Dodaj do ulubionych

mam super pomysl na narzekajacego nastolatka !!!

16.04.08, 13:11
Dla rozluznienia atmosfery, napietej ostatnio, chcialam sie
podzielic moim najnowszym patentem na wiecznie niezadowolonego
nastlatka.

Podsunal mi to wywiad z fotografem Marcinem Tyszka, na temat
neologizmow i trendy powiedzonek. Mianowicie pan Marcin jak ktos mu
narzeka, albo cos sie nie podoba (co jak wiadomo w
gatunku "nastlatkus pospolitus" jest cecha gatunkowa) mowi do
takiego delikwenta "to sie oflaguj"

Zaczelam stosowac to do mojego 13-latka-DZIALA !!!!! po takim
tekscie milknie natychmiast. Od kilku dni nie slysze ciaglego
dziamgolenia.

Szczerze polecam.

Obserwuj wątek
    • melmire Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 17:05
      Poczekaj az ci tak odpowie na twoje dziamgolenie smile
      • verdana Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 17:55
        Jak dziecko po tekscie milknie natychmiast, to trzeba zaprzestać
        rzucania takiego tekstu. Natychmiast.
        Raz - to nawet zabawne. Jako reguła - okropne.
        • agatka_s Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 18:09
          verdana napisała:

          > Jak dziecko po tekscie milknie natychmiast, to trzeba zaprzestać
          > rzucania takiego tekstu. Natychmiast.
          > Raz - to nawet zabawne. Jako reguła - okropne.

          tak i dzieciak bedzie miec zwichnieta psychike, i kompleksy do konca
          zycia, tak ze juz nigdy sie nie odezwie kiedy bedzie miec inne
          zdanie...

          verdana, wyluzuj, albo wystartuj w konkursie na rzecznika praw
          dziecka, zdajsie ze sie wakat szykuje.

          pozdrawiam cieplo
          • verdana Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 18:23
            Ni, po prostu nie lubię chamskich odzywek - ani dzieci do rodzicow,
            ani tez - wyobraź sobie - rodzicow do dzieci. A powtarzanie takiego
            zdania, jak dziecko narzeka - to wlasnie zwykle chamstwo. I tyle.
            Szkoda, ze tego nie widzisz. Nie wróżę wcale kompleksów Twemu
            dziecku. Raczej wróżę, ze za parę lat odpowie cos równie
            aroganckiego i jego zdaniam - niezwykle dowcipnego, abys zamknęła
            się na pare dni i nie truła. I trudno będzie mieć żal.
            Chamstwo trzeba zwalczać siłom i godnosciom osobistom. Wężykiem.
    • agatka_s Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 18:37
      no tos pojechala po bandzie (ale juz drze, bo pewnie i ta odzywka
      moze byc uznana z chamstwo).

      Przeciez napisalam ze pisze to dla rozluznienia atmosfery, i tak
      apropos kilku dramatycznych postow o tych okropnych nastolatkach,
      ktore ostatnio pojawialy sie na forum....

      oczywiscie ze to dowcip (i jako taki tez byl prezentowany w
      wywiadzie z p. Tyszka), a jak to bywa z dowcipem jest smieszny
      raczej tylko raz.

      zycze ciut wiecej luzu i wiary w bliznich, ze nie sa tak do konca
      idiotami (ani oprawcami zjadajacymi dzieci na surowo)

      • myszmusia Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 19:03
        dobrewink - powiedzenie znaczy siesmile


        > zycze ciut wiecej luzu i wiary w bliznich, ze nie sa tak do konca
        > idiotami (ani oprawcami zjadajacymi dzieci na surowo)
        >
        smile
    • aniak04 Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 16.04.08, 19:21
      gdzie mogę przeczytać ten wywiad? Marcin Tyszka to mój klasowo-
      podstawówkowy "przyjaciel"smile
      • 3xmama Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 17.04.08, 22:43
        Fajny tekst! Taki spox i luzikspontonwink Przetestuję na moim
        trzynastolatku i wcale nie jestem chamska.
        • verdana Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 17.04.08, 22:54
          Raz - nie będziesz. Za ktorymś razem powiedzenie tego dziecku
          oznacza po prostu "przymknij się" i jest szalenie zabawne.
          Dla rodzica. Wesolej zabawy.
          • akaef Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 18.04.08, 01:02
            Tekst śliczny, na pewno wykorzystam.
            Ja w wypadkach wyjątkowo uciążliwego dziamgolenia mówię "Napisz do
            misia".
            Też działa.
            Verdana, wyluzuj. Dziecku też trzeba czasem powiedzieć "przymknij
            się", inaczej może dojść do wydarzeń tragicznych w skutkach smile))
            • verdana Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 18.04.08, 08:23
              Nigdy, nigdy w życiu nie powiedziałam dziecku "przymknij się" -
              niezaleznie od sytuacji.
              Tyle lat zastanawiałam sie, dlaczego nie przezywalam z dziećmi,
              wcale nie idealnymi, buntu dwulatka, pięciolatka, ani nastolatków.
              Teraz już znam odpowiedź.
              • nchyb Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 18.04.08, 10:19
                > Nigdy, nigdy w życiu nie powiedziałam dziecku "przymknij się" -
                > niezaleznie od sytuacji.

                przyznaję - również nie powiedziałam. Ani synom, ani mężowi.
                Zdarzyło i się powiedzieć w stylu - nie mam ochoty rozmawiać, czy
                ewentualnie: teraz do mnienie mów, jestem wściekła, pogadamy
                później. Ale zamknij się? Nie mój styl.

                I odobnie jak Verdna - na razie jakoś negatywnych skutków tego braku
                niegrzecznych odzywek do dzieci - nie ma. Albo są - dzieci też nie
                bywają chamskie w stounku do nas...
                Czują się szanowane może? Więc i nas szanują?

                I buntów też nie dostrzegam, leciutkie bunciki, które daje się
                pokojowo zdusic w zarodku... Z szcunkiem i miłością. Bez chamstwa...
                • 3xmama do verdana (też) 18.04.08, 17:39
                  Dziewczyny! Wyście na głowy poupadały! To mam nie zwrócić uwagi
                  swojemu dziecku, jak sie źle odnosi, pyskuje itp? Nawet jesli ja tak
                  nie mówię, to szkoła wyedukuje go 100 razy bardziej. Głaskać po
                  głowie i życzyć miłego dnia mając łzy w oczach, bo znów ma muchy w
                  nosie?! A niech sobie ma! I oflaguje się! Poczytajcie troche o
                  psychice trzynastolatków i dajcie im spokój! Żadnej ignorancji, ale
                  krótko i dobitnie trzeba im pokazywać kto jest rodzicem. Nie
                  chamsko! Przejaskrawiłyście śmieszne powiedzonko. Urasta to u Was do
                  rangi patologii! Czy Wy nie przesadzacie??
                  • verdana Re: do verdana (też) 18.04.08, 19:04
                    Wiesz co? Moje dzieci - dwoje jest już dorosłych nigdy, ale to nigdy
                    nie pyskowały. Kłócily się - owszem. Protestowały - owszem. Nie
                    sprzataly, nie odrabiały lekcji, zapominaly coś zrobić - ale ANI
                    RAZU nie odezwały się do mnie, do męza, do dziadkow w sposob, ktory
                    można by azwać "pyskowaniem?. Owszem, córka raz napyskowała
                    nauczycielce, w takiej sytuacji, ze dyrekcja uznaa za stosowne i tak
                    dac jej wzorowy z zachowania...
                    A dzieci mam dorosłe. I jednego trzynastolatka. Szkola nie
                    zdolala "wyedukować" dzieci, do ktorych zawsze odnosilam się z
                    szacunkiem, nawet dajac karę czy robiac piekło, by odezwały się do
                    kogoś niestosownie.
                    Moje dzieci wiedzą, kto jest rodzicem. I okazuje się, ze co włozysz,
                    to masz. Ja nie pyskuję i nie marudzę - i moje dzieci też nie.
                    Nie przesadzamy. Wracasz zmęczona do domu. Widzisz, ze jest nie
                    zmyte, choć mąż obiecał, wiesz, ze masz zrobić jeszcze mnostwo
                    rzeczy, ze chciałabys , aby już byla sobota, że nie chce ci się
                    gotowac obiadu, w ogóle swiat jest marny i wolałabyś byc gdzie
                    indziej. Skarżysz się na to mężowi, a on mowi "Idź sie oflaguj". Co
                    sobie myslisz - ale dowcipny ten moj mąż? Nie - myslisz, gdzie jest
                    najblizszy adwokat od spraw rozwodowych.
                    • jola_ep Re: do verdana (też) 18.04.08, 20:29
                      > Moje dzieci - dwoje jest już dorosłych nigdy, ale to nigdy
                      > nie pyskowały.

                      Myślę, że jednak były sytuacje, które inne osoby nazwałyby "psykowaniem".

                      > Nie przesadzamy. Wracasz zmęczona do domu. Widzisz, ze jest nie
                      > zmyte, choć mąż obiecał, wiesz, ze masz zrobić jeszcze mnostwo
                      > rzeczy, ze chciałabys , aby już byla sobota, że nie chce ci się
                      > gotowac obiadu, w ogóle swiat jest marny i wolałabyś byc gdzie
                      > indziej. Skarżysz się na to mężowi, a on mowi "Idź sie oflaguj". Co
                      > sobie myslisz

                      Ja chyba mniej więcej wiem, co myślę smile
                      Mamy z mężem takie powiedzonko, którego rodowód sięga do historii opowiedzianej przez mojego brata. Mieszkał on swego czasu na stancji u pewnego starszego małżeństwa. Pani domu codziennie o 5 rano rozpoczynała porządki, a szorując podłogi codziennie wypominała mężowi, że ją zdradził ... jakieś 20 lat temu. Swoją drogą mój brat długo tam nie wytrzymał wink

                      Bardzo rzadko, gdy mój mąż mi "podpadnie", to z zupełną powagą proponuje, że mi kawałek podłogi przygotuje - a ja wtedy wyobrażam sobie, że przez 20 lat szoruję tę podłogę i wypominam mu jego niecny czyn ... i zawsze chce mi się śmiać. Bo umieszczona w tej perspektywie wina staje się mało ważna.

                      Trzeba wiedzieć kiedy, co i jak powiedzieć. Mamy swoje własne rodzinne teksty, które trudno przekazać samym słowem przez Internet. "Oflagować się" bowiem może znaczyć to samo, co ten kawałek podłogi - sprowadzenie problemu do jego właściwej perspektywy, zniwelowanie, wreszcie rozładowanie śmiechem przez absurdalność całej sytuacji. Cóż bowiem znaczy to, że mój facet nie wyniósł śmieci (przykład, śmieci akruat wynosi wink ) wobec np. zdrady...

                      Ale równie dobrze "oflaguj się" może oznaczać totalne lekceważenie. Naprawdę dużo zależy od kontekstu i całej sytuacji rodzinnej.
                      Moja prawie-trzynastolatka nie chwyta tego powiedzonka (wypróbowałam), ale mamy inny tekst "marudzę". To oznacza, że moja córa ma ciężki dzień, nie ma humoru, a w normalnych warunkach nawet nie przyszłoby jej do głowy aż tak na coś tam narzekać. Więc gdy mówi "no co, muszę pomarudzić" to przymykam oko i tylko pilnuję, aby za bardzo nie raniła swymi słowami innych ...

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • verdana Re: do verdana (też) 18.04.08, 20:35
                        No, my od wczoraj "oflagujemy" się co drugie słowo. Ale w poscie
                        zalozycielskim było cos , co jednak zmienia postać rzeczy,. tzn., że
                        po takim "oflagowaniu" syn milknie natychmiast.
                        To znaczy, ze nie jest szczególnie rozabawiony, prawda? I przez
                        pare dzni nie "dziamgoli" (brr) czyli nie mówi nic, z czego matka
                        moglaby być niezadowolona i rzucić mu kolejny obraxliwy tekst.
                        Gdyby wybuchał śmiechem - to co innego.
                        A moje naprawdę nie pyskowały - nigdy. Dyskutowały, kłócily się, ale
                        o pyskowaniu nie było mowy. Nie uslyszałam od dziecka nigdy żadnego
                        niegrzecznego zwrotu...
                        • agatka_s Re: do verdana (też) 18.04.08, 21:16
                          Kurcze ile razy jeszcze mam mowic ze to byl dowcip.

                          Czy naprawde ktos zdrowy na umysle uwaza ze 13-latek moze zamilknac
                          po takim tekscie ?



                          Sorry, naprawde pomylilam sie co do poczucia humoru niektorych. No
                          ale skoro 13-latek zrozumial dowcip, to bylam przekonana ze dorosli
                          tym bardziej.

                          Przysiegam na wszystkie pobite gary ze jedyne co zrobilam to
                          odczytalam synowi fragment z gazety (apropos pytania jaka byla,
                          szukam i szukam i nie moge znalezc, bo ja mam jakies stosy
                          tygodnikow kobiecych i czytam je symultanicznie) o oflagowaniu i
                          powiedzialam ze jak znowu bedzie narzekal ze ma ciezkie zycie bo
                          musi wynosic smieci to mu poradze aby sie oflagowal w ramach
                          protestu. Slowo harcerza.

                          Syn czuje sie dobrze, poki co nie ma zwichnietej psychiki przez
                          chamska mamusie, nadal dziamgoli ile wlezie.


                          Przysiegam tez ze to moj ostatni post ktory mial zamiar byc zabawny,
                          bo jak widze albo ja nie mam talentu, albo ktos poczucia humoru.

                          Generalnie chyba juz mi sie nie chce gadac....
                          • ibulka Re: do verdana (też) 19.04.08, 17:13
                            agatka_s napisała:

                            > Przysiegam tez ze to moj ostatni post ktory mial zamiar byc zabawny,
                            > bo jak widze albo ja nie mam talentu, albo ktos poczucia humoru.
                            >
                            > Generalnie chyba juz mi sie nie chce gadac....


                            nie przejmuj się Agatka, tutaj w każdym - nawet najzabawniejszym wątku - pojawia
                            się dramat, zwichnięcie psychiki, wyrodność itd wink
                          • nangaparbat3 No nie, Agatko 21.04.08, 00:30
                            W początkowym poscie opowiedzialaś rzecz zupelnie inaczej, ze zacytuję:

                            >>>Zaczelam stosowac to do mojego 13-latka-DZIALA !!!!! po takim
                            tekscie milknie natychmiast. Od kilku dni nie slysze ciaglego
                            dziamgolenia.


                            Wiec juz w ogole nie wiem, czego wlasciwie dotyczy rozmowa - odczytania synowi
                            wywiadu, jenorazowego zartu, czy - jak zrozumialam po przeczytaniu pierwszego
                            postu - reagowania na narzekania syna krotkim "to sie oflaguj".

                            Jeśli chodzi o dwa pierwsze warianty - nie ma problema, jesli o ostatni (metoda)
                            - podpisuje sie pod tym, co pisze Verdana. Powiem nawet brutalniej: to tak
                            jakbys powiedziała synowi "Mam cie w dupie".
                        • jola_ep Re: do verdana (też) 18.04.08, 21:43
                          Ja "post założycielski" odebrałam inaczej.

                          > A moje naprawdę nie pyskowały - nigdy. Dyskutowały, kłócily się,

                          Ty mówisz "dyskutowały", "kłóciły się". A są tacy, którzy dokładnie te same zachowania u dzieci określą słowem "psykowały".

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • verdana Re: do verdana (też) 18.04.08, 22:07
                            Ich błąd...
                            • akaef Re: do verdana (też) 19.04.08, 00:55
                              Wiesz co, Verdana? Idź się oflaguj smile)
                              • gosiana6 Re: do verdana (też) 19.04.08, 07:16
                                smile))
                                • 3xmama Re: do verdana (też) 19.04.08, 07:44
                                  Verdana, czytam to wszystko, co piszesz i dochodze do wniosku, że
                                  masz idealne dzieci a sama jestes idealna mamą! Jak to robisz?? A
                                  może idealizujesz?? Wrasz zmęczona do domu a tam góra brudnych
                                  naczyć... nie miał kto sprzątnąć? A gdzie "idealne" dzieci? Nie
                                  mogły pomóc? Moje nie sa idealne, ja nie jestem idealna, ale moje
                                  dwoją sie i troją żeby mi pomóc. Dyskusje i jakiś fochy sa
                                  oczywiście na porządku dziennym, ale stawiam na swoim (najczęściej).
                                  Starsz się tu nam wszystkim udowodnić, że masz wyjątkowe dzieci, że
                                  przeszły przez okres dojrzewania bez "schodów". Nie wierzę, po
                                  prostu nie wierzę. Każdy wiek rzadzi się swoimi przwami, a wiek o
                                  którym jest dyskusja jest chyba najtrudniejszym, nie tylko dla
                                  dziecka ale i dla rodzica. I nie wypisuj juz tutaj tych wybielonych
                                  frazesów o swojej cud-miód sielance, bo nie ma na świecie
                                  nastolatka, który nie wtrąci swoich pięciu groszy, gdy masz mu cos
                                  do powiedzenia.
                                  • nchyb Re: do verdana (też) 19.04.08, 09:50
                                    > Verdana, czytam to wszystko, co piszesz i dochodze do wniosku, że
                                    > masz idealne dzieci a sama jestes idealna mamą! Jak to robisz?? A
                                    > może idealizujesz??

                                    e tam, Verdana idealna? Bez jaj, już parę razy pisała takierzeczy,
                                    że ja za głowę się łapałam... wink

                                    A na serio, do idealności Jej na pewno daleko, ale po prostu węcej w
                                    niej zrowego rozsądku. Jak pisze, to z tego wynika, że nie czepia
                                    siępierdół mało ważnych z których wiele młodziutkich mamuś robi suer
                                    aferę. Jak dziecko powie: nie, nie chce mi się - do nie dopatruje
                                    się w tym rebelii domowej, buntu i pyskowania, tylko stara się
                                    dociec (jeżeli jej się chce) - dlaczego dziecku się nie chce. I
                                    przez to się dogadują w miarę normalnie. Przynajmniej ja taki obraz
                                    sobie wyrobiłam po Verdany postach.
                                    A że u mnie bywa podobnie, mnierównież tak wychowywano, to dla mnie
                                    normalne i sama tak postępuję, idealości w tym nie widzę, tylko
                                    zdrowy rozsądek.

                                    A co do śmiesznych, he, he tekstów, zamykających dziecko - może taki
                                    wam się spodoba, zdarzyło mi się słyszeć, jak mamunia do dziecka
                                    niezadowolonego powiedziała: to się powieś. Dziecko już jej nie
                                    marudzi. Na żaden temat nie chce gadać...

                                    > frazesów o swojej cud-miód sielance, bo nie ma na świecie
                                    > nastolatka, który nie wtrąci swoich pięciu groszy, gdy masz mu cos
                                    > do powiedzenia.
                                    he, he, he, widać, że nie rozumiesz. Dzieci zawsze mają coś do
                                    powiedzenia, o ile nie są tępione w domu. I często nie jest to
                                    opinia zgodna z opinią rodziców. I Ty pewnie zaliczasz się do tych,
                                    którzy widzą w tym niegrzeczność, pyskowanie, burczenie, a są tacy,
                                    co widzą odmienne zdanie, próbę jego wyrażania.
                                    Ty zgasisz dziecko, więc ono przystąpi do gorszego w forie wyrażania
                                    tych opinii, lub "się zamknie" i jedynie w myśli, a potem do kolegów
                                    powie: żeby starą trafił szlag.

                                    A inni będę dyskutować, ie gasić, tłumaczyć, słuchać, lub grzecznie
                                    powiedzą, że nie mają ochoty teraz rozmawiać. I tacy rodzice nie
                                    dostrzegą pyskowania i będą uważać, że mają fajne dzieci. Mam
                                    nadzieję, że ja się zaliczam do tych drugich...
                                  • alinawk Re: do verdana (też) 21.04.08, 11:07
                                    3xmama napisała:

                                    > Verdana, czytam to wszystko, co piszesz i dochodze do wniosku, że
                                    > masz idealne dzieci a sama jestes idealna mamą! Jak to robisz?? A
                                    > może idealizujesz?? Wrasz zmęczona do domu a tam góra brudnych
                                    > naczyć... nie miał kto sprzątnąć? A gdzie "idealne" dzieci? Nie
                                    > mogły pomóc?

                                    No co ty??? Zmywanie garów i dzieci??? To nie wiesz ze to by im
                                    mogło skrzywic psychikę? Zmuszanie dziecka do ciężkich prac domowych
                                    powoduje wystąpienie nerwicy, depresji i cięzkiej traumy co się
                                    odbija w wieku dorosłym, a despotyczny rodzic powinien dostać nadzór
                                    kuratora (tak pewnie by odpowiedziała Verdana wink)
                                    A zresztą gdyby zaczęła im robić wymówki, to by przecież mogły coś
                                    odpyskować, a wtedy by nie mogła pisac na forum że nie pyskują tongue_out
                                    • verdana Re: do verdana (też) 21.04.08, 12:59
                                      Hm, nie mam wrazenia, zeby czytanie ze zrozumieniem było mocną
                                      strona paru osób.
                                      W hipotetycznej historyjce, ktora przytoczylam nie było nawet mowy o
                                      istnieniu jakichkolwiek dzieci - tylko o tym, ze takie odzywki wobec
                                      doroslych ludzi nie sa traktowane jako przedni dowcip, tylko jako
                                      chamstwo.
                            • jola_ep Re: do verdana (też) 19.04.08, 10:46
                              > Ich błąd...

                              Zgadzam się.
                              Moje też nie pyskują big_grin

                              Pozdrawiam
                              Jola
    • rycerzowa Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 09:07
      verdana napisała:

      .
      > A moje naprawdę nie pyskowały - nigdy. Dyskutowały, kłócily się, ale
      > o pyskowaniu nie było mowy. Nie uslyszałam od dziecka nigdy żadnego
      > niegrzecznego zwrotu...

      A gdzieżby śmiały!!!
      • nchyb Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 10:04
        Rycerzowa, to nie chodzi o to, że te dzieci nie smiałyby. One śieją,
        tylko Verdana uważa to za dyskusję bądź kłótię, a inne amy uznają to
        za pyskowanie...
        • akaef Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 10:41
          Na litość boską, różnica między dyskusją a pyskowaniem ISTNIEJE.
          Między innymi ważny jest ton, jakim do siebie mówimy. Nawet moje,
          dość indywidualistyczne i zbuntowane nastolatkowo chłopaki
          rozróżniają kłótnię od dyskusji i od pyskowania.
          Nie widziałam nastolatka, który - przynajmniej czasami - nie
          odpyskuje. Nie jest możliwe, aby nastolatek nie przeżywał buntu, bo
          takowy zapewnia mu burza hormonalna. Dlatego z duuuużym
          niedowierzaniem czytam to, co o swoich dzieciach napisała Verdana.
          Albo to takie idealizowanie, albo dzieci stłumione emocjonalnie
          przez matkę. No chyba, że charaktery mają extra-flegmatyczne i nawet
          buntować im się nie chciało...

          Ja bym się poważnie zaczęła martwić o moje dzieci, gdyby się nie
          buntowały, nie odpysknęły czasem, nie kłóciły się ze mną, ze sobą, z
          nauczycielami, nie podważały autorytetów, nie dyskutowały, ogólnie,
          gdyby nie były upierdliwe. Taki wiek, od nas - starszych,
          mądrzejszych rodziców, którzy teraz z uśmiechem wspominają własne
          nastolatkowe spięcia ze starymi, zależy, czy wszyscy ten etap
          przetrwamy w miarę bez szwanku, a może nawet i z korzyścią.

          PS. Spotkałam się z opinią, pod którą podpisuję się obiema rękami:
          dobrze wychowane dzieci to takie dzieci, które w domu zachowują się
          naturalnie (tzn. jak potrzebują się wypyskować/pokłócić/wywściekać,
          to robią to w domu), natomiast poza domem zachowują się poprawnie. W
          przeciwieństwie do dzieci, które rodzicom wydają się dobrze
          wychowane, bo w domu zachowują się poprawnie (ze strachu? dla
          świętego spokoju? dla kasy?), natomiast nieokiełznaną swą naturę
          prezentują poza domem (konflikty z rówieśnikami, nauczycielami,
          itd.).
          Nie wierzę w istnienie dzieci, które zawsze i wszędzie zachowują się
          poprawnie. To nie leży w naturze dziecka. Ba, to nie leży w naturze
          człowieka!
          • nchyb Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 11:04
            na litosć boską to na pewno istnieje różnica w odbiorze. Te same
            słowa wypowiedziane tym samym tonem - przez jednego rodzica są
            uznawane za pyskówkę, w dodatku chamską, przez innego za wyrażenie
            swojego zdania, nie zawsze w należnej formie, ale bez dostrzegania
            niegrzecznego chamstwa.

            I to by było na tyle odnoścnie tej litości bożej... smile

            a propo upierdliwości- starzy potrafią być tak niesamowicie
            upierdliwi, żeniejednokotnie podziwiałam cierpliwość wielu znanych
            minastolatków. Ale ich rodzice twierdzili, że tedzieciaki są
            nieznośne A sami byli miliony razy gorsi. Ae im wolno.Bunt
            staruszków, czy jak?...

            > Nie wierzę w istnienie dzieci, które zawsze i wszędzie zachowują
            się
            > poprawnie.
            ja też nie wierzę, ale różnie do tego iepoprawnego zachowania można
            podejść. Wielu nastolatków cierpliwie znosi durne i chamskie
            zachowania swoich starych. Wybacza im, bo ich kocha. Po prostu...
          • jola_ep Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 11:34
            Ja na razie nie mam w domu nastolatka... (zgodnie z definicją jeszcze przez jakiś miesiąc wink )

            Napisałam, że nie "pyskują", bo moim zdaniem tego nie robią. Owszem, czasem córa odrobinkę przekracza granice - czyli mówi coś tonem, którym mi nie odpowiada, albo w sposób, który mi nie odpowiada. Ale na razie wystarczy tekst "przesadziłaś", "nie podoba mi się to".
            Jeszcze za bardzo nie podważa mojego autorytetu - ale pewnie będzie. Wścieka się, buntuje, marudzi, kłóci.

            Małe burze hormonalne zdarzają się. Czasem córa ma "zły dzień" - wtedy takim słowem-wytrychem jest "marudzę". Aha, marudzisz, to ja troszkę przymknę oko, wysłucham, albo po prostu oddzielimy się, zanim nas emocje poniosą.

            "Pyskowanie" jest jednak określeniem całkowicie względnym. Dla mnie moja córa nie pyskuje, dla innych być może już tak.

            >którzy teraz z uśmiechem wspominają własne
            > nastolatkowe spięcia ze starymi

            A ja nie pamiętam takich spięć. Może z ojcem.
            Ale nie z matką. Za to doskonale pamiętam, gdy przeszła coś w rodzaju "egazminu". Było to pewne dość przykre zdarzenie związane z moją przyjaciółką. Od swoich koleżanek wiedziałam, jaka była reakcja innych rodziców... A moja mama zareagowała mądrzej - nawet mądrzej od tego, co ja bym mogła wymyśleć. Ordynarnie podsłuchiwałam pod drzwiami jej rozmowę i do dziś pamiętam, że potrafiła znaleźć słowa, których ja bym nie potrafiła, dać nadzieję... Ona dla mnie wtedy stała się autorytetem. To taki moment, gdy wyrasta się z dziecięcego uwielbienia rodzicem, na siłę wręcz szuka się w nim niedoskonałości. A ja jej nie znalazłam. Wręcz przeciwnie.

            Dla mnie "pyskowanie" to stan, gdy dziecko tak naprawdę nie szanuje rodzica, buntuje się przeciwko niemu i jego słowom, bo nie jest on dla niego żadnym autorytetem. Złe słowa, zły ton nie wynikają z emocji, ale z zimnej oceny. Jeśli na codzień nasze stosunki są dobre, a tylko czasem emocje poniosą i dziecię warknie coś wyjątkowo głupiego (czego nawet potem sam żałuje), to jeszcze dla mnie nie jest pyskowanie.

            Wtedy jednak problem leży także po stronie rodzica.
            Mój syn przyniósł ze szkoły uwagę, że "pyskuje". Moja mama (wieloletnia nauczycielka w szkole podstawowej) powiedziała: "pewnie się bronił". Może więc jak nasze dziecko zacznie notorycznie "pyskować" zastanowić się, przed czym się broni?

            Pozdrawiam
            Jola
    • wieczna-gosia Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 19.04.08, 10:47
      mi sie zdarza w chwilach kiedy w roznicach zdan zapetlimy sie i zaperzymy na
      amen walnac cos w stylu ze sie oflaguj. Albo ze moze ja sie wyprowadze, albo
      przemaluje na czerwono. Albo jaksie nudzisz to zdejmij ciuchy i popilnuj ubrania smile

      ale ja rozumiem agatke bo w tytule jak byk siedzi slowo SPOSOB. No niestety to
      slowo sugeruje jakas praktyke, cos uniwersalnego cos co mozna powtarzac- nic na
      sematyke nie poradzim. A jak verdana sama napisala raz- to dowcip, ale
      powtarzany- po prostu chamska odzywka.
    • kasiapfk Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 20.04.08, 15:49
      A Verdana rączki zaciera, że znowu kijeczek w mrowisko dał
      spodziewany efekt smile))))))))))))))))))

      Amen.
      Czasem mam taki humor, że uważam coś za pyskowanie a czasem jedynie
      za ogłaszanie swego zdania. "Spadaj na górę dziecko" też moi
      słyszeli i jakoś na problemowe jednostki nie wyglądają. Ani jeden z
      trzech smile
    • nangaparbat3 A propos pyskowania 21.04.08, 00:38
      Przypomniało mi się:
      Na pierwszej w moim zyciu radzie pedagogicznej omawialismy zachowanie pewnej
      dziesiecioletniej dziewczynki. Jedna z nauczycielek powiedziala:
      - Pracuje ponad dwadziescia lat i jeszcze sie z takim chamstwem nie spotkałam.
      Ja do niej mówię: Nie pyskuj! a ona do mnie: ja nie mam pyska tylko buzię i
      prosze sie do mnie zwracac jak do dziecka.

      Rada zgodnie obnizyła dziewczynce zachowanie do najnizszego.
      To byla moja pierwsza rada i ze strachu nie odezwałam się w obronie tej małej.
      Mineło 20 lat, a mnie do dzisiaj wstyd.
    • malila Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 21.04.08, 14:49
      Mnie się podoba. Nawet wypowiedziane kilkakrotnie raczej nie byłoby
      uważane u nas za chamską odzywkę. Może dlatego, że moje dziecko,
      kiedy się z nami pokłóci, wywiesza na swoich drzwiach kartkę w
      stylu "strajk głodowy z przerwami na posiłki"wink
      Gdyby któryś z moich synów uznał, że moje słowa są nieodpowiednie,
      na pewno dostałabym odpowiedni komunikat.
      Ale mnie bawi także, kiedy moje dziecko rzuci we mnie ripostą, że
      szkoda, iż nie ma pilotów do rodziców, bo można by ich czasem
      wyciszyć.
      • verdana Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 21.04.08, 14:53
        Ależ mnie tez bawią zabawne odpowiedzi! Ale jesli po jakieś z nich
        dziecko milknie na parę dni i przestaje "dziamgolić" - to oznacza,
        ze dziecka najwyraźniej to nie bawi. Dla mnie to jest już
        wystarczajaco odpowiedni komunikat. I o to w tym wszystkim chodzi.
        Z tego ostatniego syn bardzo się uśmiał i powiedział, ze popiera.
        • jola_ep Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 21.04.08, 17:17
          To wypowiedź z serii takich, w których ogromną rolę pełni sposób jej wypowiedzenia, kontekst sytuacyjny, ton głosu, zwyczaje rodzinne - wszytko to, co trudno jest przekazać przez Internet.
          Ten sam tekst może być chamski, albo dowcipny i zwyczajnie śmieszny. Albo skłaniać do odrobiny przemyślania.

          Także stwierdzenie, że przez parę dni "nie dziamgolił" może znaczyć, że dziecko umilkło i unika kontaktów z rodzicem (to źle), albo coś tam dojrzał w swoim postępowaniu i na razie "nie dziamgoli", ale zwyczajnie rozmawia, zwierza się, sprzecza itd. itp.

          I w ten sposób możemy sobie dyskutować, ale będzie to raczej nasza dyskusja o tym, co nam się wydaje, że dostrzegliśmy w tym pustym słowie pisanym, obdartym z "przekazu pozawerbalnego"
          Bo jak nie mamy jasno określonego kontekstu, to dorabiamy swój własny...

          Pozdrawiam
          Jola
          • nangaparbat3 Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 21.04.08, 17:32
            jola_ep napisała:


            >
            > I w ten sposób możemy sobie dyskutować, ale będzie to raczej nasza dyskusja o t
            > ym, co nam się wydaje, że dostrzegliśmy w tym pustym słowie pisanym, obdartym z
            > "przekazu pozawerbalnego"
            > Bo jak nie mamy jasno określonego kontekstu, to dorabiamy swój własny...

            I ileż ten komentarz mowi o nas samych!
            wink
      • wieczna-gosia Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 21.04.08, 15:15
        bo mysle ze tu jest sedno- jesli jamowie:
        zamknij sie
        a dziecko mi odpowiada: sama sie zamknij/ nie mam suwaka/

        to np. moj ojciec dalby mi z liscia.
        moja matka urzadzilaby mi awanture ze pyskuje.

        ja uznaje ze to JA pierwsza wytyczylam taka konwencje. I dziecko podjelo gre. A
        nie pyskuje.

        Jesli ono pierwsze mowi do mnie:
        zamknij sie
        moge: uznac ze pyskuje/podjac gre/ powiedziec ze se nie zycze.
        • verdana Gosiu 21.04.08, 15:28
          W sprawie sygnaturki.
          Dlaczego tylko szesnaście????
          • wieczna-gosia Re: Gosiu 21.04.08, 18:23
            verdana napisała:

            > W sprawie sygnaturki.
            > Dlaczego tylko szesnaście????

            a co, dluzej???????
            • verdana Re: Gosiu 21.04.08, 23:25
              Znacznie...
              • wieczna-gosia Re: Gosiu 22.04.08, 13:34
                po 18 dzieci zmieiam mieszkanie nr telefonu i dane kontaktowe smile
                • verdana Re: Gosiu 22.04.08, 13:45
                  Na nic - nastolatek sprawnie korzystajacy z internetu namierzy Cię
                  raz dwa.
      • kurczak1 Re: mam super pomysl na narzekajacego nastolatka 24.04.08, 09:24
        Uważam że świetne. A ta kartka na drzwiach po prostu bomba. Mój 8-
        latek na moją propozycje wspolnego spaceru stwierdził ostatnio żebym
        szła sama, bo dzieci muszą czasem odpocząc od rodziców. Na jego
        jojczenie pt. kup mi ...ueueue mówiłam kiedys "Połóż sie na ziemi i
        machaj nogami i rękami i krzycz - tak robia rozwydrzone dzieci".
        Reakcja? Uśmiechał się zainteresowany, po czym mówił, że jednak nie.
        W ogóle śmiech jest faajny, a poczucie humoru to jedna z oznak
        inteligencji
        • jogo2 Re: poczucie humoru a chamstwo 29.04.08, 01:05
          Też uważam, że poczucie humoru jest potrzebne, post autorki - bo chodzi o NASZE
          reakcje na post autorki - jak wyglądała jej rozmowa z synem wiemy tylko tyle, co
          sama napisała - wcale nie wydaje mi się dowcipny, ani śmieszny, ani zabawny.

          Mogło być zabawnie, a mogło być tak jak napisała Verdana. Zgadzam się, podobne
          mam odczucia - że rozmowa z dzieckiem nie powinna polegać na tym, kto zastosuje
          celniejsze powiedzonko, tak że drugiej osobie kopara, tak, kopara, a nie szczęka
          właśnie, opadnie.

          Szczęka powiedziałby taki kulturalny chłopczyk w koszuli z kołnierzykiem w
          kratkę, który, biedny głuptas, zawsze mówi dzień dobry i wierzy w sens
          zdobywania wiedzy. Żałosna postać, prawda. Taka osoba nigdy by naszego, rodziców
          pisujących na tym forum, szacunku nie zdobyła, prawda?

          Co innego pan, który np. zdobywszy miejsce w kolejce w sposób niesprawiedliwy
          rzuciłby nam przez ramię: TO SIE OFLAGUJ!!! O tak, to by nam zabrzmiało znajomo
          i uznalibyśmy, że mamy do czynienia z normalnym człowiekiem.

          Pozdrawiam wszystkie dzielne mamusie szczycące się posiadaniem pseudo poczucia
          humoru.


          • kurczak1 Re: poczucie humoru a chamstwo 30.04.08, 11:06
            A tom sie uhahała...
            Poczucie humoru się czuje (jak sama nazwa wskazuje) i jest ich wiele
            rodzajów. Dla mnie Jaś Fasola to szczyt złego smaku, a uważam sie za
            osobe z poczuciem humoru. Nie ten typ. Mój synek zaskakuje mnie
            dowcipem i śmieje się z dowcipów językowych, co świadczy o jego
            inteligencji.

            A słowo szczęka czy kopara żadna różnica oba są z jezyka
            podwórzowego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka