Dodaj do ulubionych

DO PANA SULJANA

22.05.04, 00:05
czytam Panskie wypowiedzi, prawda, niezbyt regularnie, mam wielka prosbe, czy
zechcialby Pan opowiedziec bardziej dokladnie o swoim przelomie, co Pana
zawrocilo z drogi, ktora Pan szedl "30, 20, 10 lat temu"? Dlaczego magia i
wrozby sa zle? Ale tak konkretnie, co Pana spotkalo? Pan ostrzega, prosze
podac szczegoly, przed czym? Gdzie w nich jest zlo? dlaczego?
Obserwuj wątek
    • suljan Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 01:40
      Co przeszedłem? Duzo by opowiadac. Ale ok, zamieszcze tu cos, co
      nazwałem "świadectwem nawróconego okultysty". Krótka opowieśc w wersji super
      ligth. Krąży po interfnecie, wiec czemu nie miałaby i tu trafic? Pozdrawiam, JWS

      JAN WITOLD SULIGA
      jan.suliga@wp.pl

      ŚWIADECTWO NAWRÓCONEGO OKULTYSTY

      W pewnym sensie urodziłem się okultystą, a już na pewno z „okultystycznym
      obciążeniem”. Ojciec parał się różdżkarstwem ( kiedy umarł pozostawił mi w
      spadku swoje wahadełko ), moja babcia stawiała kabałę, ja zaś, będąc
      dziesięcioletnim chłopcem asystowałem jej przy tej czynności. Nie
      byli „zawodowcami”, posiadali natomiast paranormalne zdolności. Odziedziczyłem
      je po nich i już w 14 roku życia dane mi doświadczyć pierwszego
      okultystycznego „oświecenia”. Wydarzyło się to w kwietniu 1966 roku na pewnej
      górze nieopodal Kielc. Ogarnęła mnie wtedy i wypełniła dziwna, wydobywająca się
      spod ziemi i zstępująca z nieba moc. Czym była? Nie wiedziałem. Zdawałem sobie
      tylko sprawę, że jest odwieczna, pradawna.
      Wydarzenie to sprawiło, że zainteresowałem się mitologiami różnych ludów,
      a zwłaszcza Greków. Zeus, Hades, Dionizos byli dla mnie bardziej realni niż
      biblijny Bóg. Pierwszy kamienny ołtarz ku ich czci zbudowałem w wieku 17 lat.
      Potem zacząłem studiować etnografię i zafascynowałem się Orientem - Indiami,
      indyjską filozofią, religią i mistyką, a także taoizmem, buddyzmem, tantrą. Mój
      stosunek do chrześcijaństwa był bardzo krytyczny. Bardziej odpowiadał mi
      nieosobowy Absolut buddyzmu zen oraz jogi ( praktykę medytacyjną rozpocząłem w
      1972 roku ). Jeździłem do Indii, tłumaczyłem z sanskrytu upaniszady,
      Bhagawatgitę, badałem kultury indyjskich plemion, napisałem na ten temat
      doktorat, później postanowiłem zająć się ezoteryczną tradycją zachodniego kręgu
      cywilizacyjnego.
      W 1986 roku zetknąłem się z grupą ludzi uprawiających spirytyzm i służyłem
      im jako medium przyciągające „duchy”. Spirytyzm mnie jednak odstręczał, wolałem
      poświęcić się astrologii, alchemii, hermetyzmowi, a głównie kabale. Zacząłem
      wróżyć zwyczajnymi kartami. W czasie pobytu w Szwecji w 1987 roku kupiłem
      pierwszą talię kart tarota. Kiedy je obejrzałem spostrzegłem, że znam skądś te
      wizerunki i wcale nie muszę uczyć się ich dywinacyjnych znaczeń. Wystarczyło
      bym wziął do ręki jakąkolwiek kartę i natychmiast „przypomniało” mi się jej
      znaczenie.
      Wróciwszy do Polski kontynuowałem wróżbiarski proceder, wzbudzając
      zaciekawienie znajomych dziennikarzy. Za ich namową zabrałem się do pisania
      dwóch książek o tarocie: Tarota. Kart, które wróżą oraz traktującej o historii
      tych kart Biblii szatana. Obie te książki wyszły na początku lat
      dziewięćdziesiątych, stając się pierwszymi, oficjalnie wydanymi w Polsce
      pozycjami poświęconymi tarotowi. Lata 1990 – 1994 były jednym z najważniejszych
      okresów w moim życiu. Zamieszkałem w Warszawie, urodzili się moi dwaj synowie,
      wydałem trzecią książkę o tarocie ( Tarot magów ), opracowałem dwie talie
      tarota, publikowałem artykuły na łamach różnych pis ezoterycznych i będąc
      uznanym autorytetem w tej dziedzinie intensywnie zajmowałem się
      rozpowszechnianiem wiedzy na jego temat, jak również dywinacją, prowadzeniem
      kursów oraz szkoleń przeznaczonych dla przyszłych adeptów kartomancji. Nocami
      praktykowałem magię rytualną, wzorowaną na dziełach Eliphasa Leviego,
      Aleistera Crowleya i tradycji okultystycznego Zakonu Złotego Brzasku.
      Tak stałem się jednym z ważniejszych liderów polskiego ruchu New Age. W
      maju 1992 roku znów spłynęło na mnie światło i doświadczyłem dotknięcia czegoś,
      co identyfikowałem z Bogiem. Jesienią tegoż roku poczułem przy sobie obecność
      jakiś bytów, czułem, że jestem obserwowany. Podczas wieczornej medytacji
      prześwietlił mnie jasny snop światła, jakiś głos zapytał, czy chcę przyjąć ten
      dar. Pewien, że mam do czynienia ze Stwórcą odparłem, że oczywiście tak, chcę,
      i to bardzo!
      Niedługo potem zauważyłem obok siebie najpierw jedną, potem drugą
      świetlistą postać. Byli to moi „duchowi przewodnicy”, „mistrzowie”, którzy
      wtajemniczyli mnie w różne aspekty kabały. Moja wrażliwość na paranormalne
      zjawiska bardzo wzrosła. Zyskałem zdolność odczytywania myśli, wystarczyło, bym
      wziął w rękę jakiś przedmiot i już znałem całą jego historię, losy właściciela,
      miejsce pochodzenia. Najbardziej jednak pasjonowała mnie umiejętność
      ezoterycznego interpretowania rozmaitych symboli oraz religijnych tekstów. Ten
      ostatni dar wykorzystałem do analizowania Biblii, odnajdując w niej wiele
      ukrytych, tajemnych przesłań.
      Z biegiem dni ogarniał mnie coraz większy niepokój. Czując się osaczony,
      zmuszany do robienia rzeczy, których nie chciałem robić, zwróciłem się o radę
      do pani Marii S., znanej warszawskiej wróżki i uczennicy słynnych
      przedwojennych okultystów. „No cóż, panie Janku – rzekła, wysłuchawszy mojej
      opowieści. – Szatan przybiera różnoraką postać...”.
      W tym dniu pani Maria stała się moją mistrzynią, zaś jej słowa podziałały
      na mnie niczym kubeł zimnej wody wylany na głowę. No i proszę! Szukałem Boga,
      odnalazłem diabła! Jeszcze tego samego wieczora pozbyłem się magicznych
      rekwizytów, w odpowiedzi na co moi „astralni mistrzowie” zaatakowali mnie z
      potężną siłą. Udręczony, porażony strachem, szukałem ratunku w Bogu, w
      ewangelii, w Modlitwie Pańskiej, ale nie chciałem pozbyć się tarota i wciąż
      uważałem siebie za kabalistę. Zarzuciwszy medytację odczuwałem ponadto silną
      potrzebę zastąpienia jej inną praktyką. A że do moich rak dotarły książki
      traktujące o prawosławnej modlitwie, którą zwą „modlitwą Jezusową”
      albo „modlitwą serca” ( polega ona na rytmicznym i wielokrotnym powtarzaniu
      krótkiej formuły skierowanej do Jezusa ), uznałem to za „znak Boży” i
      przystąpiłem do jej systematycznego odmawiania.
      Wiosną 1995 roku wyjechałem do USA, gdzie zetknąłem się z indiańskimi
      szamanami. Potrafiłem już wtedy kontaktować się z „duchami drzew”, z
      elementalami i innymi „duchami przyrody”. Umiejętności te okazały się pomocne
      podczas przeprowadzonych przeze mnie operacji magicznych pod Świętym Krzyżem i
      w Bielsku Białej. Ta ostatnia przerodziła się w magiczny bój z szatanem.
      Odniosłem „zwycięstwo”, pomogła mi w tym zaś, jak wierzyłem, Matka Boska. Od
      tej pory niemal codziennie odmawiałem katolicki różaniec przeplatany „modlitwą
      Jezusową”.
      Zły wziął sobie na mnie odwet wiosną 1997 roku; w tym samym roku, w którym
      wyszła moja ostatnia ezoteryczna książka: Wielcy magowie świata. Przybrawszy
      postać szerszenia wstąpił w moje ciało, ja zaś, gnany lękiem ruszyłem szukać
      ratunku w kościele katolickim.
      Opiekę nade mną objął ojciec Grzegorz, jezuita. Jego łagodność, spokój,
      pewność wiary, siła modlitwy zdawały się gwarantować, że wyjdę cało z tej
      opresji. To bowiem, co się ze mną działo przypominało horror. Mówiąc najkrócej
      doświadczyłem tego wszystkiego, co opętana przez diabła dziewczynka filmu
      Egzorcysta. Im bardziej jednak srożył się diabeł, im bardziej dręczył mnie
      omamami, fobiami, lękami, straszliwymi wizjami, chorobami i psychofizycznymi
      dolegliwościami, z tym większą determinacją biegałem do kościoła, brałem udział
      w mszach, przyjmowałem komunię, modliłem się do Bogurodzicy i mantrowałem przed
      ikonami na różańcach. Uwierzyłem we wszystkie katolickie dogmaty. Spowiadałem
      się, pokutowałem, modliłem, adorowałem eucharystię, Jezus nawiedzał mnie w
      wizjach, Matka Boska uleczyła jedną z moich chorób, w moim pokoju rosła góra
      przywiezionych ze „świętych miejsc” dewocjonaliów, a jego wystrój – jak
      powiadała ironicznie moja żona – z magicznego stawał się dewocyjno-kościelny.
      Pobożno
      • spontanicznie do SULJANA - jaki mial Pan cel? 29.05.04, 23:04
        Witaj Suljanie

        Czytam z ciekawoscia wszystkie wypowiedzi, zarowno Twoje jak i Twoich
        oponentow; dziekuje za mozliwosc spojrzenia na swiat magii i okultyzmu z innej
        strony. Nigdy mi przez mysl nie przeszlo, ze takie 'zabawy' moga byc
        niebezpieczne.

        Zawsze ciekawilo mnie, dlaczego ludzie wybieraja taka droge, jaka wybieraja.
        Jesli chodzi o wypowiedzi kilku osob (zajmujacych sie szeroko
        rozumianym 'rozwojem duchowym') moge /przynajmniej do pewnego stopnia/
        zrozumiec, do czego daza, jaki jest ich cel. Jednak z Twoich wypowiedzi nie
        potrafie wywnioskowac, co motywowalo Ciebie do zglebiania tajnikow magii.
        Ciekawosc? Chec poznania siebie? Odnalezienie Boga? Chec kierowania innymi
        ludzmi? Bo skonczylo sie 'niefajnie', a co bylo u zrodel?


        iele tu bylo mowy
    • suljan Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 01:45
      Chyba się całe nie wkleilo, wiec robie to jeszcze raz, Pozdr. JWS
      JAN WITOLD
      SULIGA
      jan.suliga@wp.pl

      ŚWIADECTWO NAWRÓCONEGO OKULTYSTY

      W pewnym sensie urodziłem się okultystą, a już na pewno z „okultystycznym
      obciążeniem”. Ojciec parał się różdżkarstwem ( kiedy umarł pozostawił mi w
      spadku swoje wahadełko ), moja babcia stawiała kabałę, ja zaś, będąc
      dziesięcioletnim chłopcem asystowałem jej przy tej czynności. Nie
      byli „zawodowcami”, posiadali natomiast paranormalne zdolności. Odziedziczyłem
      je po nich i już w 14 roku życia dane mi doświadczyć pierwszego
      okultystycznego „oświecenia”. Wydarzyło się to w kwietniu 1966 roku na pewnej
      górze nieopodal Kielc. Ogarnęła mnie wtedy i wypełniła dziwna, wydobywająca się
      spod ziemi i zstępująca z nieba moc. Czym była? Nie wiedziałem. Zdawałem sobie
      tylko sprawę, że jest odwieczna, pradawna.
      Wydarzenie to sprawiło, że zainteresowałem się mitologiami różnych ludów,
      a zwłaszcza Greków. Zeus, Hades, Dionizos byli dla mnie bardziej realni niż
      biblijny Bóg. Pierwszy kamienny ołtarz ku ich czci zbudowałem w wieku 17 lat.
      Potem zacząłem studiować etnografię i zafascynowałem się Orientem - Indiami,
      indyjską filozofią, religią i mistyką, a także taoizmem, buddyzmem, tantrą. Mój
      stosunek do chrześcijaństwa był bardzo krytyczny. Bardziej odpowiadał mi
      nieosobowy Absolut buddyzmu zen oraz jogi ( praktykę medytacyjną rozpocząłem w
      1972 roku ). Jeździłem do Indii, tłumaczyłem z sanskrytu upaniszady,
      Bhagawatgitę, badałem kultury indyjskich plemion, napisałem na ten temat
      doktorat, później postanowiłem zająć się ezoteryczną tradycją zachodniego kręgu
      cywilizacyjnego.
      W 1986 roku zetknąłem się z grupą ludzi uprawiających spirytyzm i służyłem
      im jako medium przyciągające „duchy”. Spirytyzm mnie jednak odstręczał, wolałem
      poświęcić się astrologii, alchemii, hermetyzmowi, a głównie kabale. Zacząłem
      wróżyć zwyczajnymi kartami. W czasie pobytu w Szwecji w 1987 roku kupiłem
      pierwszą talię kart tarota. Kiedy je obejrzałem spostrzegłem, że znam skądś te
      wizerunki i wcale nie muszę uczyć się ich dywinacyjnych znaczeń. Wystarczyło
      bym wziął do ręki jakąkolwiek kartę i natychmiast „przypomniało” mi się jej
      znaczenie.
      Wróciwszy do Polski kontynuowałem wróżbiarski proceder, wzbudzając
      zaciekawienie znajomych dziennikarzy. Za ich namową zabrałem się do pisania
      dwóch książek o tarocie: Tarota. Kart, które wróżą oraz traktującej o historii
      tych kart Biblii szatana. Obie te książki wyszły na początku lat
      dziewięćdziesiątych, stając się pierwszymi, oficjalnie wydanymi w Polsce
      pozycjami poświęconymi tarotowi. Lata 1990 – 1994 były jednym z najważniejszych
      okresów w moim życiu. Zamieszkałem w Warszawie, urodzili się moi dwaj synowie,
      wydałem trzecią książkę o tarocie ( Tarot magów ), opracowałem dwie talie
      tarota, publikowałem artykuły na łamach różnych pis ezoterycznych i będąc
      uznanym autorytetem w tej dziedzinie intensywnie zajmowałem się
      rozpowszechnianiem wiedzy na jego temat, jak również dywinacją, prowadzeniem
      kursów oraz szkoleń przeznaczonych dla przyszłych adeptów kartomancji. Nocami
      praktykowałem magię rytualną, wzorowaną na dziełach Eliphasa Leviego,
      Aleistera Crowleya i tradycji okultystycznego Zakonu Złotego Brzasku.
      Tak stałem się jednym z ważniejszych liderów polskiego ruchu New Age. W
      maju 1992 roku znów spłynęło na mnie światło i doświadczyłem dotknięcia czegoś,
      co identyfikowałem z Bogiem. Jesienią tegoż roku poczułem przy sobie obecność
      jakiś bytów, czułem, że jestem obserwowany. Podczas wieczornej medytacji
      prześwietlił mnie jasny snop światła, jakiś głos zapytał, czy chcę przyjąć ten
      dar. Pewien, że mam do czynienia ze Stwórcą odparłem, że oczywiście tak, chcę,
      i to bardzo!
      Niedługo potem zauważyłem obok siebie najpierw jedną, potem drugą
      świetlistą postać. Byli to moi „duchowi przewodnicy”, „mistrzowie”, którzy
      wtajemniczyli mnie w różne aspekty kabały. Moja wrażliwość na paranormalne
      zjawiska bardzo wzrosła. Zyskałem zdolność odczytywania myśli, wystarczyło, bym
      wziął w rękę jakiś przedmiot i już znałem całą jego historię, losy właściciela,
      miejsce pochodzenia. Najbardziej jednak pasjonowała mnie umiejętność
      ezoterycznego interpretowania rozmaitych symboli oraz religijnych tekstów. Ten
      ostatni dar wykorzystałem do analizowania Biblii, odnajdując w niej wiele
      ukrytych, tajemnych przesłań.
      Z biegiem dni ogarniał mnie coraz większy niepokój. Czując się osaczony,
      zmuszany do robienia rzeczy, których nie chciałem robić, zwróciłem się o radę
      do pani Marii S., znanej warszawskiej wróżki i uczennicy słynnych
      przedwojennych okultystów. „No cóż, panie Janku – rzekła, wysłuchawszy mojej
      opowieści. – Szatan przybiera różnoraką postać...”.
      W tym dniu pani Maria stała się moją mistrzynią, zaś jej słowa podziałały
      na mnie niczym kubeł zimnej wody wylany na głowę. No i proszę! Szukałem Boga,
      odnalazłem diabła! Jeszcze tego samego wieczora pozbyłem się magicznych
      rekwizytów, w odpowiedzi na co moi „astralni mistrzowie” zaatakowali mnie z
      potężną siłą. Udręczony, porażony strachem, szukałem ratunku w Bogu, w
      ewangelii, w Modlitwie Pańskiej, ale nie chciałem pozbyć się tarota i wciąż
      uważałem siebie za kabalistę. Zarzuciwszy medytację odczuwałem ponadto silną
      potrzebę zastąpienia jej inną praktyką. A że do moich rak dotarły książki
      traktujące o prawosławnej modlitwie, którą zwą „modlitwą Jezusową”
      albo „modlitwą serca” ( polega ona na rytmicznym i wielokrotnym powtarzaniu
      krótkiej formuły skierowanej do Jezusa ), uznałem to za „znak Boży” i
      przystąpiłem do jej systematycznego odmawiania.
      Wiosną 1995 roku wyjechałem do USA, gdzie zetknąłem się z indiańskimi
      szamanami. Potrafiłem już wtedy kontaktować się z „duchami drzew”, z
      elementalami i innymi „duchami przyrody”. Umiejętności te okazały się pomocne
      podczas przeprowadzonych przeze mnie operacji magicznych pod Świętym Krzyżem i
      w Bielsku Białej. Ta ostatnia przerodziła się w magiczny bój z szatanem.
      Odniosłem „zwycięstwo”, pomogła mi w tym zaś, jak wierzyłem, Matka Boska. Od
      tej pory niemal codziennie odmawiałem katolicki różaniec przeplatany „modlitwą
      Jezusową”.
      Zły wziął sobie na mnie odwet wiosną 1997 roku; w tym samym roku, w którym
      wyszła moja ostatnia ezoteryczna książka: Wielcy magowie świata. Przybrawszy
      postać szerszenia wstąpił w moje ciało, ja zaś, gnany lękiem ruszyłem szukać
      ratunku w kościele katolickim.
      Opiekę nade mną objął ojciec Grzegorz, jezuita. Jego łagodność, spokój,
      pewność wiary, siła modlitwy zdawały się gwarantować, że wyjdę cało z tej
      opresji. To bowiem, co się ze mną działo przypominało horror. Mówiąc najkrócej
      doświadczyłem tego wszystkiego, co opętana przez diabła dziewczynka filmu
      Egzorcysta. Im bardziej jednak srożył się diabeł, im bardziej dręczył mnie
      omamami, fobiami, lękami, straszliwymi wizjami, chorobami i psychofizycznymi
      dolegliwościami, z tym większą determinacją biegałem do kościoła, brałem udział
      w mszach, przyjmowałem komunię, modliłem się do Bogurodzicy i mantrowałem przed
      ikonami na różańcach. Uwierzyłem we wszystkie katolickie dogmaty. Spowiadałem
      się, pokutowałem, modliłem, adorowałem eucharystię, Jezus nawiedzał mnie w
      wizjach, Matka Boska uleczyła jedną z moich chorób, w moim pokoju rosła góra
      przywiezionych ze „świętych miejsc” dewocjonaliów, a jego wystrój – jak
      powiadała ironicznie moja żona – z magicznego stawał się dewocyjno-kościelny.
      Pobożność wszelako w niczym mi nie pomogła i nie uchroniła przed napadami lęku,
      różnych fobii i narastającą manią samobójczą.
      Pojął
      • suljan Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 01:51
        No tak, rteszta nie weszła, komputerowy ze mnie niezdara, wklejam koncówke i
        przeprtaszam za klopoty, JWS

        Pojąłem wreszcie, że daremnie szukam pomocy w katolickim kościele, ponieważ
        biorąc udział w celebrowanych przezeń misteriach, modląc się przed „cudownymi
        obrazami”, nosząc na sobie szkaplerzne, medaliki niczym nie różnię się od
        okultysty, który wykorzystuje „świętość” rzeczy po to, by przy ich pomocy
        odprawiać magiczne rytuały. Okultyzm tkwił we mnie tak głęboko, że przestałem
        odróżniać, co jest prawdziwą świętością, a co świętością pozorną, a poprzez to
        demoniczną. Już nie wiedziałem, kiedy przemawia do mnie Bóg, a kiedy szatan, co
        prowadzi mnie do Boga, a co do Jego przeciwnika. Wszystko było magią, wszystko –
        okultyzm, począwszy od znaku krzyża uczynionego palcami zanurzonymi
        w „święconej wodzie”, skończywszy na misterium przemiany wina w krew i chleba
        w ciało Jezusa. Nie mogłem i nie chciałem uczestniczyć w czymś, co
        identyfikowałem jako okultyzm; okultyzm osadzony w „prawowiernej”, katolickiej
        odmianie magii.
        Myśl ta naszła mnie gdzieś na początku 2002 roku. Schowałem różańce,
        dewocjonalia, modlitewniki i książeczki do nabożeństwa i pojechałem w Góry
        Świętokrzyskie – tam, skąd wywodzą się wszyscy moi przodkowie. „Boże moich
        ojców – modliłem się z twarzą skierowaną ku Świętemu Krzyżowi – wskaż mi
        drogę”. W odpowiedzi jakiś wewnętrzny głos kazał mi wyrzec się Jezusa, Biblii,
        chrześcijaństwa i wrócić do nauczania tarota.
        Pół roku później, stojąc o zachodzie słońca na wierzchołku Świętego
        Krzyża, ponownie doznałem „objawienia”. Ogarnęło mnie światło, poczucie
        wolności i akceptacji. „Rób co chcesz – usłyszałem. – Obiecuję, że po śmierci
        trafisz do mojej krainy”.
        Zyskana tego dnia wolność rychło przeobraziła się w pustkę, w poczucie
        wewnętrznej martwoty. Faktycznie, mogłem robić wszystko. Mogłem uczyć tarota,
        czarować, medytować, modlić się albo szlajać po agencjach towarzyskich,
        zachlewać alkoholem, ćpać, mordować zwierzęta, składać je w ofierze szatanowi..
        Mogłem czynić najgorsze i najchwalebniejsze rzeczy – żadna z nich mnie nie
        kalała, ale też nie prowadziła do świętości. Ugrzęzłem w strasznym, przepastnym
        nihilo, w pustce, w której nie istnieje miłość, przyjaźń, współczucie. Umarłem
        za życia. Mój duch skonał. Pozostało odczuwające ból i mdłą rozkosz ciało.
        Jesienią 2002 roku spotkałem Leszka K., czyli „Korzenia”: byłego
        narkomana, byłego okultystę, który został z okultyzmu uwolniony, gdy 12 lat
        temu nawrócił się na JEZUSA CHRYSTUSA. Rozmowy z nim wzbudziły we mnie iskierkę
        nadziei. A może i ja mógłbym to zrobić? Nic z tego! Przez następne pół roku nie
        mogłem nawet wypowiedzieć imienia JEZUS! Nie mogłem się modlić, nie mogłem
        czytać Biblii ( jej widok napawał mnie obrzydzeniem i wstrętem ), a jeśli już
        to czyniłem nie byłem w stanie zrozumieć jej słów. Zabrałem się więc do
        głośnego czytania psalmów. Pomogło, lecz tylko częściowo. Wystarczyła chwila
        nieuwagi i już zaczynałem czytać je wspak lub zamiast słowa „błogosławieństwo”
        wypowiadałem słowo „przekleństwo”.
        W sierpniu 2003 roku poprowadziłem w Górach Świętokrzyskich ostatni kurs
        tarota. Jechałem nań zdziwiony, bo nie wiedziałem czemu Bóg, którego prosiłem o
        zwolnienie mnie z tego obowiązku zezwolił, bym znów musiał „babrać się” w
        ezoteryce. Postępowałem więc ostrożnie. Nie epatowałem nikogo Biblią, do
        ostatniego dnia nie wyjawiłem swej decyzji o nawróceniu. Mówiłem tylko o tym,
        czym jest magia, okultyzm oraz tarot. Krok po kroku obnażałem złudny splendor i
        wszystkie pułapki pana magii – szatana. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
        Jednych miotało, skręcało ze złości i oburzenia, inni palili karty tarota,
        modlili się psalmami i czytali Biblię.
        Wróciwszy do Warszawy poczułem się osamotniony. Nie na długo. Najpierw
        poprosiła mnie o rozmowę Iwonka. Potem Inez, Paweł, Beata i kilka innych osób.
        I okazało się, że każdy z nas cierpi na tę samą dolegliwość. Wszyscy
        zachorowaliśmy na okultyzm. Potrzebowaliśmy uzdrowienia. Potrzebowaliśmy
        Lekarza.
        W październiku zeszłego roku szatan po raz ostatni przypuścił szturm.
        Gnany obłędną myślą o samobójstwie, nie mogąc opanować tego pragnienia
        siedziałem w moim pokoju i wołałem: Jezu, Jezu ratuj! Uratował. Najpierw dał
        pokój, potem odnowił moją wiarę i otoczył ochroną. Tego dnia zakochałem się w
        Nim „na zabój”, gdyż to, co uczynił pełne było tak czułej miłości, jakiej nigdy
        dotąd nie doznałem.
        Od tamtych dni minęło kilka miesięcy. Dziś mogę powiedzieć, że rok temu
        byłem martwy i spopielały. Teraz żyję i raduję się życiem. Przebudziłem się ze
        snu śmierci. Wiem, kto mnie uleczył i kto mnie ocalił. Kto jest sprawcą cudu
        mego nawrócenia. Kto sprawił, że narodziłem się na nowo. Jest Nim mój Pan Mój
        Bóg. Mój Zbawiciel. Syn Boży. JEZUS CHRYSTUS
        • prosze dziekuje 22.05.04, 09:24
          dziekuje Panu bardzo, mnie sie wydawalo, ze to zabawa, chociaz, cos mi tam
          chodzilo po glowie, ze skoro na tych kartach sa wizerunki diabla, smierci, to
          nie jest takie calkiem bezkarne, dziekuje Panie JAnku
        • Gość: konradino Re: DO PANA SULJANA IP: *.metrobip.com.pl 14.10.04, 01:19
          mysle, ze to kolejny przyklad tego jak glupota moze wziac gore nad silna wola.
          bardzo mi pana zal, a jeszcze bardziej ludzi, ktorych pan teraz pewnie zamecza
          nowo nabytym fanatyzmem. arka noego wita :) jezus chytrus oi!
    • randybvain Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 08:12
      Ja tak się zastanawiam. Skoro niektórzy z nas mają jakieś zdolności to
      zakładając, że jesteśmy dziełem Boga, to po co my je mamy? Czy to jest tak, że
      dostajemy jakiś talent w formie prowokacji, bo jeśli z niego skorzystamy, to
      czeka nas zagłada? Czy nie brzmi to absurdalnie? A co ma robić człowiek o
      wysokich zdolnościach, do którego przyłażą różne duchy i inne takie?
      • suljan Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 11:17
        Randybvain, ludzie maja zdolnosci, ale niekoniecznie od Boga. Nie bez przyczyny
        zaznaczyłem, ze mój tata zajmowal sie różdżkarstwem, a babcia kladła karty.
        Uwiedzenie okultyzmem często dziedziczymy, jest to przekleństwo. Jest to tez
        próba, bo człowiek ma wolna wole i może iść za diabłem, ale tez moze sie
        nawrócic do Boga. I to ostatnie powinien zrobic czl;owiek, do ktorego "przyłażą
        różne duchy". A wtedy otrzyma od Boga takie łaski, przy kjtóry te zdolnosci i
        cehcy sa nedznym smieciem. Pozdrawiam, JWS
        • randybvain Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 18:36
          Pierwszy raz spotykam się ze stwierdzeniem, że jakiekolwiek zdolności człowieka
          mogą nie być darem Boga. Czy jest to równoznaczne stwoerdzeniu, że pochodzą od
          szatana? Jeśli tak, to czy jest to szerszy aspekt jego działalności?
          • suljan Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 20:26
            Nasz los, nasze zdolności itd są uwarunkowane różnymi czynnikami. Ale
            niezależnoie od tych czynnikow wszyscy ludzie rodza sie w pewna skazą, ktorą
            zwie sie potocznie "gfrzechem pierworodnym", a która powstała w skutek
            zdarzenia zwanego zerwaniem owocu poznania dobrego i złego ( i wm efekcie tego -
            wygnania z Edenu ). Nie wchodząc w szczegóły co to było, jedno jest tez pewne.
            W rezultacie człowiek ( kazdy czlowiek ) stracił możnośc bezposredniego
            uczestnictwa w swiecie duchowym, jest od niego tragicznie oddalony. Nosi w
            sobie obraz i podobieństwo Boga, ale tymze obrazem i podobieństwem nie jest.
            Żyje w swiecie zdegradowanym, w ktorym panoszy się zło i którego "władcą" jest
            szatan, tj. książę tego swiata. Pokonał go Jezus, dni jego sa zatem policzone,
            a im blizej końca, tym bardziej sie panoszy i chce wciagnąć w otchlań ze soba
            jak najwięcej ludzi. Wykorzystuje wiuec rozmaite nasze właściwosci i cechy ( te
            paranormalne również ), żeby nas zwieść. Czy te cechy pochodza od szatana? W
            pewnym sensie tak, bo cały świat nosi jego znamię. Czy sa to dary Boga? W
            pewnym sensie tak, bo to On nas stworzył. Czy są one skutkiem upadku pierwszych
            ludzi? W pewnym stopniu tak, bo otwieraja nas na dziedzine szatana. Czy moga
            nas otworzyc na Boga? Nie, poniewaz nie mamy udziału w świecie Ducha dopóty,
            dopoki się nie nawrócimy tak, jak chce tego Bóg. Jaki z tego wniosek? Chyba
            prosty. Ale nie prosty, jak widac po tym forum, bo paranormalnośc to potężna
            pokusa. Kto zatem z niej korzysta i współdziała z diabłem staje sie, w jakis
            sposób, człowiekiem "pochodzxącym" od szatana ( a dokładnie jego czcicielem i
            niewolnikiem ). I dlatego Bóg powiada człowiekowi w swoim Słowie - nie uprawiaj
            magii, nie uprawiaj wróżbiarstwa, nie badź bałwochwalcą. No, a człowiek robi to
            co robi - wybiera i ponosi tego wyboru konsekwencje. Pozdrawiam, JWS
            • olek13 Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 22:20
              Sulian,
              napisałeś:
              "Nasz los, nasze zdolności itd są uwarunkowane różnymi czynnikami."...
              Proszę, powiedz, jakie Twoim zadaniem są to czynniki, co jest ich przyczyną?
              Co powoduje, że ludzie są tak różni i dlaczego w różnych warunkach przychodzą na ten swiat. Ciekaw jestem Twojej opinii.
              • pawpos Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 00:10
                Witajcie:

                Wg mojego poznania - zresztą w 100% zgodniego z Biblią:

                wewnętrzne - dobro i zło (zło to tzw. nasze porządliwości)
                zewnętrzne - Bóg i jego przeciwnik

                Polem walki jest nasz umysł i dusze. Ziemia już została oddana - przeciwnikowi -
                dlatego jest nazwany królem tego świata.

                Pawel
                • olek13 Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 09:40
                  Pawle,
                  pytałem o to, skąd w człowieku się biorą owe pożądliwości; co decyduje, że już w chwili narodzin mamy ich różną ilość?
                  Co też z tymi, któzy np. urodziwszy się w głębi amazońskiej dżungli nigdy nie będą mieli okazji poznać nauk, które zapewne Twoim zdaniem konieczne są do przyjęcia jedynej prawdy, koniecznej do zbawienia?
            • pani.jazz Re: DO PANA SULJANA 22.05.04, 22:24
              A jeśli Boga nie ma?
              • lidko czyzby? 22.05.04, 23:41
                naprawde? fajnie!
              • pawpos Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 00:11
                No właśnie ... to co?

                Mnie to pytanie nie dotyczy - codziennie jego doświadczam

                Pawel
                • pani.jazz Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 00:24
                  Jesli Go nie ma, to znaczy, ze wszystko jest dozwolone i nie nalezy sie
                  przejmowac proroctwami ogni piekielnych za wrozby.
                  Jesli Go nie ma, to wytlumaczenie tego, czego doswiadczal pan Suljan jest
                  kwestia psychoanalizy.

                  Pozdrawiam,
                  pani.jazz

                  P.S. Skoro doswiadcza pan Go codziennie, to moze lepiej pisac o Nim z wielkiej
                  litery. Ale to tylko w kwestii czepialstwa, bo pewnie zrobil pan tylko
                  literowke. A moze to Szatan pana podkusil do zrobienia jej?
                  Prosze wybaczyc szyderstwo, nie moglam sie oprzec. Nie oznacza ono wcale, ze
                  tak wlasnie mysle. Zwykle wolne skojarzenie.

                  pozdrawiam nieustajaco
                  • lidko do pani jazz 23.05.04, 08:07
                    ale z paniusi prowokatorka jak sie patrzy!!! Pytanie o Boga bylo
                    majstersztykiem, a to pouczanie jaka litera co pisac pachnie staropanienstwem,
                    albo despotyzmem, brrr
                    • pani.jazz Re: do pani jazz 23.05.04, 10:39
                      I vice versa ;).
            • randybvain Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 00:59
              Mamy więc impas. Jeżeli zdolności paranormalne są darem Boga (nawet jesli
              chodzi o dziedzictwo prarodziców), to ich danie i zabronienie ich używania jest
              absurdalne i wygląda jak prowokacja: OK, ty będziesz supertarocistą, ale jesli
              tylko dotkniesz Tarota, to czeka cię zagłada. (Dygresja: równie dobrze mógłbym
              być najlepszym na świecie budowniczym domów na Jowiszu - tylko, że tam jeszcze
              nie dolecieliśmy - gdzie tu sens?). Z drugiej strony jesli te zdolności są
              dziełem Szatana, to ... śmierdzi mi tu manicheizmem i robieniem z Diabła
              równorzędnej siły przeciwstawnej. Chyba suljanie, jednak mimo wszystko lecisz
              znowu w okultyzm...
              • suljan Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 16:34
                No i zanów się narobiło, odpowiem wiec zbiorczo:
                Olku13. odpowiedź na puytanie czemu ludzie sa różni, rodza sie w rozmaitych
                warunkach i maja różne cechy wymagałaby napisania małego traktatu, ale 9i on
                niewiele by pomógł, bo nikt z nas nie jest Bogiem i nie ma ostatecznego wgladu
                w prawde. Prosto to wyjąsnia teoria reinkarnacji, w która zdajesz sie wierzyc,
                świat wszakze nie jest prosty, proste sa natomiast zamiary Boga wobec
                czlowieka. Chce go zbawić, wyrwac ze swiata, ktory nie jest swiatem doskonałym,
                gdyz uległ degradacji w skutek zerwania owocu poznania dobrego i zlego.
                I drugie pytanie tyczące tych, ktorzy nie zetkneli sie z ewangelia i jej nie
                znaja. Nie mozna byc sadzonym za cos, czego sie nie zna. Jano to mowi apostol
                Paweeł w jednym z listow, pisząć, ze gdzie nie ma Zakonu ( tj. mojzeszowego
                prawa, dekoalogu ), tam nie ma i grzechu. W pewnym wiec sensie ci, ktorzy nie
                zetkneli sie z Biblia sa w lepszej sytuacji niz ci, ktorzy mieli z nia do
                czynienia. Ale też nie moga przyjac laski zbawienia ( te gwarantuje Jezus ),
                podlegaja wiec sądowi w tym sensie, że probieżem ich zbawienia lub nie bedzie
                przestrzeganie tego przykazania, ktore znaja wszystkie tradycje: milosci
                bliźniego.
                Pani.jazz - a jesli Boga nie ma, wszystko wolno. Jesli... Nie bede dowodzil, że
                jest, bo tego nie da się zrobic. Ty też nie mozesz dowieś, że Go nie ma.
                Ateista to zatem tez czlowiek wiary, wiary, ze Bog nie istnieje. Moze powolywac
                sie przy tym na swój racjonalizm, racjonbalizm ten wszakże jest kiepskiej
                poróby, prawdziwy bowiem racjonalista MUSI zalozyc, ze Bog MOZE istniec i nie
                wyklucza tego faktu ze swoich rozważań. Jesli tego nie czyni jest pseudo-
                racjonalistą, uważa bowiem,,ze zdolał poznac wszystkie tajemnice wszechswiata i
                rzadzace nim prawa.
                Co do oceny tego, co mie spotkalo. Widze, ze wyszla Pani z zalozenia, ze
                oiceniałem swoje przygody przez pryzmat a'priori porzyjetych wierzeń. Nic z
                tych rzeczy. Zakladalem rozmaite hipotezy, z choroba psychiczna włącznie i
                weryfikowałem je na tyle, na ile potrafilem. Żadne jednak zjawiskjo z obszaru
                badanego przez psychoanalize nie wytłumaczy tego faktu, ze stojacy w odleglosci
                ok. 10 m. ode mnie kawiarniany stolik latal w powietrzu, co wzbudzilo wśrod
                gosci zrozumiale przerażenie, a bylo częścią doznawanych porzez mnie udręczeń (
                w tym momencie bylkem calkowicie przytomny i nic niezwykjlego sie ze mna nie
                dzialo ). Ponadto majac za soba dlugoletni trening okultystyczny potrafilem
                caly czas pobserwowac "na zimno" to, co sie ze mna dzialo, a jednocześnie
                zachowywac jak czlowiek opetany. I ręcze Pani, ze przez 5 lat próbowałem
                znaleść inne przyczyni tego niz te, ktore podalem w świadectwie. Byloby to dla
                mnie bardziej wygodne i nie zmuszalo do przyjecia najbardziej odstreczajacej
                prawdy - ze zrobil to diabel.
                Randybvain, wciąż uwazasz, .że zdolnosci paranormalne to dar Boga, dlatego
                ujestes w impasie. Nie sa. Sa czyms w rodzaju choroby, jedni rodza sie chorzy
                na aids ( bo ich rodzicie ćpali ), inni rodza sie ze zdolnoscia przyciagania
                duchow. Przyczyny tego sa różne. o czym juz wspomnialem. KAŻDA zadolnośc wymaga
                wyboru, jedne wszakże sa mniej, drugie bardziej niebezpieczne. Billi Kid nie
                musiał chlubic się swą zdolnoscia szybkjiego wyciągania rewolweru i trafiania w
                cel strzelajac do ludzi. Mogl strzelac do balonow w cyrku ku uciesze dzieci.
                Mogł takze, skoro odstreczała go cheć bycia cyrkowcem, zrozumiec wreszcie, ze
                jego problem to nie są te zdolnosci, ale CHĘĆ ZABIJANIA LUDZI. Owa "chęć" to
                nie intencja, to cos znacznie silniejszego, to cos co zawlaszcza człowiekiem i
                czyni go, np. mordercą. Gdyby to pojął, stanąłby na rozdrozu pomiędzy
                całkowicie realnym ZŁEM a DOBREM. W tej sekundzie "zdolnosci" te nie miałyby
                zadnego znaczenia. Liczyloby sie coś zupełnie innego: wlaśnie ZŁO i DOBRO. I
                nie jest to zaden manicheizm lub okultyzm. To istota wyboru, w oparciu o ktory
                ludzie beda sądzeni.
                • olek13 Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 18:04
                  Sulian,
                  No wielka szkoda, że nie odpowiedziałeś na pierwsze pytanie, ale trudno, jakoś to przeżyję.
                  A druga odpowiedź jest dla mnie niezrozumiała. To w końcu jak uważasz: ci, którzy nie przyjęli Jezusa nie znając go, będą zbawieni, czy nie?
                  Bo jeśli nie, to mają przerąbane tylko dlatego, że się nie urodzili tam, gdzie trzeba. A jeśli postępowanie zgodne z miłością im wystarczy, to znaczy, że mogą sobie wierzyć w co chcą, a i tak pójdą do nieba? Dobrze to rozumiem?
                  Wedle moich przekonań naczelne zasady rządzące światem są proste, jednoznaczne i zrozumiałe - co wiecej - łatwo je zweryfikować. Dlatego uznaję je za słuszne. W myśl tych zasad świat jest skomplikowany dlatego, że pozwalają one na nieskończoną różnorodność opcji i doświadczeń, co właśnie ową złożoność tworzy.
                  Rozmawiam tutaj z Tobą i z innymi, by lepiej i więcej zrozumieć. I to mi się udaje. Ale to wszystko póki co utwierdza mnie w przekonaniu, że przyjąłem słuszne założenia.
                  Dzięki.
                  Pozdrawiam.
                  • suljan Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 21:05
                    Olek13. Dobrze, ze przezyjesz brak odpowiuedzi na pierwsze pytanie, bo nie jest
                    ono proste, a prostacka odpowiedź wywolałaby tylko mase nieporozumien.
                    Na Twoje drugioe pytanie odpowiada sam Jezus w ewangelii Mateusza. W swojej
                    mowie tyczacej końca swiata obrazuje taką oto sytuacje. Bóg zbawia tych po
                    prawicy i skazuje na pieklo tych po lewicy. I powiada do tych pierwszych:
                    wejdźcie do Królestwa, bo kiedy bylem chory, gdy cierpiałem, gdy bylem w
                    więzieniu poratowaliscie mnie. A kiedy byłeś chory, w wiezieniu? - pytaja
                    zdiziwieni. Cokolwiek uczyniliscie innym ludziom, Mnie uczyniliscie - odrzekl
                    Bog. Tych drugich zaś skazuje na pieklo, bo tego nie czynili. Z kontekstu
                    wynika, ze mowa tu o ludziach, ktorzy nie znali Boga. Wierzyli w co wierzyli,
                    czcilki jakis tam bogow, ale ich wiara, ich religijnośc nie maja dla Boga
                    żadnego znaczenia. Równie dobrze mopgliby byc ateistami. Liczy się tylko
                    przykazanie milosci bliźniego, a poprze nie - milosci Boga.
                    Tyczy to wszakze tylko tych, ktorzy w ogóle nie zektneli sie z biblijnym
                    przeslaniem. I kryje sie w tym to niebezpieczeństwo, ze uduchawiając sie i
                    dążąć alszywymi scieżkami do Boga zagubia gdzieś prostore wspomnianego wyzej
                    przykazania. Miast dzielic sie poineiędzmi z bliźnimi, odwiedzac chorych,
                    wspomagac pootrzebujacych itd. zajmna sie praktykami duchowymi, ktore nie maja
                    żadnej wartosci, a co gorsza uczynia a nich intrtatny interes ( wiesz do czego
                    pije ). Moga tez "troszczyć się" o bliźnich i "pomagac" im za pomoca magii. W
                    efekcie im zaszkodza i los ich jest jednoznaczny.
                    Zasada, jak widzisz jest prosta, tak, jak prosta jest pomoc potrzebujacym, czyu
                    to w szpitalu, czy w wiezieni cvzy gdziekoilwiek indziej. Druga zasada tez jest
                    prosta. Jesli ktoś zna biblijne przeslanie, jesli zetknął sie z Zakonem, zna
                    dekalog, zna ewangelie ale ja odrzuca, nie usprawiedliwia go nic ponierważ
                    oprócz przykazania milosdci bliźniego obowiazuje go inne porzykazanie: milosci
                    Boga. To zas porzykazania nakłada na człowieka obowiazek posłuszeństwa w
                    stosunku do Stwórcy, a mo.ze nie tyle obowiazek, co zwyczajnie posłuszeństwo (
                    jesli sie kogos kocha, to chce tez sie go słuchać i postepować tak, jak on tego
                    pragnie ). Tu też nie maja znaczenia inne kulty, praktyki religijne, duchowe,
                    medytacje, bo nie tego chce Bog od czlowieka. Chce On, bysmy poznawali Go
                    poprzez Jego Slowo. Tym Słowem jest Pismo swiete oraz Jezus Chrystus ( por.
                    prolog do ewangelii Jana ). Pozdrawiam i mam nadzieję, ze odpowiedzialem jasno
                    na zadane pytanie. JWS
                    • olek13 Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 22:14
                      Pierwszą cześć zrozumiałem. Drugą - nie bardzo :(
                      Przy tym: czy kultywowanie miłości w sercu nie jest duchową praktyką? Może nie rozumiemy się w kwestii pojęcia "praktyka duchowa"? Dla mnie nie wszytko to, co robią ludzie pod przykrywką (wedle Twoich znaczeń) "okultyzmu" jest duchową praktyką. Ale to tak na marginesie.
                      Z tego co piszesz wynika, że los tych, którzy zetknęli się z Biblią jest dużo gorszy. Oni bowiem by zasłużyć na Niebo, muszą przyjąć bez reszty nauki Biblii. Im nie wystarczy żyć w zgodnie z Miłością. Muszą uznać Słowo, które jest akurat w Biblii. No i tego nie pojmuję: dlaczego jedna księga ma dawać zbawienie, a inne nie? Dlaczego w ogóle przyjęcie za pewnik treści jakiejkolwiek księgi ma być jedyną przepustką do raju? To, co Ty twierdzisz o Biblii, to np. muzułmanie twierdzą o Koranie, z równą, o ile nie większą żarliwością. Kto zatem ma rację?
                      Niestety - nie dostarczyłeś mi dotąd żadnego argumentu poza tym, że Ty tak uważasz.
                      Pozdrawiam
                      • suljan Re: DO PANA SULJANA 23.05.04, 22:30
                        Oklu13, nie było mojim zamiarem Ciebie przekonywać. Obawiam sie ponadto, ze
                        zupełnie co innego rozumiemy pod słowem Miłość. Dla mnie Miłość oznacza ten
                        rodzaj uczucia, który wyrasta z relacji ( miedzy człowiekiem a człowiekiem i
                        miedzy człowiekiem a Bogiem ). Jest to w tym drugim przypadku relacja miedzy
                        Ojcem a jego stworzeniem, ktore w skutek przyjęcia Jezusa i napełnienia Duchem
                        Świetym staje sie dzieckiem bozym. Jest to zatem relacja dynamiczna, podobna do
                        wrastania w Boga, który czegos od nas chce i od ktorego cos chcemy. A co do
                        Biblii, Koranu i innych ksiąg... Znasz przesłanie Biblii i je z jakis powodów
                        odrzucasz. Oczekujesz dowodów, argumentów, chcesz byc PRZEKONANY. A tu nie tedy
                        droga. Ale i tez nie moja sprawa i nie mój osąd. Masz wolna wole, rozum, serce,
                        rozeznanie. Decydcydujesz i ponosisz konsekwencje. Ja tez zadecydowałem. I
                        tyle. Pozdrawiam, JWS
                        • olek13 Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 07:36
                          Sulian,
                          Zgadzam się, że trudno nam będzie uzgodnić wspólne stanowisko co do miłości, czym ona jest. Powiem tylko, że dla mnie miłość, to coś, co rodzi uczucia spokoju, radości, pewności, absolutnego bezpieczeństwa, co każe być życzliwym dla wszystkich istot - przy pełnym i trzeźwym oglądzie rzeczywistości.
                          Rozmawiam z Tobą, by wyjaśnić sobie wszelkie wątpliwości, jakie Twoje słowa we mnie budziły. I z Twoją pomocą to się udaje, doceniam to. Dzięki.
                    • spontanicznie Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 01:00
                      cyt. 'nie ma róznych religii, jest tylko jeden Bóg'

                      suljan napisał:

                      > Olek13. Dobrze, ze przezyjesz brak odpowiuedzi na pierwsze pytanie, bo nie
                      jest
                      >
                      > ono proste, a prostacka odpowiedź wywolałaby tylko mase nieporozumien.
                      > Na Twoje drugioe pytanie odpowiada sam Jezus w ewangelii Mateusza. W swojej
                      > mowie tyczacej końca swiata obrazuje taką oto sytuacje. Bóg zbawia tych po
                      > prawicy i skazuje na pieklo tych po lewicy. I powiada do tych pierwszych:
                      > wejdźcie do Królestwa, bo kiedy bylem chory, gdy cierpiałem, gdy bylem w
                      > więzieniu poratowaliscie mnie. A kiedy byłeś chory, w wiezieniu? - pytaja
                      > zdiziwieni. Cokolwiek uczyniliscie innym ludziom, Mnie uczyniliscie - odrzekl
                      > Bog. Tych drugich zaś skazuje na pieklo, bo tego nie czynili. Z kontekstu
                      > wynika, ze mowa tu o ludziach, ktorzy nie znali Boga. Wierzyli w co wierzyli,
                      > czcilki jakis tam bogow, ale ich wiara, ich religijnośc nie maja dla Boga
                      > żadnego znaczenia. Równie dobrze mopgliby byc ateistami. Liczy się tylko
                      > przykazanie milosci bliźniego, a poprze nie - milosci Boga.
                      > Tyczy to wszakze tylko tych, ktorzy w ogóle nie zektneli sie z biblijnym
                      > przeslaniem. I kryje sie w tym to niebezpieczeństwo, ze uduchawiając sie i
                      > dążąć alszywymi scieżkami do Boga zagubia gdzieś prostore wspomnianego wyzej
                      > przykazania. Miast dzielic sie poineiędzmi z bliźnimi, odwiedzac chorych,
                      > wspomagac pootrzebujacych itd. zajmna sie praktykami duchowymi, ktore nie
                      maja
                      > żadnej wartosci, a co gorsza uczynia a nich intrtatny interes ( wiesz do
                      czego
                      > pije ). Moga tez "troszczyć się" o bliźnich i "pomagac" im za pomoca magii. W
                      > efekcie im zaszkodza i los ich jest jednoznaczny.
                      > Zasada, jak widzisz jest prosta, tak, jak prosta jest pomoc potrzebujacym,
                      czyu
                      >
                      > to w szpitalu, czy w wiezieni cvzy gdziekoilwiek indziej. Druga zasada tez
                      jest
                      >
                      > prosta. Jesli ktoś zna biblijne przeslanie, jesli zetknął sie z Zakonem, zna
                      > dekalog, zna ewangelie ale ja odrzuca, nie usprawiedliwia go nic ponierważ
                      > oprócz przykazania milosdci bliźniego obowiazuje go inne porzykazanie:
                      milosci
                      > Boga. To zas porzykazania nakłada na człowieka obowiazek posłuszeństwa w
                      > stosunku do Stwórcy, a mo.ze nie tyle obowiazek, co zwyczajnie posłuszeństwo
                      (
                      > jesli sie kogos kocha, to chce tez sie go słuchać i postepować tak, jak on
                      tego
                      >
                      > pragnie ). Tu też nie maja znaczenia inne kulty, praktyki religijne, duchowe,
                      > medytacje, bo nie tego chce Bog od czlowieka. Chce On, bysmy poznawali Go
                      > poprzez Jego Slowo. Tym Słowem jest Pismo swiete oraz Jezus Chrystus ( por.
                      > prolog do ewangelii Jana ). Pozdrawiam i mam nadzieję, ze odpowiedzialem
                      jasno
                      > na zadane pytanie. JWS
                • randybvain Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 00:18
                  A więc jednak wybrałeś dziedzictwo. Ale tak czy owak, skoro te zdolności sa
                  związane z genami, to dojdziemy w ten sposób do prarodziców. A oni też skądś to
                  wzięli. Ostatecznie znowu stajemy przed pytaniem - skąd oni to wzięli.
                  Widzisz, chyba każda odpowiedź, jakiej byś próbował udzielić, będzie
                  niesatysfakcjonująca. Za głównego winowajcę bierzesz ludzi, podobnie jak z
                  Oświęcimiem. Jednak i w przypadku Oświęcimia, ktoś kogoś inspirował, zachęcał,
                  pozwolił na działanie... Po owocach ich poznacie, czy jakoś tak.
                  • suljan Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 00:38
                    Randybvain, powiedziałem co swoje. Ktos poprosił mnie, bym opisał to, co mi sie
                    przytrafilo. Uczynilem to nie po to, by kogos zadowolic, lecz po to, by spełnic
                    prośbę, a jednocześnie ukazac na swoim przykładzie dokad wiodą fascynacje magia
                    i paranormalnymi zdolnościami. Opis ten stał sie niejako "publiczna własnością"
                    i każdy ma prawo do swojej oceny. Znam sporo podobnych jak ja przypadkow. Wiele
                    z tych osób także spisalo swoje swiadectwa. Wybacz wiec, że nie bede z Toba
                    dalej dyskutował. Znam cenę tych zabaw. Oni tez znają. Najlepiej zas człowiek
                    uczy sie na wlasnych błędach. Pozdrawiam, JWS
                    • randybvain Re: DO PANA SULJANA 30.05.04, 00:02
                      Jeszcze raz przeczytałem twoją wypowiedź i tym razem tknęła mnie sugestia,
                      powiązanie z chorobą. Czyżby zdolności paranormalne były razem ze śmiercią,
                      chorobami i bólem rodzenia karą za zerwanie owocu z Drzewa? A może były tym
                      owocem? W tym kontekście przydałaby się wypowiedź jakiegos teologa i jeszcze
                      judaisty.
    • ika4 Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 09:48
      „Rób co chcesz – usłyszałem. – Obiecuję, że po śmierci
      trafisz do mojej krainy”.
      Myśle,ze to stwierdzenie które Pan przytoczył jest odpowiedzia na wszystkie
      zapytania.
      • suljan Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 11:34
        I owszem, Ika4, pod warunkiem, że wiemy kto to powiedział. Niektorzy nie
        wiedzą. Pozdr. JWS
        • malanika Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 13:19
          Panie Janie,
          Od dłuższego czasu śledzę poruszaną na Forum dyskusję na temat zagrożeń, jakie
          stwarza wróżbiarstwo. Głównie mówi się tu o niebezpieczeństwie na jakie
          wystawia się sam „wróżący”. Chciałabym jednak zapytać, czy Pana zdaniem
          człowiek, który rzeczywiście ma zdolności paranormalne naprawdę może
          przewidzieć przyszłość? Tzn. czy w ogóle jest to w ludzkiej mocy?
          Nie chcę tu dyskutować kwestii, od kogo pochodzi ta „moc”. Zgadzam się z Panem,
          że jej źródło nie jest Dobrem. Chodzi mi o to, czy osoba przepowiadająca
          przyszłość / wróżąca może naprawdę zobaczyć przyszłość drugiego człowieka (mam
          na myśli ludzi, którzy naprawdę wykazują zdolności paranormalne). Czy to, co
          widzi to rzeczywiście czyjeś przeznaczenie? Jak należy traktować takie
          przepowiednie ? Jeśli źródłem wróżb jest zło, to czy w takim razie każdą
          przepowiednię należałoby traktować jako celowe mącenie w czyimś życiu i
          nakierowanie na drogę nieszczęścia? Celowe projektowanie czyjegoś życia tak, by
          ostatecznie był nieszczęśliwy, a może zgubiony? A może wróżący jednak naprawdę
          ścieżkę czyjegoś przeznaczenia, tylko problemem jest to, że jako istota ludzka
          nie powinien przepowiadać?
          Byłam kiedyś u wróżbity. Twierdził, że swój dar ma od Boga. Wręcz zalecał
          modlitwy do Ducha Świętego i otwarcie się na Łaskę Boską. Twierdził, że
          prowadzi go jego Anioł Stróż. W domu na ścianach powiesił tzw. święte obrazki.
          A ja bałam się tego człowieka; bałam się, gdy mówił, że widzi demony (zwłaszcza
          w Częstochowie wokół Obrazu, gdzie czekają tylko na ludzi, którzy czekają na
          spełnienie ich życzeń!). W jego spojrzeniu było coś bardzo, bardzo
          niepokojącego.
          Przepowiedział mi wiele rzeczy twierdząc, że on nie wróży (nawet potępiał
          większość wróżek twierdząc, że robią to przez pryzmat własnych doświadczeń, a
          więc widzą obraz zafałszowany), że on po prostu ma dar widzenia prawdziwej
          ścieżki czyjegoś przeznaczenia i ze pomaga ludziom na nią wrócić. Część rzeczy
          sprawdziła się, ale nie wiem do jakiego stopnia ja sama stworzyłam te sytuacje,
          a na ile naciągnęłam rzeczywistość do jego słów lub był to zwykły zbieg
          okoliczności. A może powinnam unikać wszelkich sytuacji, które choć w
          niewielkim stopniu przypominają jego przepowiednię, bo prowadzą one jedynie do
          mojej zguby ? A może on widział mój prawdziwy los (w którym miałam być bardzo
          szczęśliwa), tylko, ze ja nie powinnam go znać? A może po prostu jego słowa
          zupełnie nic nie znaczą???
          Mój list to same pytania, wiem. Ale próbuję sobie to wszystko jakoś poukładać.
          Jednego jestem pewna, takie przepowiednie sieją zamęt w głowie.
          Serdecznie pozdrawiam
          M.
          • randybvain Wpływ 24.05.04, 14:34
            Chyba też i suljan potwierdzi, że jakkkolwiek to ująć, przepowiadanie
            przyszłości mam zły wpływ. Weźmy taką sytuację: kobieta jest zazdrosna o swego
            męża. Idzie do wróżki, by zapytać ją, czy jej mąż ją zdradza. W kartach
            wychodzą te lęki i wróżący interpretuje je, że tak, mąż ją zdradza! Kobieta
            robi w domu karczemne awantury. Wściekły mąż wreszcie robi jej na złość i
            rzeczywiście ją zdradza. Wszystko się sprawdziło...
            • natali_ Re: 24.05.04, 15:40
              dochodze do wniosku , dzieki temu co tutaj wyczytalam, ze nie chce miec juz
              nic wiecej wspolnego z wrozkami, horoskopami i bioenergoterapeutami, sama sie
              tym nie zajmowalam ale zdarzylo mi sie kilka razy pojsc do wrozki ..., nic z
              tego dobrego nie wyniknelo , zasiay niepokoj, a kazda nadzieja na lepsze jutro
              i tak nie nadchodzila bo zycie toczylo sie swoim torem , stwierdzam ze juz
              wiecej nie pojde do zadnej wrozki , mysle ze takich osob ja ja znajdzie sie
              znacznie wiecej
              Pozdrawiam
              N.
              • Gość: Basia Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.04, 12:27
                Witam
                Ja wieże we wróżby. Nie sądzę by wróżbiarstwo miało "jakiś" zły wpływ na
                wróżącego bądz odbiorcę wróżby.
                Nie wieżę także że wróżbiarza "opeta diabeł" to brednie.
                Karty nie robią nic złego są wskazówką, należy tylko je tylko odpowiednio
                odczytać.
                Pozdrawiam
            • suljan Re: Wpływ 24.05.04, 21:29
              Radnybvain, potwierdzam. W tym przypadku i we wszystkich innych.
          • suljan Re: DO PANA SULJANA 24.05.04, 21:21
            Witaj Malaniko,
            dzieki za Twoja opowieść. Godna zapamietania przez wszystkich. A teraz pytania:
            1. tak, wróżbita moze zobaczyc czyjąś przyszlość. 2. nie widzi przeznaczenia,
            on je "projektuje", tj. prognozujac zaszczepia w kloiencie podswiadome
            przekoanie, ze będzie tak, jak powiedział, choc klient nie musi w to wierzyc,
            ba, moze nawet uwazac, ze jest to z rozmaitych wzgledow niemozliwe; 3. celem
            wróżbity zazwyczaj nie jest uczynienie komus zła. Wróżbita kieruje sie
            falszywie pojetym "dobrem" kielnta, chce mu "pomoc".Slowa te biore w cudzysłów,
            gdyż w skutek tej "pomocy" czlowiek zyskuje "dobro" ( informacje o
            przyszlosci ), a jednocześnie uzaleznia sie od magii. Dlaczego? Dlatego, ze
            zrealizowany w skuetk operacji magicznej scenariusz jego zycia konczy sie w
            pewnym momnencie i nie wiadomo co począć, a wówczas trzeba korzystac z pomocy
            wróżbity i "zabawa" zaczyna sie od początku. 4,. Nie istnieje cos takiego jak
            przeznaczenie, istnieja uwarunkowania, ktore sprawiaja, ze spotykamu wróżbitów
            ( bo cos nas ciagnie do magii ). 5. Wielu okultystów uwaza swój dar za dar
            Boga. Nic bardziej fałszywego. Otacza się obrazkami, "świetymi przedmiotami",
            modli, nawet chodzi do kosciola. Wieliu tez krytykuje kolegow i kolezanki po
            fachu, to normalne w tym srodowisku. Ludzie ci często oskarżaja sie wzajemnie o
            różne rzeczy, o wampiryzm energetyczny, o nieuczciwośc, o naduzywanie
            magicznych mocy itp., Siedziałem w tym "swiatku" dlugo i znam go na wylot.
            Wielu tez uważa siebie za super-magow, ktorzy z Panem Bogiem chodzą i z Nim
            rozmawiaja jak Ty ze mna.Łatwo sie na to nabrać, zwlaszcza w tak katolickim
            kraju jak Polska, gdzie cud goni cud, a to MB sie gdzieś objawia, a to ktos ma
            stygmaty, a to znów na drzwiach stodoly z blota robi sie portret Jezusa. Ludzie
            oczekuja cudów i maja cuda ( zły lubi takie gadżety i ma ich bez liku ). 6.
            Slowa w magii maja potężna moc, kreuja rzeczywistośc naszych umysłów i poprzez
            nie wplywaja na bieg zdarzeń. rudno tu w paru slowach opisac mechanizm tego
            dzialania, w każdym razie tak jest. Najlepiej, oczywiście, niue korzystac z
            uslug wróżek i unikac magii. Stad zakaz jej uprawiania w Biblii, ale kto dzis
            wierzy Slowu? Poczytaj w tym forum wypowiedzi różnych ludzi, wlos sie na głowie
            jeży! Pozdrawiam, JWS
            • Gość: cz.... Re: DO PANA SULJANA IP: *.tvgawex.pl 10.11.04, 16:35
              > unikac magii. Stad zakaz jej uprawiania w Biblii,

              Okazuje sie, ze nie do konca.
              Bog pozwala niektorym swoim lamac ow zakaz.
              Jozef sam sie chwali, ze ma dar wrozenia i z niego korzysta:
              Rdz 44:15
              15. A Józef rzekł do nich: Jak mogliście się dopuścić takiego czynu? Czy nie
              wiedzieliście, że taki człowiek jak ja potrafi wróżyć?
              (BT)

              Izajasz mowi tak:
              Iz 3:1-3
              1. Zaiste, oto Pan, Pan Zastępów odejmie Jerozolimie i Judzie wszelką podporę -
              cały zapas chleba i cały zapas wody -
              2. mocarza i wojownika, sędziego i proroka, i wieszczka i starszego,
              3. pięćdziesiątnika i magnata, radnego i biegłego w magii, i znającego czary.
              (BT)

              Jak widac podpora Jeruzalem i Judy sa bieglii w magii, znajacy czary,
              wieszczkowie.

              Sam Saul korzystal z pomocy duchow:
              1 Sm 28:7
              7. Zwrócił się więc Saul do swych sług: Poszukajcie mi kobiety wywołującej
              duchy, chciałbym pójść i jej się poradzić. Odpowiedzieli mu jego słudzy: Jest w
              Endor kobieta, która wywołuje duchy.
              (BT)

              Przeciez prorocy korzystali za nadnaturalnych umiejetnosci kontaktu z Bogiem i
              przepowiadania przyszlosci....

              Jak widac Prawo jest dla maluczkich.

              pozdr.cz....
              • j.wojak właśnie 23.11.04, 08:44
                Brawo! Mam wrażenie, że znowu okazuje się, że w Biblii każdy może znaleźć
                odpowiednie dla siebie cytaty...Jeden za czymś, drugi przeciw czemuś.
                Pokazałeś, że powoływanie sie na Biblię nie zastąpi dyskusji.

                Jacek
                • lee79 Książka 21.12.05, 22:17
                  p. Janie czy pan napisze kolejna książke o tarocie ? np. Biblia Sztana 2 ?
    • brita5 Re: DO PANA SULJANA 01.06.04, 16:53
      Dziekuje!
      • suljan Re: DO PANA SULJANA 02.06.04, 22:42
        I ja tez, JWS
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka