daimona
03.01.03, 18:33
Sen-koszmar, surrealistyczny co nieco:
Leżę i we śnie tracę przytomność. Czuję, jak wychodzę z ciała, tak do połowy -
wychylając się, słyszę wrzask wielu gardeł. W tym momencie łapię się
kurczowo pościeli i wracam do ciała. Czuję jakiś gorący, silny dech, jakby
stał nade mną ziający pies. W pewnej chwili łapię się na tym, że to ja tak
dyszę, a serce wali mi jak młot, jak oszalałe.
Wzrok wędruje mi za okno (śni mi się, że jestem w swoim dawnym pokoju u
rodziców) i widzę nad sąsiednim blokiem dwa księżyce nachodzące na siebie -
jeden większy, pokryty czerwonawymi plamami, drugi mniejszy, z czarnymi
plamami. Za chwilę na czarnym niebie pojawiają się chyba 3 karty (nie
pamietam dokładnie jakie - tylko tyle, że u góry byli czarni waleci, a u
dołu, zamiast drugiego waleta - czerwone damy . Trzecia karta była większa i
chyba tylko z waletem.
Potem to zniknęło, a z czarnego nieba wyjechało fioletowe, fosforyzujące oko,
które szybko na mnie "najechało" i zniknęło.
Wtedy się obudziłam, z lekka zmrożona.
-----
Cóż o tym myslicie?