Dodaj do ulubionych

do mam kolonijnych weteranów

25.06.09, 21:12
mój 11-letni syn 4 dni temu pojechał pierwszy raz na kolonie-200 km od domu.do
dziś było super aż dostaję telefon-mamo zabierz mnie do domu bo się nudzę i
tęsknię..fakt-ciągle pada i dzieciaki się trochę nudzą ale mam nadzieję,że to
tylko chwilowy kryzys.
czy wasze dzieci tez tak miały? zabierać wtedy dziecko do domu czy jednak
zostawić?
Obserwuj wątek
    • kasia_piet Re: do mam kolonijnych weteranów 26.06.09, 10:59
      11-latka z powodu nudy i tęsknoty nie zabierałabym z kolonii. Chyba większość
      dzieci ma kryzys z daleka od rodzicowsmile
      Moje jeżdżą od ukończenia 1 klasy - i co roku chcą znowusmile - jeżdżą od różnych
      organizatorów
      Rozmawiamy przez telefon w czasie ich pobytu na koloniach, zawsze tęsknią, więc
      i mówią o tymsmile, a nudzą to się i w domusmile dzieciom wystarczy 5 minut
      bezczynności, żeby powiedzieć: nudzę sięsmile
      Jeśli nic złego sie nie dzieje, to nie zabierać
    • zefirekk Re: do mam kolonijnych weteranów 26.06.09, 13:01
      moja pierwsza kolonia - lat 7. Czasy gdzie nie było telefonów komórkowych. Kolonia w Giżycku - jakieś 500km od domu, 3 tygodnie. Pierwszy list do rodziców "proszę, żebyście mnie stąd zabrali, bo możemy się kąpać tylko 5min a potem następna grupa" smile, drugi list "proszę, przyjedźcie po mnie, bo mi każą jeść zupę mleczną" smile hehe w kolejnych listach już takich tekstów nie było. Pamiętam tą kolonię jak dziś smile Nie muszę chyba pisać, że po mnie nie przyjechali a ja się świetnie bawiłam smile mimo tego, że kąpiele w jeziorze były krótkie, a zupę w końcu mi odpuścili big_grin
    • etruska Re: do mam kolonijnych weteranów 26.06.09, 14:13
      Zależy jakiego rodzaju jest ta nuda. Mnie rodzice zabrali z kolonii
      raz. To nie była moja pierwsza kolonia, byłam już doświadczona, ale
      nie wytrzymałam. Kolonia w Warszawie (atrakcja dla dziecięcia z
      prowincji). Mieszkaliśmy w szkole na peryferiach W-wy, warunki
      fatalne (metalowe łóżka wstawione do sal lekcyjnych, zero szafek),
      jedzenie paskudne, pogoda parszywa. Pani wychowawczyni była w
      zaawansowanej ciąży i grupa niewiele ją obchodziła. Czas spędzaliśmy
      w tejże szkole, w sali albo w świetlicy. Raz w ciągu tygodnia pani
      zabrała nas autobusem do centrum, na zakupy do Warsa i Sawy (super
      atrakcja dla 10-latków wink ), a potem puściła nas na "czas wolny" na
      Starówce. Nasza grupa, jako jedna z młodszych, nie miała w programie
      kolonii zwiedzania Pałacu Kultury, Wilanowa, Zamku Królewskiego ani
      Łazienek (a w sumie po to tam pojechałam). Ostatecznie po tym
      pierwszym tygodniu autentycznej koszmarnej nudy rodzicie mnie
      zabrali.
      W takiej sytuacji zabrałabym dziecko; w przypadku nudy "doraźnej" -
      nie.
      Mój syn pierwszą kolonię zaliczył rok temu, jako 9,5-latek. Jechał
      sam, bez nikogo znajomego, ja to bardzo przeżywałam, a on był do
      tego stopnia zachwycony, że w tym roku jedzie w to samo miejsce, a
      dodatkowo rozreklamował tę kolonię wśród kolegów i teraz jedzie
      jeszce parę osób z jego szkoły.
      • minkapinka Re: do mam kolonijnych weteranów 26.06.09, 18:08
        etruska napisała:
        Cytat
        > Mój syn pierwszą kolonię zaliczył rok temu, jako 9,5-latek. Jechał
        > sam, bez nikogo znajomego, ja to bardzo przeżywałam


        Wysłałam w tym roku siedmiolatkę pierwszy raz, bardzo to przeżywam,
        córka nie ma ochoty specjalnie ze mną rozmawiać - powiedziała, ze
        jest fajne, zaraz jadą na wycieczkę i ona ma teraz śniadanie...
        Zaniepokojona zadzwoniłam do wychowawczyni, powiedziała, ze córka
        bardzo nie tęskni, są dzieci, z którymi jest większy problem. Jestem
        zdziwiona, bo córka z nikim, z wyjątkiem dziadków, nie chciała nawet
        zostać. Dzis piąty dzien... Jeszcze zostało pięć...
    • jakw Re: do mam kolonijnych weteranów 26.06.09, 19:18
      Moja starsza w zeszłym roku cały 1-szy tydzień kolonii tak jęczała.
      W weekend były odwiedziny, 2-gi tydzień jakoś przeżyła, a w tym roku
      sama chciała jechać
      • magdar751 Re: do mam kolonijnych weteranów 01.07.09, 13:36
        Mój syn pojechał po raz pierwszy w wieku 7 lat. Codziennie dzwonił
        błagając, żebyśmy go zabrali. pojechaliśmy po tygodniu (w połowie
        turnusu) i okazało się, że miał problem z jakimś kolegą. pogadali i
        załatwili sprawę. Drugi tydzień wyglądał zupełnie inaczej.
        W zeszłym roku też dzwonił i jęczał, że łóżka trzeba ścielić, że
        jest "ponuro" i nie po to jechał, żeby rano wstawać itp. Ale ja juz
        słucham jednym uchem, bo jak wraca, to mówi, że było super. Chyba
        najlepiej nie dawać telefonu..
    • kanna Re: do mam kolonijnych weteranów 02.07.09, 13:45
      Mój sześcio i pół latek własnie wrócił z obozu aikido -
      zachwycony smile Telefonów dzieciom nie można bylo dawac (moj nie ma,
      zresztą) dzwonilo sie do senapai i pisało maile - na które
      odpowiadali. Z synkiem rozmawiałam raz.

      Lało praktycznie non stop, ale mowy o nudzie nie było - progrtam był
      dopięty, warianty na każda pogodę.

      Zadzwoń do opiekuna i pogadaj - niech Ci powie , jak dziecko sobie
      radzi.
      • pam_71 Re: do mam kolonijnych weteranów 03.07.09, 11:49
        Kanna .. ja tez przymierzałam się do obozu AIKIDO wink z Wielkopolskiej Szkoły
        Aikido (Matusiak/Konecki). Młodzi dzielnie trenowali przez cały rok i obóz byłby
        jakąś konsekwencją tych całorocznych wysiłków wink Dodatkowo miał trwać tylko
        tydzień(co ważne jak na ten pierwszy raz wink)... Cóż z tego ... Małż orzekł, że
        za drogo (900PLN za 6 noclegów od sztuki) - kryzys ... Babcia, że biedne dzieci
        za małe (mają 8 i 10lat wrr ....) No a sami zainteresowani tak jak się zapalili
        wink tak i zgaśli ... hihi Wyszło na to, że tylko ja chciałam żeby pojechali ...
        Napisz coś więcej, jakie mieli "atrakcje" i jakie obciążenie treningami.
        Pozdro
        Pam
        • kanna Re: do mam kolonijnych weteranów 27.07.09, 08:56
          php.aikido.waw.pl/blog/obdz2009.php
          Tu jest blog obozowy smile

          Treningi 2 x dziennie, zaprawa, zajęcia programowe + wycieczka
          jednodniowa (po pamiętki big_grin )

          Pisałam po róŻnych forach o tym obozie, popatrz na moje inne wpisy.

          Jestem bardzo zadowolona, juz mysle, co by moja cztero i pół latke
          za rok na aikido zapisać, to za dwa lata pojedzie z bratem smile
    • lenaa77 Re: do mam kolonijnych weteranów 13.07.09, 09:28
      Nie zabieraj, chłopak ma 11 lat, musi poradzić sobie i z nudą i z
      ewentualnymi kłopotami. Zadzwoń do wychowawcy i porozmawiaj o
      sytuacji
      • yggdrasill Re: do mam kolonijnych weteranów 26.07.09, 19:50
        Nie zabieraj, jeśli nie będzie jakiegoś kryzysu wink Pamiętam, że
        rodzice zgarnęli mnie z kolonii przed czasem tylko raz- byłam chora,
        gorączkowałam, i faktycznie czułam się, jakby wyzwolono mnie z obozu
        koncentracyjnego (:]), mimo, że kolonie były fajne. Zawsze tak jest-
        człowiek tęskni, musi podporządkować się dyscyplinie, znosić
        niewygody, czasem nudę (gdy pada) etc., więc niekiedy marudzi, że
        chętnie by wrócił. To normalne smile
        • lukrecja34 Re: do mam kolonijnych weteranów 29.07.09, 07:40
          jednak go zabrałam-okazało się,że mój sprytny,śmiały i rezolutny syn zupełnie
          się nie przystosował do dzieci,które na koloniach były kolejny raz..nie chciał
          chodzić nad jezioro,bawić się z chłopakami,prowadzić jakiekolwiek życie
          towarzyskiesad to,że po drodze przyplątało się małe schorzenie to już pikuś..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka