10.05.07, 17:28
Znowu kij, ale tak jakoś mi się parę tematów zebrało.
Czy jesteście za walczeniem na siłę o alimenty?
Konkretnie, osoba któa zarabia 5000 zł i wyzej, czy majac wielkie trudnosci
niechęc M do płacenia sądy, uzeranie się itd, walczyłybyćie o alimenty, np:
rzędu 500 zł?
Bo ja chyba nie....
Obserwuj wątek
    • mangolda Re: Alimenty 10.05.07, 17:34
      Zgadzam się, że exie nie powiny ciągnąć alimentów.
      • lady_telimena Re: Alimenty 10.05.07, 17:37
        mangolda napisała:

        > Zgadzam się, że exie nie powiny ciągnąć alimentów.



        Golda,
        Spadóweczka - temat poważny.
    • kammik Re: Alimenty 10.05.07, 17:53
      Zależy, co rozumiesz pod pojęciem "walka". Czasem owa walka ogranicza się do
      napisania paru pism, co wysiłkiem nadludzkim nie jest.

      Konkretnie: tak, "walczę". Dla zasady.
    • m-jak-magi Re: Alimenty 10.05.07, 17:55
      zalozylabym sparwe ale nie znizylabym sie do walki. za bardzo cenie swoj czas i
      walke o marne ( w moim pojeciu ) grosze wole poswiecic na zarabianie powaznych
      pieniedzy.
    • nzuri Re: Alimenty 10.05.07, 19:13
      Myślę, ze to zalezy z czego wynikałoby niepłacenie.
      Jeżli z niemożności (brak pracy, choroba itp.) to bym odpuściła, nawet jeżeli
      możliwości zarobkowe by były.
      Jeżeli byłby olewusem - migaczem, na dodatek dobrze zarabiającym, na pewno bym
      walczyła.
      • derena33 Re: Alimenty 10.05.07, 19:25
        Ja wypraktykowalam to w rzeczywistosci, jak ex mial klopoty w pracy, przez rok
        placil polowe zasadzonych almientow, jak klopoty sie skonczyly sam zaczal
        przelewac na konto mlodego poprzednia sume.
    • braktalentu Re: Alimenty 10.05.07, 19:50
      Jestem prawnym przestawicielem mojego dziecka. Z chwilą Jego narodzin przyjęłam
      zlecenie na reprezentowanie Jego interesów. Być może dla mnie 500 PLN to
      śmieszna suma, bo ja zarabiam 5000 PLN, ale dla mojego dziecka, to poważna
      kwota, która poza wszystkim innym NALEŻY MU SIĘ. Jako adwokat mojego synka, nie
      mogę powiedzieć klientowi "Panie, nie biorę Pańskiego zlecenia na windykację
      500PLN, bo to za małe pieniądze, żeby tracił na to moje nerwy", bo to zlecenie
      przyjęłam wydając Go na świat i obciążając Go ojcem palantem, który umył rączki.


      Gwoli wyjaśnienia:
      Ojciec mojego dziecka nie jest palantem.
      Nie mam zasądzonych alimentów w wysokości 500 PLN, ani w żadnej innej kwocie.
      Nie zarabiam 5000 PLN.
      Nie jestem prawnikiem (adwokatem) z zawodu.

      -smile)
      • m-jak-magi Re: Alimenty 10.05.07, 20:07
        a ja wole poswiecic czas mojemu dziecku niz uganiac sie za palantem. skoro juz
        i tak wzgeldem dziecka zgrzeszylam ze dalam mu takiego ojca - nie zamierzam
        grzszyc bardziej i przeliczac jego dziecinstwo na zlotowki.

        pisze to oczywiscie z punktu wodzenia osoby ktora stac na samodzielne
        wychowanie dziecka i ktora zabezpieczyla siebie i dziecko przed ewentualna
        utrata pracy i zdrowia.

        gdybym nie miala finasowego komfortu - sprawa inna - z czegos dziecko musi zyc
        i wydarlabym palantowi pieniadze z gardla.
        • exiara Re: Alimenty 10.05.07, 20:17
          Ja właśnie zamierzam tak zrobić. Ojciec nie ma kontaktu z dzieckiem i uważa że
          woli wydać pieniądze na coś innego. Za kolejne 500 zł (czyli 6000 rocznie)
          kupię dziecku coś ekstra, albo pojedziemy na dodatkowe wakacje.
          • mamatamasza Re: Alimenty 10.05.07, 20:47
            Ja jestem w takiej sytuacji.
            Mój Ex to palant, który użera sie ze mną o każdy grosz, o każde spotkanie z
            dzieckiem o każde słowo. Nie zarabiam 5000 netto, zarabiam 1650 zł brutto
            jestem nauczycielką w gimnazjum.
            I kiedy mam do wyboru, stargane nerwy, stres i wszystko inne, to wolę
            zrezygnować.

            Choć moze faktycznie osądzicie mnie jako niegodną matkę...
    • kicia031 Re: Alimenty 10.05.07, 22:26
      Ja tyle zarabiam i tak, walczylabym o alimenty, malo tego, uderzylabym do
      dziadkow, gdyby ojciec byl niesciagalny.
      Dla mnie to sprawa zasad.
    • natasza39 Re: Alimenty 10.05.07, 23:56
      Nie zabierałam głosu na podobnym watku, bo był autorstwa niejakiej madziulec, co
      od razu zmobilizowało mnie do zamknięcia paszczy, a raczej do powstrzymania
      paluchów.
      Tym niemniej, jako ze jedna z mych przyjaciółek nigdy nie pobierała alimentów na
      swych synów wiem co przeżywają matki podejmujące takie decyzje.
      Ja ją (ta przyjaciółkę moja) rozumiem. Po wielu rozmowach, dyskusjach, kiedy
      praktycznie zwyzywałam ja od frajerek, rozumiem.
      Rozumiem, ze matka, gdy wystarcza jej na utrzymanie dzieci pensja, gdzie, tak
      jak w przypadku mojej przyjaciółki ma ona wsparcie w rodzinie i przyjaciołach
      nie chce użerać się z draniem. Ma dość i dla własnego psychicznego zdrowia
      odpuszcza. Moja psiapsióła jest chora na łuszczycę i stres jej nie służy po
      prostu.
      To jest jej decyzja.
      Oby tylko dzieci w przyszłości nie wypomniały kiedys matce, ze odpuściła.
      W przypadku chłopaków (dziś juz dorosłych facetów) mojej psiapsióły zrozumieli
      i uważaja decyzję matki za słuszną.
      Nie wiem jak moze być w innych przypadkach.
      • mamatamasza Re: Alimenty 11.05.07, 06:55
        > Oby tylko dzieci w przyszłości nie wypomniały kiedys matce, ze odpuściła.
        > W przypadku chłopaków (dziś juz dorosłych facetów) mojej psiapsióły
        zrozumieli
        > i uważaja decyzję matki za słuszną.
        > Nie wiem jak moze być w innych przypadkach.


        Widzisz, Natasza, ja mam naprawdę podobny dylemat. Do tego mam niska pensje,
        właściwie moje dziceko pochłąnia cała moją pensję, ja dla siebie oszczędzam na
        maksa. Ale czy to w przyszłosci wystarczy. Czy w przyszłości, kiedy buć może
        beda mi potrzebne pieniądze na jego potrzeby, czy Tomaszek mi nie wypomni,ze
        źle wybrałąm mu ojca i że xle dbałąm o jego interesy.
        • braktalentu Re: Alimenty 11.05.07, 09:00
          Niech tylko spróbuje-smile. Śledzę Twoją historię na Samomamach od jakiegoś czasu
          i chyba, niewiele kobiet zrobiło w kierunku odzyskania pieniędzy ukradzionych
          ich dzieciom przez ojca, tyle co Ty.
          Ja swojej mamie odpuszczenia alimetnów za złe nie mam-smile.
          Ale też brak almentów nigdy nie był przez mnie odczuwany, bo Mama, po
          wyekspediowaniu palanta na księżyc postarała się o normalnego tatę dla nas-smile.

          Co nie wpływa na mój pogląd, że w większości wypadków o należne dziecku
          pieniądze walczyć trzeba, bez względu na własny status materialny.
        • natasza39 Re: Alimenty 11.05.07, 10:40
          mamatamasza napisała:
          >czy Tomaszek mi nie wypomni,ze
          > źle wybrałąm mu ojca i że xle dbałąm o jego interesy.

          Raczej watpię...
          Wystarczy dziecko wychowywac nie jako materialistę.
          Moja psiapsióła tak właśnie chłopaków wychowała.

          I jeszcze jedno, co mogę powiedzieć po swych własnych doświadczeniach.
          Przy moim rodzaju i stylu pracy, kiedy czas to naprawdę pieniądz, gdybym miała
          użerać się z ex o 300 czy 500 zł, tracić na to czas i nerwy wolałabym na
          spokojnie w tym samym czasie po prostu zarobić te pieniądze.
          Jest to jednak MOJA sytuacja i MOJE zdanie.
          Tym niemniej i zasadniczo jestem przeciwniczką tzw. "unoszenia się honorem", bo
          niby z jakiej racji?, Do tego matka nie ma prawa, bo to nie jej pieniadze po
          prostu.
          Ale rozumiem, kiedy odpuszczają ściganie przez komorników nieuchwytnych
          niebieskich ptaków. Na sądy, komorników i użeranie się często szkoda czasu, tym
          bardziej jak ten sam czas można wykorzystać owocniej i przyjemniej.
          To po prostu zupełnie indywidualna sprawa każdej mamy.

          Z drugiej strony nie zrozumiem tez nigdy matek, których exowie płacą regularnie
          i przyzwoicie, a te wnoszą raz na pół roku o podwyżki alimentów i domagaja się
          post factum od ojca rzeczy, których w zyciu nie kupiłyby dziecko, gdyby byli
          razem.
          Ale złośliwość nie jest zależna od płci.
    • pelagaa Re: Alimenty 11.05.07, 07:55
      Nie zarabiam tragicznie, a alimenty to niewiele wiecej niz przytoczone 500 zl.
      Ilekolwiek nie zarabialabym walczylabym o alimenty. I nie uwazam tego za
      sprawe, ktora moglabym odpuscic. Ale moja postawa jest taka, jaka jest, z
      powodu sytuacji w ktorej sie znalazlam. Moj ex jest sciagalny i olal dziecko.
      Alimenty to jedyny obowiazek, jaki jestem w stanie wyegzekwowac, wiec
      egzekwuje. A wyznaje zelazna zasade, ze za swoje czyny trzeba umiec wziac
      odpowiedzialnosc. Staram sie tez tego nauczyc moje dziecko.
      Dodatkowa motywacja jest pewnie moj materializm. Ja przeliczam to 500 zl na
      rok, potem na kilka lat i te sumy dla mnie juz nie sa na takie male, aby je
      odpuszczac. Jestem zdania, ze powinnam zapewnic dziecku start w dorosle zycie,
      tak, jak mi zapewnili rodzice i gdyby bylo mnie stac na zupelnie samodzielne
      utrzymanie dziecka na obecnym poziomie, kase z alimentow zwyczajnie
      odkladalabym na konto. Obliczenia sa bardzo proste 500 zl x 12 miesiecy x 10
      lat = 60.000 zl = mniejczy kredyt na mieszkanie lub samochod = latwiejsze zycie
      na poczatku kariery zawodowej dziecka. Nie mowie, zeby wszystko podac dziecku
      na tacy, bo i mnie nie podano, co uwazam za sluzne i wychowawcze, ale jesli
      moge ulatwiac bede, jak i mnie ulatwiano.
      Alimenty od dziadkow tez bym sciagala, ale tylko wtedy, gdyby ta kasa bylaby mi
      niezbedna do zycia, w przypadku dobrych zarobkow odpuscilabym dziadkom,
      zabrakloby mi chyba wtedy checi do szarpania sie.
    • babe007 Re: Alimenty 11.05.07, 09:35
      Dla mnie odpuszczenie należnych dzieciom alimentów jest pewnego
      rodzaju "prezentem", który robisz facetowi. A ja uwielbiam dawać prezenty, ale
      tym, których lubię i szanuję.
    • dyderko Re: Alimenty 11.05.07, 09:52
      Alimenty się należą dziecku, nie matce, ojciec ma obowiązek płacić na jego
      utrzymanie – tak to jest według mnie teoretycznie. Faktycznie to zależy jednak
      od sytuacji.
      Moja mama w pewnym momencie machnęła ręką i w momencie jak osiągnęłam
      pełnoletność to alimenty na mnie starczały chyba na trzy zeszyty (okres
      szalejącej inflacji). Jakoś nie umiem mieć do niej o to żalu, biednie było ale
      i tak miała wystarczająco trudne życie żeby się nie szarpać po to co jest nie
      do ściągnięcia (mój ojciec nie zarabiał nawet średnio, a na dodatek często
      pracę zmieniał). Mój ojczym miał natomiast taką sytuację, że jak tylko dostawał
      jakąkolwiek podwyżkę to natychmiast w sądzie lądował wniosek o podwyższenie
      alimentów, próby porozumienia że będzie płacił jakąś określoną część dochodów
      spaliły na panewce, pół życia w sądzie spędził (zwłaszcza w czasie galopującej
      inflacji, gdy prawie co miesiąc była inna wysokość wynagrodzenia). Teraz jestem
      z mężczyzną z odzysku, ma zasądzone alimenty (sąd zasądził tyle ile między sobą
      ustalili – 40% jego pensji), bez oporów płaci (jak ma jakie dodatkowe przychody
      to do wakacji czy książek dokłada) a mimo to przed nami rozprawa o podwyższenie
      alimentów (exia chyba będzie walczyć do „wyniszczenia przeciwnika”wink. Tak, więc
      właściwie mam wrażenie że często walka o alimenty jest po to by żyć, by
      istnieć, by komuś też zatruć życie.
      Z drugiej strony jak borykałabym się sama z utrzymaniem dziecka w sytuacji gdy
      miałabym małe dochody a ojciec dochody by miał to sądzę że nie mogłabym
      odpuszczać, bo o tą kwotę jaką bym dostała alimentów mogłabym poprawić byt
      dziecku (choćby możliwość wakacji, czy dodatkowych zajęć albo rozrywek). Nawet
      jeśli zarabiałabym na wszelkie potrzeby dziecka to nie rozumiem dlaczego ojciec
      miałby być zwolniony z obowiązku łożenia, mogę to odłożyć na koncie lub polisie
      i jak dziecko dorośnie to będzie miało (przy rozpoczynaniu nowego życia każdy
      grosz się przydaje) albo niech trzyma na czarną godzinę (np. będzie jak znalazł
      gdyby tatuś zwrócił się na starość o alimenty).

      Tak więc według mnie kryteria są dwa. Pierwsze - czy rzeczywiście ojciec może
      płacić więcej. Drugie to: w jakim celu matka występuje o alimenty, czy
      rzeczywiście chodzi jej o dobro dziecka, czy zasłaniając się jego dobrem walczy
      ze swoim byłym (powody walki są różne - nudzi się w swoim życiu, zazdrości mu
      że sobie ułożył życie, ma pretensje że od niej odszedł, a nawet jakieś
      zastarzałe bolączki i żale).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka