Gość: paula
IP: *.hsd1.il.comcast.net
01.08.05, 13:28
Dzisiejszej nocy snilo mi sie, ze lecialam samolotem, towarzyszyla mi mama i
brat. Po starcie i wniesieniu sie na pewna wysokosc samolot zaczal pikowac,
wiedzialam ze sie rozbijemy i zaczelam krzyczec i popychac mame z bratem na
tyl samolotu, Samolot rozbil sie, przod zmiazdzony, do polowy w ziemi. Nie
wiem czy wydostalismy sie z samolotu, bo nastepna scena rozgrywala sie w
naszym bylym mieszkaniu. Z tego mieszkania obserwowalismy wypadek, i po
uderzeniu samolotu o ziemie wybieglismy z mieszkania. Po chwili zorientowalam
sie ze dzrzwi od mieszkania zostawilam otwarte wiec wrocilam sie wzielam
klucze i przekrecilam zamek. Znow w trojke biegniemy na miejsce katastrofy,
ludzie wokol przekrzykuja sie , ze byl wypadek a ja w odpowiedzi, ze mialam
leciec tym samolotem ale w ostatniej chwili zmienilam zdanie.Dotarlismy na
miejsce-kilka blokow od mojego mieszkania- samolot rozbity, wydobywa sie z
niego dym, ludzie zaczynaja wyciagac bagaze, ide w ich slady i szukam swoich
walizek, znalazlam pierwsza-mala(na ktorej bylo moje nazwisko), w poszukiwaniu
nastepnych chce mi pomoc brat, ale go odpycham krzyczac na niego, szukam w
poplochu nastepnych nie moge ich znalezc. Pochwili stoje juz na zewnatrz
samolotu z wszystkimi walizkami( 2 z nich-te duze- wystawione na mojego
meza-dokladnie tak jak w rzeczywistosci)...
Czy moglby mi ktos pomoc w interpretacji tego snu?
Z gory bardzo dziekuje