Dodaj do ulubionych

Do pawpos.

17.05.04, 22:12
Ciagle piszesz i przestrzegasz, Cos Ci powiem, moje zycie to jedna wielka
paranoja i koszmar. Całe zycie wierzyłam w Chrystusa, modlilam sie dniami i
nocami o lepszy dom (gdy bylam mala), o wiele innych rzeczy, obecnie mam 2
dzieci (malutkich) maz odzszedl do innej gdy bylam w ciazy z drugim. Jestem
SAMA w doslownym tego slow aznaczeniu. Od nikogo pomocy i wiesz co jak tak
widze to Boga w moim zyciu tez nie ma - moz egrzesz tymi slowami ale naprawde
watpie czy jest sokoro dopuiszcza do tego ze cierpia male dzieci niczemu
niewinne - wiec daj ludziom spokój niech sami szukaja wlasnej drogi.
Anna
Obserwuj wątek
    • suljan Re: Do pawpos. 18.05.04, 10:38
      Witaj Anno, piszesz do Pawposa, wiem, ale zanim on Ci cos odpowie, pomyslałem,
      ze może i ja wtracę parę słów. Opowiem Ci krótka historie. Byl sobie chlopiec.
      Jego ojciec pil, matka zajmowqala sie rodzenstwem i nie mogla go obronic. Ten
      chlopiec żyl w nedzy, na Mazurach, w PGE-rze. Wierzyzł w Boga, calymi dniami
      modlil sie do Boga o ratunek i lepszy dom. Daremnie. Bog milczał, bylo coraz
      gorzej. Kiedy chlopiec skończył 12 lat przestał wierzyc w Boga. Zaczął ćpać.
      Kiedy po 2 latach zorientowal się, że idzie na dno, jego przyjaciel przynoiósl
      mu książke o tarocie oraz talie kart. To byla moja książka. To byly opracowane
      przeze mnie karty. Chlopak zająl sie okultyzmem. Wrózył, znalazł swoja droge do
      szczęścia. Byl wreszcie kims. Unormowal sobie zycie, miał sporo kasy,
      unierzależnil sie od rodziców, wyslal ojca na odwyk, pomagał matce. Juz nie
      modlil sie do Boga - medytował, kroczyl drogą "duchowego samodoskonalenia".
      Lecz pewnej nocy zwaladnęła nim jakaś straszna sila,m ktora chciała zmusić go
      do zabicia przyjaciela. Z trudem wybronil sie od tego, ale koszmary wracały i
      zrozumiał, ze albo ulegnie tej potędze, ktora chce nim zawlaszczyc, albo będzie
      musial popełnic samobojstwo. Wybrał trzecie wyjscie. Poszedl do kościoła szukac
      reatunku. Wysmiano go. Wtedy pojawila sie u niego jego dziwczyna i przyniosla
      mu Biblie. "Masz, czytaj" - powiedziała. - "Mowa w niej o tym, ze takich jak ty
      Bog potępia". Chlopak zacząl czytac Biblie i im dluzej czytal, tym silniej
      atakowała go ta demoniczna potęga. Az wreszcie zrozumial, ze jedynym ratunkiem
      dlań jest Jezus Chrystus. Zaczął wolać do Niego o pomoc. Nie bylo lekko.
      Przeciwnie. Było strasznie. Znikad pomocy. Znikad ratunku. Ale gdy uwierzył, ze
      Bog nie po to poslał te dziewczyne, by go zdolowac, lecz po to, by nieść mu
      pomoc, zawierzyl Mu tak bardzo, ze nie zaprzestawał wołania z całą ufnością,
      wiarą, moca na jaka mogł sie zdobyc. To byl jakby skok w przepaść. Skoczył i
      Bog go wyratowal. Dal nowe zycie, szczęście, radość, wolność oraz pewnośc, ze
      jest z nim.
      Dwanaście lat później ten chlopak, a wlaściwie juz mężczyzna uratował komus
      zycie. Mnie. Autorowi książki i kart, ktore przywiodły go niegdys do okultyzmu.
      Przygnieciony nieszczęściem czlowiek, pani Anno, szuka różnych rozwiązań. Jewgo
      wiara wystawiana jest na próby. Znam to tez z własnego zycia. Jako 120-letnie
      dziecko modlilem sie do MBoskiej o to, by ojciec mnmie nie zostawil. Zostawił.
      Modlilem sie o lepszy dom, a zaznałem wygnania. Paralem sie okultyzmem przez 3o
      lat, mialem kasę, powodzenie, dobra pozycje w spoleczeństwie. Ale cóż z tego,
      ze czlowiek zdobedzie swiat, skoro szkody na duszy dozna? Nic. GFdyby nie
      tamten chlopak, bylbym martwy.
      Czlowiek może, a nawet powinien szukac wlasnej drogi. Aler warto tez czasami
      przypoatrzec sie drodze innych, by nie wpaść w te same pulapki. Pozdrawiam,
      JWS
    • karimar Re: Do pawpos. 18.05.04, 12:38
      Poruszył mnie Twój post i przypomniał, że gdy byłam mała codziennie modliłam
      się do Boga, żeby mój tata wrócił z pracy, bo był pilotem wojskowym i dzień w
      dzień przeżywałyśmy z mamą lęk o jego życie. Pewnego dnia tata nie wrócił. Jego
      samolot roztrzaskał się w okolicy naszego domu. Miałam 5 lat, nie płakałam.
      Wiedziałam jedno, Boga nie ma. Weszłam w depresję, moja mama też. Nie
      leczyłyśmy się. Cierpiałyśmy osobno. Kilkanaście lat żyłyśmy obok siebie, nigdy
      nie rozmawiając o miłości, Bogu, nadziei - tego nie było w naszym życiu.
      Uczyłam się bardzo dobrze, przynosiłam nagrody, tańczyłam w zespole, znałam dwa
      języki. Później, gdy byłam nastolatką, moja mama traciła ze mną kontakt,
      zaczęłam podkradać jej pieniądze, kłamać ją, mówić to co chciała usłyszeć.
      Oddałam swoje życie złu. Pojawiły się narkotyki, alkohol i muzyka kultywująca
      śmierć. Imponowało mi to co tajemnicze, mroczne i krwawe. Z dwiema koleżankami
      zaczęłyśmy spotykać się w nocy, żeby wywoływać duchy. Początkowo świetnie się
      bawiłyśmy, otrzymywałyśmy od nich odpowiedzi na zadawane pytania. Nie pamiętam,
      dlaczego przerwałyśmy te praktyki. Po jakimś czasie, miałam ok. 16 lat,
      zaczęłam słyszeć wołające mnie po imieniu głosy np. idąc ulicą w środku dnia.
      Nikt mi nie wierzył. Więc, ja też udawałam, że mi się wydaje. Szybko o tym
      zapomniałam. Później moje życie patrząc z dzisiejszej perspektywy szło w
      kierunku autodestrukcji, budowałam na sobie, granice wartości wyznaczałam ja,
      naginając je i przesuwając dalej i dalej. Już dawno straciłam rozeznanie.
      Myliłam się myśląc, że ja wiem najlepiej co jest dla mnie dobre. Stałam się
      wyrocznią dla siebie. Zaliczałam coraz głębsze
      depresje i działki
      amfetaminy i alkoholu. Między trzecim a czwartym rokiem studiów Bóg dopuścił
      moje skrajne załamanie,
      na które złożyło się runięcie wszystkiego, co sobie stworzyłam na sobie, swojej
      psychologicznej i
      parapsychologicznej wiedzy: raniące relacje, praca, "dobre doradzanie",
      manipulowanie, seks, pieniądze. Owoce początkowo były fajne i przyjemne:
      przyjemność, wygląd, aprobata, zyski, korzyści z manipulacji i czytania w
      myślach i wiele innych. Później, gdy już próbowałam wystopować pojawiła się
      ogromna
      pustka w środku, myśli samobójcze, nieakceptacja i nienawiść do siebie i
      innych, kompulsywne emocje i zachowania, samookaleczenia itd. Czułam się stara
      i myślałam, że przeżyłam i wiem wszystko i nic mnie nie zaskoczy :) Sprawy
      zaczeły wymykać się spod kontroli. Nagle zostałam "sama" z rozrywającym
      krzykiem w sercu. Już wtedy się za mnie modlono. Dzisiaj o tym wiem a wtedy się
      z tego śmiałam, bo nie chciałam pomocy, nie widziałam potrzeby. Zaczęłam
      jeździć na rekolekcje, oddałam życie Jezusowi - jestem wolna.
      Aniu, jeśli chcesz możemy razem poszukać pomocy dla Ciebie i Twoich dzieci.
      Możesz do mnie napisać: karimar@gazeta.pl Są osoby w podobnej sytuacji i
      zapewniam Cię, że nie jesteś sama. Spróbuj zrobić krok, jeśli nie dla siebie to
      dla dzieci. Siłę dostaniesz. Pozdrawiam ciepło. Z pamięcią, Karolina.
      • waloszka Re: Do pawpos. 18.05.04, 20:58
        Aniu!
        Rozumiem Cię doskonale, poczucie osamotnienia i bezsilności...
        A co do rozgoryczenia, to niestety na Twoim miejscu też bym miała...
        Ale najważniejsze jest teraz to, abyś wyciągnęła z tego wnioski, jaka jesteś i
        ile mimo wszystko masz w sobie siły. No i dlaczego Bóg Cię tak doświadcza? Jaki
        ma w tym cel?
        Pozdrawiam i trzymam kciuki
        Ania
    • waloszka Re: Do pawpos. 18.05.04, 21:01
      A co do Pawpos, to masz rację, do mnie także te historyjki jakoś nie
      przemawiają... też mogłabym pisać takie z życia wzięte... ale na odwrót ;)
      pozdrawiam...
      • pawpos Re: Do pawpos. 18.05.04, 22:25
        To proszę je opisz.
    • pawpos Re: Do pawpos. 18.05.04, 23:22
      Droga Aniu,

      Rozumiem co czujesz i nie potrafię wyjaśnic tego co Ci się działo - jeśli
      bardzo mocno potrzebujesz wytłumaczenia to poproś go szczerze a on Ci odpowie.

      Nie byłbym sobą gdybym Ci nie zaproponował pomocy w Twojej trudnej sytuacji -
      jakbys czegoś potrzebowała to napisz - sop@plusnet.pl

      A teraz do kwesii Boga. Wiesz, mogę tylko bazować na moich doświadczeniach i są
      one następujące:
      1) najczęściej to nie Bóg się od nas odwraca, ale my od Boga. A Bóg jest
      dzentelmenem i nie "wpycha sie" - działa trochę jak taki dojrzały rodzic, który
      wie, że niczego na sile z dziecmi nie wskura. No, ale ponieważ jesteśmy dziecmi
      to mimo, ze rodzice mówią: nie dotykaj gorące - to i tak dotykamy, prawda?
      Bóg szanuje nasze decyzje, ale jest zawsze bardzo blisko, jak chcemy z nim
      odnowić relację - chyba, że coś stoi na przeszkodzie.
      2) Co takiego ma Bóg zrobić dla dziecka, którego rodzice odwrócili się od Boga
      i nie chcą go słuchać? Zabić ich, okaleczyć? To nie jest w jego stylu. Rodzice
      (zwłaszcza ojciec na którym ciąży odpowiedzialność przez Bogiem za rodzinę)
      podejmują decyzje, których koncekwencje ciążą na dzieciach - również w
      kontekście odwrócenia się od Boga - jest nawet takie pojęcie jak "Uzdrowienie
      międzypokoleniowe" polegające na modlitwie o to aby kochający nas Bóg "zamknął"
      wpływ złych wydarzeń w życiu naszym lub naszych przodków.
      U mnie np. takim "dziedzictwem" są kłopoty rodzinne - rozwody, kłopoty są
      specjalnością naszej rodziny od ... najdalej jak tylko mogłem sięgnąć - 3
      pokolenia wstecz. polecam książkę "uzdrowienie miedzypokoleniowe" Jezuity
      DeGrandisa.
      Poprzez próby "radzenia sobie samemu" wpędzamy się w klopoty - co wiecej
      wpedzamy tez przyszle pokolenia - Słowo Boże mówi o powodach potepienia oraz
      tym, ze trwa to 3-4 pokolenia wprzód. Wiem, ze to dziwne i moze nawet
      niesprawiedliwe - ale tak jest.
      3) Wiem, ze Bóg mnie kocha. I każdego innego człowieka.

      Aniu, widze, ze Ty też szukasz swojej drogi. Zycze Ci abyś znalazła. Ja tez
      szukałem - i znalazłem - bliżej niz mi sie wydawało, moze to wlasnie był
      problem - rozwiazanie bylo za blisko?

      Jedno jest dla mnie pewne - siła, która daje wróżbitom i innym NIE KOCHA ludzi.
      Prędzej czy później wystawia rachunek. O to bardzo słony rachunek. I przed tym
      przestrzegam.

      Zreszta jest na to łatwy test - wystarczy zapytać wrózbitę - skąd masz tę
      wiedzę? Czasami pada odpowiedz - najuczciwsza - NIE WIEM - wtedy to jeszcze nie
      jest problem. Często mówią - od Boga - to dlaczego Bóg poprzez tak wielu
      proroków i samego Chrystusa ZABRANIA tego - nie radzi, sugeruje, ale ZABRANIA?
      Są też tacy, którzy mówią o...energiach, bytach itd. - tylko pytanie kim są te
      byty, czego chca, dlaczego nam pomagają?

      Mam taką przyjaciółkę - ona ma problemy podobne do Ciebie. Ostatnio znów
      poprosiła mnie o rozmowę. Opisała mi co się dzieje. Zapytałem wtedy: czy chcesz
      zmiany? Odpowiedziala TAK. Zapytałem: Bardzo? Odpowiedziała: nie wiem. Ja z
      kolei wiem, że jak się bardzo mie chce to nikt - nawet sam Bóg nie pomoże.
      Gdyby odpowiedziała: Tak to zapytałbym: czy gotowa jesteś położyć wszystko na
      jedną kartę i zaufać Bogu, że on Cię dobrze poprowadzi? Jeśli tak to zamknij
      oczy i szczerze poproś go o to o proś tak długo, aż Cię wysłucha. On zna Twoje
      serce, więc jeśli prosisz szczerze, nie będziesz musiała długo czekać.

      Ja czekałem - kilka miesięcy - ale doczekałem się. Moje zycie jest inne. Przede
      wszystkim żyje - co nie bylo takie pewne jeszcze niecały rok temu.

      Bardzo polecam Ci kontakt na priva sop@plusnet.pl

      Na swój sposób kocham Cie - jak siostrę.

      Pawel
      • olek13 Re: Do pawpos. 19.05.04, 07:49
        Pawpos,
        z zainteresowaniem przeczytałem Twój post. Z kilkoma Twoimi stwierdzeniami się zgadzam, z innymi w części (acz widzę problem odmiennie), a są też takie, z którymi nijak się nie zgodzę:
        ..."Jedno jest dla mnie pewne - siła, która daje wróżbitom i innym NIE KOCHA ludzi. Prędzej czy później wystawia rachunek. O to bardzo słony rachunek. I przed tym przestrzegam."...
        Rachunek wystawiany jest tylko tym, którzy są (na poziomie nieświadomości) przekonani, że robią coś niewłaściwego. Dzieje się tak z różnych powodów, acz to nie wszystkich dotyczy. Uogólnianie jest błędem.
        ..."Zreszta jest na to łatwy test - wystarczy zapytać wrózbitę - skąd masz tę wiedzę? Czasami pada odpowiedz - najuczciwsza - NIE WIEM - wtedy to jeszcze nie jest problem. Często mówią - od Boga - to dlaczego Bóg poprzez tak wielu proroków i samego Chrystusa ZABRANIA tego - nie radzi, sugeruje, ale ZABRANIA?
        Są też tacy, którzy mówią o...energiach, bytach itd. - tylko pytanie kim są te byty, czego chca, dlaczego nam pomagają?"...
        Na te pytania są odpowiedzi, tylko trzeba je zechcieć poznać.
        No i powiedz mi: dlaczego jedni wg Ciebie przemawiają głosem Boga, a inni nie? Czemu jednych proroków uważasz za wiarygodnych, a innych nie? Czy aby nie przypadkiem dlatego, że Ci pierwsi mówią rzeczy zgodne z Twoimi przekonaniami? Bo jeśli tak, to jest to marna przesłanka...
        Widzisz - świat jest bogaty, zróżnicowany. Ludzie się w nim często gubią - wtedy zdarza im się przyjąć jakieś silne przekonanie w nadziei że jest słuszne i ich poprowadzi. No i często tak przez pewien czas jest, ale w końcu i tak dochodzi do sytuacji, gdzie wyobrażenia zbyt mocno odstają od rzeczywistości i pojawia się cierpienie. Wszyscy podlegamy tym regułom. Jeśli teraz droga którą obrałeś daje Ci korzyści - to korzystaj z niej. Ale jeśli mogę coś Ci poradzić, to doradzam mieć oczy otwarte i umysł przytomny, by dostrzec swoje zaślepienia i ograniczenia, nim przyniosą negatywne skutki. Ufność w miłość daje dobre skutki. Ale gdy wyobrażenie o miłości i jej źródłach, a także wyobrażenia o oczekiwaniach Boga wobec nas zaczynają rodzić złe owoce - to sygnał, że pora je zmienić.
        Pozdrawiam

        • pawpos Re: Do pawpos. 19.05.04, 14:14
          Witaj Olku,

          Cieszę się, że napisałeś. Ja też się z wieloma Twoimi zdaniami zgadzam.

          Masz rację - ufajmy Bogu a nie ludziom - 100% zgoda, powstaje pytanie: kim są
          wróżbici?

          Uogólnianie jest błędem - 100% zgoda.

          Skąd czerpiesz wiedzę na temat tego, że rachunek zależy od intencji? Bo ja
          swoje na swoim zyciu i Piśmie św.

          Pozdrawiam

          Pawel
          • olek13 Re: Do pawpos. 19.05.04, 15:00
            Pawle,
            Wiedzę, o którą pytasz, czerpię aktualnie głównie z własnego doświadczenia, z analizy swojego postępowania i skutków, jakie ono przynosi. Najogólniej: cokolwiek robię w intencji miłości, rodzi dobre skutki. Jest jednak pewien problem - dotarcie do prawdziwych swoich intencji. Przeważnie są one głęboko ukryte i różne od tego, co deklarujemy (nawet sobie samym). Zbadanie tego wymaga bardzo głębokiego wejrzenia we własne wnętrze, a tego trzeba się nauczyć i nie jest to sprawą prostą ani oczywistą.
            Pozdrawiam
            • pawpos Re: Do pawpos. 19.05.04, 15:50
              Witaj,

              I tu się z Tobą zgodzę - miłość to wielka siła. Zgadzam się również jeśli
              chodzi o intencje. Wiesz Chrystus naucza tego samego. To właśnie było moje
              odkrycie - zbieżność moich doświadczeń z jego nauczaniem. Doświadczenie
              pokazało mi też, że jak mu zaufałem to nawet jak coś było sprzeczne z moimi
              doświadczeniami to i tak było dla mnie dobre. Tu musiałem uznać jego wyższość.
              Chociaż - i tu znów się z Tobą zgadzam - Bóg czeka na nasze decyzje -
              potrzebuje naszej woli aby móc w pełni działać w naszym życiu.

              A jakie są Twoje doświadczenia w temacie KTO JEST OBIEKTEM MIŁOŚCI?

              Paweł
              • olek13 Re: Do pawpos. 19.05.04, 16:09
                Pawle,
                moim zdaniem miłość nie wymaga konkretnego obiektu. Miłość sama w sobie może być intencją działania, tzn. można i warto jakąkolwiek aktywność podejmować z miłością. Nasze działania i wytwory czynione z miłością są najlepsze. Z miłością można szykować posiłek, wstawać rano do pracy, z miłością do swego ciała mozna wykonywać codzienną toaletę :). Myślę, że nie trzeba wyszukiwać szczególnych obiektów miłości, choć oczywiście łatwiej do takiego podejścia jest się samemu przekonać. Uważam, że celem jest całe swoje życie poddać miłości, nauczyć się działać nie z powodu lęków, obaw, pragnień, lecz z miłości właśnie. Warto zrezygnować z poczucia winy, niegodności, obaw przed potępieniem i zacząć żyć w pełnej afirmacji miłości jako drogowskazu i celu. Takie życie uwalnia od cierpienia i niespełnienia, tak żyjąc żyjemy radośnie, dostatnio i miło. Tak to pojmuję.
                Pozdrawiam
                • waloszka Re: Do pawpos. 19.05.04, 22:17
                  Miłością jest każdy człowiek :)
                  I Ty i ja :)
                  I Bóg też jest w każdym z Nas :)
                  Pozdrawiam
                  • suljan Re: Do pawpos. 20.05.04, 00:46
                    Milościa jest każdy człowiek - napisala Waloszka. Hm........... Stalin też?
                    I Ty i ja - napisała Waloszka. Hm....... Ale jaką?
                    I Bóg jest w kazdym z Nas - napisała Waloszka. Hm.......... Jestesmy boscy z
                    natury. Nieco to hinduistyczne. Musze zapalic kadzidło i okadzic nieco
                    tego "boga"
                    Pozdrawiam
                  • olek13 Re: Do pawpos. 20.05.04, 08:31
                    Waloszko,
                    tutaj o tyle zgodzę się z Sulianem, że nie każdy człowiek i nie zawsze realizuje miłość w swoim życiu. Wielu jest takich, co realizują nieco mniej miłe sprawy... :)
                    To oczywiście nie wpływa na fakt, że zasadniczo człowiek jest doskonałym i ukochanym Boskim dzieckiem :)
                    • suljan Re: Do pawpos. 20.05.04, 23:37
                      olku13, jesli "zasadniczo" to juz nie całkiem doskonałym "dzieckiem bozym" jest
                      człowiek. Jesli nie kazdy realizuje milość, to znaczy, że
                      niektorzy "realizujhą" jej przeciwieństwo. I co to właściwie
                      znaczy "realizować" milość? Acha,m juz wiem. Ja sobie zrealizuje, ze kogoś
                      pokocham. W poptocznym języku oznacza to "przelecieć kogos". Wiem, wiem, tak w
                      mitologiach kochaja bogowie - przelecieli, zapłodnili i urodził sie heros. No i
                      miłośc sie zrealizowała.
                      • olek13 Re: Do pawpos. 21.05.04, 07:13
                        sulianie,
                        od komentarzy się powstrzymuję, na odopowiadanie na powyższe nie widzę sensu.. :(
                        • suljan Re: Do pawpos. 21.05.04, 12:41
                          Oklu13, pierwsza madra mysl. Popieram z całej mocy.
                          • prototypik Re: Witku, strasznie sie miotasz. 21.05.04, 13:11
                            :)
                            ale uważaj, jak będziesz tak ludzi obrazal, wcale nie zyskasz tego co chcesz.
                            Ale ale... moze wlasnie teraz zyskujesz to, co chcesz? A wiec czego chcesz?
                            ponizyc sie?
                            ukarać?
                            • suljan Re: Witku, strasznie sie miotasz. 21.05.04, 15:03
                              Prototypik......... Skadś znam to "Witku"...... Masz mój mail, podałem go
                              tutaj, napisz na priv.... po co sie chowasz. Czego chcę? Nie wiesz? Jestem
                              zdziwiony tym, ze Ty wlaśnie TEGO nie wiesz.
                              • pawpos Re: Witku, strasznie sie miotasz. 21.05.04, 15:22
                                Pomyślałem, że soko jest to wątek do mnie to byłoby niegrzecznie nie napisać.

                                W myśl słów Chrystusa:

                                Świat duchowy jest napełniony Dobrem i Złem. Dobro-Bóg chce człowieka rozwijać.
                                Zło-szatan czce człowieka zniszczyć. Człowiek nie jest ze świata duchowego
                                tylko z ziemskiego (nie ma wystarczającej wiedzy, siły i zmysłów pozwalających
                                mu na bezpieczne poruszanie się w tym świecie). Świat duchowy jednak oddziałuje
                                na człowieka. Szkopuł tylko w tym, że jeśli nie jesteśmy pod ochroną dobra-Boga
                                to narażamy się na starcie ze Złem-Szatanem. W tym starciu - niestety -
                                przegrywamy - z definicji.

                                Człowiek ma wolną wolę i największą krzywdę sam sobie robi jak się odwraca od
                                Boga - uznaje siebie za swojego własnego Boga. Wtedy niejako automatycznie
                                staje się łatwym łupem dla Zła.

                                Jeżeli kroczymy sami i siebie stawiamy na miejscu Boga - to .... bądźmy też
                                gotowi na owoce, które to wyda.

                                Z pozdrowieniami,

                                Pawel
                                • olek13 Re: Witku, strasznie sie miotasz. 21.05.04, 19:25
                                  Pawle,
                                  Widzisz - treści które napisałeś to ja znam od kilkudziesięciu lat. Kiedyś, krótki czas, nawet udawałem przed sobą, że w nie wierzę - ale nic z tego nie wyszło. Pytania nadal pozostawały bez odpowiedzi i sensu w tym życiu nijakiego nie było...
                                  Takie były/są moje doświadczenia.
                                  A wnioski z tego mam takie: po to mam rozum, by weryfikować przekonania, konfrontować je z rzeczywistością. Jasne - mogę w coś ślepo uwierzyć i nie chcieć dostrzec niczego, co mojej wierze przeczy. Tylko do czego to prowadzi?
                                  Jakoś tak widzi mi się, że nigdy człowiek nie może się czuć zwolniony z myślenia...
                                  Na tym kończę i pozdrawiam
                                  • pawpos Re: Witku, strasznie sie miotasz. 23.05.04, 00:02
                                    Witaj,

                                    Cieszę się, że odpisałeś - poniżej moje doświadczenia:
                                    1) wiedzieć to jedno - stosować to drugie.
                                    2) Bóg zawsze czeka na nasz pierwszy krok - ktoś mi kiedyś powiedział, że drzwi
                                    do Boga mają klamkę z jednej strony - naszej - tylko my możemy je otworzyć
                                    3) łaska płynie z wiary nie z uczynków. Moją wiarę staram się posunąć do takiej
                                    o której pisze Marek:
                                    Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam,
                                    tylko wierzcie, że otrzymacie (a właściwie w oryginale otrzymaliście - tak jak
                                    by się już stało).

                                    Uszy do góry - Bóg Cię kocha - umysł, dar Boży - dobrze jest z niego robić
                                    dobry porzytek

                                    Paweł
                                    • olek13 Re: Witku, strasznie sie miotasz. 23.05.04, 09:37
                                      Pawle,
                                      moim zdaniem wiara nie kłóci się z rozumem. Wiara rozumowi dostarcza całościowego obrazu, a rozmu służy doskonaleniu wiary poprzez odrzucanie tego, co jest ewidentnym błędem. Bóg jest logiczny, świat też jest logiczny.
                                      To, co piszesz o modlitwie, znane jest z Huny, ale Huna opisuje to precyzyjniej.
                                      Co do zaufania rozumowi - rozumowi się nie ufa. Rozum - to narzędzie. Sam w sobie nie jest źródłem informacji, tylko ich weryfikatorem pod kątem spójności. To tak, jak komputer: mogę go używać do symulacji rzeczywistości i badania teorii, ale przecież nie powie mi, jak zbudowany jest świat :)
                                      Oczywiście - rozumem można weryfikować tylko to, co takiej weryfikacji się poddaje, czyli praktyczne skutki wiary, a nie coż, co go przerasta, np. naturę Boga.
                                      • yamkr Re: Witku, strasznie sie miotasz. 24.05.04, 14:23
                                        Drogi Olku,
                                        rozum nie jest tylko narzędziem weryfikowania informacji pod kątem spójności.
                                        Jest on podstawowym narzędziem poznawczym człowieka. To, że możesz myśleć,
                                        pisać, mówiąc ogólniej posługiwać się językiem jest dziełem rozumu, który
                                        tworzy cały nasz aparat konceptualny, a czyni to poznając rzeczywistość.
                                        Wbrew panującemu na tym forum relatywizmowi uważam, że istnieje coś takiego jak
                                        prawda (jest to zgodność sądu z rzeczywistością) i tę prawdę odkrywamy przez
                                        rozum. Bóg nie jest logiczny na nasz sposób, bo wtedy niepotrzebna byłaby nam
                                        wiara - moglibyśmy sobie wszystko wydedukować. Wiara w pewien sposób przerasta
                                        rozum, ale nie neguje go. Skutki wiary to biblijne owoce - skutki czynów ludzi.
                                        Po skutkach sądzimy o przyczynie i należy się poważnie zastanowić, czy
                                        przyczyny, które mają raz dobre a raz złe skutki mogą być dobre? Jeżeli
                                        dochodzę do sprzeczności w tym, co pewne przycznyny powodują, to uznaję, że te
                                        przyczyny nie są dobre np. opisywane doświadczenia duchów przewodników itd. A
                                        rózne koncepcje teozoficzne, new age etc. powstają w wyniku pogwałcenia praw
                                        rozumu, bo jeśli ktoś miesza Biblię z ezoteryką, to popada w sprzeczność i nie
                                        jest racjonalny. Tych rzeczy nie można łączyć, bo albo się jest nieświadomym
                                        pewnych doktryn, albo świadomie zakłamuje się znaczenie słów.
                                        Pozdrawiam
                                        • olek13 Re: Witku, strasznie sie miotasz. 24.05.04, 18:09
                                          Yamkr,
                                          Myślę, że rozum jest narzędziem poznawczym tylko w ograniczonym zakresie - co jednakowoż nie przeszkadza mu być podstawowym narzędziem w zakresie poznawania reguł świata materialnego. Dla mnie poza światem materialnym istnieją sfery, nie do końca poddające się rozumowemu poznaniu. Najbardziej namacalnym przejawem tego jest intuicja - źródło poznania bez doświadczenia. Co ciekawe o intuicji często mówią genialni naukowcy, że za jej podszeptem dokonali wielu wiekopomnych odkryć czy wynalazków. Intuicja jest intrygująca o tyle, że jest wyraźne wskazanie na to, iż podpowiada ona rozwiązania, które nie wynikają z sumy dotychczasowej wiedzy. Owe przebłyski geniuszu są pozarozumowe, niejako nadane. A najwspanialszą podróżą w nieznane jak sądzę jest uczynienie z intuicji stałego źródła informacji, do czego potrzeba nieco konsekwencji i praktyki.
                                          Co do skutków i przyczyn, które je wywołują - to uważam, że dobre skutki powstają w efekcie dobrych przyczyn, tj. mających źródło w miłości. Jest jednak często problem w powiązaniu odpowiadających sobie skutków i przyczyn. Problem ten poddaje się wyjaśnieniu, gdy docieramy do głębokich pokładów podświadomości i odkrywamy swoje realne powody i intencje. Wtedy dopiero łamigłówka zaczyna się układać w przejrzysty obraz. Wtedy też dopiero widać, że nie ma w tym sprzeczności z rozumem i logiką. Tak ja to widzę.
                                          Pozdrawiam.
                                          • yamkr Re: Witku, strasznie sie miotasz. 25.05.04, 08:36
                                            W ogólności zgadzam się, uważam jednak, że nie każda intuicja jest
                                            pozarozumowa. To co towarzyszy odkryciom jest dziełem rozumu. Istnieje cała
                                            gałąź badań zwana heurestyką, zajmująca się jak dokonuje się odkrycie naukowe.
                                            Jest to rocjonalne działanie rozumu, które nie muszą być uświadomione. A swoją
                                            drogą nie przywiązywałbym zbyt wielkiej wagi do podświadomości. To, co czyni
                                            nas ludźmi to świadome działanie.
                                            • olek13 Re: Witku, strasznie sie miotasz. 25.05.04, 09:14
                                              yamkr,
                                              rzekłbym, że to, co odróżnia nas od zwierząt, to świadome działanie. Ale nie sądzę, żeby to był jedyny wyznacznik humanizmu. Domeną podświadomości jest cała sfera emocjonalna - integralna część człowieka. Chyba mało kto zgodziłby się, że istota pozbawiona emocjonalności (w tym np. sumienia) jest człowiekiem.
                                              Poza tym - trudno przecenić rolę emocji w działaniu. Trzeba naprawdę bardzo dobrze znać swoje wnętrze i umieć z nim współpracować, by funkcjonowanie w życiu opierało się na racjonalnych podstawach. Ja przynajmniej jeszcze do takiego stanu nie doszedłem, a mocno się o to staram. :)
                                              Pozdrawiam
                                  • pawpos Re: Witku, strasznie sie miotasz. 23.05.04, 00:12
                                    Acha i jeszcze jedno:

                                    A jak owoce Twojej decyzji zaufania swojemu rozumowi?

                                    Pozdrawiam,

                                    Pawel

                                    PS Jakby co to zapraszam na sop@plusnet.pl
                                    • suljan Re: Witku, strasznie sie miotasz. 25.05.04, 11:33
                                      Hej, a moze tak zmienice tytul watku? Dotyczy on Pawposa, tj. Pawła a nie mnie.
                                      I nie jestem Witkiem, lecz Jankiem. Pliiiiiiiiiiiiz!!!!!!!!!!! JWS Ps. milo
                                      patrzec jak dyskutujecie. Wiara, rozum itd. Pozdrawiam
    • anahella Re: Do pawpos. 19.05.04, 02:05
      Uwazam Aniu, ze Bog istnieje, niezalenie od tego czy dzieje nam sie dobrze, czy
      zle. Wierze, ze czujesz sie zle i rozumie, ze watpisz, ale to jest ludzkie.
      Wlasnie: ludzkie a nie boskie.
    • agrentowy4321 Re: Do pawpos. 09.03.23, 09:40
      Bardzo trudny temat
    • irona.sonata Re: Do pawpos. 29.04.23, 22:47
      Jestem oszołomiona
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka