jaskiniowce sie nie poznały, to go wrzucam do oceanu
w ludzi tłumie, na ulicy
spotkali się dwaj sceptycy
jednakowoż nie wierzyli
że ulica...i drążyli
Panie, gada sceptyk jeden
tydzień serio, ma dni siedem?
A to, gdzie my teraz przebywamy,
to nie fata są morgany?
Ten świat,drogi mój kolego
wszystko wmawia nam, dlaczego?
Ja tam wole być ostrozny
taki czuję mus, przemożny
weźmy, leci jakiś ptaszek
czy to prawda, czy bałaszek?
jakies słonko, jakieś drzewo...
a na górze, jakieś niebo...
To,że pana tutaj widzę
też oparte, na intrydze
Nawet ja, choć jestem, niby
czy to pewne? czy nie zwidy?
żona, mój sceptyku drogi
ulepiła, dziś pierogi
patrzę, na nie, chcę je zjeść...
i już watpliwości sześć
Ma pan racje, drugi gada
dziś widziałem psa sąsiada
tak ogólnie, piesek miły
lecz pogłaskać, brakło siły
I tak sobie kombinuję,
że i pan jest, starym chujem
trochę watpię, czy istotnie
czy mnie zaraz, pan nie kopnie
Chcesz pan zaufanie wzbudzic,
ale ja nie wierze w ludzi
pana morda, cos nieszczera
cos mnie zraża, jak cholera
Dość mam naszej znajomości
posceptyczę w samotności
złudnych prawd,już dosyć mam
a pan jesteś zwykły cham
Wprawdzie, wątpię czy prawdziwy
ale jestem zbyt leniwy
by sceptycyzm pana drązyć
by za panem, chciec nadązyć
I rozstali się sceptycy
w środku miasta, na ulicy
każdy swoje wątpliwości poniósł
i rozeszli się do domów