Wczoraj otrzymałam podarunek ze śledzia.
A było to tak; pielęgniarka, azjatycka Rosjanka, ze skośnymi oczami i wysokimi kośćmi policzkowymi, ale blondynka tleniona, razu pewnego rozkładała na kontuarze wielkie pudło czekoladek, zapewne od rodziny pacjenta i zapraszała wszystkich do poczęstunku. Były to bardzo piękne czekoladki, ale czekoladki nie robią na mnie żadnego wrażenia, tak jak kobiety na geju, no taka już się urodziłam. Odmówiłam grzecznie, że ja chętnie śledzie, czekoladki nie za bardzo. Tak więc po miesiącu ta Malika, bo tak ją zwą, wczoraj przyniosła mi słoik śledzi. Nastąpił szok całego organizmu u mnie, z chujowego poranka z durnymi rozmowami ze starcami ( haha, to dla Ciebie, Imek

, dzień cudownie przemienił się w najpiękniejszy dzień. Dzień uwielbiania pacjentów, dzień niezwykłej tolerancji, dzień uśmiechu dla wszystkich i ze wszystkimi. Ale też jestem w szoku z że osoba, której nie znam, no właśnie.... zrobiła coś, czego ja nie jestem w stanie, znależć przyjemność w obdarowywaniu mnie, ja nie czuję nic na myśl o obdarowywaniu kogoś innego, po prostu wielkie zero jakichkolwiek uczuć. Chyba taka się urodzilam, to jest niezależne ode mnie, i szczęśliwi ci, którzy są skonstruowani w inny sposób.