Dodaj do ulubionych

Czy karty Tarota zawsze się sprawdzają...

10.05.04, 17:48
Moje pytanie bierze się stąd, że raz na jakiś czas korzystam z usług
tarocistów i zwykle jest tak, że wróżba zgadza się, jesli chodzi o sprawy
zawodowe, ale bardzo rzadko gdy w gre wchodzą relacje partnerskie. Jak to
jest z tą wrózbą? Bardzo proszę o odpowiedź. Dodam, że moje życie prywatne
tak średnio mi się układa, a raczej wcale. Zwykle wróżki potwierdzają
przepowiedzenie przyszłości, ale jak do tej pory wszystko, co tyczy się
miłości z niewiadomych mi powodów po prostu odsuwa się w czasie. Dlaczego?
Z góry dziękuje za odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • pawpos re: Moja historia z tarotem 11.05.04, 17:06
      Po więcej szczegółów zapraszam na priv: sop@plusnet.pl.

      A oto moja historia podzielona na dwie części: teoretyczną i praktyczną. Obie
      te części pokazują jednak to samo - siła, która stoi za ezoteryką (w naszym
      przypadku Taror, wahadełko, i numerologia) - możemy ją nazwać złem - nienawidzi
      ludzi i dąży do jego unicestwienia. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest (póki co)
      najdoskonalszym boskim dziełem (m.in. dlatego, że ma świadomość, wolną wolę
      itd. - czego np. zwierzęta i rośliny nie mają. Walka o unicestwienie człowieka
      jest realna a bycie nieostrożnym można przypłacić życiem. Co więcej jeżeli to
      robimy bez Boga to jakbyśmy się nie starali i tak jesteśmy przegrani, ponieważ
      zło jest mocniejsze od nas. Zawsze nas złamie.....

      Najważniejsze jest to co w sercu każdego z nas. Uważam, że lepiej jest szukać i
      wyrywać nieprawość z własnego wnętrza, niż szukać wytłumaczeń. Przy czym chce
      zaznaczyć, że ten komentarz jest Pytam siebie - co ja z tym wszystkim zrobię.
      Za to jestem odpowiedzialny i na to mam wpływ. Kościół (a w zasadzie konkretni
      ludzie w kościele) mają swoją odpowiedzialność.


      NASZA HISTORIA
      Nasza historia dotyczy tzw. sfery duchowej. To ważne - nasza historia
      uświadomiła nam bowiem, że świat duchowy jest realny, nie są to wymysły
      starszej babci, ale całkiem namacalna rzeczywistość, w której istnieją byty, są
      ustalone pewne zasady itd.

      Początek
      Poznaliśmy się z moją żoną 5 lat temu i byliśmy bardzo w sobie zakochani.
      Szybko zdecydowaliśmy na dziecko. Urodził się nam pierwszy synek - Tomcio,
      potem drugi - Kubuś. Żyliśmy dostatnio, dość komfortowo, spokojnie. A
      jednak.... Od czasu do czasu nachodziły nas dziwne sytuacje - ataki złości i
      agresji, złego nastroju bez powodu. Sytuacje te się nasilały - pojawiła się
      obojętność; agresja i złość nasilały się. Dotyczyło to głównie mojej żony, ale
      nie tylko.

      Kłopoty
      W naszym domu moja żona zaczęła odczuwać czyjąś obecność, a w pewnym momencie
      nasze dzieci zaczęły "widzieć" postacie, których myśmy nie widzieli. Wtedy
      jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Moja żona była wróżką
      (www.republika.pl/adibea), więc te sprawy nie były jej tak bardzo obce. Oboje
      dopuszczaliśmy do siebie możliwość istnienia duchowej rzeczywistości, choć ja
      we wróżeniu nie uczestniczyłem. A jednak.... sytuacja stawała się coraz cięższa
      i cięższa. Obojgu nam bardzo zależało na małżeństwie i rodzinie. Staraliśmy się
      bardzo – wspólnie planowaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas bez dzieci,
      korzystaliśmy z rodzinnych i indywidualnych terapii.

      W kocu sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że kilka razy rozmawialiśmy o tym,
      że w zasadzie nie jesteśmy już razem. Oboje bardzo to przeżywaliśmy, ale nie
      mogliśmy znaleźć rozwiązania - bo też nie znaliśmy przyczyny. Tłumaczyliśmy to
      sobie wpływem doświadczeń z dzieciństwa itd. Koniec końców pod koniec 2002 było
      już tak źle, że np. ja nie byłem w stanie praktycznie pracować - przychodziłem
      do pracy i praktycznie byłem w stanie wykonywać jedynie mechaniczne czynności -
      i to z trudem. Trudno mi było się zmobilizować, skoncentrować. Mój poziom
      energii był bardzo niski –byłem jakby "odłączony". Później dowiedziałem się, że
      okultyści nazywają to stanem "duchowej śmierci", zresztą biblia nazywa to mniej
      więcej tak samo.

      Wtedy "przez przypadek" poznałem kilku Chrześcijan i postanowiłem prosić Boga o
      ratunek. Nie potrafiłem sobie poradzić z całą sytuacją i Chrystus wydawał się
      być jedynym ratunkiem. Zresztą słusznie. Gorąco modliłem się o kilka rzeczy:
      aby Ojciec zaopiekował się nami, dał nam mądrość co robić i siłę aby zrobić to
      co zrobić należało.

      Wtedy stało się. Spotkaliśmy "przez przypadek" ludzi związanych z okultyzmem
      (różnymi jego odmianami) i okazało się, że nasze doświadczenia nie są im obce.
      Okazało się, że stany nerwowe, problemy ze snem itp. zdarzają się praktycznie
      wszystkim. Najczęściej kończyło się to jakimś złem: zdradą, rozwodem, myślami
      samobójczymi lub wręcz próbami samobójstwa.

      Wtedy postanowiliśmy z tym skoczyć. Zaufaliśmy słowu bożemu, które mówi:
      1) okultyzm jest niczym innym jak wykorzystywaniem sił demonicznych - one na
      początku dają hojnie, prędzej czy później jednak przychodzi zapłacić rachunek
      2) korzystanie z wróżb oraz kontaktowanie się z duchami zmarłych jest jedną z
      nielicznym rzeczy za które będziemy potępieni.
      3) konsekwencje takich praktyk "ciągną" się za kolejnymi 3-4 pokoleniami
      4) ratunkiem jest wyraźne zwrócenie się kontra, zaprzestanie praktyk i
      zniszczenie (spalenie) wszystkich "akcesoriów". Co więc uczyniliśmy -
      spaliliśmy wszystko.

      Z perspektywy dzisiejszej – okultyzm został praktycznie wyciśnięty z naszego
      życia - jak tubki od pasty. Nasz udział w całym tym procesie był naprawdę
      niewielki. Sprawy same się działy. Kolejni
      ludzie, kolejne świadectwa, kolejne decyzje. Sytuacja dzisiejsza Dziś nasze
      małżeństwo i rodzina przeżywa bardzo dobry czas. Większość rzeczy sobie
      wybaczyliśmy. Jak lubię to nazywać - "inaczej oddychamy".

      Zawierzenie naszej rodziny Chrystusowi i w konsekwencji zaprzestanie wróżenia
      było praktycznie jedyną rzeczą, którą zrobiliśmy. Ponieważ w tzw. międzyczasie
      zdobyliśmy jakiś fragment wiedzy nt. wpływu okultyzmu na życie postanowiliśmy
      wykorzystywać zdobyte doświadczenia do tego aby przestrzegać innych. Osobom,
      które korzystają lub zajmują się tym grozi bowiem śmiertelne niebezpieczeństwo.
      Nie chcę brzmieć jak "nawiedzony", ale wiele w międzyczasie widziałem i widzę.

      Nie wiem w 100% dlaczego dzieją się te rzeczy. Wiem jednak, że jedną z przyczyn
      może być udział lub przywiązanie do np. horoskopów. Istnieje też możliwość, że
      w przeszłości ktoś z rodziny (nawet kilka pokoleń wstecz) takimi praktykami się
      zajmowali.

      Dodatkowo: sprawy, których dotykamy są duchowe - nie z naszego świata. One
      funkcjonują inaczej niż sprawy na Ziemi, wśród nas. Jeśli więc chcemy np. od
      czegoś uwolnić się wtedy musimy skorzystać z sił duchowych – nasze "ziemskie"
      metody nie bardzo działają. W naszym przypadku "duchowym" wybawcą był Chrystus.

      Do tej pory nie spotkałem nikogo, kto byłby wybawiony w inny sposób.

      PODSTAWY BIBLIJNE
      Przedstawiam całość aby oddać kontekst:

      Księga Wyjścia (exodus) 20 rozdział
      Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa: (2) Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię
      wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. (3) Nie będziesz miał cudzych bogów
      obok Mnie! (4) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co
      jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w
      wodach pod ziemią! (5) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im
      służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze
      występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych,
      którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym,
      którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. (7) Nie będziesz wzywał
      imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie
      tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy. (8) Pamiętaj o dniu szabatu,
      aby go uświęcić. (9) Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe
      zajęcia. (10) Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie
      możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój,
      Ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani
      cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. (11) W sześciu dniach bowiem
      uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym Zaś
      dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty.
      (12) Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg
      twój, da tobie. (13) Nie będziesz zabijał. (14) Nie będziesz cudzołożył. (15)
      Nie będziesz kradł. (16) Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa
      jako świadek. (17)


      • randybvain Re: re: Moja historia z tarotem 11.05.04, 19:11
        Jedno pytanie: czy znasz ludzi, którzy po zaufaniu słowu Bożemu doznali
        podobnych tragedii, jak ty po zainteresowaniu się okultyzmem?
        Ja znam całe mnóstwo takich, którzy się przejechali na tym.
        Co oznacza jedynie, że nic nie jest pewne.
        Jednych życie komplikuje się, gdy wikłają się w okultyzm, innych gdy wikłają
        sie w religię(obojetnie którą)
        • karimar Re: re: Moja historia z tarotem 12.05.04, 13:31

          randybvain,

          daj proszę przykład takigo przejechania i trgedii.
          • randybvain Re: re: Moja historia z tarotem 12.05.04, 20:47
            Św. Dominik Savio i Św. Maria Goretti. Nie chodzi o to, że zmarli jako dzieci,
            ale o to, ze pierwszy długio czas męczył się w chorobie, a druga została
            zgwałcona.
            • karimar Re: re: Moja historia z tarotem 13.05.04, 13:11
              randybvain, dlaczego twierdzisz, że się przejechali ? Myślę, że to kwestia tego
              czego oczekiujemy od Boga. Też jest mi trudno pogodzić się z ciepieniem
              niewinnych czy bliskich mi osób, zdaża mi się buntować i pokazuję pięść w
              kierunku nieba pytając dlaczego! Odpowiedź jest jedna: "Bo tak bardzo Was
              kocham". Nie zawsze to rozumiem i już nie muszę, Tajemnica Zbawienia. Dziś
              modlę się za osobę, która może gdzieś daleko stąd ofiarowała swe cierpienie za
              moje nawrócenie. "Do widzenia, ojcze! Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy
              widzę!" powiedział mały Dominik i zmarł. Pozdrawiam ciepło.
              • randybvain Re: re: Moja historia z tarotem 13.05.04, 23:26
                Ja widzę, że się przejechali. Sami pewnie uważali to pewnie inaczej. Stanowczo
                nie zasłużyli sobie na takie cierpienie i Bóg, który doświadcza w ten sposób
                osoby, które tak bardzo jak ta dwójka dzieci Go kochały... mi się stanowczo nie
                podoba. A przecież to tylko najbardziej jaskrawy przykład. Większość obecnych
                ateistów albo konwertów była ochrzczona i bierzmowana i w pewnym momencie
                swojego życia stwierdziła, że to nie jest to z jakichś tam powodów, najcześciej
                zewnętrznych, a nie wewnętrznych (tzn jakieś działanie lub zdarzenie)

                Ale w gruncie nie o to mi chodzi. Widzenie związku między oddawanie się
                praktykom takim jak wróżenie, astrologia czy medytacja a jakimiś nieszczesciami
                dotykającymi człowieka może byc równie błędne, jak widzenie związku między
                ofiarnością Dominika i Marii a ich doswiadczeniami, nieprawdaz? Równie dobrze
                pawpos mógł byc tak potraktowany, bo nie nosił czerwonych skarpetek, albo coś
                takiego.

                Biblia nigdzie słowem nie wspomina o Tarocie. Cała reszta to interpretacja.
                Równie dobrze możnaby przeciez straszyć piekłem meteorologów, którzy PRZEWIDUJĄ
                POGODĘ.
              • wpg Re: re: Moja historia z tarotem 14.05.04, 18:46
                karimar napisała:

                > randybvain, dlaczego twierdzisz, że się przejechali ? Myślę, że to kwestia tego
                > czego oczekiujemy od Boga.

                Analogicznie - można dokładnie taką samą odpowiedź zapodać a propos wróżbiarstwa.
        • pawpos Re: re: Moja historia z tarotem 12.05.04, 23:20
          Czy znam? Nie znam - szczerze.

          Znam ludzi, którzy zaufali ludziom, którzy podają się za Bogów np. kapłanów,
          księży, pastorów itd - i sie przejechali.

          Ale nie znam ludzi, którzy się przejechali na osobistej relacji z Chrystusem,
          przez którego trafia się do Boga.

          Pawel
    • randybvain 80% 11.05.04, 19:14
      Taka jest mniej więcej sprawdzalność. Wszystko zależy od wróżącego. Niektórym
      się wszystko sprawdza, innym nic. Raczej podejście pytającego nie ma wiele do
      rzeczy. Znam ludzi, którzy kazali sobie wróżyć dla śmuiechu i udowodnienia, że
      Tarot to bzdura i miny im rzedły, gdy wróżący wyciągał na wierzch jakies brudy.
      I są tacy, co bezkrytycznie wierzą w objawienie kart.
      • ikkala Re: 80% 11.05.04, 19:17
        Faktycznie, coś w tym jest. Czasem jednak wydaje mi się, że karty nie chca nic
        konkretnego powiedzieć. Zależy od dnia, lub od nie wiem czego jeszcze.
    • iza.podlaska Re: Czy karty Tarota zawsze się sprawdzają... 13.05.04, 12:42
      Witam,
      wrozby - nie tylko z tarota - nie zawsze sie sprawdzaja, bo nie zawsze jest
      odpowiedni czas, miejsce czy osoba, ktora wrozy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Iza Podlaska
      • pawpos Re: Czy karty Tarota zawsze się sprawdzają... 13.05.04, 15:14
        Zdaje się również, że czasami osoba wróżąca "traci moc".

        Paweł
    • agrentowy4321 Re: Czy karty Tarota zawsze się sprawdzają... 09.03.23, 10:28
      Niekiedy trzeba pochylić się nad wieloma aspektami
    • irona.sonata Re: Czy karty Tarota zawsze się sprawdzają... 29.04.23, 23:33
      O Boże

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka