Dodaj do ulubionych

Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczescie??

IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.06.03, 10:07
Poradzcie, prosze!

od roku jestem ojcem. moj syn jest cudowny i bardzo go kocham. mieszkam z nim
i jego mama, z ktora kiedys bylem nawet zareczony. jednak z tygodnia na
tydzien moje uczucia do niej slabna i wydaje mi sie, ze juz jej nie kocham.
ona coraz czesciej pyta mnie o termin slubu, a ja niepewny wlasnych uczuc do
niej nie chce ozenic. od jakiego czasu nawet seks z nia mnie nie cieszy,
przestala byc dla mnie atrakcyjna i nie pociaga mnie. od zawsze nasze pozycie
bylo raczej zwyczajne, choc na poczatku znajomosci zadawalalo mnie
calkowicie. ostatnio jednak seks stal sie dla mnie bardzo wazny i zapragnalem
urozmaicen, co jednak spotkalo sie z jej oporem.
jakis czas temu poznalem inna kobiete, w ktorej zakochalem sie i chce spedzic
reszte zycia:) chce odejsc do niej. ale nie potrafie zaostawic dziecka!
czy mozna przedlozyc wlasne szczescie nad dobro dziecka? czy zrobie slusznie
zostawiajac dziecko i jego mame dla innej kobiety, z ktora jest mi dobrze!
napiszcie co o tym sadzicie, Wasze opinie sa dla mnie bardzo wazne!
pozdrawiem bardzo serdecznie i z gory dziekuje:)
Obserwuj wątek
      • meduza4 Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 12:44
        xeniutka napisała:

        > im szybciej odejdziesz tym lepiej dla dzieciaka...

        ...i dla jego matki... Nie chcialabym mieszkac pod
        jednym dachem z kims, kto kocha inna, spotyka sie z nia?
        cos jeszcze miedzy wami zaszlo?

        A swoja droga -gratuluje odpowiedzialnosci, przywiazania
        do partnerki i dobrej woli w walce o zwiazek...

        --
        I'm only human born to make mistakes...
          • meduza4 Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 13:35
            xeniutka napisała:

            > ech na pewno zaszlo, nie ma innej mozliwosci.. nie
            chcialby
            odchodzic od zony
            > nie sprawdzajac nastepczyni...

            To lubie... A zanim zmajstrowal dziecko to te pierwsza
            kochal ponad zycie. Druga tez zostanie matka to ja
            zostawi bo znajdzie sie trzecia, ktora da mu wiecej
            urozmaicenia w seksie...
            A w ogole -za problemy w tej materii to chyba
            odpowiedzialni
            sa oboje partnerzy, a nie tylko strona, ktora czegos tam
            odmawia... Jesli odmawia -to jaki jest powod, itd...

            > z drugiej strony.. takie jest zycie.. czasami trzeba
            pojsc inna droga, jesli
            > nie kocha obecnej parterki za pare lat zameczyliby sie
            calkiem...

            Powiem tak -niech autor watku robi sobie co mu sie
            tylko podoba -jego wybor. Ale niech ponosi za swoje
            wybory odpowiedzialnosc. Ta partnerka z ktora teraz jest
            tez kiedys byla jego wyborem... Dziecko... Skoro nie maja
            slubu -prawdopodobnie bylo wpadka... Ale samo sie nie
            zrobilo (za przeproszeniem) i o tym tez trzeba bylo
            myslec.
            Nasz Niezdecydowany nic nie napisal o tym czy i jak
            usilowal ulozyc stosunki z obecna partnerka, naprawic
            zwiazek, itd...
            Bede okrutna -moim zdaniem przed perspektywa
            malzenstwa z matka wlasnego dziecka uciekl w zakochanie
            w innej. Jesli sie pomylilam to przepraszam, ale problemy
            to
            my wszyscy wnosimy ze soba w nasze nowe zwiazki i nowe
            sytuacje.
            Najpierw przydaloby sie rozwiazac problem, ktory kryje
            sie
            pod znudzeniem obecnym zwiazkiem a potem podejmowac
            decyzje, a nie od razu wchodzic w kolejny zwiazek.
            A za rok, dwa... Co wtedy? Kolejne znudzenie, kolejna
            partnerka, kolejne dziecko???
            Nie -mnie cos tutaj nie pasuje...

            --
            I'm only human born to make mistakes...
            • kobbieta Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 13:43
              meduza4 napisała:

              > xeniutka napisała:
              >
              > > ech na pewno zaszlo, nie ma innej mozliwosci.. nie
              > chcialby
              > odchodzic od zony
              > > nie sprawdzajac nastepczyni...
              >
              > To lubie... A zanim zmajstrowal dziecko to te pierwsza
              > kochal ponad zycie. Druga tez zostanie matka to ja
              > zostawi bo znajdzie sie trzecia, ktora da mu wiecej
              > urozmaicenia w seksie...
              > A w ogole -za problemy w tej materii to chyba
              > odpowiedzialni
              > sa oboje partnerzy, a nie tylko strona, ktora czegos tam
              > odmawia... Jesli odmawia -to jaki jest powod, itd...
              >
              > > z drugiej strony.. takie jest zycie.. czasami trzeba
              > pojsc inna droga, jesli
              > > nie kocha obecnej parterki za pare lat zameczyliby sie
              > calkiem...
              >
              > Powiem tak -niech autor watku robi sobie co mu sie
              > tylko podoba -jego wybor. Ale niech ponosi za swoje
              > wybory odpowiedzialnosc. Ta partnerka z ktora teraz jest
              > tez kiedys byla jego wyborem... Dziecko... Skoro nie maja
              > slubu -prawdopodobnie bylo wpadka... Ale samo sie nie
              > zrobilo (za przeproszeniem) i o tym tez trzeba bylo
              > myslec.
              > Nasz Niezdecydowany nic nie napisal o tym czy i jak
              > usilowal ulozyc stosunki z obecna partnerka, naprawic
              > zwiazek, itd...
              > Bede okrutna -moim zdaniem przed perspektywa
              > malzenstwa z matka wlasnego dziecka uciekl w zakochanie
              > w innej. Jesli sie pomylilam to przepraszam, ale problemy
              > to
              > my wszyscy wnosimy ze soba w nasze nowe zwiazki i nowe
              > sytuacje.
              > Najpierw przydaloby sie rozwiazac problem, ktory kryje
              > sie
              > pod znudzeniem obecnym zwiazkiem a potem podejmowac
              > decyzje, a nie od razu wchodzic w kolejny zwiazek.
              > A za rok, dwa... Co wtedy? Kolejne znudzenie, kolejna
              > partnerka, kolejne dziecko???
              > Nie -mnie cos tutaj nie pasuje...
              >
              meduzo nie ma to jak Twoj praktyczny moralny sposob myslenia :-)
              Mnie tez wkurzaja pewne mentalnosci tutaj.
              • meduza4 Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 13:53
                Bo moim zdaniem autor po prostu probuje usprawiedliwic
                odejscie od obecnej partnerki "miloscia" do innej.
                A ta inna pojawila sie gdy obecna pyta o date slubu,
                hmmm...
                Z ta inna chce byc teraz na zawsze, ale i z ta pierwsza
                musial byc na zawsze, skoro byli zareczeni...
                Cos mi sie tu nie podoba...
                --
                I'm only human born to make mistakes...
            • jmx Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 14:39
              meduza4 napisała:

              > Nasz Niezdecydowany nic nie napisal o tym czy i jak
              > usilowal ulozyc stosunki z obecna partnerka, naprawic
              > zwiazek, itd...

              Bo moim zdaniem, niestety, żadnych prób nie było. Lepiej trzymać w
              odwodzie "starą" narzeczoną a jak się nadarzy okazja - czmychnąć z inną.

              Znikanie z oczu dziecku nie jest dobrym pomysłem - dziecko zawsze będzie kochać
              swoich rodziców - jacy by nie byli. Jeśli rodzice muszą sie rozstać (czy tak
              jest rzeczywiście w tym przypadku nie mnie oceniać) nie powinni rozstawać się z
              dzieckiem. Ono musi wiedzieć i czuć, że jest kochanie zarówno przez matke jak i
              ojca, a sprawy między partnerami to rzecz dorosłych nie dzieci.

              --
              :-)))
      • Gość: Sergiusz Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes IP: 213.17.172.* 03.06.03, 17:53
        Przepraszam, ale to jest IDIOTYZM.

        Można się rozstać z matką dziecka, ale nie Z DZIECKIEM!!!
        To nieprawda, że dziecko jest głupiutkie i nic nie
        rozumie. Rozumie dużo więcej i dużo bardziej, niż się
        nam, zarozumiałym dorosłym, wydaje. Z dzieckiem trzeba
        ROZMAWIAć niezależnie od tego, ile ma lat. Nawet z
        niemowlakiem.

        I jeszce jedno: dziecko ZAWSZE będzie chciało mieć i ojca
        i matkę. I nikt ich nie zastąpi.

        Lekko wkurzony MS.
        • Gość: Agnes Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes IP: *.jgora.dialog.net.pl 06.06.03, 22:57
          Zgadzam sie i z Meduzą i z Sergiuszem. Musimy ponosić odpowiedzialnośc za nasze
          czyny a dziecko jest w tym najważniejsze. Nie twierdzę ze należy trwać w martwy
          związku bo nie ma chyba nic gorszego. Jeśli jesteście w stanie znaleźć mądre
          wyjści z tej sytuacji (choć takiego do końca nigdy nie będzie), ale mam tu na
          myśli np. nie utrudnianie kontaktów z ojcem itp i zaangażowanie ojca w
          wychowanie dziecka, to może to być najlepsze. Sama mam córeczkę 2,5 letnią a
          mąż jest w domu jedynie w weekndy (ze względu na pracę) i widze jak ona to
          przeżywa a przecież w te 2 dni jesteśmy normalną rodziną. Są codzienne telefony
          itp.
          Z tej sytuacji nie ma prostego wyjścia. Spróbuj dla dziecka zawalczyć. Rodzina
          i wspólne życie to nie tylko seks. Może jakaś terapuia rodzinna?
    • krop.ka Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 15:01
      Wiązać się z kimś nie zakończywszy uprzednio obecnego związku to moim zdaniem
      najgorsze co mozesz zrobić. Skąd możesz mieć pewność, na ile twoje znudzenie
      obecna partnerką jest spowodowane tym , że faktycznie coś się wypaliło, a na
      ile kontrastem pomiędzy matką Twojego dziecka a tą drugą, która jest dla Ciebie
      uosobieniem zmiany na lepsze, ucieczką od nudy?
      Poza tym piszesz, że nie wiesz, czy jeszcze kochasz matkę twojego dziecka, a
      zaraz potem, ze kochasz te drugą i chcesz z nia spędzić życie. Coś jest tutaj
      nie tak...

      A co na to ta druga właśnie? Czy w ogóle jest świadoma twojej sytuacji?
      • Gość: piotr pytanie do pań interlokutorek .... IP: proxy / 192.168.0.* 03.06.03, 17:15
        Ciekaw jestem na ile potrafiłyście prawidłowo i roztropnie rozwiązać swoje
        sercowe problemy,których jak kazdemu zresztą życie i Wam nie skąpiło.Pewnie
        wszystkie jesteście bardzo szczęśliwe w swoich związkach .a jeśli nie to tylko
        i wyłącznie z winy kolejnej męskiej świni-jak sądzę.Zycie niestety nie jest
        tylko złe lub tylko dobre.Czasem sprawy są nieco bardziej
        skomplikowane.pozdrawiam
        • white.falcon Re: pytanie do pań interlokutorek .... 03.06.03, 18:14
          Gość portalu: piotr napisał(a):

          > Ciekaw jestem na ile potrafiłyście prawidłowo i roztropnie rozwiązać swoje
          > sercowe problemy,których jak kazdemu zresztą życie i Wam nie skąpiło.Pewnie
          > wszystkie jesteście bardzo szczęśliwe w swoich związkach .a jeśli nie to
          tylko
          > i wyłącznie z winy kolejnej męskiej świni-jak sądzę.Zycie niestety nie jest
          > tylko złe lub tylko dobre.Czasem sprawy są nieco bardziej
          > skomplikowane.pozdrawiam

          Cóż - ja nie narzekam. Wszystkie moje problemy natury sercowej i nie tylko
          (również przyjaźni i ogólnych kontaktów międzyludzkich) rozwiązywałam dotąd z
          poszanowaniem zdania innej osoby i starania się nie krywdzenia też siebie.
          Większość decyzji, zależnych ode mnie, podejmowałam w sposób przemyślany. I jak
          dotąd, nawet patrząc z perspektywy, na wydarzenia sprzed kilku lat, nie żałuję
          niczego. Udało mi się jak dotąd nikogo nie skrzywdzić, w tym - nie skrzywdzić
          siebie. Nie uznaję się ani za kata, ani za ofiarę może dlatego, że nie
          podchodzę do spraw sercowych nieodpowiedzialnie i niepoważnie i poprostu w tym
          jestem uczciwa. A ponadto - szanuję inne osoby i uwzględniam to, iż każdy ma
          prawo do odmienności zdania, nie jestem zapatrzona tylko i wyłącznie w siebie.
          Mężczyzn nie uznaję za "szowinistyczne świnie" lub coś podobnego dlatego, że
          nie lubię naklejania etykietek i podchodzę do każdej osoby - niezależnie,
          jakiej płci jest - w indywidualny sposób, nie generalizując "ten człowiek jest
          dobry (zły)", tylko doceniając zalety takiej osoby i starając się dostrzec i
          uwzględnić wady, na temat których z tą osobą należy poprostu rozmawiać,
          dochodząc do porozumienia. Ludzie z ludźmi nie rozmawiają, bo wolą widzieć
          tylko swoje "ja", a nie dostrzegać "ja" innej osoby, która przecież nie jest
          własnością, tylko odrębnym człowiekiem.
          Pozdrv.:)
          • jmx Re: pytanie do pań interlokutorek .... 03.06.03, 18:20
            white.falcon napisała:

            > Cóż - ja nie narzekam. Wszystkie moje problemy natury sercowej i nie tylko
            > (również przyjaźni i ogólnych kontaktów międzyludzkich) rozwiązywałam dotąd z
            > poszanowaniem zdania innej osoby i starania się nie krywdzenia też siebie.
            > Większość decyzji, zależnych ode mnie, podejmowałam w sposób przemyślany. I
            jak
            >
            > dotąd, nawet patrząc z perspektywy, na wydarzenia sprzed kilku lat, nie
            żałuję
            > niczego. Udało mi się jak dotąd nikogo nie skrzywdzić, w tym - nie skrzywdzić
            > siebie. Nie uznaję się ani za kata, ani za ofiarę może dlatego, że nie
            > podchodzę do spraw sercowych nieodpowiedzialnie i niepoważnie i poprostu w
            tym
            > jestem uczciwa. A ponadto - szanuję inne osoby i uwzględniam to, iż każdy ma
            > prawo do odmienności zdania, nie jestem zapatrzona tylko i wyłącznie w siebie.
            > Mężczyzn nie uznaję za "szowinistyczne świnie" lub coś podobnego dlatego, że
            > nie lubię naklejania etykietek i podchodzę do każdej osoby - niezależnie,
            > jakiej płci jest - w indywidualny sposób, nie generalizując "ten człowiek
            jest
            > dobry (zły)", tylko doceniając zalety takiej osoby i starając się dostrzec i
            > uwzględnić wady, na temat których z tą osobą należy poprostu rozmawiać,
            > dochodząc do porozumienia. Ludzie z ludźmi nie rozmawiają, bo wolą widzieć
            > tylko swoje "ja", a nie dostrzegać "ja" innej osoby, która przecież nie jest
            > własnością, tylko odrębnym człowiekiem.
            > Pozdrv.:)

            Podpisuję się pod tym wszystkimi czterema kończynami.

            Podziwiam Twoja świętą cierpliwość. Ja takiej nie mam... Już.

            --
            :-)))
        • Gość: Sergiusz Do Pana Piotra - dla odmiany na poważnie IP: 213.17.172.* 04.06.03, 09:38
          Piorze, Dyziu, zahedanie... Forumowy kameleonie:

          przeczytałem sporo Twoich wypowiedzi i tak się
          zastanawiam, co Ty właściwie myślisz? Czego od swojego
          życia chcesz? Do czego dążysz?

          Chcesz się zakochać... pięknie, ale co potem? I co teraz?
          Tkwisz w "nieudanym związku" i, odnoszę wrażenie, sam
          przed sobą próbujesz usprawiedliwić chęć wyskoczenia z
          niego na chwilkę.
          Zarzucasz wszystkim Paniom, że nie potrafią rozwiązywać
          swoich życiowych problemów. A TY swoje potrafisz?

          Masz rację, życie jest bardzo nie-proste. Ale sposobem na
          poruszanie się po nim nie jest wykonywanie chaotycznych
          ruchów tonącego i ustawianie siebie w roli ofiary
          przeciwnej płci.

          Hmmmm... masz 46 lat. Czy masz dzieci?

          MS.

        • krop.ka Re: pytanie do pań interlokutorek .... 04.06.03, 10:16
          Może Cię zaskoczę, ale swoją opinię opieram na obserwacji i częściowo na
          własnym doświadczeniu. Nie jest więc tak, ze radzę nie wiedząc, co mówię.
          Pozdrawiam.
          --
          Nic nie zadowoli tych, których wiele też nie zadowala. [przysł. greckie]
    • white.falcon Re: Co jest wazniejsze? dziecko czy wlasne szczes 03.06.03, 17:17
      Dawanie rad akurat w tej materii jest niebezpieczne, bo można usłyszeć radę,
      która się absolutnie nie spodoba. Więc autor i tak i tak postąpi, jak mu się to
      wydaje najlepiej. Chyba jednak wypadałoby być szczerym i przedstawić uczciwie
      sytuację Mamie dziecka, porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystkie wątpliwości i
      wspólnie podjąć decyzję, czy próbować odbudować związek, czy zdecydować się na
      rozstanie. Fakt, na to potrzeba odwagi, ale chyba należałoby uwzględnić drobny
      szczegół - o byciu razem nie decydował autor SAM. Była to także decyzja Mamy
      dziecka, więc chyba powinny w tej materii podjąć decyzję obydwie strony. A
      dzieci? Dzieci wyrastają i odchodzą żyć swoim życiem. Pojmowanie związku ze
      względu tylko i wyłącznie na dobro dziecka, jest pomyłką - rodzina, w której
      rodzice nie chcą być ze sobą jest bardziej stresogennym i łamiącym psychikę
      dziecka środowiskiem, niż wychowywanie go przez jednego z rodziców, lub - dajmy
      na to - przez kovchających się i tworzących prawdziwy dom Mamę i Ojczyma. I tak
      może się zdarzyć, iż ta Pani spotka na swojej drodze kogoś bardziej wartego
      uczuć i doceniającego ją taką, jaka jest. Bardzo krzywdzącym dla dziecka jest
      dorastanie w rodzinie, która trwa tylko ze względu na nie. A nawet jeżeli taka
      rodzina z obowiązku i przetrwa, to co czeka dwoje ludzi po tym, gdy dziecko
      opuści dom? Zdanie sobie sprawy ze zmarnowanych lat życia? Inną sprawą jest
      pytanie, czy ta druga Pani wie wogóle o istnieniu Mamy i dziecka i jak
      zapatruje się na tą kwestię? Równie egoistycznie jak autor (bo odnoszę
      wrażenie, że jest doskonałym egostą - ale to moje prywatne zdanie)?
      Zresztą i tak i tak autor postąpi jak chce. Nie chciałabym w życiu poznać kogoś
      takiego - o takim charakterze. Nawet jako przyjaciel byłby dla mnie nie
      wiarygodny.
      Pozdrv.:)
    • jmx Re: 03.06.03, 17:37
      Wydaje mi sie, ze niektórzy przedstawiciele Waszej płci nie wiedzą (albo nie
      chcą wiedzieć) co to znaczy - ODPOWIEDZIALNOŚĆ. I mówienie o facetach czy
      kobietach "To świnie wszystko przez nich/nie" niewiele pomoże, bo "świnowatość"
      zdarza sie po obu stronach.

      Niestety, jak się załozyło rodzine i posiada dzieci to przede wszystkim należy
      myśleć o nich. Związku nie da sie utrzymać za wszelką cenę, czasami trzeba się
      rozstać, nie przeczę. Ale najpierw należy zrobić porządek z obecnym a nie
      szukać nowego i pakować się w kolejne kłopoty. Takie jest moje zdanie i go nie
      zmienię.

      A facet, ktory podaje się za wdowca podczas gdy nieświadoma niczego ślubna
      chodzi po bożym świecie w najlepszym zdrowiu, nie zasługuje na to by go
      nazwać "świnią". Bo obraża to te pożyteczne stworzenia.

      --
      :-)))
    • Gość: Sergiusz Dziecko =? szczęście IP: 213.17.172.* 03.06.03, 18:11
      Tak się składa, że ja sam wychowywałem swoje dziecko. I
      dziesiątki razy musiałem dokonywać wyboru: ono, czy ja.
      Dla mnie to zawsze było OCZYWISTE: dziecko. To było
      tożsame z "moim szczęściem"

      Jak się nie myślało wtedy, kiedy się je "robiło", to być
      może pora zacząć teraz.

      Wcale nie twierdzę, że utrzymywanie związku z matką
      dziecka na siłę to dobry pomysł, ale do ewentualnego
      rozstania trzeba podejść w sposób dorosły. Więc: po
      pierwsze zdecydować, czego się naprawdę chce, po drugie:
      o tym wszystkim z partnerką/matką dziecka rozmawiać.
      Fruwać z kwiatka na kwiatek można, póki się samemu
      odpowiada za swoje postępowanie. Od chwili, kiedy się
      jest ojcem/matką, za nasze błedy większą część rachunku
      płacą dzieci. I otym trzeba pamiętać.
      Zabawkę ma się na jakiś czas, zawsze można wyrzucić stara
      i kupić nową. Dzieci sa NA CAŁE ŻYCIE.

      A w ogóle co to za "wybór"?
      Dziecko ALBO własne "szczęście"???

      MS.
      • jmx kij w mrowisko...? 03.06.03, 18:36
        Ale moim zdaniem, nie można wszystkiego robić "dla dziecka" kosztem własnego
        życia. Nie 'twórzmy' egoistów...

        "Złoty środek" - ale to takie trudne wypośrodkować, jednocześnie mając
        świadomość, że czyjeś przyszłe życie jest zależne od naszego każdego kroku i
        czynu.

        --
        :-)))
      • Gość: katinka Re: Dziecko =? szczęście IP: *.attu.pl / 192.168.6.* 03.06.03, 19:31
        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

        > Tak się składa, że ja sam wychowywałem swoje dziecko. I
        > dziesiątki razy musiałem dokonywać wyboru: ono, czy ja.
        > Dla mnie to zawsze było OCZYWISTE: dziecko. To było
        > tożsame z "moim szczęściem"
        >
        > Jak się nie myślało wtedy, kiedy się je "robiło", to być
        > może pora zacząć teraz.
        >
        > Wcale nie twierdzę, że utrzymywanie związku z matką
        > dziecka na siłę to dobry pomysł, ale do ewentualnego
        > rozstania trzeba podejść w sposób dorosły. Więc: po
        > pierwsze zdecydować, czego się naprawdę chce, po drugie:
        > o tym wszystkim z partnerką/matką dziecka rozmawiać.
        > Fruwać z kwiatka na kwiatek można, póki się samemu
        > odpowiada za swoje postępowanie. Od chwili, kiedy się
        > jest ojcem/matką, za nasze błedy większą część rachunku
        > płacą dzieci. I otym trzeba pamiętać.
        > Zabawkę ma się na jakiś czas, zawsze można wyrzucić stara
        > i kupić nową. Dzieci sa NA CAŁE ŻYCIE.
        >
        > A w ogóle co to za "wybór"?
        > Dziecko ALBO własne "szczęście"???
        >
        > MS.


        dziekuje za to, co napisales, cokolwiek by to nie znaczylo... tak sie sklada,
        ze jestem mama malego chlopczyka i jestem sama, bo gdy byl malenki cos sie
        wydalo i zostala podjeta "decyzja". wygrala ta druga, niestety jestem po
        drugiej strony barykady Piotra. bardzo mi zal wszystkiego, wspomnien i uczuc,
        ktore byly piekne przeciez, ale przede wszystkim zal mi naszego synka, mojej
        walki o niego, staran, (dzieki lekarzom, heh), tak naprawde dziecko pojawilo
        sie w najgorszym chyba momencie, gdy przez przypadek DOWIEDZIALAM SIE. straszne
        uczucie, naprawde. i chyba nigdy juz nie bede umiala sie pozbierac w srodku,
        watpie, zeby ta druga kobieta choc raz o tym pomyslala... pomijam ojca dziecka,
        jest podobny do Piotra, bo oszukiwal. trudno mi sie o tym pisze, minely dwa
        lata, a we mnie smutek, "cos" sie ciagnie za mna jak zmora, nie pozwala cieszyc
        drobiazgami. ktos wlasnie po raz kolejny zostawil (dziecko???....)

        nie wiem, kim jestes, Sergiuszu, ale dziekuje... to, co przeczytalam, daje
        nadzieje... ze moze kiedys spotkam takiego czlowieka, ktory....

        Katinka
        • Gość: Sergiusz kalinowy dzieć IP: 213.17.172.* 03.06.03, 19:56
          Wychowując dziecko ciągle balansujemy na linie tego
          "złotego środka", o którym napisała jmx. To jest bardzo
          trudne, bo z jednej strony mamy świadomość gigantycznej
          odpowiedzialności za kogoś kompletnie zdanego na "naszą
          łaskę i niełaskę", a z drugiej strony - zatracenie siebie
          to krzywda i dla nas i, tak naprawdę, dla niego też.

          Mieć dziecko to i szczęście i bardzo ciężkie chwile. Ale,
          kiedy ono dorasta i można sobie powiedzieć, że się jest
          dumnym z tego, że jest jakie jest - ha, to wynagradza
          wszystko.

          A ludzie... cóż, paskudy zdarzają się po obu "stronach".
          Piękni ludzie też.

          Powodzenia!

          MS.
          • ja_nek Re: kalinowy dzieć 03.06.03, 21:44
            Czasem zakochanie w kimś przychodzi samo. Ale życie po podjęciu
            najwazniejszych decyzji (nie utożsamiajmy ich z małżeństwem), ale z
            posiadaniem dzieci, jest pełne takich atrakcyjnych "szans" - pięknych,
            atrakcyjnych kobiet, z którymi mamy chęć coś stworzyć.
            Dobrze, że nie wyszliście z matką twojego dziecka za siebie, bo
            skomplikowalibyście sobie jeszcze dodatkowo zycie...

            Czy fikcyjna rodzina to jest to, co dziecko woli? Ono chce, aby wszystko było
            dobrze między rodzicami, chce by się kochali, bo inaczej cierpi.
            Ja bym optował za próbą reaktywacji związku. Zrób to dla dziecka, skoro dla
            siebie nie chcesz tego zrobić.
            Chciej odnowić wszystko dla niego, a może sam na nowo odkryjesz to co,
            utraciłeś.... i moze znów będzie jak dawniej...

            Pozdrawiam
            janek
            • kwasna_cytryna Re: kalinowy dzieć 03.06.03, 23:10
              Nie łata się związku dla dziecka, bo zazwyczaj to wcale dla niego nie jest
              dobre. A im jest starsze, tym lepiej rozumie, że ten dom, który stworzyli mu
              łatający swój związek, jest bardzo daleki od ideału. Moim zdaniem lepiej mieć
              oboje kochających rodziców, którzy nie są razem, niż dom, w którym brak jest
              miłości.
              --
              "Żadna kobieta nie powiedziała nigdy całej prawdy o swoim życiu."

              Isadora Duncan
        • white.falcon Re: Dziecko =? szczęście 03.06.03, 23:10
          Gość portalu: katinka napisał(a):
          >
          > dziekuje za to, co napisales, cokolwiek by to nie znaczylo... tak sie sklada,
          > ze jestem mama malego chlopczyka i jestem sama, bo gdy byl malenki cos sie
          > wydalo i zostala podjeta "decyzja". wygrala ta druga, niestety jestem po
          > drugiej strony barykady Piotra. bardzo mi zal wszystkiego, wspomnien i uczuc,
          > ktore byly piekne przeciez, ale przede wszystkim zal mi naszego synka, mojej
          > walki o niego, staran, (dzieki lekarzom, heh), tak naprawde dziecko pojawilo
          > sie w najgorszym chyba momencie, gdy przez przypadek DOWIEDZIALAM SIE.
          straszne
          >
          > uczucie, naprawde. i chyba nigdy juz nie bede umiala sie pozbierac w srodku,
          > watpie, zeby ta druga kobieta choc raz o tym pomyslala... pomijam ojca
          dziecka,
          >
          > jest podobny do Piotra, bo oszukiwal. trudno mi sie o tym pisze, minely dwa
          > lata, a we mnie smutek, "cos" sie ciagnie za mna jak zmora, nie pozwala
          cieszyc
          >
          > drobiazgami. ktos wlasnie po raz kolejny zostawil (dziecko???....)
          >
          > nie wiem, kim jestes, Sergiuszu, ale dziekuje... to, co przeczytalam, daje
          > nadzieje... ze moze kiedys spotkam takiego czlowieka, ktory....
          >
          > Katinka

          Życzę Ci tego z całego serca. Zobaczysz, jeszcze wiele radości doświadczysz w
          swoim życiu. A nawet jeżeli teraz Ci jest ciężko i smutno i widzisz wszystko w
          szarych kolorach beznadziei, uwierz, że masz dla kogo żyć i znajdzie się
          człowiek, który Cię właściwie oceni i doceni i obdarzy uczuciem. Wyobraź sobie,
          że zostałabyś z osobą, jaką opisujesz. Czy czułabyś się dobrze, będąc
          oszukiwaną, czy Twoje Dziecko mogłoby czuć się dobrze w złej atmosferze
          wzajemnego braku zaufania. Zapewne jest szczęśliwsze, spokojniejsze i
          pogodniejsze, widząc nawet zmęczoną, ale jego Mamę, niż Mamę znerwicowaną,
          rozdrażnioną i nieszczęśliwą, trwającą w związku, który nie niesie nadziei na
          coś lepszego. Pomyśl, co mogłoby raczej napewno spotkać Twoje Dziecko i
          popatrz, czy taka sytuacja nie jest zdrowsza i lepsza. Nie trać nadziei i
          postaraj się o siłę woli i ducha, które znajdziesz w sobie i spójrz na sytuację
          z innej perspektywy. Jeżeli potrafisz, to z perspektywy, jakbyś oglądała film
          (z perspektywy wypranej z uczuć). Nie łudź się, że mogło by być lepiej,
          gdyby... Źle trafiłaś - nie byłoby takiego gdyby... Zdaj z tego sobie sprawę i
          zbierz siły i zbuduj swój świat od nowa. Zapewne starczy Ci sił, bo masz dla
          kogo budować ten świat, a nie ma nic silniejszego, niż Miłość Mamy do Dziecka.
          Nie trać nadziei.:)
          Pozdrv.:)
          • ja_nek Re: Dziecko =? szczęście 04.06.03, 00:47
            Cytryno, ale facet jeśli dobrze doczytałem zakochał się w innej, a to jest
            stan przejściowy. To jeszcze NIE miłość. Co prawda mówi, że chce z nią spędzić
            życie, ale czy można to traktować poważnie?
            A jego uczucia do matki jego dziecka jak sam pisze: "wydaje mi się, że już jej
            nie kocham". Jest zniechęcony do dotychczasowej partnerki, widzi atrakcyjną
            kobietę i wyobraźnia pracuje - myśli, że tam czeka go coś lepszego.

            W poprzedniej wypowiedzi nie miałem na myśli trwania przez lata w pustym,
            nieistniejącym związku, ale próbę ratowania tego co było dotąd. Jest jak sądzę
            co i co ważniejsze DLA KOGO. W tym co napisał autor na początku brak powodów
            tego rozpadu po stronie żony. Jest oczywiście kwestia seksu i jej
            atrakcyjności, ale takie rzeczy przy zachowaniu cierpliwości da się jak sądzę
            załatwić. Poza tym, to staje się jaskrawe, bo on porównuje to co ma z tym co
            MÓGŁBY mieć z tą drugą.

            Pozdrawiam
            janek
            • kwasna_cytryna Re: Dziecko =? szczęście 04.06.03, 07:53
              ja_nek napisał:

              > W poprzedniej wypowiedzi nie miałem na myśli trwania przez lata w pustym,
              > nieistniejącym związku, ale próbę ratowania tego co było dotąd. Jest jak
              sądzę
              > co i co ważniejsze DLA KOGO. W tym co napisał autor na początku brak powodów
              > tego rozpadu po stronie żony. Jest oczywiście kwestia seksu i jej
              > atrakcyjności, ale takie rzeczy przy zachowaniu cierpliwości da się jak sądzę
              > załatwić. Poza tym, to staje się jaskrawe, bo on porównuje to co ma z tym co
              > MÓGŁBY mieć z tą drugą.

              Nie ratuje się związku dla KOGOŚ. Samemu trzeba chcieć zrobić to dla siebie. A
              sytuacja, kiedy seks przestaje satysfakcjonować, jest zazwyczaj konsekwencją
              tego, że w samym związku dzieje się niedobrze. Nie załatwi sie tego odrobiną
              cierpliwości. Jeśli już, to ogromem pracy włożonym w odbudowę tego, co gdzieś
              po drodze umknęło.

              --
              "Żadna kobieta nie powiedziała nigdy całej prawdy o swoim życiu."

              Isadora Duncan
              • vazniak Re: Dziecko =? szczęście 04.06.03, 10:00
                kwasna_cytryna napisała:

                > ja_nek napisał:
                >
                > > W poprzedniej wypowiedzi nie miałem na myśli trwania przez lata w pustym,
                > > nieistniejącym związku, ale próbę ratowania tego co było dotąd. Jest jak
                > sądzę
                > > co i co ważniejsze DLA KOGO. W tym co napisał autor na początku brak powod
                > ów
                > > tego rozpadu po stronie żony. Jest oczywiście kwestia seksu i jej
                > > atrakcyjności, ale takie rzeczy przy zachowaniu cierpliwości da się jak są
                > dzę

                Idealizowanie, idealizowanie.. W kazdym zwiazku atrakcyjnosc kobiety w oczac
                faceta maleje, zeby niewiadomo co. A naokolo pelno nowego, mlodego
                slicznego "mieska". Takie niestety prawo natury, biologii. Przestancie chowac
                glowe w piasek, zycie jest jakie jest, z niczyjej winy.Facio kocha sie z zonka
                a wyobraza inna/inne. Tak JEST. I zycia nie zmienisz.
                > > załatwić. Poza tym, to staje się jaskrawe, bo on porównuje to co ma z tym
                > co
                > > MÓGŁBY mieć z tą drugą.
                >
                > Nie ratuje się związku dla KOGOŚ. Samemu trzeba chcieć zrobić to dla siebie.
                A
                > sytuacja, kiedy seks przestaje satysfakcjonować, jest zazwyczaj konsekwencją
                > tego, że w samym związku dzieje się niedobrze. Nie załatwi sie tego odrobiną
                > cierpliwości. Jeśli już, to ogromem pracy włożonym w odbudowę tego, co gdzieś
                > po drodze umknęło.
                >
                  • sunrise1 Re: O rozumnej biologii 04.06.03, 10:57
                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                    > Natura wyposażyła nas wszystkich w narządy płciowe, a
                    > ewolucja - w duże mózgi.
                    > Ludzie między sobą różnią się najbardziej wielkością i
                    > stopniem wykorzystania rozumu.
                    >
                    > MS.

                    Przerażające jest to, że coraz więcej ludzi zaczyna żyć bez
                    " udziału szarych komórek"

                    z:)
                  • vazniak Re: O rozumnej biologii 04.06.03, 11:04
                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                    > Natura wyposażyła nas wszystkich w narządy płciowe, a
                    > ewolucja - w duże mózgi.
                    > Ludzie między sobą różnią się najbardziej wielkością i
                    > stopniem wykorzystania rozumu.
                    >
                    > MS.

                    Sergiuszu idealizujesz. Oczywiscie ze mozesz uzyc komorek. A jezeli jakas babka
                    pozada innego, a z Toba jest bo uzywa szarych komorek to cos Tobie pomaga?
                    Pociaga jest pociagiem. Juz sama swiadomosc ze ktos inny jest w jej oczach tym
                    bardziej wymarzonym nie frustruje Ciebie? CZesto sex/pasja/milosc czyni z nas
                    idiotow i wtedy to jest mocniejsze od szarych komorek. Daj mi faceta ktory nie
                    glupieje na widok mlodej pieknej golej baby. Ale oczywiscie - wolimy udawac ze
                    jest idealnie, wspaniale, milosc cale zycie itd.
                    • sunrise1 o zrozumieniu 04.06.03, 11:18
                      vazniak napisał:
                      CZesto sex/pasja/milosc czyni z nas
                      >
                      > idiotow i wtedy to jest mocniejsze od szarych komorek.


                      Wydaje mi się, ze rzecz polega na tym, żeby nie stac się tym idiotą
                      tak do końca i bezrozumnie.
                      Pasje i szaleństwa nie są obce żadnemu " normalnemu " człowiekowi,
                      niemniej zawsze i wszędzie trzeba znależć TĘ granicę.

                      Daj mi faceta ktory nie
                      > glupieje na widok mlodej pieknej golej baby. Ale oczywiscie - wolimy udawac
                      ze
                      > jest idealnie, wspaniale, milosc cale zycie itd.


                      Nie którzy nie muszą udawać. Oglądanie się za kimś to NIC wielkiego.
                      Kochanie kogoś i bycie z nim wtedy, gdy seks jest niemożliwy
                      z powodu np choroby drugiej osoby- to bycie człowiekiem, to miłość
                      po prostu.
                      Jeszcze coś, może nie żyję nadzwyczajnie długo bym mogła wypisywać takie
                      opinie, ale miałam tę radość spotkać na swojej drodze ludzi KOCHAJĄCYCH SIĘ
                      miłością nie pytajacą o nic.


                      z :)
                    • Gość: Sergiusz O rozumnej biologii - cd IP: 213.17.172.* 04.06.03, 11:52
                      Wyobraź sobie, że sa na świecie panowie, których wręcz
                      brzydzą gołe idiotki, za to potrafią zachwycić kobiety
                      ubrane (choć niekoniecznie zawsze... ;-)) i mądre. Tu
                      właśnie ma zastosowanie rozum.

                      Ludzie są, na szczęście, różni i każdy może wybrać, do
                      jakiego towarzystwa się chce "zapisać". Tych, których
                      opisałeś, unikam,

                      MS.

                      I mam też wrażenie, że nie wszystkie kobiety kochają w
                      mężczyznach wyłącznie mięśnie i...

                      S.
                      • vazniak Re: O rozumnej biologii - cd 04.06.03, 11:56
                        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                        > Wyobraź sobie, że sa na świecie panowie, których wręcz
                        > brzydzą gołe idiotki, za to potrafią zachwycić kobiety
                        > ubrane (choć niekoniecznie zawsze... ;-)) i mądre. Tu
                        > właśnie ma zastosowanie rozum.

                        No to nie sa zdrowi mescy faceci z testosteronem! albo geje! Jaki facet woli
                        ubrana kobiete?Pewnie taki ktory lubi seks po Bozemu albo wogole nie lubi seksu.
                        • Gość: Sergiusz O bezrozumnej biologii IP: 213.17.172.* 04.06.03, 12:18
                          No i wracamy do sedna.

                          Właśnie ci "męscy faceci z testosteronem" obdarzają świat
                          dziećmi, wychowywanymi w kulcie gołej baby albo faceta -
                          kulturysty.
                          A sami, przeskakując "na" kolejną piękną i gołą babę,
                          czują się usprawiedliwieni - przecież tego od nich wymaga
                          biologia...

                          Żałosny to obraz świata.

                          MS.
                        • kwasna_cytryna Re: O rozumnej biologii - cd 04.06.03, 12:22
                          To, co zakryte, może być zdecydowanie bardziej podniecające niż NAGA PRAWDA.
                          Bo cóż można jeszcze w nagości odkryć? Już nie zostaje żadne pole dla wyobraźni
                          :-(
                          --
                          "Żadna kobieta nie powiedziała nigdy całej prawdy o swoim życiu."

                          Isadora Duncan
                          • sunrise1 Re: O rozumnej biologii - cd 04.06.03, 12:26
                            kwasna_cytryna napisała:

                            > To, co zakryte, może być zdecydowanie bardziej podniecające niż NAGA PRAWDA.
                            > Bo cóż można jeszcze w nagości odkryć? Już nie zostaje żadne pole dla
                            wyobraźni
                            >
                            > :-(

                            No cóż, to akurat tym , co się w oliwce Johnson's Baby kąpią ,
                            nie przyjdzie do główki, a swoja drogą to dziwne, w końcu to tacy
                            " esteci"

                            z:))))
                            • sunrise1 Re: O rozumie I biologii 04.06.03, 12:38
                              Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                              > Jeśli ładna nagość nie jest czyimś JEDYNYM przymiotem, to
                              > zawsze pozostaje mnóstwo do odkrycia.
                              >
                              > MS.
                              >

                              takie " zgromadziska " przymiotów wbrew wszystkiemu zdarzają się, ale pewna
                              osoba na forum niegdyś nie dała wiary tej tezie.

                              z:)
                        • jmx Dwa cytaty 04.06.03, 13:22
                          "Idealizowanie, idealizowanie.. W kazdym zwiazku atrakcyjnosc kobiety w oczac
                          faceta maleje, zeby niewiadomo co. A naokolo pelno nowego, mlodego
                          slicznego "mieska". Takie niestety prawo natury, biologii. Przestancie chowac
                          glowe w piasek, zycie jest jakie jest, z niczyjej winy.Facio kocha sie z zonka
                          a wyobraza inna/inne. Tak JEST. I zycia nie zmienisz."

                          "A jezeli jakas babka pozada innego, a z Toba jest bo uzywa szarych komorek to
                          cos Tobie pomaga? Pociaga jest pociagiem. Juz sama swiadomosc ze ktos inny jest
                          w jej oczach tym bardziej wymarzonym nie frustruje Ciebie?"


                          Coś wybiórcza ta biologia dla kobiet Twoim zdaniem. Dlaczego u kobiet frustruje
                          Cię to, co dla własnej płci uważasz za normę?

                          --
                          :-)))
                          • vazniak Re: Dwa cytaty 04.06.03, 13:25
                            jmx napisała:

                            > "Idealizowanie, idealizowanie.. W kazdym zwiazku atrakcyjnosc kobiety w oczac
                            > faceta maleje, zeby niewiadomo co. A naokolo pelno nowego, mlodego
                            > slicznego "mieska". Takie niestety prawo natury, biologii. Przestancie chowac
                            > glowe w piasek, zycie jest jakie jest, z niczyjej winy.Facio kocha sie z >
                            > Coś wybiórcza ta biologia dla kobiet Twoim zdaniem. Dlaczego u kobiet
                            frustruje


                            > Cię to, co dla własnej płci uważasz za normę?

                            Absolutnie nie rozumiem Twojej argumentacji.
                            U obu plci jest tak samo. Gdzie masz napisane ze wybiorcza?? Tylko daje
                            przyklad Sergiuszowi
                            • jmx Re: jeszcze raz 04.06.03, 14:57
                              "W kazdym zwiazku atrakcyjnosc kobiety w oczach faceta maleje, zeby niewiadomo
                              co."
                              "Juz sama swiadomosc ze ktos inny jest w jej oczach tym bardziej wymarzonym nie
                              frustruje Ciebie?"

                              Wg mnie to sie kłóci ze sobą. Skoro to takie naturalne i oczywiste - to nie
                              powinno frustrować. Taka jest po prostu kolej rzeczy, którą należy
                              zaakceptować.

                              --
                              :-)))
                              • vazniak Re: jeszcze raz 04.06.03, 15:01
                                jmx napisała:

                                > "W kazdym zwiazku atrakcyjnosc kobiety w oczach faceta maleje, zeby
                                niewiadomo
                                > co."
                                > "Juz sama swiadomosc ze ktos inny jest w jej oczach tym bardziej wymarzonym
                                nie
                                >
                                > frustruje Ciebie?"
                                >
                                > Wg mnie to sie kłóci ze sobą. Skoro to takie naturalne i oczywiste - to nie
                                > powinno frustrować. Taka jest po prostu kolej rzeczy, którą należy
                                > zaakceptować.

                                No to teraz ja JESZCZE RAZ!
                                A czy naturalnosc idzie w parze z akceptacja???
                                A czy to ze sie starzejemy ( co jest procesem naturalnym) jest akceptowane i
                                nie frustruje???
                                A to ze smierc jest nieunikniona (naturalne!) nie jest frustrujace???
                                A to ze choroby przychodza (taka natura) nie boli Cie?
                                sam sobie dospiwaj przyklady

                                >
                                • Gość: Sergiusz o akceptacji IP: 213.17.172.* 04.06.03, 15:30
                                  Starzenie i śmierć to procesy nieuniknione, więc nie
                                  akceptowanie ich to okłamywanie samego siebie.

                                  Z chorobami - inna sprawa. Jednych dotykają, drugich nie.
                                  Choroba, polegająca na czysto biologicznym podchodzeniu
                                  do relacji między ludźmi, też na szczęście nie dotyka
                                  wszystkich.

                                  MS.
                                • sunrise1 Re: jeszcze raz 04.06.03, 15:33
                                  vazniak napisał:

                                  > A czy to ze sie starzejemy ( co jest procesem naturalnym) jest akceptowane i
                                  > nie frustruje???

                                  Jeśli umiesz żyć w zgodzie z naturą i z samym sobą , w każdym wieku
                                  dostrzeżesz pozytywne strony życia i bedziesz mógł się nim cieszyć.
                                  To, ze będą frustrować Cie zmarszczki z całą pewnoscią ich nie wygładzi-
                                  - wprost przeciwnie.

                                  > A to ze smierc jest nieunikniona (naturalne!) nie jest frustrujace???
                                  > A to ze choroby przychodza (taka natura) nie boli Cie?
                                  > sam sobie dospiwaj przyklady
                                  >
                                  Przykłady mozna by mnożyć, ale po co ? Zycie mozna naprawde przeżyć
                                  z odrobiną cierpliwości i uśmiechu.

                                  z:)))
                                • jmx Re: jeszcze raz 2 04.06.03, 15:41
                                  vazniak napisał:

                                  > No to teraz ja JESZCZE RAZ!
                                  > A czy naturalnosc idzie w parze z akceptacja???
                                  > A czy to ze sie starzejemy ( co jest procesem naturalnym) jest akceptowane i
                                  > nie frustruje???
                                  > A to ze smierc jest nieunikniona (naturalne!) nie jest frustrujace???
                                  > A to ze choroby przychodza (taka natura) nie boli Cie?
                                  > sam sobie dospiwaj przyklady

                                  Nie. To są rzeczy nieuniknione. I trzeba się z nimi pogodzić a nie buntować
                                  się. Na tym polega m. inn. dojrzałość - moim zdaniem.

                                  --
                                  :-)))
                              • white.falcon Re: Przykład 04.06.03, 17:59
                                Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                                > Dziękuję, ale nie skorzystam.
                                >
                                > MS.

                                Nie skorzystasz, ale samo przyjdzie. Zamartwianie się starością, upływem czasu -
                                to są rzeczy do niczego nie prowadzące. Niezmienne, wpisane w nasze życie. Jak
                                by nie chcieć - ich się nie zmieni. Mozna zmieniać to, co można zmieniać, a
                                pozostałą resztę należy, jak by to się nawet nie podobało, zaakceptować.
                                A choroby? To sprawa szczęścia i, oczywiście, najlepiej nie zachorować.
                                Czy skorzystasz, czy nie? Bedziesz zmuszony do skorzystania, nawet jeżeli nie
                                chcesz. Taka kolej rzeczy poprostu.
                                Pozdrv.:)
                                  • white.falcon Re: Przykład 04.06.03, 18:57
                                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                                    > Nieporozumienie.
                                    > Zajrzyj do mojego wpisu "o akceptacji".
                                    >
                                    > Nie skorzystam z przykładu, jeśli ma nim być postawa i
                                    > stosunek do świata prezentowany przez vazniaka.
                                    >
                                    > MS.

                                    Sorry, trochę nieczytelność powstała w odpowiedziach. Dlatego też mnie trochę
                                    zdziwiła tak nagła "zmiana frontu" z Twojej strony.
                                    Pozdrv.:)
                                      • white.falcon Re: Okład 04.06.03, 19:46
                                        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                                        > A, bo pewnie powinienem był dorzucić cytat, ale bardzo
                                        > tego nie lubię robić.
                                        > Może się poprawię, ale nie obiecuję;-)
                                        >
                                        > MS.
                                        Sądzę, że nieporozumienie wyjaśnione i nie ma co nim się dalej zajmować.
                                        Domyślam się, że tak z rozpędu.;)
                                        Pozdrv.:)