jesteś w stanie tak przedstawić prostych wzorów swoim
        uczniom by zapamiętali je z lekcji, to naprawdę mizerny musi być z Ciebie
        nauczyciel. Tak się składa, że też kiedyś chodziłam do szkół, skończyłam studia
        techniczne, miałam wielu nauczycieli matematyki i jakoś żaden nie musiał
        angażować do pomocy rodziców swoich uczniów... mało tego, nie przypominam sobie
        abym po lekcjach, w których uczestniczyłam musiała czegoś jeszcze się uczyć by
        napisać klasówkę bezbłędnie... owszem zdarzały się egzemplarze trudne, które za
        nic nie chciały uwierzyć w swoje siły, ale takich osób było może ze trzy na 45
        osobową klasę.
        • agau7 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 11:45
          Ja też dawniej chodziłam do szkołysmileBardzo łatwo jest oceniać pracę nauczyciela
          nie znając rzeczywistości z bliska. Nie pisałam o uczniach, którzy materiał z
          matematyki opanowują w stopniu dostatecznym, dobrym, bardzo dobrym, czy
          celującym i są kandydatami na przyszłych studentów.Pisałam o uczniach, którzy
          mają z tym przedmiotem problemy. Nie napisałam o nich durnie, tylko ludzie bez
          ambicji. Zapewne zastanowiłabym się nad metodami pracy, gdybym nie widziała tej
          grupy, która osiąga świetne wyniki, ale dziękuję za podpowiedź. Może masz
          jakieś wskazówki???Nie pamiętam w szkole 45 osobowych klas!
          Świetnie nazywasz osoby, które się nie uczą - nie uwierzyli w swoje siły. Ha,
          ha, ha. Jeśli to tylko sprawa wiary, to może zamiast nauczyciela psychologa do
          szkoły posłać.
          Jeśli tak, to dlaczego w naszym kraju obecnie w większości szkół tylko kilkoro
          uczniów decyduje się zdawać matematykę na maturze. Potem jeszcze spora grupa
          oblewa tan egzamin. Jeśli to sprawa wiary i wiele mądrzejszych osób ode mnie
          nad tym pracuje, to dlaczego jest tak źle. Dalej sytuacja na uczelniach
          wyższych. Nawet uczelnie o bardzo wysokim poziomie nauczania, jak Politechnika
          Gliwicka obniżają poprzeczki z matematyki i dzielą wykłady na dwa przedmioty,
          żeby mieć studentów na uczelniach. Bywałam już na wielu konferencjach
          matematyków. Razem z mężem piszemy podręczniki dla uczniów. Mamy kontakt z
          ludźmi o wielkim doświadczeniu i ogromnych osiągnięciach. Nie jest to tylko
          moje spostrzeżenie, że jest źle.
          Pomoc rodziców. Nikt tu nie mówił o tym ,że rodzice mają uczyć swoje dzieci. W
          większości przypadków lepiej, żeby tego nie robili. Chodzi o motywację dziecka
          do minimalnego wysiłku. Chodzi o zainteresowanie dzieckiem nie tylko ze strony
          nauczyciela, ale również rodziców. Mam uczniów, którzy spędzją przy komputerze
          tyle czasu, że można bać się o ich zdrowie. Śpią na lekacjach. Wiedzą, że jest
          źle, ale to tylko dzieci. Potrzebują pomocy ze strony rodziców.Po przeczytaniu
          takich odpowiedzi na mój post stwierdzam, że przysłowie "obyś cudze dzieci
          uczył" i dzisiaj jest aktualne.
          • baba06 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 13:27
            a ja myślę,że jest w tym dużo winy nauczyciela,że tak dużo dzieci ma tak niskie
            oceny, bo jeśli nauczyciel z kartkowki,/ktorą robi 5 minut porzed
            dzwonkiem,/stawia prawie polowie klasy jedynki i nie wraca już do przerobionego
            materiału tylko pędzi z programem /bo program rzecz święta i trzeba go
            zrealizować/ to wiadomo co będzie z kolejnej kartkowki i z następnej.

            Przez caly poprzedni semestr żadna praca domowa nie została sprawdzona, więc nie
            wiadomo czy dzieci robią ją dobrze czy powielają błędy.

            niewystarczy mieć wiedzę trzeba jeszcze umieć ją dobrze przekazać a tego
            niestety wielu nauczycielom brakuje.

            Dodam tylko/bo gdzieś w wątku padlo takie pytanie/,moje dziecko ma każdą pracę
            domową odrobioną.

            • agau7 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 20:32
              Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele pracują dobrze. Na pewno ściganie się z
              czasem i realizowanie materiału bez kontroli tego, co uczniowie osiągnęli nie
              ma sensu. Kontrola pracy dziecka też jest ważna. Dziecko musi wiedzieć, że to
              nad czym samodzielnie pracuje jest bardzo wartościowe. Musi też być sprawdzona
              poprawność jego rozwiązań. Dobrze, że orientujesz się na jakim etapie nauczania
              jest Twoje dziecko. Wielu rodziców kompletnie się tym nie interesuje. Uważam,
              że nauczyciel powinien od Ciebie i innych rodziców wysłuchać czego wzajemnie od
              siebie oczekujecie. Już wspomniałam, że rozmowy z rodzicami odgrywają dużą rolę
              i mają wpływ na postępy dziecka. Rodzice, którym zależy na wykształceniu swoich
              dzieci mogą je świetnie motywować do pracy. Spotkałam na swojej drodze
              zawodowej wielu bardzo zdolnych uczniów, którzy nie wykorzystali swoich naprwdę
              wielkich możliwości i zakończyli swoją edukację na gimnazjum. Znam też wielu
              mniej uzdolnionych, ale bardzo pracowitych, którzy obecnie studiują i
              matematyka nie sprawia im problemów. Mogę śledzić ich drogę życiową dzięki
              temu, że mój mąż prowadzi działalność gospodarczą: korepetycje. Dla mnie to
              ogromna satysfakcja, gdy widzę swojego byłego ucznia, który wiąże się z
              matematyką i jest zadowolony z tego, co już osiągnął. Przykro mi jest wtedy,
              gdy ktoś tak łatwo ocenia moją pracę jako złą. Przykro, gdy ktoś widzi, tylko
              tych, którzy mają słabe oceny, a nie widzi tych, którzy osiagają sukcesy. Jeśli
              to tylko możliwe chętnie pomogę Twojemu dziecku, nawet poprzez internet.
              Matematyka w szóstej klasie nie jest łatwa dla dziecka, bo dziecko uczy się
              wykorzystywać całą swoja wiedzę zdobytą wcześniej. Poza tym dochodzi presja
              związana z egzaminem. Życzę powodzenia i namawiam do rozmowy z nauczycielem -
              dla dobra dziecka. Pozdrawiam Agnieszka
            • aka10 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 20.02.07, 20:54
              Baba06: "Przez caly poprzedni semestr żadna praca domowa nie została
              sprawdzona, więc nie
              wiadomo czy dzieci robią ją dobrze czy powielają błędy."

              Jak mozecie- jako rodzice- cos takiego tolerowac?

              Poza tym taka ilosc tak niskich ocen w klasie swiadczy tylko i wylacznie o
              poziomie nauczyciela i jego skutecznosci nauczania.Pozdrawiam.
              • asiara74 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 21.02.07, 17:48
                Niekoniecznie tak jest. Duża ilość niskich ocen może świadczyc o bardzo słabym
                zespole klasowym. Czasami tak bywa.
                • agnieszka_azj Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 21.02.07, 18:11
                  Czy z innych przedmiotów te dzieci mają lepsze oceny ?
                  Trudno uwierzyć w klasę masowo i wybiórczo niezdolną wyłącznie matematycznie ;-
                  ) Problem raczej jest w nauczycielu - szczególnie, że klasa liczy 24 osoby,
                  więc nie jest bardzo liczna.

                  Mówimy o 6 klasie szkoły podstwowej. To nie jest wyższa matematyka !!!
                  Wiekszość populacji jest w stanie ją pojąć, jeśli tylko zostanie im to w jasny
                  sposób wytłumaczone.
                  • agau7 Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 21.02.07, 20:26
                    Na jakiej podstawie twierdzisz, że wszyscy mogą się tej matematyki nauczyć.
                    Młodzież ma 4 godziny wych. fiz. tygodniowo i kilka godzin sks-u, to czemu mamy
                    jednego Małysza, czemu nie mamy jako kraj osiągnięć wielu osiągnięć sportowych.
                    Skoro, to tylko kwestia pokazu i treningu, to ja nie wiem w czym
                    problem?????????
                    • agnieszka_azj Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 21.02.07, 21:36
                      Ręce mi opadły, jak to przeczytałam sad((

                      agau7 napisała:

                      > Na jakiej podstawie twierdzisz, że wszyscy mogą się tej matematyki nauczyć.

                      Nie napisałam, że WSZYSCY, tylko WIĘKSZOŚĆ - Ty naprawdę uczysz matematyki ???
                      Twierdzę tak dlatego, że jest to SZÓSTA KLASA SZKOŁY PODSTAWOWEJ czyli, że
                      przed uczniami jeszcze trzy lata OBOWIĄZKOWEJ edukacji. Jeśli program 6 klasy
                      przekracza mozliwości przeciętnego ucznia, to w jaki sposób miałby skończyć
                      gimnazjum ?


                      Młodzież ma 4 godziny wych. fiz. tygodniowo i kilka godzin sks-u, to czemu mamy
                      >
                      > jednego Małysza, czemu nie mamy jako kraj osiągnięć wielu osiągnięć
                      sportowych.

                      Nie napisałam, że większość może dostać Nobla z matematyki, tylko że może
                      nauczyć się liczyć na poziomie czterech działań plus potęgowanie i pierwiastki
                      oraz znać podstawy geometrii. W przełożeniu na osiągnięcia sportowe - większość
                      może nauczyć się podstaw kilku gier zespołowych oraz umieć zrobić gwiazdę i
                      mostek. Do mistrzostwa świata w jakiejkolwiek dziedzinie potrzeba jeszcze sporo
                      talentu i jeszcze więcej pracy.

                      Zadaniem nauczyciela w szkole jest NAUCZENIE ucznów tego, co przewiduje
                      program. Jeśli mu sie to nie udaje, to przede wszystkim powinien zastanowić
                      się, czy dobrze UCZY.
    • zawsze_wolna_nilka agau7 21.02.07, 20:49
      Ja juz teraz mogę ci powiedzieć, dlaczego twoja klasa ma kiepskie oceny:
      sadząc po twoim długim, ale pokrętnym i niejasnym wywodzie masz trudności w
      tłumaczeniu matematyki dzieciom. Klarowność wypowiedzi jest kluczowa w
      nauczaniu matematyki. Kolejną przyczyną jest być może brak szacunku dla ucznia
      i jego rodziców.
      Logika także nie jest twoją najmocniejszą stroną, sądząc po
      argumencie "sportowym"
      Poziom nauczania w szkołach podniesie się dopiero wtedy, kiedy znikną z nich
      NIEDOUCZENI NAUCZYCIELE.

      M.
      • asiara74 Re: agau7 21.02.07, 21:07
        Uczę jęz. angielskiego. Mam pewna grupę (14 osób)w której zajęcia wygladaja
        nastepująco:
        5 osób nie posiada podrecznika, 3 osoby, które takowy posiadaja wielokrotnie
        niechetnie w nim cokolwiek robią jeśli akurat nie maja ołówka gdyz w przyszłym
        roku szkolnym chca te książkę sprzedać. Sposród pozostalych tylko 2 maja
        naprawde dobre mozliwości intelektualne więc szybciutko przyswajają materiał.
        Pozostałe osoby są w stanie cokolwiek zrobic tylko na podstawie wzorca który
        jest przed ich oczami(jeśli znika to sprawa sie komplikuje). Byc może te słabe
        mozliwości uczniów mozliwe sa do zniwelowania ale tu naprawde potrzebne są chęci
        do pracy. Aha, ewenementem jest pewna Ania, ktora ma obniżone wymagania,
        dziewczyna jest bardzo słaba, zupełnie nie myśli ale pracuje naprawde cieżko i z
        czystym sumieniem podniosłam jej ocenę.
        Końcowe oceny: 2 db, 3 dst, 5 dop, 4 ndst .
        Nie wydaje mi sie abym była niedouczonym nauczycielem, po prostu dostałam taką
        grupę słabiutkich uczniów. Jeśli ktoś nibdy w szkole nie pracował to naprawdę
        powinien sie zastanowic zanim wysmaruje komuś ocene.
        • agau7 Re: agau7 22.02.07, 10:38
          Lepiej nie pisać o tak słabych ocenach na tym forum, bo Twoje argumenty
          dotyczące pracy z dziećmi i tak nie trafią do wielu osób. Pozdrawiam i życzę
          satysfakcji z pracy w szkole pomimo wielu trudności.
      • agau7 Re: agau7 22.02.07, 10:29
        Napisałam tu już kilka postów. Nie widzę jednak potrzeby dyskusji z osobą,
        która potrafią tylko krytykować, narzekać i krzyczeć słowami. Jak widać Ty też
        trafiłaś na kiepskich nauczycieli, bo wyrosłaś na sfrustrowaną, nie znającą
        podtawowych elementów kultury kobietę. Już współczuję Twoim dzieciom. Nie
        będzie problemów w żadnej szkole, jak znikną NIEDOSTOSOWANE SPOŁECZNIE MAMY.
        • agnieszka_azj Re: agau7 22.02.07, 10:41
          agau7 napisała:

          > Napisałam tu już kilka postów. Nie widzę jednak potrzeby dyskusji z osobą,
          > która potrafią tylko krytykować, narzekać i krzyczeć słowami. Jak widać Ty
          też
          > trafiłaś na kiepskich nauczycieli, bo wyrosłaś na sfrustrowaną, nie znającą
          > podtawowych elementów kultury kobietę. Już współczuję Twoim dzieciom. Nie
          > będzie problemów w żadnej szkole, jak znikną NIEDOSTOSOWANE SPOŁECZNIE MAMY.

          To było do mnie ???
          • majaaaaa Re: agau7 - nie przejmuj się 22.02.07, 10:50
            Te wszystkie oszczerstwa, które tu padaja pod katem nauczycieli są śmieszne.
            Oczywiscie, ze dużo zalezy od nauczyciela, ale jeszcze wiecej od ucznia. Prawda
            natomiast jest taka, ze z matematyki (z angielskiego podobnie) stosunkowo
            niewielka grupa dzieci łapie w mig. Reszta musi wiedze zdobyć CIĘŻKĄ,
            wielogodzinną pracą i tu jest pies pogrzebany. Uczniom po prostu się nie chce.
            • agau7 Re: agau7 - nie przejmuj się 22.02.07, 11:28
              Głupia jestem i podejmuję się dyskusji z osobami, które nie chcą rozmawiać,
              tylko krytykują.
          • agau7 Re: agau7 22.02.07, 11:12
            Nie
    • zawsze_wolna_nilka Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 22.02.07, 11:51
      "Sposród pozostalych tylko 2 maja
      naprawde dobre mozliwości intelektualne"
      spytam krótko: czyja diagnoza, ilu i jakiegio rodzaju specjalistów to
      potwierdziło?
      Polska nigdy nie będzie wykształconym krajem, jeśli nauczycielami będą osoby
      ośmieszające się poglądami i nieuctwem wykazywanym przez osoby mianujące się w
      tym wątku "nauczycielkami".
      Pozostałych uczestniczących i czytających informuję, że poglądy i argumenty
      (np. "słaby zespół") są demagogią i są sprzeczne z zasadami dydaktyki i
      metodyki nauczania. Czy Panie zechcą się pochwalić, jaki uczelnie nadały im
      tytuły magistra nauczanego przedmiotu? Może jakieś źródła naukowe na poparcie
      argumentu o "słabym zespole" lub teorii o równomiernie niskich wynikach dla
      całej grupy w uczeniu się przedmiotu a wysokich kompetencjach nauczyciela do
      nauczania tego przedmiotu? Toż to byłby Nobel- zakwestionowanie prawa
      zobrazowanego krzywą Gaussa?

      Rada- proszę korzystać ile się da z aktualnej dobrej passy układów politycznych-
      po Romanie może nastapic ktoś, kto jednak uważa, że to kadra ma odpowiadac za
      głędy w szkolnictwie, a nie DZIECIAKIwink

      • igge Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 22.02.07, 14:10
        Pani od matematyki jest ulubioną nauczycielką mojego syna. Ja matematyki od
        zawsze nienawidziłam i nic dziecku nie pomagam. Mały ma mnóstwo klasówek i
        kartkówek z tego przedmiotu. Nie podoba mi się to ale na razie dostaje
        generalnie piątki z plusem więc się nie wtrącam. Po tygodniowej nieobecności
        (matematykę ma codziennie) widać było, że ma wątpliwości, czegoś tam o kole,
        okręgu, cięciwach etc nie rozumiał. Dostał 5 mniej z testu. Wszystkie klasówki
        znajduję potem w teczce, pani oddaje je uczniom. Codziennie jest coś zadane ale
        odrobienie tego zajmuje mu dosłownie 15 minut. Zdecydowanie wiedzę przyswaja na
        lekcji nie w domu. Na zebraniu wychowawczyni powiedziała mi, że mały bardzo
        przeszkadza na lekcjach pani od matematyki - byłam zdziwiona bo to przecież ta
        ulubiona pani ale atmosfera na lekcjach jest luźna i zabawowa więc syn rozrabia.
      • agau7 Do zawsze_wolna_nilka 22.02.07, 14:34
        Właściwie to "nie chce mi się już z Tobą gadać", bo widać, że jesteś odporna na
        argumenty i wzorem średniowiecznych scholastyków najpierw wymyślasz sobie tezy,
        a potem dopiero nieudolnie próbujesz znaleźć dla nich uzsadnienie (chociaż
        włsciwsze byłoby "pseudouzasdnienie"). Nawet jeśli Twoje tezy są niezgodne z
        ostatecznym kryterium, którego nikt w naukach przyrodniczych nie kwestionuje:
        jeśli teza jest niezgodna z wynikiem eksperymentu, to należy ją odrzucić.
        Jednakże ponieważ jestem nauczycielką, to postaram się chociaż dać Ci do
        myslenia, bo prawdziwy nauczyciel nigdy nie rezygnuje - w Twoim wypadku
        jednakże ograniczę się do czynności wychowawczych, zaś pominę próbę nauczenia
        Cię czegokolwiek (dobry nauczyciel wie kiedy ma do czynienia z przypadkiem
        beznadziejnym). Aby nie doprowadzić do uszkodzenia procesora (Twój zdaje się
        mocno jest zajety wymyślaniem złośliwości i nie bardzo staje mu mocy np. na
        logikę, o której piszesz, ale coś mi mówi, że znasz tylko brzmienie tego słowa)
        napiszę tylko kilka pytań i naszkicuję kierunek poszukiwań - takie metody w
        dydaktyce nazywa się aktywizującymi, więc jesteśmy modni i nowocześni.
        1. Adam Małysz i reszta naszych skoczków mają tych samych trenerów (także takie
        same narty itd.), ale tylko AM odnosi sukcesy. Czy wobec tego, że część uczniów
        w klasie ma b. dobre, a część marne wyniki, to tylko skutek działań
        nauczyciela? Może przywołajmy genetykę lub środowisko rodzinne?
        2. Nagrody Nobla z matematyki nie ma, jeśli Cię stać możesz to zmienić. Sponsor
        mile widziany.
        3. Chyba nie wiesz o co chodzi z krzywą Gaussa. Ten fragment będzie
        trudniejszy, ale jako matematyk nie mogę się powstrzymać - obawiam się, że
        będziesz musiała porządnie się sprężyć (zamknij wszystkie działające programy:
        nic nie żuj, oddychaj równomiernie). Nawet jeśli nie zrozumiesz, to i tak może
        to być pouczające - można z tego wyciągnąc wniosek: każdy z nas ma poprzeczkę,
        której nie przeskoczy. Dotyczy to także uczniów - część z nich pewnych
        abstrakcyjnych pojęć nigdy nie zdoła zrozumieć; nie ma w tym nic, co obraża
        kogokolwiek: część problemów matematycznych jest zrozumiała dla wąskiej grupy
        specjalistów, części nikt nie potrafi rozwiązać. Nawet najlepszy trener nie
        sprawi, że ja zacznę skakać wzwyż ponad 2 metry (a i Ty pewnie też). Wiara, że
        z matematyką jest inaczej niż ze sportem jest powszechna w naszym
        społeczeństwie, ale nie ma żadnych przesłanek na jej poparcie (chyba, że gdzieś
        u Marksa i Engelsa). W rzeczywistości różnice między ludźmi w zakresie
        matematyki i innych nauk przyrodniczych są dramatyczne! Ja bez trudu potrafię
        skoczyć wzwyż 50cm, zatem jestem tylko pięć razy gorsza od rekordzisty świata.
        Jeśli chcesz porównać swoje możliwości matematyczne weź do ręki akademicki
        podręcznik do matematyki - podejrzewam, że 90% społeczeństwa nie zrozumie nawet
        wstępu. Po tym przydługim wstępie do rzeczy na temat krzywej Gaussa (lub
        rozkładu normalnego). Jeśli losowa próbka jest dostatecznie duża (a taką
        stanowi na ogół zbiór wszystkich uczniów nauczyciela matematyki w typowej
        szkole), to największą grupę stanowią uczniowie przeciętni, zbliżeni do
        średniej. Stosunkowo niewielu uczniów to uczniowie wybitni lub skrajnie słabi.
        Z doświadczenia wynika, że przeciętny uczeń w naszym kraju z matematyki
        oscyluje gdzieś między 2 a 3, więc 10 ocen dopuszczających w klasie 24-osobowej
        jest doskonałą ilustracją prawa Gaussa. Można oczywiście obniżyć wymagania,
        nawet poszerzyć skalę ocen, ale nic to nie zmieni w główkach naszych dzieci.
        Jeśli temat (rozkład normalny) spodobał Ci się polecam dodatkową lekturę - na
        początek wpisz to hasło do wyszukiwarki, w razie problemów służę pomocą. Nie
        wystarczy znać tylko hasła, trzeba jeszcze rozumieć ich sens, natomiast
        interpretacja danych statystycznych, to już wyższa szkoła jazdy. Prawo Gaussa
        jest właśnie jaskrawym dowodem na to, jak bardzo ludzkie możliwości nie są
        egalitarne.
        4.Jeśli rzeczywiście chcesz się zająć sprawami oświaty, to spróbuj powalczyć w
        szkole swoich dzieci, aby pieniędzy nie wydawano na bzdury typu: PO, wychowanie
        seksualne itp.
        5. Pan Roman Giertych jest ministrem mojego rządu i zasługuje jak każdy
        człowiek na szacunek. Mimo, że nie zgadzam się z kilkoma jego pomysłami
        (mundurki, matura na jednym poziomie), to chylę czoła przed odwagą Pana
        Ministra, że jako pierwszy szef resortu oświaty, chyba od czasu KEN, podjął
        próbę zmian w oświacie. Chociaż nie zawsze ma rację i prawdopodobnie w końcu
        polegnie, to jednak jako pierwszy w historii wolnej Polski sprawił, że ludzie
        dostrzegają problemy szkoły i mówią o nich. Do tej pory nawet uczniowie nie
        znali nazwiska swojego ministra. Jednakże marnowanie energii na "dokopanie"
        belfrowi tylko przynosi ulgę, nic więcej.

        Skończyłam pięcioletnie studia na Wydziele Matematyki, Fizyki i Chemii
        Uniwersytetu Śląskiego (jednym z najlepszych w kraju, przynajmniej w zakresie
        nauk ścisłych; Instytut Fizyki w 2006 był najlepszy), uzyskałam tam tytuł
        magistra matematyki. Pracę magisterską pisałam pod kierunkiem wspaniałego
        Profesora Władysława Kulpy( jednego z najmądrzejszych ludzi, jakich
        spotkałam). Następnie ukończyłam Studia Podyplomowe na wydziale Pedagogiki i
        Pychologii, również na Uniwersytecie Śląskim, w zakresie przygotowania
        pedagogicznego.
        Pozdrawiam Agnieszka
        • verdana Re: Do zawsze_wolna_nilka 22.02.07, 14:54
          O ile większość dzieci, tych miesczacych się na szczycie krzywej Gaussa,
          zasługuje na ocene 2-3 z matematyki to świadczy to li i jedynie o jednym.
          program z matematyki jest fatalny. Bo zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, oraz
          zasadami pedagogiki dzieci mieszczace się "w środku" przedziału IQ, czyli w
          okolicach 90-110, powinny bez problemu zrozumieć program szkoły podstawowej
          oraz gimnazjum. Skoro program jest ustawiony tak, ze nie jest w stanie nauczyć
          się go dobrze wiekszość przeciętnie uzdolnionych uczniów, to nie uczniowie są
          źli!
          • agau7 Do verdany 22.02.07, 15:41
            Trzeba najpierw ustalić po co uczymy matematyki! Otóż musisz wiedzieć, że celem
            jest aktywność ucznia, nie zaś zdobywanie jakiejś, trwałej wiedzy. Programy
            trzeba zmienić, ale podnosząc poprzeczkę. Jeśli wymagania obniżyć tak, aby
            zadowoleni byli rodzice i władze oświatowe, to wkrótce będziemy mieć Bangladesz
            (zresztą już jesteśmy blisko i przepraszam Bangladesz).Badając róznorodne
            sytuacje matematyczne uczeń ma w sposób twórczy "gimnastykować" mózg. I taka
            jest rola matematyki w powszechnym nauczaniu. Natomiast krzywą Gaussa lepiej
            zostawić w spokoju, jej i tak nie da się zmienić, bo jest obiektywnym prawem
            statystycznym. Z matematyką jest jak z muzyką - każdy może pójść do
            filharmonii, ale nie każdemu dostępna bedzie taka sama gama doznań; mimo to
            każdy powinien mieć kontakt z Muzyką (i nie chodzi o discopolo).
            Same programy nauczania matematyki także wymagają oceny i poprawy. Oddawanie
            głosu rodzicom, z tego co widać na tym forum, jest jednakże bez sensu: LUDZIE
            PRZECIEŻ WY DOMAGACIE SIĘ GORSZYCH PROGRAMÓW ZA WASZE WŁASNE PIENIĄDZE.
            • aka10 Re: Do Agau 22.02.07, 16:22
              Tak z ciekawosci pytam...Czy uwazasz,ze program matematyki w podstawowce i
              gimnazjum jest przeladowany? Czy zdazasz wszystkim dzieciom i-jesli trzeba-
              kazdemu z osobna,na wlasciwym poziomie wytlumaczyc lekcje? Pozdrawiam.
              • agau7 Re: Do Aka10 22.02.07, 20:17
                Szczerze mówiąc, to nie narzekam na program, który realizuję( oczywiście zgodny
                z podstawą programową). W szkole podtawowej najwięcej godzin mam w czwartej
                klasie( 5 tygodniowo). I mam czas na to, aby przestawić dzieci na inny sposób
                racy niż w klasach młodszych. Małe dzieci świetnie pracują. bawia się
                matematyką. Rysowanie cyrklem, to dla nich rozrywka. Rywalizują między sobą,
                zgłaszają się do odpowiedzi na wyścigi. Nawet osoby ze stwierdzoną przez
                Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczą obniżoną inteligencją radzą sobie na tyle,
                że osiagają pozytywne oceny z matematyki( dostateczne i dopuszczające). Mam
                dwie takie osoby w czwartej klasie ( klasa liczy tylko 11 osób). Dzieci zostają
                na dodatkowych zajęciach, w ramach pracy świetlicy. Dodatkowo zachęciłam do
                pracy rodziców. Bardzo mi pomagają, bo wcześniej dzieci nie odrabiały zadań
                domowych, a teraz rodzice tego pilnują( pierwszy rok z tą klasą pracuję). W
                czwartej klasie dzieci nie muszą właściwie uczyć się w domu. Ten zespół jest
                wyjątkowo ambitny, pracowity i zdolny. W piątej i szóstej klasie jest już
                trudniej. W momencie pojawienia się działań na ułamkach zwykłych i dziesiętnych
                są dzieci, które dotąd zadowolone ze swoich wyniókw przeżywają rozczarowanie,
                że są wiadomości, które sprawiają im problemy. Te zadania wymagają większego
                treningu. Mam uczniów, którzy z powodu specyficznych trudności w uczeniu się
                mają problem z opanowaniem tabliczki mnożenia, kiepsko i wolno liczą. Takim
                dzieciom trudno opanować nawet algorytm mnożenia, czy dzielenia pisemnego
                ułamków dziesiętnych.
                Nie sposób opisać wszystkich problemów z jakimi borykam się na lekcjach.
                Prowadzę zajęcia dodatkowe z matematyki. Za jedne otrzymuję zapłatę( w ramach
                zespołów wyrównawczych) inne robię społecznie( przygotowuję uczniów do
                egzaminów). W każdej klasie gimnazjalnej mam 4 godziny matematyki tygodniowo.
                Jeszcze nie miałam problemów z realizacją materiału zaplanowanego w danej
                klasie. W gimnazjum rozdźwięk pomiędzy wiedzą i umiejętnościmi uczniów jest
                duży. Uczniowie, którzy wspólnie rozpoczynają naukę rozwiązywania równań (
                poszerzają wiedzę ze szkoły podstawowej)po określonym czasie mają bardzo rożną
                wiedzę. Jedni potrafią rozwiązywac równania z zastosowaniem wzorów skróconego
                mnożenia, inni popełniają błędy w najprostszych równaniach przenosząc wyrażenia
                z jednej strony równania na drugą. Jeśli uczeń ma problemy z działaniami na
                liczbach ujemnych, to przy nauce rozwiązywania równań nie potrafi poprawnie
                dodawać i odejmować wyrażeń algebraicznych.
                Uważam jednak, że zawsze można zrobić więcej. Według mnie system oświaty w
                naszym kraju jest zły. Dzieci w szkole powinny przebywać do godziny 16, 17.
                Powinny odrabiać lekcje i uczyć się pod okiem nauczycieli. Nie powinny to być
                lekcje, ale zajęcia, na których uczeń mógłby spokojnie rozmawiać z
                nauczycielem. Mam uczniów, którzy mają duże problemy w uczeniu się matematyki i
                nie lubią odpowiadać na lekcjach. Pracują bardzo wolno. Na zajęciach
                dodatkowych , gdzie poświęcam im więcej czasu mogą pokazać czego się nauczyły,
                nawet jeśli ta wiedza daleko odbiega od poziomu jaki prezentują najlepsi
                uczniowie tej klasy.
                Są uczniowie, którzy niczego nie chcą. Nie odrabiają lekcji, nie zmuszają się
                do minimalnego wysiłku. Nie chcą uczyć się czegokolwiek. Jedni widzą w domu
                tylko alkohol, awantury. Nikt nie interesuje się tym, co dziecko robi w szkole
                i w domu. Rodzina pozostaje pod opieką kuratora, ale to niewiele pomaga.
                Kupujuemy tym dzieciom buty, dajemy ciuchy, w szkole dostają obiady, ale
                przecież nie mozemy przeprowadzić się do szkoły, aby opiekować się innymi
                dziećmi i zostawić własne. Inni mają wszystko czego dusza zapragnie: telefony,
                komputery, tylko brakuje im czasu na naukę. Wiem, że dziecko w szkole ciężko
                pracuje, bo mam dzieci w wielu szkolnym. Ale wiem też, że bez odpowiedniego
                wykształcenia nie zdobędą w przyszłości dobrej pracy za godziwe wynagrodzenie.
                Pozdrawiam Agnieszka

            • ela_tuptus Re: Do verdany 22.02.07, 16:40
              "LUDZIE PRZECIEŻ WY DOMAGACIE SIĘ GORSZYCH PROGRAMÓW ZA WASZE WŁASNE PIENIĄDZE"
              przeczytaj proszę mój mail.
              • ela_tuptus Re: Do verdany 22.02.07, 16:41
                to oczywiście do Agua nie do verdany
                • agau7 Do ala_tuptus 22.02.07, 20:32
                  Nie dostałam e-maila.
                  • agau7 Re: Do ela_tuptus 22.02.07, 20:33
                    Miało być ela. Przepraszam
            • agnieszka_azj Do Agau 22.02.07, 17:10
              agau7 napisała:

              > Trzeba najpierw ustalić po co uczymy matematyki! Otóż musisz wiedzieć, że
              celem
              > jest aktywność ucznia, nie zaś zdobywanie jakiejś, trwałej wiedzy.

              Badając róznorodne
              > sytuacje matematyczne uczeń ma w sposób twórczy "gimnastykować" mózg. I taka
              > jest rola matematyki w powszechnym nauczaniu.

              To mnie zaskoczyłaś. Miałam złudzenie, że chodzi również o trwałą wiedzę w
              zakresie niezbędnym do zycia we współczesnym świecie - właśnie na poziomie
              szkoły podstawowej.
        • zawsze_wolna_nilka ??? 22.02.07, 19:11

          Niech zgadnę- ulubiona pani wszystkich dzieciwink
          • agau7 Do zawsze_wolna_nilka 22.02.07, 19:25
            Tak. Dzieci bardzo mnie lubią. Szczerze mówiąc jestem z siebie bardzo dumna, że
            ucząc tak trudnego przedmiotu i mając tak słabe oceny jestem bardzo lubianym
            nauczycielem. W czasie ferii organizowałam zajęcia dla uczniów III gimnazjum
            przygotowujące do egzaminu i dzieci chętnie z nich korzystały mimo, że to ich
            czas wolny. Prowadzę Samorząd Uczniowski i wspólnie z dziećmi świetnie się
            bawimy. Organizujemy konkursy, wycieczki, dyskoteki, kiermasze. Z rodzicami też
            mam super kontakty. Na szczeście nie trafiłam na tak dokuczliwe mamy jak Ty.
        • zawsze_wolna_nilka Re: Do zawsze_wolna_nilka 22.02.07, 22:07
          Pozwolę sobie wykorzystać poniższą wypowiedź w dyskusji z moimi kolegami po
          fachu, dobrze? Przyznaję, że wytraciłaś mi oręż z ręki, optowałam za tezą, że w
          praktyce coraz większy nacisk kładzie się na szacunek i godność ucznia.
          Zatrważająca niekompetencja pedagogiczna w połączeniu z megalomanią naszych
          nauczycieli niestety nie budzi już we mnie zaskoczenia....
          "Gratuluję" sarkazmu, nie łudzę się jednak, że oszczędzasz go dzieciom. One nie
          potrafią i nie mają odwagi się przed nim obronić. Może to już wypalenie
          zawodowe?



          agau7 napisała:

          > Właściwie to "nie chce mi się już z Tobą gadać", bo widać, że jesteś odporna
          na
          >
          > argumenty i wzorem średniowiecznych scholastyków najpierw wymyślasz sobie
          tezy,
          >
          > a potem dopiero nieudolnie próbujesz znaleźć dla nich uzsadnienie (chociaż
          > włsciwsze byłoby "pseudouzasdnienie"). Nawet jeśli Twoje tezy są niezgodne z
          > ostatecznym kryterium, którego nikt w naukach przyrodniczych nie kwestionuje:
          > jeśli teza jest niezgodna z wynikiem eksperymentu, to należy ją odrzucić.
          > Jednakże ponieważ jestem nauczycielką, to postaram się chociaż dać Ci do
          > myslenia, bo prawdziwy nauczyciel nigdy nie rezygnuje - w Twoim wypadku
          > jednakże ograniczę się do czynności wychowawczych, zaś pominę próbę nauczenia
          > Cię czegokolwiek (dobry nauczyciel wie kiedy ma do czynienia z przypadkiem
          > beznadziejnym). Aby nie doprowadzić do uszkodzenia procesora (Twój zdaje się
          > mocno jest zajety wymyślaniem złośliwości i nie bardzo staje mu mocy np. na
          > logikę, o której piszesz, ale coś mi mówi, że znasz tylko brzmienie tego
          słowa)
          >
          > napiszę tylko kilka pytań i naszkicuję kierunek poszukiwań - takie metody w
          > dydaktyce nazywa się aktywizującymi, więc jesteśmy modni i nowocześni.
          > 1. Adam Małysz i reszta naszych skoczków mają tych samych trenerów (także
          takie
          >
          > same narty itd.), ale tylko AM odnosi sukcesy. Czy wobec tego, że część
          uczniów
          >
          > w klasie ma b. dobre, a część marne wyniki, to tylko skutek działań
          > nauczyciela? Może przywołajmy genetykę lub środowisko rodzinne?
          > 2. Nagrody Nobla z matematyki nie ma, jeśli Cię stać możesz to zmienić.
          Sponsor
          >
          > mile widziany.
          > 3. Chyba nie wiesz o co chodzi z krzywą Gaussa. Ten fragment będzie
          > trudniejszy, ale jako matematyk nie mogę się powstrzymać - obawiam się, że
          > będziesz musiała porządnie się sprężyć (zamknij wszystkie działające
          programy:
          > nic nie żuj, oddychaj równomiernie). Nawet jeśli nie zrozumiesz, to i tak
          może
          > to być pouczające - można z tego wyciągnąc wniosek: każdy z nas ma
          poprzeczkę,
          > której nie przeskoczy. Dotyczy to także uczniów - część z nich pewnych
          > abstrakcyjnych pojęć nigdy nie zdoła zrozumieć; nie ma w tym nic, co obraża
          > kogokolwiek: część problemów matematycznych jest zrozumiała dla wąskiej grupy
          > specjalistów, części nikt nie potrafi rozwiązać. Nawet najlepszy trener nie
          > sprawi, że ja zacznę skakać wzwyż ponad 2 metry (a i Ty pewnie też). Wiara,
          że
          > z matematyką jest inaczej niż ze sportem jest powszechna w naszym
          > społeczeństwie, ale nie ma żadnych przesłanek na jej poparcie (chyba, że
          gdzieś
          >
          > u Marksa i Engelsa). W rzeczywistości różnice między ludźmi w zakresie
          > matematyki i innych nauk przyrodniczych są dramatyczne! Ja bez trudu potrafię
          > skoczyć wzwyż 50cm, zatem jestem tylko pięć razy gorsza od rekordzisty
          świata.
          > Jeśli chcesz porównać swoje możliwości matematyczne weź do ręki akademicki
          > podręcznik do matematyki - podejrzewam, że 90% społeczeństwa nie zrozumie
          nawet
          >
          > wstępu. Po tym przydługim wstępie do rzeczy na temat krzywej Gaussa (lub
          > rozkładu normalnego). Jeśli losowa próbka jest dostatecznie duża (a taką
          > stanowi na ogół zbiór wszystkich uczniów nauczyciela matematyki w typowej
          > szkole), to największą grupę stanowią uczniowie przeciętni, zbliżeni do
          > średniej. Stosunkowo niewielu uczniów to uczniowie wybitni lub skrajnie
          słabi.
          > Z doświadczenia wynika, że przeciętny uczeń w naszym kraju z matematyki
          > oscyluje gdzieś między 2 a 3, więc 10 ocen dopuszczających w klasie 24-
          osobowej
          >
          > jest doskonałą ilustracją prawa Gaussa. Można oczywiście obniżyć wymagania,
          > nawet poszerzyć skalę ocen, ale nic to nie zmieni w główkach naszych dzieci.
          > Jeśli temat (rozkład normalny) spodobał Ci się polecam dodatkową lekturę - na
          > początek wpisz to hasło do wyszukiwarki, w razie problemów służę pomocą. Nie
          > wystarczy znać tylko hasła, trzeba jeszcze rozumieć ich sens, natomiast
          > interpretacja danych statystycznych, to już wyższa szkoła jazdy. Prawo Gaussa
          > jest właśnie jaskrawym dowodem na to, jak bardzo ludzkie możliwości nie są
          > egalitarne.
          > 4.Jeśli rzeczywiście chcesz się zająć sprawami oświaty, to spróbuj powalczyć
          w
          >
          > szkole swoich dzieci, aby pieniędzy nie wydawano na bzdury typu: PO,
          wychowanie
          >
          > seksualne itp.
          > 5. Pan Roman Giertych jest ministrem mojego rządu i zasługuje jak każdy
          > człowiek na szacunek. Mimo, że nie zgadzam się z kilkoma jego pomysłami
          > (mundurki, matura na jednym poziomie), to chylę czoła przed odwagą Pana
          > Ministra, że jako pierwszy szef resortu oświaty, chyba od czasu KEN, podjął
          > próbę zmian w oświacie. Chociaż nie zawsze ma rację i prawdopodobnie w końcu
          > polegnie, to jednak jako pierwszy w historii wolnej Polski sprawił, że ludzie
          > dostrzegają problemy szkoły i mówią o nich. Do tej pory nawet uczniowie nie
          > znali nazwiska swojego ministra. Jednakże marnowanie energii na "dokopanie"
          > belfrowi tylko przynosi ulgę, nic więcej.
          >
          > Skończyłam pięcioletnie studia na Wydziele Matematyki, Fizyki i Chemii
          > Uniwersytetu Śląskiego (jednym z najlepszych w kraju, przynajmniej w zakresie
          > nauk ścisłych; Instytut Fizyki w 2006 był najlepszy), uzyskałam tam tytuł
          > magistra matematyki. Pracę magisterską pisałam pod kierunkiem wspaniałego
          > Profesora Władysława Kulpy( jednego z najmądrzejszych ludzi, jakich
          > spotkałam). Następnie ukończyłam Studia Podyplomowe na wydziale Pedagogiki i
          > Pychologii, również na Uniwersytecie Śląskim, w zakresie przygotowania
          > pedagogicznego.
          > Pozdrawiam Agnieszka
    • ela_tuptus Re: 10 uczniów na 24 na polrocze ma ocenę 22.02.07, 16:38
      moim zdaniem nasza ocena sytuacji baby06 bez wysłuchania argumentów drugiej
      strony nie jest uprawniona (kwestia ocen).
      Natomiast nie sprawdzanie prac domowych, brak możliwości sprawdzenia kartkówek
      i sprawdzianów nie jest sytuacją normalną. Należałoby tę sprawę sprawdzić. Może
      to mieć wpływ na oceny ale nie na 100%.

      Niestety prawdą jest, że baaardzo dużo zależy od nauczycieli a raczej sposobu
      prowadzenia przez nich zajęć.Piszę niestety bo gdyby to tylko zależało od
      rodziców i dzieci to powinno być lepiej niż kiedyś. Coraz powszechniejsza jest
      opinia, że wykształcenie jest niezbędne do dobrej pracy, życia itp. Często to
      jedyna szansa. dlatego coraz więcej ludzi studiuje, rodzice "inwestują" w
      rozwój swoich pociech (przykład baby06) itp. Tendencja rosnąca od kilku lat.

      Na spotkaniu z Panią Psycholog (zerówka) omawiającą "zdolność szkolną dzieci",
      otrzymaliśmy informację, że od kilku lat dzieci nie mają problemów z aspektami
      matematyki gorzej z np. czytaniem. Taka sama informacja po testach na koniec
      semestru mojego I klasisty.
      moje pytanie co takiego dzieje sie w starszych klasach, że nagle sytuacja jest
      odwrotna?

      Druga sprawa to moje osobiste doświadczenia - (byłam w klasie mat-fiz).
      Przez 3 lata mieliśmy super wyniki (w stosunku do ocen cząstkowych)i totalny
      mętlik w głowie. Dla zobrazowania sytuacji po zmianie nauczyciela na I lekcji
      mieliśmy kolejną lekcję z prawdopodobieństwa. Pani napisała zadanie i spytała
      nas jak to byśmy rozwiązali. I zaczeła sie wyliczanka (permutacja, wariancja
      itd). Moi Mili a jak prościej ....zaległa cisza. A drzewko. My na to co to
      takiego? Nie chciała nam uwierzyć, ze nie mieliśmy tej metody. Padło wtedy
      zdanie, które pamiętam do dziś "każde zadanie da się rozwiązać. bardzo często
      istnieje więcej niż 1 droga rozwiazania, szukajcie tego najprostszego".
      zaczeliśmy myśleć jak rozwiązać zadanie a nie jak odpowiedzieć, żeby Pani była
      zadowolona.Szukaliśmy i coraz bardziej wierzyliśmy w siebie. Na 24 osoby w
      klasie wszyscy skończyliśmy studia (8 kolegów dostało się na AGH na elektronikę
      i informatykę- najbardziej oblegane kierunki).

      Drugi przykład - mojego syna. W domu rozmawiamy o przemienności dodawania. Mały
      załapał od razu, dlatego w równania 3+1+4=8 (przedstawionego na grafie) poniżej
      napisał 4+4=8 i w drugą stronę 8-4=4. Pani mu to skreśliła, bo niezgodne było z
      kolejnością na grafie."powinno być" 3+5=8 i 8-5=3 sad((
      ela




      • verdana Poziom 22.02.07, 20:46
        Uczymy, wiedzac ze nie nauczymy - tylko dla aktywnosci? i mamy podwyzszyć
        poprzeczkę, tak aby nikt już niczego nie rozumiał - wtedy poziom nauczania
        bedzie wyższy. masz racje, z krzywą Gaussa się nie dyskutuje, trzeba się do
        niej dostosować.
        Marnie nam to wychodzi, bo jak wiadomo dzieci i mlodziez matematyki nie lubia,
        nie rozumieja i jakos nie maja ochoty wykazywac w tej dziedzinie aktywnosci.
        zaczynam to rozumiec, skoro sami nauczyciele wychodza z założenia, ze ich
        zadaniem nie jest nauczenie dzieci niczego trwałego. Dziecko myśli i skoro
        próbuje, a mu nie wychodzi, nie jest w stanie dostać dobrego stopnia, to
        przestaje się dana dziedzina interesować. I zamiast aktywnosci mamy marazm.
        W ten sposob można w podstawóce słuchać Pendereckiego, i czytać Szekspira a
        potem z ubolewaniem stwierdzac, ze mlodzież nie lubi muzyki. Program ma byc
        dostosowany do poziomu dziecka, a nie sztucznie zawyzany - bo osiągamy
        rezultaty dokładnie odwrotne od zamierzonych.
        Prawdę mówiac, dawno nie słyszalam czegos tak absurdalnego. Dziecko moze
        wykazywac aktywność i inwencję tylko w przypadku, gdy jest w stanie zrozumieć
        to, czego się uczy. Inaczej, przepraszam, jak moze być aktywne? W szkolach
        amerykanskich program matematyki jest znacznie łatwiejszy (w niższych klasach).
        W wyższych wybiera się poziom.
        A efekty? Coś mi się wydaje, ze znacznie lepsze.
        • agau7 Re: Poziom 22.02.07, 22:56
          Chciałam na nauczanie matematyki spojrzeć nieco szerzej. Lekcje matematyki, to
          doskonały czas na trening, który w przyszłości pozwala człowiekowi posiąść
          wiedzę z różnych dziedzin. Pozwala człowiekowi swobodnie myśleć w sytuacjach
          nie kojarzonych z matematyką. Małe dziecko nie ma świadomości, że w danym
          momencie czegoś się uczy. To nie student. Dziecko bawi się matematyką. Czy
          pamiętasz do dzisiaj twierdzenia o kątach wpisanych i środkowych, o których
          uczyłaś się w szkole??? Zapewne nie. Czy to jest powód, żeby nigdy o tych
          twierdzeniach nie słyszeć? Dla jednych osób będą one ważne( dla mnie są, bo
          uczę tego inne osoby, ważne dla architekta), dla innych stanowią w pewnym
          momencie element poznawczy, o którym moga zapomnieć.
          Nie jest prawdą, że dzieci nie lubią matematyki. Skąd ten wniosek? Mam wielu
          uczniów, którzy nie mają genialnych osiagnięć, mają wręcz marne wyniki z
          matematyki, a lubią moje lekcje. Jak dowiemy się ,że młodzież lubi lub nie
          muzykę poważną, jeśli nigdy nie będzie miało okazji jej posłuchać? Wsród wielu
          młodych ludzi można znaleźć takich, którzy interesuja się muzyką poważną.
          Mamy dostosować program do najsłabszych???
          Aktywność dziecka prowadzi do wiedzy. Nie odwrotnie, że najpierw rozumie, wie.
          Jak dziecko doświadczalnie poznaje liczbę pi, to najpierw mierzy, liczy i potem
          odkrywa, że wyniki tych działań są podobne. Jedno dziecko uzna to za bardzo
          interesujacy fakt, inne nie będzie tym zainteresowane. To jednak nie powód,
          żeby dzieci nie poznały liczby pi. Nie będę dyskutować z amerykańską
          rzeczywistością. Jesteśmy 100 lat za nimi. Indywidualizacja procesu nauczania -
          nas na to nie stać. Efekty lepsze z wąska grupą. Z grupą wybrańców. A my mamy
          do 16 roku życia wspólne przymusowe nauczanie. Czyli jednak nawet w Ameryce nie
          wszyscy osiągają podobny poziom wiedzy z matematyki. Może oni wiedzą, że warto
          w zatrzymać się na pewnym etapie, bo dalej nie ma sensu???
        • majaaaaa Re: Poziom - szk. podst. 23.02.07, 00:05
          verdana napisała:

          > Uczymy, wiedzac ze nie nauczymy

          A ja zapytam, co z programu szkoły podstawowej wyrzuciłabyś z matematyki? Dla
          mnie to bezwzględne minimum, z którym każdy człowiek MUSI się zaznajomić (a
          każdy kto tytułuje się wykształceniem średnim powinien ten zakres mieć w miarę
          opanowany). Zgadzam się, że juz program liceum w wielu punktach nie jest
          większości osobnikom do szczęścia potrzeby, jednak pewne minimum musi byc w
          szkole nauczane i wymagane. I nie ma tu już znaczenia, czy 80% uczniów jest w
          stanie opanować ten materiał przynajmniej na 4 czy też jedynie na 3.

          Do agau.
          Tak na marginesie tej dyskusji zastanawia mnie, co czuje nauczyciel matematyki,
          który ma w pamięci ogrom cięzkiego materiału na studiach, który teraz - ucząc w
          podstawówce - do niczego mu się nie przydaje.


          • agau7 Do majaaaaa 23.02.07, 10:04
            Studiowanie matematyki było dla mnie ciężką pracą. Tak zapewne może powiedzić
            wiele osób, które skończyły inne kierunki. Jasne, że nie sposób wykorzystać
            wiedzy zdobytej na studiach. Większość nauczycieli jej nie wykorzystuje. W
            odróżnieniu jednak od moich kolegów po fachu, którzy ukończyli matematykę na
            studiach podyplomowych w ciągu dwóch semestrów mam wielką swobodę poruszania
            sie na polu matemtyki. Nie zadaję uczniowi pracy domowej: skonstruuj siedmiokąt
            foremny, bo czytałam kiedyś teorię Galois, a już widziałam właśnie takie
            zadania zadane do domu. Poza tym w naszym kraju wiele osób uważa, że może uczyć
            matematyki w szkole podstawowej. Sami niewiele wiedzą, a biorą się za nauczanie
            innych. Przecież to tylko trochę ułamków, procenty, rysowanie wielokątów czy
            działania na liczbach ujemnych. W rezultacie robią taka sieczkę w głowach
            dzieci, że w gimnazjum nie sposób tego bałaganu wyprostować.
            Pozdrawiam Agnieszka

            • majaaaaa Re: Do majaaaaa 23.02.07, 11:13
              Zadałam to pytanie, ponieważ - jakkolwiek w innych przedmiotach uważam za
              bardziej zasadne posiadanie wiedzy przez nauczyciela z zakresu studiów
              kirunkowych - tak w przypadku królowej nauk sądzę, że studiowanie matematyki na
              ambitnym wydziale może (paradoksalnie) utrudniać nauczanie w szkole podstawowej
              no i powodować swego rodzaju frustracje. Wielu młodym mgr matematyki trudno
              znizyc sie do poziomu dzieci, przejść na ich MOŻLIWOŚCI abstrakcyjnego myślenia
              i złe oceny wrzucaja do jednego worka: dzieci nie chcą się uczyc, lekceważa
              obowiazki, itp. Zapewne z latami doświadczeń zmienia się troche ich punkt widzenia.

              agau7 napisała:

              > Studiowanie matematyki było dla mnie ciężką pracą.

              Bo chyba tylko niewielkie grono wybrańców jest w stanie przelecieć na skrzydłach
              przez matematykę czy fizykę.

              > odróżnieniu jednak od moich kolegów po fachu, którzy ukończyli matematykę na
              > studiach podyplomowych w ciągu dwóch semestrów mam wielką swobodę poruszania
              > sie na polu matemtyki.

              Żeby nie było nieporozumień, oczywiście daleka jestem od zabraniania nauczania
              matematyki w szkole podstawowej przez osoby z taką wiedzą jak TYsmile,
              jednak uważam, że 2 semestry matematyki na studiach podyplomowych w zupełnosci
              wystarczą. W przypadku bowiem tego przedmiotu istotniejsza jest wiedza z zakresu
              metodyki nauczania niż dogłębna wiedza z zakresu matematyki wyższej.

              > Poza tym w naszym kraju wiele osób uważa, że może uczyć
              > matematyki w szkole podstawowej.

              Nie wiem, jak określić to "wiele", niemniej sadzę, że sporo osób jest w stanie.

              >Sami niewiele wiedzą, a biorą się za nauczanie
              > innych.

              Na podstawie czego wysuwasz taki wniosek?

              > Przecież to tylko trochę ułamków, procenty, rysowanie wielokątów czy
              > działania na liczbach ujemnych.

              No, bo w sumie - tak jestsmile

              > W rezultacie robią taka sieczkę w głowach

              Niektórzy robią, inni - nie, jak to w zyciu.

              > dzieci, że w gimnazjum nie sposób tego bałaganu wyprostować.

              I rzeczywiscie masz takie złe doświadczenia?
              • agau7 Re: Do majaaaaa 23.02.07, 14:10
                Może to niesprawideliwa ocena, ale myślę, że trudno być dobrym nauczycielem
                będąc świeżo upieczonym magistrem. Wiem, że są praktyki, dydaktyka przedmiotu.
                Kiedyś miałam wygórowane wymagania wobec uczniów. Może to było niepotrzebne?
                Jednak dawali sobie radę. Pracuję w szkole 14 lat. Przez tyle lat tylko raz
                postawiłam dziecku ocenę niedostateczną na koniec roku szkolnego. To niełatwa
                decyzja. Ma wpływ na cudze życie. Trzeba ją bardzo dobrze przemyśleć.
              • agau7 Do majaaaaa 23.02.07, 14:45
                Może to niesprawiedliwa ocena, ale myślę, że trudno być dobrym nauczycielem
                będąc świeżo upieczonym magistrem. Wiem, że są praktyki, dydaktyka przedmiotu.
                Rozpoczynając swoją pracę w szkole miałam wygórowane wymagania wobec uczniów.
                Może to było niepotrzebne? Jednak dawali sobie radę. Pracuję w szkole 14 lat.
                Przez tyle lat tylko raz postawiłam dziecku ocenę niedostateczną na koniec roku
                szkolnego. To niełatwa decyzja. Ma wpływ na cudze życie. Trzeba ją bardzo
                dobrze przemyśleć.
                Oczywiście nie mogę twierdzić, że każda osoba, która konczy studia podyplomowe
                z matematyki nie potrafi jej nauczać. Wiele zależy od jej ambicji i chęci. Ja
                niestety mam przykre doświadczenia z takimi osobami. Mam to szczęście
                kontynuować nauczanie dzieci w gimnazjum, które były pod skrzydłami takich
                nauczycieli w szkole podstawowej. Nie wiem, czy potrafię napisać o co mi tak do
                końca chodzi. Z tymi ułamkami to jest tak, że nawet gimnazjalista wie, jak
                wykonywać działania na ułamkach. Jednak trudno mu dotrzeć do młodszego kolegi.
                Zanim u małego dziecka włączę wyobraźnię w działaniach na ułamkach, to najpierw
                je pokazuję. Pokazuję na kawałkach pizzy, że dwa ułamki o różnych licznikach i
                różnych mianowanikach mogą być równe. Uczę dzieci posługiwania się językiem
                matematycznym. Dziecko widzi prostokąt, kwadrat, ale zadając mu odpowiednie
                pytania i ukierunkowując jego tok myślenia samo poda definicję tej figury.
                Jeśli samo ją wymyśli, to zapamięta, bo to jest jego odkrycie, a nie napisana
                przez nauczyciela trudna definicja, której dziecko nie rozumie, tylko uczy się
                jej jak poezji. Dzieci potrafią wymyślać wszelkie definicje, uczymy je
                precyzować własne wypowiedzi tak, aby były zrozumiałe dla innych odbiorców.
                Nauczyciel, który sam uczy się pamięciowo takich definicji lub (o zgrozo)
                przepisuje je z własnego zeszyciku( takich też znam)zmusza dzieci do uczenia
                się matematyki na pamięć.
                Masz rację z tą sieczką. Z tym jest różnie. Mam koleżankę, która uczyła dzieci
                matematyki po skończeniu studiów podyplomowych. Jest fizykiem( świetnym). Ale
                wiele czasu jej zajęło zrozumienie tego dlaczego dzieci tak szybko potrafią tak
                szybko policzyć pole trójkąta równobocznego. Ona korzystała z twierdzenia
                Pitagorasa. Dzieci znały wnioski z tego twierdzenia - wzory na wysokość i pole.
                Jasne, że po jakimś czasie ona tez do tego doszła, ale jednak dla mnie była
                nauczycielem z długoletnim stażem, który potrafił świtnie nauczać fizyki, ale z
                ta matematyka lekko kulała.
                W szkole podstawowej na lekcjach matematyki poświęca się sporo czasu na naukę
                liczenia. Są to działania pamięciowe, pisemne. Sporo czasu poświęcamy na
                działania na ułamkach. Pojawiają się liczby całkowite, procenty. Jeśli dzieci
                nie nauczą się liczyć w szkole podstawowej, to w gimnazjum ma marne szanse na
                nadrobienie tego.
                Pozdrawiam Agnieszka
      • ela_tuptus do agau7 23.02.07, 14:15
        chodziło mi o ten post. niestety nie jest tak różowo sad(
        • ela_tuptus Re: do agau7 23.02.07, 14:18
          przekleiłam go jeszcze raz

          moim zdaniem nasza ocena sytuacji baby06 bez wysłuchania argumentów drugiej
          strony nie jest uprawniona (kwestia ocen).
          Natomiast nie sprawdzanie prac domowych, brak możliwości sprawdzenia kartkówek
          i sprawdzianów nie jest sytuacją normalną. Należałoby tę sprawę sprawdzić. Może
          to mieć wpływ na oceny ale nie na 100%.

          Niestety prawdą jest, że baaardzo dużo zależy od nauczycieli a raczej sposobu
          prowadzenia przez nich zajęć.Piszę niestety bo gdyby to tylko zależało od
          rodziców i dzieci to powinno być lepiej niż kiedyś. Coraz powszechniejsza jest
          opinia, że wykształcenie jest niezbędne do dobrej pracy, życia itp. Często to
          jedyna szansa. dlatego coraz więcej ludzi studiuje, rodzice "inwestują" w
          rozwój swoich pociech (przykład baby06) itp. Tendencja rosnąca od kilku lat.

          Na spotkaniu z Panią Psycholog (zerówka) omawiającą "zdolność szkolną dzieci",
          otrzymaliśmy informację, że od kilku lat dzieci nie mają problemów z aspektami
          matematyki gorzej z np. czytaniem. Taka sama informacja po testach na koniec
          semestru mojego I klasisty.
          moje pytanie co takiego dzieje sie w starszych klasach, że nagle sytuacja jest
          odwrotna?

          Druga sprawa to moje osobiste doświadczenia - (byłam w klasie mat-fiz).
          Przez 3 lata mieliśmy super wyniki (w stosunku do ocen cząstkowych)i totalny
          mętlik w głowie. Dla zobrazowania sytuacji po zmianie nauczyciela na I lekcji
          mieliśmy kolejną lekcję z prawdopodobieństwa. Pani napisała zadanie i spytała
          nas jak to byśmy rozwiązali. I zaczeła sie wyliczanka (permutacja, wariancja
          itd). Moi Mili a jak prościej ....zaległa cisza. A drzewko. My na to co to
          takiego? Nie chciała nam uwierzyć, ze nie mieliśmy tej metody. Padło wtedy
          zdanie, które pamiętam do dziś "każde zadanie da się rozwiązać. bardzo często
          istnieje więcej niż 1 droga rozwiazania, szukajcie tego najprostszego".
          zaczeliśmy myśleć jak rozwiązać zadanie a nie jak odpowiedzieć, żeby Pani była
          zadowolona.Szukaliśmy i coraz bardziej wierzyliśmy w siebie. Na 24 osoby w
          klasie wszyscy skończyliśmy studia (8 kolegów dostało się na AGH na elektronikę
          i informatykę- najbardziej oblegane kierunki).

          Drugi przykład - mojego syna. W domu rozmawiamy o przemienności dodawania. Mały
          załapał od razu, dlatego w równania 3+1+4=8 (przedstawionego na grafie) poniżej
          napisał 4+4=8 i w drugą stronę 8-4=4. Pani mu to skreśliła, bo niezgodne było z
          kolejnością na grafie."powinno być" 3+5=8 i 8-5=3 sad((
          ela
    • zawsze_wolna_nilka do agau 22.02.07, 22:13
      Bardzo Cię przepraszam za moją dotychczasową bezwzględną krytykę twojego
      stosunku do dzieci. Dopiero teraz zerknęłam na wizytówkę.
      Przykro mi.
      M.
      • agau7 Do zawsze_wolna_nilka 22.02.07, 23:38
        Od kilku miesięcy forum, to moje drugie życie. Nie to. Niestety nie to. Ja
        doskonale wiem jakim skarbem jest każde dziecko. Jak mogłabym je krzywdzić?

        Ta dyskusja pozwoliła mi chociaż na chwilę pomyśleć o czymś innym.
        Na forum "Dlaczego" nikt nikogo nie krytykuje. Nie trzeba z niczym i z nikim
        walczyć. Wystarczy płakać nad klawiaturą i pisać. Ja juz wiele łez wylałam.
        Wszyscy wiedzą co czuję, co myślę. Wiedzą jak straszne jest teraz moje życie,
        jak ciężko jest każdego dnia.

        Na tym forum można przeczytać wiele przykrych słów na swój tamat, jednak nad
        tym nie płaczę.
        Moja praca jest dla mnie ważna. Wiele wysiłku wymaga ode mnie obecnie kontakt
        z dziećmi. Przy nich nie mogę się rozklejać. Muszę się uśmiechać, żartować,
        motywować ich do pracy. Pewnie nie jestem zbyt szczera, bo moje życie straciło
        sens. Moje problemy nie mogą mieć wpływu na ich wiedzę i samopoczucie w szkole.
        Jestem im wszystkim wdzięczna za to, że tak dobrze mnie rozumieją, że cieszą
        się, że wróciłaam, że potrafią sprawić, że w pracy chce mi się żyć mimo
        wszystko.
        Koniec dyskusji. Lepiej już wrócę do swoich problemów nie związanych z
        nauczaniem. Nad nimi nie da się dyskutować, bo nie są do rozwiazania. Tak -
        umarła moja córeczka Lenka. 5 miesięcy temu moje życie straciło sens. Ale mam
        jeszcze dwójkę dzieci, dla których próbuję się posklejać.
        • ela_tuptus Re: Do agau7 23.02.07, 14:48
          Bardzo mi przykro.
          Dobrze, że myślisz o dzieciach które zostały.
          to pomaga.

          z pozdrowieniami
          Ela

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka