Dodaj do ulubionych

co Was tknelo?

06.08.09, 12:46
Wybaczcie mi ciekawskosc, ale postrzegam Was jako spolecznosc, dosyc
otwarta na nowych ludzi (chyba?) i jako spolecznosc chcialabym
troszke wiecej "Was"zrozumiec.
Ciekawi mnie bardzo bardzo w jaki sposob trafiliscie do tarota?
Czy przed tarotem mieliscie inny kontakt z ezoteryka.
W jakich okolicznosciach zyciowych siegneliscie po karty/zaczeliscie
sie uczyc tarota? Czy byl to jakis znamienny moment w zyciu jak teraz
to postrzegacie z perspektywy czasu? Czy moze zupelnie zwyczajnie
miedzy "zupa a kotletem" pewnego dnia postanowiliscie zabrac sie do
tarota?
A moze tradycje tarociarskie macie w rodzinie i naturalna koleja
rzeczy po babci,mamie sami siegneliscie do kart?
(pisze w fomie meskoosobowej, bo mimo, ze wiekszosc kobitek tutaj
jest to pamietam o Oktawiuszu i nie chcialabym go zniewiescic)

Czy tarot wplynal na Wasza osobowosc czy tylko po prostu ja
uzupelnil/dopelnil?

Bardzo ciekawia mnie takie ludzkie historie niby zwykle a z lekka
nutka magii i "nieprzypadkow"...

Pozdrawiam smile
Obserwuj wątek
    • magdalena.1230 Re: co Was tknelo? 06.08.09, 12:59
      Ja pierwszą tali kart dostałam na prezent jak byłam w podstwówce
      byłam zachwycoan kartami ale po paru rozłożonych kartach ich
      interpretacja sprawiała mi trudnosc .Odłożyłam je na pare lat do
      szuflady a teraz od 3lat wyciągłam i powoli zaczełam rozumieć język
      tarota .
      U mnie w rodzinie było pare osób , które wróżyły ale nie z kart
      tarota tylko z zwykłej taki kart.
      • taled Re: co Was tknelo? 06.08.09, 13:13
        Czyli pewne "oswojenie " tematu czytania z kart wynioslas z bliskiego
        srodowiska...
    • indi12 Re: co Was tknelo? 06.08.09, 13:13
      Opowiem Ci pewna historię
      Miałam kiedyś fryzjerkę która namiętnie biegała do starucheńkiej
      wrózki i tam poprawiała ( badź też nie ) sobie samopoczucie.
      Pewnego razu robiac mi nowa fryzurę powiedział "Mam dośc pracy u
      kogoś szukam lokalu i ide na swoje wczoraj byłam zapytać wrózki czy
      znajdę fajne miejsce a ona do nie że nie szukaj .... i nic wiecej
      coś juz chyba staruszka niedomaga"
      Rano napisała mi sms-ka
      "Moi pracodawcy wyprowadzaja się do nowego lokalu !!!!!!!!!!!!!!
      I tak mnie to zaitrygowało że postanowiłam zobaczyć jak to
      wygląda wink)
      • taled Re: co Was tknelo? 06.08.09, 13:17
        ale czy najpierw tez chodzilas do jakiejs tarocistki czy od razu
        postanowilas sama sie nauczyc?
    • indi12 Re: co Was tknelo? 06.08.09, 14:35
      No ja po tym sms-e poczułam ze tez tak chce.....
      Zamówiłam karty .... i jużwink)
      • maly-elf Re: co Was tknelo? 06.08.09, 14:42
        Ja od najmłodszych lat zajmowałam się wróżeniem( karty klasyczne). Nawet już
        nie pamiętam skąd się wzięła u mnie ta fascynacja kartami, wróżeniem i magią. Na
        18te urodziny dostałam tarota w prezencie. No i usiłowałam wróżyć. Niestety
        karty jak dla początkującej osoby były za trudne. Zniechęciłam się. Po latach
        trafiłam przypadkiem na to forum i miłość do kart mi wróciła. Tylko tym razem
        kupiłam sobie lepszą talię. Od razu się zaczęłyśmy dogadywać.Robię postępy w
        nauce co mnie bardzo cieszy i nie ma chyba rzeczy, która mogłaby mnie zniechęcić
        do tarota.
        • taled Re: co Was tknelo? 06.08.09, 15:37
          A jakie karty dostalas wtedy a z jakimi pracujesz teraz?
          • maly-elf Re: co Was tknelo? 06.08.09, 17:13
            Dostałam karty Aleksandry Jaśniak, a sama kupiłam sobie Mystic Dreamer Tarot.
    • okwilk Re: co Was tknelo? 06.08.09, 18:08
      Skoro zostałem tak wyszczególniony w pytaniu - to byłoby chyba nie lada nietaktem migać się od odpowiedzi (zwłaszcza że w końcu nie odpowiadam jako *babeczka*) wink.

      Magia interesowała mnie od dzieciństwa - już jako maluch uwielbiałem słuchać wszelkich opowieści na ten temat i już wtedy miałem pewien zmysł wyczuwania czy opowieść jest prawdziwa czy też jest tylko piękną bajką.

      Kiedy podrosłem - mając ok 11 lat zacząłem szukać informacji - było to co prawda bardzo partyzanckie, jak łatwo się domyślić pytałem nie tych ludzi co potrzeba. Moja religijna strona rodziny (że tak to ujmę) straszyła mnie piekłem, opętaniem i innymi diabelskimi dymami próbowali oczy zasłonić.

      Mając też około 11 lat między starymi książkami moich rodziców wynalazłem jakąś talię kart. Były to karty obrazkowe - dzisiaj nie nazwałbym ich tarotem bo wspólnego nic nie miały poza przeznaczeniem i podanymi w książeczce rozkładami.
      Moje wróżenie wiele więcej niż rozkładaniem i składaniem kart nie było - nic przecież nie potrafiłem z tego zrozumieć smile.

      Mając ok 14 lat na poważnie zaczął się mój rozwój. Wynalazłem i przeczytałem pierwszą książkę o radiestezji. Książek na temat magii i radiestezji kupowałem tyle, że ani złotówka się mnie nie trzymała.
      Pochłaniałem tą wiedzę jak gąbka. Babcia która wtedy spędzała ze mną dużo czasu wielokrotnie mnie ostrzegała i straszyła. Mimo tego coś mnie ciągnęło.

      Oczywiście na temat magii można przeczytać nawet tysiąc książek i nic z nich nie wynieść. Nie od dzisiaj książek napisanych przez "Teoretyków" jest o sto razy więcej niż tych prawdziwie wartościowych.

      Tarot był jednym z Ćwiczeń na intuicję - tak "zaczęła się nasza znajomość". Po kilku tygodniach ćwiczeń trafił na ok rok do szuflady.

      W międzyczasie zacząłem ćwiczyć hatha-joge, pracowałem energią, zrobiłem kurs reiki, przeszedłem wiele warsztatów medytacyjnych, przerobiłem kilka programów audio odnośnie medytacji - włącznie z medytacją dynamiczną itd.

      Grono ludzi w jakim się znajdowałem było przesiąknięte wiarą w magię, energię i możliwość dojścia do oświecenia. Część z tych ludzi wróżyła, część zupełnie we wróżby nie wierzyła.

      W ośrodku w którym ćwiczyłem jogę był sklepik z wszelkiego rodzaju materiałami ezoterycznymi. Wypatrzyłem tam talię kart - Osho Zen.

      Zapałałem do niej miłością od pierwszego wejrzenia wink. Wtedy niestety jednak była poza moimi chwilowymi możliwościami finansowymi. Odłożyłem więc zakup kolejnej talii i wróciłem na poważnie do swojej starej (Rider-Waite).

      Wszystkie książki zawierające cudowne wskazówki "jak to trzeba interpretować karty" wcisnąłem głęboko w półkę i powiedziałem sobie - że jeśli mam się porozumiewać z tarotem to MUSIMY znaleźć wspólny język. Nasz język a nie pani B. Antonowicz czy innych osób zajmujących się kartami.

      Pracowałem - częściej się myliłem niż przepowiadałem. Mówiąc treściwie moje wróżenie było zgadywaniem wink

      Później przyszedł czas kiedy talia Osho Zen trafiła do mnie. Pracowałem z tą talią naprawdę długo i intensywnie. Była i jest dla mnie niczym otwarta księga. Moja intuicja i postrzeganie kart bardzo się zmieniły od tamtego czasu.

      Kiedy zdecydowałem się powrócić do mojej pierwszej talii zauważyłem, że nasz kontakt uległ zmianie. Karty zaczęły do mnie mówić, zamiast "grać ze mną w kalambury" wink.


      Dzisiaj? Pcham swój wózek dalej, wyrzucając z niego bezwartościowe tony książek, mądrości "mistrzów papieru i pióra" i zamknięte - "złotoklatkowane" teorie wielkich "energetyków" którzy boją się wyssania przez pierwszego napotkanego człowieka na swojej drodze.

      Zamiast tych "mądrości" wkładam do swojej taczki słowa, uczucia i rady tych ludzi których odbieram jak własnych braci.

      Jeżeli chodzi o karty - jak każdy na tym forum - cały czas się uczę i jak to z nauką bywa, popełniam mnóstwo błędów smile. Tyle że dzisiaj już się tym nie denerwuje - błędy mnie cieszą bo przybliżają mnie do pojęcia prawdy zawartej w tej nieskończenie mądrej księdze jaką jest tarot.

      Koniec i kropka smile.

      Pozdrawiam,
      Oktawiusz

      Ps. Zauważyłem że cegły mądrości "ciemnych" ludzi trzeba wyrzucać z siebie zanim je spakujemy do naszego plecaka - w przeciwnym wypadku nie da się zrobić kolejnego kroku pod tą pionową ścianę wink.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka