Dodaj do ulubionych

Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomóżcie.

14.03.08, 14:16
Witam. Postanowiłam wejść na to forum z czystej już niemocy i w
desperacji. Bardzo proszę Was o pomoc. Mam 6 letniego synka Maksia.
Od września 2007r. chodzi do przedszkola - z 1lub2 tygodniowymi
przerwami w miesiącu na chorobę (w przedszkolu zaczął chorować). Na
początku było OK. Zaprowadziłam dziecko na 3 dni przed pierwszym
pobytem w przedszkolu żeby poznał miejsce i panie przedszkolanki.
Maksio jest jedynakiem, wychuchanym i wykochanym - naszym oczkiem w
głowie. Najwięcej czasu przebywał ze mną lub babcią. Mam teraz
poczucie winy za nadmiar miłośći którą go zalałam bo chyba zrobiłam
mu krzywdę. Mówi, że lubi panie i dzieci ale nie lubi przedszkola,
zawsze rano ogarnia go stres i lęk. Zaczyna się ból brzucha i
mdłości. Muszę zaprowadzać go do jego sali i tam zaczyna się płacz.
Minęło pół roku a według mnie jest co raz gorzej. Nie wiem już co
robić. W grupie jest 16-o dzieci. Większość dzieciaczków to
tzw. "starzy wyjadacze". Od pierwszego dnia syn był spanikowany i
wycofany co jest sprzeczne z zachowaniem poza przedszkolem. W domu
jest wesoły, wygadany az za mocno, elokwentny jak na swój wiek
ogólnie inteligentny, posługuje się bardzo mądrymi i trudnymi
zwrotami w rozmowie. W przedszkolu to już inne dziecko. Mam
wrażenie, że dzieci rozszyfrowały jego brak poczucia pewności i bawi
je zabawa w dręczenie zachowaniem i słowami. Maks bawi się sam bo
nie dopuszczają go do zabawy. Jest smutny i bardzo świadomy swojego
odrzucenia. Od jakiegoś czasu dziecko mało pamięta z wydarzeń
dziennych w przedszkolu, szwankuje mu pamięć i koncentracja. Nie
wiem co robić. Jestem bezradna. Pomóżcie bo jak on da sobie radę w
szkole??? Może wasze dzieci też miały taki problem i udało się wam
im pomódz.
Obserwuj wątek
    • saskia123 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 14:27
      Przejmująca i trudna sprawa.
      Ja bym chyba poszła na całość i potraktowała syna jak starszego.
      Sześcioletni mądry chłopczyk powinien zrozumieć. Zrobić wiwisekcję
      uczuć po jednej i drugiej stronie. Opisać wszystkie emocje które nim
      targają a nie potrafi ich wyartykułować, powiedzieć co ty czujesz
      i...spytać o radę. Ważne jest też wytłumaczenie powodów dla których
      powinien chodzić do przedszkola. Postaraj się też zapewnić mu więcej
      zabawy z rówieśnikami poza przedszkolem. Może zaskoczy.
      Nie wiem czy to dobra rada. Ja bym tak zrobiła w tej patowej
      sytuacji.
      • laguna40 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 14:55
        saskia123 napisała:

        > Przejmująca i trudna sprawa.
        > Ja bym chyba poszła na całość i potraktowała syna jak starszego.
        > Sześcioletni mądry chłopczyk powinien zrozumieć. Zrobić wiwisekcję
        > uczuć po jednej i drugiej stronie. Opisać wszystkie emocje które
        nim
        > targają a nie potrafi ich wyartykułować, powiedzieć co ty czujesz
        > i...spytać o radę. Ważne jest też wytłumaczenie powodów dla
        których
        > powinien chodzić do przedszkola. Postaraj się też zapewnić mu
        więcej
        > zabawy z rówieśnikami poza przedszkolem. Może zaskoczy.
        > Nie wiem czy to dobra rada. Ja bym tak zrobiła w tej patowej
        > sytuacji.


        Witam, dziękuję za odzew. Muszę Ci powiedzieć, że od dłuższego czasu
        a w zasadzie od początku przykładam dużo uwagi i robię co się da
        żeby mu pomódz. Problem nabrał już tzw "urzędowej mocy". Miałam 2-
        godzinne spotkanie z wychowawczynią i p dyrektor. Po tym spotkaniu
        miałam nadzieję, że coś się zmieni na lepsze a tu nic i jest tylko
        gorzej. Ciągle słyszę, że to przez to, że jest jedynakiem>
        rozpieszczonym> póżno poszedł do przedszkola i że jest nadwrażliwy
        ale panie są przecież od tego żeby w jak jajwyższym stopniu problem
        starać się rozwiązać a jak nie są w stanie pokierować rodzicem i
        pomódz mu znależć jakieś rozwiązanie. To prawda, że Maks miał bardzo
        ograniczony kontakt z rówieśnikami i zdaję sobie sprawę, że to na
        pewno istotny powód tego co się dzieje. Cały czas szukam jakiegoś
        rozwiązania bo nad rozlanym mlekiem nie mam już czasu się
        roztkliwiać. Moje dziecko się rozwija jego mózg też. Muszę teraz mu
        pomódz. Znalazłam w necie temat Integracji Sensorycznej. Pogłębiam
        go i zamierzam wybrać się do psychologa a póżniej do poradni I.S.
        Może tutaj tkwi problem nadwrażliwości. Nawiasem mówiąc sama jestem
        niezwykle wrażliwa może to być też jeden z czynników np.
        • malenstwo.2 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 09:23
          a moze problem tkwi w paniach z przedszkola , a nie w Twoim dziecku?
          Tak się złażyło, że mój syn chodził do dwóch przedszkoli. Z
          pierwszego nie chciał wychodzić, (przebywał tam od 7do 16!!!). Z
          paniami miałam dobry kontakt. Aniołkiem nigdy nie był. Do drugiego
          chodził pół roku. Musiałam zatrudnic opiekunke, która go odbierała
          po podwieczorku, bo był problem. o Paniach nie będę sie wypowiadć,
          bo za to co mam o nich do powiedzenia mogliby mnie usunać z forum.
          Wytłumacz dziecku, że MUSI chodzić do przedszkola. Niech Ci opisze,
          co musiałoby się zmienić w przedszkolu, żeby je polubił. ( Może się
          okazać, że to tylko jeden z kolegów) . Spróbuj się "zakolegować" z
          którąś z mam ( najlepiej ulubionego kolegi lub koleżanki), tak żeby
          kontakty między dziećmi rozszerzyły się poza przedszkole. Może pomoże
        • protozoa Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 18.03.08, 07:34
          Laguno,
          W każdej grupie znajdują się dzieci, które dręczą inne dzieci i rolą
          wychowawcy jest ukrócenie takich zachowań. Niestety, trafiłas na
          panie, które nie nadają się do pracy w przedszkolu.
          Przestań się zadręczać natmiast... pomysl o wycofaniu dziecka z tego
          przedszkola. Po co mu fundowac stres na ostatnie miesiące/tygodnie i
          generowac coś co może przeistoczyć sie w nerwicę szkolną?
          Twoja i tylko Twoja sprawa jest ilość posiadanych dzieci! Nikomu nic
          do tego! A największymi s-synami, dręczycielami, egoistami sa... nie
          jedynacy a dzieci z tzw. wielodzietnych rodzin. Tam takie dziecko
          musi byc Witusiem-sprytusiem, żeby zwrócic na siebie uwagę.
          Miałam namiastke tego w przedszolu, z ta róznica, że mam blixniami.
          Do tego jednojajowe, identyczne i bardzo długo chłopcom wystarczało
          WYŁĄCZNIE ich własne towarzystwo. Reagowali alergicznie gdy ktos
          usiłował burzyć ich swiat. Spotykało się to z agresją ze strony
          innych dzieci , a panie w przedszkolu były juz skłonne doszukiwać
          sie patologii.
          Ale ad rem. Nie daj sobie wmówic, ze jesteś winna za stan obecny, że
          jedynak to dziecko gorszego rodzaju itd.
          Na Twoim miejscu pożegnałabym się z przedszkolem, starała się, aby
          dziecko miało kontakty z kolegami na alternatywnych zajęciach ( np.
          ruchowych) i poszukała dobrej szkoły. Nie jest to proste, ale
          mozliwe. Trzymaj się.
    • monoxa Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 14:36
      wyglada na to ze maksio to duzy mamisynek a ty chetnie dopuscilas do takiej
      sytuacji. pusc go na gleboka wode bo jak znowu bedziesz roztkliwiac sie nad nim
      to bedzie nie lepiej tylko gorzej bo wyczuje twoja slabosc. do 30-tki zamierzasz
      go przed wszystkim chronic? teraz wasze oczko w glowie przez to wychowanie
      zbierze od okrytnych dzieci w przedszkolu.
      ja wlasnie bylam takim wychuchanym dzieckiem i teraz mam klopoty w zyciu bo
      jestem egocentryczna i pretessjonalna. maksio pewnie podobnie? dlatego nikt go
      nie lubiw przedszkolu
      • laguna40 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:11
        monoxa napisała:

        > wyglada na to ze maksio to duzy mamisynek a ty chetnie dopuscilas
        do takiej
        > sytuacji. pusc go na gleboka wode bo jak znowu bedziesz
        roztkliwiac sie nad nim
        > to bedzie nie lepiej tylko gorzej bo wyczuje twoja slabosc. do 30-
        tki zamierzas
        > z
        > go przed wszystkim chronic? teraz wasze oczko w glowie przez to
        wychowanie
        > zbierze od okrytnych dzieci w przedszkolu.
        > ja wlasnie bylam takim wychuchanym dzieckiem i teraz mam klopoty w
        zyciu bo
        > jestem egocentryczna i pretessjonalna. maksio pewnie podobnie?
        dlatego nikt go
        > nie lubiw przedszkolu

        Weszłam na to forum żeby szukać pomocy i cieszę się z każdej
        odpowiedzi, uwagi i dobrej rady. Dzięki za odpowiedż i radę. Co do
        rzucenia go na głęboką wodę to co masz konkretnie na myśli?
        Czy powinnam dać spokój dociekaniom? Odwrócić się do niego plecami i
        zostawić płaczącego i przestraszonego? Logika podpowiada mi, że masz
        rację. Czy mam nie odprowadzać go na górę jak prosi. Przeczytaj
        proszę jeszcze raz pierwszy mój post tam napisałam co się rano
        dzieje. Co mam robić? Kiedy odbieram go z przedszkola nie jest aż
        tak tragicznie, czasem zwraca mi uwagę, że za wcześnie przyszłam po
        niego ale rano TO JAKIŚ KOSZMAR. Coś pewnie robię nie tak???
        Wczoraj wyjęłam kartkę, siadłam z nim przy stole i poprosiłam żeby
        podyktował w punktach co lubi a czego nie lubi w przedszkolu.
        Podyktował: lubi bardzo dużo rzeczy np. ćwiczenia, zabawy, robienie
        łatwych zadań w książeczce, lubi conajmniej połowę dzieci i
        wszystkie panie. Ciągle z nim rozmawiam i wumiejętnie wyciągam info
        o wszystkim w przedszkolu, pocieszam, zapewniam o miłości i oparciu
        ale coś jest nie tak. On nie kłamie - wydaje mi się, że niektóre
        rzeczy odbiera inaczej niż powinien bo skąd bierze się sprzeczność -
        "lubię dzieci" a ja widzę, że nie potrafi nawiązać kontaktu i stoi
        z boku jak przysłowiowy słup?
    • 79julka Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 14:39
      Ja mam rowniez synka w zerowce.Zerowce szkolnej.Bardzo dobrze Cie
      rozumiem,moj syn do ubieglego roku tez byl
      jedynakiem,wychuchanym,kochanym i jedynym na swiecie.Nie chodzil do
      przedszkola,zajmowala sie nim babcia.Ja sie cieszylam ,ze nie musi
      chodzic do przedszkola...A kiedy poszedl do zerowki zaczelam zalowac
      tego ze nie poslalam go do przedszkola,ze nie dalam mu szansy OBYCIA
      sie z dziecmi,ze siedzial caly czas pod kloszem.Teraz widze,ze nie
      umie sie bawic w grupie,ze jest po prostu biedny...Jak wychodzi
      nieraz ze szkoly a ja widze ze idzie bez pary(bo nie umie sobie
      znalezc)to serce mnie boli i w gardle sciska i obwiniam sie za
      to ,ze mial tak malo kontaktu z dziecmi zanim poszedl do
      zerowki.Niedawno zostal starszym bratem i rowniez mam poczucie winy
      ze tak dlugo z tym czekalam bo widze ile dobrego wnioslo pojawienie
      sie rodzenstwa.Do 5 roku w ogole nie chorowal a teraz zaczely sie
      choroby tak samo jak Ty piszesz,co 2 tygodnie choroba,wlasnie
      wychodzimy z zapalenia oskrzeli i tak w kolko.I tez bardzo sie
      martwie o to jak bedzie w szkole...Pozdrawiam,jesli masz ochote
      napisz maila,pozdrawiam
      • laguna40 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:17
        79julka napisała:

        > Ja mam rowniez synka w zerowce.Zerowce szkolnej.Bardzo dobrze Cie
        > rozumiem,moj syn do ubieglego roku tez byl
        > jedynakiem,wychuchanym,kochanym i jedynym na swiecie.Nie chodzil
        do
        > przedszkola,zajmowala sie nim babcia.Ja sie cieszylam ,ze nie musi
        > chodzic do przedszkola...A kiedy poszedl do zerowki zaczelam
        zalowac
        > tego ze nie poslalam go do przedszkola,ze nie dalam mu szansy
        OBYCIA
        > sie z dziecmi,ze siedzial caly czas pod kloszem.Teraz widze,ze nie
        > umie sie bawic w grupie,ze jest po prostu biedny...Jak wychodzi
        > nieraz ze szkoly a ja widze ze idzie bez pary(bo nie umie sobie
        > znalezc)to serce mnie boli i w gardle sciska i obwiniam sie za
        > to ,ze mial tak malo kontaktu z dziecmi zanim poszedl do
        > zerowki.Niedawno zostal starszym bratem i rowniez mam poczucie
        winy
        > ze tak dlugo z tym czekalam bo widze ile dobrego wnioslo
        pojawienie
        > sie rodzenstwa.Do 5 roku w ogole nie chorowal a teraz zaczely sie
        > choroby tak samo jak Ty piszesz,co 2 tygodnie choroba,wlasnie
        > wychodzimy z zapalenia oskrzeli i tak w kolko.I tez bardzo sie
        > martwie o to jak bedzie w szkole...Pozdrawiam,jesli masz ochote
        > napisz maila,pozdrawiam



        Witaj Julka. Bardzo Ci dziękuję za odpowiedz. Chętnie napiszę maila
        tylko troszkę pożniej bo teraz muszę wyjść po Maksa do przedszkola.
        Jeszcze raz dziękuję i do usłyszenia wieczorem Pozdrawiam
    • loola_kr Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:13
      naprawdę ciężko coś radzić...
      Ale moja koleżanak maiał trochę podobną sytuację ( ztym, że jej sym
      bł duzo młoszy - 4 lata) i przed wyjściem do przedszkola była
      histeria i wymioty i prośby, żeby go tam nie zabierac...
      Zmienili przedszkole i wszystko się zmieniło. Od tego czasu nie
      mieli zadnych problemów, syn chętnie chodził do przedszkola.
      Tylko nie wiem czy to mozna odnieść do twojej sytuacji bo Twój syn
      starszy i może problem tkwi gdzie indziej...

      A to, że choruje to normalne. Wiekszość dzieci zaczyna chorować jak
      idzie do przedszkola.
      • laguna40 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:25
        loola_kr napisała:

        > naprawdę ciężko coś radzić...
        > Ale moja koleżanak maiał trochę podobną sytuację ( ztym, że jej
        sym
        > bł duzo młoszy - 4 lata) i przed wyjściem do przedszkola była
        > histeria i wymioty i prośby, żeby go tam nie zabierac...
        > Zmienili przedszkole i wszystko się zmieniło. Od tego czasu nie
        > mieli zadnych problemów, syn chętnie chodził do przedszkola.
        > Tylko nie wiem czy to mozna odnieść do twojej sytuacji bo Twój syn
        > starszy i może problem tkwi gdzie indziej...
        >
        > A to, że choruje to normalne. Wiekszość dzieci zaczyna chorować
        jak
        > idzie do przedszkola.



        Dziękuję Ci serdecznie za zainteresowanie. Ciężko nam jest ale ja
        jestem zdesperowana i pomogę mojemu dziecku. Mam jakieś nawet
        pomysły i postaram się podnieść jakoś jego poczucie wartości, które
        nawiasem mówiąc powinien mieć w normie. Z naszej strony otrzymuje
        wiele NALEŻNYCH mu pochwał. Problem tkwi chyba w tym, że mocno
        związany jest z mamą jak ktoś sympatyczny wyżej wspomniał i w tym,
        że miał bardzo mały kontakt z rówieśnikami z którymi nie czuje się
        bezpiecznie bo ONI to nie JA. Pozostało mi teraz to naprawić. Może
        jakieś zajęcia integracyjne a może AIKIDO. Będę szukać. Jeżeli masz
        jakieś pomysły napisz. Odpiszę jak wrócę z dzieckiem z przedszkola.
        Pozdrawiam
        • loola_kr Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:50

        • loola_kr Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:52
          A jakie syn ma zainterasowania?
          Bo syn tych znajomych uwielbiał rysować i to było jego główną pasją
          i zamienili przedszkole na "artystyczne" gdzie rozwijał te
          zainteresowania.
          • laguna40 Re: Do loola 14.03.08, 21:11
            loola_kr napisała:

            > A jakie syn ma zainterasowania?
            > Bo syn tych znajomych uwielbiał rysować i to było jego główną
            pasją
            > i zamienili przedszkole na "artystyczne" gdzie rozwijał te
            > zainteresowania.
            >


            Witaj loola. U nas jest dokładnie to samo. Już dawno zaszczepiłam
            Maksiowi Rysowanie. Drukowałam rysunki Puchatka i rysowałam razem z
            nim. Pokój wytapetowany jest rysunkami. Do tego Maks od 3 roku życia
            stoi przy komputerze: od 12 do 13 jak jest w domu i zawsze od 18 do
            19. Świetnie radzi sobie nawet z internetem chociaż niecałkiem
            dobrze czyta. W ulubinych ma strony z rysowankami i gierkami -
            wybrane starannie przez nas. Potrafi się zalogować. Przy kompie
            nauczyłam go załatwiać się na nocnik i literek. Panele zabezpieczone
            są od dawna długimi hasłami zmienianymi co 2 tygodnie. Maks czyta i
            pisze już od roku dzięki temu. Wracając do pomysłu z przedszkolem
            artstycznym to szczerze nie wiedziałam, że takie istnieją ale teraz
            to sprawdzę czy u nas gdzieś takie jest. Dzięki bardzo i pozdrawiam.
    • marghe_72 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:28
      Ja bym się zastanowiła nad zmianą przedszkola
      Bo może to nie kwestia "rozpieszczenia" , tylko przedszkola jako
      takiego
    • zawilec1 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:45
      Na pewno w grupie sa dzieci, które syna akceptują. Zapraszaj do domu
      lub do kina czy wycieczkę pojedynczo jego rówiesników /oczywiście po
      uzgodnieniu z innymi rodzicami/ We dwójkę moga sie swietnie bawić i
      te relacje przeniosą się do przedszkola.
      Spróbuj zapisac syna do jakieś innej grupy rówiesniczej np. w domu
      kultury, bedzie miał, okazje trenowania nawiązywania nowych
      znajomości, co bardzo sie przyda w szkole.
      W ogóle w szkole może sie okazać, że na tyle sie juz rozwinął
      społecznie, że nie bedzie problemu, pól roku to bardzo duzo w
      rozwoju dziecka.
      • laguna40 Re: Do zawilec1 14.03.08, 21:26
        zawilec1 napisała:

        > Na pewno w grupie sa dzieci, które syna akceptują. Zapraszaj do
        domu
        > lub do kina czy wycieczkę pojedynczo jego rówiesników /oczywiście
        po
        > uzgodnieniu z innymi rodzicami/ We dwójkę moga sie swietnie bawić
        i
        > te relacje przeniosą się do przedszkola.
        > Spróbuj zapisac syna do jakieś innej grupy rówiesniczej np. w domu
        > kultury, bedzie miał, okazje trenowania nawiązywania nowych
        > znajomości, co bardzo sie przyda w szkole.
        > W ogóle w szkole może sie okazać, że na tyle sie juz rozwinął
        > społecznie, że nie bedzie problemu, pól roku to bardzo duzo w
        > rozwoju dziecka.


        Dziękuję za zainteresowanie i chęć pomocy. Jestem bardzo zobowiązana
        bo jak wiesz ciężkie czasy nastały dla nas - Polacy nie lubią siebie
        i innych. Ciężko o pomoc bo każdy ma własne problemy i mało
        motywacji żeby pomódz innym. Masz dobre pomysły, szczerze mówiąc
        myślałam o tym. Miesiąc przed urodzinami syna zarezerwowałam lokal w
        Centrum Zabaw dla dzieci naprawdę świetne miejsce. Kupiłam piękne
        zaproszenia i Maks zaniósł do przedszkola dla 9-ga dzieci z rodzicem
        w tym 1 którego się bał. Pomyślałam, że pomogę mu w ten sposób
        nawiązać lepsze stosunki d dziećmi. Niestwty nie wypaliło ze względu
        na to, że więcej jak połowa w tym Maks była chora(listopad).
        Wychowawczyni telefonicznie obdzwoniła rodziców i odwołała w moim
        imieniu. Pechowo skończyła się niedoszła impreza. Wierz mi, że robię
        teraz wszystko żeby był szczęśliwy i spełniony w przedszkolu.
        Spróbuję nawiązać kontakt z rodzicem dziecka, które Maks lubi i
        poproszę go o pomoc. Dziękuję Ci bardzo za radę i pozdrawiam.
    • iwciab Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 15:59
      witam, miałam podobny problem ze starszą córka, tyle tylko, że ona poszła do
      przedszkola w wieku 3 lat więc zanim minęło 4 lata w przedszkolu zdążyła się
      trochę wyrobić. Ale teraz jest w pierwszej klasie i jest podobnie, trzyma się na
      uboczu, raczej obserwuje zabawy niż się w nie angażuje, grzeczna, spokojna ale
      jak się zbierają na jakąś wycieczkę to jak ktoś do niej nie podejdzie zeby z nią
      stanąć w parze to będzie stała w parze. Już na początku przedszkola dyrekcja się
      zainteresowała i zwracała na to uwagę, że woli obserwować niz się bawić z
      dziećmi, teraz też wychowawczyni sie pytała czy ona ma jakąś koleżankę w klasie
      bo zachowanie jej jest podobne, choć chodzi do klasy z 4 osobami, z którymi
      chodziła do przedszkola. Mówi że lubi chodzić do szkoły, lubi koleżanki. Myślę
      że nasze dzieci maja po prostu taki charakter, są zamknięte w sobie , wrażliwe,
      mozemy starać się im pomóc, andażować spotkania z równieśnikami, angazować w
      różne np. klasowe, przedszkolne występy ale nic na siłę bo im jest z tym po
      prostu dobrze. U Was jest o tyle gorzej że syn doszedł do grupy, gdzie wszyscy
      się już przedtem znali. Ale jeśli dzieci mu dokuczają, to w tym już rola pań
      przedszkolanek, żeby porozmawiać z tymi dziećmi, ich rodzicami, angażować
      bardziej syna w różne przedszkolne przedsięwzięcia typu przedstawienia, konkursy.
      Głowa do góry, będzie dobrze, napisz jak się sprawa rozwija, pozdrawiam Iwciab
      • laguna40 Re: Do iwciab 14.03.08, 21:46
        iwciab napisała:

        > witam, miałam podobny problem ze starszą córka, tyle tylko, że ona
        poszła do
        > przedszkola w wieku 3 lat więc zanim minęło 4 lata w przedszkolu
        zdążyła się
        > trochę wyrobić. Ale teraz jest w pierwszej klasie i jest podobnie,
        trzyma się n
        > a
        > uboczu, raczej obserwuje zabawy niż się w nie angażuje, grzeczna,
        spokojna ale
        > jak się zbierają na jakąś wycieczkę to jak ktoś do niej nie
        podejdzie zeby z ni
        > ą
        > stanąć w parze to będzie stała w parze. Już na początku
        przedszkola dyrekcja si
        > ę
        > zainteresowała i zwracała na to uwagę, że woli obserwować niz się
        bawić z
        > dziećmi, teraz też wychowawczyni sie pytała czy ona ma jakąś
        koleżankę w klasie
        > bo zachowanie jej jest podobne, choć chodzi do klasy z 4 osobami,
        z którymi
        > chodziła do przedszkola. Mówi że lubi chodzić do szkoły, lubi
        koleżanki. Myślę
        > że nasze dzieci maja po prostu taki charakter, są zamknięte w
        sobie , wrażliwe,
        > mozemy starać się im pomóc, andażować spotkania z równieśnikami,
        angazować w
        > różne np. klasowe, przedszkolne występy ale nic na siłę bo im jest
        z tym po
        > prostu dobrze. U Was jest o tyle gorzej że syn doszedł do grupy,
        gdzie wszyscy
        > się już przedtem znali. Ale jeśli dzieci mu dokuczają, to w tym
        już rola pań
        > przedszkolanek, żeby porozmawiać z tymi dziećmi, ich rodzicami,
        angażować
        > bardziej syna w różne przedszkolne przedsięwzięcia typu
        przedstawienia, konkurs
        > y.
        > Głowa do góry, będzie dobrze, napisz jak się sprawa rozwija,
        pozdrawiam Iwciab


        Witaj iwciab. Dziękuję bardzo za zaiteresowanie i chęć pomocy. Muszę
        Ci powiedzieć, że dla mnie to naprawdę wiele znaczy chociaż "klikam"
        z kimś całkiem nieznanym a mimo to chociaż na chwilę ale szczerze
        zaangażowanym w mój problem. To dodaje mi skrzydeł i wiary, że dam
        radę. Dzisiaj rano było mi baaaaaaardzo smutno bo jestem po prostu
        normalną oddaną mamą a jak widzę, że moje dziecko jest bardzo
        osamotnione i pragnie desperacko przyjażni, której nie może
        dosięgnąć to serce mi się ściska z bezradności i żalu. Moj syn tak
        jak Twoja córcia też lubi chyba chodzić do przedszkola jeszcze
        wczoraj tak mówił bo o wszystko codziennie skrupulatnie i delikatnie
        wypytuję. Więc wczoraj wypytałam o to co lubi a czego nie lubi.
        Spisałam to "zeznanie" na kartce. Bardzo dużo lubi wtym dzieci i
        panie. Od początku, od zawsze garnął do dzieci, nie chciałbawić się
        na placu zabaw bez dzieci i dlatego nie wiem w czym tkwi problem.
        Jestem skołowana tym wszystkim. Podsuwasz dobre rady. Dziękuję. Jak
        masz chwilkę przeczytaj inne moje odpowiedzi powyżej, będziesz miała
        pełniejszy obraz. Odpowiedziało na mój post wielu wspaniałych
        rodziców, którzy zechcieli udzielić mi wielu pomocnych i mądrych
        rad. Dowiedziałam się też, że mój problem nie jest tylko mój.
        Pozdrawiam

        aha dziś kiedy poszłam po maksa do przedszkola stwierdził, że miał
        wspaniały dzień, wczoraj było podobnie. Rano tylko jest
        tragicznie...
    • novembre Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 16:46
      Argumenty pani, ze synek jest rozpieszczonym jedynakiem sa mocno nie na miejscu.
      To pani zadaniem jest/bylo od poczatku wprowadzenie nowego chlopca do grupy,
      angazowanie go, wlaczanie do zabaw, aktywne wciaganie, pytanie wlasnie jego,
      wyznaczenie mu jakiejs waznej funkcji (typu dyzurny) itp. Na moje oko pani
      przedszkolanka zawalila kawalek sprawy.
      Inna rzecz, ze jesli dziecko jest raczej obserwatorem niz uczestnikiem, to to
      nie jest latwe zadanie.
      Ja bym z przedszkolanka pania pogadala, nie wiem, kiedy Twoj syn ma urodziny
      albo imieniny, ale ja bym przyniosla jakies cukeirki do przedszkola dla dzieci,
      zeby mu zlozyly zyczenia itp. Jesli do swieta daleko, to moze przy okazji
      jakiegos teatrzyku, przedstawienia czy dnia otwartego dla rodzicow. Troche zeby
      jego wciagnac w jakies zajecia, troche zeby przekonac dzieci do niego.
      A rano? Nie wiem.. ja mojemu tlumaczylam, ze mama do pracy, tata do pracy, synek
      do zlobka/przedszkola, no ale to mlodszy byl. Moze na zasadzie, ze najpierw
      oboiwazek (przedszkole) a po poludniu fajny spacer, rurki z kremem czy co tam
      moze byc atrakcja? Wiesz, zeby mlody wchodzil do przedszkola z tekstem "a po
      poludniu to pojde z mama tu i tu". No i ja bym dziecka nie odprowadzala do sali,
      niech idzie sam albo z jakims kolega, ktory akurat tez idzie do tej samej sali.
      Sluchaj, a tata chlopca? Moze on by go odprowadzal? Wiesz, tak po mesku
      bardziej, faceci na ogol mniej sie przejmuja uczuciami wink. Pomysl, bo moze to by
      bylo rozwiazanie, o ile mozliwe technicznie.
      Pozdraiwam,
      nov.
      • guderianka Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 17:01
        1. Panie idą na łatwiznę zrzucając winę na charakter/osobowość
        dziecka
        2. Myslę,ze dobre byłoby zintegrowanie Maksa z dziećmi.Zaproś
        kilkoro dzieci do Was do domu, zorganizuj przyjęcie urodzinowe lub z
        okazji Dnia Dziecka (jeśli miał już urodziny lub ma), zaproponuj
        Paniom wyjście klasowe , poza teren przedszkola np. do remizy
        strażackiej, na komendę policji, drukarni nie wiem-gdzieś gdzie jest
        ciekawie a dzieci zostaną wyrwane ze znanego im środowiska,
        zaproponuj wycieczkę wiosennę-park, las, wieś itp.
        • grzalka Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 18:38
          guderianka napisała:

          > 1. Panie idą na łatwiznę zrzucając winę na charakter/osobowość
          > dziecka

          o, dokładnie- przecież to nie chodzi o to, żeby one stwierdziły fakt
          (no bo wszyscy wiemy, że jest jedynakiem i nie chodził wczesniej do
          przedszkola i nie bardzo da się coś z tym zrobić) tylko żeby pomogły
          mu zintegrować się z grupa, niekoniecznie całą, wystarczy 2-3 dzieci

          bardzo trudno jest 6-latkowi wejść w zgraną grupę przedszkolną,
          zwłaszcza, jeśli ten 6-latek jest mądry i wrażliwy
          >
        • laguna40 Re: Do guderianka 14.03.08, 22:08
          guderianka napisała:

          > 1. Panie idą na łatwiznę zrzucając winę na charakter/osobowość
          > dziecka
          > 2. Myslę,ze dobre byłoby zintegrowanie Maksa z dziećmi.Zaproś
          > kilkoro dzieci do Was do domu, zorganizuj przyjęcie urodzinowe lub
          z
          > okazji Dnia Dziecka (jeśli miał już urodziny lub ma), zaproponuj
          > Paniom wyjście klasowe , poza teren przedszkola np. do remizy
          > strażackiej, na komendę policji, drukarni nie wiem-gdzieś gdzie
          jest
          > ciekawie a dzieci zostaną wyrwane ze znanego im środowiska,
          > zaproponuj wycieczkę wiosennę-park, las, wieś itp.


          Witam Cię guderianka. Dziękuję za poświęcony czas i zainteresowanie
          moim problemem. Wiedziałam, że rodzice na tym forum mnie nie
          zawiodą. Czytam dokładnie wszystkie odpowiedzi rodziców na mój post.
          Dużo można się z nich dowiedzieć i nauczyć tak jak od Ciebie.
          Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam, życzę też wszystkiego
          najlepszego z serca...
      • laguna40 Re: Do novembre 14.03.08, 22:01
        novembre napisała:

        > Argumenty pani, ze synek jest rozpieszczonym jedynakiem sa mocno
        nie na miejscu
        > .
        > To pani zadaniem jest/bylo od poczatku wprowadzenie nowego chlopca
        do grupy,
        > angazowanie go, wlaczanie do zabaw, aktywne wciaganie, pytanie
        wlasnie jego,
        > wyznaczenie mu jakiejs waznej funkcji (typu dyzurny) itp. Na moje
        oko pani
        > przedszkolanka zawalila kawalek sprawy.
        > Inna rzecz, ze jesli dziecko jest raczej obserwatorem niz
        uczestnikiem, to to
        > nie jest latwe zadanie.
        > Ja bym z przedszkolanka pania pogadala, nie wiem, kiedy Twoj syn
        ma urodziny
        > albo imieniny, ale ja bym przyniosla jakies cukeirki do
        przedszkola dla dzieci,
        > zeby mu zlozyly zyczenia itp. Jesli do swieta daleko, to moze przy
        okazji
        > jakiegos teatrzyku, przedstawienia czy dnia otwartego dla
        rodzicow. Troche zeby
        > jego wciagnac w jakies zajecia, troche zeby przekonac dzieci do
        niego.
        > A rano? Nie wiem.. ja mojemu tlumaczylam, ze mama do pracy, tata
        do pracy, syne
        > k
        > do zlobka/przedszkola, no ale to mlodszy byl. Moze na zasadzie, ze
        najpierw
        > oboiwazek (przedszkole) a po poludniu fajny spacer, rurki z kremem
        czy co tam
        > moze byc atrakcja? Wiesz, zeby mlody wchodzil do przedszkola z
        tekstem "a po
        > poludniu to pojde z mama tu i tu". No i ja bym dziecka nie
        odprowadzala do sali
        > ,
        > niech idzie sam albo z jakims kolega, ktory akurat tez idzie do
        tej samej sali.
        > Sluchaj, a tata chlopca? Moze on by go odprowadzal? Wiesz, tak po
        mesku
        > bardziej, faceci na ogol mniej sie przejmuja uczuciami wink. Pomysl,
        bo moze to b
        > y
        > bylo rozwiazanie, o ile mozliwe technicznie.
        > Pozdraiwam,
        > nov.

        Witam Cię. Dziękuję za odpowiedż na moj post. Do rzeczy:
        Co do rozwiązania technicznego typu tata odprowadzający syna do
        przedszkola to masz świetny pomysl i u nas tak jest. Tylko dzisiaj
        ja go odprowadzałam a tak tata a ja odbierałam młodego przez cały
        tydzień i wcześniej. Faktycznie było mniej łez ale młody stwierdził
        zbulwersowany i mocno rozczarowany, że tata go nie rozumie itd itp.
        O urodzinach pisałam w którejś odpowiedzi wyżej. Pomyślałam o tym i
        posunęłam się tak daleko, że zarezerwowałam lokal zabawowy taki fest
        z atrakcjami na urodziny, zapłaciłam 50zł zaliczki która prZepadła
        bo część dzieci w tym mój chorowała(listopad) wypisałam 9 zaproszeń,
        które Maks rozdał w przedszkolu. No i nici z imprezy. Może nawiążę
        kontakt z którymś z rodziców żeby bliżej mógł się zaprzyjażnić z
        kimś. Przeczytaj proszę jak masz chwilkę i ochotę wcześniejsze
        odpowiedzi do innych forumowiczów, nie będę się już rozpisywać o tym
        samym. Masz fajne i madre pomysły. Dziękuję i pozdrawiam
    • kol.3 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 18:50
      Dzieci powinny chodzić do przedszkola.Ja bym nie robiła w tej chwili
      wielkiej tragedii. Dziecko będzie się wyrabiać towarzysko, nauczy
      się nawiązywać kontakty, choć trudno powiedzieć jak długo to potrwa.
      W grupie zawsze są dzieci wredne, agresywne,które wyławiają
      sobie "ofiary" i wyżywają się, ale są także dzieci przyjazne i miłe
      i z takimi prędzej czy później Twoje dziecko nawiąże kontakt.
      Oprócz nawiązywania kontaktów w przedszkolu dziecko uczy się
      prezentować swoje umiejętności, promować się. Takie dzieci mają dużo
      łatwiej w szkole, bo nawet jak mniej umieją to dobrze wypadają i są
      lepiej oceniane. Zapisz dziecko do jakiegoś kółka zainteresowań np.
      w domu kultury, to mu dodatkowo pomoże,poszerzy jego kontakty
      towarzyskie.

      • laguna40 Re: Do kol.3 14.03.08, 22:20
        kol.3 napisała:

        > Dzieci powinny chodzić do przedszkola.Ja bym nie robiła w tej
        chwili
        > wielkiej tragedii. Dziecko będzie się wyrabiać towarzysko, nauczy
        > się nawiązywać kontakty, choć trudno powiedzieć jak długo to
        potrwa.
        > W grupie zawsze są dzieci wredne, agresywne,które wyławiają
        > sobie "ofiary" i wyżywają się, ale są także dzieci przyjazne i
        miłe
        > i z takimi prędzej czy później Twoje dziecko nawiąże kontakt.
        > Oprócz nawiązywania kontaktów w przedszkolu dziecko uczy się
        > prezentować swoje umiejętności, promować się. Takie dzieci mają
        dużo
        > łatwiej w szkole, bo nawet jak mniej umieją to dobrze wypadają i

        > lepiej oceniane. Zapisz dziecko do jakiegoś kółka zainteresowań
        np.
        > w domu kultury, to mu dodatkowo pomoże,poszerzy jego kontakty
        > towarzyskie.
        >

        Witam cię serdecznie. Dziękuję za pomoc i poświęcony czas.
        W swojej odpowiedzi na mój post masz wiele racji co do korzyści
        wynikających na przyszłość z pobytu w przedszkolu . Podzielam je w
        100% i dlatego nie zabrałam go w panice z przedszkola mimo, że nie
        jest dobrze i że ciągle choruje. Mam nadzieję, że przy naszym
        wsparciu i zrozumieniu da sobie radę i uodporni się na wszystko
        począwszy od chorób a skończywszy na integracji z rówieśnikami. Dziś
        zainteresowało się moim problemem wielu życzliwych rodziców, którzy
        zasypali mnie bardzo wieloma mądrymi radami, otworzyli oczy na wiele
        spraw. Przekonałam się dziś o tym, że "klikając" z nieznaną osobą na
        odległość można czuć się mniej osamotnioną osobą bo tak naprawdę
        jest wielu sympatycznych i pomocnych ludzi. Pozdrawiam Cię ciepło.
        dziękuję.
        • kol.3 Re: Do Laguny 15.03.08, 21:40
          Moje dziecko z powodu alergii też do 6 roku życia siedziało w domu
          z niańkami, ale nie było izolowane od dzieci, bo chodziło na plac
          zabaw itd. Pójście do przedszkola nie było tak bolesne jak w
          przypadku Twojego syna, ale trudności z radzeniu sobie z niektórymi
          wrednymi dziaciakami były.Przedszkole było niezłe, a panie
          przedszkolanki w porządku. Nie nadużywałabym przynoszenia cukierków
          do przedszkola, ta forma wkupienia się nie może być powtarzana. Raz
          można. Można zorganizować imprezkę w domu, zapraszając paru kolegów,
          ale i zapewniając dzieciom zabawy towarzyskie, konkursy i drobne
          nagrody.Imprezka musi być dobrze przemyślana.
          Jakieś trudności mogą jeszcze wystąpić na początku w szkole, nie
          wiem czy towarzyskie, ale może z autoprezentacją i promowaniem się
          dziecka, z występami publicznymi. Wykorzystaj zdolności i
          zamiłowania Twojego syna, spróbuj znaleźć mu jakieś kółko
          zainteresowań w pobliskim domu kultury, może kółko tańca
          dyskotekowego (bardzo przydatne, bo dyskoteki w szkołach są częste
          a umiejętności taneczne podnoszą pewnośc siebie i notowania
          towarzyskie), rysunkowe? fotograficzne? To może w znacznym stopniu
          rozwiązać jego problemy towarzyskie a i w szkole mu pomoże, bo
          szkoła uwielbia dzieci zaangażowane, udzielające się, pracujące na
          rzecz szkoły. I nie zamartwiaj się za dużo. Grunt żeby dzieciak był
          zdrowy.
          Co jak co, ale mój "bezprzedszkolny" syn w swoich kolejnych
          szkołach towarzysko to akurat czuł się najlepiej.
    • nangaparbat3 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 14.03.08, 21:21
      Tez bym pomyślala o zmianie przedszkola - gadanie pań, ze maja do czynienia z
      "rozpieszczonym jedynakiem, w dodatku nadwrażliwym", okropnie mi sie nie podoba.
      Jednak z drugiej strony - kiedy czytałam o sposobie korzystania Twego synka z
      komputera, troche scierpłam. Godziny od do, pełna kontrola. Tak na oko - bo
      zawsze moge sie mylic - wydaje się, ze za bardzo kontrolujesz małego. I byc moze
      za mało jest w jego - Waszym - zyciu mocowania się, wygłupow, taplania w blocie
      i turlania po trawiastych zboczach.
      Aikido - świetny pomysł, pod warunkiem ze trafi na sensownego trenera, a raczej
      takiego, ktory bedzie mu pasował, gorąco Wam tego zyczę.
      PS
      Moj brat na temat przedszkola zaczynal ryczeć juz wieczorem, za to po wyjsciu
      był zawsze w świetnym nastroju. Tego sie mama trzymała, i najwyraźniej słusznie,
      bo brat dorosły ma rewelacyjne kontakty z ludźmi.
    • agni71 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 00:12
      Niektórzy jednak sa i pozostana introwertykami, byc może twoj synek
      taki jest. Co nie znaczy, ze nie masz go ośmielac i oswajac z
      dziećmi i róznymi sytuacjami - duzo dobrych rad dostałas wyżej, ja
      nie będę ich powtarzać. Powodzenia!
    • asiara74 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 10:36
      Obawiam sie, że trochę zanedbała Pani społeczny rozwój dziecka. Wydaje mi się,
      ze dzieci, a szczególnie jedynacy (sama mam 9 cio letniego) jak najszybciej
      powinni mieć kontakt z rówieśnikami. Ja od kiedy dziecko miało ok. 1.5 roku
      wiecznie wysiadywałam z nim na placu zabaw, starałam się nie prowadzić za
      raczkę, raczej podążałam za mlodym, czasem ingerowałam gdy dochodzilo do ostrych
      konfliktów. To właśnie plac zabaw a pózniej przedszkole w wieku 3 lat nauczyło
      go kontaktów z dziecmi.
      Sama pani zauwazyła chyba popełniony błąd i chyba faktycznie nie ma co nad tym
      plakać, trzeba wyciagnąć wnioski. Na pani miejscu starałabym sie najpierw zadbać
      o jakiegos kolegę w miejscu gdzie mieszkacie, moze jakiś chlopiec z sasiedztwa?
      zachęcałabym syna do wychodzenia z domu na podwórko(jeśli jest taka mozliwość)
      Równolegle chyba nie ingerowałabym az tak mocno w to co dzieje się w
      przedszkolu, wspierac tak ale nie okazywać aż takiego przerażenia każdym
      niepowodzeniem (płacz przy dziecku absolutnie niedopuszczalny)
      Dzieci obserwuja nas i bardzo reaguja na nasze emocje, jesli dziecko widzi
      wiecznie zmartwiona mamę bo same maja jakieś niepowodzenia to tylko je utwierdza
      w przekonaniu, ze faktycznie cos z nimi nie tak. Wspierac, zapewniać ze kazdy
      człowiek ma gorsze dni i porazki, zaufać dziecku, pozwolic na samodzielność....
      Zyczę powodzenia, na pewno z czasem wszystko się ułoży.
      • laguna40 Re: Do asiara74 15.03.08, 11:01
        asiara74 napisała:

        > Obawiam sie, że trochę zanedbała Pani społeczny rozwój dziecka.
        Wydaje mi się,
        > ze dzieci, a szczególnie jedynacy (sama mam 9 cio letniego) jak
        najszybciej
        > powinni mieć kontakt z rówieśnikami. Ja od kiedy dziecko miało ok.
        1.5 roku
        > wiecznie wysiadywałam z nim na placu zabaw, starałam się nie
        prowadzić za
        > raczkę, raczej podążałam za mlodym, czasem ingerowałam gdy
        dochodzilo do ostryc
        > h
        > konfliktów. To właśnie plac zabaw a pózniej przedszkole w wieku 3
        lat nauczyło
        > go kontaktów z dziecmi.
        > Sama pani zauwazyła chyba popełniony błąd i chyba faktycznie nie
        ma co nad tym
        > plakać, trzeba wyciagnąć wnioski. Na pani miejscu starałabym sie
        najpierw zadba
        > ć
        > o jakiegos kolegę w miejscu gdzie mieszkacie, moze jakiś chlopiec
        z sasiedztwa?
        > zachęcałabym syna do wychodzenia z domu na podwórko(jeśli jest
        taka mozliwość)
        > Równolegle chyba nie ingerowałabym az tak mocno w to co dzieje się
        w
        > przedszkolu, wspierac tak ale nie okazywać aż takiego przerażenia
        każdym
        > niepowodzeniem (płacz przy dziecku absolutnie niedopuszczalny)
        > Dzieci obserwuja nas i bardzo reaguja na nasze emocje, jesli
        dziecko widzi
        > wiecznie zmartwiona mamę bo same maja jakieś niepowodzenia to
        tylko je utwierdz
        > a
        > w przekonaniu, ze faktycznie cos z nimi nie tak. Wspierac,
        zapewniać ze kazdy
        > człowiek ma gorsze dni i porazki, zaufać dziecku, pozwolic na
        samodzielność....
        > Zyczę powodzenia, na pewno z czasem wszystko się ułoży.


        Witam. Dziękuję bardzo za to, że przeczytałaś i odniosłaś się do
        mojego postu. Zgadzam się z Tobą w zupełności w wielu rzeczach o
        których napisałaś. Już wiem, że za wszelką cenę muszę znależć
        przyjazną małą duszę dla syna, mniej przejmować się niepowodzeniami
        w przedszkolu i mniej ingerować w to co tam się dzieje chociaż
        prawdę mówiąc trochę się boję czy to wszystko co się z nim dzieje
        nie odbije się na jego zdrowiu psychicznym jak ja spasuję. Pociesza
        mnie to, że z tego co wszyscy piszą wynika, że jest gdzieś szansa,
        światełko w ciemnym tunelu dla niego na nabycie odporności na
        niepowodzenia i nabycie umiejętności zjednywania sobie rówieśników...
        Dziękuję i pozdrawiam
    • przeciwcialo Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 11:02
      Jesli mój syn miałby iśc do zerówki nie znając wcześniej przedszkola
      to posłałbym go do zerówki szkolnej. Tam większe prawdopodobieństwo
      ze dzieci w podobnej sytuacji byłoby wiecej. Zerówki szkolne z
      reguły stają się później pierwszą klasą. Dzieci nie maja dodatkowego
      stresu.
      A twój syn we wrzesniu przezyje kolejny stres- szkoła, nowe dzieci,
      nowa pani.
      Szkoda ze jak był młodszy nie posyłałaś go do jakiegos klubu malucha
      czy czegoś takiego.
    • milenium5 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 11:35
      Laguna, Twój synek ma dopiero szęść lat. Wychowywał się wśród
      dorosłych, miał mały kontakt z rówieśnikami. Trafił do przedszkola,
      do zgranej grupy znających się dzieci. To jest zupełnie normalne, że
      niepewnie się czuje w nowej sytuacji, trudno mu nawiązać kontakt z
      dziećmi, bo nie ma przetrenowanych umiejętności społeczny, nie miał
      sznas nauczyć się tego! Pewnie czuje się odrzucony przez grupę i
      próbuje uciec w Twoje raminona, bo tam czuje się bezpiecznie...
      Czytając to co piszesz, mi się wydaje, że Ty masz większy problem
      niż Twoje dziecko. On większość życia spędzi wśród swoich
      rówieśników, nie z Tobą, musi się jak najszybciej nauczyć kontaktów
      społecznych. Musi się nauczyć radzić sobie w grupie, żeby dobrze się
      w niej poczuć. Nie załtwisz tego za niego. Nie będziesz go zasze
      chronić. Możesz mu tylko mądrze pomóc w usamodzielnieniu się.
      1. To bardzo dobry pomysł, aby tata odprowadzał go do przedszkola -
      wprowadźcie taki zwczaj na stałe - mama przyprowadza, razem robicie
      coś miłego, tata zaprowadza i rozstają się "po męsku", do sali
      chłopiec wychodzi z panią lub innymi dziećmi.
      2. Postaraj się, tak jak radziły dziewczyny, pomóc mu w integracji z
      dziećmi - podgadaj z paniami, pomóż zorganizować wycieczkę do zoo,
      czy gdziekolwiek indziej, zaproś dzieci na piknik czy ognisko z
      okazji dnia dziecka, poobserwuj, jak dogaduje się z dziećmi, kogo
      lubi, kto lubi jego, zaproś te dzieci do siebie do domu, kina,
      gdziekolwiek. W przedszkolu łatwo zdobyć popularność - choćby
      przynosząc cukierki z okazji imienin, urodzin czy dnia dziecka. W
      przedszkolu mojego syna jest jeden dzień - piątek, kiedy dzieci mogą
      przynosić zabawki z domu. Zapytaj czy u Was coś takiego funkcjonuje.
      Niech mały przyniesie atrakcyjne zabawki dla dzieci zabawki, którymi
      mogą się bawić wszyscy - karty, nakleiki, klocki - niech on wyznacza
      role i zasady w zabawie.
      3. Co do wprowadzania go w nowe grupy rówieśnicze, to byłabym
      ostrożna - ma wystarczająco dużo trudności, żeby odnaleźć się w
      grupie przedszkolnej, po co od razu fundować mu dodatkowy stres?
      Raczej poszukaj znajomych z dziećmi, wybierzcie się razem do kina,
      na wycieczkę rowerową. Powoli, nie od razu na głęboką wodę. Wyjedź
      na wakacje dla mam dziećmi. Mały będzie się czuł bezpiecznie, bo
      będzie miał Ciebie, a Ty będziesz mogła poobserwować jak radzi sobie
      w grupie i mu pomóc. Fajne wyjazdy tego typu znajdziesz np. tu
      www.femmeritum.pl
      I działaj, bo przed nim szkoła i nowe wyzwania. Powodzenia.
      • 3xmama Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 15.03.08, 16:05
        Pomyslałam sobie, że pewnie byłoby dobrze gdybyś "odcięła
        pępowinkę"wink Sama. Bo myslę, że problem tkwi także w Tobie. Też
        jestem jedynaczką i dopiero w dorosłym zyciu (jak już miałam dzieci)
        puknęłam się w czoło, kiedy zauważyłam, że powielam zachowania moich
        rodziców. Wy z synem jesteście od siebie uzależnieni. Ty biegasz do
        przedszkola, pytasz, stajesz na głowie żeby znaleźć złoty środek na
        rozterki dziecka. Obarcz opieką nad dzieckiem jego tatę (nic o nim
        nie wspominasz). Dziecko ma dwoje rodziców. Faceci podchodzą mniej
        emocjonalnie do takich spraw, a mały być może podejdzie wtedy do
        zagadniena bardziej ambicjonalnie i przestanie się mazać. Niech idą
        na plac zabaw, na którym bawią się koledzy z przedszkola i nie
        biegaj za nim, nie pilnuj tylko pozwól, by "poszedł na żywioł". Kup
        piłkę i inne zabawki, którymi MUSI bawić się z kims drugim, komputer
        jest do zabaw solo. Ty go izolujesz! Bardziej czy mniej świadomie
        zbudowałaś między nim a innymi dziećmi mur. Czas go zburzyć. Wyjedź
        na wszasy dla rodzn z dziećmi, zorganizuj urodziny syna, idź do sali
        zabaw. Zrób ognisko czy grilla dla znajomych dzieci. Nie dla
        dorosłych. Twój syn zachowuje się tak, bo tak był wychowany i jeśli
        Ty tego nie zmienisz to chłopiec będzie popadał w coraz większe
        kompleksy i zamykał się w sobie. W szkole będzie jeszcze gorzej, bo
        dzieciaki sa okrutne i jeśli odkryją, że mały jest słaby psychicznie
        (czytaj nadwrażliwy) to będa go męczyć i męczyć....Tu musi zadziałać
        facet z krwi i kości i "obudzona" mamawink))
      • laguna40 Re: Do milenium5 16.03.08, 11:17
        milenium5 napisał:

        > Laguna, Twój synek ma dopiero szęść lat. Wychowywał się wśród
        > dorosłych, miał mały kontakt z rówieśnikami. Trafił do
        przedszkola,
        > do zgranej grupy znających się dzieci. To jest zupełnie normalne,
        że
        > niepewnie się czuje w nowej sytuacji, trudno mu nawiązać kontakt z
        > dziećmi, bo nie ma przetrenowanych umiejętności społeczny, nie
        miał
        > sznas nauczyć się tego! Pewnie czuje się odrzucony przez grupę i
        > próbuje uciec w Twoje raminona, bo tam czuje się bezpiecznie...
        > Czytając to co piszesz, mi się wydaje, że Ty masz większy problem
        > niż Twoje dziecko. On większość życia spędzi wśród swoich
        > rówieśników, nie z Tobą, musi się jak najszybciej nauczyć
        kontaktów
        > społecznych. Musi się nauczyć radzić sobie w grupie, żeby dobrze
        się
        > w niej poczuć. Nie załtwisz tego za niego. Nie będziesz go zasze
        > chronić. Możesz mu tylko mądrze pomóc w usamodzielnieniu się.
        > 1. To bardzo dobry pomysł, aby tata odprowadzał go do przedszkola -

        > wprowadźcie taki zwczaj na stałe - mama przyprowadza, razem
        robicie
        > coś miłego, tata zaprowadza i rozstają się "po męsku", do sali
        > chłopiec wychodzi z panią lub innymi dziećmi.
        > 2. Postaraj się, tak jak radziły dziewczyny, pomóc mu w integracji
        z
        > dziećmi - podgadaj z paniami, pomóż zorganizować wycieczkę do zoo,
        > czy gdziekolwiek indziej, zaproś dzieci na piknik czy ognisko z
        > okazji dnia dziecka, poobserwuj, jak dogaduje się z dziećmi, kogo
        > lubi, kto lubi jego, zaproś te dzieci do siebie do domu, kina,
        > gdziekolwiek. W przedszkolu łatwo zdobyć popularność - choćby
        > przynosząc cukierki z okazji imienin, urodzin czy dnia dziecka. W
        > przedszkolu mojego syna jest jeden dzień - piątek, kiedy dzieci
        mogą
        > przynosić zabawki z domu. Zapytaj czy u Was coś takiego
        funkcjonuje.
        > Niech mały przyniesie atrakcyjne zabawki dla dzieci zabawki,
        którymi
        > mogą się bawić wszyscy - karty, nakleiki, klocki - niech on
        wyznacza
        > role i zasady w zabawie.
        > 3. Co do wprowadzania go w nowe grupy rówieśnicze, to byłabym
        > ostrożna - ma wystarczająco dużo trudności, żeby odnaleźć się w
        > grupie przedszkolnej, po co od razu fundować mu dodatkowy stres?
        > Raczej poszukaj znajomych z dziećmi, wybierzcie się razem do kina,
        > na wycieczkę rowerową. Powoli, nie od razu na głęboką wodę. Wyjedź
        > na wakacje dla mam dziećmi. Mały będzie się czuł bezpiecznie, bo
        > będzie miał Ciebie, a Ty będziesz mogła poobserwować jak radzi
        sobie
        > w grupie i mu pomóc. Fajne wyjazdy tego typu znajdziesz np. tu
        > www.femmeritum.pl
        > I działaj, bo przed nim szkoła i nowe wyzwania. Powodzenia.

        Witaj. Dziękuję ci za zainteresowanie.
        Napisałaś wiele mądrych rzeczy i podsunęłaś ciekawe sugestie. Co do
        obserwacji to już takie poczyniłam. Wygląda na to, że większość
        chłopców go lekceważy i nie traktuje jako towarzysza do zabawy. Dziś
        w niedzielę rano miał zły sen. Kiedy go obudziłam był przestraszony -
        śniło mu się przedszkole... Nie chciał o tym mówić ale odczekałam a
        on zaczął mówić ze łzami w oczach, że nie lubi przedszkola.
        Wyciągnęłam z niego , że bawi się tylko z jedną dziewczynką o której
        mówi "moja przyjaciółka Nikola" i z jednym chłopcem albo sam reszta
        głównie chłopcy tworzą 2-e paczki do których nie chcą go dopuścić.
        Jest mi strasznie przykro i smutno, boję się poniedziałku, smutku i
        jego osamotnienia w przedszkolu. On strasznie to przeżywa. Boję się
        o niego co będzie jak sobie nie poradzi i się nie przełamie. On ma
        mój charakter, jest tak samo wrażliwy i nieśmiały ale piekielnie
        przyjazny i miły, podświadomie lgnie do dzieci. Teraz ze strachu
        coraz mniej pewnie szuka z nimi kontaktu i wycofuje się. Nie
        rozumiem tego. Skąd brak akceptacji i takie nieprzyjazne zachowania
        u dzieci dla tak grzecznego i miłego, mądrego chłopca. Mnie w jego
        wieku też nie było łatwo ale ja miałam brata, a on jest sam, ciągle
        tylko z nami, często choruje i ma przerwy. Był 3dni i znowu zawalone
        zatoki, chrypka, wypieki. Powinnam zostawić go w domu ale poślę
        jutro do przedszkola za wszelką cenę. Odprowadzi go tata a na górę
        p. Krysia szatniarka. On już o tym wie. Mamy już w planie rozmowę z
        propozycją z jednym z rodziców. Tak się składa, że to tata Kuby -
        grupowego "prowodyra", chłopca którego on się boi a kolega mojego
        męża z pracy. Może coś z tego będzie mam nadzieję...? Maksio byłby
        przeszczęśliwy gdyby to się udało bo już się cieszy i zapomniał o
        strachu. Dziękuję ci jeszcze raz i pozdrawiam. Trzymaj za nas kciuki
    • gobi03 dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 01:58
      często nie umieją "walczyć o swoje". Nie mam na myśli
      bójkę, tylko umiejętność żądania czegoś: rzeczy albo
      zachowań.
      Twój syn świetnie sobie radzi w środowisku domowym,
      bo nauczył się sposobów osiągania celu, działających
      na ciebie albo babcię. Z rówieśnikami sobie nie radzi,
      bo jego sposoby są nieskuteczne. Co gorsza u dzieci
      nie budzi to współczucia, co najwyżej rozbawienie.
      Nie musisz go niczego uczyć, tylko zadziałaj jakoś,
      by zdobył więcej pewności siebie.
      Ja proponuję zapisać chłopca na treningi judo, karate
      albo innego aikido. Wybór stylu nie ma znaczenia,
      ponieważ dobry trener/nauczyciel i tak nie będzie
      starał się zrobić z niego maszyny do zabijania,
      tylko zorganizuje zajęcia ogólnorozwojowe
      ze skakaniem, przewracaniem się itd. i elementami
      kontaktu. I o ten kontakt po prostu chodzi.
      Jeśli boisz się siniaków, to poszukaj zajęć
      dla dzieci na basenie - zawsze to wśród rówieśników
      a bez wyrywania sobie zabawek.
      • laguna40 Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 11:31
        gobi03 napisał:

        > często nie umieją "walczyć o swoje". Nie mam na myśli
        > bójkę, tylko umiejętność żądania czegoś: rzeczy albo
        > zachowań.
        > Twój syn świetnie sobie radzi w środowisku domowym,
        > bo nauczył się sposobów osiągania celu, działających
        > na ciebie albo babcię. Z rówieśnikami sobie nie radzi,
        > bo jego sposoby są nieskuteczne. Co gorsza u dzieci
        > nie budzi to współczucia, co najwyżej rozbawienie.
        > Nie musisz go niczego uczyć, tylko zadziałaj jakoś,
        > by zdobył więcej pewności siebie.
        > Ja proponuję zapisać chłopca na treningi judo, karate
        > albo innego aikido. Wybór stylu nie ma znaczenia,
        > ponieważ dobry trener/nauczyciel i tak nie będzie
        > starał się zrobić z niego maszyny do zabijania,
        > tylko zorganizuje zajęcia ogólnorozwojowe
        > ze skakaniem, przewracaniem się itd. i elementami
        > kontaktu. I o ten kontakt po prostu chodzi.
        > Jeśli boisz się siniaków, to poszukaj zajęć
        > dla dzieci na basenie - zawsze to wśród rówieśników
        > a bez wyrywania sobie zabawek.
        >
        Witaj. No muszę ci powiedzieć, że w niczym się nie pomyliłas bo
        jest dokładnie tak jak piszesz. Maks wychowany był wyłącznie wśród
        dorosłych bo tak się składa, że znajomi nie mają dzieci w zbliżonym
        wieku a z rodziną utrzymujemy sporadyczne kontakty. Prowadzimy sklep
        budowlany. Maks spędzał czas zamiast na placu zabaw to z nami w
        sklepie bo w innym wypadku musiałabym go zamknąć no a wiadomo, że
        nie mogę jak płacę ogromny czynsz (3500) o reszczie nie wspomnę...
        Co do zajęć dodatkowych planuję AIKIDO od września bo musi mieć 6lat.
        Żałuję tylko, że tak póżno zorientowałam się jak bardzo
        będzie "kulawy" społecznie przeze mnie. Teraz postaram się nadrobić
        stracony czas z rówieśnikami choćbym miała siedzieć z dziećmi cały
        dzień... Dziękuję Ci serdecznie i pozdrawiam
        • milenium5 Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 15:22
          Laguna, zobaczyć problem to połowa sukcesu. Już pomogłaś swojemu
          dziecku, bo widzisz, że jest mu źle i sam sobie nie radzi. Nie
          zostawiasz go samego z problem, a równocześnie nie załatwiasz tego
          za niego, zabierając na przykład z przedszkola. Czytam co Ci radzą
          dziewczyny i na Twoim miejscu byłabym ostrożna korzystając z dwóch
          rad, które tu padły:
          1. Na pewno nie zmieniłabym dziecku przedszkola. Po pierwsze zostało
          mu już tylko pół roku do szkoły. Wrażliwe i wycofane dziecko, mające
          problemy w kontaktach z dziećmi bardzo boleśnie przeżyje kolejną
          zaminę środowiska. Postaw się w jego sytuacji znów, nowe, nieznane
          dzieci, znów nowa pani, nowe zasady... Poza tym co to za wyjście
          uciekać od problemów, zamiast je rozwiązywać... Zawsze, w każdej
          szkole, przedszkolu będą wredne dzieci i mało empatycznce panie.
          Sztuka nauczyć malucha radzić sobie w takich sytuacjach, a nie
          uciekać przed poroblemem. Natomiast zrobiłabym wszystko, aby jak
          najlpiej przygotować go do do szkoły.
          2. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak dużo osób radzi Ci sporty
          walki. To nie jest sport zespołowy, gdzie dziecko nauczy się
          kontaktu z innymi dziećmi i współpracy. To twardy sport, wymagający
          samozapracia, dobrej kondycji fizycznej. Łatwo się zniechęcić. Dla
          wrażliwego dziecka monotonne ćwieczenia fizyczne, autorytatywny
          trener, znowu nowe dzieci - to może być kolejne niefajne
          doświadczenie. Wystarczy aby się zniechęcić. Wiem co mówię,
          wyczynowo trenowałam sztuki walki, przez pewien czas ćwiczyłam z
          dziećmi.
          3. Zwróć uwagę na wyjazdy wakacyjne które Ci poleciłam. Jest tam
          turnus przeznaczony dla rodziców dzieci, które idą do szkoły. Mamy
          mają warszaty na których uczą się jak pomóc dziecku w debiucie, jak
          go wspierać, jak zachęcić do nauki. Dzieci w tym samym czasie mają
          zajęcia w grupie z psychologami - wzmacniające poczucie własnej
          wartości, odkrywające talenty itd. Psycholodzy obserwują grupę,
          otrzymasz szczegółowe informacje jaki problemy ma Twój synek i jak
          możesz sobie z nimi poradzić. Byłam na takim wyjeździe, bardzo mi
          pomogło w problemach szkolnych mojego dziecka.
          • korronella Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 15:38
            Laguna, przede wszystkim nie wiń siebie za obecną sytuację. Nie
            wiesz, co by się działo, gdyby Twoje dziecko poszło wcześniej do
            przedszkola. Być może po prostu przeżywałoby tę traumę duzo
            wcześniej i nie czułoby się lepiej w zerówce. Znam takie dzieci - od
            najmłodszych lat w przedszkolu i całe lata nie umiejące sobie
            znaleźć znajomych. A inne szybko odnajdujące się w grupie, mimo że
            wcześniej miały niewiele kontaktów z rówieśnikami.

            Teraz zostało już niewiele czasu do końca roku. Po wakacjach syn
            zmieni środowisko, może znajdzie jakieś przyjazne osoby w klasie,
            może będzie miał fajną panią, która mu pomoże.
            W szkole wszystko może się zmienić.Ważne tylko, żeby miał w Tobie
            oparcie.
            • laguna40 Re: Do koronella 19.03.08, 10:39
              korronella napisała:

              > Laguna, przede wszystkim nie wiń siebie za obecną sytuację. Nie
              > wiesz, co by się działo, gdyby Twoje dziecko poszło wcześniej do
              > przedszkola. Być może po prostu przeżywałoby tę traumę duzo
              > wcześniej i nie czułoby się lepiej w zerówce. Znam takie dzieci -
              od
              > najmłodszych lat w przedszkolu i całe lata nie umiejące sobie
              > znaleźć znajomych. A inne szybko odnajdujące się w grupie, mimo że
              > wcześniej miały niewiele kontaktów z rówieśnikami.
              >
              > Teraz zostało już niewiele czasu do końca roku. Po wakacjach syn
              > zmieni środowisko, może znajdzie jakieś przyjazne osoby w klasie,
              > może będzie miał fajną panią, która mu pomoże.
              > W szkole wszystko może się zmienić.Ważne tylko, żeby miał w Tobie
              > oparcie.


              Witam Cię koronella. Dzięki za dobre słowo otuchy i wsarcie na
              odległość. Staram się być dobrej myśli. Nie marnuję nawet jednego
              dnia na biadolenie, staram się coś robić. Wczoraj miałam konsultację
              z psychologiem przedszkolnym , wychowawczynią i p. dyrektor. W
              czwartek przed świętami pani psycholog spędzi 2-3 godzinki w grupie
              maksa żeby przyjżeć się bliżej mojemu synowi i jego relacjom z
              rówieśnikami. Mam nadzieję, że damy jakoś radę. Pozdrawiam Cię
          • jola_ep Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 20:11
            > 2. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak dużo osób radzi Ci sporty
            > walki.

            Z tego co pamiętam proponowano głównie aikido, ze szczególnym zwróceniem uwagi na trenera.
            Moje dzieciaki chodzą na aikido, przy czym młodszy zaczynał w zerówce - ale wtedy były to specjalne zajęcia dla młodszych dzieci.

            Po pierwsze moim zdaniem aikido jest mniej nastawione na rywalizację. Zajęcia dla dzieci polegają m.in. owszem na ćwiczeniach ogólnorozwojowych, ale i na ćwiczeniu technik w parach. Tu jest właśnie miejsce na kontakt z innymi dzieciakami (także fizyczny - uodparnia na "popychanki"). I na współpracę - bo dzieciaki często zamiast ze sobą walczyć - współpracują - czyli pozwalają się powalić na matę smile
            Od czasu do czasu jest też miejsce na zabawy, a już szczególnie w grupie dla młodszych dzieci.

            > Łatwo się zniechęcić.

            To się zniechęci. Nie każdemu musi się podobać. Z trójki kolegów mojego młodego chodzi tylko jeden. Moja córa na początku miała ze dwa razy fazę zniechęcenia - bo jej ukemi (przewroty) nie wychodziły. Ale przeszło jej (delikatnie ją motywowałam wink ) i teraz uwielbia chodzić na treningi. W przeciwieństwie do lekcji wf-u.

            I naprawdę dużo zależy od trenera. Znam takiego, który osiąga -podobno- świetne wyniki, ale wrażliwego dzieciaka nigdy bym mu nie podesłała. Ale osoby, które prowadzą zajęcia z moimi dziaciakami mogę polecić ze spokojnym sumieniem smile

            Jeśli mogę jeszcze cokolwiek doradzić autorce wątku, to może po prostu pozwolić dziecku na przeżywanie jego negatywnych emocji. Boi się? Trudno, często się boimy, przeżywamy trudne rzeczy. W przypadku mojej córy pomagało, gdy sobie wieczorem poprzeżywała różne trudne wydarzenia, wyryczała mi się w rękaw itd. Ale trzeba zachować przy tym dużo spokoju i nie pozwolić sobie na emocjonalne przeżywanie tego, co czuje dziecko. Zachowć dystans. Być oparciem. Pokazać: wiem, co czujesz, rozumiem cię, ale wiem, że sobie poradzisz. (raczej okazać niż mówić)

            Pamiętam, gdy mój wrażliwiec przeryczał cały wieczór przed zerówkową wycieczką. Ile tam było problemów, jakie to było straszne wydarzenie. Trzymałam się jakoś wink Na drugi dzień poprowadziłam ją do przedszkola, a ta bestia jak tylko zobaczyła autokar, poleciała w podskokach wink Cała szczęśliwa smile a jeszcze szczęśliwsza wróciła.

            Potem też tak miała: mi przedstawiała najczarniejsze wizje, a potem dobrze się bawiła. Opowiadała o swoich strasznych przeżyciach, a potem okazywało się, że nie było tak źle. Tylko w danym momencie źle się czuła i chciała się komuś wyżalić. Pamiętam ile mi opowiadała o koleżance, dawnej przyjaciółce, której bardzo nie lubi, bo źle ją traktuje, zrobiła się taka paskudna i w ogóle id. itp. A parę dni później podpatrzyłam ją, jak wita się z nią przed szkołą - leciały do siebie z otawartymi ramionami jak najlepsze przyjaciółki wink (chodziła wtedy do pierwszej klasy, a obłuda była jeszcze jej obca, po prostu co jakiś czas się kłóciły i tylko wtedy mi o niej opowiadała) Takie historie uczą pewnego dystansu do opowieści dzieci: ich uczucia są bardzo ważne, ale nie powinniśmy ich odbierać w "dorosły" sposób i wyobrażać sobie, jak czulibyśmy się na ich miejscu.

            Jeśli dziecko wraca zadowolone z przedszkola, to nie jest źle smile

            Syn jest typowym introwertykiem. Z trudem się adaptował (poszedł jako 4,5 latek). Miał (i ma) paru wybranych kolegów (nie wszystkich). Jak ktoś mu powie, że go nie lubi, to on nie będzie się z nim bawił - a pamiętliwy jest wink Wiem, że chciałoby się, aby nasze dziecko miało wielu kolegów. Ale są osoby, które jak mój syn, wolą mieć kilku (nawet jednego) przyjaciół, ale takich, których naprawdę lubią i z którymi dobrze się czują. Samotność też ich nie przeraża.
            Mój młody wczoraj spędził dzień u kolegi, z drugim bawił się od rana, a około 15-tej przyszedł do domu i stwierdził, że teraz musi trochę sam posiedzieć sobie w domu i "odpocząć".

            Myślę, że warto się zorientować, czy dziecku tak samo doskwiera brak wielu kolegów niż nam? Przecież często wystarczy jeden, a dobry smile
            Dobrze też jest zapraszać kolegów - ale nie wielu, ale właśnie np. jednego.

            Pozdrawiam
            Jola
            • jola_ep Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 16.03.08, 20:17
              >Pokazać: wiem, co czujesz, rozumiem cię, ale wiem, że sobie poradzisz. (raczej okazać niż mówić)

              Dodam tylko, że w tym celu należy _uwierzyć_ w dziecko.

              Jola
          • gobi03 Re: dzieci wychowane wśród dorosłych 17.03.08, 08:44
            Twoje rady są dobre, szczególnie te z cukierkami przy
            okazji urodzin. Moja córa często nosiła różne zabawki,
            a szczególnie kasety z bajkami na leżakowanie.
            Wyjazdy są już trudniejsze, bo niełatwo wygospodarować
            kilka dni wolnego, nawet jak się prowadzi rodzinny biznes.
            1. Zmiana przedszkola - trudno na odległość cokolwiek
            poradzić. Możliwe, że w innej placówce nauczycielki
            lepiej by zadbały o adaptację dziecka w grupie.
            2. Sporty walki - tam właśnie potrzebny jest
            trening pewności siebie. Chłopcu nie brakuje (moim
            zdaniem) umiejętności współpracy, ani nawet
            zdolności rywalizacji, tylko "postawienia na swoim".
            Trenowałaś wyczynowo jakieś karate i dlatego widzisz
            tam autorytarnego trenera, krew, pot i łzy.
            Tymczasem treningi (szczególnie aikido) nie muszą
            być ukierunkowane na wyczyn, przecież sport to
            zdrowie, co nie?
            3. Femmeritum - na pewno te warsztaty prowadzone przez
            trzy Panie (Sawicka-Kalinowska socjoterapeuta, Janiak
            absolwentka ubezpieczeń i bankowości, Kalinowska-Adrian
            brak danych) są bardzo cenne, bo cena za tydzień jest
            o tysiąc zł wyższa niż za dwa tygodnie zwykłych wczasów
            matki z dzieckiem.
    • vi_ola Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 17.03.08, 11:42
      Droga Laguno!
      Chciałabym Ci dodać otuchy i pocieszyć Cię. Moja córcia zachowywała
      się bardzo podobnie. Przy czym znając jej naturę wysłałam ją do
      przedszkola w wieku pięciu lat, żeby przed zerówką przyzwyczaiła się
      jakoś do przedszkola. I rzeczywiście, przez pierwszy rok bawiła się
      sama (znalazła sobie tylko jednego, równie wycofanego kolegę, i
      bawiła się tylko z nim). Za to w drugim roku było to zupełnie inne
      dziecko - to ona inicjowała zabawy, to ona przewodziła grupie itp.

      Podobnie było w szkole. W pierwszej klasie sama stała na korytarzu.
      Płakała na przerwach, bo było za głośno, nie chciała wejść w żadną
      grupę. A od drugiej klasy? Od drugiej klasy (teraz jest w piątej)
      jest przewodniczą klasy lub zastępcą, jest wiceprzewodniczącą
      szkoły, cieszy się ogólną sympatią i jest duszą towarzystwa.

      Choć znając już schemat jej zachowań, boję się znów pierwszego roku
      gimnazjum. wink

      Laguno, trzymaj się i bądź dobrej myśli. Twój syn z biegiem czasu
      przyzwyczai się do tej sytuacji, a później zacznie z powodzeniem
      wykorzystywać swoją inteligencję, swoje obserwacje i zapewne pójdzie
      naprzód ze swoją nadwrażliwością. Czego Ci życzę!
      • laguna40 Re: Do vi_ola 19.03.08, 11:12
        vi_ola napisała:

        > Droga Laguno!
        > Chciałabym Ci dodać otuchy i pocieszyć Cię. Moja córcia
        zachowywała
        > się bardzo podobnie. Przy czym znając jej naturę wysłałam ją do
        > przedszkola w wieku pięciu lat, żeby przed zerówką przyzwyczaiła
        się

        > jakoś do przedszkola. I rzeczywiście, przez pierwszy rok bawiła
        się
        > sama (znalazła sobie tylko jednego, równie wycofanego kolegę, i
        > bawiła się tylko z nim). Za to w drugim roku było to zupełnie inne
        > dziecko - to ona inicjowała zabawy, to ona przewodziła grupie itp.
        >
        > Podobnie było w szkole. W pierwszej klasie sama stała na
        korytarzu.
        > Płakała na przerwach, bo było za głośno, nie chciała wejść w żadną
        > grupę. A od drugiej klasy? Od drugiej klasy (teraz jest w piątej)
        > jest przewodniczą klasy lub zastępcą, jest wiceprzewodniczącą
        > szkoły, cieszy się ogólną sympatią i jest duszą towarzystwa.
        >
        > Choć znając już schemat jej zachowań, boję się znów pierwszego
        roku
        > gimnazjum. wink
        >
        > Laguno, trzymaj się i bądź dobrej myśli. Twój syn z biegiem czasu
        > przyzwyczai się do tej sytuacji, a później zacznie z powodzeniem
        > wykorzystywać swoją inteligencję, swoje obserwacje i zapewne
        pójdzie
        > naprzód ze swoją nadwrażliwością. Czego Ci życzę!




        Witam Cię ciepło vi_ola. Dziękuję za słowa otuchy i wsparcia. Nie
        wiesz nawet ile one dla mnie znaczą. Bo nawet teraz kiedy piszę to
        pochlipuję sobie. Odkąd pamiętam nie miałam prawdziwych przyjaciół
        tylko takich, którzy czegoś ode mnie chcieli, nie miałam wspaniałej
        rodziny i zgodnych rodziców lecz niewesołe dzieciństwo, brak
        zrozumienia, dziecięcy stres a póżniej niewielkie grono znajomych i
        mobbing w pracy przez 2 lata, który długo odchorowywałam. Może gdyby
        moje życie było normalne nie przeżywałabym każdej porażki mojego
        dziecka jak jakiś kataklizm a jego też pewnie wychowałabym inac`zej
        bo zapewniłabym mu większy i częstszy kontakt z rówieśnikami co
        przełożyłby się na obecne jego relacje w sposób pozytywny ALE...
        poniważ moje życie było jakie było a ja jestem taka jaka jestem to
        wszystko odbiło się z pewnością rykoszetem na moim dziecku. Taka
        jest tylko różnica, że ja chodziłam do szkoły w zakrótkich,
        niemodnych spodniach z krempliny i bez chińskiego piórnika z
        pachnącą gumką bo moja mama się moimi potrzebami i problemami mało
        interesowała z całym szacunkiem jednak dla niej. Ja traktuję życie
        mojego syna jak priorytetowe zadanie życiowe. Nie spocznę dopóki nie
        uda mi się zobaczyć na jego buzi uśmiechu a w jego sercu nie wyczuję
        radości i spełnienia. Wiem, że do udanego życia potrzeba pasma kilku
        chociaż drobnych sukcesów i zrobię co mogę żeby mu ich dostarczyć
        tak " zza kulis" jak dobra wróżka. Na razie załatwiłam na jutro
        wizytę psychologa na zajęciach w przedszkolu. Posiedzi, popatrzy i
        może zobaczy to czego ja nie widzę i pomoże znależć metodę na
        polepszenie jego samopoczucia, podniesienie wiary w siebie i
        podsunie lekarstwo na pozytywne nawiązywanie więzi społecznej z
        rówieśnikami bo w kontaktach z dorosłymi niczego mu nie brakuje,
        potrafi wszystkich przegadać i do tego sensownie, elokwetnie w miarę
        swoich możliwości oraz bardzo rezolutnie. Bardzo się cieszę, że
        Twoja córcia poradziła sobie ze sobą, z brakiem pewności siebie, że
        przetrwała trudne chwilę a Ty razem z nią. Życzę jej spektakularnych
        sukcesów w życiu i szczęścia oraz przyjaznych kontaktów z ludzmi co
        również dotyczy Ciebie. Życzę radosnych, rodzinnych, zdrowych Świąt
        Wielkanocnych, Wesołego Alleluja i mokrego ale nie przeziębionego
        Dyngusa. Pozdrawiam
    • mikimum69 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 17.03.08, 15:27
      Myślę, że powinnaś się udać czym prędzej do pedagoga albo psychologa
      dziecięcego. Coś musi być nie tak i nie wiem czy w takich sytuacjach warto
      przeczekać.
      • laguna40 Re: Psycholog na zajęciach w przedszkolu 19.03.08, 11:20
        Załatwiłam na jutro wizytę psychologa na zajęcia w przedszkolu. 31
        marca będę miała konsultację w poradni w związku z tą wizytą. Mam
        nadzieję, że coś się wyjaśni.
        Dzisiaj maks zapytał jednego z kolegów czy zechciałby odwiedzić go w
        naszym domu żeby mogli się pobawić. Chłopiec odmówił mu. Maksio
        znowu dostał nieprzyjemnego prztyczka w nos i mocno to przeżył.
        Idzie jak po grudzie ale może w końcu nastąpi jakiś przełom.
        • bergosia Re: Psycholog na zajęciach w przedszkolu 19.03.08, 18:40
          Hmmm... Słuchaj, tym to się nie przejmuj, dzieci 6-letnie jeszcze
          się same raczej w domach nie odwiedzają smile. Chyba, że są sąsiadami,
          albo rodzice znają się bardzo dobrze.
          Nie wiem jak wygląda wasze przedszkole, ale u córki był plac, na
          którym często zostawałyśmy po zajęciach wiosną i wczesną jesienią -
          ona biegała ze znajomymi, ja gadałam z matkami. Bo bez twojego
          wyjścia do ludzi w sensie nawiązania więzów z rodzicami też się nie
          obejdzie. Podobnie w szkole.
          Takie odrzucone zaproszenie może syna zranić, a przecież nie
          koniecznie kolega odmówił, bo nie chce. smile
          • jklk Odwiedziny 20.03.08, 14:22
            Właśnie, mi się tez wydaje, że odwiedziny kolegi czy kolegów powinny
            byc jednak zaaranzowane przez Ciebie. Dzieci w tym wieku same się
            raczej nie zapraszają - takie zaproszenie musi byc poparte
            ustaleniami rodziców. A więc albo Ty powinnaś porozmawiać z
            rodzicami przy okazji odbierania dziecka z przedszkola, albo niech
            Twój synek wręczy zaproszenia na pismie, z podanym telefonem do Was,
            żeby rodzice mogli przedzwonić. Najlepiej zaprosić kilku kolegów -
            jak jeden nie przyjdzie, to przyjdzie drugi czy trzeci.
            • laguna40 Re: Odwiedziny 20.03.08, 14:51
              jklk napisała:

              > Właśnie, mi się tez wydaje, że odwiedziny kolegi czy kolegów
              powinny
              > byc jednak zaaranzowane przez Ciebie. Dzieci w tym wieku same się
              > raczej nie zapraszają - takie zaproszenie musi byc poparte
              > ustaleniami rodziców. A więc albo Ty powinnaś porozmawiać z
              > rodzicami przy okazji odbierania dziecka z przedszkola, albo niech
              > Twój synek wręczy zaproszenia na pismie, z podanym telefonem do
              Was,
              > żeby rodzice mogli przedzwonić. Najlepiej zaprosić kilku kolegów -
              > jak jeden nie przyjdzie, to przyjdzie drugi czy trzeci.


              Tak jak napisałyście tak miało być. Chciałam uzgodnić wizytę dzieci
              z rodzicami, odebrać je samochodem z przedszkola np. i póżniej
              odwieżć do domu. Maks przejął inicjatywę w sensie, że pierwszy
              wyszedł z propozycją do kolegi zanim ja zdążyłam poznać jego mamę
              lub tatę i zaaranżować spotkanie. Zajmę się tym po świętach.
    • cahir4 Re: Wyszłam z przedszkola i się popłakałam - Pomó 25.03.08, 12:34
      Poruszyła mnie twoja historia, bo przypomniała mi moje własne łzy
      sprzed roku... Wiem, że to niemożliwe, żeby przestać się martwić i
      rzucić dziecko "na głęboką wodę". Zresztą, co to miałoby właściwie
      znaczyć? Przecież właściwie ono w tej głębokiej wodzie siedzi po
      uszy. Ale do jednego muszę się przyznać, ja w krytycznym momencie
      poszłam do psychologa dziecięcego... sama. Bo zaczęłam sobie zdawać
      sprawę, że nie potrafię stwierdzić, gdzie jest granica między
      realnym problemem mojego dziecka, a MOIM problemem z przeżywaniem
      powodzeń i niepowodzweń mojego dziecka. Towarzyskich zwłaszcza. Bo
      nie chciałam, żeby moje dziecko czuło się jak ja, kiedy w jego
      wieku... ciąg dalszy znasz.

      Wasza sytuacja jest trudna: dziecko wychowywane wśród dorosłych
      trafia do zżytej grupy rówieśniczej. To zawsze musi być trudne,
      zwłaszcza w tym wieku i ogromna jest w takim wypadku rola
      przedszkolanek, żeby to wejście w grupę jakoś zaaranżować. Wasze,
      cóż... ewidentnie sobie nie radzą. Ich komentarze są poniżej
      wszelkiej krytyki.

      Ty wiesz już, na czym polegały Twoje błędy w przeszłości, więc nie
      ma co się nad tym rozwodzić. Ale przyznam, że jeden fragment Twojej
      wypowiedzi nieco mnie zaniepokoił. Napisałaś:

      > Wiem, że do udanego życia potrzeba pasma kilku
      > chociaż drobnych sukcesów i zrobię co mogę żeby mu ich dostarczyć
      > tak " zza kulis" jak dobra wróżka.

      Wybacz, ale to nie brzmi obiecująco na przyszłość. Każda z nas
      chciałaby być taką wróżką i zaczarować życie swojego dziecka, żeby
      było zawsze radosne i szczęśliwe. Każda z nas robi, co może, żeby
      życie jej dzieci takie było. Ale życie naszych dzieci, jest ich
      życiem, nawet jeśli mają 4 czy 6 lat dopiero. I te sukcesy, żeby
      były naprawdę ważne, muszą być ICH sukcesami. Nie da się ich zza
      kulis dostarczyć.

      Przepraszam, może piszę trochę nie na temat, to znaczy nie udzielam
      rad dotyczących aktualnego Waszego problemu. Widzisz, mam wrażenie,
      że jest tak: trzymałaś dziecko pod kloszem trochę za bardzo (wiesz
      już, że to był błąd), kiedy wreszcie wypuściłaś je na przedszkolną
      głęboką wodę doszło do sytuacji, z którą Twoje dziecko samo sobie
      nie może poradzić (z tym się zgadzam). Musisz wkroczyć i wkraczasz z
      całym zaangażowaniem, jakie wymuszają Twoje emocje. I przy okazji
      utrwalasz w sobie przekonanie, że to Ty musisz syna chronić,
      zdobywać dla niego przyjaźnie, dostarczać mu sukcesów. Uważam, że w
      tej chwili musisz dziecku pomóc, ale uważaj, żeby nie wpaść w błędne
      koło, w kolejny kanał, żeby w spontanicznym odruchu nie zacisnąć
      znowu pępowiny, nie wrócić do dawnych błędów.

      Uważam, że pomysł, żeby sytuację poobserwował przedszkolny psycholog
      jest świetny, zwłaszcza, gdy panie są, jakie są.
      Byłabym ostrożna jednak z jakąś ostrą walką o uznanie dzieci - w
      końcu nie powinien też Twój syn utrwalać w sobie przekonania, że
      ludzie będą go lubić, jak ich czymś przekupi. No i Ty naprawdę
      trzymaj się kulis. Z własnego dzieciństwa pamiętam, że dzieci,
      których rodzice byli dla innych dzieci zbyt "widoczni" miały kłopoty
      już tylko z tego powodu.

      Okazji do kontaktów z innymi dziećmi warto dostarczać, ale NIE
      RÓBCIE PROBLEMU, z tego, że część tych kontaktów "nie zaskoczy". W
      końcu Wy też nie wszystkich lubicie i nie wszyscy Was lubią. Waszemu
      synkowi jest przykro, że nie wszyscy w przedszkolu go lubią. To jest
      problem. Ale czytając wszystkie posty z tego wątku mam wrażenie, że
      istnieje niebezpieczeństwo, że podczas Wielkiej Akcji Organizowania
      Życia Towarzyskiego Waszego dziecka, może się w nim utrwalić
      przekonanie, że To, Że Mnie Dzieci Nie Lubią jest samo w sobie
      problemem, w którego rozwiązanie angażuje się cała rodzina, a to, że
      Kubuś czy Bartek odezwali się do niego tak albo inaczej spędza sen z
      powiek mamie, ojcu itd.
      Chyba lepiej dzieko nauczyć (a i siebie przy okazji), że zawsze będą
      dzieci, które nie będą go lubić (choćby nie wiem jaki był miły) i
      kit im w ucho. Będą i takie, z którymi się dogada.
      Sytuacja w przedszkolu po troszeczku się poprawia, skoro nie jest
      już sam - ma przyjaciółkę. (Przy okazji - mój syn lubi chodzić do
      przedszkola, a ma tam właściwie dwóch kolegów, z którymi stale się
      bawi.) Nadal jest źle, jeśli jest przez innych wyraźnie izolowany,
      albo w jakiś sposób prześladowany. Tutaj bardzo jestem ciekawa, co
      powie przedszkolny psycholog.

      Sięgając do własnych doświadczeń dziecięcych sądzę, że jeżeli
      w "standardowej" grupie rówieśniczej w szkole, albo w przedszkolu
      dziecko nie czuje się za dobrze (a tak się dzie np. z dziećmi
      bardziej lub mniej od rówieśników uzdolnionymi, poważnymi jak na
      swój wiek albo z tysiąca innych powodów) to warto szukać dla niego
      także innych grup, gdzie mógły znaleźć rówieśników w podobnych
      zainteresowaniach czy uzdolnieniach, gdzie to, co mu dobrze wychodzi
      byłoby cenione. Czy to by było aikido, klubik piłki nożnej, czy
      klubik szachowy albo ognisko plastyczne. Może się okazać, że
      dziecko "wycofane" w jednej grupie świetnie odnajdzie się w innej,
      wśród "swoich".

      Przepraszam, że się tak rozpisałam. Trzymam kciuki za Ciebie i
      Twojego synka. Wiem, jak to strasznie boli, jak się nie widzi
      uśmiechu na tej ukochanej buźce... Mam nadzieję, że coraz więcej
      tych uśmiechów będziesz już niedługo widziała.
      Pozdrawiam.
      • laguna40 Re: DO cahir4 25.03.08, 14:13
        cahir4 napisała:

        > Poruszyła mnie twoja historia, bo przypomniała mi moje własne łzy
        > sprzed roku... Wiem, że to niemożliwe, żeby przestać się martwić i
        > rzucić dziecko "na głęboką wodę". Zresztą, co to miałoby właściwie
        > znaczyć? Przecież właściwie ono w tej głębokiej wodzie siedzi po
        > uszy. Ale do jednego muszę się przyznać, ja w krytycznym momencie
        > poszłam do psychologa dziecięcego... sama. Bo zaczęłam sobie
        zdawać
        > sprawę, że nie potrafię stwierdzić, gdzie jest granica między
        > realnym problemem mojego dziecka, a MOIM problemem z przeżywaniem
        > powodzeń i niepowodzweń mojego dziecka. Towarzyskich zwłaszcza. Bo
        > nie chciałam, żeby moje dziecko czuło się jak ja, kiedy w jego
        > wieku... ciąg dalszy znasz.
        >
        > Wasza sytuacja jest trudna: dziecko wychowywane wśród dorosłych
        > trafia do zżytej grupy rówieśniczej. To zawsze musi być trudne,
        > zwłaszcza w tym wieku i ogromna jest w takim wypadku rola
        > przedszkolanek, żeby to wejście w grupę jakoś zaaranżować. Wasze,
        > cóż... ewidentnie sobie nie radzą. Ich komentarze są poniżej
        > wszelkiej krytyki.
        >
        > Ty wiesz już, na czym polegały Twoje błędy w przeszłości, więc nie
        > ma co się nad tym rozwodzić. Ale przyznam, że jeden fragment
        Twojej
        > wypowiedzi nieco mnie zaniepokoił. Napisałaś:
        >
        > > Wiem, że do udanego życia potrzeba pasma kilku
        > > chociaż drobnych sukcesów i zrobię co mogę żeby mu ich
        dostarczyć
        > > tak " zza kulis" jak dobra wróżka.
        >
        > Wybacz, ale to nie brzmi obiecująco na przyszłość. Każda z nas
        > chciałaby być taką wróżką i zaczarować życie swojego dziecka, żeby
        > było zawsze radosne i szczęśliwe. Każda z nas robi, co może, żeby
        > życie jej dzieci takie było. Ale życie naszych dzieci, jest ich
        > życiem, nawet jeśli mają 4 czy 6 lat dopiero. I te sukcesy, żeby
        > były naprawdę ważne, muszą być ICH sukcesami. Nie da się ich zza
        > kulis dostarczyć.
        >
        > Przepraszam, może piszę trochę nie na temat, to znaczy nie
        udzielam
        > rad dotyczących aktualnego Waszego problemu. Widzisz, mam
        wrażenie,
        > że jest tak: trzymałaś dziecko pod kloszem trochę za bardzo (wiesz
        > już, że to był błąd), kiedy wreszcie wypuściłaś je na przedszkolną
        > głęboką wodę doszło do sytuacji, z którą Twoje dziecko samo sobie
        > nie może poradzić (z tym się zgadzam). Musisz wkroczyć i wkraczasz
        z
        > całym zaangażowaniem, jakie wymuszają Twoje emocje. I przy okazji
        > utrwalasz w sobie przekonanie, że to Ty musisz syna chronić,
        > zdobywać dla niego przyjaźnie, dostarczać mu sukcesów. Uważam, że
        w
        > tej chwili musisz dziecku pomóc, ale uważaj, żeby nie wpaść w
        błędne
        > koło, w kolejny kanał, żeby w spontanicznym odruchu nie zacisnąć
        > znowu pępowiny, nie wrócić do dawnych błędów.
        >
        > Uważam, że pomysł, żeby sytuację poobserwował przedszkolny
        psycholog
        > jest świetny, zwłaszcza, gdy panie są, jakie są.
        > Byłabym ostrożna jednak z jakąś ostrą walką o uznanie dzieci - w
        > końcu nie powinien też Twój syn utrwalać w sobie przekonania, że
        > ludzie będą go lubić, jak ich czymś przekupi. No i Ty naprawdę
        > trzymaj się kulis. Z własnego dzieciństwa pamiętam, że dzieci,
        > których rodzice byli dla innych dzieci zbyt "widoczni" miały
        kłopoty
        > już tylko z tego powodu.
        >
        > Okazji do kontaktów z innymi dziećmi warto dostarczać, ale NIE
        > RÓBCIE PROBLEMU, z tego, że część tych kontaktów "nie zaskoczy". W
        > końcu Wy też nie wszystkich lubicie i nie wszyscy Was lubią.
        Waszemu
        > synkowi jest przykro, że nie wszyscy w przedszkolu go lubią. To
        jest
        > problem. Ale czytając wszystkie posty z tego wątku mam wrażenie,
        że
        > istnieje niebezpieczeństwo, że podczas Wielkiej Akcji
        Organizowania
        > Życia Towarzyskiego Waszego dziecka, może się w nim utrwalić
        > przekonanie, że To, Że Mnie Dzieci Nie Lubią jest samo w sobie
        > problemem, w którego rozwiązanie angażuje się cała rodzina, a to,
        że
        > Kubuś czy Bartek odezwali się do niego tak albo inaczej spędza sen
        z
        > powiek mamie, ojcu itd.
        > Chyba lepiej dzieko nauczyć (a i siebie przy okazji), że zawsze
        będą
        > dzieci, które nie będą go lubić (choćby nie wiem jaki był miły) i
        > kit im w ucho. Będą i takie, z którymi się dogada.
        > Sytuacja w przedszkolu po troszeczku się poprawia, skoro nie jest
        > już sam - ma przyjaciółkę. (Przy okazji - mój syn lubi chodzić do
        > przedszkola, a ma tam właściwie dwóch kolegów, z którymi stale się
        > bawi.) Nadal jest źle, jeśli jest przez innych wyraźnie izolowany,
        > albo w jakiś sposób prześladowany. Tutaj bardzo jestem ciekawa, co
        > powie przedszkolny psycholog.
        >
        > Sięgając do własnych doświadczeń dziecięcych sądzę, że jeżeli
        > w "standardowej" grupie rówieśniczej w szkole, albo w przedszkolu
        > dziecko nie czuje się za dobrze (a tak się dzie np. z dziećmi
        > bardziej lub mniej od rówieśników uzdolnionymi, poważnymi jak na
        > swój wiek albo z tysiąca innych powodów) to warto szukać dla niego
        > także innych grup, gdzie mógły znaleźć rówieśników w podobnych
        > zainteresowaniach czy uzdolnieniach, gdzie to, co mu dobrze
        wychodzi
        > byłoby cenione. Czy to by było aikido, klubik piłki nożnej, czy
        > klubik szachowy albo ognisko plastyczne. Może się okazać, że
        > dziecko "wycofane" w jednej grupie świetnie odnajdzie się w innej,
        > wśród "swoich".
        >
        > Przepraszam, że się tak rozpisałam. Trzymam kciuki za Ciebie i
        > Twojego synka. Wiem, jak to strasznie boli, jak się nie widzi
        > uśmiechu na tej ukochanej buźce... Mam nadzieję, że coraz więcej
        > tych uśmiechów będziesz już niedługo widziała.
        > Pozdrawiam.


        Witam Cię serdecznie cahir. Nie przeszkadza mi zupełnie, że tak
        szeroko się rozpisałaś i nie ma za co przepraszać. Jężeli o mnie
        chodzi to Twoja wypowiedż bardzo mi się podoba a jeszcze bardziej
        twoje podejście do problemu i zaangażowanie jakie włożyłaś w
        poruszony przeze mnie problem. Jesteś mądrą mamą z czego wynika, że
        również wartościowym człowiekiem, Twoje rady mają dla mnie cenną
        wartość. Dziękuję za poświęcony czas i przemyślaną wypowiedż. Co do
        Maksa dziś poszedł do przedszkola można powiedzieć "bez bólu".
        Odprowadza go teraz tata, tylko do drzwi szatni, do której chodzi
        sam czego wcześniej nie robił ze strachu i roztargnienia. Na górę
        odprowadza go p. szatniarka. Nie ma już łez. Tłumaczę mu, że dzieci
        są różne tak jak dorośli i że nie wszyscy się lubią - tak jak
        napisałaś wyżej. Wie, że go kochamy, wierzymy w niego i zawsze
        pomożemy i może nam wszystko powiedzieć. Dzisiaj zrobimy razem
        talizman, który zawiesi sobie pod koszulką żeby dodawał mu "sił i
        odwagi". Na razie nie wiem co z tą wizytą psychologa ale na pewno
        będzie, mam się z nią spotkać 31marca. Napiszę na forum co z tego
        wynikło. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego
        Tobie i Twojej pociesze.
    • 79julka Witaj Laguna40 04.04.08, 08:26
      Witaj Laguna40 jak tam po wizycie pani psycholog i czy u Was juz
      poprawa?Napisz co słychac i jak Twoja pociecha w przedszkolu!!
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka