Dodaj do ulubionych

religia w szkole czy poza szkołą ?

    • Gość: marek jak religia w szkole to katechetom płaci państwo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 09:33
      Moje dziecko ma dwie godziny religii w tygodniu, a angielskiego tylko jedną.
      Dyrektor szkoły zapytany czy można nauczyć się angielskiego w 24 osobowej
      klasie na jednej godzinie w tygodniu powiedział,że nie ma pieniędzy na więcej.
      Dlaczego są pieniądze na dwie godziny religii? Lekcja religii to kabaret, po
      notatkach i opowieściach syna mogę wnioskować, że ksiądz kompletnie nie daje
      sobie rady z dziećmi. Hipokryzja i strachliwość władzy nie chcącej się narażać
      kościołowi zaowocowała kolejnym bublem.
    • Gość: daniel Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.ryki.sdi.tpnet.pl 03.10.03, 19:30
      Ja uwarzam że nie ma lepszego miejsca na lekcje religii niż szkoła.
      • Gość: kaja Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.daminet.pl 03.10.03, 19:46
        Ja też tak uważam, że szkoła jest najlepszym miejcem....wolę żeby moje dzieci
        miały religię w ciepłym miejscu a nie w zimnej salce. Jak za moich czasów
        religia była w salkach i zawsze chorowałam.
        • Gość: gośc Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.acn.waw.pl 03.10.03, 23:26
          to teraz powiem coś ja jako osoba bezpośrednio zainteresowana (jestem w
          pierwaszej klasie lo).Czy wy wiecie jak wyglada religia w gimnazjum?no wiec
          wszyscy wchodzimy do sali i ksiadz nawet kiedy swieci slońce zapala swiatlo.za
          każdą próbę zgaszenia wpisuje do dziennika uwagi, że dziecko nie umie sie
          zachować na lekcji,przeszkadza itp.oczywiście to tylko w moim starym gim tak
          bylo(nadal jest), ale ogolnie jeśli chodzi się na religię to alboe "dla jajec"-
          bo mozna się pośmiać z księdza, albo żeby przepisywać lekcje albo żeby rysować
          w zeszycie.ludzie ktorzy nie chodza na relibie dwa razy w tyg siedzą 45 min na
          korytarzu (oczywiście religia nie jest ostatnia).teraz jestem w lo i mimo tego,
          że w tym miesiącu mialam bierzmowanie to od poczatku roku szkolnego chodze w
          mojej nowej szkole na etykę.to jest wspaniała lekcja,naprawde.prawie cala klasa
          na nia chodzi bo jest ciekawie, można dyskutować(na religii siedzisz cicho bo
          jak nie to jedynka)można dowiedzieć sie czegoś naprawde ciekawego.Religia w
          szkole bardzo zniecheca:po pierwsze dlatego,że jest nudna,po drugie dlatego, że
          ksiadz pyta tylko dziewczynki i stawia nawet za dobra odpowiedz kiepskie oceny
          no i po trzecie dlatego, ze księża chyba wcale nie sa przygotowani do nauki w
          szkole.jesli dyktuje nam do zeszytu dwie strony notatek, które na nastepna
          lekcje trzeba znać na pamięć!ja nie mówię,że w każdej szkole tak jest ale w
          dużej części.I niech nikt się nie dziwi potem,że jest coraz mniej wierzacych.
          acha,jeszcze taka sprawa.dlaczego katolicy maja w szkole dwie godziny religii,
          a naweyt jeśli w szkole przeważaja np. boddyści to nie maja swojej lekcji?
          Dlaczego w szkole nie przedmiotu, który uczyłby o wszystkich religiach, żeby
          dzieciaki wiedziały jak świat wyglada, że nie wszyscy co niedziele leca do
          koscoila a potem chlaja na umór i bija ich matki i żebysmy się uczyli
          tolerancji i szacunku dla innych?z ka sie bierze rasizm?wlasnie z niedouczenia,
          a gdzie sie mamy nauczyć jak nie w szkole?
          szkola to szkola a kościol to kościol.i tak byc powinno.nie przekona mnie coś
          takiego, że dzieci musza dojeżdzać daleko do kościola bo nie chodza do
          rejonowej szkoly.i co z tego?bierzmowani też ma sie w swojej parafii a nie przy
          szkole.na msze sie chodzi do najbliższego kościola.A kościolów jest naprawde
          dużo.Np. na ursynowie w warszawie,w jednej części dzielnicy jest 5 kościołow.z
          jednego do drugiego mozna dojśc w 5 min.Naprawde!
          nawet moja babcia, osoba gleboko wierzaca po moich opoweściach i po spotkaniach
          przygotowujacych do bierzmowania (byla moim swiadkiem) powiedziala, że siem nie
          diwi, że nie chodze na religie i że nie chodze do kościola.
          • grrrrw Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 04.10.03, 21:08
            Jakby było siedmiu buddystów zainteresowanych buddyzmem to by była lekcja
            buddyzmu, ale niewykluczona ze byłaby nudna, bo kazaliby 45 minut medytowac.I
            moze nawet stawiałby jedynki z zachowania !
            Jesli w twojej szkole przewazaja buddysci, to powinni zgłosić, ze chca miec
            lekcje, załatwić nauczyciela z kwalifikacjami uznanymi przez Ministerstwo
            Oswiaty . A szkoła wypłaciłaby mu z panstwowej kasy pensje.
            Na tej etyce jest zapewne spokój, bo jest was mało.
            Ksiądz zapewne dlatego dyktuje,ze nie chcieliscie kupic katechizmów.
            Slyszalam ze buddysci bija dzieci, a hinduisci pala swoje zony na stosach.

            A na zajeciach z jakiejkolwiek religii nalezy zachowywac sie grzecznie
            (przygotowanie do bierzmowania nie zwalnia od kultury osobistej - przeciwnie -
            kulture osobista osoby poznaje sie po tym, jak zachowuje sie tam, gdzie z
            dobrego zachowania nie ma zadnej gratyfikacji).
            • Gość: GOŚĆ Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 23:02
              napisalam przecież że na etykę chodzi PRAWIE CAŁA KLASA co nie oznacza, że jest
              nas malo bo jak w większości państwowych szkół jest nas w klasie 31
              osob.katechizmy mieliśmy, ale na lekcjach z nich nie korzystaliśmy bo ksiadz
              dyktowal wszystko i trzeba sie bylo tego nauczyc na pamięć( i to doslownie).
              • Gość: tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 23:10
                Gość portalu: GOŚĆ napisał(a):

                > napisalam przecież że na etykę chodzi PRAWIE CAŁA KLASA co nie oznacza, że
                jest
                >
                > nas malo bo jak w większości państwowych szkół jest nas w klasie 31
                > osob.katechizmy mieliśmy, ale na lekcjach z nich nie korzystaliśmy bo ksiadz
                > dyktowal wszystko i trzeba sie bylo tego nauczyc na pamięć( i to doslownie).

                Tak właśnie jest. Nauczanie watykańskich nauk polega m.in. na bezmyślnym
                klepaniu formułek. Średniowiecze się skończyło, ale papieże i biskupi tego nie
                zauważyli...
          • Gość: Ajka Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.broker.com.pl / *.broker.com.pl 04.10.03, 23:36
            Czegos tu nie moge zrozumieć - nie chodzisz na lekcje religii, nie chodzisz do
            koscioła a w tym miesiacu miałaś bierzmowanie? I przystąpiłaś do bierzmowania?
            Po co?
            Toż to zakłamanie!!!
          • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 05.10.03, 18:29
            Cóz, jesli chodziliscie na religie "dla jaj", zeby się z księdza posmiac i
            odpisywac lekcje albo rysowac w zeszycie, to nie dziwcie sie ,ze lekcja jest
            nudna, a ksiądz stawia jedynki za takie zachowanie. Ja tez bym postawiła.
            Ci, którzy nie chodzą na religie nie powinni siedziec na korytarzu, bo moga
            także miec nieprzyjem,nosci. Powinni iść do biblioteki lub swietlicy lub
            przynieśc zaswiadczenie od rodziców, ze rodzice zgfadzają sie, byście ten czas
            spędzali poza szkołą.
            Wydaje mi się,ze na religii uczycie się, ze Bog jest Ojcem wszystkich ludzi i
            ze każdy człowiek jest naszym bliźnim. Jesli w Twoim otoczeniu sa osoby
            wyznania katolickiego, które sadzą,ze Kościół uczy inaczej, to zapewne dlatego,
            ze nie chodziły w młodosci na religie. Dlatego własnie religię organizuje sie w
            szkole. Zeby nauczyc tolerancji swiatopoglądowej.


            No i kultury bycia na lekcjach oczywiście !

            Czy ci buddysci tez tacy niegrzeczni wobec księdza na religii byli ?
            • Gość: gość Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.acn.waw.pl 05.10.03, 23:10
              jakbyście czytali dokladnie to byście wiedzieli, że jedyne czego mnie ksiadz
              nauczył to to, że (tu będzie cytat,tak wlasnie wyrazil sie moj
              ksiadz)"męszczyźni sa do ogladania tv a kobiety do garów".przepisując lekcje
              lub rysując w zeszycie raczej nie przeszkadza się na lekcji.tak mi się raczej
              zdaje, bo wtedy jakos się nie gada.a buddyści byli dla przykladu, to po
              pierwsze, a po drugie -buddyści raczej nie chodza na religie wiec nie maja
              okazji być na tej lekcji niegrzeczni.

              a co wy uważacie za brak wychowania?gaszenie światła?bo mi sie zdaje,że to
              straszne chamstwo zgasić księdzu na lekcji światło,zwłaszcza jak świeci piękne
              słoneczko.
              • Gość: maika7 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? do gość IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 08:42
                Napisałaś:
                "jakbyście czytali dokladnie to byście wiedzieli, że jedyne czego mnie ksiadz
                nauczył to to, że (tu będzie cytat,tak wlasnie wyrazil sie moj
                ksiadz)"męszczyźni sa do ogladania tv a kobiety do garów".przepisując lekcje
                lub rysując w zeszycie raczej nie przeszkadza się na lekcji.tak mi się raczej
                zdaje, bo wtedy jakos się nie gada.a buddyści byli dla przykladu, to po
                pierwsze, a po drugie -buddyści raczej nie chodza na religie wiec nie maja
                okazji być na tej lekcji niegrzeczni.a co wy uważacie za brak wychowania?
                gaszenie światła?bo mi sie zdaje,że to
                straszne chamstwo zgasić księdzu na lekcji światło,zwłaszcza jak świeci piękne
                słoneczko."

                Na Twój list zareagowały trzy osoby, które z góry założyły, że to w Tobie i
                Twoich kolegach leży wina, że lekcje religii były nudne i nijakie i nic
                wartościowego Wam nie dające. Myślę, że większość osób czytających Twój list
                doczytała się tego, co w nim napisałaś: W Twoim przypadku ksiądz nie sprawdził
                się jako katecheta, dlatego większość wybrała etykę. I tyle. Dzięki za Twój
                głos. Jest dla mnie cenny.
                Maika
    • kwiat_lotosu Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 05.10.03, 08:57
      Absolutnie, religia powinna byc poza szkola, dzieci, które nie uczęszczają na
      lekcje, często przesiadują na putych korytarzach,sa najbardziej widoczni dla
      calej szkoły i wtedy zaczynaja sie epitety, nauczyciele wielokrotnie ponizaja i
      pomniejaszą dzieci .Przytoczę przyklad ze swojego podworka, corka nie chodziła
      na religię wiec siedziala na schodach pod klasą, uczen z innej klasy , ktory
      zwolnil się ze swojej lekcji aby pojsc do toalety, przechodzac kolo niej,
      kopnał ja tak mocno,ze miała znaki.Bała sie zaaragowac bo była mała.Od poczatku
      do konca jestem za tym,zeby religia byla ppoza szkoła.To wyróznienie dla
      katolików, a gdzie dla innych religii szacunek???
      • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 05.10.03, 14:10
        Dziecko nie chodzące na religie powienno przebywac w swietlicy lub czytelni.
        Problem ten nalezy poruszyc na zebraniu. Byc może córka po prostu nie poszła
        do swietlicy i siedziała na korytarzu. To ze kolega ją kopnął nie znaczy, ze
        kopnął ją dlatego, ze nie chodzi na religię, bo to raczej mało prawdopodone.
        Jesli córka pani jest innej religii może pani wystapic o zorganizowanie lekcji
        religii dla pani dziecka w szkole. Musi byc siedmiu chetnych (niekoniecznie
        w tej samej klasie, wystarczy ze na poziomie I-III lub IV-Vi czy I-III w
        gimnazjum).
        • Gość: tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 18:16
          Gość portalu: PP napisał(a):

          > Dziecko nie chodzące na religie powienno przebywac w swietlicy lub czytelni.
          > Problem ten nalezy poruszyc na zebraniu. Byc może córka po prostu nie poszła
          > do swietlicy i siedziała na korytarzu. To ze kolega ją kopnął nie znaczy, ze
          > kopnął ją dlatego, ze nie chodzi na religię, bo to raczej mało prawdopodone.

          No to akurat w Polsce katolickiej i zacofanej cywilizacyjnie nie jest mało
          prawdopodobne. Społeczeństwo jest mało tolerancyjne i zazwyczaj nie katolików
          traktuje jak nie całkiem normalnych.

          > Jesli córka pani jest innej religii może pani wystapic o zorganizowanie
          lekcji
          > religii dla pani dziecka w szkole. Musi byc siedmiu chetnych (niekoniecznie
          > w tej samej klasie, wystarczy ze na poziomie I-III lub IV-Vi czy I-III w
          > gimnazjum).

          Wolne żarty! A skąd znaleźć tych 7-miu? Nasze prawo jest stworzone dla
          katolików.
          • grrrrw Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 05.10.03, 18:19
            Jesli nie ma siedmiorga moze chodzic na religie do punktu katechetycznego
            zarejestrowanego. Wystarczy ze przychodzi troje dzieci, a katecheta tej religii
            bedzie opłacony przez panstwo. Moze wydac z dziecku zaswiadczenie na mocy
            którego bedzie miało wpisany na swiadectwie stopien z religii.
          • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 05.10.03, 18:33
            Z lekcji religii udzielanych w szkołach bądź pozaszkolnych punktach
            katechetycznych korzysta około 1ooo dzieci wyznania ewangelicko-augsburskiego,
            500 wyznania metodystycznego, 2300 ze Starokatolickiego Kościoła Mariawitów,
            2000 z Kościoła Polskokatolickiego oraz 1200 z Polskiego Kościoła Chrześcijan
            Baptystów.
            Zgodnie z najnowszymi danymi Konsystorza Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, w
            1997 r. naukę religii w szkołach pobierało 66% uczniów, natomiast 34% w
            pozaszkolnych punktach katechetycznych, prowadzonych w zdecydowanej większości
            pod nadzorem pedagogicznym dyrekcji szkół wyznaczonych przez lokalne władze
            oświatowe.
        • Gość: Krzys52 Re: religia WON ze szkoly i Panstwa IP: *.proxy.aol.com 06.10.03, 04:20
          To ze kolega ją kopnął nie znaczy, ze kopnął ją dlatego, ze nie chodzi na
          religię, bo to raczej mało prawdopodone.
          .
          ::
          A ile sie nie myle to Kwiat_Lotosu jest matka tego dziecka ktore zostalo
          kopniete a bylo tez ponizane. Tak twierdzi Kwiat_Lotosu ktory lepiej zna to
          dziecko niz ty, oraz lepiej zna okolicznosci kopniecia i atmosfere tamtej
          szkoly niz ty. Nie wymadrzaj sie wiec skoro nic nie wiesz.
          Moze wiec postaraj sie, fladro jedna, nie zarzucac klamstwa porzadnej kobiecie,
          oraz nie wyliczac jej prawdopodobienstwa, ze mowi prawde. Popisalas sie
          wyjatkowym chamstwem.
          .
          K.P.
    • Gość: :) Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.chello.pl 05.10.03, 11:35
      W moim liceum zastosowano rozwiazanie,moim zdaniem, calkiem sensowne: religia
      jest nieobowiazkowa. Kto chce- chodzi, kto nie chce- ma do wyboru jeszcze etyke
      albo dluzszy sen, bo wspomniane lekcje odbywaja sie rano, przed normalnymi. I
      wszyscy sa zadowoleni, a juz najbardziej ci, ktorzy, podobnie jak ja, byli w
      gimnazjum skazani na znoszenie misjonarskich zapedow katechetek.
    • pran Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 05.10.03, 13:08
      ludzie.mówicie tutaj o jednym tylko aspekcie całej sprawy- lekcjie religii poza
      szkołą były przyjemniejsze,generalnie lepsze, a w szkole jest to jeszcze jedna
      lekcja. ale co z całym aspektem finansowym? przecież tym wszystkim ludziom
      uczącym religii katolickiej w szkole publicznej płaci państwo. Abstrahując od
      tego że prez to nie starcza pieniędzy dla innych nauczycieli, lub dzieci nie
      mają 3 godzin wuefu w tygodniu ale za to 2 godziny religii, jest to sygnał tego
      jaka religia jest oficjalnie wspierana przez teoretycznie świeckie pańastwo. a
      raczej jaka struktura finanasowo-światopoglądowa. nie ma tu mowy o rozdziale
      państwa od koscioła i pluralizmie światopoglądowym. lekcje religioznawstwa? jak
      najbardziej-prowadzone jednak przez naprawdę , naprawdę wykwalifikowanych
      znawców tematu a takich niestety w naszym państwie nie ma. w Polsce na razie
      liczy się jeden sposób myślenia(modlenia raczej) jeden Bóg i jeden Papież.
      • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 05.10.03, 14:14
        A jesli obywatel naszego kraju ma zamiar studiowac na uczelni katolickiej np.
        psychologię to tez za własne pieniadze powinien to robić ?
        To co piszesz to dyskryminacja. Ja płacę podatki i chce, zeby moje dziecko nie
        tylko uczyło sie religii, ale więcej - chce, zeby jego edukacja i wychowanie w
        szkole oparte było na wartosciach jakie ja wyznaje tj. chrzescijanskich. I mam
        do takich przekonan pełne prawo. Bo to jest szkoła PUBLICZNA a nie PAŃSTWOWA, w
        której dziecko kształci sie tak jak zdecuduje państwo. Ma sie kształcic tak,
        jak ja tego sobie zycze. Bo sie uczy za moje pieniadze i to jest moje dziecko.
        Panstwo dziecku nauki nie funduje. Ono ją finansuje z MOICH podatków.
        • Gość: tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 18:24
          Gość portalu: PP napisał(a):

          > A jesli obywatel naszego kraju ma zamiar studiowac na uczelni katolickiej
          np.
          > psychologię to tez za własne pieniadze powinien to robić ?
          > To co piszesz to dyskryminacja. Ja płacę podatki i chce, zeby moje dziecko
          nie
          > tylko uczyło sie religii, ale więcej - chce, zeby jego edukacja i wychowanie
          w
          > szkole oparte było na wartosciach jakie ja wyznaje tj. chrzescijanskich. I
          mam
          >
          > do takich przekonan pełne prawo. Bo to jest szkoła PUBLICZNA a nie
          PAŃSTWOWA, w
          >
          > której dziecko kształci sie tak jak zdecuduje państwo. Ma sie kształcic tak,
          > jak ja tego sobie zycze. Bo sie uczy za moje pieniadze i to jest moje
          dziecko.
          > Panstwo dziecku nauki nie funduje. Ono ją finansuje z MOICH podatków.

          Jak wielu poskich katolików mylisz pojęcia. Dla Ciebie
          Katolicki=Chrześcijański a Chrześcijański=Katolicki. Ale przyjmij do
          wiadomości, że są inne wyznania wywodzące się z chrześcijaństwa - nie tylko
          rzymskokatolickie. No i druga sprawa: co mają powiedzieć ludzie
          niezainteresowani naukami watykańskimi a płacący podatki? Moim zdaniem każde
          wyznanie także katolickie powinno samo sponsorować propagowanie swoich nauk
          (ze składek swoich wyznawców i ewentualnie jakiejś innej działalności).
          • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 06.10.03, 22:44
            Ja chce aby w szkole, gdzie przebywa moje dziecko chrześcijanskie nie
            propagowano tresci sprzecznych z wartosciami, które wyznaję. To znaczy zeby np.
            nie uczono dziecka ze poligamia i monogamia to tylko dwa równorzedne sposoby na
            zycie w rodzinie. I uwazam, ze mam do tego prawo.
            Rozwiązaniem problemu, o którym piszesz, byłoby organizowanie szkół
            wyznaniowych. Wtedy kazdy siedziałby we "własnym sosie". Ale ja uważam, ze
            dużomądrzej jest, gdzy dzieci od małego ucza sie tolerancji religijnej. A także
            tego, ze jesli nie mają zyczenia na religie chodzić, to sie wypisują, a nie
            chodzą "dla swiętego spokoju".

            Co mają powiedzieć osoby które wyznaja inna religie niż katolicką już ci kilka
            razy odpowiedziałam. WSZYSTKIE WYZNANIA UZNANE W POLSCE MOGA ORGANIZOWAC
            ZAJECIA ZE SWOEJE RELIGII W SZKOLE. WYSTARCZY BY BYŁO CHETNYCH SIEDEM OSÓB ( W
            JEDNYM CYKLU EDUKACYJNYM - NIE JEDNYM ODDZIALE!), A W PUNKCIE POZA SZKOLNYM
            TRZY . I TO ZA PANSTWOWE PIENIADZE. KATECHETA TYCH TROJGA DZIECI DOSTANIE
            PENSJE PANSTWOWA. UWAZAM ZE TO LUKSUSOWA SYTUACJA.
        • Gość: Krzys52 Religia za swoje pieniadze i poza szkola IP: *.proxy.aol.com 06.10.03, 04:39
          Bo to jest szkoła PUBLICZNA a nie PAŃSTWOWA, w której dziecko kształci sie tak
          jak zdecuduje państwo. Ma sie kształcic tak, jak ja tego sobie zycze. Bo sie
          uczy za moje pieniadze i to jest moje dziecko.
          Panstwo dziecku nauki nie funduje. Ono ją finansuje z MOICH podatków.
          .
          ::
          Caly budzet panstwa bierze sie z podatkow. Z tym tylko ze optocz twoich
          podatkow sa tam jeszcze podatki osob niezainteresowanych finansowaniem kosciola
          katolickiego, wlacznie z finansowaniem instruktazu religijnego i religijnej
          indoktrynacji w szkolach. Innymi slowy, na religijne wychowanie twojego dziecka
          placa jeszcze, wbrew swej woli i swiatopogladowi, osoby ktore nie sa
          zainteresowane religijnym wychowaniem twojego dziecka. Sa to czesto osoby,
          ktore z racji bycia grabionymi przez panstwo na twoje religijne fanaberie,
          zycza twojemu dziecku polamania wszystkich raczek i nozek.
          Udaj sie wiec do swojej Kurii i poinformuj Pasibrzuchow iz nie wszyscy w Polsce
          zachwyceni sa finansowaniem wydatkow koscielnych oraz religijnej indoktrynacji
          twojego dziecka. Moze Nygusy nie wiedza o tym.
          .
          K.P.

    • Gość: mels Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.nsm.pl 05.10.03, 14:36
      Gość portalu: maika7 napisał(a):
      > Co sądzicie na ten temat ?

      Ten rodzaj intelektualnej pedofilii na naszych dzieciach jest bardzo
      niebezpieczny, dlatego w cywilizowanych krajach obowiazuje rozdzial kosciola od
      panstwa.

      MELS
    • Gość: PP Idziemy do Europy IP: 80.51.242.* 05.10.03, 18:11
      RELIGIA W SZKOLE

      Prawna wykładnia

      Powszechna deklaracja praw człowieka z 1948 r. w artykule 18 stanowi: „Każda
      osoba ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii; prawo to obejmuje wolność
      zmiany swej religii lub przekonań, jak również wolność manifestowania swej
      religii lub przekonań, indywidualnie lub wspólnie z innymi, publicznie lub
      prywatnie, poprzez nauczanie, praktyki religijne, sprawowanie kultu i
      rytuałów”.


      W Międzynarodowym pakcie praw obywatelskich i politycznych z 1966 r. w artykule
      18 ustęp 4 stwierdza się, iż
      „Państwa Strony niniejszego Paktu zobowiązują się do poszanowania wolności
      rodziców lub, w odpowiednich przypadkach, opiekunów prawnych do zapewnienia
      swym dzieciom wychowania religijnego i moralnego zgodnie z własnymi
      przekonaniami”.


      Rada Europy w protokole nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i
      podstawowych wolności. W artykule 2 tego protokołu stwierdza się:

      " Wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo uznaje
      prawo rodziców do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi
      przekonaniami religijnymi i filozoficznymi”.

      Jeszcze bardziej wyraźne stanowisko zajęła Rada Europy w zaleceniu nr 1202 z
      lutego 1993 r., dotyczącym tolerancji religijnej w społeczeństwach
      demokratycznych. Wzywa się w nim kraje członkowskie do zapewnienia edukacji
      religijnej i etycznej integralnego miejsca w systemie OSWIATY PUBLICZNEJ.


      Lekcje religii w krajach Unii Europejskiej (UE)

      Państwo powinno stworzyć takie warunki, aby żaden z obywateli nie był narażony
      w instytucjach publicznych, a więc także w szkole, na funkcjonowanie wbrew
      swoim przekonaniom światopoglądowym, z drugiej natomiast, przyznając obywatelom
      prawo do publicznego wyrażania przekonań religijnych, powinno zagwarantować
      obszar edukacyjny, służący kształtowaniu „cywilizowanej” ekspresji
      światopoglądowej, wzajemnemu poznaniu oraz dialogowi. Rolę taką mogą odgrywać
      lekcje religii prowadzone w ramach systemu oświaty publicznej. Państwu, które
      nie powinno mieć prawa ingerowania w doktrynę religijną poszczególnych
      Kościołów, nie może być jednak obojętny ład społeczny i jakość życia
      obywateli. "

      W państwach UE, z wyjątkiem Francji, kształcenie religijne jest realizowane w
      ramach systemu oświaty publicznej. Przybiera ono, w zależności od lokalnych
      regulacji prawnych, a także kontekstu historycznego i społecznego, formę
      konfesyjną (Austria, Belgia, Finlandia, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Niemcy,
      Portugalia, Włochy), ponadkonfesyjną (Holandia, Szwecja, Wielka Brytania), bądź
      mieszaną (Dania). Jako przedmiot szkolny może mieć charakter obligatoryjny lub
      fakultatywny. Gwarantując wolność sumienia i wyznania, poszczególni ustawodawcy
      przyznają zarazem prawo do rezygnacji z uczęszczania na zajęcia religii. W
      większości państw, w których lekcje religii mają charakter konfesyjny,
      przewiduje się przedmiot alternatywny w postaci etyki bądź wiedzy o religiach i
      światopoglądach, pojawiający się w praktyce dopiero na poziomie szkoły
      średniej, lub osobne zajęcia dla uczniów przynależących do mniejszości
      wyznaniowych. Lekcje religii kończą się oceną wpisywaną na świadectwie
      szkolnym i na ogół, jeżeli miały charakter obligatoryjny, decydują o promocji
      do następnej klasy. Ponadto niektóre systemy szkolne dopuszczają
      wybór „religii” jako fakultatywnego przedmiotu maturalnego.

      Nauczyciele religii muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje pedagogiczne i
      teologiczne, zazwyczaj wymagana jest także akceptacja właściwej zwierzchności
      kościelnej. Opłacani są przez PAŃSTWO i włączani do grona pedagogicznego danej
      szkoły na normalnych zasadach.


      • Gość: Krzys52 Re: Idziemy do Europy IP: *.proxy.aol.com 06.10.03, 04:48
        No wlasnie. Tam zajecia sa fakultatywne i religia zastepowana jest etyka, na
        przyklad. Dodatkowo w takich Niemczech, powiedzmy, osoby niezainteresowane
        religijnoscia nie placa podatkow na koscioly. Tam kazdy deklaruje chec
        oplacania danego kosciola, badz celow charytatywnych. Jesli przykladowo jest w
        Niemczech 30 milionow katolikow i kazdy opodatkowany jest na jedna marke
        miesiecznie to kosciol katolicki otrzymuje 30 milionow marek i ani marki
        wiecej. Panstwo jest tam jedynie administratorem tych pieniedzy.
        Jak to samo wyglada w Polsce - kazdy wie. W Polsce istnieje przymus
        utrzymywania kk przez podatnika, ktorego nikt nigdy nie pytal o zdanie, czy
        chce lozyc na religijna indoktrynacje twojego dziecka.
        .
        K.P.
        • Gość: PP Re: Idziemy do Europy IP: 80.51.242.* 06.10.03, 22:37
          Tak akurat jest tylko w Niemczech. Zauwaz jednak, ze osoby które nie płaca
          podatków także mają prawo do edukacji - równiez religijnej - dzieci(co prawda
          na poziomie minimum).
          Francja jest wzorcowym krajem w którym obowiazuje rozdział Kościoła od panstwa.
          W tym jedynym w Unii kraju, gdzie religia odbywa sie poza szkołą - istnieja
          punkty katechetyczne kontrolowane i finansowane przez państwo. No i dzieci maja
          gwarantowany wolny od zajęc szkolnych dzień na edukacje religijną. Jest to
          bodajże czwartek czy sroda. A to dlatego,zeby nie łaziły po ciemku po szkole do
          owych punktów katechetycznych tylko mogły sie tam udac przed południem. Kto nie
          chodzi na religie (nie ma przymusu) ma wolny dzień, a rodzice dodatkowy kłopot,
          bo do 14 lat musza opłacać baby-sitterke, by dziecko nie przebywało samo w
          domu, to jest zabronione. Jesli jest to szkoła wyznaniowa, wtedy maja dwie
          godziny religii w planie jak leci, a za to wolna sobotę.
          Szkoły wyznaniowe sa we Francji substydiowane przez panstwo. Bo kazdy podatnik
          ma prawo wyboru rodzaju edukacji dla swego dziecka. dziecko nie jest panstwowe,
          to już przerabialismy.
          Koscioły (z wyjątkiem tych stawianych niedawno) sa także własnościa panstwa i
          Kosciół je tylko wynajmuje. A koszty utrzymania budynków pokrywa panstwo z
          podatków wszystkich obywateli. Wierni ponosza tylko opłaty związane ze
          sprawowaniem kultu.
    • Gość: Krzys52 Religia za Wlasne pieniadze i Nie w szkole. IP: *.proxy.aol.com 06.10.03, 04:24
      A gdzie ma sie odbywac - to juz jest zmartwienie tych co chca organizowac
      religie. Wolny wybor...
      .
      K.P.
      • Gość: PP Re: Religia za Wlasne pieniadze i Nie w szkole. IP: 80.51.242.* 06.10.03, 22:22
        Z moich podatków finansowane sa rozmaite przedsięwzięcia, których nie popieram -
        niestety nie mam wpływu na co ida moje pieniadze. Skoro jednak płacę na
        szkołe, to zycze sobie, by dziecko uczyło sie w szkole religii, gdyz
        doprowadzanie dziecka na religie poza szkoła jest dla mnie kłopotliwe. Poza tym
        nie widze powodu dla którego miałabym ponosic koszty utrzymania sali i
        katechety, skoro juz raz podatki na szkolnictwo zapłaciłam.

        Co do studiów. To moja osobista sprawa czego i gdzie będe się uczyć. Jesli
        wybieram uczelnie katolicka to mam pełne prawo, by z podatków moich rodziców
        umozliwiono mi studia na uczelni katolickiej.
    • balbina24 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 06.10.03, 12:34
      oczywiście poza szkołą, piszę, bo znam z autopsji...
      • kkujawa Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 06.10.03, 13:18
        Czy mogłabyś wyjaśnić, co oznaczają te trzy kropki? I o jaką autopsję chodzi?
        Od strony ucznia, czy może katechetki?
    • Gość: Pysia Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.granica.bytom.pl 06.10.03, 17:08
      Uwazam, ze nie powinno byc religi w szkole poniewaz wiele osob ma z tego powodu
      problemy. W klasach od 1-3 dzieci nie rozumieja ze kazdy ma prawo do wyznawania
      wlasnej wiary. Dzieci wtedy smieja siem i oczerniaja taka osobe. W wyzszych
      klasach trzeba zwalniac siem z lekcji chodzic na swietlice bo lekcje
      najszczesciej odbywaja siem po srodu planu lekcji. Niekotrzy (w mojej klasie)
      na religi dostaja najwiecej uwag i nieodpowiednich, poniewaz nie interesuje ich
      to, a nie maja odwagi powiedziec o tym rodzicom.
      • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 06.10.03, 22:26
        W szkole jest wiele przedmiotów, które nie sa obowiązkowe. W gimnazjum jest nim
        drugi jezyk obcy (nie musisz chodzic jesli nie chcesz) albo wychowanie
        prorodzinne czy lekcje jezyka i kultury mniejszości narodowych. Z innych dośc
        łatwo można otrzymac z przyczyn zdrowotnych zwolnienie (np. w-f czy zajęcia
        techniczne). I wtedy nalezy przebywaxc w swietlicy lub bibliotece, a jak
        rodzice sie zgodza na pismie (gimnazjum i liceum) to mozna iść na spacer albo
        na zakupy. Najlepiej jednak do czytelnii i zająć sie odrabianiem lekcji albo
        czytaniem lektury szkolnej - będzie mniej pracy w domu.
        • Gość: maika7 refleksje od maiki do PP IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 08:40
          PP, bardzo cenne dla mnie są Twoje wyważone głosy i uwagi do innych postów.
          Często jesteś nieoceniona jeśli chodzi o wiedzę (szczególnie prawną) na tematy
          tu poruszane.
          Osobiście jednak nie zgadzam się z kilkoma Twoimi poglądami. np.
          napisałaś:

          "Ja chce aby w szkole, gdzie przebywa moje dziecko chrześcijanskie nie
          propagowano tresci sprzecznych z wartosciami, które wyznaję. To znaczy zeby np.
          nie uczono dziecka ze poligamia i monogamia to tylko dwa równorzedne sposoby na
          zycie w rodzinie. I uwazam, ze mam do tego prawo."

          W szkole publicznej są też dzieci, których religia mówi, że poligamia JEST
          właściwym "sposobem" na życie rodzinne. Uważam, że będąc tak na prawdę
          mieszanką różnych kultur (prawo do tego mamy) nie można forsować jedynego
          słusznego modelu myślenia. Od tego co właściwe dla naszego światopoglądu i
          wartości ważnych dla nas jesteśmy my sami. To nie jest sprawa szkoły. Ja tez
          mam prawo do tego, aby moje dziecko uczyło się zgodnie z moimi wartościami i co
          wtedy jeśli nasze wartości są sprzeczne, a dzieci w tej samej szkole?? Dlatego
          jestem za neutralnością..

          Napisałaś też:
          "Rozwiązaniem problemu, o którym piszesz, byłoby organizowanie szkół
          wyznaniowych. Wtedy kazdy siedziałby we "własnym sosie". Ale ja uważam, ze
          dużomądrzej jest, gdzy dzieci od małego ucza sie tolerancji religijnej. A także
          tego, ze jesli nie mają zyczenia na religie chodzić, to sie wypisują, a nie
          chodzą "dla swiętego spokoju".

          Dlaczego tej tolerancji muszą się uczyć właśnie na lekcjach religii??

          W innym poście napisałaś o prawach do swobodnego wychowania światopodlądowego.
          Ja czuję, że moje prawa są łamane bo na każdym kroku spotykam się z przymusem
          uczestniczenia w kulcie, którego nie wyznaję...

          W tym wątku (o tej religii czy religioznawstwie) chodzi mi też nie tylko o
          prawo, ale przede wszystkim o osobiste odczucia ludzi uczestniczących w
          sposobie jego funkcjonowania w Polsce...

          Odpowiadając Pysi (i innym właściwie też) pomijasz ich odczucia, a skupiasz się
          na tym, co mogą zrobić w zamian. Jest to ważne, ale jeśli dziewczyna pisze, że
          część dzieci siedzi na religii bo boi się powiedzieć rodzicom, że nie chcą na
          nią chodzić to chore są układy rodzinne, a nie ma winy w samych dzieciach.
          Często pomijasz ten "czynnik".

          Pozdrawiam
          M.
          • praktycznyprzewodnik Re: refleksje od maiki do PP 07.10.03, 21:50
            Dzieki za miłe słowa.
            Ja myslę, ze to sa problemy do końca nierozwiązywalne i nie ma jedynego
            słusznego rozwiazania. W kazdym kraju sytuacja jest inna. Znam akurat dość
            dobrze tę we Francji i w Niemczech tez nieco, bo mamy w gimnazjum wymianę
            młodzieży (przyjeżdzają na nią akurat wcale nie "pardziwi Niemcy" ale młodzież
            turecka z II pokolenia emigranckiego, dziewczynki w chusteczkach itp. To jest
            ciekawe, rozmawiac z nimi, bo sa to praktykujące muzułmanki w protestanckiej
            Meklemburgii i dlatego wyszedł mi argument z poligamia, która islam
            dopuszcza,choć do niej nie zacheca). Stad przekonanie (padło porównanie do
            integracji inwalidów) ze nie na "lekcji religii" ale w szkole po prostu
            dokonuje sie ten wazny proces wychowania do przyjmowania innosci, róznorodnosci
            kultur, koloru włosów a także religii.
            Na eDziecko ktoś się niepokoi, ze jego dziecko jest wysmiewane w szkole z
            powodu rudych włosów - czy to znaczy, ze rudzi powinni chodzic do osobnych
            szkół, bo tak bedzie mniej konfliktowo i przyjemniej ?
            W gimnazjum w duzych maisatch obserwuje sie proces odwrotny. dzieci sa w wieku
            kryzysu wartości wyniesionych z domu, chodza na szkolna religie, ale biada
            temu, które przyzna sie w klasie publicznie, ze było na pielgrzymce, czy na
            różancu w kosciele ! "Niech Pani o tym nie mówi w klasie, błagam !" A ci
            adwentysci, co mieli za komuny problemy (bardzo powazne, mandaty) bo nie
            chodzili w sobote do szkoły ? Inne dzieci im zazdrosciły wolnego dnia, który
            sobie za Gierka wyprocesowali ! Te dzieci, które nie chodzą w klasie II na
            religię bawią się w maju beztrosko, a cała klasa zostaje na próbe przed komunią
            i nie zawsze jest to takie atrakcyjne, ta próba, podbnie jak nauki przed
            bierzmowaniem...Tak,ze to bywa róznie z tym dokuczaniem i jeśli pojawia sie to
            jako argument w dyskusji, to jest raczej pewna projekcja obaw rodziców o
            dziecko. Dziecko może byc wysmiewane z rozmaitych przyczyn, JAK SIE DA
            WYSMIAC. Oczywiscie nauczyciel musi być czujny i wspierać dzieci, które
            spotyka mobbing z jakiegokolwiek powodu.
            Co do tej monogamii.Jak wyobrazasz sobie naswietlanie tego problemu ?Ja nie
            zycze sobie, zeby dziecko z ust nauczyciela usłyszało, ze to jest obojetnie czy
            ktos ma jedną zone, czy kilka, skoro ja uważam, ze nalezy miec jednorazowo
            jedna, a kilka to tylko ewentualnie po kolei ? A jak inne modne dyskutowane
            problemy ? Nauczycielowi nie wolno byłoby w imie tej neutralności
            swiatopoglądowej powiedziec, ze poligamia (nota bene scigana prawnie) to nic
            takiego i on jest nawet za ? A gdzyby zdarzyło się, ze rodzice dzieci
            wyznających satanizm zarzadaliby w imie wolnosci swaitopoglądowych promocji
            tresci gloryfikujacych zło ? (problem wcale nie wyssany z palca ) Neutralne
            wychowanie nie istnieje, a jesli nawet udajemy, ze istnieje to ono także będzie
            rodzajem wychowania. Jako osoba wyznająca konkretne rozpoznawalne (jako
            chrzescijańskie) wartości mam prawo spodziewać się, ze będą one obecne w
            treściach wychowania szkolnego. Wiecej za wychowanie uwazam - owszem -
            prezentacje rozmaitych poglądów, oczywiscie na miare rozwoju dziecka, ale
            wyrazna deklarację osób znaczących za konkretnym wyborem, a nie pozostawianie
            wyboru dziecku.Inne postepowanie uwazam za demoralizacje, wybacz tak uwazam i
            mam do tego prawo. I do tego, by dziecko moje było wychowywane w szkole tak jak
            ja chce. (Jak mi dziecko posłac chcieli na festyn "idziemy do Europy", nie
            tylko powiedziałam nie, ale uwazam, ze jest to sprzeczne z zasada nautralnosci
            politycznej szkoły - a to nie przeszkadzało, ze e referendum głosowałam TAK -hi-
            hi!).
            Wracając do tematu: Powinnam miec mozliwość albo dziecko kształcic w szkole
            wyznaniowej, albo umiescic je w szkole która nie jest wyznaniowa ale deklaruje
            sie jako kształcąca w oparciu o "wartosci chrzescijanskie" ( o tym była kilka
            lat w mediach wielka dyskusja i zdaję sobie sprawę, ze można sie do tej
            definicji przyczepiś, ale zostawmy ja jako robocza).
            Dopuszczam istnienie szkół które jako takie sie nie deklarują oczywiście,
            byłyby to szkoły "neutralne", ale ja musze wiedzieć, gdzie dziecko posyłam, bo
            dla mnie jest to ważne. I muszę mieć wybór.

            Skoro ktos mi mówi, ze jesli dziecko umieszczę w szkole katolickiej to powinnam
            ponosic koszty utrzymania go w tej szkole, to ja nie wiem dlaczego. Przeciez
            płace podatki, jak każdy człowiek na szkołe i mam prawo wyboru szkoły gminnej,
            gimnazjum i liceum, więc dlazczego mam dopłacać akurat do katolickiej ? To nie
            sa sprawy kultu tylko edukacji.
            Jesli okazuje sie, ze ta szkoła jest za droga (nie mówie o opłatach ekstra,
            ponad minimum programowe a o zwyczajnych kosztach utrzymania dziecka w szkole)
            albo niedostepna z innych przyczyn (odległosci), jak jest w Polsce, to co ?

            Pozostaje mi szkoła ogólnie dostepna, utrzymywana przez podatników gminy, na
            terenie której mieszkam. Jesli na terenie tej gminy, wiekszość osób
            zainteresowanych kształceniem dzieci ( niech nawet bedzie "zdecydowana
            wiekszośc") zyczy sobie wychowania w duchu wartosci chrzescijanskich, to szkoła
            musi odpowiedziec na te potrzebe zadana ofertą.

            Pozostaje oczywiscie sprawa dzieci osób, którym to z jakichs powodów nie
            odpowiada.
            Moga rzecz jasna posłac dziecko i do szkoły wyznaniowej, przeciez chodzenie do
            niej nie zakłada zaraz praktykowania np. katolicyzmu (chyba ze regulamin
            szkoły stanowi inaczej) a tylko pogodzenie sie z jej wyznaniowych charakterem.
            Oczywiście osoba ta musi mieć także możliwość umieszczenia dziecka w szkole
            gminnej j/w , bo i ona ją z podatków utrzymuje. To jest obowiazek gminy taką
            szkołe powołac do istnienia. Ale i tu musi byc opcja na rzecz dzieci rodziców
            ateistów czy innych wyznań. Nie można tych dzieci zmuszać do udziału w
            zajeciach o charakterze scisle wyznaniowym jak konfesyjna lekcja religii czy
            msza sw. na zakończenie roku, to oczywiste. (przypominam, ze fakt, ze dziecko
            nie chodzi na religie, nie jest deklaracją swiatopoglądową, a tylko rezygnacją
            z pewnych usług edukacyjnych przez szkołe proponowanych. Może mi sie na
            przykład nie podobać konkretny katecheta i wypisze dziecko z religii,a będę
            dalej chodziła z nim do koscioła, do spowiedzi...).

            To tak jak np. w Kanadzie: dzieci polskie, czy meksykanskie musza sie pogodzic
            z tym,ze nauka jest po angielsku i program promuje tresci odpowiadające
            potrzebom tamtej jakże mieszanej społeczności. Ale dzieci polskie mają
            jednoczesnie prawo, do bezpłatnej nauki ilus tam godzin jezyka ojczystego,
            kultury i cywilizacji polskiej. I to poprzez opłacanego przez państwo (czy
            gmninę na poziomie niższym) nauczyciela (jesli oczywiscie ten nauczyciel ma
            odpowiednie przygotowanie i wykształcenie). I nikt nikomu nie robi łaski. Polak
            płaci podatki i jest dajmy nato siedmioro dzieci polskich - sa lekcje
            polskiego ! A zdarza sie, ze dzieci polskie są wysmiewane i wyzywane "od
            biedaków" w szkole ! I sa rodziny na emigracji, które presji ten nie wytrzymuja
            i wynaradawiają sie juz w drugim pkoleniu ( z wielką krzywda dla dzieci, bo
            pociaga to z reguły spore zaburzenia identyfikacji, emocjonalne...)
            A sa tam dzieci mniejszosci na tyle egzotycznych, ze nie dorobią się własnej
            lekcji w szkole i mają ja poza szkoła w rozmaitych centrach kultury. I te
            centra sa finansowane przez panstwo ( system proporcjonalny rzecz jasna do
            ilości płatników w gminie).
            Tak to widzę. Wyszło przydługo. Co do wiedzy to zajrzyj do szesciotomowej
            encyklopedii - suplement hasło chyba katechizacja czy religia w szkole wszystko
            znajdziesz.
            W jaki sposób jestes zobowiązana do uczestniczenia w kulcie religii, której nie
            wyznajesz ?
            Dziecko może chodzić na religie lub nie. Nie jest zmuszane (chyba ze przez
            rodziców, ale to juz prywatne sprawy tej rodziny, które nichcacy dla nich
            ulegają swoistemu upublicznieniu. Ale jak religia była w salakach, tez sie
            zdarzały interwencje do księdza:"Ja nie chce iśc do
            • Gość: tempus Re: refleksje od maiki do PP IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 00:03
              Z powodu rozmiarów Twojej wypowiedzi pozwalam sobie na komentarz częściowy -
              do pewnych fragmentów. Zdaję sobie sprawę z tego że może wyglądać to
              niesubiektywnie.

              > Na eDziecko ktoś się niepokoi, ze jego dziecko jest wysmiewane w szkole z
              > powodu rudych włosów - czy to znaczy, ze rudzi powinni chodzic do osobnych
              > szkół, bo tak bedzie mniej konfliktowo i przyjemniej ?

              Koloru włosów się nie wybiera, my o tym nie decydujemy, ale możemy zdecydować
              aby lekcje religii były w kościołach/zborach/synagogach/cerkwiach itd.

              > W gimnazjum w duzych miastach obserwuje sie proces odwrotny. dzieci sa w
              wieku
              > kryzysu wartości wyniesionych z domu, chodza na szkolna religie, ale biada
              > temu, które przyzna sie w klasie publicznie, ze było na pielgrzymce, czy na
              > różancu w kosciele ! "Niech Pani o tym nie mówi w klasie, błagam !" A ci
              > adwentysci, co mieli za komuny problemy (bardzo powazne, mandaty) bo nie
              > chodzili w sobote do szkoły ? Inne dzieci im zazdrosciły wolnego dnia, który
              > sobie za Gierka wyprocesowali ! Te dzieci, które nie chodzą w klasie II na
              > religię bawią się w maju beztrosko, a cała klasa zostaje na próbe przed
              komunią
              >
              > i nie zawsze jest to takie atrakcyjne, ta próba, podbnie jak nauki przed
              > bierzmowaniem...Tak,ze to bywa róznie z tym dokuczaniem i jeśli pojawia sie
              to
              > jako argument w dyskusji, to jest raczej pewna projekcja obaw rodziców o
              > dziecko. Dziecko może byc wysmiewane z rozmaitych przyczyn, JAK SIE DA
              > WYSMIAC.

              No właśnie, czyli religia poza szkołą aby przynależenie/nieprzynależenie do
              kościoła rzymskokatolickiego nie było takie widoczne!

              > Co do tej monogamii.Jak wyobrazasz sobie naswietlanie tego problemu ?Ja nie
              > zycze sobie, zeby dziecko z ust nauczyciela usłyszało, ze to jest obojetnie
              czy
              >
              > ktos ma jedną zone, czy kilka, skoro ja uważam, ze nalezy miec jednorazowo
              > jedna, a kilka to tylko ewentualnie po kolei ? A jak inne modne dyskutowane
              > problemy ? Nauczycielowi nie wolno byłoby w imie tej neutralności
              > swiatopoglądowej powiedziec, ze poligamia (nota bene scigana prawnie) to nic
              > takiego i on jest nawet za ? A gdzyby zdarzyło się, ze rodzice dzieci
              > wyznających satanizm zarzadaliby w imie wolnosci swaitopoglądowych promocji
              > tresci gloryfikujacych zło ? (problem wcale nie wyssany z palca ) Neutralne
              > wychowanie nie istnieje, a jesli nawet udajemy, ze istnieje to ono także
              będzie
              >
              > rodzajem wychowania. Jako osoba wyznająca konkretne rozpoznawalne (jako
              > chrzescijańskie) wartości mam prawo spodziewać się, ze będą one obecne w
              > treściach wychowania szkolnego. Wiecej za wychowanie uwazam - owszem -
              > prezentacje rozmaitych poglądów, oczywiscie na miare rozwoju dziecka, ale
              > wyrazna deklarację osób znaczących za konkretnym wyborem, a nie
              pozostawianie
              > wyboru dziecku.Inne postepowanie uwazam za demoralizacje, wybacz tak uwazam
              i
              > mam do tego prawo. I do tego, by dziecko moje było wychowywane w szkole tak
              jak
              >
              > ja chce.

              Czyli jesteś za tym aby wszystkie dzieci uczono Twoich zasad. Czy nie możesz
              pojąć, że do szkół państwowych chodzą też dzieci, których rodzice wyznają inne
              zasady?

              > Wracając do tematu: Powinnam miec mozliwość albo dziecko kształcic w szkole
              > wyznaniowej, albo umiescic je w szkole która nie jest wyznaniowa ale
              deklaruje
              > sie jako kształcąca w oparciu o "wartosci chrzescijanskie" ( o tym była
              kilka
              > lat w mediach wielka dyskusja i zdaję sobie sprawę, ze można sie do tej
              > definicji przyczepiś, ale zostawmy ja jako robocza).

              Oczywiście, że powinnaś mieć możliwość posłania dzieci do szkoły wyznaniowej
              (lub chrześcijańskiej), ale nie jestem pewien, czy państwo świeckie powinno za
              to płacić. Pisząc jako katoliczka o wartościach "chrześcijańskich" chyba nie
              zdajesz sobie sprawy z tego jak duże są rozbieżności w tej kwestii między
              kościołami "chrześcijańskimi"! Część z nich nie uznaje boskości Maryi,
              produkcji świętych, czyśćca, nadludzkich mocy księdza, chrzczenia małych
              dzieci, celibatu księży/pastorów itd. Te elementy nauki kościoła
              rzymskokatolickiego powstały na przestrzeni wieków (nie pochodzą z Biblii ani
              ewangelii).

              • Gość: maika7 Re: refleksje od maiki do PP-cd... IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.03, 09:34
                Witaj PP, ale napisałaś... Nie zmieścił się chyba cały list, bo na końcu jest
                wyraźnie urwany. Postaram się odpowiedzieć krócej (bez cytowania). Mam
                nadzieję, że nie pominę niczego.
                Zostawiam inne kraje i sytuację w nich na boku, bo Polska jest dość specyficzna
                i właściwie tylko ona w tej chwili mnie interesuje (choć ważne jest jak to się
                odbywa gdzie indziej).

                W przypadku rudych włoów i innych cech genetyczno-fenotypowych zgadzam się z
                argumentem tempusa - tego się nie wybiera, światopogląd się wybiera.

                Co do przyznawania się, że chodzi się na różaniec, pielgrzymkę itp. Wydaje mi
                się, że to też jest chore, że takie działania podlegają czyjejś ocenie. Ale
                oceniającymi są często koledzy z tego samego nurtu wyznaniowego...

                Nie zgadzam się z twierdzeniem, że: "...to bywa róznie z tym dokuczaniem i
                jeśli pojawia sie to jako argument w dyskusji, to jest raczej pewna projekcja
                obaw rodziców o dziecko. Dziecko może byc wysmiewane z rozmaitych przyczyn, JAK
                SIE DA WYSMIAC."
                Dziaci wyśmiewają się niezależnie od czujności rodziców, nauczycieli itp.
                Wyśmiewają się do wieków i z różnych rzeczy. Jeśli w grupie znajdzie się
                dziecko, które jest wyśmiewane bardziej niż inne, to często takie reakcje się
                nasilają. Dzieci czasem nie mają siły, aby się obronić przed nietolerancją i
                głupotą swoich kolegów (i te "różańcowe" i te "nieróżańcowe"). Dlatego nie
                negowałabym głosó, że taki problem też się pojawia. Inna sprawa jak na to
                reagować..

                Monogamia i poligamia: Wyobrażam sobie (też jestem przeciwna poligamii - nie
                pasuje mi po prostu), że moje dziecko usłyszy, że w naszej kulturze
                najpowszechniejsza jest monogamia (i jest zgodna z prawem obowiązującym w
                naszym kraju i najpowszechniejszą w Polsce religią), ale,że istnieją kultury, w
                których istnieje poligamia i tam jest to normalne. I tyle, bez wartościowania.
                Tak samo jeśli chodzi o inne problemy - są różne zdania na ten sam temat i mogą
                współistnieć.
                Satanizm: neutralność jest dla mnie pojęciem ograniczonym do ram wyznaczonych
                przez prawo działające w danym kraju. Nie mam jednak nic przeciwko temu, żeby
                moje dziecko dowiedziało się o istnieniu satanistów. Wiedza o istnieniu czegoś
                nie jest tożsama z propagowaniem poglądów związanych z tym czymś...

                Masz rację - nie istnieje neutralne wychowanie, ale może być nastawione na
                współisnienie pomimo różnic, albo na zwalczanie się w imię różnic. Wolę ten
                pierwszy model.

                Piszesz o tym, że powinnaś mieć możliwośc wyboru szkoły (wyznaniowej, albo
                neutralnej). Zgadzam się, ale jest jak jest (może kiedyś się coś zmieni) i w
                ramach tego systemu, który jest, chcę się odnaleźć w sposób jak najmniej
                depczący mi po duszy (zakładając istnienie takowej).

                Z tymi podatkami to konsekwentnie nie będę się wypowiadać, bo temat szeroki,
                ale najbliższe są mi "w tym temacie" poglądy tempusa...

                Załóż sytuację taką (o tym wyborze szkoły nadal..): w Twojej gminie przeważają
                muzułmanie, jest tylko dwoje dzieci katolickich. Szkoła gminna odpowiadając
                na "zapotrzebowanie większości" organizuje naukę tak, że ta dwójka pozostaje na
                boku. Wczuj się w matkę tych dzieci (jedno jest np. Twoje) i w dziecko. Wiem,
                że wymyślam w tej chwili, ale po prostu nadal sądzę, że "zapotrzebowanie
                większości" jest dyskryminacją mniejszości. I jeśli można temu zapobiec, to
                wydaje mi się, że warto.

                U nas (piszę o wiosce, ale chyba jest to bardziej ogólna postawa) wypisanie
                dziecka z religii przez osobę wierzącą jest psychicznie nie do przejścia ze
                względów na nacisk społeczny). To musiałaby być bardzo silna osobowość.

                Pytasz w jaki sposób jestem zobowiązana do uczestniczenia w kulcie religii,
                której nie wyznaję. Napisałam, że spotykam się z przymusem (trochę coś innego
                niż zobowiązanie). Wspomniałam kiedyś o sytuacji ze szkolnego boiska na
                zakończenie roku, przyszłam tam w celech jak najbardziej świeckich, a
                postawiona byłam w sytuacji deklaracji światopogladowej (wspólna modlitwa i
                błogosławieństow na dobre wakacje..). Sytuacji takich niby swieckich, ale
                jednoczesnie nieświeckich miałam kilka. Co innego jak sama udaję się na
                uroczystość religijną (np. czyjś ślub kościelny).

                Też przydługo... Wyjątkowo dzisiaj odpowiadają mi poglądy tempusa w calości...
                Jestem za oddzielaniem "państwowego" od "bożego"...
                M.
                • praktycznyprzewodnik Re: refleksje od maiki do PP-cd... 08.10.03, 21:32
                  ) Zostawiam inne kraje i sytuację w nich na boku, bo Polska jest dość
                  specyficzna i właściwie tylko ona w tej chwili mnie interesuje (choć ważne
                  jest jak to się odbywa gdzie indziej).

                  Masz rację, Polska po wojnie stała sie raptownie krajem bardzo wyrównanym
                  społecznie (religia, narodowość, status materialny za komuny) I
                  bardzo "zamkniętym" na nowe. To temat dla socjologa, ale na pewno winien był
                  zaburzony obieg informacji (hurra mamy forum !!) i brak możliwosci swobodnej
                  wymiany pogladów. To sprzyja rozmaitym patologiom, histerycznym reakcjom z
                  niedoinformowania, ksenofobii róznych typów. Pamietam jak w 1972 roku, jako
                  liecalistka pojechałam po raz pierwdszy na Zachód, do Londynu. To był szok
                  kulturowy (kolorowe twarze na ulicy, wielośc poglądów, opinnii, opcji
                  politycznych, nawet rozmaite tolerowane dziwactwa, które u nas były nie do
                  wyobrazenia.....). I to sie w bólu zmienia, i nie wystarczy 1o lat
                  postkomunizmu, ale to potrwa dłuzej. Dla mnie właśnie - poza argumentem, ze to
                  taniej i wygodniej z religia w szkole - to jest najwazniejszy argument.

                  )
                  ) W przypadku rudych włoów i innych cech genetyczno-fenotypowych zgadzam się z
                  ) argumentem tempusa - tego się nie wybiera, światopogląd się wybiera.

                  Wybiera sie też emigrację i pozostanie przy polskości lub naturalizacje
                  całkowitą.



                  ) Co do przyznawania się, że chodzi się na różaniec, pielgrzymkę itp. Wydaje mi
                  ) się, że to też jest chore, że takie działania podlegają czyjejś ocenie. Ale
                  ) oceniającymi są często koledzy z tego samego nurtu wyznaniowego...

                  W gimnazjum to wiek, ze najbardziej atrakcyjni towarzysko sa wszelkiej masci -
                  "toutes proportions gardees" - anarchiści, nihilisci, głosiciele czegokolwiek
                  aby inaczej niż oficjalnie. To mija jak dziecięce alergie. I to zjawisko nie
                  jest dla mnie wcale agrumentem za bezsensem religii w szkole na tym poziomie
                  edukacyjnym. Przeciwnie. Religia, a czemu i nie rózne religie w szkole - jesli
                  sa jej wyznawcy - sprzyja dojrzewaniu do dorosłego głoszenia swojej religii,
                  nie "obnoszenia się " z nią, do odróznienia czym jest "afiszowanie się" od
                  normalnej deklaracji...
                  Lekcje religii chrzescijanskiej w dobie ekumenizmu nastawione sa na to co łaczy
                  nie na to co dzieli chrzescijan oraz - zajrzyj do gimnazjalnych katechizmów lub
                  do niebeieskiego oficjalnego Katechizmu Religii Katolickiej - pozytywnie
                  otwierają na wartosci zawarte w innych systemach religijnych i filozoficznych .


                  Dzieci czasem nie mają siły, aby się obronić przed nietolerancją i
                  ) głupotą swoich kolegów (i te "różańcowe" i te "nieróżańcowe"). Dlatego nie
                  ) negowałabym głosó, że taki problem też się pojawia. Inna sprawa jak na to
                  ) reagować..
                  Nie przypuszczam, zeby miało to byc az takim problemem. Zdarzyło mi się raz
                  jeden interweniowac w przypadku swiadka jehowy 9dziecka), które miało podobno
                  byc napastowane przez dzieci katolickie. Dokładniejsza analiza sprawiła, ze
                  dziecko to samo niejako było sobie winne - poniszczyło innemu zapewne w imię
                  wyznawanych zasad "swiete obrazki" noszone w zeszycie i wyrazało sie bardzo
                  ordynarnie na temat miejscowego ksiedza. Tak ze trzeba patrzec szerzej. I temu
                  dziecku przydała się taka lekcja - tolerancji i dzieciom katolickim.
                  Masz racje trzeba czuwać. Dzieci "mobbingują" inne wyczuwając ich słabość,
                  niską samoocenę, brak pewności ... nauczyciel musi mądrze czuwać, by nauczyc
                  dziecko mądrej samoobrony. Nie można dziecka uczyć chowania sie za spódnice
                  nauczyciela w szkole, ani umacniac go w przekonaniu ze jest godne
                  pozałowania, "biedne", a tamte dzieci "be".
                  "Prosze pani, on mi dał po twarzy ?" ( w domysle - jestem ofiarą !)
                  "Dlaczego go bijesz ?" "On powiedział na moja matkę, ze jest puszczalska
                  kurwa". Samo zycie. W gimnazjum beda sie bic o dziewczyny (ichłopaków)a nie o
                  religię i rodzine.

                  - są różne zdania na ten sam temat i mogą współistnieć.


                  Tak, masz rację, ten problem nigdy do końca nie bedzie rozwiązany. Systemy
                  etyczne nie są doskonałe. Sa tylko interpretacja Doskonałego.
                  A szkoła jest tylko instytucją. I jak sie nad tym dokładniej zastanowić, to
                  przychodzi chetka, by odseparowac się od owej istytucji, zacząc dziecko
                  edukowac w domu samemu i inne miłe marzenia. Ostatecznie obowiązek oswiatowy
                  to nie to samo co szkolny.

                  Ja jednak jestem za tym,zeby szkoła nie tylko uczyła ale i wychowywała. A z tym
                  jest coraz trudniej.
                  Dziecku, tym bardziej młodziezy nie mozna powiedziec czegos, jak to sie
                  popularnie mówi "nie wazne kto z kim spi, wazne kto płaci alimenty". Czyli
                  uczyc relatywizmu w sprawach podstawowych.
                  Bliższy mi jest Stąś tarkowski przed Mahdim niz rozmyta lekcja religii
                  ponadkonfesyjnej lansowana w Europie w imie przeciwdziałania religijnej
                  ksenofobii, rasizmowi i nieporozumieniom wynikłym z raptowanego zderzenia
                  kultur i religii.

                  Wiedza o istnieniu czegoś nie jest tożsama z propagowaniem poglądów związanych
                  z tym czymś...

                  Mnie zaniepokoiły reakcje dzieci (IV-VI klasa ) na spektaklu o czarownicy i
                  walczacym ze złem bohaterem. dzieci na spotkaniu z aktorami pytały z troską,
                  czemu czarownica była taka głupia i dała się zwyciężyć, dokładniej "my
                  chielibysmy, zeby zło zwycięzyło". Aktorka nawet sie speszyła, ale tylko
                  moment, a potem bardzo dobitnie powiedizła dzieciom, ze zło zawsze bedzie
                  pokonane. Ze tak po prostu jest, inaczej nie może być. Predzej czy póxniej ale
                  zawsze. Byłam jej wdzięczna za to, miała ten "belferski pieprzyk".
                  dzieciom nie mozna "mącic w głowie", bo będą "skołowane". Umiarkowany
                  relatywizm dla licealistów najwczesniej. Wyraxne normy ponizej tego wieku !

                  wychowanie, ale może być nastawione na współisnienie pomimo różnic, albo na
                  zwalczanie się w imię różnic. Wolę ten pierwszy model.

                  Ja tez i dlatego jestem za religią w szkole, choc nie jest to wolne od
                  problemów róznej natury (od organizacyjno-finansowych, poprzez społeczne az do
                  programowych). Bo szkolna lekcja religii nie jest jednak katechezą. Katecheza
                  zakłada wiarę i chęć jej pogłębienia i porządkowania. I celem jest ta wiara.
                  W szkole mamy natomiast przekaz wiedzy o doktrynie, historii Koscioła. No i nic
                  nie szkodzi na przeszkodzie, by uczestniczył w tych zajęciach niewierxzący czy
                  przysłowiowy Zyd. A więc ta religia szkolna to raczej ewangelizacja. Rodzaj
                  propozycji. Przynajmniej tak jest to w gimnazjum. W podstawówce odradzałabym
                  umieszczenie dziecka rodziców niepraktykujących, niezdecydowanych czy innej
                  religii lub wyznania na tych zajęciach. Chyba zeby uprzedzic katechetę, w czym
                  rzecz.
                  Przypominam, ze katecheta ocenia dzieci tylko za "gorliwość w zdobywaniu
                  wiedzy", czyli uwazanie na lekcjach, zajmowanie sie tematem zajęć,
                  zdyscyplinowanie ogólne, prowadzenie zeszytu ( wykonywanie w nim cwiczen i tak
                  dalej) a nie za praktyki stricte religijne! Tego nie było nawet w katechizacji
                  parafialnej. Oceniało się za wiedze i frekwencję , a z "zycia według wiary
                  uczeń ocenia siebie sam" - tak było na swiadectwie UCZESTNICTWA napisane.

                  Inna rzecz, ze znane mi odnośne przypadki rokuja rozmaicie. Sa
                  dzieci "skołowane przez rodziców kontra babcia" z trudem osiągające konieczna
                  do tej sytuacji równowagę, są dzieci, których rodzicom (np. ojciec Polak
                  pochodzenia zydowskiego, nieochrzczony, matka formalnie katoliczka kompletnie
                  niepraktykująca) nalezy pogratulowac dojrzałości emocjonalnej. To konkretne
                  dziecko chodziło na religie, bo samo tego chciało, zachowywało się w sposób
                  bardzo zrównoważony, zadawało ciekawe i swiadczące o dokonujacym sie procesie
                  integracji religijnej pytania. Nie chodzi mi o to, ze sie "nawróciło". Nie
                  było ani u Komunii ani tym bardziej u bierzmowania. Ale wspominam je bardzo
                  ciepło i nieraz widuję. Ale to byli wyjatkowej kultury ludzie.

                  w Twojej gminie przeważają muzułmanie, jest tylko dwoje dzieci katolickich.
                  Szkoła gminna odpowiadając na "zapotrzebowanie większości" organizuje naukę
                  tak, że ta
              • grrrrw Re: refleksje od maiki do PP 08.10.03, 20:30
                Jesli napiszesz mi niedługo, ze jesteś zwolennikiem osobnych szkół dla murzynów
                i białych nie bede wcale zdziwiona. Na pewno biednym murzynom bedzie weselej i
                przyjemniej w szkole tylko dla czarnych, nikt nie bedzie im dokuczał. I
                wszyscy pójda spokojnie spac.


                Szkoły nie sa państwoe tylko publiczne. To wielka róznica. Panstwowe to były za
                komunizmu i faszyzmu .


                Mylisz wartości chrescijanskie z róznicami doktrynalnymi. Szkoła oparta na
                wartościach chrzescijanskich organizuje lekscje religi bądz ponadkonfesyjne
                badz konfesyjne. I problem w drugim przypadku rozwiazuje sie sam. A w
                pierwszym daje wiele do myslenia. Mozliwa jest szzkoła oparta na awrtosciach
                chrzescijanskich bez lekcji religii. Mylisz dwie rzeczy.
                • Gość: dziczu Re: refleksje od maiki do PP IP: *.daminet.pl 08.10.03, 21:04
                  A wiecie co ja myślę? Mentalność dzisiejszego społeczeństwa jest doskonałym
                  odbiciem lustrzanym przeważających wypowiedzi na forum, czyli: jak nie ma do
                  kogo się czepiać-to są katolicy. Jak ktoś nas okrada to też katolicy, a
                  szczególnie księża. Jak ktoś molestuje to głównie katolicy, a szczególnie
                  księża. Jednym słowem wielu z was nie ma nic wspólnego z kościołem, ale oblega
                  go jak twierdzę-ciągle na niego bluzgając błotem. Mówicie o wolnym kraju, o
                  tolerancji i paradoksalnie nie potraficie dać tym katolikom spokoju, a zająć
                  się swoimi sprawami. Ateiści twierdzą, że Boga nie ma i sami się zaprzeczają,
                  bo walczą, wciąż walczą z katolikami. Smutny jest ateizm co
                  niektórych....spędzić pół życia na walce z kościołem...to bez sensu. Jeśli w
                  coś nie wierzę, to kompletnie mnie to nie interesuje, szkoda czasu na
                  walczenie z tym, co dla mnie nie istnieje. Lepiej swoje życie wypełnić swoimi
                  pomysłami i podejrzewam, że ich nie wystarczy do końca życia. No chyba, że
                  ktoś zasłania się ateizmem, a tak naprawdę nie ma ŻADNYCH pomysłów na własne
                  życie-wtedy traci je na walkę z katolikami, kościołem. Celowo piszę traci-bo
                  to nie będzie walka wygrana. Kościół istnieje tyle wieków....tyle potężnych
                  mocarstw upadło, a kościół trwa mimo, że czasy się zmieniły. I będzie trwał,
                  bo jest założony przez Boga w osobie Chrystusa, a jak wiadomo dla Boga nie ma
                  nic niemożliwego.
                  Tak więc dajcie już spokój tym katolikom, patrzcie na swoje ręce, czy aby
                  czasem przez was ktoś nie płacze. Ludzie myślą, że ten to, tamten tamto....a
                  ja? Jaki jestem ja? Co ja sobą reprezentuję? Co ja przekażę swoim dzieciom
                  prócz zabezpieczenia finansowego i szkoły? Czy moje dziecko będzie miało swój
                  cel i grunt pod nogami, czy będzie gubić się w życiu nie wiedząc tak naprawdę
                  po co ono jest? Czy moje dziecko prócz liczenia, pisania i czytania będzie
                  wiedziało po co się żyje? A jak ktoś z rodziny umiera>? jak mu wytłumaczyć
                  jaki jest sens samej śmierci?
                  Dużo można by pisać na ten temat, ale myślę, że najważniejsze jest to, aby
                  każdy w swoim sumieniu zobaczył siebie-nie innych ale siebie i się tego
                  siebie nie przestraszył.
                  dziczu
              • praktycznyprzewodnik Re: refleksje od maiki do PP 08.10.03, 21:45
                Faktycznie ze urywa. Moze i lepiej, bo sie rozgadałam. Pisałam jeszcze o tym,
                ze gdybym była zyła wsród tych muzułmanów, to satarłabym sie ich poznac
                zaprosiąc na Trzech Króli... A dziecku tym dokładniej wyjaśniała na cyzm polega
                czrzescijanstwo i katolicyzm. U nas tak było w rodzinie. Szwagier sie zapiasła
                na adwentyste. Dyskusje rodzinne przeobraziły sie w skrócony domowy kurs
                dogmatyki fundamentalnej i wyszły na dobre dzieciom, bo sie bardzo ozywiły
                doktrynalnie, zaczły mysleć (!) , pytac, szukac. I bylismy bardzo zadowoleni.

                Jak byu mi sie zdarzyło z tym błogosławienstwem, a byłabym Tobą, to bym to
                potraktowała jak defilade na nowy rok chinski - obrzadek religijny na ulcach
                londynskiego Soho. Okazje do zobaczenia czegos i tyle. A jak bym była wierzaca
                niezdenominowana to bym sie serdecznie za te dzieci pomodliła ze wszystkimi. Bo
                modlitwy szzczegolnie wspólnej nigdy nie za wiele.
                • kkujawa Re: refleksje od maiki do PP 09.10.03, 10:26
                  praktycznyprzewodnik napisała:


                  > Jak byu mi sie zdarzyło z tym błogosławienstwem, a byłabym Tobą, to bym to
                  > potraktowała jak defilade na nowy rok chinski - obrzadek religijny na ulcach
                  > londynskiego Soho. Okazje do zobaczenia czegos i tyle. A jak bym była
                  wierzaca
                  > niezdenominowana to bym sie serdecznie za te dzieci pomodliła ze wszystkimi.
                  Bo
                  >
                  > modlitwy szzczegolnie wspólnej nigdy nie za wiele.
                  Porównanie z defiladą w Soho jest chybione, tam możesz pojść, ale nie musisz,
                  nie jesteś zaskakiwana, jesteś anonimowa, nie uczestniczysz w obrządku
                  religijnym, a jesteś jedynie widzem. Podczas uroczystości otwarcia roku
                  szkolnego stoisz sobie wsród ludzi, a tu raptem wychodzi ksiądz i
                  mówi: "Pomódlmy się". Naprawdę nie widzisz tej różnicy??? Na Soho - oglądasz, w
                  szkole - uczestniczysz!

                  Poza tym, co ważniejsze... w Polsce mamy PRAWO do nieujawniania swoich poglądów
                  wyznaniowych, więc ten, kto stawia kogoś w sytuacji konieczności OKREŚLENIA
                  się, co do przekonań religijnych, takie prawo najzwyczajniej łamie. Włączanie
                  praktyk religijnych do uroczystości szkolnych w szkołach państwowych (w sensie
                  ich finansowania przez wszystkich ludzi, z obowiązku) stawia każdą osobę, która
                  nie ma ochoty ujawniać swoich przekonań, w sytuacji "przemocy" wobec niej. Bo
                  osoba taka MUSI, NIE MA WYJŚCIA, określić się wobec takiej sytuacji - albo nie
                  uczestniczyć w rytauałach, albo uczestniczyć, by się nie wyróżniać. Sam,
                  osobiście, nie uczestniczę, bo mam do tego takie samo prawo, jak Ci, co chcą
                  uczestniczyć, ale CZUJE SIĘ ZMUSZONY DO OKREŚLENIA SIĘ WOBEC RELIGII i to w
                  szkole świeckiej, z zaskoczenia, nie uprzedzany itp. I to jest właśnie przykład
                  na to, że polskie zapisy konstytucyjne nie są przez ludzi respektowane,
                  uświadomione itp. Kilkukrotnie zdarzało mi się protestować przeciw umieszczaniu
                  mszy w rozmaitych oficjanych programach uroczystości szkolnych (rocznic, itp.)
                  w szkołach świeckich. Bez skutku, bo najczęstszym argumentem było - "przecież
                  nie musisz być na mszy". No właśnie, i to jest sedno sprawy. Program
                  uroczystości szkolnej w placówce państwowej ZMUSZA mnie do określenia sie wobec
                  religii, a to jest już łamanie tego podstawowego prawa "do milczenia w sprawie
                  wiary". A przecież wytarczyłoby powiedzieć: "PRZED oficjalnym programem
                  odbędzie się msza, gdyby ktoś zechciał w tym dniu pomodlić się". Dlaczego nie
                  może być właśnie tak? Ta wypowiedź troche odbiega od tematu dyskusji, ale tylko
                  trochę, bo z różnych rozmów z moimi uczniami (uczę w liceum w baaaaardzo małym,
                  ale miłym miasteczku) wynika, że oni też właśnie czują się zmuszeni do
                  określenia się wobec wiary, a nie zawsze chcą. Są też zmuszani przez
                  bezosobową "presję społeczną" (rodzina, znajomi) do uczestnictwa w zajęciach
                  religii. A tak, na marginesie, gdyby religia do szkół publicznych nie została
                  wprowadzona "kuchennymi drzwiami" (rozporządzenia podaj nawet nie ministra), a
                  po długiej, otwartej dyskusji, to może teraz w takich rozmowach nie byłoby tak
                  wielu emocjonalnych wypowiedzi?? A może NIE BYŁOBY religii w szkole??
                  • Gość: maika7 czwartek-refleksje i refleksyjki od maiki do PP IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.03, 17:24
                    Trochę mi żal, że ten wątek stał się też zdominowany przez parę osób i dyskusje
                    ideologiczną. Ale może warto pociągnąć to dalej?

                    Cały czas najbardziej nas dwie dzieli spojrzenie na rolę religii w szkole. Tu
                    pasują mi bardzo argumenty kkujwa. I dlatego cały czas jestem za
                    religioznawstwem - szerszym w zakresie treści nauczania i neutralnym
                    światopoglądowo. Obie chyba się nie przekonamy co do wyższości jednego nad
                    drugim i może dajmy sobie już spokój z tą kwesią. Znam Twoje poglądy (w części
                    je rozumiem), Ty znasz moje. Pozostańmy przy nich skoro obie jesteśmy
                    przekonane co do ich słuszności.

                    Co do rudych włosów, emigracji itp. mieszamy cechy na które nie mamy wpływu i
                    rzeczy (wybory), na które mamy wpływ. Mój wybór jest mniej więcej taki: jestem
                    obywatelką polską z wyboru i chcę żyć w tym kraju swobodnie w ramach
                    obowiązującego w nim prawa (bo chyba nie ma w nim obowiązującego
                    światopoglądu??). I tu zderzamy się obie o inną nieco interpretację prawa.

                    Wiek gimnazjalny... no właśnie, znów odmiennie od Ciebie myślę, że religia
                    (jako bardziej określona) daje większy zapalnik do buntu. Wiek dorastania to
                    wiek dojrzewania, określania siebie, poszukiwania, dlatego myślę, że należy
                    dać "większą ofertę", być otwartym na dyskusje, na różnorodność postaw. Na siłę
                    się wiele nie zwojuje.
                    Opisujesz lekcje religii idealistycznie. W praktyce wygląda to chyba nieco
                    gorzej (wnioski z forum, rozmów z dziećmi i młodzieżą, ich rodzicami...).
                    I po raz kolejny: żeby była lekcja etyki w szkole musi być minimum 7 dzieci
                    chętnych. W wielu szkołach nie ma takiej liczby. Gdyby było religioznawstwo nie
                    byłoby tego problemu.
                    Piszesz:
                    "Lekcje religii chrzescijanskiej w dobie ekumenizmu nastawione sa na to co
                    łaczy nie na to co dzieli chrzescijan oraz - zajrzyj do gimnazjalnych
                    katechizmów lub do niebeieskiego oficjalnego Katechizmu Religii Katolickiej -
                    pozytywnie otwierają na wartosci zawarte w innych systemach religijnych i
                    filozoficznych ."

                    To idealizacja. Rzeczywistość skrzeczy żałośnie...

                    Odnośnie wyśmiewanych. Tez nie wiem jaka jest skala problemu, ale jeśli ktoś o
                    nim pisze, to przed oceną trzeba by było wniknąć w istotę. Zareagowałam na to,
                    bo czasem oceniałaś, według mnie, pochopnie. Tak, jakbyś znała całą sytuację.
                    Mobbing istnieje też poza szkolnym budynkiem...

                    Szkoła jest jaka jest (każda inna). Nie chcę, żeby szkoła wychowywała moje
                    dziecko. Włożyłam w wychowanie dzieci dużo czasu, troski i miłości. Szkoła jest
                    dość niespójna wychowawczo...
                    O relatywiźmie- Nie chcę uczyć swoich dzieci relatywizmu moralnego. Uczę ich
                    dokonywania wyborów i ponoszenia za nie odpowiedzialności.

                    Dzieci i czarownica. Nie chodzi mi o mówienie, że zło jest dobrem, ale o
                    uczenie, że na świecie jest i to i to. Nie chodzi mi o uczenie, że wszystko
                    jedno co się wybierze, ale o pokazanie co jest złe, a co dobre.

                    Ciekawa jestem jak by się czuł ten przysłowiowy Żyd na lekcji religii w
                    gimnazjum mojego syna, gdzie religia jest (niby nowoczesna) prowadzona w sposób
                    tradycyjny.. I to właśnie jest przeszkoda bardzo realna. Piszesz, że katecheta
                    ocenia dzieci za "gorliwość" w zdobywaniu wiedzy. No właśnie w tym problem, że
                    nie zawsze.

                    O "Soho" czuję to jak Kkujawa. Jak mi się nie podoba jakiś spektakl, to nie idę
                    na niego, a tu jestem zaskoczona. Nie wierzę, więc moja modlitwa nie ma sensu
                    (dla mnie). Nie lubię grać. Nie chce mi się być zaskakiwaną w ten sposób.
                    Może mi nie urwie tekstu
                    Tyle na dzisiaj
                    M.
                    • Gość: maika7 czwartek-refleksje i refleksyjki od maiki dziczu IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.03, 17:25
                      Witaj na tym wątku.
                      Kilka refleksji mi się nasunęło po lekturze Twojego postu. Katolików czepia
                      się podobnie jak ateistów. Czyli bez sensu. I to nie o to w tym wątku chodzi i
                      chyba nie ma co się nad tym zatrzymywać. Ateiści (globalizując) jeśli walczą z
                      katolikami, to z konkretnymi postawami konkretnych ludzi. Nie walczą z Bogiem
                      (bo to też bez sensu). Nie mozna chyba mieszać Boga, kościoła (jako
                      instytucji), kościoła (jako wspólnoty) i katolików (jako ludzi) a wydaje mi
                      się, że jakoś niejasno o tej walce napisałaś. Juz nie wiem kto według Ciebie z
                      kim walczy...

                      Zastanowiło mnie ilu ateistów znasz osobiście? Na jakiej podstawie oceniasz
                      całą grupę?? Przekazuję moim dzieciom moją miłość (ateiści też kochają, zdarza
                      im się nawet miłość do jednego człowieka na całe życie..), moje wartości
                      (humanistyczne, aż dziw bierze ile jest wspólnych z wartościami
                      chrześcijańskimi..) i mój świat z pustym niebem. Za swoje czyny odpowiadam już
                      tu na ziemi, bo nikt (według mnie) nie czeka na mnie później). Życie jest dla
                      mnie celem samo w sobie. Śmierć jest końcem życia. Sens śmierci? Raczej bezsens
                      nieśmiertelności... Nie chcę być nieśmiertelna i godzę się ze swoją śmiertelną
                      naturą.. Odejście bliskich boli, może nawet bardziej niż tych, którzy wierzą w
                      ich życie wieczne...
                      Świat mój nie jest bez wartości. Ma nieco inne wartości niż świat wierzących.
                      Gorsze??? Lepsze??? Po prostu inne.
                      M.
                    • praktycznyprzewodnik Re: czwartek-refleksje i refleksyjki od maiki do 09.10.03, 20:46
                      > Trochę mi żal, że ten wątek stał się też zdominowany przez parę osób i
                      dyskusje ideologiczną. Ale może warto pociągnąć to dalej?

                      Tak tylko zmienmy watek, bocięzko sie robi w obsłudze. Mnie sie super
                      dyskutuje. Zawsze lubiłam.

                      I dlatego cały czas jestem za religioznawstwem - szerszym w zakresie treści
                      nauczania i neutralnym światopoglądowo.

                      Ono jest jako tak zwana scieżka prgramowa (tresci i umiejetnosci rozsiane po
                      róznych przedmiotach). Jest na polskim na historii, nawet na plastyce (dzieci
                      robią dekoracje bozonarodzeniowe na plastyce), no i na wychowaniu regionalnym i
                      europejskim ...

                      I tu zderzamy się obie o inną nieco interpretację prawa.

                      Nie kapuję ?
                      Przedtem pisłaś, ze czujesz sie dyskryminowana. To jest zabronione.
                      Dyskryminacja polega na odmawianiu komus należnych z tytułu jego godności praw.
                      jesli ja przypadkowo natkne sie na buddystów na plaży jak sie modlą, to co ?
                      czy ktos mnie dyskryminuje ? Jesli oni to robią w ramach porzasku publicznego
                      (nie sa zbyt uciążliwi, nie hałasują zbyt długo,nie odnażają sie) to mówię do
                      mego dziecka - "o, spójrz, ciekawa rzecz, buddyści. Widziałes kiedys jak sie
                      modla buddysci ? Wiesz co znaczy buddysta ? Uczyłeś sie o tym w szkole ?"
                      czyli szukam tego co łączy a nie tego co dzieli. Bo ja nie jestem, za
                      przeproszeniem, ulicznym głosicielem znanego w Polsce wyznania ludzi o dość
                      wąskim sposobie widzenia rzeczywistości wiary. jestem chrzescijanką denominacji
                      katolickiej (Jestem harcerką ale z ZHR nie z ZHP)
                      >
                      > Wiek gimnazjalny... no właśnie, znów odmiennie od Ciebie myślę, że religia
                      > (jako bardziej określona) daje większy zapalnik do buntu. Wiek dorastania to
                      > wiek dojrzewania, określania siebie, poszukiwania, dlatego myślę, że należy
                      > dać "większą ofertę", być otwartym na dyskusje, na różnorodność postaw. Na
                      siłę się wiele nie zwojuje.


                      Masz swieta rację. Ale trzeba mięć ten bunt niejako wkalkulowany w wychowanie
                      dziecka, sposobic sie do problemów, bo beda na pewno (mniejsze lub wieksze).
                      cała sprawa, by swiat dziecka był spójny i otwarty , a nie ciasny i zamkniety.
                      Bo w tym drugim przypadku będzie sie buntował więcej.
                      W latach dziewięćdziesiatych ludzie bardzo nerwowo przezywali takie sprawy,
                      ze "kogoś nie dopuscili do bierzmowania", zupełnie jakby już koniec sie stał,
                      dziecko straciło wiarę...
                      A chodziło o banalny konflikt z nauczycielem religii o spóxnianie sie na
                      lekcje ! czasem wystarczy pozwolic sie dziecku "wypisać" (uswiadaomic
                      konsekwencje - moga go "niedopuścić" ale przecież nie musi tak być, przecie
                      mozna sie zapisac ponownie, przeprosic za swoje zachowanie i już), powiedzieć,
                      ze może w przyszłym roku uczyc go będzie ktoś inny, przeczekać, dziecku hormony
                      z głowy wróca na swoje miejsce i zapisze sie znów.

                      > Opisujesz lekcje religii idealistycznie. W praktyce wygląda to chyba nieco
                      > gorzej (wnioski z forum, rozmów z dziećmi i młodzieżą, ich rodzicami...).

                      Rodzice pamietaja własne lekkcje religii i wydaje im sie ze je swietnie
                      pamietają - podobnie jak wydaje im się,ze znają zycie szkoły klasy... Tak
                      znają, amiętaja, ale "z pozycji zaby". Czyli sa to wspomnienia przesiane,
                      poddane pewnej cenzurze i intelektualizacji. Pamiętają swój watek -czyli dzieje
                      swojej klasy w swojej szkole. Nauczyciele widza szerzej w perspektywie całej
                      miejscowosci i kilkunastu czy wiecej lat pracy i doswiadczenia. "Za naszych
                      czasów było nie do pomyslenia...!" - Skąd wiesz ? Byłes wtedy dyrektorem
                      szkoły ? Jeszcze inaaczej problem wyglada w sklai kraju. Uczę akurat w trudnej
                      miejscowosci (szczecinskie).Inaczej jest w Zakopanym. Cóz, religia, czy tego
                      chcesz, czy nie - jest także elementem kultury.I stad kupa nieporozumień.

                      > I po raz kolejny: żeby była lekcja etyki w szkole musi być minimum 7 dzieci
                      > chętnych. W wielu szkołach nie ma takiej liczby. Gdyby było religioznawstwo
                      nie byłoby tego problemu.

                      religioznawstwo jest tylko nie jako osobny przedmiot. Masa osób tego nie
                      rozumie i wszelkie watki religijne o inklinacji chrzescijanskiej tepi jako
                      indoktrynacje religijną na przedmiotach. Jakos nie zauwazają, ze dzieci ucza
                      się tez o bogach rzymskich i greckich i religii Majów, poznaja na polskim i
                      historii takie pojecia jak "monoteizm" itd.

                      > To idealizacja. Rzeczywistość skrzeczy żałośnie...

                      Bardzo ciekawa jestem przykładów.

                      Tak, jakbyś znała całą sytuację.
                      Masz rację, całej nie znam, ale znam swoj kawałek. Jest mobbing i agresja w
                      gimnazjach, cos uciekłow reformie, wylano jakies dziecko z kapielą, ale nie
                      przypuszczam, ze byłby to temat "religia przyczyna przesladowań". Z mojego
                      doświadczenia może to dotyczyc bardzo zamknietych geograficznie i kulturowo
                      społeczności - " tzw.ciasnota miejsca".
                      Może się zdarzyc w stosunku do Romów, ale to tez jest problem mieszany, bo
                      konflikty wynikają nie z odrębnej kultury, ale faktów kradziezy w szkole,
                      nonszalanckich zachowań, zazdrości o refundowane im pomoce szkolne.

                      Nie chcę, żeby szkoła wychowywała moje dziecko. Włożyłam w wychowanie dzieci
                      dużo czasu, troski i miłości. Szkoła jestdość niespójna wychowawczo...


                      Ja tez tak w latach osiemdziesiatych myslałam. I w jakims sensie dalej myslę.
                      Bo to tylko instytucja i do tego przymusowa - jak wojsko. A Kosciół już dla
                      chetnych, o tyle milszy mi sie staje. Ale bardzo trudno jest samemu wychowac
                      dziecko. Nawet jak sie jest bardzo pozbieranym w sobie. Pewnego dnia - bęc -
                      zostajesz z dnia na dzień wdową, bezrobotną i wszystko ci sie sypie. I wtedy w
                      te pedy do kogokolwiek o pomoc, bo nie dajesz rady, bo sie boisz ze nie dasz.
                      Bo ci sie dziecko na Twoich oczach rozpija. I te matki płaczą w pokoju
                      nauczycielskim. Pomóżcie! A czy one kilka lat wczesniej pomagały szkole ? Czy
                      uczyły dziecko dszacunku do tej, coprawda, tylko instytucji ? Co dłuzej
                      pracujący nauczyciel stwierzi, ze dziwnie mu sie wydaje, ze były tylko krytyki
                      i pretensje.

                      Podobnie jest z Kosciołem . Moze wiele pomóc wychowaniu - oczywiscie jesli tego
                      chcesz i dziecko wychowasz do szacunku dla tej instutucji. Ale oczywiscie n
                      masz prawo byc samodzielna.

                      > O relatywiźmie- Nie chcę uczyć swoich dzieci relatywizmu moralnego. Uczę ich
                      > dokonywania wyborów i ponoszenia za nie odpowiedzialności.

                      Zeby dokonac wyboru trzeba miec dobra bazę danych. No i okreslic kieruek
                      inaczej mozesz kręcic sie całe zycie w kółko z satysfakcję, ze dokonujsze
                      wyboru.
                      Piszesz, że katecheta ocenia dzieci za "gorliwość" w zdobywaniu wiedzy. No
                      właśnie w tym problem, że nie zawsze.
                      Zajrzyj na episkopat/katecheza/kryteria ocen. Tylko na szóstkę wymaga sie
                      czynnego uczstnictwa w zyciu parafii. To uczestnictwo "podciąga" ewentualna
                      ocenę. Bo to jednak jest lekcja religii - prowadzenia do wiary.
                      Katecheta musi byc - szczególnie w stosunku do młodzieży - bardzo delikatny
                      jesli chodzi o wymagania praktyki sakramentów. To ten katecheta , któery do
                      bierzmowania przygotowuje stawia wymagania co do spowiedzi, mszy sw. Inna
                      rzecz, ze w małej miejscowosci czesto jest to ta sama osoba. Ale mozliwy jest
                      wariiant : chodzę na religie - nie ide do bierzmowania. Trzeba to tylko ustalic
                      z katechetą. I mimo wszystko nie wymagac od dziecka przedwczesnych deklaracji,
                      by potem nie było mu głupio.
                      Nie wierzę, więc moja modlitwa nie ma sensu (dla mnie). Nie lubię grać.
                      No jesli nie wierzysz, to co najwyzej mozeszsie modlic o wiarę. Nic wiecej nie
                      da sie zrobić. Inne - bedzie hipokryzją.
                      • Gość: maika7 piątkowe pomysły... od M do PP IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.03, 15:58
                        PP, mam propozycję, wciągnęła mnie wymiana myśli z Tobą i tez chętnie pociągnę
                        to dalej, ale wolałabym napisać do Ciebie na gazetową skrzynkę
                        (praktycznyprzewodnik@gazeta.pl ????). Albo, jesli wolisz, aby nasza wymiana
                        była bardziej publiczna to może utwórzmy nowy watek coś w rodzaju "Ateistka i
                        Chrześcijanka - wymiana pogladów", albo "M. i PP. - rozmowy o światopoglądzie i
                        nie tylko..." lub "M. i PP. - co nas łączy, a co dzieli". Osobiście wolałabym
                        wersję ze skrzynką.
                        Co Ty na to ?
                        M.
                        • praktycznyprzewodnik Re: piątkowe pomysły... od M do PP 10.10.03, 19:44
                          To samo przyszło mi wczoraj do głowy. Napisz an skrzynkę albo publicznie, ale
                          opuścimy już ten watek bo nie jestem w stanie go obsługiwać (długo sie otwiera).
                  • Gość: tempus Re: refleksje od maiki do PP IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.03, 23:06
                    kkujawa napisał:

                    ...Poza tym, co ważniejsze... w Polsce mamy PRAWO do nieujawniania swoich
                    poglądów
                    >
                    > wyznaniowych, ...

                    Tak jest napisane w konstytucji RP. Pisałem o ty już wcześniej w tym wątku.
                    Zastanawiam się, co o tym sądzi rzecznik praw obywatelskich? A może jakaś
                    instytucja EU d/s praw człowieka?
                    • praktycznyprzewodnik Re: refleksje od maiki do PP 10.10.03, 19:43
                      Ale jaki ma to zwiazek z tematem ?
                      • Gość: tempus Re: refleksje od maiki do PP IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.03, 21:39
                        praktycznyprzewodnik napisała:

                        > Ale jaki ma to zwiazek z tematem ?


                        Jaki??? Jeżeli nauczanie religii w szkołach państwowych jest sprzeczne z
                        konstytucją to nie powinno mieć miejsca.
                        • grrrrw Re: refleksje od maiki do PP 11.10.03, 20:02
                          Ale sprzeczne nie jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka