Dodaj do ulubionych

marzę o swojej śmierci...

IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.05.03, 22:11
nie mam juz sił do ciagłych walk z moja córką - nastolatką
Gdybym nie starała się całe jej zycie o mądre, dobre wychowanie.
Gdybysmy nie kochali jej tak bardzo - byłoby łatwiej znieść jej oszustwa,
niechęc do nas, lekceważenie, pretensje, roszczenia, nienasycony apetyt na
rzeczy...
Jest piekną dziewczyną. Uczy się rewelacyjnie, jest ...mądra tzn. wiele wie
i rozumie, ale to wszystko razem obraca teraz przeciwko nam.
Ja naprawdę umieram z braku nadziei.
Czuje sie ...oszukana.
Czuję sie ...niekochana
Jestem przerazona jej próznością, nieczułością, wyrachowaniem.
Hoduję ..potwora - bo w masce kultury, inteligencji itp.
Pragnę odpocząć od napięc, od kłótni, od poczucia obowiązku wobec niej
Nic mnie nie cieszy
umieram... z beznadziei
myślę o ..samobójstwie
Obserwuj wątek
    • Gość: Maryla Re: marzę o swojej śmierci... IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 04.05.03, 01:13
      No pieknie smile a ile córka ma lat? moze to poprostu normalny bunt?To
      sie da przeczekaćsmile uwierz. Niezadowolenie, przekora,lekcewazenie to
      wszystko minie,no powiedzmy złagodniejesmile Jesli jak piszesz jest
      inteligentna,dobrze sie uczy ,to na pewno zrozumiem ze nie tedy
      droga,nastolatki takie sąsmileNie zalamuj sie,rozumiem Cie doskonale ze jest
      w Tobie zal(przerobilam to).Kochaj ją dalej i musisz uwierzyc ,ze ona Was
      równiez kochasmileMoja córka tłumaczyła swoje postepowanie
      stwierdzeniem "hormony szaleją"
      Pozdrawiam
    • Gość: mamusia Re: marzę o swojej śmierci... IP: *.proxy.aol.com 04.05.03, 10:17
      natychmiast idz do psychologa. a od zaraz pomysl o tym, ze jestes wolnym
      czlowiekiem. troche poluzuj poczucie odpowiedzialnosci za jej czyny. jesli po
      raz kolejny czyms cie do zywego zrani, to nie mysl jak ja zmusic do innego
      zachowania ale zastanow sie "co chce zrobic ja dla siebie w tej sytuacji".
      jesli akurat nie mozesz na nia patrzyc, to wyjdz do swojego pokoju, idz do
      kina, przestan sie nia zajmowac.
      jedna sprawa to "szalenstwa" twojej corki. inna to TWOJA reakcja na nie.
      jesli jest prozna materialistka - no coz wolno jej, ale niech sama na to
      zarabia roznoszeniem reklamowek etc. TY nie musisz zarabiac na jej proznosc.
      nie sprzata - niech zyje na kupie smieci, ale w swoim pokoju. TY tam nie wchodz
      nawet po bielizne do prania.
      pali - tez jej wolno, ale nie pierz smierdzacych ciuchow, obetnij kieszonkowe,
      bo niby dlaczego masz finansowac "luksus".

      moze ona nie zmieni swojego zachowania. aleciebie przestana dotykac jego skutki.

      pisze troche z perpektywy potyczek z moja 3letnia, ale bardziej z perspektywy
      klopotow mojej sasiadki i przyjaciolki ze swoja nastoletnia. a jest chyba
      gorzej niz u ciebie : nie chodzi do szkoly, demoluje swoj pokoj, na "kary"
      reaguje tnac sie zyletka. moja sasiadka spedzila 4 miesiace w klinice
      psychiatrycznej z ciezka depresja. wrocila z ww nastawieniem.
    • Gość: isabella Re: marzę o swojej śmierci... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 04.05.03, 12:34
      Zadaniem rodziców jest wprowadzenie dzieci w życie, samodzielne życie, od
      samego początku musimy o tym pamietać i stopniowo, zgodnie z wiekiem naszych
      pociech, pozwalać im usamodzielniac sie, podejmować własne decyzje i byc
      odpowiedzialnymi za te decyzje...zastanów się czy przez przypadek to nie wy
      rodzice nauczyliscie jej proznosci...dzieci uczą sie od nas rodziców a nie od
      sasiadów jak sa małe, potem jak wchodzą w wiek dojrzewania zaczynają sie
      buntować na zakazy i nakazy domowe i starają sie nasladowac tych ktorzy
      bardziej im odpowiadają.... Jezeli twoja corka jest nastolatką to jest to okres
      b. trudny dla niej i to my rodzice musimy starac się zrozumiec nasze dzieci a
      nie odwrotnie. Twoja corka nie prosila sie na swiat, nie prosila ciebie zebys
      sie poswiecala dla niej.. wiec zadnych wymowek.. zastanow sie gdzie popelnilas
      bledy i przy pomocy albo literatury (znajdziesz wiele informacji w internecie
      lub na polkach ksiegarni) lub psychologa problem sie rozwiąze ale ty musisz
      zrozumiec ze to ty musisz sie najpierw zmienic a nie ona. Jak ty zaczniesz
      inaczej myslec i postepowac z nią to wszystko bedzie ok. Przeczytaj sobie
      ksiązke Alice Miller, lub Susan Forword "Toksyczni rodzice" - wszystko stanie
      sie jasne dla Ciebie. Rodzice nie są wszechwiedzący, kto nas przygotowuje do
      pełnienia roli rodzica?? co wiem jak postępować z naszymi dziecmi?? od naszych
      rodziców a oni skąd otrzymali tą wiedzę??? .. jesteśmy wielkimi ignorantami w
      tej materii, wykonujemy "zawód rodzica" nic o nim nie wiedząc. Potem mamy
      dzieci, kaprysne, zle, znerwicowane, itp ktore stają sie dorosłymi ludzmi
      pełnymi kompleksów i problemów...Ja ma syna 21 lat, praktycznie sama go
      chowałam, dla mnie rzeczy materialne nie mają znaczenia (oczywiscie ulatwiają
      zycie) bo one nigdy nie zastąpią milości, uczucia, ciepła, zrozumienia drugiej
      osoby... zamiast dwoic się i troic aby zaspokoic kazdy kaprys dziecka (co nie
      jest niczym innym jak prosbą o uwagę, uczucie...) starajcie się zrozumiec to i
      zamiast zabawek tulcie wasze dzieci i spedzajcie z nimi wiecej czasu, a jak
      jest to nie mozliwe to nie rodzcie ich.. dziecko to nie przedmiot to
      NAJDELIKATNIESZE STWORZENIE NA SWIECIE. Moj syn tez byl nastolatkiem, teraz
      jest mezczyzną i ja nigdy nie maiłam i nam z nim problemów. Ale ja go
      respektowałam, pozwalałam mu decydować, stawać się samodzielnym, nie ządałam
      zeby myslał i robił tak jak ja, on nie mial byc moim KLONEM mial byc sobą.
      Wyznaję teorię że: RODZIC MUSI KOCHAĆ SWOJE DZIECKO JAKIE ONO BY NIE BYŁO,
      DZIECKO NATOMIAST NIE JEST ZOBOWIĄZANE KOCHAC SWOICH RODZICÓW, BĘDZIE ICH
      KOCHAĆ TYLKO JEZELI ONI NA TO SOBIE ZASŁUZĄ, nie tak jak to nam wpajano do
      głowy, że rodzica masz jednego, matkę hołduje się szczególnie, i musisz ją
      kochać..... jak krzywdzimi nasze dzieci to zaraz dodajemy ze to z miłości i dla
      ich dobra... dla ich dobra to nalezy DZIECI RESPEKTOWAĆ i odnośic sie do nich
      wielkim szacunkiem i zrozumieniem...

      Powodzenia
      isabella
    • Gość: załamana dzięki za tyle mądrych słów IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.05.03, 18:25
      dzięki, że dzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami, refleksjami...
      ...
      sama jestem ..psychologiem,
      pracuje od lat z młodzieżą i z obcymi dziecmi, ich rodzicami - świetnie sobie
      dawałam dotąd radę
      znam teorie, książki, badania itd.
      Dotad wszystko sie zgadzało - tzn. teoria z praktyką. Dzieci rosły mądre,
      asertywne, samodzielne, zaradne (np. problem prózności, to nie problem kasy,
      ale zaangażowania w swój wygląd - moja 15-latka sama sobie szyje ciuchy,
      uwielbia to robić)
      nie pali, nie ucieka z domu, nie pije, nie narkotyzuje się... po prostu sukces
      wychowawczy!
      Tylko, że zaczyna swój dzień od ..JA, trwa przy nim i kończy...JA JA JA (muszę,
      chcę, potrzebuję, pragne, żądam, zamierzam, postanowiłam....)
      Młodszą siostrę traktuje jak uprzykrzonego insekta (nie umie np.
      jej ..przytulić)
      Rodzice dla niej to lista zakazów, które gdy się jest sprytnym mozna ominać
      (świetnie wyłapuje luki, niedopowiedzenia itp.) albo posiadacze środków do
      uprzyjemnienia swojego JA - wtedy jest miła.
      Doszło do tego, że gdy rano nie ma awantury, lekceważącego tonu, odzywek
      typu "co cie to obchodzi", "sama sobie zrób" "ciekawe w jaki sposób mi tego
      zabronisz" oraz tych najgorszych słów, kiedy wali w słabe punkty (np. gdy na
      czyms mi zalezy, czegos sie obawiam..)- więc gdy tego wszystkiego nie ma od
      rana, zmieniam się w czekanie na..."mamo, czy mogłabym...", albo "mamo, tak
      bardzo potrzebuję..."
      Młodszą wykorzystuje tak od dawna, a ta głupia płacze, że "przeciez myślała, że
      to z miłości"
      Moja rozpacz przypomina żal człowieka odrzuconego, który nie może przestać
      kochać....
      Nie widzę wyjścia
      • Gość: mamusia Re: dzięki za tyle mądrych słów IP: *.proxy.aol.com 05.05.03, 10:31
        to bedzie ci latwiej znalezc kompetentnego kolege po fachu. bo mysle, ze nie
        bez kozery wszystkim terapeutom najtrudniej jest zajmowac sie soba i swoimi
        najblizszymi.
        z tego co pisalas mnie sie na przyklad rzucilo w oczy, jak bardzo pragniesz
        wychowac corke wg SWOICH wyobrazen. ja wiem, ze ze wzgledu na doswiadczenie
        zawodowe masz wrazenie, ze to TWOJE wartosci sa sluszne. ale dla twojej corki
        mniej wazna jesz slusznosc, co fakt ze sa TWOJE,a ona chce miec SWOJE. i
        najlepiej sie dogadacie jesli jej bedzie WOLNO, dopoki bedzie ponosic
        konsekwencje swojego nastawienia. mysle, ze akurat tobie powinno sie
        udac "wyluzowac" - wsadzilas do black box to co najlepsze (moze nawet wiecej
        niz inni rodzice bo zawsze swiadomie i fachowo), stworzylas tym samym najlepsze
        warunki do jej rozwoju, teraz staje sie dorosla i jakos to wykorzysta, ale na
        swoj sposob.

        rzucilo mi sie w oczy twoje uzaleznienie od tego co ona powie, zrobi etc. a to
        ty sama jestes odpowiedzialna za swoje samopoczucie, swoje reakcje.

        na pewno wiesz o kim mowie (bo mnie wylecialo) ale byl taki uczen freuda, ktory
        w auschwitz doszedl do wniosku, ze nawet tam jest wolnym czlowiekiem, bo nadal
        sam jest odpowiedzialny za swoja reakcje na to, co czynia mu przesladowcy.

        nie wierze, ze sie w swojej praktyce zawodowej nie spotkalas z roznymi formami
        niecheci wsrod rodzenstwa. i co - przeciez wiesz, ze najlepiej obu delikwentow
        zostawic z ich ukladem samych. nie jestes odpowiedzialna za stosunki miedzy
        twoimi corkami - sama wiesz najlepiej, ze nikomu to nie wyjdzie na dobre. ty
        bedziesz permanentnie miala uczucie porazki, starsza bedzie nieustannie
        krytykowana a mlodsza nie wezmie odpowiedzialnosci za swoj los.
        cieple pozdrowienia, porozmawiaj z kolega.
        • Gość: mamusia Re: dzięki za tyle mądrych słów/ps IP: *.proxy.aol.com 05.05.03, 10:38
          i co mi sie jeszcze rzucilo w oczy - martwi cie jej JA pragne, chce,
          potrzebuje.
          czyz nie tego ja nauczylas ? ze komunikaty "JA" sa lepsze, efektywniejsze,
          mniej raniace niz "TY ....jestes... etc".
          przeciez jesli ona mowi "JA chce" to nie znaczy, ze ty natychmiast jej potrzebe
          musisz zaspokoic. WOLNO jej chciec, WOLNO jej prosic cie o pomoc i WOLNO jej
          postarac sie samej. a tobie WOLNO odmowic jej pomocy. na prawde lepiej zeby
          mowila czego chce, niz zeby chodzila niezadowolona i nikt nie wiedzial dlaczego.
          nie oceniaj jej "potrzeb", zaloz ze one nie sa ani dobre ani zle, tylko sa.
          WOLNO tobie nie ucuestniczyc w ich realizacji.
    • _jana Re: marzę o swojej śmierci... 04.05.03, 19:59
      Nie znam córki,nie znam Ciebie,ale pozwól na kubełek zimnej wody,ok wink
      to,że jesteś psychologiem może się okazać zgubne.Właśnie dlatego,że za dużo
      wiesz,za dużo interpretujesz.A przede wszystkim za dużo wymagasz.
      Z Twoich dwóch wypowiedzi wynika dla mnie,że (być może -zaznaczam to!):
      -córka weszła w okres buntu i stąd jej opryskliwość,ona się z Tobą "mocuje" bo
      wchodzi w dorosłość,tak ma znaczna większość prawidłowo rozwijających się
      nastolatków.Być może ma taki sposób bycia.No i cóż,będziesz ją na siłę uczyć
      bycia uprzejmą?Może nie pomóc,bo może tak została wyposażona.I nawet Twoje
      bycie uprzejmą nie wywarło na nią żadnego wpływu
      -doceń jej walory,bo są ogromne,jak na zbuntowaną nastolatkę
      -młodsza siostra musi się nauczyć żyć, z tym ,że starsza jej nie przytuli (może
      jeszcze nie teraz, a może nigdy)Bywają rodzeństwa,które nie okazują sobie
      uczuć.Nawet się nie lubią.
      Ale potem w chwilach próby okazuje się,że są oparciem i się kochają.Od
      przytulania jest mama i niech to wystarczy.Nie rób z tego dramatu.
      -może jest egoistką (bo taka się urodziła)Na pewno nie zmienisz tego na
      siłę.Obawiam się,że w ogóle.Ale właściwie to nie rozumiem.
      Czy walczysz z tym egoizmem,bo :
      -boisz się konsekwencji jego w jej życiu?
      -czy użalasz się nad sobą,bo dotyka on Ciebie?-w takim razie to też egoizm.


      Jak na jej przewinienia uważam,że wykazujesz postawę afektowaną i nienaturalną.
      Nie miałabym wsparcia w matce,która (mając młodsze dziecko) pisze dramatyczne
      listy,że chce popełnic samobójstwo z tego powodu,ze córka jest egoistką i na
      nią warczy w wieku 15 lat!
      Może ona czuje Twój kategoryczny brak akceptacji i to jest właśnie poza i maska.
      Wyluzuj i skup się też na młodszej,bo jak atmosfera z listu przenosi się na
      atmosferę w domu-to szykują Ci się następne kłopoty.Marząc o własej śmierci z
      takiego powodu,mając do wychowania młodsze dziecko-jesteś egoistką.
      Więcej pogody i dystansu.

      ps.Czytając tytuł postu wyobrażałam sobie jakieś straszne rzeczy.
      • Gość: załamana Re: marzę o swojej śmierci... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.05.03, 23:55
        _jana napisał:

        > ps.Czytając tytuł postu wyobrażałam sobie jakieś straszne rzeczy.

        Sorry, że Cię rozczarowałam.. wink
        Wybacz, ale kubły zimnej wody to sobie sama codzień wylewam na kark i ...nic.
        Przyczyna mojego cierpienia (nie uzalania się, ale własnie ...cierpienia) sa
        uczucia, a one jako takie nie poddaja się perswazji, zimnej wodzie itd.
        Ja wiem, że mam młodsze kochane dziecko ..ale ja nie mam dla niej naziei.
        Przeraza mnie świadomość, że za parę lat i z nia stanie sie to samo. Więc nie
        mam nawet pomysłów, nie mam przekonania, że wiem jak wychowywać. A jeśli nie
        mam wiary w sens, to jak mam cokolwiek robić.
        Sama powinnam udac się do terapeuty, ale ..ale ja wiem na czym taka terapia
        polega, więc nie poddam się jej jak matka w kryzysie, ale będe obserwować
        kompetencje terapeuty.
        Błędne koło

        W zyciu juz tyle razy uciekałam od tych, którzy przynosili ból...jak mam uciec
        od własnego dziecka????
      • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci... 05.05.03, 10:16
        _jana napisał:

        > Nie znam córki,nie znam Ciebie,ale pozwól na kubełek zimnej wody,ok wink
        > to,że jesteś psychologiem może się okazać zgubne.Właśnie dlatego,że za dużo
        > wiesz,za dużo interpretujesz.A przede wszystkim za dużo wymagasz.
        > Z Twoich dwóch wypowiedzi wynika dla mnie,że (być może -zaznaczam to!):
        > -córka weszła w okres buntu i stąd jej opryskliwość,ona się z Tobą "mocuje"
        bo
        > wchodzi w dorosłość,tak ma znaczna większość prawidłowo rozwijających się
        > nastolatków.Być może ma taki sposób bycia.No i cóż,będziesz ją na siłę uczyć
        > bycia uprzejmą?Może nie pomóc,bo może tak została wyposażona.I nawet Twoje
        > bycie uprzejmą nie wywarło na nią żadnego wpływu
        > -doceń jej walory,bo są ogromne,jak na zbuntowaną nastolatkę
        > -młodsza siostra musi się nauczyć żyć, z tym ,że starsza jej nie przytuli
        (może
        >
        > jeszcze nie teraz, a może nigdy)Bywają rodzeństwa,które nie okazują sobie
        > uczuć.Nawet się nie lubią.
        > Ale potem w chwilach próby okazuje się,że są oparciem i się kochają.Od
        > przytulania jest mama i niech to wystarczy.Nie rób z tego dramatu.
        > -może jest egoistką (bo taka się urodziła)Na pewno nie zmienisz tego na
        > siłę.Obawiam się,że w ogóle.Ale właściwie to nie rozumiem.
        > Czy walczysz z tym egoizmem,bo :
        > -boisz się konsekwencji jego w jej życiu?
        > -czy użalasz się nad sobą,bo dotyka on Ciebie?-w takim razie to też egoizm.
        >
        >
        > Jak na jej przewinienia uważam,że wykazujesz postawę afektowaną i
        nienaturalną.
        > Nie miałabym wsparcia w matce,która (mając młodsze dziecko) pisze dramatyczne
        > listy,że chce popełnic samobójstwo z tego powodu,ze córka jest egoistką i na
        > nią warczy w wieku 15 lat!
        > Może ona czuje Twój kategoryczny brak akceptacji i to jest właśnie poza i
        maska
        > .
        > Wyluzuj i skup się też na młodszej,bo jak atmosfera z listu przenosi się na
        > atmosferę w domu-to szykują Ci się następne kłopoty.Marząc o własej śmierci z
        > takiego powodu,mając do wychowania młodsze dziecko-jesteś egoistką.
        > Więcej pogody i dystansu.
        >
        > ps.Czytając tytuł postu wyobrażałam sobie jakieś straszne rzeczy.
        Powiem tak, to co napisałas jest karygodne i widze , ze nie masz pojęcia o
        uczuciu ,dzieciach i psychologii.Nikt się nie rodzi z czymś tam "(bo taka się
        urodziła)",pewnych zasad, zachowan nauczyć sie mozna, dzieci sa nasladowcami
        nas, ale na ich zachowanie mają równiez wpływ czynniki zewnetrzne.Z twojego
        postu wynmika, że dzieci nie mają obowiązku kochac, szanowac ,przytulac,
        uwazam, ze sa tylko brednie i myslę, ze jest to Twój problem Jana, więc go
        delikatnie przenosisz na dzieci.Kazdy lubi byc przytulany i kochany, bez wzgędu
        na wiek i płec.W sytuacji załamnej byc moze jej córka wstydzi się uczuć, ale
        nie znaczy, ze ich nie ma.......POzdrawiam
        • _jana Re: marzę o swojej śmierci... 05.05.03, 21:08
          Nie wiem, czy znasz znaczenie wyrazu karygodne,bo tu go użyłaś zupełnie
          niestosownie.Istnieje konstytucyjna wolność wyrażania słowa i opinii.I za to
          NIE MOŻNA KARAĆ.W żaden sposób.

          Proponuje ananke,abyś się ustawiła w kolejce po Nobla.
          Bo jak dotąd nie odpowiedziano jednoznacznie, co kształtuje człowieka i w
          jakich proporcjach.Są to tylko domysły i hipotezy.Ale Ty wiesz (bo się znasz-a
          to już coś!)
          Coraz częściej okazuje się ,że to geny determinują nasze osobowości w znacznym
          stopniu.
          Co do rodziców zaś,to istnieją podejrzenia,że w nikłym stopniu
          wpływają oni na osobowość dziecka.Za to środowisko rówieśnicze ma wiodący wpływ.
          Ale po co ja to piszę,przecież na pewno śledzisz doniesienia na ten temat,a to
          jest najświeższe i sporo się o tym trąbiło ostatnio.Ale jak jest?Nie wie
          nikt.smile)
          Skoro uważasz,że dziecko można sobie ulepić jak się chce, to proponuję
          prześledzić znajome rodzeństwa-wychowane w tych samych warunkach,przez tych
          samych rodziców.Wątpię,czy znajdziesz dzieci w jednej rodzinie,które w równym
          stopniu sa empatyczne,altruistyczne i co tam chcesz jeszcze.
          Teorie o tabulae rasa sa już mocno nieaktualne.

          Co zaś do wyrażania uczuć,to odburknięcie również jest ich wrazem.
          Wyrażenie uczuć nie musi się odbywać tylko i wyłącznie w sposób pozytywny.
          Nigdzie nie napisałam,że dziecka nie można nauczyć pewnych zachowań.Ale bywa,że
          ktoś ma tak silne pewne cechy (z którymi się urodził,bo przecież nawet na
          przypadku załamanej widać,że postawa egoistyczna jej córki nie jest następstwem
          wychowania, a przynajmniej prawdopodobnie nie jest,skoro załamana tak silnie
          sprzeciwia się egoizmowi.można mniemać,że swoją postawą i przekazami starała
          się utrwalić inną postawę-co być może udało jej się wobec młodszej córki),że
          nikt nie jest w stanie ich zmienić.Czy nie widzisz,co jest jej problemem,oprócz
          tesknoty za uczuciami?Ona pisze m.in.:"Gdybym nie starała się całe jej życie o
          mądre, dobre wychowanie...."
          Poza tym nie wchodziłam tak dalece ze swoją interpretacją w życie załamnej,bo
          znam tylko jej przekaz,mocno okrojony przez możliwości internetowego pisania.


          "Z twojego
          postu wynmika, że dzieci nie mają obowiązku kochac, szanowac ,przytulac,
          uwazam, ze sa tylko brednie i myslę, ze jest to Twój problem Jana, więc go
          delikatnie przenosisz na dzieci."
          Nie wiem jak się odnieść do tego,bo są to absurdalne zarzuty absurdalne pod
          moim adresem.Więc bez komentarza.


          też pozdrawiam i więcej takich diagnoz-przynajmniej jest śmiesznie
          smile)
    • socka2 Re: marzę o swojej śmierci... 04.05.03, 22:44
      moja siostra przechodzi dokladnie to samo ze swoja 15-letnia corka. myslala, ze
      moze ja choc troche pomoge, ale malolata nie slucha nikogo, wpatrzona w
      siebie.W pewnym momencie zagrozila,ze rzuci sie z okna, jak czegos tam nie
      dostanie!!! poradzilam mojej siostrze jedno - wtedy, gdy ona tak bardzo czegos
      potrzebuje - pieniedzy, nowej bluzki, ksiazki, podwyzki kieszonkowego etc -
      powiedz NIE. Niech zobaczy, jak to jest, gdy od kogos tak bliskiego slyszy sie
      zdecydowane nie. Nie mozna przeciez godzic sie na wszystko.
      Zycze powodzenia i wytrwalosci smile i sily
    • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci... 05.05.03, 08:08
      Chciłałam podzielic sie swoim smutkiem, rozumiem te matki, które mają problem z
      córkami, bo mam je sama i w tej chwili jest mi tak bardzo cięzko, że wolałabym
      po prostu nie istniec.
      • Gość: załamana ananke42 - dziekuję Ci IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 22:03
        bo mnie nie osądzasz... nie pouczasz...nie wytykasz błędów...nie rozwijasz
        plakatów "Matka Polka" i "Obowiązki wobec rodziny"
        a to juz pomaga
        świadomość podobnych przezyć u innych
        dziekuję
        troche lżej na duszy
    • Gość: Twoja córka Re: marzę o swojej śmierci... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.03, 16:17
      Ja też marzę... o TWOJEJ ŚMIERCI...

      Gdybyś się usunęła z mego życia rozwiązałoby to wiele moich problemów
      materialnych...
      • Gość: załamana po co to napisałas? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 21:55
      • Gość: załamana po co to napisałas? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 21:56
        • Gość: załamana po co to napisałas? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 22:00
          to taki żart? ...głupi i niestosowny
          Moja smierć to ubytek z budżetu domowego ponad 3 tys. zł/m-c
          Mąż nie ulega tak łatwo potrzebom materialnym córki
          A ona jest ..mądra i potrafi liczyć
          więc coś niecos jestem jeszcze dla niej warta...
          • Gość: izabel Re: po co to napisałas? IP: *.dip.t-dialin.net 05.05.03, 23:06
            Kochana zalamana, moja kolezanka ma ten sam problem ze swoja nastoletnia
            corka. Strasznie cierpi... ale ostatnio przestala sie nia interesowac. Corke
            wyslala do Niemiec na kurs niemieckiego, gdyz ta chciala sie wyrwac z domu.
            Prosze Cie dbaj o zdrowie i nie przejmuj sie tak bardzo. Tez jestem matka choc
            bardzo mloda i mam 9 miesiecznego synka, ale juz teraz mam postawe taka, ze
            nie wolno dzieciom niszczyc rodzicow. Nigdy nie spelniam zachcianek mojego
            malego synka. Na przyklad zaczyna wrzaskiem okazywac, ze chce zabawke. Mowie
            do niego idz sobie i wez prosze. Na wrzask bowiem nie reaguje...
            Prosze Cie nie przejmuj sie i udawaj ze nie widzisz corki. Nie zwracaj na nia
            uwagi. Uwierz to pomaga. Zyj wlasnym zyciem... i dla wlasnej przyjemnosc.
            Pokaz blizkim ze jestes najwazniejsza.
            Na przyklad kiedy jestem bardzo glodna zawsze zjadam pierwsza a synek czeka na
            swoja kolej. Uczy sie cierpliwosci i wie ze jestem najwazniejsza. Kazdy
            powinien znac swoje miejsce w spoleczenstwie.

            Pozdrawiam
            izabel
            • Gość: anma Re: po co to napisałas? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.05.03, 23:22
              Z duża częścią tego co napisałaś mogę się zgodzić, też próbuję uczyc synka
              cierpliwości, czekania na swoją kolej, dzielenia się, nie ulegam wszystkim
              prośbom o kupno czegoś (najlepiej działa argument ze nie mamy na to
              pieniązków )... ale z jednym nie mogę się zgodzić i nie rozumiem. Skąd
              przypuszczenie czy pewnośc wręcz ze to Ty jesteś najważniejsza? Oczywiście
              nalezy respektowac potrzeby drugiego człowieka i dotyczy to zarówno rodzica
              jak i dziecka, ale stawianie sprawy w ten sposób kto jest ważniejszy i to z
              tendencją do stanowiska ze "to ja jestem najważniesza".... nie rozumiem.
              Oczywiście dla mnie najważniejszy jest synek, ale to wiem ja, natomiast jemu
              staram się swoim postępowaniem przekazać ze wszyscy jesteśmy ważni: on, ja i
              tata... Ale on nie moze czuć ze przez to ze jest mały, ze jest dzieckiem jest
              mniej ważny. Staram się zrozumiec o co Ci chodziło ale nie pojmuję.
              Pozdrawiam
              • Gość: załamana tym bardziej boli potem... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.03, 23:46
                córka już w wieku 4 lat robiła mamie sałatki owocowe, potem parzyła herbatki,
                dekorowała lody, piekła serniki i juz w listopadzie wybierała wszystkim
                prezenty gwiazdkowe dla całej rodziny...
                a teraz...
                w moje urodziny wyszła na cały dzień, a gdy młodsza wydzwaniała w panice "co z
                tym prezentem dla mamy" odparła, że "przeciez coś tam możesz kupić z tatą, ja
                się najwyżej dorzucę finansowo", po czym wróciła około 18.00, po to by
                wykorzystać sytuację (zanmieszanie, goście itp.) i wyrwać się do koleżanki na
                noc. Miała zadzwonic zaraz po dotarciu do niej, ale ...nie zadzwoniła, bo ...
                nawet nie wiem dlaczego -ja się tylko bałam, czy dojechała
                Małe dzieci sa męczące,kłopotliwe itd. ale nie dostarczają rozpaczy (wyjąwszy
                tragedie, choroby itp) - sa ..kochające. Ktoś, kto nie przezył widoku zimnych
                od niechęci oczu własnego dziecka, nie ma pojecia o czym piszę. Nie wiecie co
                to znaczy być NIKIM dla kogoś, kto jeszcze kilka tygodni temu ...miał serce.
                JA NIE MAM JUZ SIŁ NA WYCHOWYWANIE I NIE MAM ODWAGI ZOBOJĘTNIEĆ
                • Gość: TeżTataCórki Re: tym bardziej boli potem... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.03, 00:56
                  Najwyraźniej jesteś pierdołą zasługującą w pełni na swój los. Ja mam
                  nastoletnią córkę i naprawdę nie mam tego typu problemu. Jedyne co przychodzi
                  mi do głowy czytając o twoich przeżyciach to: PIERDOŁA I IDIOTKA MAJĄCA POWAŻNY
                  DEFICYT EMOCJONALNY. To tyle, bo więcej nawet nie ma sensu pisać...
                  • ananke42 Re: tym bardziej boli potem... 06.05.03, 08:21
                    Gość portalu: TeżTataCórki napisał(a):

                    > Najwyraźniej jesteś pierdołą zasługującą w pełni na swój los. Ja mam
                    > nastoletnią córkę i naprawdę nie mam tego typu problemu. Jedyne co przychodzi
                    > mi do głowy czytając o twoich przeżyciach to: PIERDOŁA I IDIOTKA MAJĄCA
                    POWAŻNY
                    >
                    > DEFICYT EMOCJONALNY. To tyle, bo więcej nawet nie ma sensu pisać...

                    Powiem Tobie tatusiu,ze ie podoba się mi Twój styl atakowania.Mam dwie córki i
                    obie sa rózne, z 19 letnią mam kupe problemów, a z 18 letnią zadnch.Ta młodsza
                    nie rozumie powodów zachowania starszej siostry , obie są wychowane w zdrowej
                    atmosferze, oboje z męzem kochamy się ,szanujemy, wdrazamy szereg wartosci, nie
                    mamy tyle pieniędzy aby rozpieszczac ani tak mało,żeby umierac.Po prostu córka
                    lubi to , co większosc społeczenstwa, życie towarzyskie.Nauczyła się
                    manipulowac nmną, stosowała zasadę kija i marchewki, potem juz było łatwiej,
                    kłamstwa, kłamstewka .W przeciwienstwie do niej potrafię kochac, ona tylko
                    udawac.....
                    • Gość: inny tata córci Re: tym bardziej boli potem... IP: 202.157.139.* 06.05.03, 13:02
                      ananke42 napisała:
                      > nie rozumie powodów zachowania starszej siostry , obie są wychowane w zdrowej
                      > atmosferze, oboje z męzem kochamy się ,szanujemy, wdrazamy szereg wartosci,
                      nie
                      > mamy tyle pieniędzy aby rozpieszczac ani tak mało,żeby umierac.

                      TO MAŁO MACIE! WSTYD!!!

                      > Po prostu córka
                      > lubi to , co większosc społeczenstwa, życie towarzyskie.

                      ROZUMIEM ŻE TY TEGO NIE LUBISZ ŻAŁOSNA ISTOTO

                      > Nauczyła się
                      > manipulowac nmną, stosowała zasadę kija i marchewki, potem juz było łatwiej,
                      > kłamstwa, kłamstewka .W przeciwienstwie do niej potrafię kochac, ona tylko
                      > udawac.....

                      CZYLI TWOJA CÓRKA UMIE LEPIEJ ŻYĆ NIŻ TY. JESTEŚ ZAŁOSNA!!!
                      • ananke42 Re: tym bardziej boli potem... 07.05.03, 13:14
                        Gość portalu: inny tata córci napisał(a):

                        > ananke42 napisała:
                        > > nie rozumie powodów zachowania starszej siostry , obie są wychowane w zdro
                        > wej
                        > > atmosferze, oboje z męzem kochamy się ,szanujemy, wdrazamy szereg wartosci
                        > ,
                        > nie
                        > > mamy tyle pieniędzy aby rozpieszczac ani tak mało,żeby umierac.
                        >
                        > TO MAŁO MACIE! WSTYD!!!
                        >
                        > > Po prostu córka
                        > > lubi to , co większosc społeczenstwa, życie towarzyskie.
                        >
                        > ROZUMIEM ŻE TY TEGO NIE LUBISZ ŻAŁOSNA ISTOTO
                        >
                        > > Nauczyła się
                        > > manipulowac nmną, stosowała zasadę kija i marchewki, potem juz było łatwie
                        > j,
                        > > kłamstwa, kłamstewka .W przeciwienstwie do niej potrafię kochac, ona tylk
                        > o
                        > > udawac.....
                        >
                        > CZYLI TWOJA CÓRKA UMIE LEPIEJ ŻYĆ NIŻ TY. JESTEŚ ZAŁOSNA!!!
                        uwazam, ze jestes nie tylko żałosny ale i prostacki, skoro Twoje zycie polega
                        na czerpaniu tylko przyjemnosci to znaczy ,że jestes niepełnowartosciową
                        istotą>Współczuję Twojej córce , kiedys odczyuje skutki ojca hedonisty...
                      • Gość: Ja -tez matka Re: tym bardziej boli potem... IP: *.devs.ac-net.pl 08.05.03, 13:57
                        Nastepny kretyn! Zgadza sie, ze faceci mysla tylko jedna polkula mozgu
                  • Gość: Ja- tez matka Re: tym bardziej boli potem... IP: *.devs.ac-net.pl 08.05.03, 13:54
                    to jakis kretyn?
            • Gość: mamusia Re: po co to napisałas? IP: *.proxy.aol.com 06.05.03, 13:32
              mysle ze nie chodzilo ci o ignorowanie sensu stricte, skoro swojego malca tez
              nie ignorujesz, nie spelniasz po prostu jego potrzeb jesli potrafi sobie
              poradzic sam. mysle ze najzdrowsze dla wszystkich jest wlasnie reprezentowanie
              przez rodzicow swoich wlasnych interesow. malenki trick przy tym, podobno
              ulatwia zycie, nie wywoluje tak czesto konfliktow i proby sil . za nim wydawac
              polecenie (bo nasza natura sprzeciwia sie poleceniom), zeby sobie przyniosl sam
              powiedz mu co zrobisz ty : ja ci nie podam, czytam, odpoczywam etc.
              tak samo nasza zalamana moze wycofywac sie z kazdej potyczki w swoja prywatnosc.
    • goonia Re: marzę o swojej śmierci... 05.05.03, 23:00
      To chyba problem wszystkich matek, ze kochaja swoje dzieci ponad wszystko i
      nawet jesli w gniewie powiemy nigdy wiecej jej/jemu nic nie kupie, to za chwile
      nam przechodzi i jazda do sklepu kupic dzieciatku na co akurat ma kaprys.

      Uwazamy, ze dzieci nie maja pojecia o sprawach finansowych. I to blad. Nalezy
      je uczyc jak najwczesniej. Trudno jest zrozumiec dlaczego jak bylam mala to
      dostawalam wszystko co chcialam, a tu nagle odmowy. Gdyby rozumialy co ile
      kosztuje, na ile mozemy sobie pozwolic i ze malo kto kupuje sobie na co oko
      padnie, to w starszym wieku byloby nieco latwiej.

      Zalamana pisze, ze ma wartosc dla corki - finansowa. Moze pokochaj siebie i
      powiedz nie. Ty rowniez mozesz odpowiedziec a jak mnie do tego zmusisz. Jak
      powie, ze sie zabije - zapytaj czy warto dla bluzki, butow czy czegokolwiek co
      bylo przyczyna klotni. Nie musisz odmawiac wszystkiego dla zasady, bo nie
      chcesz jej potem zlamac. Rowniez radykalne zmiany nie sadze aby pomogly. Daj
      sobie na wstrzymanie, zamiast komentowac kazdy ruch corki, komentuj co drugi,
      moze nawet nie zdajesz sobie sprawy, ze to robisz. Wiem z wlasnego
      doswiadczenia, ze nie ma nic gorszego niz takie nekanie. Mow rodzinie co
      czujesz i czego potrzebujesz - zarowno psychicznie jak fizycznie, ale nie jako
      wymowke, tylko jako wyrazenie siebie. Tak mnie dzis boli glowa - czy mozesz
      podac mi szklanke wody/proszek. Pros o pomoc w pracach domowych. Robcie rzeczy
      razem. Idzcie razem na zakupy, lody do kina. Nie masz zastapic kolezanki, ale
      daj znac ze kochasz bezgranicznie, co nie znaczy, ze jestes porfelem bez
      dna.Tez masz uczucia - wyraz je i kazda nieprzyjemna syt. odwracaj w druga
      strone - zapytaj co corka by czyla gdyby ktos jej tak powiedzial. Czesto ludzie
      nie mowia ani nie mysla o emocjach, a to trzeba sobie i innym uswiadomic
      Pozdrawiam i zycze sukcesow - byla pyskata nastolatka, matka pyskatego dziecka
    • Gość: Anna Zalamana wez sie w garsc i zacznij zyc inaczej... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.05.03, 17:45
      Droga Zalamana czy probowalas sama sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego tak
      naprawde czujesz sie zalamana? Jak ukladaja sie twoje stosunki z mezem? Co
      twoj maz sadzi na temat zachowania sie starszej corki? Jak wyglada jego
      relacja z corkami, w szczegolnosci ze starsza? Mysle, ze twoja depresja wynika
      z nalozenia sie kilku problemow naraz. Wyglada na to jakby twoj maz stal z
      boku w calej tej sytuacji. Nastolatki potrafia byc czasami brzydko mowiac
      upierdliwe ( przepraszam za slowo, ale chyba oddaje to troche sensu tego co
      robi twoja corka). Zadajesz sobie pytanie dlaczego za moje starania i trud ona
      odplaca mi czyms takim? Widzisz dziecko ktoremu daje rodzic duzo, byc moze ze
      nawet za duzo nie wymagajac w zamian nic dla siebie moze postepowac wlasnie
      tak. Co ci radze? Po pierwsze nie pisac o smierci bo zycie masz jedno , a poza
      tym gdybys sobie zrobila cos zlego to tak jakbys chciala ukarac w ten sposob
      starsza corke, obciazajac ja psychicznie wina za to co ty sama bys zrobila. To
      naprawde nie byloby w porzadku w stosunku do kogokolwiek, a w stosunku do
      samej siebie przede wszystkim. Po drugie przestan tak sie nad soba uzalac i
      wez sie w garsc. Twoje zycie to nie jest tylko starsza corka. Po trzecie
      mysle, ze masz wiekszy problem ze swoim malzenstwem i probujesz sie sama
      oszukac ze to tylko wina corki i jej wychowania. Po czwarte w koncu zacznij
      kontrolowac troche sytuacje. Zarabiasz kupe forsy, napewno dajesz corce ladne
      kieszonkowe no i masz efekty. Co to znaczy ze corka idzie sobie na cala noc do
      kolezanki bez twojej zgody?? Ja bym pojechala do tej kolezanki i sila ja
      stamtad wyciagnela. Kolezanka mieszka z rodzicami? Powiedzialabym im ze nie
      zycze sobie aby ja nocowali.Przestan sie ciagle obawiac co inni powiedza. Nie
      udawaj ze wszystko odbywa sie za twoja zgoda.No i co z tego jesli ludzie
      zobacza ze macie pewien kryzys rodzinny? Kazdy na jakims etapie ma taki czy
      inny. Przestan dawac corce pieniadze, odetnij jej przyjemnosci( komputer,
      wyjscia z kolezankami itp). Wymagaj aby zrobila to czy tamto w domu. I
      ostatnia uwaga : nastolatki potrafia byc egoistyczne jak male dzieci. Bo to
      ani dziecko ani dorosly jeszcze. Wiec zacznij byc troche twardsza i nie boj
      sie ciagle co inni powiedza. Pozdrawiam
      • sisters Re: Zalamana wez sie w garsc i zacznij zyc inacze 07.05.03, 09:47
        Nie wiem czy Cię pocieszę, ale ja będąc nastolatką też byłam jak wściekła. Nie
        byłam egoistką, materialistką, ale starsznie się ciskałam. Ponieważ byłam
        pierworodną córką, przechodziłam razem z moimi rodzicami chrzest bojowy. Mam
        jeszcze dwie młodsze siostry i one miały już przetarte szlaki i
        tzw. "wyrobionych" rodziców. Ja miałam mnóstwo zakazów, na wszystko
        słyszałam "NIE", a nie byłam rozpieszczonym bachorem. Po prostu moja mama tak
        się bała o mnie, że swoimi zakazami prawie doprowadziła mnie do nerwicy.
        Awantury były starszne, pyskowałam, nawet raz rzuciłam młotkiem w ścianę,
        wychodziłam z domu z krzykiem i wracałam późno (siedziałam u babci). Było
        naprawdę ostro. Aż cud, że nie zadałam się z jakimś szemranym towarzystwem.
        Okres kryzysu przeszedł. Od kiedy wyjechałam z domu (miałam jakieś 19 lat)
        powoli wszystko się stabilizowało. Teraz mam lat 30 i rewelacyjny kontakt z
        mamą i siostrami. Mama miała z nami krzyż pański, ale teraz jest z nas dumna i
        pewnie już dawno zapomniała jak kiedyś było ciężko. Wierzę, że Tobie też sie
        uda wyjść na prostą, a córka wyrosnie ze swojego buntu i wszytsko będzie ok.
        pozdrawiam
    • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci... 08.05.03, 08:41
      Moja córka zakochała się, stało się to przed jej maturą, poszła sobie na 4 dni
      do chłopaka rodziców i wymysliła , ze jest skłocona w domu i nie ma się gdzie
      przygotowac do matury.On jest młodszy, niższy, pali,. pije.Corka ma 19 lat,
      chłopak 17 i do tego o poł głowy niższy.MOja córka miała tyle planów na
      przyszłosc, marzyła o studiowaniu, zawze była mądra, oczytana.Pisała wiersze,
      wydawała i tu nagle taka zmiana w zyciu jej i naszym.Czy mam jakies szans cos
      zmienic, cos przywrócic.Czy bunt zaczyna sie w wieku 19 lat?Wydawało się mi ,
      ze mam to za soba,że moja córka juz się ustabilizuje.Boli mnie fakt, że tęskni
      do paierosów, picia. Mowi nie za Twoje, jestem dorosła i mam prawo
      • ninel Re: marzę o swojej śmierci... 08.05.03, 10:11
        Chcialabym napisac jak ja widze taka czy moze podobna sprawe ze swojej strony.
        Zawsze bylam dobra uczennica, potem studentką, nie sprawialam problemow,
        z dobrej rodziny, cicha, spokojna, i nagle w wieku dwudziestu paru lat
        zaczelam sie "wychylac" - poprostu dojrzalam do tego, zeby sie stac dorosla
        osoba, miec swoje zdanie, decydowac o sobie. Moze moim bledem
        bylo "przyzwyczajenie" rodzicow, ze jestem taka jaką oni by chcieli
        zebym byla. I tez zaczal sie konflikt, bo moi rodzice mieli wizje mnie jako
        innej osoby, robiacej co innego, zwiazanej z innym mezczyzna. Zaczęło sie
        okazywanie braku akceptacji do tego co robie ze strony rodzicow - glownie
        matki. W kazdym moim posunieciu widziala cos co mozna by zmienic - dodac,
        odjac - oczywiscie dla mojego dobra. Stalam sie w ich oczach, poprostu jakas
        niedobra osoba. I zgubilam sie w tym wszystkim, nie rozumialam dlaczego robiac
        cos, nikogo w swoim mniemaniu nie krzywdzac, ukladajac swoje zycie po swojemu,
        nie dostaje akceptacji od rodzicow. A ja tego nie wszystkiego nie robilam
        specjalnie, ze zlej woli, przekory, czy checi skrzywdzenia swojej matki.
        Poprostu chcialam byc soba, samodzielna osoba. I po tym wszystkim mi sie to nie
        udalo. Mam prawie 30 lat, mieszkam sama, nie mam meza, boje sie ruchow/zmian w
        zyciu, jestem niedojrzala emocjonalnie, lecze sie na nawracajaca depresje juz
        ponad 6 lat.
        Myśle ze powinnas pozwolic córce "odejsc". Teraz wszystko chyba dzieje sie
        wczesniej, i moze u niej tak jest. Jesli uczy sie, ma zagwarantowane
        bezpieczenstwo, powinnas ją zaakceptowac, bo ona w koncu wyczuje w Tobie te
        wszystkie niedobre uczucia, ktore do niej żywisz.
        • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci... 08.05.03, 10:37
          ninel napisała:

          > Chcialabym napisac jak ja widze taka czy moze podobna sprawe ze swojej strony.
          > Zawsze bylam dobra uczennica, potem studentką, nie sprawialam problemow,
          > z dobrej rodziny, cicha, spokojna, i nagle w wieku dwudziestu paru lat
          > zaczelam sie "wychylac" - poprostu dojrzalam do tego, zeby sie stac dorosla
          > osoba, miec swoje zdanie, decydowac o sobie. Moze moim bledem
          > bylo "przyzwyczajenie" rodzicow, ze jestem taka jaką oni by chcieli
          > zebym byla. I tez zaczal sie konflikt, bo moi rodzice mieli wizje mnie jako
          > innej osoby, robiacej co innego, zwiazanej z innym mezczyzna. Zaczęło sie
          > okazywanie braku akceptacji do tego co robie ze strony rodzicow - glownie
          > matki. W kazdym moim posunieciu widziala cos co mozna by zmienic - dodac,
          > odjac - oczywiscie dla mojego dobra. Stalam sie w ich oczach, poprostu jakas
          > niedobra osoba. I zgubilam sie w tym wszystkim, nie rozumialam dlaczego
          robiac
          > cos, nikogo w swoim mniemaniu nie krzywdzac, ukladajac swoje zycie po
          swojemu,
          > nie dostaje akceptacji od rodzicow. A ja tego nie wszystkiego nie robilam
          > specjalnie, ze zlej woli, przekory, czy checi skrzywdzenia swojej matki.
          > Poprostu chcialam byc soba, samodzielna osoba. I po tym wszystkim mi sie to
          nie
          >
          > udalo. Mam prawie 30 lat, mieszkam sama, nie mam meza, boje sie ruchow/zmian
          w
          > zyciu, jestem niedojrzala emocjonalnie, lecze sie na nawracajaca depresje juz
          > ponad 6 lat.
          > Myśle ze powinnas pozwolic córce "odejsc". Teraz wszystko chyba dzieje sie
          > wczesniej, i moze u niej tak jest. Jesli uczy sie, ma zagwarantowane
          > bezpieczenstwo, powinnas ją zaakceptowac, bo ona w koncu wyczuje w Tobie te
          > wszystkie niedobre uczucia, ktore do niej żywisz.
          Dziekuję za słowa,chciałam dodac, ze córka nie ma dokąd odejsc.Ona nawet
          próbował nam wmówic, ze nie chce studiowac, ze zacznie pracowac ,ale nie zdaje
          sobie sprawy, ze nie zarobi ani na mieszkanie, ani na siebie .Utrzyma ją
          chłopak, który jest w 1 klasie szkoły sredniej.Przeciez to nie ma
          przyszłosci.Ona jest mimo 19 lat , osobą niedojrzałą, mam o rok młodszą córkę,
          która jest bardziej dorosła i posunięcia jej starszej siostry nie wzbudzają
          zarówno w niej radosci.Pozwalałam dzieciom byc sobą, wychodziły do kawiarni, na
          dyskoteki, na randki, przyprowadzały chłopaków, kolegów, koleżanki. Nie jestem
          osobą , która zakazuje.Miałam własne zdanie na temat papierosów czy alkoholu,
          jak mam tarktowac miłosc córki, jesli od 14 roku pije i pali.Czy mam się z tego
          powodu cieszyć???
        • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci...DO NINEL 08.05.03, 10:42
          chciałabym z Toba porozmawiac, ale wolałabym prywatnie,chcciałabyś???Daj mi
          maila jesli tak
          • ananke42 Re: marzę o swojej śmierci...DO NINEL 09.05.03, 12:13
            Przepraszam Ninel, chciałam po prostu z Tobą zaprzyjaznic się , porozmawiac,
            myslę, ze [problemy łaczą, zespalają, na pewno nie pieniądze,jestem osoba
            otwartą, trochę pomagam ludziom,na pewno rozumiem ich smutki i lęki. Miałam
            kiedys mame podobną do twojej, a ja jestenm inna mamą , przynajmniej nauczyłam
            sie nie popełniac błędów swojej.Ttrzymaj się ciepło i zyczę Tobie, abys na
            swojej drodze spotkała wspaniałych ludzi.Szkoda, ze nie chciałas nawiązac ze
            mna kontaktu,ale wpadam tu czasami więc daj znac, mozesz ewentualnie napisac
            na adres madame42@wp.pl
        • Gość: załamana dzięki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.05.03, 18:44
          poruszyło mnie to, co napisałaś
          ja chyba rzeczywiście nie moge się pogodzic ze zmianami jakie zachodzą w córce,
          może błędnie interpretuję jej zachowania, a na dodatek utożsamiam miłość do
          matki (rodziców) z ...uległoscią
          a ona żeby wyzwolic sie z poczucia winy (z powodu niespełniania oczekiwań)
          ucieka w ..chłód ...może
          ...nie zdązyłam sie przygotowac na tak dynamiczne zmiany w swoim dziecku, wciąz
          kojarzy mi się z małą dziewczynką, a ona tak bardzo chce być już ...samodzielna
          ...bardzo trudno jest byc matką nastolatki smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka