27.01.08, 14:03
Pewien Ktoś zatrzymał się - jak godzien – na ławeczce w parku.
Usiadł i pogrążył się w kontemplacji otaczającego go świata.
Na ławeczce, którą dotykał maleńką ręką, na której siedział po pierwszym dniu w szkole, na której całował po raz pierwszy, na której planował swe życie, na której wspominał tych, których już nie ma.
Drzewa dookoła zdawały się być płaczkami słońca odejścia szumiąc żałośnie smętne melodie o przemijaniu wiatru.
Czul się jak wieczór zatraca się w rozpaczy.
Słonce raz po raz mieszało żółć z zielenią trawy, ale tylko na chwile, jakby drocząc się z nim.
Pomarańczowe konary drzew krzyczały pośród wszędobylskiej zieleni, mącąc niepokojem leśny nieboskłon.
Czul się jak kruszy marzenia niczym jesienne liście leżące na drodze życia za plecami... Dziś martwe - kiedyś żywe, tworzące piękno misternej mozaiki krajobrazu wspomnień... Dziś tak żywych. Rodzących się z każda chwila. Marzenia, liście niesione wiatrem chęci i ciągłych prob. ich urzeczywistnienia... Ale dokąd, do czego...
Wtedy poczuł na sobie pocałunek wiosny. Szła uśmiechnięta ku niemu powoli niosąc ze sobą podmuch wiatru, który uniósł do góry liście, który rozwiewał zachmurzone niebo. Była to najdłuższa chwila w jego życiu. Popatrzył Jej w oczy i zobaczył w nich inny świat. Świat, który Ona chciała mu pokazać.
Tam gdzie on do tej pory dostrzegał jedynie smutek, ona pokazała mu cząstkę radości.
Tam gdzie dostrzegał radość, Ona pokazała mu jej jeszcze więcej.
Rzeczy dotąd brzydkie stawały się całkowicie inne.
Wyschnięte kwiaty piękniały wspomnieniem swego kolorowego życia.
Pobudzały zmysły, przypominały zapachy, ożywały...
Zrozumiał ze nie ma rzeczy brzydkich, martwych, są tylko nienawistne spojrzenia, zimne oczy...
Brzydota okazała się jedynie skutkiem nieumiejętnego patrzenia na świat.
Tak wszystko z szarości i monotonii prostoty stało się obrazem wspaniałym, malowanym w gradacji piękna.
Ona nie pytała go o nic. Karmiła się jego reakcjami, zaskoczeniem.
On chciał Ją o tak wiele spytać, ale słowa strąciły sens, nie potrafił ich w sobie znaleść.
Nie umiał określić tego uczucia...
Czyżby?
A może wiedział teraz ze miłość jest tym wszystkim, czego brak, kiedy się jej nie ma..?
Pierwszy raz odmierzał czas biciem swojego serca, czul się jak cenne jest jego każde jego uderzenie...
Choć upływał, on właśnie tego chciał.
Chciał przeżyć przy Niej jak najwięcej chwil, aby mięć jak najwięcej wspomnień...
Chciał z Nią usiąść na płatku kwiatu i jak na sankach w nieskończoność podążać szlakiem Marzen zostawiając za sobą koleiny wspólnych wspomnień.
Chciał być w ruchu.
Bo bal się zastoju, bo człowiek jest jak zegar, martwy, bez poczucia czasu, a czas nie upływa, jeśli nie ma ruchu, nie ma punktu odniesienia, aby go mierzyć...
Jak kiedy serce, się zatrzyma w miejscu? Instynkt, boimy się wyłączenia z rzeczywistości.
Dlatego poszukujemy.
Jesteśmy w ruchu. Szukamy naszego przeznaczenia a wtedy
Diabeł przyjmuje zakłady w jakiejś spelunie gdzie smutek – owdowiały pająk tka w oknie pajęczynę, w która chce złapać odrobinę szczęścia.
Naprawdę tak nie wiele potrzeba, aby być sobą, ale tak dużo, aby nie zapomnieć, kim się jest.
Lecz odeszła powiedziawszy mu, ze kiedyś się spotkają, ze Ja kiedyś znajdzie ( albo i Ona jego..).
Nie poszedł za Nią, siedział sparaliżowany zachwytem
Powstrzymując się od łez.
Nagle poczuł jakby upadł na ziemie.
Otworzył oczy.
Powrócił do świata rzeczywistości.
Teraz zrozumiał, czego pragnął przez cale swoje życie...
Odetchnął z ulga, a w oku pojawila nie łza... Lecz iskra.
Może on jest szczęśliwcem?
Nie można przecież strącić czegoś, czego się nie ma... (?)
Ale jak widać można tęsknic do czegoś, w co się wierzy, ze dopiero nastąpi...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka