Dodaj do ulubionych

Zaczyna się od klapsów

12.09.03, 19:24

Zaczyna się od klapsów. Co roku kilkadziesiąt tysięcy dzieci pada w Polsce
ofiarą przemocy w rodzinie.

Interesujacy artykul w Tygodniku Powszechnym:

tygodnik.onet.pl/1547,1132559,dzial.html
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Zaczyna się od klapsów 13.09.03, 12:39
      sugerujesz, ze klapsy prowadzą do bicia dzieci i przemocy wobec nich?
      • maak3 Re: Zaczyna się od klapsów 13.09.03, 13:21
        mamalgosia napisała:

        > sugerujesz, ze klapsy prowadzą do bicia dzieci i przemocy wobec nich?

        oczywiście
        że nie wspomnę o czymś tak trywialnym jak ''przemoc rodzi przemoc''
        a co do postu wyzej i ''bezstresowym wychowaniu'' to skąd pewność, że ta
        młodzież nie dostawała w tyłek, a z frustracji wynikającej z upokorzenia,
        poczucia krzywdy narodziła sie przemoc wobec słabszych;
        a to ''bezstresowe wychowanie'' to zastosowała szkoła dając dzieciakom
        nieoficjalne przyzwolenie na takie praktyki, a teraz tym mocniej,że oni nadal
        chodzą na lekcję

        mamałgosiu - skoro dajesz klapsy rocznemu dziecku to za pół roku przekonasz
        sie w piaskownicy jaki sposób rozwiązywania konfliktów będzie preferowało
        Twoje dziecko w relacji z rówieśnikami....
        a poza tym pomijając aspekt emocjonalny sytuacji bicia /czyli stan wzburzenia
        bijącego i upokorzenie bitego/ to robiono w Ameryce ze 30 lat temu
        badania /Bandura i spółka/, że dzieci najszybciej uczą sie zachowań
        agresywnych przez naśladownictwo; czyli rodzice bedąc dla dzieci modelami
        pewnych zachowań moga być pewni,że ich dzieci również będą się tak
        zachowywać,czyli bić /może nie ich samych,bo ci silniejsi i zasobniejsi w
        srodki represji będą eskalować przemoc wobec dzieci, więc wobec kogo -
        rówieśników, bezbronnych etc./

        a to co sie działo w Toruniu to jeszcze jeden przykład na to,jak działa
        mechanizm grupowy i my wychowując dzieci często preferujemy to by się dzieci
        społecznie nie wychylały, czyli konformizm społeczny i to było tego
        przykładem...
        • mamalgosia Re: Zaczyna się od klapsów 14.09.03, 13:13
          a ja mimo wszystko się nie zgadzam. Od czasu do czasu moje dziecko dostaje
          klapsa, a jednak jestem pewna, ze na tym się skończy
          • legal.alien Re: Zaczyna się od klapsów 14.09.03, 14:04
            Masz racje. Efekty bezstresowego wychowania w rodzinie i szkolach wlasnie
            obserwujemy.
          • Gość: awe airam Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.itpp.pl 15.09.03, 12:17
            Malgosiu, a warto sie przekonac jak cudowne jest dziecko wychowywane bez
            klapsow smile
            Sama to przezylam... klaps prowokowal klaps, bo moje dziecko po zasluzonym kla-
            psie mialo do mnie ogromny zal i bywalo ze wrecz prowokowalo bym wybuchala...
            Kiedys zdalam sobie sprawe (po przeczytaniu lektury stwierdzajac problem) ze
            klaps dla mnie jest wyladowaniem frustracji a dla dziecka prowokacja do
            frustracji w ten sposob zamkniete kolo przemocy nas w sobie TRZYMALO!!!
            Udalo mi sie opanowywac swoje reakcje i tlumaczylam (gdy opanowalam zlosc)
            mojemu dziecku ze to co zrobilo bylo bardzo dla mnie bardzo przykre...
            Moje dziecko ktore juz wiecej nigdy klapsa nie dostalo stalo sie jak za
            dodtknieciem rozdzki czarodziejskiej lepszym dzieckiem...
            Mnie samej tez to sie wydawalo niewiarygodne ale konsekwentnie opanowywalam
            zlosc (np wychodzilam z pokoju) a moje dziecko NAUCZYLO SIE STARAC!!!
            smile
      • Gość: aleksandrynka Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 13.09.03, 20:33
        Sugeruje, ze klapsy SA biciem i przemoca wobec dziecka. Czy to nie jest
        oczywiste?!
    • Gość: patyczako Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 13:08
      Oczywiście jestem przeciwna wszelkiej przemocy, ale niestety czasami klapsa
      trzeba dać. Co zrobić w przypadku gdy wszelkie argumenty do dziecka nie
      docierają a ono śmieje ci się w twarz... Oczywiście nie mówię o patologii, gdy
      dziecko za wszystko dostaje tęgie bicie, bo to wtedy jest chore... Ale nie mów
      mi, że przemoc zaczyna się od klapsów. Popatrz w tv na te dzieciaki, które
      pewnie w życiu nigdy nie dostały klapsa wychowane bezstresowo co robią teraz w
      szkołch - pastwią się nad innymi uczniami a nawet nauczycielami...
      • Gość: anma Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.09.03, 13:16
        Tylko pytanie...czy te dzieciaki o ktorych mówisz nigdy nie dostawały klapsów
        czy tez dostawały ich za dużo? Nie jestem bez winy w tym temacie, zdarzyło mi
        się w kilku sytuacjach dać klapsa mojemu synkowi. I nie jestem z tego dumna.
        Moze dwie, trzy sytuacje tego wymagały, bo nie słuchał zadnych argumentów a
        sytuacja zagrażała jego bezpieczeństwu. Ale pozostałych kilku razy żałuję do
        dziś i uważam ze były wyrazem jedynie mojej bezsilności i braku cierpliwosci.
        Pozdrawiam
      • Gość: aleksandrynka Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 13.09.03, 20:39
        A co ma klaps do tzw. bezstresowego wychowania? Czy na prawde wedlug was,
        rodzicow, i innych osob jedyny stres, jaki moze dziecko przezywac to klaps?
        lUDZIE, ZACZNIJCIE MYSLEC TROCHE MNIEJ LINIOWO, czy stresem nie jest tez na
        przyklad zakazywanie pewnych czynnosci, niezgoda na samowolke, reguly, ktorych
        trzeba przetrzegac... Ale nie, dla wielu bezstresowo, czyli bez klapsa, wniosek
        wiec taki, ze trzeba lac, wtedy bedzie stres i dziecko na porzadnego czlowieka
        wyrosnie... Nic bardziej blednego, niestety. Czyli co? Wedlug mnie: nie bic,
        ale WYMAGAC. I bardzo, bardzo kochac, szanowac, a klapsy i szacunek wzajemnie
        sie wykluczaja. I to tak w skrocie, wystarczy tego wymadrzania sie smile
        pozdrawiam
        • Gość: nutria Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.03, 00:41
          Jezeli z dzieckiem sie rozmawia od początku, to sytuacje, ze smieje sie nam w
          twarz i nie mozna sie z nim dogadac sa nieslychanie rzadkie.Jezeli dziecko jest
          gluche na tlumaczenia i argumenty, zawsze mozna wyjasnic, ze poniesie
          konsekwencje zachowania, ktore mu zagraza- np, jak bedzie dalej biegalo z
          linijka w ręku, to mu sie ja zabierze, bo to zagraza jego zdrowiu. jesli nie
          poslucha, zabrac. Itd. Mi zaledwei kilka razy zdarzylo sie dojsc do etapu, ze
          rzeczywiscie musialam cos schowac. Zwykle odpowiada- no dobrze, to juz nie
          będę. Co więcej, w nastepnych analogicznch sytuacjach juz na wstepie uprzedza
          mnie- "nie będę (np biegał z linijką)".
          Duzo w sytuacjach konfliktu mozna osiagnac zartem rozladowujac sytuacje. Moj
          syn nie reaguje czasem na zwykle slowa, co moze byc wkurzajace, gdy sie bardzo
          spiesze, ale gdy uciekn się do zartu, zachwycony wlacza sie do zabawy i np
          skaczemy do lazienki jak zabki, zamiast po porstu isc do wanny. trudno mi w tym
          momencie podac jakies spektakularne przyklady, ale sprawdza mi sie to na
          codzien.
          czasem krzycze, wtedy staram sie krzyczec co czuje, a nie jaki jest, staram sie
          formulowac komunikat tak, by wiedzial ze jestem bardzo zdenerwowana, ale nie
          czul, ze to on jest niedobry, tylko ze jego zachowanie wywoluje we mnie takie a
          nie nne emocje, i dlaczego. Jesli się zapędzę, potem przepraszam i rozmawiam z
          nim o tym jak sie poczul i o tym dlaczego ja bylam zdenerwowana. czasem
          przeciez jestesmy zdenerwowani czym innym i dziecko sie nawinie. Widze, jak
          niewyslowiona ulge przynosi mu taka rozmowa i moje zapewnienie, ze przyczyna
          lezala w czym innym, ze to nie jego wina. Dzieci tak latwo mysla, ze wszystko
          co sie dzieje jest ich wina, zeto przerazajace, i trzeba na to bardzo uwazac.

          A co do bicia, to bylam dzieckiem czesto bitym i jedyne, czego mnie to
          nauczylo, to strachu przed powiedzeniem prawdy oraz tego, ze jestem niedobra.
          wiele lat trwalo, zanim wyleczylam sie z poczucia, ze cos jest ze mna nie tak,
          ze jestem niedobra, nie dosc dobra, ze wszystko jest moją winą. przeraza mnie,
          ze moglabym taka spuscizne zostawic swemu dziecku. dlatego nie uwazam klapsow
          za dobry pomysl. Choc ogromnie trudno jest nie reagowac tak, jak samemu sie
          zostalo nauczonym. uderzylam synka 9 razy w zyciu, bardzo dobrze pamietam
          kazdy raz. to byly jednorazowe lekkie klapsy, przez pieluche ale nie uwazam,
          zeby byly uzasadnione, poza moze dwoma przypadkami ewentualnie- poniewaz w nich
          on nie mial zadnego poczucia krzywdy, tylko doskonale wiedzial, jak bardzo
          przesadzil. mimo to uwazam, ze zawsze jest lepsza metoda. a od jakiegos roku
          nie podnioslam na niego ręki i modle sie, by juz nigdy sie to nie stalo.
          Poniewaz ten ostatni raz, gdy uderzylam go w gniewie, to nie byl klaps przez
          pieluche. Mnie poniosly nerwy i uderzylam go, o zgrozo, w brzuch. taki klaps,
          oczywiscie, płaską dłonią, no ale czy wlosy nie stanely Wam w tym momencie
          dęba? Mnie w tym momencie ponioslo, stracilam panowanie nad soba- czy to
          usprawiedliwienie? tym tropem ,co jeszcze mozna usprawiedliwic?
          Dlatego, nie czytalam tego artykulu, ale zgadzam sie z teza ze zaczyna sie od
          klapsow. tak jak zaczelo sie u mojej mamy, potem juz byly ciosy i kopniaki,
          paski i dyscyplina, etc. U mnie zaczelo sie od kilku klapsow, potem nagle klaps
          w brzuch- Chryste Panie, przeciez co moglo byc nastepne? jakis mocniejszy cios
          w rownie wrazliwe miejsce. Czlowiek ma tendencje do usprawiedliwiania sie. ja
          wtedy uswiadomilam sobie, ze te klapsy przychodzily mi za kazdym razem coraz
          latwiej, czy tez raczej za kazdym razem mniej je potem przezywalam, latwiej
          sama przed soba je sobie tlumaczylam. Weszlam na sciezke, ktorej zawsze
          planowalam unikac jak ognia.

          To czasem jest trudne. dlatego trzeba nad soba pracowac i nauczyc sie wyrazac
          zlosc inaczej, nauczyc sie komunikowac z dzieckiem. mam prawo sie wkurzyc jako
          rodzic, mam prawo wyrazic to w sposob, ktory nie będzie mojego dziecka
          niszczyl.
          Dlatego zamist umierac z wyrzutow sumienia, ze dlaiscie klapsa, a potem
          niepostrzezenie znajdowac na to usprawiedliwienie, za kazdym razem latwiej,
          leccie do ksiegarni albo biblioteki i poczytajcie jak komunikowac sie z
          dzieckiem rowniez w najbardziej stresowych sytuacjach. jest np ksiazka
          Gordona "Wychowanie bez porażek" bodajze. Są ksiązki z serii " jak mowic, by
          dzieci nas słuchaly, jak sluchac, by dzieci do nas mowily". To wspaniale
          poradniki dla rodzicow, ktrozy ccha wychowywac swoje dzieci w szacunku, uczyc
          je szacunku do siebei i do innych.
          takie dzieci potem nie dadza sie tak latwo skrzywdzic innym ,a nie beda sie
          baly przyjac postawy niezgodnej z reszta grupy, nie beda tez mialy potrzeby
          odreagowywac na innych swoich stlamszonych emocji, bo beda wiedzialy, jak je
          wyrazic w sposob, ktory nie krzywdzi innych.

          Pamietajcie! zaczyna sie od klapsow.
        • mamalgosia Re: Zaczyna się od klapsów 14.09.03, 13:15
          eeee, przesada
          • maak3 Re: Zaczyna się od klapsów 14.09.03, 15:07
            mamalgosia napisała:

            > eeee, przesada

            no właśnie bicie to przesada mamałgosiu
            a to co robi nutria ja równiez uskuteczniam,tylko,ze do łazienki robimy
            wyścigi, a nie skakczemy jak zabki

            tylko że
            trzeba chcieć cos zrobic oprócz dawania klapsów,a że pomysły wymagają wysiłku
            to lepiej dac klapsa niz zdobyć się na refleksję i poczytac i popracowac nad
            swoimi reakcjami i relacjami z dziećmi
            bo nutria zrobiła coś ważnego wyszła poza zachowania własnych rodziców, nie
            powtarza ich w relacji ze swoim dzieckiem i brawo, bo to wymaga wysiłku!!!
            w przeciwieństwie do bicia i stwierdzania ''ja też byłem bity i wyrosłem na
            normalnego człowieka'' - pytanie tylko czy za tym kryje sie jakikolwiek
            kontakt ze swoimi emocjami...
          • mam-darynka Re: Zaczyna się od klapsów 14.09.03, 17:27
            mamalgosia napisała:

            > eeee, przesada

            Czy to znaczy, ze jak cos zawalisz w pracy i Twoj szef bedzie o to zly, to tez
            ma prawo dac Ci klapsa? Oczywiscie, ze nie ma prawa. Dlaczego? Bo doroslym
            ludziom nie daje sie klapsow jesli sie pomyla, cos zepsuja lub zle wykonaja.
            Tlumaczy sie im blad, ewentualnie serwuje innego rodzaju konsekwencje. Jednak
            w stosunku do dzieci, ci sami dorosli, ida na latwizne - klaps i sprawa
            rozwiazana. Czy aby na pewno? Jaka jest nauka z tego, ze za ciagniecie firanki
            (dla przykladu) 3-latek dostanie w pupe? Wylacznie taka, ze jesli mama nie
            lubi tego, co ja robie to moze mi przylac a wiec jesli ja nie lubie tego, co
            robi ktos inny (np. kolega w piaskownicy) to tez mu moge dac
            klapsa/kuksanca/kopa zeby robil to, co ja chce.
            Podobnie jak Nutria, mam na sumieniu pare klapsow na pupy moich dzieci i do
            dzis sie czerwienie na wspomnienie mojej wlasnej zlosci i bezradnosci, ktore
            to spowodowaly. Moj maz nigdy zadnego z naszych dzieci nie uderzyl a potrafil
            wyksztalcic w Nich szacunek i posluch wlasnie przez rozmowy, tlumaczenie,
            przyklady, konsekwencje. To zajmuje wiecej czasu i wymaga wiecej zaangazowania
            ale to jest, wedlug mnie, poziom rodzicielstwa jakie kazdy z nas powinien
            chciec osiagnac.
            • Gość: elka Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.09.03, 15:40
              Czy dawać klapsy czy nie dawać? Wydaje się, że każde dziecko jest inne i
              najlepiej dostosować system kar i nagród (one też wychowują) do danego dziecka.
              Jeśli dziecko mimo upomnień i zdecydowanego zakazu okazuje świadome
              nieposłuszeństwo to moim zdaniem lepiej nie wdawać się wtedy w jałową dyskusję
              tylko wymierzyć karę. Może to być w takiej sytuacji klaps (ma tę zaletę, że
              kara jest natychmiast powiązana z jej przyczyną tzn.nieposłuszeństwem). Dobrze
              jest wytłumaczyć potem dziecku, że nie musi być karane - wystarczyło okazać
              posłuszeństwo. Im starsze dziecko tym większa możliwość odejścia od klapsów.
              Może się bowiem okazać, że dziecko odczuwa bardziej dotkliwie zakaz oglądania
              telewizji itp. niż klaps(dany np. przez mamę, który nie jest wcale zbyt
              bolesny). Dobre efekty daje również wychowywanie przez nagrody (zwłaszcza
              uparte dzieci przy wzmocnieniu pozytywnym często szybciej rezygnują z krnąbrego
              zachowania). Dobrze wtedy podkreślać wszelkie przejawy dobrego zachowania.
              Często wybitnie trudne wychowawczo dziecko, gdy go pochwalimy i powiemy że
              chcielibyśmy częściej słyszeć pochwały na jego temat itp. bo przecież jak widać
              potrafi być grzeczne - potrafi bardziej się zmienić na plus niż gdybyśmy bez
              przerwy go karali biciem. Wtedy może do niego przylgnąć etykietka niegrzecznego
              dziecka, co prowadzi do coraz gorszego zachowania.
              Złe zachowanie powinno jednak być piętnowane. Można odnotowywać niegrzeczne
              zachowanie na tablicy i pokazywać dziecku, że musi teraz być 2 razy częściej
              grzeczne by zniwelować poprzednie minusy. Na koniec miesiąca można dać nagrodę
              jeśli dziecko starało się..najczęściej bnardzo się stara. Nagrodę można opisać
              wcześniej, żeby dziecko wiedziało o co walczy.
              Nie jestem zwolenniczką braku kar za jawne nieposłuszeństwo. Takie zachowanie
              wprost domaga się kary i jest rodzajem testu rodziców - ile wytrzymają. Dziecko
              bada na ile sobie może pozwolić względem rodziców. Gdy jest konsekwentnie
              karane (najlepiej ze spokojem i bez wybuchów gniewu) w takiej sytuacji ustalają
              się zdrowe granice między rodzicami i dziećmi. Dziecko będzie szanować swoich
              rodziców i będzie się czuło bezpiecznie w takim domu, gdzie są jasne zasady i
              granice wyznaczone przez rodziców. Dziecko bada te granice(usiłując je
              przekroczyć) i czuje się pewniej w życiu gdy je jednak znajduje (niż gdy
              rodzice pozwalają na wszystko).
              • Gość: nutria Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 17:12
                moja mama tez byla karana ze spokojem przez moja babcie. ze spokojem siegala po
                dyscyplne czy pasek, jak
                mamie sie uzbierało. mama do dzis wspomina to ze zgrozą. mysly duzo rozmawialy
                na temat mojego dziecinstwa, mama mnie przeprosila, cuda, cuda.
                ja z kolei najgorzej wspominam z dziecinstwa okres, gdy mama tez probowala
                karac mnie spokojnie i konsekwentnie i wlasnie zapisywala moje przwinienia.
                robila tez kreseczki. tyle ile kreseczek, tyle w kazda srode razow paskiem w
                pupe. te kreseczki wiszace w kuchni snia mi sie po nocach. Juz wolalam ,ze mama
                traci panowanie nad soba i bije mnie z nerwow, niz gdy tak na zimno mnie
                karala. Czy to bylo bicie, czy to byly jakies inne sankcje, np dobranocki etc.
                jednak nerwy dziecko wzrastając rozumie- widzi, ze rodzice sie kluca, ze mama
                ma inne powody do stresow i jest zdenerwowana "ogolnie". Jakos latwiej z tym
                zyc niz z mama, ktora potrafi wymierzyc kare na zimno. bo to juz wiaze sie z
                okrucienstwem.tu juz nie mozna niczym usprawiedliwic tej mamy w swoich
                dzieciecych oczach. Ona po prostu ze spokojem nas bije albo karze. w tamtym
                okresie czulam sie najbardziej niekochana. na szczescie mama nie potrafila sie
                w tym na dluzsza mete odnalesc i przestala.
                nie wierze w kary. jest taka ksiazka "wychowanie bez porazek" Gordona, chyba ja
                wspominalam. Jet dosc znana. pieknie pokazuje, ze mozna wychowywac dzieci na
                odpowiedzialnych ludzi nie dlatego, ze boja sie kary, jesli nie postapia
                odpowiedzialnie, tylko dlatego, ze maja wlasny system wartosci i wierza, ze
                slusznie jest tak postepowac. bo z szacunkiem ich tego nauczono.

                jestem dosc mloda, moje wlasne doswiadczenia jako dziecka sa dla mnie na tyle
                swierze, a na tyle wolne od poczucia krzywdy ( teraz z mama ogromnie sie
                przyjaznimy, poniewaz ciezko pracowalysmy nad uzdrowieniem naszych relacji i
                poniewaz mama mnie przeprosila, co bylo dla mnie nieslychanie wstrzasajacym i
                uzdrawiajacym doswiadczeniem), ze nie pisze z pozycji dziecka ktore ma poczucie
                krzywdy, tylko wspominam, co mi dawaly tamte metody wychowawcze, czego mnie
                uczyly, jakie we mnie wywolywaly reakcje, skutki, czy byly skuteczne..

                I jako dziecko tak wlasnie karane moge powiedziec, ze zmienilam sie dopiero,
                gdy doroslam i uniezaleznilam sie. wczesniej zawsze to za co bylam karana po
                porstu we mnie wrastalo- bylam przekonana, ze taka wlasnie jestem. niezdara,
                zapominalska, niezorganizowana, balaganiara, klamczucha (klamalam, bo
                powiedzenie prawdy wywolywalo gniew mamy, ktorego panicznie sie balam), ktora
                wszystko zawala, na ktorej nie mozna polegac, ktora zawsze wszystko zrobi nie
                tak. ktorej sie nie ufa i ktorej sie nie akceptuje.

                dlatego przyczepianie etykietek dizeciom jak np u Eli "dziecko wybitnie trudne
                wychowawczo" usadza moim zdaniem dziecko w tej roli dosc skutecnzie na bardzo
                dlugo. wiele pracy doroslego trzeba wlzoyc w uwolnienie sie od tego, i
                zrozumienie, ze to tylko etykietka, a nie prawda o mnie.

                nie ma dzieci wybitnie trudnych wychowawczo, sa rodzice, ktorzy wybitnien ie
                potrafia sie komunikowac ze swoim dzieckiem.
                nie oskazam ich. tz maja ku temu powody.
                ale to oni sa rodzicami i to oni sa odpoweidzialniza swoje dziecko i to do nich
                nalezy nauczyc sie jak pomoc dziecku byc dobrym czlowiekiem, ktory szanuje
                siebie i innych.


                u mojego synka w przedszkolu i na podworku zaleznosc jest oczywista- dzieci,
                ktore bija inne dzieci dostaja klapsy od swoich mam znacznie czesciej, niz te,
                ktore nie bija innych dzieci.
                najbardziej bijacy Czarek ciagle jest karcony klapsem za to przez swoja babcie.
                i tak w kolo macieju.

                i to kto kogo nauczyl? Czarek nauczyl babcie, ze mozna zalatwiac sprawe biciem?
                czy naprawde tego chcemy nauczyc nasze dzieci? by strachem wymuszaly u innych
                posluszenstwo?

                czy to strachem przed ciosem, czy to strachem przed karą?

                oczywiscie, dziecko musi znac konsekwencje swoich czynow. ale kara a
                konsekwencje to 2 rozne sprawy.

                zle zachowanie wg Eli powinno byc pietnowane. a ja z doswiadczenia widze u
                swojego dziecka, ze jak przesle wtedy pozytywny komunikat o tym, jakie
                zachowanie w danej sytuacji jet dobre, zamiast mowic- to jest le- to dziecko
                pamieta i to szanuje. a jak mowie - z pospiechu, bo na psokojnie staram sie to
                madrze formulowac- nie rob tego- to to nie odnosi rezultatu, zapomina. a co
                oznacza zle zachowanie? dzieci popelniaja bledy z niewiedzy, albo probuja
                wybadac granice, tu sie zgodze. ale nawet wtedy mona przeslac pozytywny
                komunikat, zamiast napietnowac, ze np nie chce powiedziec wujkowi dziendobry,
                tylko odwraca sie i mowi nie - powiedziec- u nas w domu panuje zasada, ze
                witamy sie z goscmi niezaleznie od tego, czy mamy ochote sie z nimi akurat
                bawic, czy nie. na to moj synek - no to dziendobry. i grzecznie podaje rączke.

                wlasnei moje dziecko poprosilo mnie o bajke na video. I mowi- dziekuje, ze mi
                puscilas bajke. ja na to-ale zaraz dziadek bedzie chcial ogladac program swoj,
                to najwyzej puszcze ci wtedy na komputerze. dziecko- to dziekuje, ze
                powiedizalas mi od razu.
                moje dziecko ma 3 lata. powtarza zwroty, ktore slyszy gdy zwracamy sie do
                niego. jak mowi Eichelberger-co wlozysz, wyjmiesz, z dzieckiem jak z walzika.
                ldaczego niektorym tak trudno to zobaczyc?

                skoro chce,by mowilo prosze, dziekuje, przerpaszam, by szanowalo rowniez moje
                potrzeby, to poprostu tez je tak traktuje. skoro chce, by nie skakalo z oparcia
                kanapy, to mowie, co moze sie stac jak bedzie skakac, tlumacze dokladnie i
                mowie tez, ze bardzo sie boje o niego i dlatego krzyknelam jak go na tej
                kanapie zobaczylam. Przepraszam, ze kzyknelam, przestraszylam sie, ze stanie Ci
                sie krzywda.
                I moje dziecko mowi- no dobrze , to juz nie bede skakac- i potem nie skacze.
                a jak krzyknie, to potem mowi- przepraszam, nei chcialem krzyknac.
                zdenerwowalem sie, ze zabrales mi zabawke ( ja mu to opdpowiadam, ale on nie
                protestuje, tylko to mowi). a nastepnym razem probuje pertraktowac, co mu tez
                podsuwam- po prostu mowie mu, jak moze komunikowac swoje potrzeby.

                i potem podsluchuje go zza węgla, jak dogaduje sie z jakims nowo poznanym
                dizeckiem i jestem zachwycona.

                dziecko nie ma zlych zachowan. dziecko uczy ise zycia i czasem naprawde - ze
                zdziwieniem to do mnie dotarlo- nie slyszy, jak go wolam, bo zapatrzylo sie na
                przesypywany piasek. trans. zapomnielismy o tym, jak wszystko bylo bardzo nowe,
                i przez to o ile wiecej mielismy w jednym momencie bodzcow do rozpoznania, na
                ktore ni bylo automatycznych szufladek w naszym mozgu. teraz latwiej nam o
                sprawne rozpoznanie i czasem automatyczna reakcje, bo ona wystarczy.
                ale kiedys sie trzeba tego nauczyc.

                dzieci naprawde CHCA DOBRZE!!!!
                pamietam z dizecinstwa. i widze po swoim synu. jak on uwielbia gdy moze sie
                psrawdzic, gd moze czuc, ze podolal, ze jest samodzielny. on lubi sprzatac
                zabawki, lubi pomagac mi scielic lozko, ladowac zmywarke, wieszac pranie!
                trzyletnie dziecko ma porzadek w pokoju, oczywiscie mu w tym pomagam, ja
                odkurzam, etc, ale on odklada rzeczy na miejsce- ma na kazdej szufladzie
                obrazek i podpis- w jednej klocki, w drugiej samochody, w trzeciej zeszyty, w
                czwartej zwierzatka, w piatej farby.. jak byl chory, to prosil mnie, zebym
                schowala jedne zabawki, skoro zmienialismy zabawe i wyciagalismy nastepne ktoe
                przynosilam do jego lozeczka.
                na szafie obrazki na suzfladach- majtki, skarpetki, pizamki etc.
                potrafi sam wyciagnac, zalozyc- jaka duma go rozpiera!

                dzieci uwielbiaja bc dobrymi samodzielnymi pelynmi szacunku ludzmi. mozna im to
                ulatwic, mozna im w tym nie przeszkadzac. moje dziecko samo ma odruch mycia
                raczek ,wynoszenia smieci do kosza, etc.
                ale nie slyszy- nie zostawiaj smieci, etc. nawet nie slyszy "umyj rece"
                tylko; " popowrocie ze spaceru myje sie rece".


                ja tego wszystkiego nauczylam sie z ksiazek. sama nie bylabym w stanie
                wymyslic, jakimi dobrymi wzorcami zastapic te, ktorych nie chcialam stosowac.
                sa m
                • Gość: ola Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 21:16
                  nutria
                  zycie nie jest niestety takie proste, i musze zgodzic sie z Twoja
                  przedmowczynia o roznych typach dzieci.Sa dzieci ktorym wystarczy szepnac slowo
                  i stoja na bacznosc a sa takie ktore nic nie jest w stanie poruszyc.
                  Wiem rowniez z wlasnego doswiadczenia jak latwo jest sie zachwycic jedyna
                  wedlug panujacej mody metoda czy sposobem wychowania.
                  Oczywiscie ze nalezy przede wszystkim tlumaczyc, prosic, i starac sie stosowac
                  inne metody niz klaps. Czesto jednak jestesmy w sytuacjach kiedy ten klaps jest
                  konieczny.
                  Uwazam ze czesciej uzywamy go jako argumentu w stosunku do dzieci mlodszych gdy
                  juz zaden inny sposob nie skutkuje a dziecko staje sie niebezpieczne dla samego
                  siebie badz dla innych.
                  Tak sie sklada ze widuje, widywalam setki dzieci w swoim zyciu i nie widze
                  takiej relacji o ktorej piszesz.
                  Czesto dzieci nie bite nie karane cielesnie takich metod uzywaja w stosunku do
                  innych i odwrotnie, dzieci ktore dostaja klapsy wcale nie obijaja innych, choc
                  oczywiscie wszystkie rozwiazania sa mozliwe.
                  To jest calkowicie zalezne od charakteru, temperamentu i wielu innych cech.
                  (Moja przyjaciolka nigdy nie uderzyla zadnego ze swoich 3 synkow a wszyscy oni
                  sa zabijakami, postrachem podworka.)
                  Trzeba odroznic przemoc fizyczna, znecanie sie od zwyklego klapsa.
                  I nie mozna formowac stwierdzen ze "zaczyna sie o klapsow"
                  Moja mama moja babcia i wiele innych osob dawaly klapsy co nigdy nie
                  przerodzilo sie w przemoc!
                  Tak bylo w wiekszosci domow ktore znam.
                  Wychowywalam rowniez dzieci w USA (kilka lat) i to wlasnie tam zrozumialam jak
                  wielka krzywda jest bezstresowe wychowanie i ile stresu wprowadza ono w zycie
                  doroslych juz ludzi.
                  Zreszta jest to szeroki temat i z pewnosci mozna walczyc na slowa.
                  Obecnie jest w USA tendencja wsrod psychologow do zmiany sposobu wychowywania
                  dzieci poniewaz ten model nie zdal egzaminu.
                  pozdrawiam

                  • Gość: nutria Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 01:34
                    jestem jak najdalsza od bezstresowego wychowywania, ktore jest rownie
                    szkodliwe. uwazam za wielka krzywde dla dziecka, jesli nei wyznaczy mu sie ram
                    i pozwala wierzyc, ze wolno mu wszystko. jest to nie tylko niebezpieczne dla
                    niego, ale skazuje go na nieumiejetnosc komunikowania z innymi ludzmi poza
                    rodzina. staralam sie powiedziec o tym w swoim chaotycznym przyznam poscie, ale
                    widocznie nie podkreslilam tego zbyt mocno. jestem jak najbardziej za jasno
                    okreslonymi zasadami, i wczesnym nauczeniem dziecka ze istnieje przyczyna i
                    skutek. i ze okreslone zachowania wywoluja okreslone konsekwencje. ale chodzilo
                    mi o sposob komunikowania tego.
                    mozna poweidziec: "dzieci, ktore nie sluchaja mamy, nie ogladaja dobranocek"
                    zamiast- nie rob tego, bo nie pozwole ci ogladac dobranocki.

                    chodzilo mi o roznice - w pierwszym przypadku to jest zasada, ktorej dziecko
                    sie uczy, ale ma mozliwosc wyboru. nie spotkalam sie z sytuacja, w ktorej zbyt
                    dlugo chcialoby wybierac nieposluszenstwo- ale ma te kilka minut w ktorych SAMO
                    decyduje, ze uszanuje zasade. wie, ze jesli nie uszanuje, jednoczesnie wybiera,
                    samo, konsekwencje-np decyduje sie, siwadomie, ze nie bedzie ogladalo
                    dobranocki. po kilku minutach- najwyzej- przetrawiania sytuacji moje dziecko
                    mowi - no dobrze, to ... i zachwouje sie zgodnie z moimi oczekiwaniami, ale z
                    poczuciem, ze podjelo te decyzje samodzielnie. w ten sposob uczy sie WYBIERAC
                    zasady, a nie podporzadkowywac im ze strachu, ze matka je ukarze. On ma pelne
                    poczucie,ze jest szanowany.
                    jesli sytuacja wymaga blyskawicznej interwencji, to mozna potem porozmawiac i
                    wyjasnic calkiem szczerze, ze sie o dizecko balismy i stad masza reakcja,
                    opowiedziec, co sie moglo zdarzyc. nie sugeruje wszak wtedy dawac dziecku czasu
                    do namyslu, czy chce zejsc z torow, gdy nadjezdza pociag!

                    sa u mnie w domu rzeczy, ktorych absolutnie nie toleruje, i rzeczy, ktorych
                    zawsze oczekuje, i moj syn doskonale o tym wie. ale dzieki temu, ze z nim
                    rozmawiam, czy to przed, czy po stresujacej sytuacji, a nie dzieki temu ,ze boi
                    sie kary. natomiast doskonale ma swiadomosc konsekwencji roznych czynow. ma te
                    swiadomosc zanim popelni ewentualne "wykroczenie"- i poniewaz zawsze stosuje
                    zapowiedziana konsekwencje, ma pelna jasnosc, czego moze sie spodziewac. nie ma
                    to nic wspolnego z bezstresowym wychowaniem. ja nigdy nie ustapie w tych
                    kwestiach, ktore uwazam za wazne, po to, by on nie mial stresu. ale to jest
                    bardzo przejrzyste nawet dla trzylatka i jednoczesnie podane w takiej formie,
                    zeby on mial jasnosc, ze to nie jest wymierzone przeciw niemu, tylko jest jakas
                    zasada - albo utrzymyujaca bezpieczenstwo, albo dbajacą o dobro domownikow czy
                    innych, albo zasadą dobrego wychowania- tzn sposobu komunikowania sie z innymi,
                    ktory ja uwazam za potrzebny ( jak uzywanie slow prosze dziekuje przerpaszam,
                    nie szarpanie za noge, gdy cos chce sie osiagnac etc etc)

                    zgodze sie, ze moze zbyt pochopnie polaczylam bijace dzieci z bijacymi
                    rodzicami- racja, to bywa bardzo roznie, ostatnio jednak znow mialam kilka
                    spektakularnych przykladow jak osaczone i sfrustrowane sposobem traktowania ich
                    dzieci odreagowuja na innych dzieciach i tak mi to w glowie sie polaczylo
                    bardzo silnie w zwiazku z tem. przerpaszam wszystkich, ktorych tym dotknelam
                    niechcacy, przepraszam szczerze- to racja, moja przyjaciolka nie bije
                    coreczki ,a tamta podnosi reke na inne dzieci.

                    no i w ogole pisze o sobie caly czas. u mnie zaczelo sie od klapsow, a jak by
                    tego nie bagatelizowac pozniejszy klaps w brzuch jest strasznie grozny- troche
                    mocniejszy moglby uszkodzic brzuszek nieco ponad dwuletniego dziecka.
                    wyobrazcie to sobie ze szczegolami, zanim odrzucicie moja interpretacje mojej
                    historii. nosze ja w sobie z glebokim wstydem i dziele sie nia po dlugim
                    czasie, z wami. uderzenie dziecka w brzuch przy utracie panowania nad soba jest
                    moim zdaniem syrena alarmowa ktora wyje mi w glowei do tej pory.
                    pamietam szok w jego oczach i slady mojej dloni na brzuszku- na brzuszku nie ma
                    pieluszki.

                    no i u mojej mamy tez tak bylo.
                    najpierw po porstu klapsy, potem dyscyplina i pasek, a potem to juz potrafila
                    trzasnac drzwiami i od progu kopniakami i ciosami dokopac mnie do kuchni...
                    potrafila walic mnie piesciami przez plecy, po rekach ktorymi zaslanialam glowe
                    az sie nie zmeczyla.
                    byla silna.
                    najbardziej pamietam moment gdy ktoregos dnia, bylam juz w liceum, mama
                    podniosla reke w moim kierunku, a ja odruchowo skulilam sie i zakrylam glowe
                    obiema rękami...a mama podniosla reke, zebym nie poglaskac.

                    to mna bardziej wstrzasnelo niz te wszystkie razy. ze wlasnie taki mam odruch,
                    gdy mama wyciaga reke w moja strone. silniejszy, niz logika- wtedy normalnie
                    rozmaiwalysmy. ale to bylo przyzwyczajenie ciala, odruch pawlowa.

                    wyobrazam sobie, teoretycznie, sytuacja, w ktorej dam klapsa, nawet porzadnego,
                    i to bedzie uzasadnione. mysle, ze ją rozpoznam i sie nie zawaham, natomiast w
                    tym momencie nie umiem wymyslic, jaak by ot mogla byc sytuacja. i uwazam za
                    szkoldliwe odgorne rozgrzeszenie sie z takiej sytuacji. poza tym musialaby byc
                    naprawde nieslychanie szczegolna ta sytuacja.

                    a tak, to jestem za nie biciem dzieci. moze kazde jest inne, ale ja nie
                    spotkalam zadnego przykladu,ktory by mnie przekonal, ze inaczej niz klapsem sie
                    nie dalo.
                    no i jednak moje osobiste doswidczenia nie pozwalaja mi byc tutj obiektywnym.
                    pierwsza to przyznam.
                    choc to zamkniety rozdzial w moim zyciu, dobrze go pamietam.
                    • Gość: elka Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 17:17
                      Niestety Nutrio są dzieci "trudniejsze wychowawczo" o bardzo silnym ego, które
                      od małego testują wytrzymałość swoich rodziców. Kiedy piszesz o swoim
                      dzieciństwie to obraz ten napawa smutkiem. Wydaje się, że mama po prostu nie
                      panowała nad swoimi emocjami. Czym innym jest ukaranie dziecka np. 1)klapsem
                      bądź np. 2)"minusem na tablicy"(nie trzeba przy tym eskalować złością) z
                      dokładnym wyjaśnieniem mu przyczyny tej kary. Kiedy płacze czy jest smutne
                      można go przytulić, zapewnić, że się go kocha i że 1)nie chciało się go karać i
                      może przecież następnym razem posłuchać 2)może zdobyć "plusy". Proces godzenia
                      jest też wychowawczy - dziecko najczęściej szczerze przeprasza i obecuje
                      poprawę.
                      Dużo Nutrio piszesz o swoim dziecku. Ale dziecko o upartym charakterze może
                      właśnie reagować nieposłusznie mimo, że nie przewidujesz takiego wariantu. Jaki
                      masz wariant dla rodziców, którzy mają dzieci, które nie chcą słuchać i mimo
                      wyrwanej linijki biorą kijek i dalej biegają. Jak wyrwiesz kijek(bo nie da się
                      zabrać) to wezmą np. długopis i dalej świetnie się bawią.
                      Piszesz, że kiedy wymierzyłaś karę to przestraszyłaś się tego bo robiłaś to w
                      gniewie i mogłaś zrobić krzywdę dziecku. Tak się właśnie dzieje, gdy zakazujemy
                      czegoś a dziecko nie słucha. Jeśli nie reagujemy od razu na nieposłuszeństwo
                      tylko perswadujemy i perswadujemy to zaczyna rosnąć nasze zdenerwowanie i wtedy
                      rzeczywiście możemy zrobić krzywdę dziecku.
                      Piszesz, że nie ma dzieci trudnych wychowawczo tylko są rodzice nie potrafiący
                      komunikować się z dzieckiem. Otóż zapewniam Cię, że są takie dzieci, które
                      lubią zobaczyć co się stanie gdy nie posłuchają rodziców- nawet roczne dzieci
                      próbują dalej wkładać paluszki do kontaktów mimo, że rodzice cały czas mówią by
                      tego nie robiły.
                      Dlatego opierając się tylko na przykładzie Twojego dziecka trudno Ci wyobrazić
                      sobie jak trudne wychowawczo mogą być dzieci? Jakie rady masz dla ich rodziców.
                      Czy mają dalej perswadować mimo braku efektów i doprowadzić do tego, że dzieci
                      już w szkole zaczną ich ignorować?
                      • maak3 Re: Zaczyna się od klapsów do elki 16.09.03, 20:35
                        Gość portalu: elka napisał(a):

                        > Niestety Nutrio są dzieci "trudniejsze wychowawczo" o bardzo silnym ego,
                        dzieci ''trudniejsze wychowawczo'' to zasługa złych metod wychowawczych
                        rodziców i w większości ich problemów emocjonalnych!!!!!
                        a eskalowaniu złości u rodziców w trakcie tłumaczenia to właśnie swiadectwo
                        tego że rodzice sobie nie radzą ALE NIE TYLKO Z ZACHOWANIEM DZIECI ALE ZE
                        SWOIMI EMOCJAMI!
                        > masz wariant dla rodziców, którzy mają dzieci, które nie chcą słuchać i mimo
                        > wyrwanej linijki biorą kijek i dalej biegają. Jak wyrwiesz kijek(bo nie da
                        się
                        > zabrać) to wezmą np. długopis i dalej świetnie się bawią.

                        a gdzie są Ci rodzice że nie mogą sprawnie ograniczyc przestrzeń i zabrac
                        przedmioty

                        elko! odnoszę wrażenie,że dla Ciebie po prostu jedyna metoda wychowawczą jest
                        bicie
                        a plusiki i minusiki na ścianie to mi pachnie tresurą
                        ale zrobienie czegoś duzego i nagroda w zwiazku z tym ok
    • praktycznyprzewodnik Re: Zaczyna się od klapsów 15.09.03, 11:32
      No jasne, dorosłego zwalnia sie z pracy, albo mu się zabiera premie.
      • praktycznyprzewodnik Re: Zaczyna się od klapsów 15.09.03, 11:33
        Wolałabym, zeby mnie szef zbił, a z roboty nie wyrzycał - takie czasy.
    • Gość: paula Re: Zaczyna się od klapsów IP: 213.17.162.* 16.09.03, 18:10
      Bylam dzis z synkiem w piaskownicy i widzialam taka scene: matka chciala zabrac
      synka do domu. Chlopiec bardzo dramatycznie zareagowal placzem (niemal
      histeria); kochajaca mamusia przylala mu w tylek, dziecko jej oddalo, wiec ona
      2 razy, dzieciak jej oddal, wiec ona uzyla mocniejszego argumentu w postaci
      lopatki do piasku kilka razy, walila na oslep, po nogach, pupie. Dzieciak
      rzucil sie na nia z piesciami, wiec ona mu wlala jeszcze raz ta lopatka....
      A potem go pocalowala.
      Od momentu kiedy chlopiec zaczal oprotestowywac powrot do domu, az do koncowego
      buziaka od mamusi, rzeczona mamusia nie powiedziala do dziecka ani slowa, nie
      wytlumaczyla powodow powrotu do domu.
      Czego go nauczyla??
      Pozdrawiamsmile
      • Gość: iga Re: Zaczyna się od klapsów IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 20:23
        dzisiaj w piaskownicy?
        toz to dziecko jutro bedzie chore
        • Gość: paula Re: Zaczyna się od klapsów IP: 213.17.162.* 16.09.03, 20:40
          ?
    • sanis Re: Zaczyna się od klapsów 18.09.03, 18:06
      Mam koleżankę, która wychowuje swoje dziecko bezstresowo. I kiedy obserwuję z
      boku zachowanie jej syna wobec innych oraz jej samej, to aż sie we mnie gotuje.
      Dziecko , niczym nie skrępowane okłada zarówno łopatką dzieci w piaskownicy
      jak i dorosłych, którzy zwracaja mu uwagę, że tak nie wolno robić. Nawet w
      stosunku do własnej matki zachowuje sie jak sadysta. I nikt mi nie powie, że
      przemoc rodzi przemoc. Natomiast moje dziecko od czasu do czasu dostawało
      klapsa i zachowuje sie poprawnie i nie przynosi mi wstydu swoim zachowaniem.
      Oczywiście nie jest tak do końca grzeczny, ale dzieci mają prawo trochę
      poszeleć.

      Pozdrawiam wszystkie mamy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka