szymanka
03.11.03, 16:49
Oj namnoży się tych wątków o siedmiolatkach, ale co tam ...
Mam wrażenie że mój synek często reaguje zbyt emocjonalnie w stosunku do
wielkości problemu. Chyba najlepiej wytłumaczę to na przykładach:
1. Zawsze wkładam mojemu dziecku jakieś słodycze i soczek do tornistra
(śniadanie je w domu). Ostatnim razem niestety zapomniałam. Reakcja dziecka -
płacz. Aż wzbudziło to zainteresowanie wychowawczyni, zrobiła mu herbaty,
podzieliła się wafelkiem i już było dobrze. (nawiasem mówiąc świetna kobieta
nie ?)
2. Basen. Mały już całkiem nieźle pływa, ale na zajęciach mają uczyć się
pływać na plecach a on nie umie. Na nic tłumaczenia, wiadomo płacz...
3. Cmentarz. Syn odczytuje napisy na tabliczkach, rozmawiamy o śmierci (nie
po raz pierwszy) Płacz do samego wieczora (na każde wspomnienie cmentarza)
4. Lekcje muzyki. Ćwiczenie nie wyszło (normalne, przeciez to początki) pani
tłumaczy co musi poprawić... Jedno spojrzenie syna na mnie i ... płacz.
Ten ostatni przykład jest znamienny. Jestem pewna że gdyby mnie tam nie było,
nie byłoby też płaczu. Mam wrażenie że czasami swoją obecnością pobudzam go
do płaczu. Choć wierzcie mi, nie krzyczę na niego, pocieszam ile się da itd.
Mamy dzieci w podobnym wieku odezwijcie się. Jak to wygląda u Waszych pociech?