Dodaj do ulubionych

Lekcje przy krojeniu pomidorów

12.04.08, 17:04
Fajnie, ale nie wszyscy rodzice mają taką szeroką wiedzę,żeby uczyć
dzieci.Nie mam dobrego zdania o naszych szkołach a przede wszystkim
o pedagogach.
Obserwuj wątek
    • arius5 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 18:24
      Wreszcie ktos zrozumial, ze dziecko to tez czlowiek i ma swoje prawa.
    • hypate Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 18:30
      cóż, mogą wrócić do szkoły np. na poziomie liceum. w przeciwieństwie do dzieci chodzących do gimnazjum mają większe szanse na to, że zdecydują się odpowiednio wcześniej, jakie dziedziny ich interesują oraz że będą do nauki w liceum przygotowane. inna sprawa to kontakt z rówieśnikami, powinny mieć to w jakimś stopniu zapewnione, np. mieć kontakt z dziećmi sąsiadów na przysłowiowym podwórku.
      Co do czasu - pewnie mało będzie osób, którym go starczy, zwłaszcza, że to nie tylko czas, ale umiejętność zorganizowania go, utrzymania pewnej dyscypliny. Więc to rozwiązanie dla pewnego, niewielkiego procenta rodziców. Jednak wbrew pozorom i tak poświęca się nauce młodszych dzieci sporo czasu, zwłaszcza jak nauczyciel/ka ma co coś z głową i zadaje dzieciom tony zadania domowego.
    • sselrats Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 18:33
      Zamiast wymyslac bzdety typu uczyl Marcin Marcina (popularne
      skadinad w niektorych krajach zachodnich, ale dajace watpliwej
      jakosci wyniki), lepiej byloby spojrzec poza wlasna miedze do
      krajow, gdzie uczniowie systematycznie osiagaja najwyzsze wyniki w
      testach z miedzynarodowym stanadardem: Finlandii.

      Juz szkola prywatna bylaby lepsza od tej samorobki. Swoja droga, to
      czy ktos moze zdefiniowac ten "wyscig szczurow" w szkole prywatnej
      wspomnany w artykule?
      • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 18:39
        Programu zerówki (do której nie chodzil) nauczylam dziecka w dwa
        tygodnie. Pewnie znał ten program lepiej, niz inne piwrwszaki, tylko
        co z tego?
        I tak był nieco gorzej przygotowany do szkoły - szkoła to także
        nauka systematycznosci, obowiazkowosci i uczenia się nie tylko tego,
        co akrat dziecko w tej chwili interesuje. Fakt, moze nauczy się
        nieco mniej - ale nauczenie sie tego, ze czasem trzeba zrobić w
        terminie rzecz, na którą się nie ma ochoty jest wazniejsza niż
        poziom nauki.
        Wazne jest też, aby dziecko znalo poglady innych ludzi, także
        doroslych - a nie tylko swoich rodziców. Spotykajac się z róznymi
        punktami widzenia, różnymi interpretacjami ma szanse mysleć, wyrobić
        sobie wlasne poglady, a nie tylko powtarzać opinie rodziców.
    • annataylor Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 20:25
      ja tak bede uczyc moje dzieci smile wprawdzie jeszcze ich nie mam, ale
      nie ufam polskim szkolom i przeraza mnie perspektywa zapisania
      dziecka do szkoly polskiej. z drugiej strony jak to jest od strony
      prawnej? dzieci zapisane do szkoly, ale nie chodza do niej? kuratora
      nikt na nich nie nasle?
      • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 20:41
        Niestety nie. Niestety - bo jesteś tak 100% pewna, ze jestes lepszym
        nauczycielem i pedagogiem niż wszyscy inni? Że będzie dobrze ddla
        Twojego dziecka, jesli nie będzie znało nikogo, kto mysli inaczej
        niż Ty? Że nie mozesz się w niczym mylić - i ze fajnie będzie jesli
        dziecko nie pozna innego sposobu myślenia niz Twoje?
        Współczuję dzieciom rodzicow, ktorzy mają tak dobre mniemanie o
        własnej osobie.
        • jokaer Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 21:55
          trochę dawniej chodziłam do szkoły podst.lata 60 - te - był to dla mnie taki
          horror, że jak już byłam dorosła to śniła mi się szkoła,

          kiedy moje starsze dziecko miało wreszcie pójść do szkoły,
          koszmary wróciły na nowo; dziecko okazało się chorowite i praktycznie 30 - 40 %
          czasu przebywało w domu ucząc sie samemu, czasem z naszą czyli rodziców pomocą;
          nigdy nie miało żadnych większych problemów materiałowych;

          kiedy młodsze szło do szkoły , było tak pełne zapału i radości, że może coś
          robić; bardzo szybko zapał został zgaszony i niechęć do szkoły pozostała już do
          końca;

          a teraz obydwoje studiują już, wymarzone przez siebie kierunki na studiach dziennych



          ---
          dagmargallery.republika.pl/
          www.ogrodziolowy.republika.pl/
          • unhappy Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 00:15
            jokaer napisała:

            > kiedy moje starsze dziecko miało wreszcie pójść do szkoły,
            > koszmary wróciły na nowo; dziecko okazało się chorowite i praktycznie 30 - 40 %
            > czasu przebywało w domu ucząc sie samemu, czasem z naszą czyli rodziców pomocą
            > ;
            > nigdy nie miało żadnych większych problemów materiałowych;
            >
            > kiedy młodsze szło do szkoły , było tak pełne zapału i radości, że może coś
            > robić; bardzo szybko zapał został zgaszony i niechęć do szkoły pozostała już do
            > końca;
            >
            > a teraz obydwoje studiują już, wymarzone przez siebie kierunki na studiach dzie
            > nnych

            No dobrze. Ale co zrobiłaś żeby sprawdzić DLACZEGO twoje dziecko boi się szkoły?
            I jak już się dowiedziałaś to co zrobiłaś żeby to zmienić?

            Dziesięć lat byłem nauczycielem. Dziesięć długich lat. I zawsze nie mogłem wyjść
            z podziwu jak to się dzieje, że rodzice oddają swoje dzieci (czyli
            najważniejszych ludzi na świecie) na dużą część dnia w ręce OBCYCH i KOMPLETNIE
            ich nie obchodzi co się z nimi dzieje?

            A szkoła na tzw. dociekliwych rodziców reaguje ALERGICZNIE. Nic dziwnego skoro
            standardem jest rodzic, który wymaga JEDYNIE żeby jego dziecko wróciło ze szkoły
            w takim samym stanie fizycznym w jakim do niej poszło.

            Zainteresowanie programem? ZERO
            Zainteresowanie osiągnięciami dziecka? ZERO
            Zainteresowanie kryteriami oceniania? ZERO
            Uczestniczenie w życiu szkoły? ZERO

            I dużo tych zer jeszcze. Dla szkoły do której formalnie uczęszczają dzieci z
            artykuły jest lepiej, że uczą się w domu bo ci rodzice byliby dla rady
            pedagogicznej przyzwyczajonej do niezainteresowanych niczym rodziców
            przekleństwem. Rada musiała odetchnąć z ulgą...

            Wszystkim przychodzącym do mnie rodzicom zawsze powtarzałem - możecie pojedynczo
            przychodzić na lekcje żeby zobaczyć co dzieciaki robią (oprócz matmy uczyłem
            pierwszaki "informatyki" co kilkanaście lat temu było pewnym novum). Nigdy żaden
            rodzic nie przyszedł.

            Rodzice aktywni, zorganizowani, systematyczni chcący zmieniać szkołę lub jej
            pomóc są traktowani jak upierdliwe, piąte koła u wozu. Każdy układ dba aby
            osiągnąć minimalny stan energetyczny - taką szkołę sobie wychowaliśmy - biernością.
        • irena1949 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 22:27
          verdena,masz rację.Stwierdziłam po sobie,że rodzić nie powinien
          uczyć własnych dzieci.Złapałam sięna tym,że była wściekłana dziecko
          jak nie rozumiało matematyki ponieważ to najlepszy przedmiot.Uczy
          logiki,systematyczności.Powtarzałam sobie jak może nie lubić tego
          przedmiotu.Rozpoczynając dyskusję napisałam,że fajnie.Fajnie bo
          daleko od naszych nauczycieli i szkoły pełnej stresów dla dzieci.Do
          szkół na zachodzie czy w stanach dzieci chodzą z
          przyjemnością.Szkoła i wykładowcy nie kojarzą się z horrorem.W
          naszym szkolnictwie wszystko jest chore przede wszystkim program i
          wykładowcy.Można by było dużo pisać ale nie chcę.Jestem
          szczęśliwa,że moja córka studjuje w Stanach.Swiadomie przerwała
          studia na Akademii ekonomicznej a ostatnio powiedziała,że okres
          studiów w Stanach to jej najszczęśliwszy okres nauki w zyciu.Tam
          wykładowcy autetycznie pomagają w nauce,nie poniżają i sąpozytywnie
          nastawieni do uczących.Więc nie dziwi mnie fakt,że rodzice w Polsce
          nie chcą,żeby ich dzieci uczyły się w polskich szkołach.Począwszy od
          podstawówki a skończywszy na studiach jest to jeden wielki horror.
    • fraps strona - weteran w tym temacie 12.04.08, 22:02
      www.edukacjadomowa.piasta.pl/
      Nawiasem mowiac, przy obecnym rzadzie chyba nie ma co liczyc na zniesienie przymusu nauczania, czy chocby obnizenie obowiazkowego progu nauki (obecnie jest ona przymusowa do 18 r.z.)
    • bomba001 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 22:34
      znam produkty takich eksperymentow w stanach, gdzie to staje sie
      coraz bardziej popularne. szczerze, biedne dzieciaki. spedzaja czas
      w domu, uczac sie najczesciej z programow komputerowych. socjalnie-
      mniej niz zero.
      jak madrze powyzej napisano- fajnie, zeby dziecko znalo inne
      podejscie do zycia, inne poglady niz rodzicow. rodzice tez nie moga
      byc specjalistami od wszystkiego- jeszcze rozumiem nauczanie
      poczatkowe, ale pozniej wiedzy juz moze brakowac...
      moj syn chodzi do zerowki, ale z roznych wzgledow chyba wiekszosc
      rzeczy nauczylam go ja i pewnie tak pozostanie. ale to nie znaczy,
      ze nie bedzie chodzic do szkoly- dziwie sie, ze mowicie, ze bylo to
      dla was doswiadczenie traumatyczne, bo dla mnie super! nauka nie
      spawiala mi problemow, a spotkania z kolegami, pierwsze milosci,
      przyjaznie na cale zycie etc... to wszystko dzieje sie w szkole,
      raczej nie na podworku. dla mnie szkola to po prostu lekcja zycia,
      razem z pobytem w switlicy, gdzie poznaje sie wiele
      starszych/mlodszych dzieciakow, uczy wielu rzeczy, ktorycgh rodzice
      moze nie pochwalaja, ale przez ktore kazdy, a to kazdy przejsc
      powinien... to obozy/zielone szkoly, ktore pamietam do dzis,
      sks/sport, gdzie nauczylam sie co to znaczy gra (czyli pracasmile)) w
      zespole. to pewni paskudni koledzy wysmiewajacy sie ze mnie-
      nauczylam sie radzic z ludzmi, ktorzy nie sa do mnie przyjaznie
      nastawieni. mialam szanse (wieksza czy mniejsza) na zadawanie
      pytan, na ktore moi rodzice nie do konca moze znali odpiowiedzi.
      pierwsze dyskusje polityczne z ludzmi o zupelnie innych niz moich
      rodzicow pogladach
      • irena1949 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 23:02
        bomba001 napisała:

        > znam produkty takich eksperymentow w stanach, gdzie to staje sie
        > coraz bardziej popularne. szczerze, biedne dzieciaki. spedzaja
        czas
        > w domu, uczac sie najczesciej z programow komputerowych. socjalnie-

        > mniej niz zero.
        > jak madrze powyzej napisano- fajnie, zeby dziecko znalo inne
        > podejscie do zycia, inne poglady niz rodzicow. rodzice tez nie
        moga
        > byc specjalistami od wszystkiego- jeszcze rozumiem nauczanie
        > poczatkowe, ale pozniej wiedzy juz moze brakowac...
        > moj syn chodzi do zerowki, ale z roznych wzgledow chyba wiekszosc
        > rzeczy nauczylam go ja i pewnie tak pozostanie. ale to nie znaczy,
        > ze nie bedzie chodzic do szkoly- dziwie sie, ze mowicie, ze bylo
        to
        > dla was doswiadczenie traumatyczne, bo dla mnie super! nauka nie
        > spawiala mi problemow, a spotkania z kolegami, pierwsze milosci,
        > przyjaznie na cale zycie etc... to wszystko dzieje sie w szkole,
        > raczej nie na podworku. dla mnie szkola to po prostu lekcja zycia,
        > razem z pobytem w switlicy, gdzie poznaje sie wiele
        > starszych/mlodszych dzieciakow, uczy wielu rzeczy, ktorycgh
        rodzice
        > moze nie pochwalaja, ale przez ktore kazdy, a to kazdy przejsc
        > powinien... to obozy/zielone szkoly, ktore pamietam do dzis,
        > sks/sport, gdzie nauczylam sie co to znaczy gra (czyli pracasmile)) w
        > zespole. to pewni paskudni koledzy wysmiewajacy sie ze mnie-
        > nauczylam sie radzic z ludzmi, ktorzy nie sa do mnie przyjaznie
        > nastawieni. mialam szanse (wieksza czy mniejsza) na zadawanie
        > pytan, na ktore moi rodzice nie do konca moze znali odpiowiedzi.
        > pierwsze dyskusje polityczne z ludzmi o zupelnie innych niz moich
        > rodzicow pogladach


        -Nie masz racji,że dzieciaki w Stanach siedzą przy komputerze w domu
        i się ucza.Moja córka ma wykłady na uniwersytecie od rana do
        popołudnia a jak chce się pouczyć z kolegami i koleżankami dodatkowo
        to zostają do wieczora i na dodatek umawiają sie z wykładowcą.W
        Polsce była prymuską i też nie miała problemów w nauce,nigdy.Problem
        stanowią wykładowcy .Z resztą to się zgadzam.
        Irena
        • bomba001 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 23:13
          pisalam o rodzicach ktorzy wybrali home education. odbywa sie ona
          najczesciej za pomoca programow komputerowych- jak napisalam, znam
          rodzicow takich dzieci i dzieci (bywam w stanach czestosmile. sama
          uzywam w edukacji mojego syna takich programow, nam sluza do
          stymulowania dwujezycznosci. fajne sa, ale na zimowa szkole z nami
          nie pojada, ani nie kopna pod lawka...
          • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 09:35
            A ja natomiast znam z opowiadań środowisko ED w Stanach i Kanadzie i
            rzadko wygląda ono tak, jak mówisz... środowisko polskie to
            potwierdza, lekcje odbywają się w ogrodzie, w lesie, w muzeach,
            galeriach, na wycieczkach... zależnie od tematu jaki mamy "na
            tapecie"... lepiej dużo nauczyć się czegoś o Kazimierzu Wielkim i
            jego małym tacie na zamku w Bedzinie czy w Ojcowie niż w dusznej
            klasie, gdy 1/3 klasy rozrabia na lekcji, bitwę pod Grunwaldem
            lepiej przeżyć "na żywo" na jego polach a strukturę państwa
            krzyżackiego na lekcji z przewodniekim w Malborku, biologii i
            zoologii lepiej uczyć w ogrodzie, albo przy mikroskopie domowym, a
            chemię czy fizykę poznawać przez ciekawe doświadczenia... rola TV,
            czy komputera jest bardzo marginalna w edukacji domowej jaką znam i
            traktuję się ją jako pomoc, jedną z wielu, a nie główne źródło
            wiadomości... takie zdanie mają natomiast ludzie, którzy po raz
            pierwszy usłyszeli o ED. Pozdrawiam.
        • hero77 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 00:35
          Czytaj ze zrozumieniem Kobieto. Mowa o nauczaniu domowym. Już wszyscy
          przeczytali, że Twoja córka tak skrzywdzona przez polską oświatę musiała szukać
          pocieszenia i wiedzy w USA.
          Zanim zaczniesz coś krytykować to poczytaj trochę. Edukacja to nie tylko Twoja
          córka. Stany mają niesamowicie niski poziom edukacji, przynajmniej na poziomie
          elementarnym.
    • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 12.04.08, 23:12
      dziecko potrzebuje grupy rówieśniczej, konfrontacji z nią, porównania z innymi
      dziećmi - choćby do odpowiedzi na pytanie "kim jestem". rodzice mogą mówić mu,
      kim jest - ale musi tę wiedzę sprawdzić w praniu w zetknięciu z innymi dziećmi.
      musi nauczyć się rozwiązywać konflikty z innymi dziećmi.
      moim zdaniem dziecko wyraźnie potrzebuje oddzielenia stref/czasu nauki i
      odpoczynku - mój szóstoklasista, którego przed testem na koniec podstawówki
      rzeczywiście gnębiłam w sposób podobny do opisanego ("przejeżdżamy obok banku i
      powtarzamy procenty"), bardzo domagał się oddzielenia tych stref. teoretycznie
      "czasem krojąc pomidora myślimy tylko o tym, żeby go zjeść, a nie o nauce", ale
      według planu dnia te dzieci mają święty spokój od nauki tylko wtedy, gdy same
      sobie robią śniadanie.
      i nawet po kolacji nie mogą sobie obejrzeć durnej kreskówki, jak każde normalne
      dziecko? a więc nie dowiedzą się, że jest durna. współczuję im, bo w
      konfrontacji ze światem realnym (no sorry, zabawy w "teraz wstaje przyimek" albo
      "rzucamy piłką i mnożymy" to jakaś potworna infantylizacja piątoklasistki;
      można się tak bawić raz na jakiś czas, ale nie może to być podstawa nauki, a z
      tekstu tak wynika) dostaną nieźle po tyłkach
      no i fakt, że dziecko chodzi do szkoły, chyba nie stoi na przeszkodzie, by jego
      rodzice nauczyli go praw konsumenta i wypełniania dokumentów
      • mapi7 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 00:02
        Ciekawa jestem, co tak SZCZERZE w głębi duszy, bez obecności rodziców SĄDZĄ TE
        DZIECI o tej nauce z mamusią i tatusiem odcięte od szkoły, ale też od grupy
        rówieśniczej, która jest bezcenna, nawet, gdy niezbyt lubi się szkołę. Patrz
        sukces "naszej-klasy".
        Może taka forma nauki to SPEŁNIENIE WYBUJAŁYCH AMBICJI RODZICÓW, któremu wcale
        nie towarzyszy prawdziwa szczęśliwość dzieci podporządkowanych się woli rodziców.
        Widzę wady polskiego systemu edukacyjnego, ale ja TYM DZIECIOM WSPÓŁCZUJĘ!!!
        • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:45
          Odpowiem Ci, bo rozmawiałam o tym z tymi rodzicami. Te dzieci przyszły do nich
          pod koniec wakacji i powiedziały: "Tato, mamo, róbcie co chcecie, ale my do
          szkoły od września nie wracamy". Ci rodzice do tego momentu nawet nie
          interesowali sie edukacją domową. Zainteresowali sie ze względu na inicjatywę
          dzieci.

          Dorota
    • maggie_t Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 01:46
      Brawo, brawo. Chów wsobny i kazirodztwo. Ciekawe jakie dziwolągi z
      tego wyrosną, będą sikać ze strachu w majty przed wyjściem do pracy.
      A może i po gazetę do kiosku. Zabrać dziecko ze szkoły, bo miało
      nabitego guza? I jeszcze tyłeczek podetrzeć i buciki zawiązać. I
      karmić piersią do 12 roku życia.
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:46
        Takie nieuprzejme wypowiedzi niczemu nie służą. Obrażasz tylko tych rodziców.

        Dorota
    • sselrats Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 02:16
      Czy ktos moze mi wytlumaczyc, na czym polegal problem z "wyscigiem
      szczurow" w szkole prywatnej, wspomniany w artykule? Czy moze tylko
      to, ze inne dzieci byly nieoczekiwanie zdolniejsze?
    • tatiana99 Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 02:31
      Czy nie lepiej byłoby, żeby w dużych miastach jednak zorganizować specjalne
      szkoły albo klasy dla takich dzieci? z lekcjami 2-3 dni w tygodniu, tak, żeby
      zostało dużo czasu na naukę w domu. W szkole tylko niektóre przedmioty i kółka
      zainteresowań. I wilk byłby syty i owca cała. Muszę się zgodzić ze
      stwierdzeniem, że w szkole marnuje się bardzo dużo czasu, a poza tym nie
      powtarza się dawnego materiału, tylko klasówka i do przodu. Dzieci się dużo uczą
      do klasówek, a potem i tak większość zapominają.
      • johanka79 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 09:37
        nauka nauką, ale zastanawiam się czy te dzieci mają jakieś koleżanki i
        kolegów??? o ile pamiętam to większość tego typu znajomości zawiera sie właśnie
        w tej okropnej szkole?
        • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:52
          Myślę, że to może być problem, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że inne dzieci
          coraz więcej i więcej czasu spędzają w szkole. Ale rodzice takich dzieci są tego
          problemu zazwyczaj świadomi i bardzo się starają zapewnić mu jakieś alternatywne
          szanse poznania kolegów i koleżanek (drużyna harcerska, zajęcia dodatkowe,
          drużyny sportowe, sąsiedzi, rodzina, jakieś grupy kościelne, KIK-owskie itp., co
          tam kto lubi i może). Znam kilkanaście takich rodzin i zazwyczaj te dzieci mają
          jakieś zajęcia / spotkania z innymi dziećmi. Ale jasne, to nie jest takie
          proste, tym bardziej, ze w zaniku jest zwyczaj "wychodzenia na podwórko" i wiele
          dzieci woli siedzieć przed telewizorem albo komputerem.

          Dorota
        • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 21:52
          a ja większość takich znajomości zawierałem na studiach smile))
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:49
        Myślę, że to byłoby ciekawe rozwiązanie. Problem w tym, że takich dzieci jest
        bardzo mało i dlatego trudno byłoby zorganizować tego rodzaju zajęcia. Wiesz, na
        jedną szkołę przyda jedno, dwójka takich dzieci. Ale z tego, co wiem, to te
        dzieci często uczestniczą w różnych "akcjach" organizowanych przez szkołę:
        zielonych szkołach, wycieczkach, obozach. Często też chodzą na zajęcia dodatkowe
        albo są członkami drużyny harcerskiej? (nie wiem, czy tak się mówi? Członek
        drużyny? No, w każdym razie druh albo druhna).

        Dorota
    • tonia_karaszewska Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 10:10
      A kiedy dzieci uczą się samodzielności i funkcjonowania wśród rówieśników? Kiedy
      syn się dowie co zrobić kiedy faktycznie dostanie po głowie? Bo jak narazie
      uciekliście państwo od tego problemu. Kiedy dzieci nauczą się pomagać
      rówieśnikom? Kiedy będą miały okazje oprzeć się używkom? Kiedy będą wybierać
      same? To wiedza akademicka? Nauczą się tego jak wyjadą studiować do innego
      miasta? Moim zdaniem to stanowczo za późno.
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:56
        Większość dzieci uczonych w domu wyjeżdza na obozy, zimowiska, bierze udział w
        zajęciach dodatkowych, spotyka się z rodziną i sąsiadami, uczestniczy w
        treningach sportowych, zbiórkach drużyn harcerskich itp. Myślę, że to dość dobre
        pole do ćwiczenia stosunków z rówieśnikami. Znam kilkanaście takich rodzin,
        które dwa razy w roku spotykają się na ogólnopolskich zjazdach rodzin
        edukujących domowo i obserwując te dzieci w wielkiej grupie widzę, że dobrze
        dogadują się ze sobą, chociaż nie widują się często. Innymi słowy, nie wyglądają
        na stadko odludków, które nie wie, jak zacząć ze sobą rozmowę czy zabawę smile Po
        prostu, dzieci jak dzieci.

        Dorota
        • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:13
          Kluczowe slowo brzmi tu "ze sobą".
    • tonia_karaszewska Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 10:16
      Rozumiem szkoły domowe np. w USA, gdzie w państwowych szkołach sprawdzają
      dzieciaki czy nie wnoszą broni do szkoły! To że ktoś "dostał po głowie" nie
      świadczy o naruszeniu bezpieczeństwa i dzieci doskonale radzą sobie z tym same.
      Przynajmniej powinny się tego nauczyć!
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:59
        Nie wszystkie sobie z tym radzą. I nie chodzi tylko o wnoszenie broni do szkoły.
        Wiele dzieci po prostu nudzi się na lekcjach jak mopsy i możliwość zwolnienia z
        tego przykrego obowiązku traktuje jak wybawienie. (tu uwaga do verdany: to nie
        znaczy, że nigdy nie nauczą się, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Po
        pierwsze, dwa razy w roku mają egzaminy, do których muszą się przygotować. Po
        drugie, mają rozmaite obowiązki związane z domem i uczestnictwem w zajęciach
        dodatkowych).

        Dorota
        • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:03
          Ale te wszystkie rzeczy mozna robić w dowolnym terminie - teraz,
          albo za godzine, dzis albo jutro.
          I czas wony, całkowicie wolny takze od nauki - tez trzeba mieć.
    • kerry_weaver Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 11:06
      Dla mnie idea odpada z prostego powodu - głownym celem szkoły
      podstawowej jest dla mnie nie przekazanie pewnej wiedzy (którą
      pewnie większość rodziców z wykształceniem ogólnym jest w stanie
      przekazać dziecku) ale socjalizacja, przystosowanie do
      funkcjonowania w grupie, zespole, kontakt z różnymi ludźmi
      niekoniecznie takimi których wybralibyśmy jako rodzice na znajomych
      dziecka, nauka rozwiązywania problemów, konfliktów itd. To, że do
      kolegi z klasy dzwoni się po chorobie po lekcje, to, że z tym się
      chodzi na angielski a tamtego zaprasza na urodziny, a z trzecim
      szaleje na podwórku, to jest cenne budowanie relacji bez pomocy
      rodzica.
      Rodzice uczący w domu mają zwykle wiele argumentów za tym, że
      stwarzają dzieciom takie możliwości - jednak moim zdaniem nie
      umożliwiają dziecku pełnej socjalizacji bo sami dobierają krąg
      rówieśników do kontaktu w grupach zainteresowań czy spotkaniach
      towarzyskich. I niejako, izolując od problemów typu źli nauczyciele,
      bijący kolega, chowają pod kloszem.
      Traktuję podstawówkę jako miejsce gdzie dziecko ma społeczeństwo w
      miniaturze i uczy się życia. Czasem przyjemnie, czasem boleśnie,
      takie jest życie. Co nie zmienia faktu, że obierając ziemniaki gadam
      o tym że pochodzą z Ameryki, o Kolumbie, pokazuję na globusie różne
      miejsca itp. smile
      • asiara74 Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 11:43
        Na podstawie własnych doświadczeń dochodze do wniosku, że decydująca w ułożeniu
        swojego życia zawodowego i prywatnego też, jest umiejetność komunikowania sie z
        ludzmi i tymi miłymi i trudnymi. W domu, owszem milym i bezpiecznym, trudno jest
        takie umiejętności nabyć. Język czy też inne umiejętności mozna szlifować poza
        szkołą właściwie przez całe zycie, życie w większym gronie niz mama, tata, brat
        może za kilka lat dać mocno w kość. Chyba bardziej niż niemiły nauczyciel czy
        kolega który nabija guza.
        Pozatym jak utrzymac w domu 14, 15 latka? Czy takie duże dzieciaki nia będą się
        wyrywały spod skrzydełek mamy?
      • hollowcat a właśnie że nie 13.04.08, 11:49
        kiedyś ludzie z bogatych domów nie chodzili do szkół powszechnych tylko od razu do gimnazjum. Wyksztalcenie podstawowe dstawali od prywatnych nauczycieli/korepetytorów.
        Jeśli o mnie chodzi to wolałbym nie chodzić nigdy do podstawówki i mieć własnie takiego typu domowe lekcje. Prawdziwych znajomych i przyjaciół zdobywa się w liceum i na studiach, a nie w podstawówce! Podstawówka to koszmar dla nieśmiałych dzieci, po za tym jeśli w klasie znajdzie się jakiś dzieciak znęcający się nad resztą to zgodnie z prawem nie można mu nic zrobić.
        Dodatkowo nie wiem czemu uważasz że rodzice nie powinni wybierać znajomych dziecku? To podstawowe prawo rodzica i dodatkowo jest dobre dla dziecka ( w przyszłości nie będzie np miał znajomych dresiarzy, meneli, marginesu społecznego).
        • kerry_weaver Re: a właśnie że nie 13.04.08, 12:07
          > Dodatkowo nie wiem czemu uważasz że rodzice nie powinni wybierać
          znajomych dzie
          > cku? To podstawowe prawo rodzica i dodatkowo jest dobre dla
          dziecka ( w przyszł
          > ości nie będzie np miał znajomych dresiarzy, meneli, marginesu
          społecznego).

          Skąd wiesz?
          A może takiemu wychuchanemu dzieciakowi w liceum zaimponuje kolega-
          narkoman, koleżanka sypiająca ze sponsorami, kolega który umie wypić
          pół litra nie odrywając ust od butelki? Dlatego że są tak inni i
          różni od znajomych oferowanych przez rodziców, kulturalnych, z
          dobrych domów? Heh, na własnym przykładzie - prymuska z dobrego
          domu, a dwa lata na złość ojcu chodziłam z dresiarzem smile

          Dziecko ma prawo poznać prawdziwy świat i samo zadecydować z kim
          będzie się przyjaźnić. Mogę mu podpowiadać i pokazywać pewne wzory
          zachowań na własnym przykładzie, mogę zakazać spotykania się z
          wątpliwym towarzystwem i liczyć że posłucha - i to tyle.

          Mam dziecko nieśmiałe w II klasie rejonowej szkoły publicznej. W
          klasie mieszanka - dzieci z zamkniętego osiedla i dzieci z dawnych
          robotniczych bloków. Z premedytacją posłałam go do szkoły publicznej
          właśnie dlatego że jest nieśmiały i z "dobrego domu" - żeby miał
          kolegów w pobliżu, żeby integrował się z dziećmi takimi jak my i
          innymi, żeby miał z kim wyjść na podwórko czy od kogo pożyczyć
          lekcje. Syn lubi szkołę. Wyrasta z nieśmiałości. Ma przyjaciela i
          kilku kolegów, co jak na dziecko niezbyt towarzyskie uważam za
          sukces. Jest lubiany w klasie. Nie wiem dlaczego miałabym go przed
          tym wszystkim chronić? Dla mnie to nie horror a bezcenne
          doświadczenia na przyszłość.

          Nie chcę żeby moje dziecko się czuło jak "kiedyś ludzie z bogatych
          domów". Nie zamierzam mu wpajać poczucia wyższości nad biedniejszymi
          czy "gorszymi" kolegami przez izolowanie od nich.
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:07
        No to takie pytanie: czy rodzice posyłają dzieci do prywatnych czy społecznych
        szkół nie wybierają dziecku towarzystwa? Chodzi im tylko o program, poziom
        nauczania? Nie. Chodzi również o to, z kim spotykają się dzieci. Czy ludzie,
        którzy wybierają mieszkanie na takim, a nie innym osiedlu nie wybierają
        towarzystwa? Patrzą tylko i wyłącznie na jakość mieszkania? Nie tylko. Czy ja
        chciałabym mieszkać wśród ludzi z marginesu, którzy tłuką mi szyby w samochodzie
        albo robią kupę na wycieraczkę? (to akurat autentyk, przez jakiś czas mieszkałam
        na takim osiedlu). Nie. Czy większość mieszkańców osiedli jest zadowolona z
        powstawania ogrodzeń, dzięki którym na osiedlu może być zielono, czysto, miło i
        bezpiecznie? Nie wszyscy są zadowoleni, ale większość tak. Dorośli na wszelkie
        sposoby próbują oddzielić się od chamstwa, przemocy, zapewnić sobie komfort i
        bezpieczeństwo.

        Czy ja spotykam się codziennie z chamstwem, przemocą, niesprawiedliwością? Nie,
        wcale nie. Dlaczego więc moje dziecko miałoby się spotykać? Czy regularnie
        przechadzam się ciemnymi uliczkami,żeby wyćwiczyć reakcje na przemoc? Dlaczego
        więc moje dziecko miałoby je ćwiczyć?

        Dorota
        • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:14
          dorota.konowrocka napisała:

          > No to takie pytanie: czy rodzice posyłają dzieci do prywatnych czy
          społecznych
          > szkół nie wybierają dziecku towarzystwa? Chodzi im tylko o
          program, poziom
          > nauczania? Nie. Chodzi również o to, z kim spotykają się dzieci.
          Czy ludzie,
          > którzy wybierają mieszkanie na takim, a nie innym osiedlu nie
          wybierają
          > towarzystwa? Patrzą tylko i wyłącznie na jakość mieszkania? Nie
          tylko. Czy ja
          > chciałabym mieszkać wśród ludzi z marginesu, którzy tłuką mi szyby
          w samochodzi
          > e
          > albo robią kupę na wycieraczkę? (to akurat autentyk, przez jakiś
          czas mieszkała
          > m
          > na takim osiedlu). Nie. Czy większość mieszkańców osiedli jest
          zadowolona z
          > powstawania ogrodzeń, dzięki którym na osiedlu może być zielono,
          czysto, miło i
          > bezpiecznie? Nie wszyscy są zadowoleni, ale większość tak. Dorośli
          na wszelkie
          > sposoby próbują oddzielić się od chamstwa, przemocy, zapewnić
          sobie komfort i
          > bezpieczeństwo.
          >
          > Czy ja spotykam się codziennie z chamstwem, przemocą,
          niesprawiedliwością? Nie,
          > wcale nie. Dlaczego więc moje dziecko miałoby się spotykać? Czy
          regularnie
          > przechadzam się ciemnymi uliczkami,żeby wyćwiczyć reakcje na
          przemoc? Dlaczego
          > więc moje dziecko miałoby je ćwiczyć?
          >
          > Dorota


          A moje dziecko tez nie styka sie z chamstwem, tez ma ograniczony
          dostep do miejsc ryzykownych, ale chodzi do szkoly, chodzi na chor,
          jezdzi na "publiczne" obozy, kolonie.

          Wydaje mi sie ze zamkniecie dzieci w domu, tylko z rodzicami, to
          poprostu zbyt radykalne rozwiazanie.
    • claratrueba Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 11:43
      Jako matka b. zdolnego 13 latka, obecnie w elitarnym niepublicznym gimnazjum,
      stwierdzam jednoznacznie- z punktu widzenia zdobywania wiedzy, mój syn stracił 6
      lat w państwowej szkole, jednej z najlepszych w 130 tys. mieście. Lekcje
      odbywały sie lub nie z powodu nieobecności nauczycielek (urlopy macierzyńskie,
      choroby, wycieczki itp.), zastępstwa należały do rzadkości. Wymagania "po
      minimalu"- większości nie chciało sie przeczytać lektury- pani czytała na
      lekcji. Prace pisemne, wypracowania 1-2 w semestrze (komu by się chciało
      sprawdzać). Jakiekolwiek rozszerzenie poza program (bardzo okrojony w
      porównaniu z moim 30 lat temu)- zbędny trud. Czego się dziecko nauczyło: że
      ku... mać to normalne słowo, że można załatwiać spory pięściami a nauczyciele
      wtedy tracą wzrok, że polonista może "nie mieć nerw", że jeśli powie się prawdę
      np. na pytanie "gdzie byłeś w ferie? We Włoszech." to znaczy, że się przechwala,
      że jest się strasznie fajnym bo się ma kasę. Nie chcę nawet pamiętać. Z taką
      porcją prymitywu, jaki prezentowali uczniowie i, niestety, nauczyciele nie
      spotkałam się dawno. Na wywiadówki chodziłam zawsze. Słuchałam o strasznych
      problemach z uczniami, których rodziców na sali nie było nigdy. Interesowałam
      się dzieckiem, miałam uwagi, jak słusznie zauważył obecny na forum nauczyciel-
      piąte koło u wozu. Nawet mnie p. wychowawczyni poprosiła, żebym nie przychodziła
      na zebrania a na indywidualne spotkania. Na nich też niewiele miała do
      powiedzenia, poza tym, jak ciężko jej się pracuje. Miałam jej robotę załatwić,
      czy co? Kiedy mój syn pytał dlaczego musi chodzić do szkoły zawsze odpowiadałam
      "bo jest obowiązek szkolny i zostalibyśmy pozbawieni praw rodzicielskich. To
      jedyny powód". Bogu dzięki teraz jest w szkole, gdzie spotyka tylko takich jak
      on: którzy chcą sie uczyć, których rodzicom na tym zależy. "Wyścig szczurów"
      ponoć tu panuje. A po mojemu normalna, zdrowa rywalizacja, która nie przeszkadza
      normalnym przyjacielskim stosunkom, fajnej atmosferze.
    • harrypotter Czy musimy nasladowac hameryke? 13.04.08, 13:11
      tam zapisy konstytucyjne pozwalaja na robienie za swojego dziecka co sie chce
      np. urodzeni wsrod amiszow, ksztalca sie tylko pare lat, robio im sie wode z
      mozgow i zyja jak w 19wieku
      mozesz zapisac sie razem z dzieckiem do sekty o jakiej bylo ostsnio glosno -
      12stki braly slub z 50 latkami uncertain
      mozesz tez nie poslac swojego dziecka do szkoly i sam go uczyc ale czy to dobrze?
    • stalinowiec1 Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 15:33
      Aja jestem ciekaw czy Ci rodzice widzieli program nauczania? Czy
      ktoś sprawuje nad tym kontrolę (tzn. czy program jest realizowany).
      Kto ewentualnie tą kontrolę sprawuje. A co do podziwianej Ameryki.
      Świat według Amerykanów
      • pamana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 19:37
        Milony dzieci chodzi d szkol normalnych i wyrasta na normalnych doroslych ludzi
        wystarczy zaintresowac si edzieckiem anie oddac i niech szkola wychowuje i
        uczyc ,aby proawdzic szkole wdomu trzeba miec odpowiednie przygotowanie a gdzie
        jeszcze pracowac zawodowo?

        Nie sposob zamknac dziecko w domu ,trzeba walczyc w placowkach szkolnych o
        dobrych nauczycieli a nie przychodzi byle kto, kto skonczyl pedagogike.
        jesli sie cos nie podoba trzeba to zglaszac a nie narzekac na forum.


        skonczyly sie czasy kiedy uczen byl dla szkoly.

        co do urlopow wychowawczych to owszem jest to problem ale nauczycielka to tez
        kobieta .

        co do innych zdrowoatnych itp no coz kazdy z nas pracujacy czasami choruje i tez
        ktos inny nie moze czegos zalatwic wiec drobina empatii.

        nie wiem czy takie domowe naczanie uczy bycia w grupie,sprytu,negocjacji,walki o
        siebie,ustepowania,dzielenia sie itp bo chyba nie ma takich badan ale na
        chlopski rozum niekoniecznie tego uczy w koncu nauczyciel jest tylko dla tego
        ucznia.
        p.

        • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:16
          Miliony dzieci chodzi i wyrasta na niekoniecznie normalnych dorosłych smile Żaden
          argument smile Po szkole mamy i wybitnych naukowców, i rzutkich przedsiębiorców, i
          zapijaczonych meneli smile Analogicznie, mamy tych, którzy lata szkolne wspominają
          z łezką w oku i takich, co wspominają je ze łzami; takich, którzy jako dorośli
          są towarzyscy, empatyczni i altruistyczni i takich, którzy są egoistyczni i
          aspołeczni. Gdyby szkoła gwarantowała pozytywną socjalizację, wszyscy dorośli
          byliby cudownymi kolegami, przyjaciółmi, partnerami, współpracownikami. A nie
          są. Więc, tak na zdrowy rozum, szkoła nie gwarantuje "pozytywnych efektów
          socjalizacji", nie sądzisz?

          Dorota
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:12
        Na to pytanie jest bardzo klarowna odpowiedz: zgodnie z polską praktyką i
        wytycznymi kuratoriów kontrolę sprawuje dyrektor szkoły, pod której opieką jest
        dziecko i która wyraziła zgodę na nauczanie domowa. Forma kontroli: egzaminy ze
        wszystkich przedmiotów zgodne z programem szkoły, dwa razy do roku. Czasem
        rodzice korzystają z dodatkowych konsultacji nauczycieli niektórych przedmiotów,
        jeśli dziecko ma z nimi jakiś problem.

        Dorota
    • r1234_76 Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 19:49
      Bardzo interesujący artykuł. Bardzo ciekawa jest też dyskusja. Szkoda tylko, że

      Polecam esej Paula Grahama, który można znaleźć na stronie:
      paulgraham.com/nerds.html
      Od razu warto zerknąć na kontynuację tego wątku, tj. odpowiedzi PG na krytykę
      jego tekstu. paulgraham.com/renerds.html


      Myślę, że znacznie więcej dzieci skrzywdzimy totalnym przymusem chodzenia do
      szkoły dla wszystkich, niż gdy pozwolimy, by część z nich poszła własną drogą.
      Urawniłowka zawsze powoduje więcej zła, niż dobra.

      Jeśli część dzieci będzie się uczyło samodzielnie, to jest to tylko z korzyścią
      dla społeczeństwa.

      Niektóre ataki są wręcz śmieszne. Ktoś nawet przytoczył przykład amiszów, którzy
      żyją sobie, jak reszta świata żyła w XVIII czy XIX wieku. Czy amisze komukolwiek
      zrobili krzywdę? Podejrzewam, aczkolwiek nie mam na poparcie tej tezy żadnych
      dowodów, że przeciętny amisz jest bardziej szczęśliwy niż przeciętny mieszkaniec
      Nowego Jorku czy Warszawy. Może to my robimy dzieciom krzywdę, nie pozwalając im
      żyć tak jak amisze? Wydaje mi się, że amisze, w przeciwieństwie do
      ortodoksyjnych żydów w Izraelu, albo europejskich rolników nie wyciągają ręki po
      dotacje. Ale że żyją po swojemu, to na pewno są źli... tak jak ci, którzy chcą
      sami wziąć odpowiedzialność za swoje dzieci. To jest taka wioskowa mentalność
      właśnie - wszyscy mają żyć tak jak ja.

      I jeszcze jeden cytat (pełna wersja www.cantrip.org/gatto.html) :
      All the pathologies we've considered come about in large measure because the
      lessons of school prevent children from keeping important appointments with
      themselves and their families, to learn lessons in self-motivation,
      perseverance, self-reliance, courage, dignity and love
      • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 13.04.08, 21:20
        Owszem, amisze robia krzywde dzieciom, ktora chcą sie uczyć. Sa one
        wyrzucane ze społecznosci, tracą rodzine i dom. Bio nauka jest
        dozwolona tylko na poziomie podstawowym.
        Amisze sa szczęśliwi, tylko dopoki podporzadkowuja sie grupie - ci,
        ktorzy tego nie robia są eliminowani ze społecznosci. To swoisty
        terror. Brak wyboru ułatwia zycie, ale przyczynia sie do szczęścia w
        swoisty sposób, ograniczajacy drastycznie życiowe możliwosci.
        Odpowiedzialność za dzieci mozna wziąć wybierajac dobrą szkołę. A
        nie izolujac dzieci od innych ludzi.
        • korronella Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 08:36
          Odnoszę wrażenie, że nie macie pojęcia o temacie, na który
          próbujecie się wypowiadać. Ile znacie rodzin edukujących w domu? Co
          wiecie na temat ich dzieci? Ich sposobów zdobywania wiedzy? Ich
          umiejętności społecznych? Podejrzewam, że nic.
          Ktoś pisze o tym, że dzieci te korzystaja przeważnie z programów
          komputerowych. Jest to kompletna bzdura. Znam około 20 takich rodzin
          i wiem, że ucza się dużo czytając, podróżując, spotykając ciekawych
          ludzi, którzy mają coś ważnego do powiedzenia.
          Nie są to dzieci zamknięte w czterech ścianach, ale bardzo otwarte,
          komunikatywne, samodzielne. Ktoś tu ironicznie pisał o
          nadopiekuńczości rodziców dzieci edukowanych w domu. Kolejna bzdura.
          Dzieci te dużo lepiej radzą sobie w codziennych czynnościach niż
          dzieci szkolne, które są często przez rodzicow wyręczane we
          wszystkim, bo przecież muszą się uczyć.

          Ktoś inny współczuje, że dzieci te nie mogą oglądać jakiejś
          kretyńskiej kreskówki i samo przekonać się, że jest kretyńska. Czy
          trzeba skosztować narkotyków, żeby przekonać się, że są szkodliwe?
          Dla mnie tego typu argumenty są pozbawione logiki.
          Po co tracić czas na tandetę i szmirę? Na oglądanie rzeczy, które
          nie pozostawiaja w człowieku nic poza poczuciem pustki?
          Tak więc radzę się zapoznać z tematem, zanim zaczniecie się
          wypowiadać i to w taki sposób.

          Z poglądami innymi niz poglądy rodziców tez maja się okazję spotkać,
          bo nie są izolowane, a ich domy sa przeważnie otwarte na róznych
          ludzi.
          • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 09:05
            A ja Wam powiem ciekawostke...

            Ja te konkretna rodzine (poznalam po zdjeciu w gazecie papierowej)
            poznalam, w neutralnej sytuacji, na wakacjach. Kilka dni spedzonych
            razem w jednym pensjonacie, nie jakas doglebna znajomosc.

            Rodzina bardzo sympatyczna, ale cos bylo nienaturalnego w relacjach
            dzieci-rodzice, mialam wrazenie ze rodzice sa jacys arcy-ambitni i
            caly czas "szkola" swoje dzieci. Szczegolnie ze to bylo np w czasie
            Wigilii.... Przysiegam, dzieci caly czas byly pouczane i caly czas
            odpytywane z roznych rzeczy (nie jakis skomplikowanych oczywiscie,
            to tak bylo przy okazji). Dopiero po przeczytaniu tego artykulu do
            mnie dotarlo, ze te dzieci i ci rodzice poprostu byli non-stop w
            szkole. Widzialam to na wlasne oczy.

            Ja pracuje w domu, i wiem jak mnie osobie 40-letniej trudno jest
            znalezc rownowage miedzy tym gdzie konczy sie praca a gdzie dom.
            Robie duzo aby nie byc 24h na dobe w pracy. Mysle ze 10 letnie
            dzieci nie potrafia tego-te dzieci sa 24h na dobe w szkole. I moim
            zdaniem to jest najgorsze w tym systemie, brak granic miedzy dom-
            szkola i rodzice-nauczyciele.

            Nie podoba mi sie taki system.
            • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 09:37
              Owszem, znam taka rodzinę - edukowała swoje dzieci w Stanach, aby
              nie uległy demoralizującemu wplywowi kolegów.
              Jedno z dzieci , chyba 13-14 letnie odmowilo powrotu z wakacji w
              Polsce. Zostało u dziadkow. Nie chciało powrocić do rodziców, wolalo
              polska szkołę.
              Tu nie chodzi nawet o izolację od innych dzieci, ale o to, ze
              dziecko jest wychowywane w jednej, zamkniętej spolecznosci
              rodzinnej. Nie ma dostepu do innych idei, inych mysli. To, co sadza
              rodzice ma byc dla niego jedynym światem.
              Takie dziecko moze zostać matematykiem. Ale nauki spoleczne np,.
              będa już przed nim zamkniete, bo ono nie wie, jak wyglada świat.
              • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:27
                Znasz jedną rodzinę i na tej podstawie wyrobiłaś sobie pogląd? Ja znam ok. 20.
                Żyjących w Polsce. I to dalej nie jest grupa reprezentatywna. Innymi słowy, to
                zbyt mało, by wyciągać jakieś generalne wnioski.

                Powiedz, verdana, co z tymi wszystkimi młodymi ludzmi, którzy w ziemiańskich
                domach wychowywali się do czasów gimnazjum pod opieką guwernera? Wsród
                równieśników dobieranych przez rodziców (zazwyczaj po prostu z rodziny), w
                kontakcie z określonymi poglądami? Oni wszyscy do niczego się nie nadawali? Tacy
                wychowani pod kloszem nie byli w stanie nic studiować, nie byli w stanie
                normalnie funkcjonować w społeczeństwie? Przecież to jest po prostu nieprawda....

                Dorota
                • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 15:17
                  Ludzie z ziemianskich rodzin mieli zazwyczaj więcej rodzeństwa, plus
                  bawili się (tak, tak...) z czeladzią. I wychowywano ich tak, aby do
                  konca życia czuli wyzszość nad "prostym ludm" co swietnie dawało się
                  osiągnąć. Owszem, funkcjonowali w bardzo zamkniętej grupie
                  społecznej, w warunkach częściowo jeszcze stanowych ukladów.
                  Widzieli, ze nie będa do końca życia musieli stykać się
                  z "chamstewem". Poglądy tez mieli mieć takie, jak rodzice.W takim
                  rozumieniu oczywiscie wychowanie domowe sie sprawdza - dziecko czuje
                  wyższość, ma z góry ustalone poglady i krąg znajomych - i potepiane
                  jest wyjscie z niego.
                  Wiele z tych osób, np. po utracie majątku przezywało szok i nie
                  umiało się odnaleźć poza swoją klasą.
                  Ale już pod koniec XIX wieku , a na początku XX bardzo wyraźnie
                  zaczeto przekonywać ziemianstwo, zeby posyłalo dzieci do najbliższej
                  wiejskiej szkółki - ze jednak tak wychowani panicze i panienki
                  lepiej odnajdują się w zdemokratyzowanym (o zgrozo!) spoleczeństwie,
                  ze zeby żyć z ludźmi, trzeba ich poznać.
                  No i ten guwerner dawał jednak gwarancję, ze dziecko nie jest
                  całkowicie uzależnione od rodziców.
            • anmanika Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 09:44
              Chciałam dodac tylko parę slów o edukacji w Stanach, bo miałam
              wczoraj sposobnośc oprowadzac po Wawie emerytowanego profesora
              Harvardu.
              Zapytałam go o jego zdanie na temat szkolnictwa w Stanach.
              Powiedział krótko: te ponadpodstawowe jest na tragicznie niskim
              poziomie. Chwalił studentów polskich za poziom wiedzy i zapał do
              naukismile)
              • korronella Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 10:07
                Ale to już chyba kwestia rodziców. Nie wszyscy sa nadambitni, nie
                wszyscy izolują.
                Poczytajcie sobie blog Marzeny, która świetnie to robi. Poznałam jej
                synów. Są bardzo gadatliwi, przyjaźnie nastawieni do swiata, poznaja
                mnóstwo ciekawych osób, a ich rodzice nie puchna z nadmiaru ambicji.

                naukapozaszkola.blog.onet.pl/
                • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 10:23
                  Ale nie poznaja nieciekawych osób - i to jest bardzo powazny błąd w
                  edukacji. Im sie wydaje, ze wszyscy ludzie są inteligentni,
                  z "dobrych domów", ze maja zblizone poglądy. To, wbrew pozorom,
                  powoduje skostnienie myslenia - na zawsze. Albo ogromny szok w
                  starszym wieku.
                  • korronella Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 11:46
                    Ale chyba nikt im tego nie wmawia, że wszyscy są inteligentni,mili i
                    dobrze wychowani itd. Wystarczy, że wchodzą do swojej klatki w bloku
                    i widzą, a jeszcze do tego słyszą... Idą na podwórku, wracają z
                    guzami albo z płaczem, jesli spotkają bardziej agresywnego kolegę
                    czy koleżankę.
                    Poza tym na zjazdy edukacji domowej przyjeżdżają ludzie o bardzo
                    róznych pogladach: są niewierzący, katolicy, protestanci....dzieci
                    się spotykają z róznym podejściem do wielu spraw.Nie żyją w jakimś
                    sterylnym światopoglądowo środowisku.
                    A chłopiec uczony przez cały okres edukacji w domu teraz pracuje
                    jako wolontariusz z trudna młodzieżą i studiuje resocjalizację.
                    Z kolei dla innych osób spotkanie z chamstwem i patologia zawsze
                    będzie traumatycznym doświadczeniem, mimo że chodzili do szkoły i to
                    nawet nie tej prywatnej.
                    To chyba zależy od osobowości.
                    • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 12:04
                      > Poza tym na zjazdy edukacji domowej przyjeżdżają ludzie o bardzo
                      > róznych pogladach: są niewierzący, katolicy, protestanci....dzieci
                      > się spotykają z róznym podejściem do wielu spraw

                      naprawdę nie widzisz różnicy między stykaniem się i ścieraniem
                      różnych poglądów na co dzień, przy sprawach ważnych i mało
                      istotnych, kiedy dziecko samo musi sobie poradzić, dogadać, pójść na
                      kompromis itp. a dowiadywaniem się o czymś na zjeździe raz na pół
                      roku?
                  • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:36
                    Verdana, to znów nie jest prawda. Żyję sobie w niewielkiej wiosce, moje dzieci w
                    wieku przedszkolnym nie chodzą do przedszkola, a ja "dobieram" im znajomych
                    spotykając się głównie z rodziną i moimi znajomymi, którzy też mają dzieci. Nie
                    zmienia to jednak faktu, że w mojej małej wiosce mieszka dwóch alkoholików i
                    dwóch sąsiadów (oprócz innych), z którymi bardzo trudno się dogadać. I moje
                    dzieci doskonale wiedzą, że nie wszyscy są z dobrych domów, bo np. regularnie
                    słyszą pana X wydzierającego się na całą wieś o piątej nad ranem smile, widzą
                    pijanych ludzi w lokalnym sklepie. Druga ważna rzecz: nawet w rodzinie nie
                    wszyscy mają takie same poglądy, a wręcz jak spotka sie trzech Polaków, to
                    reprezentują cztery różne poglądy. I podobnie w każdym gronie, wśród znajomych
                    czy rodziny, poglądów jest bardzo dużo. Jedni są za wojną w Iraku, drudzy
                    przeciw, jedno za tym, by grodzić osiedla, inni przeciw, jedni wierzą w globalne
                    ocieplenie, inni uważają, że to bzdura, jedni mówią, ze trzeba siedzieć przy
                    stole do końca posiłku, a inni odchodzą, jak zjedzą swoją pajdę smile Przytaczam
                    takie od poważnych do mniej poważnych, bo chcę tylko powiedzieć, że nawet
                    niewielka rodzina i nawet niewielkie środowisko znajomych nie jest nigdy grupą
                    homogeniczną. I nawet w najlepszej rodzinie są czarne owce, byli TW, alkoholicy
                    czy zwykli furiaci. Jeśli tylko rodzina nie zamknie sie w modelu 2+2, a reszta
                    za murami oblężonej twierdzy, to naprawdę nie widzę zagrożenia jednostronnością
                    poglądów. Ludzie z czystej przekory demonstrują odmienne poglądy przy
                    najzwyklejszej dyskusji przy śniadaniu, więc naprawdę smile

                    Dorota
                    • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:40
                      Jest zasadnicza różnica miedzy wychowaniem dziecka wmałej wiosce (tu
                      się zgodze, ze i tak ono zyje w pewnym środowisku), a wychowaniem w
                      wielkim miescie, gdzie nie puszczenie dziecka do szkoły oznacza
                      izolację i 100% czasu spędzanego z rodzicami lub pod kontrola
                      rodzicw.
                      dziecko 7-13 letnie, aby moc egzystować swobodnie musi umieć
                      funkcjonować bez rodziców. Samo umieć załatwić wiele spraw. samo
                      ukladać sobie kontakty.
                    • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:42
                      Ale mowimy o dzieciach !!!!! Dla dziecka naturalnym srodowiskiem sa
                      jego rowiesnicy (nie rodzina, nie panie z kolka rozancowego itp)

                      Dla mojego syna to co powie jego kolega jest poki co duzo madrzejsze
                      i wazniejsze niz to co "truje" matka. Mam nieustajaca nadzieje ze
                      kiedys to sie jednak zmieni...., ale poki co to rowiesnicy sa
                      najfajniejsi, najwazniejsi i najblizsi (no poza sytuacjami ze sobie
                      kolano rozwali, wtedy mama ostatecznie moze przytulic)
                      • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 15:19
                        Agatko - i tu sie myslisz.
                        Wychowanie domowe jest własnie po to, by dziecko nie miało zadnych
                        autorytetów poza rodzicami. Żeby ich naturalnym środowiskiem byli
                        wyksztalceni dorośli i ewentualnie starannie dobrane przez tych
                        dorosłych dzieci.
                        Nie powinno byc nikogo fajnego , ktorego rodzice nie zaakceptowali.
                        I tu leży pies pogrzebany - i dramat tych dzieci.
          • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 12:24
            > Ktoś inny współczuje, że dzieci te nie mogą oglądać jakiejś
            > kretyńskiej kreskówki i samo przekonać się, że jest kretyńska. Czy
            > trzeba skosztować narkotyków, żeby przekonać się, że są szkodliwe?
            > Dla mnie tego typu argumenty są pozbawione logiki.
            > Po co tracić czas na tandetę i szmirę? Na oglądanie rzeczy, które
            > nie pozostawiaja w człowieku nic poza poczuciem pustki?

            ja napisałam i podtrzymuję
            jasne, mama może ci powiedzieć, ze te kreskówki są głupie, ale
            normalnym, zdrowym odruchem każdego dziecka będzie chęć przekonania
            się samemu, czy to rzeczywiście głupie.
            nieoglądanie głupich kreskówek zwykle skutkuje poczuciem wykluczenia
            z grupy, w której wszyscy oglądają. dziecko powinno wiedzieć, o czym
            jego koledzy rozmawiają, bo bez tej wiedzy będzie się czuł
            pominięty, wyoutowany, gorszy! im dalej w podstawówkę, tym
            asertywność zwykle rośnie. - w klasie mojego dziecka większość
            pasjonuje się piłką nożną, mój syn ma ją w nosie; ze dwa razy
            próbował obejrzeć jakiś mecz, znudził się, więcej nie próbuje. ale
            wie, o czym kumple gadają i to jego wybór, że z nimi nie gada, tylko
            gada z innymi kumplami, z którym znajduje wspólne zainteresowania.
            dla mnie gapienie się na mecze w okienku to jedno z bardziej
            idotycznych hobby - mogłam oczywiście zabronić synowi marnować czas
            w ten sposób, tylko skutek pewnie byłby odwrotny do zamierzonego.

            ach prawda, przecież te dzieci nie mają grupy rówieśniczej, to
            rzeczywiście w czym problem...

            aha, no i nawet najmądrzejszy człowiek potrzebuję czasem zmarnować
            trochę czasu "na rzeczy, które
            nie pozostawiaja w człowieku nic poza poczuciem pustki". choćby po
            to, by wiedzieć, że to błąd; dla samodyscypliny ("zmarnowałem czas
            na oglądanie bzdur, a potem się z czymś nie wyrobiłem")

            oczywiście oglądanie kreskówek jest tu tylko symbolem - to samo
            dotyczy zbierania głupich naklejek i innych mód przetaczających się
            przez szkołę, gier w karty na przerwach, odwiedzania miejsc, które
            koledzy odwiedzają po szkole, zanim wrócą do domu itp.
            • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 12:48
              Te dzieci i tak sa wykluczone z grupy... Wzrastają w przekonaniu, ze
              zwykle dzieci w zwyklych szkolach to dla nich nieodpowiednie
              srodowisko. Nawet jesli rodzice im tego wprost nie mowia, dziecko to
              wie.
              Nie ma takiej sily, aby kiedys poczulo się w nieelitarnym
              srodowisku "na miejscu". Mam wielu znajomych wychowanych w elitarnym
              środowisku inteligenckim, jeszcze zza "dawnych czasów". To
              wyksztłceni, mili ludzie, ale nie do zniesienia - oni nie bardzo
              rozumieją, ze nie wszyscy są tacy jak oni. I mają poczucie
              wyższości, niezaleznie od wlasnych osiągnięć w zyciu dorosłym.
              • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:27
                Myślę, że można znaleźć mnóstwo argumentów przeciwko edukacji
                domowej, które w moich oczach przekreślają tę ideę, oto tylko
                niektóre z nich:

                1.Większość rodziców zdobyło swoje wykształcenie w
                niedofinansowanym systemie szkół publicznych w związku z czym nie
                dysponuje odpowiednim poziomem inteligencji, żeby uczyć własne
                dzieci w domu.
                2.Dzieci, którym rodzice poświęcają bardzo dużo uwagi, uczą
                się więcej od innych i to daje im niesprawiedliwą przewagę na rynku
                pracy. Jest to wbrew zasadom demokracji.
                3.Jak dzieci mają nauczyć się samoobrony, jeśli nie będą dzień
                w dzień odpierać ataków szkolnych gangsterów?
                4.Doświadczanie drwin ze strony innych dzieci jest bardzo
                ważne w procesie socjalizacji.
                5.Dzieci w szkołach publicznych ćwiczone są w mówieniu „nie”
                kiedy oferowane im są narkotyki, papierosy i alkohol.
                6.Świetlówki maja prawdopodobnie zdrowotny wpływ na dzieci.
                7.Publiczne pytanie się czy można wyjść do toalety, wskazuje
                młodym ludziom na ich miejsce w społeczeństwie.
                8.Przemysł odzieżowy zorientowany jest na działanie presji
                grupowej, która to ma szanse zaistnieć tylko w szkole.
                9.Szkoły publiczne wspierają przekaz kulturowy np., tak
                ważnych tradycji jak śpiewu „…marsz marsz Dąbrowski ……..…za twoim
                przysmakiem zjemy kluski z makiem..”*
                10.Dzieci poza szkołą nie nabędą ważnych umiejętności, o które
                pytają pośrednictwa pracy np. , siedzenia na tyłku bez przerwy przez
                6 godzin i więcej.
                11.Nie można pozwolić, aby preferencje edukacyjne rodziców
                burzyły Święty Ład w obecnym systemie edukacji.
                12.Dzieci uczone domowo stają się obiektem zazdrości a nawet
                nienawiści ze strony niektórych rówieśników. Nie trzeba chyba
                tłumaczyć, jak źle wpływa to na dzieci. Te chodzące do szkoły.
                13.Szkoła jest miejscem niezwykle interesujących eksperymentów
                naukowych przeprowadzanych na dzieciach. Edukacja domowa zubaża
                środowisko naukowe o, być może, niezwykle ważkie wyniki badań.
                14.Edukacja domowa stawia pod znakiem zapytania tysiące
                intratnych posad w publicznej edukacji. Taki nieodpowiedzialny brak
                solidarności społecznej godzien jest najsurowszego potępienia.
                15.Wszelkim badaniom nad skutecznością edukacji domowej
                wykazującym jej wyższość nad edukacją masową brakuje zatwierdzenia
                Ministerstwa Edukacji. Fakt ten w oczywisty sposób je dyskredytuje.
                16.Dzieci, które nie chodzą do szkoły nie rozumieją i nie czują
                tego, co to znaczy "wychodzić na przerwę", "ściągać", "podrabiać
                zwolnienia", o co chodzi w zdaniu "17 do odpowiedzi".
                17.Dzieci, które nie chodzą do szkoły ominą takie cenne
                doświadczenia, jak grupowe przebieranie się na WF (co umiejętnie
                ćwiczy ZBYT wstydliwe dzieci), czy grupowe rozbieranie się w trakcie
                badan i masowych szczepień (po przywróceniu i aktywacji gabinetów
                szkolnych).
                18.Dzieci, które nie chodzą do szkoły nie będą potrafiły
                właściwie reagować na dźwięk dzwonka.
                19.Gdyby wszyscy rodzice uczyli dzieci w domu, budynki szkolne
                musiałyby służyć innym celom. Część z nich z całą pewnością
                zamieniono by na domy publiczne, co przyczyniłoby się do ekspansji
                prostytucji i epidemii chorób wenerycznych.
                20.W szkole publicznej rodzeństwo jest od siebie odseparowane
                poprzez system odrębnych klas dla dzieci w różnym wieku, co znacznie
                zmniejsza ryzyko, że brat zarazi siostrę jakąś chorobą zakaźną.
                21.Zjawisko edukacji domowej może zdezaktualizować podręczniki
                i słowniki akademickie oraz wystawić na próbę uznane przez wiele
                uniwersytetów autorytety w dziedzinie pedagogiki i psychologii. Czy
                zwolennicy edukacji domowej nie mają serca?

                pozdrawiam wszystkich superinteligentów, którzy wypowiadają się na
                temat, z którym nawet się nie zetknęli.
              • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:46
                Verdana, a czy to nie Ty masz czasem poczucie niższości? Męczy Cię ten elitaryzm
                i dręczy, podkreślasz tą niezwykłą wagę stosunków z nieinteresującymi ludźmi. A
                znasz takie przysłowie: "kto z kim przestaje, takim się staje?" Powiem Ci tak:
                tego lata odwiedzałam znajomego, który do 13 roku życia wychował się w rodzinie
                edukującej domowo, razem z dwiema siostrami, potem poszedł do normalnej szkoły.
                Pewnego wieczoru zorganizował spotkanie towarzyskie, może 10 osób. Czułam się na
                nim cudownie, to byli fantastyczni, interesujący ludzi, bardzo zrelaksowani,
                mający dużo do powiedzenia na rozmaite tematy i jednocześnie bardzo otwarci na
                innych. Po spotkaniu powiedziałam znajomemu, jak świetnie się czułam na tym
                spotkaniu, jak było miło i interesująco. Znajomy odpowiedział: "Bardzo się
                staram mądrze wybierać przyjaciół". Bardzo utkwiło mi to w pamięci.

                Dorota
                • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 15:11
                  Nie mam. Mam za to mnstwo znajomych, wychowywanych w elitarnym
                  kręgu, z ktorych niewiele wyrosło - i Ci dopiero mają poczucie
                  niższosci.
                  Jestem natomiast socjologiem i widzę, jak Ci ludzie wlasnie mają
                  problemy z doborem towarzystwa. Żeby wybierac, trzeba mieć z czego -
                  ich krąg znajomych został ograniczony w dziecinstwie. Nie rozumieją
                  wielu zjawisk spolecznych. Uciekają z kolejnych prac, bo maja
                  problemy w kontaktach z tymi "nieinteresującymi".
                • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:03
                  "Bardzo się
                  > staram mądrze wybierać przyjaciół"

                  jest oczywistością przecież, że każde dziecko uczące się w szkole, a nie w domu,
                  będzie pasjami zapraszało do domu okolicznych pijaczków.

                  a tak BTW to przy aktywności verdany na wielu forach, przy jej zdecydowanych,
                  często idących pod prąd poglądach i przy jej doświadczeniu jako matki ostatnią
                  rzeczą, o jaką bym ją podejrzewała, jest poczucie niższości. co nie znaczy, że
                  uważam, że zawsze ma rację.
                  • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:56
                    I datego, ze nie zawsze ma rację, nie odwazyłaby się nigdy uczyć
                    dzieci osobiscie, w domu, bez udziału innych dorosłych!
            • mm5m Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:02
              kkokos napisała:

              stawiaja w człowieku nic poza poczuciem pustki?
              >
              > ja napisałam i podtrzymuję
              > jasne, mama może ci powiedzieć, ze te kreskówki są głupie, ale
              > normalnym, zdrowym odruchem każdego dziecka będzie chęć przekonania
              > się samemu, czy to rzeczywiście głupie.
              > nieoglądanie głupich kreskówek zwykle skutkuje poczuciem wykluczenia
              > z grupy, w której wszyscy oglądają. dziecko powinno wiedzieć, o czym
              > jego koledzy rozmawiają, bo bez tej wiedzy będzie się czuł
              > pominięty, wyoutowany, gorszy! im dalej w podstawówkę, tym
              > asertywność zwykle rośnie. - w klasie mojego dziecka większość
              > pasjonuje się piłką nożną, mój syn ma ją w nosie; ze dwa razy
              > próbował obejrzeć jakiś mecz, znudził się, więcej nie próbuje. ale
              > wie, o czym kumple gadają i to jego wybór, że z nimi nie gada, tylko
              > gada z innymi kumplami, z którym znajduje wspólne zainteresowania.
              > dla mnie gapienie się na mecze w okienku to jedno z bardziej
              > idotycznych hobby - mogłam oczywiście zabronić synowi marnować czas
              > w ten sposób, tylko skutek pewnie byłby odwrotny do zamierzonego.
              Wychowałem się do ok 12 roku życia bez telewizora, kreskówek itp - uwierzcie,
              nie przeszkadaało mi to w zyciu. Rodzice nauczyli mnie czytać kiedy miałem 4
              lata - potem pierwsza część podstawówki to wg. mnie zmarnowany czas. Do dzisiaj,
              rzeczy, które nalepiej pamiętam to były moje lektury, a nie podręczniki
              (Lilavati - matematyka, ksiązki o ciekawych zweirzętach, seria - 500 zagadek na
              temat itp.). Skończyłem zwykłą podstawówkę, w miarę dobre liceum i całkiem dobre
              studia. Obecnie moja praca polega na pracy z ludźmi - mam bardzo dużo kontaktów,
              nowych sytuacji itp. Jestem autentycznie zadowolony - i uwierzcie mi - moja
              7-letnia córka edukowana w domu też jest zadowolona ze swojego życia..
              • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:08
                i uwierzcie mi - moja
                > 7-letnia córka edukowana w domu też jest zadowolona ze swojego życia..

                a to oceni dopiero ona sama za lat 20
                • mm5m Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:33
                  kkokos napisała:

                  > i uwierzcie mi - moja
                  > > 7-letnia córka edukowana w domu też jest zadowolona ze swojego życia..
                  >
                  > a to oceni dopiero ona sama za lat 20
                  Podobnie jak wszystkie dzieci edukowane w szkole.... tez za 20 lat to ocenią.

                  Nasza córka ma jednak o tyle lepszą sytuację, że my zapytaliśmy ją czy chce
                  uczyć się w domu. Tym samym była to nasza wspólna decyzja. Jeżeli zmieni zdanie
                  - uszanujemy to i poślemy ją do szkoły.

                  Dzieci posyłane do zerówki czy 1 klasy - nawet jeżeli nie chcą tam iść -
                  zazwyczaj po prostu nie mają wyboru.
                  I to jest właśnie różnica...

                  • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 19:05
                    > Nasza córka ma jednak o tyle lepszą sytuację, że my zapytaliśmy ją czy chce
                    > uczyć się w domu. Tym samym była to nasza wspólna decyzja.

                    rozumiem, że pochodziła sobie ze dwa lata do szkoły i wiedziała, z czego rezygnuje
                    • mm5m Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 21:25
                      Obowiązek szkolny zastał nas poza granicami kraju, więc nie chodziła zwyczajnie
                      do szkoły. Bylismy co jakiś czas w prywatnej szkole w Warszawie na konsulacjach.
                      Taka forma nauki spodobała się nam wszystkim i postanowiliśmy przy tym pozostać.
                      Obecnie jestesmy w kraju i jej kontakt ze szkołą to konsultacje i jakieś większe
                      wydarzenia (koncerty, imprezy) na które chodzi z koleżankami z bloku (i
                      formalnie z klasy).
                      Pojęliśmy wybór takiej formy edukacji nie w oparciu o negatywne doświadczenia ze
                      szkołą, ale ze względu na inne przesłanki.
                      Czasem tak bywa w życiu, że wybiera się lepsze niz dobre, niekoniecznie po
                      spróbowaniu innych, zapewne dobrych dróg.
        • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:20
          Gdyby istniała taka szkoła, do której chciałabym posłać moje dzieci, to chętnie
          bym je do niej posłała - trzy razy w tygodniu na pięć godzin, mniej więcej w tym
          wymiarze. Ale ona - przynajmniej w Polsce - nie istnieje.

          Są rodzice edukujący domowo, którzy nawet chcieliby posłać dziecko do jakiejś
          świetnej szkoły prywatnej. Ale nie stać ich lub mieszkają zbyt daleko. Wybierają
          więc to, co jest dla nich dostępne.

          Dorota
      • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 14:18
        Bardzo interesują i moim zdaniem trafiająca w sedno wypowiedź, dzięki.

        Dorota
    • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 13:03
      no i z kim oni sie beda znajdowac na portalu Nasza Klasa ? smile))))
    • reszkiny Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 15:51
      Moi drodzy!
      nie ma jak pogadać sobie na forum o czymś czego wogóle nie znacie z
      życia...
      Spróbujcie sobie wyobrazić, że moi synowie na podwórku mają kolegów,
      kolegów przypadkowo dobranych (ciągle są rotacje na podwórku, ten
      się wprowadza, ten wyprowadza), nie zabraniamim bawienia się nawet z
      Mariuszem, który przekleństw używa na codzień. Nie gardzimy nim, nie
      odseparowujemy. Lubi nas, lubi moje placki.
      Moi chłopcy należą do harcerstwa, całą sobotę są na zbiórkach, i kto
      ich tam wie co i gdzie porabiają. Ufam druhowi i to mi wystarcza, a
      im więcej zobaczą tym lepiej. Raz na miesiąc wyjeżdżają na weekend z
      druhem, za każdym razem ich drużyna miesza się z inną: raz ze
      starymi znajomymi a raz całkiem z nowa druzyną.
      w wakacje mam czas dla dzieci z całej mojej rodziny, wszyscy
      przyjeżdżaja do nas, albo jedziemy na wieś do babci jest tłok, ale
      jest przyjemnie: kłótnie, walki, zabawy, wspólne gotowanie,
      nieprzespane noce.
      Wyciągnęłam dzieci ze szkoły po to aby pokazać im świat na
      żywo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i pokazuję ludzi starych
      (dom starców) niemowlaków, ludzi grzebiących po śmietnikach, którzy
      gadają wiersze, sławnych gości w bibliotece, a nawet nudziarzy z
      biura.....
      świat jest piękny i cieszę się, ze moje dzieci w taki piękny dzień
      jak dzisiaj nie kiszą się w dusznej klasie tylko biegają po podwórku
      z kolegami, bo naukę zrobiliśmy wcześnie rano a resztę możemy zrobić
      później.
      Nie ma sensu dyskutować na tych forach, zapraszam do czytania m
      ojego bloga: www.naukapozaszkola.blog.onet.pl, tam dzień po dniu
      można podglądać nas i powolutku oswajać się z tą myślą, że nie
      gryziemy, że kochamy świat, jesteśmy otwarci itp. Niedługo w
      przyjaciółce będzie o nas artukuł, mam nadzieję, ze też nie
      zostawicie na mnie suchej nitkismile))

      "Nie ucz świni śpiewu, bo swój czas stracisz a i świnię
      zdenerwujesz"- jest tak? moim zdaniem jest!
      Popatrzcie na edukację domową jako na coś nowego co warto obserwowac
      i może choc kawałek sobie z tego wziąć dla siebie...

      a swoją drogą napiszcie coś o swoich rodzinach....
      pozdrawiam wszystkich.
      wiosna jest piękna, juz niedługo egzaminy i wakacje!!!!
      • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 16:02
        Ale rozumiem, ze Twoje dzieci sa teraz w podstawówce.
        Jak zareaguja, kiedy w gimnazjum będa musiały sziedzieć w dusznej
        klasie, którą dom uwaza za iewlasciwa wychowawczo?
        • reszkiny Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 16:16
          nic nie muszą!
          jeśli chcą to wrócą do szkoły, ale moga też kontynuować ed do
          studiów, ale o tym to niech opowie mam Przemka (licealisty),
          poczytajcie: www.galant.yoyo.pl/index.swf
        • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 16:38
          Verdana, ja Cię trochę nie rozumiem. Reprezentujesz opcję, którą można streścić
          tak: "Świat jest chałowy, więc lepiej, żeby dzieci szybciej się do tego
          przyzwyczaiły i niczego lepszego nie oczekiwały". Ja reprezentuję opcję: "Lepiej
          jak najdłużej przyzwyczajać je do czegoś najlepszego, bo po pierwsze, co
          przeżyjemy, to nasze (i to chyba najważniejsze!), a po drugie, do czego się
          przyzwyczaisz za młodu, tego będziesz później szukał".

          To trochę tak, jakby mówić: "Pewnego dnia będziesz miała zmiany zwyrodnieniowe w
          stawach, więc lepiej już dziś nie chodź po górach i nie jeździj na nartach, po
          co masz się przyzwyczajać, potem będzie ci przykro".

          Dobra, może będą musiały siedzieć w gimnazjum w dusznej sali (a może nie, są
          tacy rodzice, którzy kontynuują edukacją domową dzieci w gimnazjum). Ale
          wygrywają sześć lat! smile Przez sześć lat nie pracują na wady postawy, nie kisną w
          ławkach i mają mnóstwo czasu dla siebie i na rozwijanie własnych zainteresowań.
          Kurczę, to nic nie warte? W imię demokratyzacji niech wszyscy dostają w d... tak
          samo, bo niby dlaczego 10-latek ma sobie spędzić przedpołudnie w dzień powszedni
          na reperacji roweru na słoneczku, jak jego kolega kisi się w ławce zżerany
          strachem, że za chwilę go odpytają? (byłam bardzo dobrą uczennicą, ale jeszcze
          to dobrze pamiętam) Niech kisi się wcześniej i boi się dłużej, bo i tak go to
          nie ominie? No to może odwiedzajmy wszyscy raz w tygodniu dom starców, bo połowa
          z nas kiedyś tam trafi?
          W ramach przygotowywania się?

          Istnieje coś takiego, jak zdolności adaptacyjne. Jak musisz, to sie
          przystosowujesz. Również do dusznej klasy i konieczności odrabiania lekcji z
          dnia na dzień, jak cię to już dopadło. Również do przemocy w szkole. Na tej
          zasadzie świeżo upieczone mamy dostosowują się do swojej roli, uczą się jej,
          choć wcześniej nie miały żadnej okazji opiekować się żadnym dzieckiem. Ludzie
          przystosowują się do sytuacji utraty pracy, choć przecież nie ćwiczą tego. To
          nie oznacza, że treningowo porzucają pracę raz na sześć miesięcy...

          Dorota


          • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 16:56
            Nie, to Wy reprezentujecie opcje "swiat jest chałowy". Dla mnie
            własnie ten swiat, róznorodny, z klasami w ktorych sa dzieci z
            róznych rodzin, a nie tylko "wybrane", gdzie można się zetknąć z
            róznymi zachowaniami (wcale nie mowie o chuliganstwie, tylko po
            prostu róznorodnosci), z róznymi pogladami, stylami zycia jest dla
            dziecka fajnym swiatem. Moje dzieci ze zdumieniem przyjmowały domy,
            gdzie był ład i porządek, ale nie było książek, albo dom z
            niepracującą mamą, albo gościly dziecko, ktore jeszcze nigdy nie
            jadlo cieplego obiadu - a bylo dzieckiem restauratorów.
            Dla mnie to zupełnie dobry swiat, od ktorego nie ma co dzieci
            izolować, zapewniajac im wymyslona przez rodziców przestrzeń. Wcale
            nie uwazam, aby rodzice z definicji byli najlepszym towarzystwem dla
            dziecka. Nie uwazam, aby mogli dziecko sprawiedliwie ocenić. Odkryć
            zdolności, ktorych sami nie posiadają lub nie cenią. Odkryć wady,
            ktorych nie dostrzegają. Odkryć zaburzenia w stosunkach rodzinnych.
            To mogą ludzie nie zaangazowani uczuciowo w wychowanie i edukację
            konkretnego dziecka.
            Oczywiscie, dzieko niedostosowane społecznie moze i nie powinno
            uczyć się w szkole. Ale my mówimy tu o tzw "przeciętnych' dzieciach.
            I zaręczam, że "przeciętne" dziecko może się mniej bać odpytywania,
            niż niezadowolonej z jego sukcesów matki. Zakładasz bowiem - wbrew
            oczywistosci - ze dziecko uczone w domu będzie chłonęło wiedzę, że
            będzie tzw. 'dobrym uczniem". Ale może sie okazać, ze i tak wyjdzie
            z niego lenistwo typowe dla tego wieku, dysfunkcje, kłopoty z
            uczeniem się. I co wtedy - zamiast frustracji w szkole, będzie mialo
            frustracje 24-godzinna, a mama będzie wlasnie tą odpytującą
            nauczycielką, ktora nie moze przeboleć, ze synek nic nie umie.
            To dopiero jest piekło. To akurat wiem.
            • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 17:34
              Długi list, więc odniosę się do fragmentu: sprawiedliwej oceny. Znam takie
              rodzeństwo, czwórkę, teraz dorośli ludzie, chodzili do normalnych szkół. Jednego
              nauczyciele bardzo wcześnie ocenili jako nadającego się do szkoły specjalnej i
              długo usiłowali przekonać do tego matkę - dziś robi habilitację, niezwykle
              interesujący w rozmowie, cudowny człowiek. Drugi bez przygód, przedsiębiorca i
              wykładowca. Trzeci nie mówił do trzeciego roku życia, potem nic nie czytał chyba
              do dziesiątego, nauczyciele również długo usiłowali namówić matkę na szkołę
              specjalną, potem zaczął czytać jak szalony, każadego dnia godzinami, ale tylko
              to, co chciał, zupełnie lekceważac program szkolny, wyciągany na tróje dzięki
              interwencji podbudowanej jego pasją do czytania bibliotekarki - dziś robi
              habilitację i jest najbardziej oczytanym człowiekiem z najlepszą pamięcią,
              jakiego znam. Czwarty został w szkole na drugi rok, maturę ledwo zdał, dziś robi
              doktorat, poza tym przedsiębiorca. Wszyscy bardzo mili, mają rodziny i ogromną
              liczbę przyjaciół. Matka po awanturach z pierwszych postanowiła szkołę olać, bo
              wiedziała swoje.

              Pewnie znajdą się też tacy, których rodzice nie "odkryli". I tacy, których nie
              odkryła szkoła. I tacy, których szkoła zdeptała. I takich, których zdeptali
              rodzice, choć chodzili do szkoły. To wszystko to są indywidualne przypadki, na
              których nie można wyrokować o szkole czy o edukacji domowej jako takiej.

              Nikt z propagatorów edukacji domowej nie mówi: szkoła jest kompletnie do
              niczego, każda, z definicji, bo znamy ludzi, których szkoła przekręciła przez
              maszynkę. Ale przeciwnicy edukacji domowej mówią: edukacja domowa jest do
              niczego, bo to się nie może udać z definicji, choć nie znamy nikogo, kto byłby
              jej produktem. Zawsze w dyskusji o szkole pojawia się ktoś, kto powie - słusznie
              - "no tak, ale zależy jaka szkoła, gdzie, jacy nauczyciele, są szkoły lepsze i
              gorsze". Edukacji domowej dotyczy to samo: zależy jaka rodzina, gdzie, jakie
              dzieci, jacy rodzice, czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej. Czy sam system jest
              do niczego? Nie. Moim zdaniem, jest to ciekawa alternatywa. Zawsze będzie
              wybierana przez nielicznych, zawsze będzie niszowa, ale ważne, że jest możliwa i
              to ciekawe, że niektórzy ludzie się na to decydują.

              To również wzbogaca różnorodność, na której tak Ci zależy. To też jest okazja,
              by okazać tolerację dla innych, której ważność tak podkreślasz. Stać Cię na
              tolerację dla ludzi nieciekawych. A gdzie jest toleracja dla ludzi, których
              nawet nie znasz, ale których tak szybko tak źle oceniłaś? Gdzie twoje umiłowanie
              różnorodności?

              Dorota
              • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 17:44
                Mój syn był nieinteligentny - słabo się uczył, nie umiał nic
                opowiedzieć 'własnymi słowami" , podczas gdy jego młodsza o trzy
                lata siostra tworzyla własne opowieści. Trudno - nie kazdy musi miec
                studia, nie kazdy musi byc geniuszem. Nauczyciele stawiali mu
                stopnie takie sobie, chyba lepsze, niż ja bym postawila. Ale
                skierowali do psychologa, czego ja bym nie zrobila, bo dla mnie po
                prostu byl jaki był - uroczy, ale nie lotny.
                Problem w tym, ze ja go porownywałam z siostrą (a z kim?), ktora jak
                się okazała, ma zupelnie wyjątkowe zdolnosci literackie. To co
                uznawałam za "typowe", było absolutnym wyjątkiem.
                Syn, jak sie okazało nie był szczególnie tępy - miał IQ 145. Gdyby
                byl uczony przez mnie - zmarnowałabym go - na 100%.
                Córka poszła do liceum. Tam nauczyciel kazał napisac wiersz (w życiu
                nie kazalabym nikomu pisać wierszy!!! Nie znosze poezji). Efekt -
                wygrane w wielu konkursach poetyckich.
                Moja znajoma ma córke z IQ ok. 70-80. Jej zdaniem córka poradzi
                sobie. Teraz, od czterech lat dziewczyna jest katowana nauczaniem
                domowym - przygotowuje ją do matury. Nie jest w stanie obiektywnie
                podejść do sytuacji.
                Nie jestem w stanie zainteresować dziecka dziedzina, która mnie w
                ogóle nie bawi - chemią, biologią, fizyką. Ograniczam
                zainteresowania dziecka do tego, co sama lubię i mogę wykladac
                interesująco. Reszta jest stracona.
                Tolerancja? Cóż - tolerować nie zamierzam wszystkiego. Mogłabym
                zgodzić się na edukacje domową nie prowazona przez rodziców.
                Natomiast edukacja, gdzie rodzice sa nauczycielami - to dla mnie nie
                nauka, a indoktrynacja. I dlatego jestem zdecydowanie przeciw.
                Bo to zawłaszczenie dziecka.
            • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 21:48
              A ja za zawłąszczanie uważam chęć wychowywania przez system
              szkolnictwa masowego wszystkich dzieci, także tych, które nie mają
              na to ochoty... to jest dopiero nowy totalitaryzm, brak tolerancji i
              dyskryminacja rodziców, którzy chcą mieć radość odkrywania świata
              razem ze swoimi dziećmi... na szczęscie nie Tobie o tym decydować.
              Jak słusznie zauważyła Dorota, znasz jeden niepochlebny wypadek i to
              nie od środka, ja znam kilkanaście wspaniałych rodzin i
              kilkadziesiąt dzieci uczonych w domu, także takie kilkunastoletnie i
              naprawdę życzę każdemu takiego wychowania i otrzaskania ze
              społecznymi problemami.
              Sęk w tym, że rodzice nic nie wybierają dla dziecka i wcale nie
              oceniają, w edukacji domowej podąża się za zainteresowaniami
              dziecka, starając się jak najlepiej mu pomóc w odkrywaniu tego, co
              go interesuje, ale to trudno zrozumieć, kto sprawę zna tylko ze
              słyszenia.
              Nie znam żadnej sfrustrowanej mamy w edukacji domowej. Za to znam
              dużo pedagogów, psychologów tudzież socjologów, którzy swoje
              frustracje przelewają na społeczeństwo, a zwłaszcza jak widać na
              tych, którzy próbują wyrwać się z szeregu... równaj w dół, w
              dwuszeregu zbiórka.
              Na studiach mieliśmy takie powiedzenia "nie pomogą doktoraty, jesli
              człowiek durnowaty" - na szczęscie edukacja domowa nie jest
              wyścigiem do tytułów naukowych... i zacytuje jeszcze jednego
              wykładowcę "najgorzej jak ktoś nierozumie, że nierozumie"... to taki
              zdroworozsądkowe prawo logiki smile))
              • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 22:22
                Nie oceniaja? Wątpie...
                Można uznać, ze państwo nic do dzieci nie ma- nawet przymus
                nauczania domowego jest przymusem. Wobec tego zniesmy w ogóle
                przymus nauczania - rodzice moga nie chcieć, aby dziecko sie uczyło -
                wiec w ogóle moga zrezygnować z uczenia. Bo to ICH dziecko, ich
                wlasność - a zatem moga robić co chcą. przymus jakiegokolwiek
                nauczania jest totalitaryzmem. zakaz pracy dzieci tez jest
                totalitaryzmem, bo odbiera rodzicom prawo do decydowania o dziecku.
                "Nie rozumie" pisze sie oddzielnie.
                • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 23:17
                  Oczywiście, że "nie rozumie" pisze się oddzielnie, a myślałaś, że
                  razem???

                  Widzę, że jesteś zwolenniczką starej dobrej komunistycznej szkoły,
                  która wychowuje dzieci dla narodu, żeby były dobrymi obywatelami,
                  posłusznymi przytakiwaczami i mundurowymi strzelającymi do tego,
                  kogo im wskaże przełożony, obywatelami nie sprawiającymi kłopotu i w
                  razie potrzeby głosującymi w wyborach zgodnie z oczekiwaniami... sam
                  nie wiem, kogo wskazać.

                  My jako rodziny edukujące domowo, chcemy tylko w spokoju poświęcać
                  się temu, co uważamy za słuszne...
                  A czy jesteś skłonna swoje dzieci poddać eksperymentowi edukacji
                  domowej??? Dlaczego więc wymagasz od nas, abyśmy pozwalali
                  ekseprymentować na naszych dzieciach jakimś domorosłym pedagogom...
                  w imię czego???
                  Ponawiam też po raz kolejny tezę, że wypowiadasz się o czymś, o czym
                  nie masz zielonego pojęcia...

                  A w domowej szkole ocen nie ma, wątpić masz prawo, ale tego nie
                  wiesz i prawdopodobnie się nie dowiesz... bo nie chcesz się
                  dowiadywać.
            • korronella Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 22:44
              Nie, to Wy reprezentujecie opcje "swiat jest chałowy". Dla mnie
              > własnie ten swiat, róznorodny, z klasami w ktorych sa dzieci z
              > róznych rodzin, a nie tylko "wybrane", gdzie można się zetknąć z
              > róznymi zachowaniami (wcale nie mowie o chuliganstwie, tylko po
              > prostu róznorodnosci), z róznymi pogladami, stylami zycia jest dla
              > dziecka fajnym swiatem.

              Chyba nieuważnie czytasz nasze posty. Kto napisał, że świat
              jest "chałowy"? Wręcz przeciwnie, reszkiny konkluduje, że świat jest
              piękny. I zapewniam Cię, że większość z nas chce czerpać z życia to,
              co najwartościowsze i to dawać dzieciom.
              Co do różnorodności dzieci w klasach, to - jako wieloletnia
              nauczycielka nie mogę się z tym zgodzić. W szkole jest kładziony
              duży nacisk na unifikację. Same zresztą o tym pisałyście, że dziecko
              musi oglądać kreskówki itp., żeby broń Boże nie czuć się wyobcowanym
              w gronie rówieśników.
              Nauczyciele też w niewielkim stopniu cenią oryginalność i
              samodzielnośc myślenia (nie mówię o wszystkich), a dzieci
              przygotowuje się do rozwiązywania testów, w których najważniejsze
              jest, czy "Uczeń zrozumiał i wykonał polecenie".

              . Wcale
              > nie uwazam, aby rodzice z definicji byli najlepszym towarzystwem
              dla
              > dziecka. Nie uwazam, aby mogli dziecko sprawiedliwie ocenić.
              Odkryć
              > zdolności, ktorych sami nie posiadają lub nie cenią. Odkryć wady,
              > ktorych nie dostrzegają.

              Tak, najlepiej oceni dziecko, często nawet nie pamiętający jego
              imienia nauczyciel do spólki z pedagogiem szkolnym.

              nie wiem, dlaczego ciągle przedstawiasz nam wizję nadambitnej matki,
              która frustruje dziecko ciągłym niezadowoleniem i "przepytywaniem".
              I kompletnie nie dociera do Ciebie, że ludzie moga być inni niż Ci
              się wydaje.
              Nie odpytuję moich dzieci. Zadaję im zagadki, które uwielbiają i nie
              po to, żeby wykazać im, że są osłami, ale żeby świetnie się z nimi
              bawić i zobaczyc nad czym ewentualnie można popracować.
              Moja córka (I klasa) uczy się godzinę do dwóch dziennie (w tym
              granie na instrumencie), resztę czasu przeznacza na zabawę i swoje
              pasje. Gdzie więc jest to torturowanie nauką, o którym piszesz?

              • kkokos Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 22:55
                >>Same zresztą o tym pisałyście, że dziecko
                >>musi oglądać kreskówki itp., żeby broń Boże nie czuć się wyobcowanym
                >>w gronie rówieśników.

                czytanie ze zrozumieniem. trudna sztuka.
    • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 14.04.08, 18:27
      To ja sie wypowiem jako owoc eksperymentow.

      Bylam w nieco podobnej sytuacji - moja rodzina przeprowadzila sie do innego
      kraju gdy brat i ja mielismy 8-9 lat. Mieszkalismy w Azji przez cztery lata,
      chodzilismy do miedzynarodowej szkoly. Szkola szkola, ale polski program (j.
      polski, historia, biologia itd., przedmioty rozniace sie chocby slownictwem)
      trzeba bylo przerobic. Nasza biedna mama latala za nami z ksiazka i kazala
      odmieniac "mianownik: kto? co? dziesiec rozowych prosiaczkow, dopelniacz: kogo?
      czego? dziesieciu rozowych prosiaczkow", lub wyliczala te wszystkie podszyty i
      runa lesne. Bylo to o tyle straszne, ze nie wiedzielismy o ktorej porze dnia i
      nocy wyskoczy z tymi podszytami i mianownikami. Najgorsze byly wlasnie podroze
      samochodem i wkuwanie er i okresow albo innych bitw pod Grunwaldem - nie mozna
      nigdzie uciec! Zal nam tez bylo mamy, ktora bynajmniej nie palala miloscia do
      pierwotniakow ale miala nad glowa Program Nauki. O dziwo w szkole
      miedzynarodowej nie mielismy zadnych problemow, w ogole przyswajalismy wiedze
      dosc bezkrwawo - ale nauka w domu z mama byla meczarnia, mysmy chcieli miec
      matke, a nie nauczycielke.

      W jeszcze gorszej sytuacji byly znajome dzieciaki, ktore nie chodzily do szkoly
      tylko wlasnie byly uczone przez rodzicow. To bardziej przypominalo tresure niz
      cokolwiek innego! Kiedys zadzwonilam do nich w sobote rano, z propozycja
      wspolnego spaceru - moja rowiesniczka Karolina nie mogla wyjsc "bo sie uczy"! Te
      dzieci nie mialy pojecia co inne 10-13stolatki lubia, co ogladaja, czego
      sluchaja, w co sie bawia, nie uzywaly zadnego slangu mlodziezowego, nie jezdzily
      na rolkach i rowerze... Slowem, to nie byly normalne dzieci, tylko miniaturki
      doroslych, a rodzice nie byli mama i tata, tylko panem i pania nauczycielka.

      I oczywiscie po powrocie do Polski - szok kulturowy.
      • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 09:58
        To naprawdę straszne... jak oni mogli wytrzymać bez wstrząsająco
        fascynującego przykładu Winx, Witch, Barbie, Kenów, Atomówek i
        innych tak kształtujących na całe życie osobowość, niezbędnych
        przykładów. Zupełnie też nie rozumiem jak można przeżyć bez "złotych
        rad" rówieśników, którzy doradzą kiedy trzeba "olej naukę, nie
        marnuj sobie życia chłopie", "p.... starych, oni cię do grobu
        wpędzą" myślę, że można dodać wiele innych. No i ten faktycznie
        fascynujący zasób słownictwa... mam przykłady wśród pracowników
        firmy, że zostaje wielu na resztę życia... trzeba by jakiś
        spoecjalny słownik wyrazów bliskoznacznych napisać, żeby wprowadzić
        chociaż urozmaicenie w zastępstwie trzech wyrazów, ktorymi można
        powiedzieć w zasadzie wszystko.
        Ja jestem ofiarą eksperymentu szkoły masowej i tez nie miałem czasu
        dla kolegów, bo po 7-8 godzinach szkoły musiałem spędzać dalsze 4
        nad lekcjami i nadrabianiem, tego, co nauczyciel nie zdążył zrobić
        na lekcji... i chodziłem do szkoły w soboty, poniewaz tak było za
        moich czasów... później zaczęło się odrabianie dni wolnych. A na
        weekend też trudno wyjechać, bo trzeba wracać, rano w poniedziałek
        wstawać do szkoły.
        Edukacja domowa wychowuje ludzi wolnych, poza systemem, którzy
        potrafią myśleć twórczo, a nie tylko wiernie słuchać poleceń i
        domyślać się jak odpowiedzieć niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale
        tak, aby pani była zadowolona.
        Przepraszam, ale my nie wychowujemy dzieci żeby zadowolić system
        oświaty, kuratorium, czy urzędy państwowe.

        Cała dyskusja trochę mija się z celem... ponieważ tylko jedna strona
        wie o czym mówi. A jesli ktoś faktycznie jest socjologiem, niech
        zrobi badania - należałoby wziąć dzieci z rodzin edukujących domowo
        i ich rówieśników dokładnie ze szkół i klas, do których są
        przypisane, prześledzić potem ich losy np. przez 25 lat, i okreslić
        nie tylko, co kto osiągnął, ale też jakim jest człowiekiem i czy
        jest szczęsliwy... będzie to na dzień dzisiejszy grupa badawcza ok.
        100 dzieci ED i drugie tyle ich rówieśników. Potem możmey wrócić do
        dyskusji, jesli oczywiście ktoś potrafi być obiektywny i potrafi
        podejść do sprawy bez własnych obciążeń, jakiś kompleksów i poczucia
        winy, obiektywnie oceniając wyniki. Można sięgnąć do badań
        amerykańskich, gdzie edukacją domową objęta jest grupa ok. 2,5 mln
        dzieci i taka forma edukacji ma już 30-letnią tradycję.
        • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 10:58
          Nie miales czasu dla kolegow - ale miales kolegow. Moi znajomi zamiast "kolegow"
          mieli starannie wyselekcjonowana grupe ok. 10 dzieci z ktorymi mogli sie bawic
          (w odpowiednich godzinach).

          > Edukacja domowa wychowuje ludzi wolnych, poza systemem, którzy
          > potrafią myśleć twórczo, a nie tylko wiernie słuchać poleceń i
          > domyślać się jak odpowiedzieć niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale
          > tak, aby pani była zadowolona.

          Zakladasz oczywiscie, ze mamusia i tatus potrafia myslec tworczo - i potrafia
          rowniez te umiejetnosc przekazac. Bo jesli nie, jesli tylko kaza robic lekcje
          odtad dotad, wiernie sluchac polecen i dopasowac odpowiedzi do swojego
          swiatopogladu, to slynna "edukacja domowa" raczje mija sie z celem.

          Dlaczego zakladasz, ze rodzic to oswiecony, wszechstronny geniusz a nauczyciel
          jest ograniczonym tepakiem niezdolnym do pracy z dziecmi? W koncu nauczyciele
          tez bywaja rodzicami, a rodzice tez bywaja oszolomami.
          • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 12:24
            Twórczo? Znajac poglaay wyłacznie tatusia i mamusi? Twórczo w tym
            wypadku oznacza "tak jak tatus i mamusia uznaja za twórczo i
            własciwie". Nie da się być twórczym nie stykając się z róznymi
            pogladami.
            Nawet najbardziej tworczy rodzice rzadko tolerują kompletna
            odmienność dziecka. I dziecko, z natury rzeczy latwiej może uznać,
            ze pani jest z niego niezadowolona, niż rodzice.
            • korronella Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:18
              Natomiast w grupie "twórczo" oznacza "tak jak większość uznaje za
              twórczo i właściwie". A to już taki nieistotny drobiazg, że
              większość uważa za właściwe wzorce promowane przez kulturę masową.
              Uczyłam w szkole i wiem, jak mało jest jednostek kreatywnych i
              oryginalnych.
              Poza tym Ty, Verdano, ewidentnie deprecjonujesz rodziców. Masz wizję
              osób, które są wiecznie niezadowolone z postępów swoich dzieci,
              nadambitne i właściwie to powinny być wiecznie kontrolowane
              przez "dobre i sprawiedliwe państwo', żeby przypadkiem nie zrobiły
              krzywdy swoim własnym dzieciom .
              To zadziwiające, że każdy może mieć wpływ na nasze dzieci: kolega z
              patologicznej rodziny, sfrustrowany nauczyciel, autor pseudokultury.
              Tylko rodzice są jakoś podejrzani.
            • anmanika Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:19
              Ofiarą masowej edukacji jestem ja i całkiem dobrze mi się powodzi
              jak większosci mojej klasy która wywodzi się z mrocznych dziejów
              PRLu. Ja moge powiedziec tylko i wyłacznie w moim imieniu, że nigdy
              bym nie chciała byc uczona w domu. Tak samo nie chciałabym by moja
              córka była uczona w domu. Człowiek to zwierzę stadne które musi się
              nauczyc w nim funkcjonowac.
              • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:37
                Deprecjonuje rodziców, ktorym wydaje się, ze dziecku nie jest
                potrzebnu absolutnie nikt, orócz nich. Że nikt prócz nich nie może
                mieć dziecku czegos do zaoferowania. Że oni i ich wiedza i
                towarzystwo to wszystko, czego dziecku potrzeba. Że ich wychowanie
                jest nieomylne i nie potrzeba nikogo, kto by je czasem skorygował.
                Jesli ktos ma tak dobre mniemanie o sobie, jesli jest przekonany, ze
                to co sobą reprezentuje może zastapić cały świat - to z definicji
                nie nadaje się na wychowawcę i nauczyciela.
                • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:48
                  Mam troche wrazenie ze osoby ktore stosuja i sa oredownikami metody
                  edukacji domowej, zachowuja sie ciut jak wyznawcy jakiejs sekty.

                  Takie slepe bronienie idei, mam niestety wrazenie totalnie
                  bezrefleksyjne. Na kazde "ale..." Panstwo macie tysiac kontr
                  argumentow i jakby "wycwiczone" odpowiedzi, w zasadzie pod sznurek.
                  Moze to wynika z tego ze jestescie zmuszeni do bronienia swojej idei
                  (tak jak w sekcie, gdzie wszyscy nas atakuja i musimy sie bronic)- i
                  przerabiacie te argumenty po raz setny, pewnie tak. To takie moje
                  luzne spostrzezenie-jak czytam te dyskusje.

                  Oczywiscie ze Panstwo macie prawo wyboru, jestescie
                  rodzicami, "wlascicielami" swoich dzieci.


                  Wydaje mi sie jednak ze tak jak kazda skrajnosc (a co do tego ze
                  edukacja domowa jest skrajnoscia (a napewno statystycznie jest
                  jakims promilem wzgledem normy), chyba sie zgodzimy wszyscy), ma
                  sporo minusow, negatywnych czynnikow-moim zdaniem bardzo powaznych.

                  Mnie sie wydaje ze poprostu czasem dobrze jest zastanowic sie nad
                  tym co zauwazaja inni, tak dla zdrowia psychicznego i z prostej
                  zaleznosci statystycznej-nikt nie jest nieomylny, zadne rozwiazanie
                  nie jest w 100% idealne.

                  Slepe bronienie jakiejs idei czasem zapedza czlowieka w taki kozi
                  rog, ze liczy sie glownie walka o te idee, reszta (np taki drobiazg
                  jak dzieci) juz przestaja sie liczyc.
          • dorota.konowrocka Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:35
            Po pierwsze: Wszyscy rodzice edukujący domowo w Polsce robią to, bo CHCĄ. Nie
            zostało im to narzucone - chcą. Powody są różne, ale wśród nich ZAWSZE jest ten:
            "chcę, żeby moje dziecko nie uczyło się wiernie słuchać poleceń i nie uczyło się
            odtąd dotąd". Egzaminy zdawane co pół roku są czymś w rodzaju zła koniecznego -
            takie jest prawo, trzeba je zdawać. Na zajęcia "odtąd dotąd" poświęca się więc
            możliwie niewiele czasu, starając się zastąpić je tam, gdzie to tylko możliwe,
            czymś bardziej interesującym, co umożliwi dziecku nauczenie się czegoś "przy
            okazji". (Możesz poczytać o Bieszczadach, możesz pojechać w Bieszczady) Jasne,
            nie zawsze się da, nie zawsze są pieniądze, ale "edukacja szkolna" nie jest osią
            tej całej zabawy w edukację domową - jest jej marginesem, koniecznym i dlatego
            realizowanym. Generalnie jednak rodzice edukujący dzieci domowo są zdania, że
            edukacja w wersji szkolnej nie służy specjalnie rozwojowi - nie dlatego, że źle
            jest posiadać wiedzę i informacje, ale dlatego, że źle jest podawać je wszystkim
            dzieciom na gwizdek w konkretnym momencie określonym przez autora programu i
            podręcznika, w konkretny sposób określony przez autora programu i podręcznika.
            Jedno dziecko uczy się lepiej w działaniu, inne lepiej czytając, inne słuchając.
            Rodzice mają tych dzieci kilkoro, mają czas i mają chęci, więc mogą się
            dostosowywać. Pamiętaj, oni CHCĄ. Taką wybrali drogę, często rezygnując z tego
            powodu na przykład w pracy zawodowej w pełnym wymiarze.

            Droga rzecz: rodzice edukujący domowo nie uważają, że nauczyciele to tępaki.
            Dlaczego? Chociażby dlatego, że ok. połowa rodziców edukujących domowo w Polsce
            to nauczyciele (!). Znają pracę szkoły, znają jej bolączki i dlatego podejmują
            taką decyzję. Nauczyciele są często bardzo fajni i oddani dzieciom - problem
            polega na tym, że mają tych dzieci bardzo dużo i NIE SA W STANIE, przy
            najszczerszych chęciach, dostosować programu do każdego dziecka i, co więcej,
            NIE MOGA tego zrobić, bo mają określony program, w którym dana klasówka ma
            zostać przeprowadzona w danym momencie i nie da się nic zrobić z tym, że dla
            Pawła czy Wojtka lepsze byłoby nauczenie się danej porcji materiału pół roku
            później, kiedy rozwojowo nie sprawiałaby im już specjalnych problemów (a pół
            roku wcześniej muszą się z tym zmagać w pocie czoła). Nie mówię o pobłażaniu
            dzieciom. Mówię o tym, że dzieci osiągają pewne umysłowe zdolności w różnych
            momentach. Mały X nie czyta, jak ma 5 lat, ale potem ma 6 czy 7, nagle coś
            przeskakuje, dojrzewa i zaczyna czytać z tygodnia na tydzień, bez specjalnego
            wysiłku wkładanego w naukę, wystarczy stworzyć mu warunki - i tak jest z wieloma
            rzeczami.

            Trzecia rzecz: edukację domową prowadzą NIE TYLKO rodzice, co było tu już
            wielokrotnie podkreślane. Jeśli piszesz "mamusia i tatuś", to chcesz ich
            ośmieszyć i zinfantylizować, ale to niecelowe. Ta mamusia i ten tatuś zazwyczaj
            cztery razy sie zastanowili, czy na pewno chcą i potrafią podjąć się edukacji
            domowej - choćby dlatego, że wymaga to dostosowania całego życia (rezygnacja
            przynajmniej jednego rodzica z pracy zawodowej w pełnym wymiarze, dużo czasu
            poświęconego na samokształcenie, zazwyczaj budżet domowy robi się szczuplejszy
            itd.) Oni znają na pamięć wszystkie zarzuty kierowane pod adresem edukacji
            domowej (a co z socjalizacją, a czy mają kompetencje, a gdzie dziecko nauczy się
            radzić sobie samodzielnie, a czy to nie jest ograniczanie itd.) Zarzuty wysuwane
            przez Was nie są niczym nowym, kierowane są pod adresem wszystkich ruchów
            edukacji domowej na całym świecie. I naprawdę ci wszyscy rodzice edukujący
            domowo nieustannie zadają sobie pytanie: Co jeszcze mogę zrobić, by np. moje
            dziecko na pewno miało grupę kolegów i przyjaciół? Co jeszcze mogę zrobić, by
            ułatwić mu rozwijanie swoich zainteresowań? Kogo jeszcze mogę zaangażować w ten
            projekt edukacji domowej moich dzieci, by szerzej otworzyć im horyzonty,
            otworzyć im świat?

            Po czwarte: o światopoglądzie. Odpowiem tak: Czy chcę, by moje dzieci powieliły
            mój światopogląd? Nie jestem pewna, czy mam światopogląd. Innymi słowy, sądzę
            różne rzeczy na ten i ów temat, ale czy to tworzy spójny system? Nie jestem tego
            pewna i nie wiem, ile procent ludzi ma ów światopogląd - nie 100 proc. i nie 50
            proc, jak sądzę. Czy uważam, że moje życie jest fajne i wybory, których
            dokonuję, są dobre? Tak. Wierzę w swoje życie i swoje wybory.

            I tu dochodzimy do kluczowego pytania: czy rodzice mają prawo i przywilej
            przekazać i pokazać dzieciom to, w co wierzą? Ja uważam, że TAK. Ale na to
            trzeba czasu. Nie są się tego przekazać i pokazać mając do dyspozycji dwie
            godziny dziennie z dzieckiem w dni powszechnie i kilka godzin w sobotę i
            niedzielę. Ja uważam, że mam szczęście i przywilej żyć życiem bardzo ciekawym,
            swobodnym, różnorodnym i bogatym w doświadczenia i mam szansę i chęci podzielić
            się tym z moimi dziećmi. To wszystko.

            Czy mam do tego prawo? O to chyba rozbija się cała dyskusja. Czy rodzice mają
            prawo stworzyć dzieciom takie warunki, które uznają za najlepsze dla nich? Czy
            mają prawo kształtować w dziecku nonkonformizm lub oportunizm? Czy mają prawo
            kształtować w dziecku niechęc do rywalizacji lub zamiłowanie do rywalizacji?
            Zauważcie, to jest w gruncie rzeczy pytanie: CZY RODZICE MAJA PRAWO WYCHOWYWAC
            DZIECI?

            CZY RODZICE MAJA PRAWO WYCHOWYWAC SWOJE DZIECI?

            Polska konstytucja mówi wyraźnie, że tak. Ja uważam, że tak. Rodzice edukujący
            domowo po prostu to realizują.

            Wydaje mi się, że wielu rodziców po prostu NIE MA ODWAGI wychowywać swoich
            dzieci. Stracili gdzieś wiarę w swoje życie, w swoje wybory, z niepewności
            zrzekli się trochę roli rodzica. "Na pewno specjalista wie lepiej. Pedagog,
            psycholog, metodyk, oni wiedzą, jak wychować dzieci i czego dzieci powinny się
            uczyć, ja nie jestem specjalistą, a poza tym dzieciom bardzo potrzebni są
            rówieśnicy". To też jest efekt działania szkoły. "Ja się na tym nie znam. Inni
            się na tym znają".

            Nie można być specjalistą od bycia człowiekiem. Trzeba po prostu być
            człowiekiem, codziennie starać się być trochę lepszym i pełniejszym. I mieć
            odwagę przekazać to dzieciom, bo im nasza miłość, wiedza i doświadczenie są
            potrzebne. Gdyby było inaczej, dzieci z domów dziecka, gdzie rówieśników jest
            pod dostatkiem, byłyby znakomicie przygotowane do życia. A są - rozpaczliwie źle.

            PS. Ja też się czasem boję, ja też jestem produktem masowej szkoły.

            Dorota
            • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:47
              Alez oczywiscie ze rodzice maja prawo uczyc dzieci w domu. A ja mam prawo
              twierdzic, ze to jest zly pomysl, a Twoje argumenty mnie nie przekonuja bo mam
              wlasne doswiadczenia w tej dziedzinie.
              • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 13:52
                A argument, ze rodzice "chcą" - to zadnen argument. W tym wypadku
                nie liczy się, co chcą rodzice, a co jest dobre dla dzieci.
                Ze światopoglądem jest jak z mowieniem prozą - mozenanie wiedziec,
                ze się go ma - ale nie sposó go nie mieć.
                • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 14:11
                  Ależ oczywiście... każda z rodzin, którą znam z edukacji domowej ma
                  bardzo sprecyzowane poglądy, chociaż wcale nie jednakowe...
                  pluralizm, to odpowiednie słowo. Rzadko też szkoła spotyka się z
                  naszej strony z atakiem, z jakim my się spotykamy... dlaczego,
                  odpowiedzcie sobie sami, przecież jesteście inteligentni.
                  Rodzic o sprecyzowanych poglądach i systemie wartości, uznając go za
                  dobry będzie chciał go zaszczepić swoim dzieciom, jeśli nie to
                  znaczy, że jest złym rodzicem, ponieważ chce źle dla swego
                  dziecka... a dziecko i tak wybierze tak jak zechce, ale przynajmniej
                  ja wiem, że zrobiłem wszystko, żeby dać mu właściwe narzędzia do
                  funkcjonowania w świecie.
                  Odpowiedzcie sobie na pytanie dlaczego Wy zmuszacie swoje dzieci do
                  chodzenia do szkoły, pytaliście je czy chcą??? My bierzemy
                  odpowiedzialność dużo większa za to, co robimy i nie oczekujemy, że
                  szkoła za nas wykształci i wychowa...
                  A poza tym żyjemy w przedziwnym kraju, gdzie krzyczymy o tolerancji
                  dla badań nad życiem, dla kochających inaczej, przeciw męczeniu
                  zwierząt itd. itp. a kiedy rodzice chcą uczyć swoje dzieci, co ma
                  tradycję dużo starszą niż szkoły publiczne Bismarcka, podnosi się
                  larmo, że ktoś śmie systemowi zabierać chleb i podnosi się
                  komunistyczny song "oddajcie nam nasze dzieci"... ale szopka!!!
                  • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 14:17
                    Ja (mowie za siebie !!!!) nie atakuje, nie obrazam, nie odmawiam
                    prawa do decydowania.

                    Widze tylko bardzo powazne mankamenty takiej metody. Nie podoba mi
                    sie ona (nie ludzie ja wyznajacy, ale sama cala idea). Nigdy bym
                    nie zafundowala czegos takiego swojemu dziecku, bo za bardzo go
                    kocham aby robic na nim jakies eksperymenty ktorych skutki wyjda na
                    jaw dopiero za jakis czas, a moje dziecko za bardzo lubi swoja
                    szkole, kolegow, i to tyle.

                  • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 14:21
                    Hmmm. może wytłumacze Ci to na przykladzie książek.
                    Mam dzieci, ktore choć kształcone w szkołach, uwielbiaja czytać.
                    Polecam im książki - te ktore znam. Nauczyciel, choc szkolny, też
                    przejął się wychowaniem syna i poleca mu książki, a że ma inny gust
                    i upodobania - poleca mu zupełnie co innego. Koledzy, o dziwo też
                    czytajacy (niektorzy, nie twierdze ze wszyscy) pozyczaja synowi
                    książki o których ani ja, ani nauczyciel nie znamy.
                    To znacznie wieksza możliwość wyboru, niż dla dzieci wychowywanych
                    tylko przez dwoje ludzi.
                    To samo z muzyką. Ja w ogole muzyka się nie interesuję. Mąż lubi
                    klasykę. Jak dziecko ma poznać inne rodzaje muzyki, skoro my o niej
                    nic nie wiemy, albo wiemy, ale nie lubimy?
                    Jakos nauczanie publiczne ma się dobrze również w demokracji.
                    A najsmieszniejsze jest to, ze w tych wszystkich argumentach "za"
                    domowym uczeniem nie pojawia się jedyny, ktory by mnie przekonał -
                    program szkolny jest idiotyczny, i znacznie lepiej dla dziecka
                    byloby je uczyć zupełnie czego innego. Tylko - no wlasnie - tego nie
                    można robić także w domu, bo dziecko musi dac egzaminy i byc
                    nauczone programu. I zdać egzamin prezentując to, czego wymaga od
                    niego szkoła. Więc i tak z systemu szkolnego się nie wychodzi.
                  • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 14:23
                    Wiesz, normalnie bym powiedziala: nie moja malpa, nie moj cyrk, robcie sobie co
                    chcecie.

                    Sek w tym, ze ja bylam taka malpa w dwoch roznych cyrkach i mam porownanie
                    (edukacja domowa vs szkola). I za nic na swiecie nie wrocilabym do edukacji
                    domowej, przy calym szacunku i milosci do rodzicow.

                    > Rodzic o sprecyzowanych poglądach i systemie wartości, uznając go za
                    > dobry będzie chciał go zaszczepić swoim dzieciom, jeśli nie to
                    > znaczy, że jest złym rodzicem, ponieważ chce źle dla swego
                    > dziecka... a dziecko i tak wybierze tak jak zechce, ale przynajmniej
                    > ja wiem, że zrobiłem wszystko, żeby dać mu właściwe narzędzia do
                    > funkcjonowania w świecie

                    No dobrze, a co jesli Twoi rodzice mowia Ci (tu ekstremalne przyklady), ze
                    ziemia jest plaska, kobieta jest glupsza od mezczyzny, a jedzenie brokulow
                    powoduje raka? To jest ich swiatopoglad i uczac Cie tego chca Cie ochronic przed
                    zlem tego swiata, ergo sa dobrymi rodzicami. A Ty, jako male dziecko, nie masz z
                    kim skonfrontowac tej wiedzy - tata Ci mowi, ze telewizja klamie, ksiazek na
                    dane tematy nie ma w domu, a wszyscy znajomi rodzicow maja podobne poglady.
                    • verdana Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 15.04.08, 14:34
                      Nawet nie przy ekstremalnym - wystarczy , ze rodzice wolą
                      Mickiewicza od Słowackiego, fizykę od matematyki, klasyke od
                      literatury współczesnej a prozę od poezji. I dla dziecka te
                      upodobania stają się jedynymi możliwymi - one nawet nie wiedza, ze
                      dla niektorych najwiekszym poeta może być Norwid, a część ludzi
                      czytuje poezję, gardząc prozą i że po Nałkowskiej byli jeszcze
                      dobrzy pisarze.
                      • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 16.04.08, 19:44
                        Wy ciągle nie rozumiecie, że w edukacji domowej podniotem jest
                        dziecko, i to ono i jego zainteresowania są na pierwszym planie, a
                        rodzic podąża krok zanim... podsuwając mu jedynie niektóre rzeczy,
                        książki, sposoby, które pomogą mu nabyć żądaną wiedzę.
                        Program głupi? Nie wiem, czy tak bym to określił, jest podstawa
                        programowa, która okresla, co dziecko powinno umieć na danym etapie
                        nauki, ale na podstawę programową w edukacji domowej wystarcza tak
                        naprawdę max. godzina dziennie, a resztę czasu można poświęcić na
                        fascynacje i rzeczy ciekawe... choćby muzykę, taniec, sport, języki,
                        czy po prostu poznawanie świata.
                        Mitem jest też, że w edukacji domowej jedynym nauczycielem jest
                        rodzic i tylko on decyduje jakie mają być upodobania dziecka. Od
                        najmłodszych lat naszych dzieci żona wyszukiwała różne pozycje
                        muzyczne i literackie, które polecały inne mamy... poza tym jesteśmy
                        dość małym środowiskiem w Polsce, znamy sie nawzajem i uczymy się od
                        siebie nawzajem, przekazując ciekawe zajęcia, pozycje książkowe
                        (polskie i zagraniczne), muzykę, ciekawe miejsca, interesujące
                        lekcje w muzeach... nawet o aukcjach na allegro książek, których
                        szukamy. Są wśród nas poloniści, fizycy, informatycy, angliści,
                        germaniści... więc kiedy nie ma tematu lub pomysłu wiemy do kogo
                        uderzać. Mamy pomoc ze strony szkoły, nie tylko naszej...
                        przyjaźnimy się z zespołem szkół w sąsiedniej miejscowości, gdzie
                        dyretor oferuje pomoc nauczycieli...
                        Ale najwazniejsze jednak dokonuje się w domu, w naszym gronie.
                        A przykre jest to, że patrzycie na edukację domową poprzez swoje
                        doświadczenia i swoich rodziców, nie każdy tego doświadcza.
                        A czy metoda jest zła, czy dobra, okaże się za lat 20-25,
                        proponowałem eksperyment socjologiczny, ale to akurat nie zostało
                        podchwycone. I ostanie słowo, jesli chodzi o eksperymentowanie na
                        dzieciach, to za ten eksperyment ja odpowiadam jako rodzic, i wolę
                        żeby tak zostało z jednego względu, nie mam na kogo zwalić jak się
                        nie uda... chociaż dotychczasowa faktografia mówi coś zupełnie
                        przeciwnego.
                        Załączam migawkę, chociaż ona też zostaje tylko migawką smile))
                        www.itvp.pl/video.html?channel_id=-1&site_id=-1&genre_id=-1&form_id=-1&video=30769
                        Pozdrawiam entuzjastów i sceptyków smile
                        • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 16.04.08, 20:49
                          Artemis, wpusc na forum swoje dziecko, bardzo Cie prosze. I ja sobie z nim
                          pogadam i powymieniamy sie doswiadczeniami - z perspektywy osoby uczoNEJ, nie
                          uczaCEJ.

                          Nie rozumiem czemu rodzic nie moze podsuwac ciekawej lektury polskiej i
                          zagranicznej ot tak sobie, tylko musi to usprawiedliwiac edukacja domowa.

                          I dlaczego biedne dziecko ma byc skazane na towarzystwo rodzica 24h na dobe?
                          Mnie by to strasznie irytowalo, mimo ze moja rodzine uwielbiam. Milo jest
                          zmieniac otoczenie, zmieniac srodowisko - a Ty nie lubisz chodzic do pracy dla
                          odmiany?
                          • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 16.04.08, 21:07
                            moje dziecko samo umie znaleźć... jak będzie chciało.
                            było uczone i samo wybrało tę formę edukacji... Wy naprawdę nie
                            rozumiecie, że edukacja domowa jest demokratyczna i decyzje
                            podejmuje się wspólnie... patrzycie przez pryzmat swoich doświadczeń.
                            Powielacie te same argumenty od początku dyskusji, mimo, że
                            pojawiają się nowe wątki.
                            Nie zabieram głosu aby kogokolwiek przekonywać, jedynie aby stępić
                            to potepienie w czambuł czegoś, czego się nie zna... to tak jak
                            dziecko krzywi się na widok szpinaku smile) ale to jak ma 5 lat smile)
                            A dzieci zmieniają otoczenie... ale po raz kolejny twierdzę, że kto
                            nie widział ten nie wie, a ja nie mam zamiaru niczego udowadniać,
                            jedynie dzieliłem się garścią doświadczeń i przemyśleń.
                            • mmaupa Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 11:05
                              Artemis, jeszcze raz Ci powiem: bylam uczona w domu. Rodzina dala mi wybor: albo
                              uczysz sie polskiego programu w domu z nami, albo jezdzimy na konsultacje do
                              szkoly. Przez dwa lata uczylam sie w domu, potem chodzilam do punktu
                              konsultacyjnego, takiej wlasciwie szkoly. Roznica byla ogromna. Owszem, kazda
                              decyzja nalezala do mnie i do brata: dzieciak slyszac - chcesz isc do szkoly czy
                              sie uczyc w domu? oczywiscie ze powie "w domu". Mysmy tak powiedzieli - i z
                              perspektywy czasu widze, ze popelnilismy blad.

                              ale po raz kolejny twierdzę, że kto
                              > nie widział ten nie wie,
                              Rozumiem, ze sam byles uczony w systemie domowym i masz porownanie ze zwykla
                              szkola? O wrazeniach wolalabym porozmawiac z Twoim potomkiem.

                              a ja nie mam zamiaru niczego udowadniać,
                              > jedynie dzieliłem się garścią doświadczeń i przemyśleń.
                              Ja rowniez dziele sie doswiadczeniami. A ze sa negatywne, no coz - doswiadczen
                              sie nie wybiera. Ale nie udowodnie Ci niczego, nie mam wplywu na to jak
                              edukujesz dziecko. Nie twierdze tez, ze wszystkie dzieci uczone w domu sa
                              nieszczesliwe, bo to nieprawda. Ale te ktore znam szczesliwe nie byly -
                              chcialabym, zeby "domowi" rodzice przyjeli to do wiadomosci.
                              • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 12:17
                                mmaupa napisała:

                                > Artemis, jeszcze raz Ci powiem: bylam uczona w domu.

                                Jest zasadnicza różnica pomiędzy byciem uczonym w domu (czyli szkołą
                                w domu) a edukacją domową. Zachęcam do odwiedzenia stron o edukacji
                                domowej, blogów osób, które tak ucza dzieci, do książki Marka
                                Budajczaka o edukacji domowej, lub amerykańskich publikacji
                                Charlotte Mason lub Johna Holta (jego książka zresztą już chyba się
                                ukazała na rynku polskim). Po zapoznaniu się z tematem możemy wrócić
                                do tematu.
                                Jeśli chodzi o owoce edukacji domowej czyli dzieci, edukowane domowo
                                można spotkać cały przekrój od wieku akademickiego po zerówkę, i
                                wierz mi lub nie, ale byłem ostrożnie nastawiony do takiej edukacji,
                                zanim poznałem pierwszą rodzinę uczącą w domu swoje dzieci w wieku
                                gimnazjanym... po pierwszym pobycie u nich zdecydowałem, że ja tez
                                tak chcę.
                                Edukacja domowa to bardziej styl życia, jaki się przyjmuje niż
                                lekcje w domu jakich Ty doświadczyłaś.
                            • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 11:39
                              Tak sobie popatrzylam na ten film, i musze powiedziec ze jak moje
                              dziecko bylo takie male, ja dzieci na filmie, to ja tez tak go
                              uczylam. Mial okres fascynacji-geografia-to kupowalam mapy,
                              obkleilam caly pokoj i sobie jezdzilismy palcem po mapie, mial okres
                              fascynacji markami samochodow to kazal sie przepytywac z kazdego
                              napotkanego, jak zaczal liczyc jak mial 6 lat to liczylismy wszedzie-
                              w poczekalni u lekarza, w wannie itp itd, potem interesowal sie
                              pilka nozna to ja jak wariatka kupowalam wszelkie dostepne periodyki-
                              nauczylam sie nawet co to spalony (ale juz zapomnial, bo fascynacja
                              minela) itp, potem byla fascynacja historia tzn 2 wojna-to ja
                              podsuwalam mu lektury, rozmawialismy, ogladalismy filmy itp.

                              Teraz F1....(wiedzieliscie ze bolidy nie maja kierunkowskazow, a
                              kierownica sie wyjmuje....).

                              Ja to bym nawet powiedziala ze nasza edukacja domowa polega na tym
                              ze to glownie ja sie douczam razem z moim synem....

                              Ale w tym samym czasie dziecko jak tylko skonczylo 2,5 latka zostalo
                              poslane do miejsc gdzie uczyli go tez inni, i nie mam na mysli tylko
                              miejsc tradycyjnych-przedszkole (wspaniale siostry, ktore dzieciaka
                              wykierowaly na ludzi, dzieki nim jest pelen empatii, ma dobre
                              maniery, umie ladnie sie zachowac przy stole itp, a przed
                              przedszkolem byl takim malym dzikuskiem), basen- super pan trener,
                              ktory zaszczepil w dzieciaku milosc do sportu, pan profesor od choru-
                              to juz w ogole trudno mi opisac jak wiele moj syn zawdziecza akurat
                              temu czlowiekowi i temu co na tych zajeciach sie uczy. No i
                              nauczyciele szkolni-the last but not least-ja mam niesamowite
                              szczescie miec doczynienia z naprawde super pedagogami, ucza tez,
                              ale przedewszystkim wychowuja. Nie dalabym nigdy rady tak wychowac
                              dziecko (a dzieki Bogu poki co jestem z tego wychowania bardzo
                              zadowolona) gdyby nie ta rzesza ludzi.

                              Mysle ze bez wplywu tych wspanialych ludzi moj syn bylby o wiele,
                              wiele ubozszy (ja chyba tez).

                              Jego rozwoj to tez kontakty kolezenskie-sporo juz szkol moj syn
                              zaliczyl, sporo kolegow poznaje tez w innych miejscach gdzie
                              funkcjonuje (np jezdzac na obozy i kolonie przynajmniej 2 razy w
                              roku od 6-tego roku zycia). Dzieciak naprawde bylby "dziki" gdyby
                              nie te wyjazdy (w tym ze szkoly, z klasa, wyjazdy na wymiane
                              zagraniczna z kilkoma szkolami partnerskimi). To byloby zupelnie,
                              zupelnie inne dziecko gdyby bylo skazane tylko na mnie. Moze
                              umialby tyle samo lub wiecej, ale zycie czlowieka to nie tylko tzw
                              umiejetnosci twarde....
                              • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 11:51
                                co to spalony to zapomnialam ja !!!!!

                                Moj syn az taki "glupi" nie jest....
                              • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 12:34
                                agatka_s napisała:

                                > Tak sobie popatrzylam na ten film, i musze powiedziec ze jak moje
                                > dziecko bylo takie male, ja dzieci na filmie, to ja tez tak go
                                > uczylam.

                                W programie uczestniczyły rodziny, które zgodziły się na wystapienie
                                na ekranie, ale przekrój wiekowy jest bardzo różny, od takich, które
                                już skończyły maturę, do zerówki, więc nie jest to sposób edukacji
                                związany z wiekiem.

                                > Ja to bym nawet powiedziala ze nasza edukacja domowa polega na tym
                                > ze to glownie ja sie douczam razem z moim synem....

                                I tu masz rację. Często rodzice chcą lub muszą spędzać godziny nad
                                lekcjami z dzieckiem. To jest czasem minus szkolnictwa publicznego.
                                Masz też rację, że przy dziecku rodzic wiele rzeczy musi sobie
                                powtórzyć i jeszcze więcej nauczyć od początku smile)) my tak mamy
                                teraz z historią.

                                > Nie dalabym nigdy rady tak wychowac
                                > dziecko (a dzieki Bogu poki co jestem z tego wychowania bardzo
                                > zadowolona) gdyby nie ta rzesza ludzi.

                                Tego akurat nie wiesz. Możesz jedynie powiedzieć, że droga edukacji
                                jaką wybrałaś dla dziecka bardzo się sprawdziła i to jest
                                najważniejsze, super sprawa. Ale tego, czy byłby "dzikusem" jak to
                                określasz w innym wypadku już się nie dowiesz, i to tez jest dobre,
                                bo po co nam takie rzeczy wiedzieć smile))

                                > Mysle ze bez wplywu tych wspanialych ludzi moj syn bylby o wiele,
                                > wiele ubozszy (ja chyba tez).

                                Nasze dzieci nie są ograniczone do kontaktów jedynie z rodzicami.
                                Córka od małego chodziła na angielski Helen Doron i do szkoły
                                muzycznej Yamaha, stamtąd ma kolegów i koleżanki, nawet my przez nią
                                zyskaliśmy nowych przyjaciół, chodzi też na tańce do domu kultury,
                                pewnie trafi do jakiejś drużyny zuchowej, jesteśmy po przeprowadzce
                                i szukamy w naszej miejscowości. Syn od 3 roku życia chodził na
                                muzykę (z angielskim daliśmy spokój), teraz uczy się gry na
                                skrzypcach w szkole Suzuki, jeździ na obozy skrzypcowe i ma tam
                                swoich kolegów i koleżanki nie tylko z Polski, oboje trafią do klubu
                                szermierczego. Też trafialiśmy na fajnych ludzi i pedagogów.
                                Mają kontakt z rówieśnikami i to nie tylko z edukacji domowej, mają
                                swoich przyjaciół i sporo czasu na kontakty z nimi, rodziny edukacji
                                domowej prowadzą prawie zawsze domy otwarte i gościnne.
                                A nasze dzieci, cóż są śmiałe, odważne, pogodne i nie mają żadnych
                                problemów żeby porozmawiać z osobą w każdym wieku - nie tylko z
                                rówieśnikiem, nie mają tez problemu z nawiązywaniem znajomości i z
                                odnalezieniem się w grupie. Choć przyznaję, że każde z nich w inny
                                sposób przeżywa tę formę edukacji.
                                • agatka_s Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 12:47
                                  ja nigdy nie odrabialam lekcji z dzieckiem, owszem czasem
                                  sprawdzalam, czasem przepytalam, czasem pomoglam jak pytal.

                                  I to tez jest dla mnie sedno-ja najzwyczajniej na swiecie nie mam
                                  ochoty edukowac swojego dziecka. Jestem osoba dorosla, ktora ma
                                  swoje zycie, swoja prace i nie mam ochoty byc nauczycielem dziecka
                                  24 h na dobe (juz i tak wystarcza ze jestem mama 24-godzinna). Moj
                                  syn natomiast, nie mialby ochoty spedzac ze mna tyle czasu, bo
                                  poprostu ja nie jestem dla niego partnerem, nie jestem na tyle dla
                                  niego atrakcyjna aby swoj mlody zywot spedzal ze mna. Mamy swoje
                                  odzielne zycia, swoich znajomych, swoje sprawy, swoje
                                  odpowidzialnosci (on za lekcje). Czasem robimy cos razem (np
                                  jezdzimy na nartach) ale generalnie prowadzimy odrebne zycia, i
                                  dzieki Bogu....

                                  z powodu przedluzonych ferii zimowych, spedzilam w tym roku z moim
                                  synem 3 tygodnie razem, ciurkiem (w tym 2 zagranica, gdzie nawet nie
                                  dalo sie geby otworzyc do kogos dorosleg)- o matko pod koniec to juz
                                  na siebie szczekalismy-on wrocil z radoscia do szkoly, a ja do
                                  pracy...gdyby to trwalo dluzej chyba bysmy sie pozabijali.
                    • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 16.04.08, 20:27
                      i tylko wysp tych nie ma... mowa oczywiścei o Bergamutach smile)
                      Odwróćmy sytuację: a jesli wychowawczyni to ......, pan od wuefu
                      to ........., dyrektor szkoły to ........., a wszyscy pozostali
                      jedynej szkoły w okolicy to......... na dodatek większość uczniów
                      należy do organizacji faszystowskiej, a kto nie chciał zostać
                      faszystą zapisał się do pro..... (opcje wolno wstawić samemu)...
                      Też sytuacja czysto hipotetyczna, ale wypadki chodzą po ludziach smile))
                      • anmanika Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 08:39
                        To już nawet rodziny królewskie zrezygnowały z edukacji domowej i
                        wysyłają swoje dzieci nawet do szkół publicznych a nawet
                        państwowych. Dośc się naeksperymentowali?
                        • artemis_fowl Re: Lekcje przy krojeniu pomidorów 17.04.08, 09:14
                          Tak wszyscy jesteśmy alkoholikami i okładamy nasze dzieci czym
                          popadnie... trzeba je ratować przed zgubnym procederem i oddać w
                          opiekę państwu, najlepiej od razu do ośrodków wychowawczych...
                          najlepiej założyć obozy, gdzie dzieci będą w ogóle pozbawione
                          zgubnego wpływu swoich protoplastów i wychowane z ogólnie przyjętą
                          linią obecnej kadencji... tylko co będzie, jak kadencja się zmieni,
                          trzeba chyba wymienić cały personel... może jakiś pomysł.

                          Jeśli będziemy dyskutować na tym poziomie, to trzeba by stwierdzić,
                          że do szkolnictwa masowego oddają swoje dzieci Ci, którzy nie mają
                          czasu ich wychować i wyedukować, więc chętnie to spychają na
                          innych... a jak coś jest nie tak, to zawsze można postraszyć sądami
                          lub policją... bardzo trafny tok rozumowania.

                          Znam mało rodziny królewskie, ja do nich nie należę w każdym razie i
                          nie bywam u nich... ale Ty na pewno masz lepsze informacje w tym
                          względzie... poczytaj sobie życiorys C.S. Lewisa, będziesz natomiast
                          wiedzieć więcej nt. "elitarnego" szkolnictwa Brytyjskiego
                          Królestwa smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka