Dodaj do ulubionych

Tym razem nie matka

25.01.08, 14:52
Witam bardzo serdecznie!

Czytam forum od długiego czasu, właściwie od samych początków jego
powstania. Widzę tu mnóstwo cennych porad na temat wychowania
nastolatków w niełatwym okresie dojrzewania. Wprawdzie nie jestem
matką, której sen z powiek spędza dorastanie własnego dziecka -
liczę sobie dopiero 15 lat.

Od dziecka wychowuję sie w niewielkim miasteczku (niespełna 22 tys.
osób) w domu z wychowanymi na wsi i może przez to dość
niedzisiejszymi babcią i dziadkiem. Kiedyś był u nas jeszcze tato,
który kilka lat temu zapoznał sobie w internecie partnerkę, z którą
mieszka teraz w sąsiednim (60 km stąd) dużym mieście. Jestem więc
pasierbicą mojej macochy, ale niestety nie mogę "uwolnić się" od
dziadków i zamieszkać u taty oraz jego partnerki (biologiczna matka
tragicznie zmarła), ponieważ niedawno urodziło im się dziecko i nie
mają miejsca ani chęci, by utrzymywać jeszcze jedną osobę w domu.

Od dziecka byłam bardzo samotna. Już w przedszkolu dużą trudność
sprawiało mi porozumiewanie się z rówiesnikami. Kiedy dziewczyny
bawiły się w kąciku lalkami a chłopcy budowali budowle z klocków
(może promotorzy braku stereotypów na temat płci i inne feministki
zjedzą mnie teraz żywcem, ale tak było...), ja chodziłam - jak
mawiała babcia - "z kąta w kąt" i chociaż czasem skarżyłam się na
brak przyjaciół, jakoś sobie radziłam. Byłam nieśmiałą osobą, raczej
smutną, przygaszoną, "zamkniętą w sobie". Kiedy rówieśnicy szaleli,
ja budowałam sobie własny świat i właściwie nigdy nie zastanawiałam
się nad tym, dlaczego tak jest, chociaż czasem chciałam to zmienić,
ale moje pragnienia nie były zbyt silne.

W swoim własnym świecie musiałam się czymś zająć. Kiedy trafiłam do
pierwszej klasy podstawówki i po lekcjach nie miałam nic do roboty,
czytałam książki. Osiągnęłam najwyższy wynik czytenictwa w klasie -
54 książki rocznie (mowa tylko o tych wypożyczonych w szkolnej
bibliotece). Nie miałam koleżanek i nie zabiegałam o nie. Nadal
byłam taka, jak przedtem - pani w rubrykach z oceną opisową na
świadectwach przez dwa-trzy lata podstawówki zaczynała opinię od
słów: "XXX (tu moje imię - muszę chronić prywatność) jest spokojna i
zamknięta w sobie". Moje kontakty z rówieśnikami ograniczały się
właściwie tylko do obrony przed kolegami z ADHD (stwierdzone),
którzy dokuczali mi, bo byłam spokojniejsza od nich i przez to byłam
ich łatwym celem.

Jak już mówiłam, nie kontaktowałam się wtedy zbyt często z
rówieśnikami, właściwie tylko "służbowo". Wydawali mi się inni ode
mnie, chociaż nie wiedziałam dokładnie, na czym ta inność polega.
Byłam prymusem. Nie byłam najlepsza w klasie, bo miałam trochę
kłopotów z matematyką, ale przez trzy lata podstawówki (kształcenie
zintegrowane) miałam czerwony pasek na świadectwie i nagrody
książkowe. Szkoła była moją pasją, patrzałam w panią jak w
przysłowiowy obrazek. Lubiłam czytać czytanki (tak, tak - jestem
jeszcze z pokolenia osobnej książki z czytankami, a i w "Mojej
szkole" mimo tego, że była książką od wszystkiego, były takowe smile),
bo dotyczyły życia takiego, jakim na co dzień żyją ludzie. Problemy
przedstawiane w tych tekstach wydawały mi się ważne i potrzebne, a
zdobyta wiedza przydatna. I tak było już aż do czwartej klasy, kiedy
doszły nowe przedmioty.

Muszę przyznać, że zaczęłam się uczyć od czwartej klasy tylko tego,
co mnie interesuje i do czego mam zdolności. Wiem, że nie jest to
postawa naganna, a nawet promowana na forum. Trafiłam do innej
klasy, gdzie wcale nie byłam już taka spokojna - nudziło mi się w
szkole, więc zaczęłam zachowywac się na lekcjach zupełnie jak
chłopcy, którzy mi wcześniej dokuczali. Nie wiem, może chciałam w
ten sposób obronić się przed kolejnymi atakami? Trudno mi do
odtworzyć w pamięci. Ale przejdźmy do rzeczy...

W podstawówce (i później, w gimnazjum) baardzo dużo kłopotów zaczeła
mi sprawiać matematyka. Walczyłam z moim dziadkiem, który usiłował
mnie jej nauczyć. Ze sprawdzianów przynosiłam same jedynki. Mogę
powiedzieć, że dziadkowie wręcz bili się ze mną aż do czasu, kiedy
ostatkiem sił poszłam do pedagoga szkolnego, który powiedział mi o
istnieniu dysleksji matematycznej (dyskalkulii). Poszłam do poradni
pedagogiczno - psychologicznej, gdzie przyznano mi zaświadczenie.
Było to w piątej lub w szóstej klasie szkoły podstawowej, niedawno
je aktualizowałam (trzecia klasa gimnazjum).

Jednak wiadomo - w gimnazjum, jest jeszcze więcej przedmiotów niż w
podstawówce. Doszły też ścisłe, z którymi już od trzech lat
kompletnie sobie nie radzę - fizyka, chemia, a nawet geografia czy
biologia... Nawet, jeśli biorę podręcznik do ręki i czytam go przez
kilka godzin, rozumiem z niego bardzo mało, a przede wszystkim
śmiertelnie mnie to nudzi. Uważam, że podręczniki szkolne są
napisane tragicznym, nieprzystępnym językiem, w dodatku materiał
jest w większości kompletnie poroniony i można spotkać tam nonsensy,
które nadają się wyłącznie do "Śmiechu warte" (autentyczny cytat z
mojej książki od biologii: "podczas menstruacji dziewczyna powinna
podmywać się w wodą z mydłem" - a mój pediatra zawsze mówił, że
absolutnie NIE NALEŻY tego robić i trzeba używać płynu do higieny
intymnej). Może to nieco nieszczęśliwy i kontrowersyjny przykład,
ale nie mogłam się powstrzymać. Nie wspominam już o materiale
szkolnym, który też zakrawa na niezłą groteskę i kabaret - uczymy
się o firletce poszarpanej (słyszeliście o takiej roślinie?!),
mutualizmie - związku oddziałowywania nieatagonistycznego,
rezonansie, kemach, sandrach i ozach... a ja czekam do dzwonka i
szlag mnie trafia, i zadaję sobie jedno pytanie: PO CO NAM TO JEST
POTRZEBNE?

Moi rówieśnicy jakoś sobie radzą. A ja jestem wyzywana od leniów
patentowanych, bo mam dwójki i jedynki w szkole. Zreszta nawet,
kiedy dostaję trójki (nawet z polskiego, który jest moim ukochanym
przedmiotem, bo uwielbiam literaturę i siedzę w podręczniku
właściwie od rana do nocy, a także jestem oczytana mam 4 - a
dlaczego? bo gramatyka - elementy matematyki!!!, której nawet nie ma
w liceum, bo jest tylko w gimnazjum).

Moi dziadkowie nie widza we mnie człowieka, widzą we mnie tylko
ucznia. A jak mam sie uczyć przedmiotów ścisłych, skoro mam
dysleksję matematyczna, a nie stac nas na korepetytora? Zbliża się
egzamin gimnazjalny, na którym pewnie będę miała mało punktów,
przynajmniej z części ścisłych.

I tu problem, w sprawie którego muszę się Was poradzić: co mam
robić?! Jestem kompletnie bezradna. Ledwo zdaję z klasy do klasy. Z
przedmiotów ścisłych nie umiem NIC, a lada chwila trzeba wybierać
liceum. Mieszkam w małym mieście, więc niewiele mam do wyboru.
Pierwsze, które tak naprawdę jest zawodówką i drugie prywatne, w
którym trzeba zapłacić określoną sumę pieniędzy, ale uczą się tam
ludzie, którzy raczej nie są elitą intelektualną (np. dziewczyna, z
której drwiła cała szkoła, nie zdała 3 razy do następnej klasy, ma
prawie 20 lat i uczy się w 1 klasie liceum - przypadek autentyczny,
bo ją znam)... Panuje tam "zbieranina" uczniów, ale boję się, że po
prostu pobędę w tej szkole 1 dzień i, chociaż z natury jestem
optymistką, ucieknę z niej z piskiem zatrwożona poziomem, który woła
o pomstę do nieba...

I oto ja - inteligentny człowiek, nie mogę sobie nigdzie znaleźć
miejsca. Bo gdzie mnie przyjmą z jedną czwórką lub piątką z
polskiego, a z reszty przedmiotów z dwójkami postawionymi z litości?
Próbuję się jakoś podciągnąć, ale nawet pani z polskiego, która lubi
mnie (i ja lubię ją) nie chciała mi wystawić 5 z polskiego na
półrocze, bo kuleje z gramtyką. A co dopiero mówić o panu z
matematyki?! Mądrzy ludzie na tym forum mówią, że liczy się nie
tylko sukces zawodowy - trzeba mieć przyjaciół, zainteresowania. Ale
moje zainteresowania odbiegają od programu szkolnego. A przyjaciół
też brak - stałam się w klasie ofiarą, którą każdy od siebie
odpycha, bo zazdroszczą mi
Obserwuj wątek
    • killerwoman Re: Tym razem nie matka 25.01.08, 14:55
      No i post się urwał. Nie wiem, dlaczego. Miało być o tym, że
      zazdroszczą mi potencjału. Jestem w klasie gnębiona, raz sprawa
      wylądowała nawet w sądzie (mimo, że mieszkam w małym mieście i znam
      tych ludzi od czasów przedszkola - niejednokrotnie). Czuję się
      bardzo samotna, a w ławce siedzę z kolegą, który ledwo umie zliczyć
      do pięciu. Czuję, że mam inne, mniejsze prawa, niż moi rówieśnicy.
      Ale nie o tym chcę pisać. Właściwie napisałam to nie dlatego, że
      chcę osiągnąć spektakularną życiową karierę. Chciałam się tylko
      poradzić, co mam robić, skoro system szkolny skazał mnie na
      samotność i brak poczucia własnej wartości i po wyjściu z gimnazjum
      sprawa się nie polepszy...
      • doktorgonzo Re: Tym razem nie matka 25.01.08, 16:08
        Nikt nie moze mieć mniejszych praw w szkole i poza nią. Jeżeli w
        szkole jesteś gnębiona, możesz to zgłosić Rzecznikowi praw Ucznia
        albo Dziecka.
        Masz takie same prawa jak inni - w końcu też jesteś człowiekiem!

        A swoim ,,kolegom'' zrób mała wycinke - potnij ich np. nożyczkami.
        Niech przyjda z takimi pociętymi twarzyczkami do szkoły - juz nigdy
        nie będa podskakiwac i gorzej cię traktować. Ciach, Ciach nożyczkami
        i spokój z głowy.
        • killerwoman Re: Tym razem nie matka 25.01.08, 16:10
          doktorgonzo napisała:

          > Nikt nie moze mieć mniejszych praw w szkole i poza nią. Jeżeli w
          > szkole jesteś gnębiona, możesz to zgłosić Rzecznikowi praw Ucznia
          > albo Dziecka.
          > Masz takie same prawa jak inni - w końcu też jesteś człowiekiem!
          >
          > A swoim ,,kolegom'' zrób mała wycinke - potnij ich np. nożyczkami.
          > Niech przyjda z takimi pociętymi twarzyczkami do szkoły - juz
          nigdy
          > nie będa podskakiwac i gorzej cię traktować. Ciach, Ciach
          nożyczkami
          > i spokój z głowy.

          Wtedy to chyba trafię na obdukcję. Tym bardziej, że do tej pory
          mszczą się za ten sąd.

          To znaczy, z przemocą już się sprawa ustabilizowała - zapomniałam
          napisać. Ale samotność to problem, który męczy mnie od lat...

          Niemniej jednak główne pytanie brzmiało, do jakiej iść szkoły - bo
          ja nie widzę dla siebie miejsca... Taka wybuchowa ze mnie mieszanka.
    • p3nisista [...] 25.01.08, 18:10
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • cometa_14_88 Re: matematyka 25.01.08, 22:40
        powiem ci że kazdy uczen o tym wie ze w podęcznikach pisza same
        głupoty, ja tez o tym wiem, tylko umiem sie do tego bardziej
        przystosowac, tak jak do srodowiska, ty nie mozesz sie przystosowac,
        jestes samotna, tak samo jest z nauką, jest ty i twoj polski, a
        reszta przedmiotow, jak i ludzi jest do bani, i oczywiscie ty
        czlowiek inteligentny, no sory, ale chamia to nie sa same oliczenia
        matematyczne, teoria i te sprawy, a ty to olewasz i tyle, moze
        przyloz sie do nauki chami i matematyki tak jak do czytania ksiązki
        i ci cos wyjdzie, a samotna jestes bo masz za duze mniemanie o
        sobie, a ta dziewczyna co nie zdala trzy raz, pomysl sobie, moze tez
        jest z czegos dobra, ale z tego drugiego nie i co? powiem ci jedno
        nir mysl ze los cie skazal i jestes najnieszczesliwsza osoba na
        swiecie, tylko wez sie za siebie i tyle
        • katharsisss Re: matematyka 26.01.08, 09:58
          Dokładnie. Ja też w szkole miałam problemy z przedmiotami ścisłymi, ale dałam
          radę i nawet skończyłam niezłe liceum. Pamiętam, że fizyka i chemia to w moim
          przypadku było wkuwanie na pamięc podręcznika, bo kompletnie nic nie rozumiałam,
          ale udawało mi się zdawac. Teraz studiuję filologię germańską, kierunek
          kompletnie nie związany z przedmiotami ścisłymi i świetnie sobie radzę.
          A tak w ogóle to powiedz mi w którym miejscu gramatyki ty widzisz elementy
          matematyki???? No wybacz, ale gramatyka na poziomie GIMNAZJUM to przecież
          najwyżej jakieś części zdania, części mowy, fleksja. I tego nie jesteś w stanie
          się nauczyc??? Ja z racji moich studiów uczyłam się gramatyki na dużo wyższym
          niż ty poziomie i dalej nie widzę związku z matematyką. Weź się za naukę lepiej
          zamiast się żalic na forum.
    • anhes Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 11:44
      uczymy
      się o firletce poszarpanej (słyszeliście o takiej roślinie?!),
      tak, ja słyszałam.
    • mmaupa Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 13:45
      Po pierwsze: matematyka i przedmioty scislo-przyrodnicze nie sa straszne. Tylko
      trzeba to sobie uswiadomic. Uwazasz sie za inteligentna osobe, wiec wez sobie za
      punkt honoru udowodnic swiatu, ze stac cie na lepsze stopnie z matmy. W koncu
      nie trzeba byc geniuszem zeby wyciagnac na 3 w gimnazjum, wystarczy troche
      logicznego myslenia.

      Po drugie, schowaj swoje wielkie ego do kieszeni i zamiast zaslaniac sie
      papierkiem dyslektycznym popros dziadka o pomoc - tym bardziej, ze ja sam
      oferowal. Powiedz jak sie sprawy maja, ze masz zaleglosci, popros o jak
      najdokladniejsze, najbardziej jasne tlumaczenie. W czasie korepetycji SLUCHAJ i
      SKUPIAJ SIE. Nie boj sie zadawac pytan jesli nie rozumiesz. Lepiej nie udawac,
      ze sie cos rozumie, bo potem juz sie z tego nie wygrzebiesz. Nie trzeba placic
      korepetytorowi, jesli chetny dziadek jest w domu.

      Po trzecie, ustal, co chcesz (mniej wiecej) robic w zyciu. Jak jest u ciebie z
      innymi jezykami? Czy masz jakies pasje poza czytaniem? Co cie interesuje?

      Po czwarte, otworz sie bardziej - i na ludzi, i na wiedze.

      Powodzenia.
      • killerwoman Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 14:46
        mmaupa napisała:

        > Po drugie, schowaj swoje wielkie ego do kieszeni i zamiast
        zaslaniac sie
        > papierkiem dyslektycznym popros dziadka o pomoc - tym bardziej, ze
        ja sam
        > oferowal.

        Oferował, oferował, ale przecież wiele lat temu, gdy materiał był
        prostszy. Teraz podejrzewam, że uciekłby z piskiem smile Tym bardziej,
        że nawet nauczyciel nie radzi sobie z objaśnianiem tego i moja
        klasa, która wcześniej jechała, gdy nauczyciel był inny na 4 i
        5, "wywindowała" w tym roku na 3 sad.

        Dzięki za odzew wszystkim, którzy napisali mądre odpowiedzi. Czekam
        na Wasze inne porady. Kolegom, a właściwie już panom od ordynarnych
        przekleństw na "O" gratuluję kultury. Wstyd, żeby 15-letni dzieciak
        był lepszy od Was (i znowu wychodzi, że jestem dumną osobą, która
        nie liczy się z innymi - ale jak widać, zazwyczaj w słusznej
        sprawie).
      • killerwoman Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 14:59
        mmaupa napisała:

        > Po trzecie, ustal, co chcesz (mniej wiecej) robic w zyciu. Jak
        jest u ciebie z
        > innymi jezykami? Czy masz jakies pasje poza czytaniem? Co cie
        interesuje?

        Nie wiem, co chcę robić w życiu. Interesuje mnie szeroko pojęty
        marketing, antroponomastyka, muzyka (muzyka ambitna, na poziomie
        zdecydowanie większym niż Doda i typowe "umpa-umpa"), psychologia (a
        nawet psychiatria), socjologia, trochę malarstwo i pokrewne
        (bardziej jego techniki, niż historia) - ogólnie wszystko, co łączy
        się z tworzeniem, literatura oczywiście. I może właśnie takie
        dziwactwa należy obarczyć winą za to, że nie dogaduję się z tymi,
        które całe życie gadałyby o chłopakach, chociaż ja też lubię ten
        temat (ale całe życie interesują mnie jakoś ci starsi, do
        rówieśników nie mogę się w żaden sposób przemóc, chociaż czasem
        trafiają się perełki - mam np. bardzo inteligentnego młodszego o
        parę lat ode mnie kolegę, ale tacy jak on to jeden na tysiąc crying(().
        • killerwoman Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 15:01
          killerwoman napisała:

          > mmaupa napisała:
          >
          > > Po trzecie, ustal, co chcesz (mniej wiecej) robic w zyciu. Jak
          > jest u ciebie z
          > > innymi jezykami? Czy masz jakies pasje poza czytaniem? Co cie
          > interesuje?
          >
          > Nie wiem, co chcę robić w życiu. Interesuje mnie szeroko pojęty
          > marketing, antroponomastyka, muzyka (muzyka ambitna, na poziomie
          > zdecydowanie większym niż Doda i typowe "umpa-umpa"), psychologia
          (a
          > nawet psychiatria), socjologia, trochę malarstwo i pokrewne
          > (bardziej jego techniki, niż historia) - ogólnie wszystko, co
          łączy
          > się z tworzeniem, literatura oczywiście. I może właśnie takie
          > dziwactwa należy obarczyć winą za to, że nie dogaduję się z tymi,
          > które całe życie gadałyby o chłopakach, chociaż ja też lubię ten
          > temat (ale całe życie interesują mnie jakoś ci starsi, do
          > rówieśników nie mogę się w żaden sposób przemóc, chociaż czasem
          > trafiają się perełki - mam np. bardzo inteligentnego młodszego o
          > parę lat ode mnie kolegę, ale tacy jak on to jeden na tysiąc crying(().


          Zapomniałam jeszcze dopisać, że po prostu kocham teatr, chociaż
          mieszkając na prowincji widuję go bardzo rzadko. Filmów jakoś nie
          trawię, zresztą nie cierpię oglądać telewizji, a u mnie w kinie
          rzadko coś ciekawego się pojawia smile
          • mmaupa Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 15:37
            No widzisz: marketing - matma, antroponomastyka - bez gramatyki nie przejdzie, psychologia i socjologia - statystyka, psychiatria - biol chem fiz (klaniaja sie nazwy roslin)... Nie mozesz sie ograniczac tylko do czytania ksiazek, niestety, jezeli chcesz zajmowac sie powaznie ktoryms z w.wym. tematow. Trzeba zaciac zeby i przeprosic sie z innymi przedmiotami.

            Jesli dla dziadka matma bedzie zbyt ambitna, to moze popros tate? Kuzyna? Wujka-inzyniera?

            Czy jest w poblizu jakis dom kultury? Warsztaty teatralne? Cos, co pomogloby ci rozwinac zainteresowania i przy okazji poznac znajomych?

            Moze popros o pomoc kogos z klasy? Zaproponuj wymiane - objasnianie lektur za korki z chemii? Zbierz sie na odwage i zrob pierwszy krok!
      • jacksparrow1 Re: Tym razem nie matka 28.01.08, 02:55
        Troche sie nie zgodze.NIe mam problemu jak autorka postu, ale moje
        dziecko ma zapedy na dyslektyka - nie jest to gleboka dysleksja, ale
        sa pewne elementy.I uwierz mi denerwowalam sie ze nie potrafi
        przeczytac wyrazu ktory 5 min temu ladnie przeczytal z rozsypki
        wyrazowej, w tekscie juz ma z tym potworne problemy.Prawdopodobnie z
        matematyka jest podobnie.Mozesz tlumaczyc i nastepnego dnia
        zasiadasz do powtorzenia i rece ci opadaja bo wyglada na to ze nic
        nie pozostalo w glowinie z ostatniej lekcji.I zeby pracowac z
        dyslektykiem to musi byc fachowiec.Przynajmniej fachowiec musi
        powiedziec i ukierunkowac jak pracowac z takim delikwentem.I praca
        wymaga duzo cierpliwosci, a nie kazdy Dziadek takowa ma.
        I najzabawniejsze to dyslektycy pod kazda postacia maja to do siebie
        ze sa inteligentni.Ale szkola tego nie potrafi wychwycic twierdzac
        ze dzieciak jest leniwy.
        Do autorki - popros ojca o pomoc.To ze mieszkasz z dziadkami nie
        oznacza ze przestal byc za ciebie odpowiedzialny.Moze lepiej bedzie
        ci w jakims liceum humanistycznym - tez bedzie fizyka, matematyka i
        cala ta reszta co ci sprawia klopoty, ale jednak bedzie nastawienie
        w innym kierunku.Masz jeszcze troche czasu - poszukaj LO ktore jest
        przyjaznie nastawione do ludzi z podobnymi problemami do
        Twoich.Powinno Ci sie udac.
        powodzenia
    • jakw Re: Tym razem nie matka 26.01.08, 16:15
      Killerwoman, co to znaczy:
      "nie mają miejsca ani chęci, by utrzymywać jeszcze jedną osobę w
      domu"?
      Czy ojciec nie łoży chociażby na twoje utrzymanie i wykształcenie? -
      może na korki być chociaż starczyło...
      Bo teraz pewnie przydałyby się jednak korepetycje, skoro od 4-tej
      klasy uczysz się tylko tego co cię interesuje. Więc dyskalkulia
      swoją drogą, ale jeśli przez 6 lat nie uczyłaś się matematyki to nic
      dziwnego że teraz nic nie umiesz - w tym zaległości się kumulują.
      Co do dyskalkuli - osoby z dysleksją kończą szkołę i idą na studia -
      a matura z polskiego zawsze była obowiązkowa. Więc mimo dysleksji
      można ten materiał jakoś opanować. Potrzebujesz pomocy i tyle. Może
      nawet jednak dziadek dałby radę? Uwierz, ten materiał aż tak
      strasznie skomplikowany nie jest. Tylko musicie zacząć przerabiać
      matematykę od 4 klasy sp, a nie od początku tego roku.
      Co do dalszej nauki - może istnieje opcja nauki w dużym
      mieście+internat/stancja? Nie powinno wyjść drożej niż w
      opcji "szkoła prywatna".
      Zdania pt."stałam się ofiarą w klasie, bo mi zazdroszczą" zupełnie
      nie rozumiem? Z postu wynika że nie bardzo jest ci czego
      zazdrościć sad. Tak na mój gust przydałby ci się psycholog.
      A wogóle się trzymaj i nie załamuj. Jeśli nie jesteś w stanie
      uzyskać pomocy w opanowaniu zaległego materiału przejrzyj testy z
      części matematyczno-przyrodniczej pod kątem tego co jesteś w stanie
      opanować.Geografię czy biologię da się pewnie przynajmniej w części
      zakuć (jak pamiętam moja nauka tego przedmiotu w liceum ograniczała
      się tylko do tego). Z fizyki powinnaś się nauczyć choćby prawd
      podstawowych typu: woda wrzy w temperaturze 100 stopni Celsjusza a
      zamarza w 0C, a z chemii np. symboli pierwiastków i nazw i
      właściwości powszechnie znanych związków (typu coś tam pali się na
      niebiesko). Ja tam z chemii do tej pory niewiele rozumiem, a
      skończyłam klasę matematyczno-fizyczną i studia jak najbardziej
      ścisłe. Zacisnąć zęby, zakuć i zdać. Po co? Po to, żeby mieć większą
      możliwość wyboru szkoły.
      • paszczakowna1 Re: Tym razem nie matka 27.01.08, 00:00
        Bardzo dobre rady. Uzupelnilabym je o jedno - do matematyki usiadz najpierw
        sama. Wez podrecznik i cwiczenia z klasy 4 (mam nadzieje, ze masz - podrecznikow
        od matematyki i jezykow obcych nie wolno wyrzucac, lub mozesz latwo zdobyc -
        zreszta na pewno sa w bibliotece szkolnej), i sprawdz uczciwie, czy radzisz
        sobie z zadaniami tam. Prawdopodobnie tak, wiec nie powinno zajac to wiecej niz
        jeden dzien. Nastepnie zrob to samo z materialem klasy 5 (dwa dni zalozmy), itp.
        Jak nie bedziesz umiala, sprobuj nauczyc sie sama. Nadrobienie nawet czesci
        zaleglosci zajmie pewnie cale ferie , ale naprawde warto - bez matematyki
        bedziesz zupelnie bezradna w bardzo wielu dziedzinach. Dopiero jak cos okaze sie
        naprawde nie do przeskoczenia, poszukaj pomocy.

        To, ze korepetycje z dziadkiem dawaly slaby efekt nie oznacza, ze cos jest nie
        tak z Toba albo z dziadkiem. Rodzice (czy ogolnie opiekunowie) sa z reguly
        slabymi korepetytorami. Jednak lepszy slaby niz zaden, a konkretnym problemem
        moze pojdzie latwiej. A jak nie, zapytaj nawet tutaj na forum, na pewno znajdzie
        sie ktos, kto pomoze.

        Silnie tez polecam lekture czegos nt technik uczenia (rowniez matematyki).
        Osobiscie polecam bardzo RUDNIAŃSKI, J. : Jak się uczyć (Warszawa, 1978) lub
        tego samego autora SOS dla ucznia (Warszawa, 1978). Mocno stare, ale wlasnie
        dlatego moze byc w bibliotekach.
        • cometa_14_88 Re: Tym razem nie matka 27.01.08, 23:45
          ja jeszcze chcialam dopisac ci ze ja tez mialam taki okres ze
          wszystko bylo do bani, w szkole mi nie szlo z chemii, jak i reszcie
          klasy i niby nauczyciel winny i te sprawy, a ja zamiast usiąść do
          tego spokojnie wkuwałam jak glupia zpominając wszystko i tak,
          wpadalam w panike widzać jakie mam zaległości, nawet moj brat nie
          mogl mi nic wytlumaczyc a byl w zorowym uczniem, wygral olimpiade z
          chemii, jakas blokada przed chamią, unikalam lekcji, ledwo
          zaliczylam rok... a potem co, znowu zawalilam 3 sprawdziany, ale
          postanowilam ze nie doprowadze do tego co w poprzednim roku, wzielam
          sie do roboty, wiecie co, chemia jest prosta, kiedy poprawilam
          sprawdzian na 4, nauczycelka jescze pytala mnie przy tablicy bo nie
          uwierzyla (chamska wiem) i nikt nie wierzyl ze sama to zrobilam, bo
          chyba nikt z tego 4 nie dostal, mistrzuniu i tyle, teraz pracuje nad
          fizyką HEHE big_grinbig_grinbig_grin
          • raczek47 Re: Tym razem nie matka 02.02.08, 21:02
            Dziecko, czemu nie zwrócisz się do ojca? Mieszka w dużym mieście, na
            pewno jest tam sporo szkół do wyboru, nie musisz przecież mieszkać z
            nim i macochą-przy szkołach w większych miastach są internaty,
            bursy, można wynająć stancję.Internat kosztuje przeciętnie niecałe
            200 zł.Porozmawiaj z nim szczerze-że w waszym miasteczku nie widzisz
            szans na kontynuowanie nauki,czy jest możliwość, żebyś uczyła się
            wmieście, gdzie on mieszka.Wejdź na stronę internetową miasta,
            posprawdzaj , jakie szkoły średnie tam sie znajdują, pewnie każda z
            nich będzie miałą swoją własną stronę www, rozejrzyj się i próbuj.Na
            pewno coś znajdziesz.Twój post jest bardzo dojrzały, słownictwo
            bogate, zaświadczenie z poradni masz.Na pewno dałabyś sobie
            radę,odradzam zawodówkę.Powodzenia
            • wypasiona_foczka Re: Tym razem nie matka 05.02.08, 13:29
              Bardzo trafne rady. Z postów widać, że autorka jest osobą
              inteligentną, dobrze składa zdania, nie robi błedów, nawet przecinki
              wstawia jesli trzeba smile wbrew temu co twierdzi na pewno nie jest
              taka ostatnia.
              Killerwoman, nie daj się przekonać, że zawodówka to jedyna
              mozliwość. Nie przez sam fakt, że zawodówka to cos złego ale po
              prostu stać Cię na więcej.
              Nie znam Twoich relacji z ojcem. To nie jest tak, że jesli nie chce
              się Tobą zajmować to nie musi. Ma obowiązek finansowac twoją naukę
              przynajmniej do 18 roku zycia lub do ukończenia studiów jeśli nie
              bedziesz mogła przez nie pracowac. Mój ojciec tez tego faktu nie
              rozumiał i skończyło się na obowiązku alimentacyjnym, sama musiałam
              go pozwac - tylko dzięki temu miałam szansę normalnie dokończyc
              naukę.
              Raczek47 dobrze radzi: sprawdź w Internecie informacje o szkołach w
              mieście, które Cię interesuje, sprawdź kryteria naboru, poszukaj
              komentarzy dot. atmosfery w placówce. Bursa czy internat to tez
              świetny pomysł, nauczysz sie samodzielności a wizja nauki bez
              codziennych męczących dojazdów ułatwi podjęcie decyzji dot. wyboru
              szkoły. Skoro lubisz "tworzenie" może zastanowisz się nad jakąs
              szkoła artystyczną? Tam zwykle panuje luźniejsza atmosfera,
              nauczyciele są przyjaźni i bardziej wyrozumiali dla "artystów".
              Na pocieszenie - ja tez w wieku 15 lat nie wiedziałam czym chcę się
              zająć, ba! nie wiedziałam tego tez w wieku 18 a nawet 23 lat smile
              Gdzies w okolicach 3 roku studiów dopiero mnie natchnęło.
              Nie żyj z poczuciem obowiązku dokonywania samych słusznych wyborów,
              mylic sie też jest rzeczą ludzką tym bardziej,że maszdopiero 15 lat.
              • killerwoman Re: Tym razem nie matka 05.02.08, 15:35
                wypasiona_foczka napisała:

                > Bardzo trafne rady. Z postów widać, że autorka jest osobą
                > inteligentną, dobrze składa zdania, nie robi błedów, nawet
                przecinki
                > wstawia jesli trzeba smile wbrew temu co twierdzi na pewno nie jest
                > taka ostatnia.
                > Killerwoman, nie daj się przekonać, że zawodówka to jedyna
                > mozliwość. Nie przez sam fakt, że zawodówka to cos złego ale po
                > prostu stać Cię na więcej.


                Na wstępie powiem, że piękny masz nick, Wypasiona Foczko smile
                Widziałam go już na innym forum i od razu mi się spodobał wink Ale
                przejdźmy do rzeczy.

                Odnośnie tej zawodówki i innych szkół w moim mieście (dom, w którym
                mieszka tato odpada, a dziadkowie prędzej by umarli niż puścili mnie
                do bursy lub internatu) rozmawiałam niedawno z moją kuratorką (tak,
                tak - mam kuratora, za ucieczkę do kolegi, która była już daaawno) i
                powiedziała mi, że sama ucząc w zawodówce w moim mieście, odradza mi
                ją serdecznie, bo młodzież zachowuje się źle, poziom jest kiepski, a
                w trakcie zajęć dziewczyny muszą siedzieć w sklepie za kasą, bo jest
                to przecież przyuczanie do zawodu. W związku z tym pozostaje jedynie
                druga szkoła - gdzie poziom wprawdzie też jest zły, ale - z tego, co
                mówi kurator - istnieje możliwość bardziej indywidualnego
                traktowania ucznia, ponieważ jest to szkoła prywatna.

                Innych szkół nie biorę pod uwagę - nawet moja zdolna klasa miała
                trudności z testami próbnymi z części matematyczno - przyrodniczej,
                a przecież liczba punktów decyduje o przyjęciu (no i oczywiście
                oceny - a do szkoły, w której uczą się sami piątkowi uczniowie nikt
                nie przyjmuje z dwójami).

                Pozdrawiam serdecznie i piszcie, co o tym myślicie. Bo ja szczerze
                mówiąc trochę się boję - tak naprawdę ta szkoła jest jedną, wielką
                niewiadomą, a że to prowincja, strony w necie też nie ma...

                Ja najbardziej boję się rówieśników - tego, że pośród nich w nowej
                szkole znowu będę samotna.
                • 2_x_duck Re: Tym razem nie matka 05.02.08, 15:55
                  > Ja najbardziej boję się rówieśników - tego, że pośród nich w nowej
                  > szkole znowu będę samotna.

                  Jak bedziesz taka konfidentka, zapodajaca kolegow z klasy na policje i do sadu
                  to wiadomo ze cie kazdy bedzie omijal szerokim lukiem.
                  • blanka_32 do dziecka o nicku 2_x_duck. 05.02.08, 16:00
                    Do 2_x_duck: miałes rzadko wpadac na to forum, ale jestes tu
                    widywany często.
                    Lubisz rozmowy ze znacznie bardziej doświadczonymi od ciebie ludźmi,
                    a dokładnie matkami?
                    Dziwne.
                    Ale nam, tak mało doświadczony język czternastolatka, nie jest w
                    ogóle potrzebny.
                    Jeżeli ktos zgłasza na policje przemoc, to ma do tego pełne prawo, i
                    wtedy nie można go nazywać konfidentem.
                    • killerwoman Re: do dziecka o nicku 2_x_duck. 05.02.08, 16:15
                      blanka_32 napisała:

                      > Jeżeli ktos zgłasza na policje przemoc, to ma do tego pełne prawo,
                      i
                      > wtedy nie można go nazywać konfidentem.

                      A tym bardziej, że zrobił to za niego pedagog szkolny (i słusznie).
                      Ja nawet nic nie wiedziałam.
                    • 2_x_duck Re: do dziecka o nicku 2_x_duck. 05.02.08, 16:20
                      > Lubisz rozmowy ze znacznie bardziej doświadczonymi od ciebie ludźmi,
                      > a dokładnie matkami?

                      Lubie fora, a to nie jedyne na ktorym jestem. Przeszkadzam ci?

                      > Jeżeli ktos zgłasza na policje przemoc, to ma do tego pełne prawo, i
                      > wtedy nie można go nazywać konfidentem.

                      Jasne przemoc smile Skutek przyczyna. Konfidentow sie nie lubi.

                      Killerwoman a do pedagoga jak poszlas to niby nie jestes konfidentka?
                      • killerwoman Re: do dziecka o nicku 2_x_duck. 05.02.08, 16:50
                        2_x_duck napisał:

                        > Killerwoman a do pedagoga jak poszlas to niby nie jestes
                        konfidentka?

                        Nie poszłam nikogo podać do sądu, tylko poradzić się, jak się
                        zachowywać. Wiem, że zaufanie do dorosłych jest teraz pośród
                        młodzieży (szczególnie 14-letniej, którą reprezentujesz wink)) bardzo
                        niemodne, ale żeby aż tak?
                        • 2_x_duck Re: do dziecka o nicku 2_x_duck. 05.02.08, 19:44
                          > Nie poszłam nikogo podać do sądu, tylko poradzić się, jak się
                          > zachowywać.

                          No to masz za swoje smile

                          Wiem, że zaufanie do dorosłych jest teraz pośród
                          > młodzieży (szczególnie 14-letniej, którą reprezentujesz wink)) bardzo
                          > niemodne, ale żeby aż tak?

                          A ty to co jestes? Rok starsza. Moze i jestem nieufny, ale w przeciwienstwie do
                          ciebie mam szerokie grono znajomych i radze sobie niezle z matma. Zycze milych
                          chwil w zawodowie, ale tam konfidenci maja jeszcze gorzej hehe
                      • triss_merigold6 Drogie dziecko 05.02.08, 17:00
                        Poproś następnym razem rodziców żeby wysłali Cię na ferie na jakiś
                        obóz zimowy albo zorganizowali pracę sezonową. Albo może poszukaj
                        for dla nastolatków? Masz w swoim otoczeniu rówieśników, prawda?
                        Jeśli tak to z pewnością znajdziesz tam partnerów do rozmów na swoim
                        poziomie i o tematyce, która jest Ci bliższa.
                        • 2_x_duck Droga starsza pani 05.02.08, 19:47

                          > Poproś następnym razem rodziców żeby wysłali Cię na ferie na jakiś
                          > obóz zimowy albo zorganizowali pracę sezonową.

                          1. Po co? Mam co robic, gram w klubie mamy okres przygotowawczy, dzien w dzien
                          prawie jestem na treningach albo sparingach

                          Albo może poszukaj
                          > for dla nastolatków? Masz w swoim otoczeniu rówieśników, prawda?

                          2. W ciagu ostatniego tygodnia zdazyli mnie zbanowac juz na 2 i nie chce mi sie
                          dluzej gadac z tlukami

                          >Drogie dziecko

                          3. Nie jestem twoim dzieckiem smile)
                          • jakw Re: Droga starsza pani 05.02.08, 22:08
                            Niemoje dziecko - prawdopodobnie jesteś na dobrej drodze do
                            zbanowania na kolejnym forum - tym razem na forum dla nieco
                            starszych tłuków.
    • dziewczyna-szamana Re: Tym razem nie matka 06.02.08, 02:12
      ale co to znaczy że nie mają chęci ???
      ojciec ma obowiązek cię utrzymywac aż skończysz edukację, jeśli zazyczysz sobie
      studiować to masz prawo studiowac a on musi zapłacić... jeśli jest oporny- podać
      go do sądu. co to znaczy ?? że on sobie dziecko nowe spłodzil (jest dorosły i
      odpowiedzialny więc musi ponosić konsekwencje swoich czynów) to ty jesteś
      smieciem ktory można wyrzucić?? coś nie tak chyba, masz swoje prawa i walcz o
      nie!!!

      ja myślę że sie pogubilas w zyciu i sama sobie nie pomożesz ani nikt na forum ci
      nie pomoze. powinnas porozmawiac z dobrym psychologiem (nawet prywatnie- ojciec
      powinien zapłacić)

      tez mi się wydaje że zmarnujesz sie w zawodówce, widze że się zamknęłaś, ktoś
      mądry (patrz psycholog)powinien cię otworzyć jestes pod opieka kuratora, może
      go poproś żeby cię umówil z psychologiem jakimś sensownym i nie na jednorazowe
      spotkanie ale na terapię. sama sobie nie dasz rady.

      co do matematyki to niestety są osoby tak oporne z tej dizedziny że nie ma
      sposobu. ja jestem takim przypadkiem, moi rodzice wydali majątek na korki w
      liceum jakos się "prześliznęłam" (uczyłam się na pamięćzadania zrbionego przez
      korepettora no i potrafiłam rozwiązac podobne więc na te 3 jakoś zawsze
      wyrobilam) ale do tej pory czasem nie potrafie policzyć prostych rzeczy.
      namiętnie oglądam taki teleturniej "czy jestes mądrzejszy od piątoklasisty" no i
      z matmy jestem zerem, nawet nie 5 klasa... z tym się nic nie da zrobić, jedynie
      sie prześliznąć (korepetycje w moim przypadku to było mnóstwo pieniędzy
      wyrzucone w błoto. a że nauczyciel matematyki tez nie zawsze wytłumaczy to inna
      bajka... mój matematyk stał i 45 minut mruczał pod nosem a my z oczami szeroko
      otwartymi patrzyliśmy jak kolejne liczby pojawiają się na tablicy... ale na
      pocieszenie, zmęcz szkołę, potem w nagrode nie będziesz miała z matma nic
      wspólnego.

      a to że lekcje nudne ? cóz no nie czarujmy się szkoła jest nudna a w
      podręcznikach jest stek bzdur (ja akurat nie znam firletki poszarpanej). no ale
      zdac trzeba, na 3 zawsze się da nauczyć. mi się też zdarzalo zasnąc nad
      książkami no ale walczyłam, zawsze cos umiałam i liceum skończyłam. tez z
      ogromnym rozstrzałem ocen (5 z polskiego, 3 z matematyki fizyki itp. tak to juz
      jest z humanistami że często kuleje myślenie matematyczne. liceum z klasa
      humanistyczną (plastyczna itp) to jest miejsce dla ciebie i tu spotkasz takich
      samych orginałów jak ty. ja też byłam samotna w liceum bo wszyscy o błyszczykach
      a ja o czym innym. ale na studiach (dziwnych swoją drogą) poznalam tylu ludzi że
      czasem się urywa telefon. ale są to ludzie podobni do mnie, też tacy dziwacy
      troche. więc jak mówie, miejsce gdzie poznasz ludzi podobnych sobie (klasa
      humanistyczna a potem może polonistyka)

      co do tej nauki ja tez uczylam się tego co potrzebne, a to czego nie lubiam po
      prostu "zmęczylam" na 3 (da się zaliczyc żeby się nie przemęczać). ale nie wolno
      olewać, nawet to czego nienawidzisz trzeba jakoś wtłoczyć (i od razu po
      sprawdzianie zapomnieć)...

      jednak podsumowując moje wypracowanie w twojej sytuacji chyba tylko mądry
      psycholog pomoze i to ostatni dzwonek bo jak nikt nie wyciągnie do ciebie ręki
      to możesz zmarnowac sobie zycie (co nie jest tylko twoją winą, po pierwsze twój
      supertata a po drugie społeczeństwo które nie lubi "innych". trzymam kciuki !!!

      pisz co u ciebie bo jakos sie przejęłam tym wątkiem crying
    • raczek47 Re: Tym razem nie matka 06.02.08, 20:53
      Killerwoman, piszesz, że dziadkowie prędzej by umarli, niz puścili
      Cię z domu-musisz sama sobie przede wszystkim uświadomić, co na tym
      etapie jest dla Ciebie najwazniejsze-czy bycie w środowisku, które
      znasz, w domu do którego jesteś przyzwyczajona, czy chęć oderwania
      sobie tej łatki, którą Ci w szkole i w domu przyczepili.Jesli
      naprawdę będziesz chciała spróbować,a z z postu wynika, ze nie
      jesteś tego pewna-(ot po prostu chcesz, ale boisz się), to kuratorka
      po szczerej rozmowie z Tobą na pewno próbowałaby przekonać dziadków,
      że zmiana środowiska wyszłaby Ci na dobre.Myślę, że problem tkwi na
      razie w Tobie samej, nie w dziadkach, ani nawet w ojcu.Masz poczucie
      własnej wartości oraz popełnionych błędów, to dobrze, teraz tylko
      dobrze uświadom sobie , co jest na tę chwilę Twoim życiowym
      priorytetem-i dopiero działaj-albo zostań, kiś się z tą etykietką
      nieudacznika i konfidenta, albo próbuj zmienić swoje życie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka