bawolek
14.08.04, 13:36
Matyldo proszę bardzo o interpretację następującego snu:
Jestem wraz z przyjaciółmi na festynie. Są oczekiwane jakieś szczególne
atrakcje. Slabo to pamiętam. Gwaizdą jest J. Steczkowska. Zamieniam z nią
chyba kilka słów. Patrzę w niebo i widzę małą gwiazdkę. Jedną jedyną . niebo
nie jest zbyt wyraźnę. Potem jest piękna słoneczna pogoda. Wsiadam do
żaglówki (niby tratwa, niby łódka)razem z przyjaciółką i obecnym szefem
firmy, w której już nie pracuję(rozstanie z firmą nie było miłe),
mówiąc: "ale ja nie umiem pływać, mam więc nadzieję, że jakby co to moge na
pana liczyć". Wsiadam zatem z obawami. Siadam na szczycie łódki i chyba ją
prowadzę. Woda jest piękna jej tafla przejtrzysta jak lustro. Jestem
szczesliwa, płynę na przedzie, biały żagiel łopoce a ja zwracam się od swoich
współpasażerów z okrzykiem szczęścia. Znajoma stwierdza z życzliwością:
szczęście bo jest na przedzie, jak jeżdzi samochodem to też woli z przodu..."
Potem idziemy wszyscy przez las, żaglówkę niosę w ręku(?!) ale nie moge się
doczekać, gdy znów będę mogła nią płynąć...