Jak co roku obiecuje sobie,ze juz wogole i wcale nie bede szalec-tja..no wcale

Kapucha z grzybami w zamrazalniku,pierogow okolo mnostwo gotowych,pierniczki i kruche tyz,mieszkanie ugladzone/wlacznie z komorka

/,nalewka kumquatowa czeka na jutrzejsze rozlanie do buteleczek,sledzie prawie gotowe,prezenty jutro rano beda pakowane jak dzieciarnia jeszcze w szkole.
Jutro barszcz,grzybowa,kompot z suszu,sernik,domowy baylejs.W piatek makowki,druga grzybowa,ryby,paaszteciki.
Tja..najstarsze dzieci juz nie czekaja na prezenty,ale na mamusiowe jedzenie swiateczne

A jak u Was?